(navigation image)
Home American Libraries | Canadian Libraries | Universal Library | Community Texts | Project Gutenberg | Children's Library | Biodiversity Heritage Library | Additional Collections
Search: Advanced Search
Anonymous User (login or join us)
Upload
See other formats

Full text of "Przyjaciel ludu, czyli, Tygodnik potrzebnych i pożytecznych wiadomości"

Google 



This is a digital copy of a book that was prcscrvod for gcncrations on library shclvcs bcforc it was carcfully scannod by Google as part of a projcct 

to make the world's books discoverablc onlinc. 

It has survived long enough for the copyright to cxpirc and thc book to cntcr thc public domain. A public domain book is one that was never subjcct 

to copyright or whose legał copyright term has expircd. Whcthcr a book is in thc public domain may vary country to country. Public domain books 

are our gateways to the past, representing a wealth of history, cultuie and knowledge that's often difficult to discovcr. 

Marks, notations and other maiginalia present in the original volume will appear in this file - a reminder of this book's long journcy from thc 

publishcr to a library and finally to you. 

Usage guidelines 

Google is proud to partner with libraries to digitize public domain materials and make them widely accessible. Public domain books belong to the 
public and we are merely their custodians. Nevertheless, this work is expensive, so in order to keep providing this resource, we have taken steps to 
prevent abuse by commcrcial partics, including placing lechnical rcstrictions on automated querying. 
We also ask that you: 

+ Make non-commercial use ofthefiles We designed Google Book Search for use by individuals, and we request that you use these files for 
person al, non-commercial purposes. 

+ Refrainfinm automated ąuerying Do not send automated querics of any sort to Google's system: If you are conducting research on machinę 
translation, optical character recognition or other areas where access to a laige amount of text is helpful, please contact us. We encourage the 
use of public domain materials for these purposes and may be able to help. 

+ Maintain attributłonTht Goog^s "watermark" you see on each file is essential for in forming peopleabout thisproject and helping them lind 
additional materials through Google Book Search. Please do not remove it. 

+ Keep it legał Whatever your use, remember that you are responsible for ensuring that what you are doing is legał. Do not assume that just 
because we believe a book is in the public domain for users in the United States, that the work is also in the public domain for users in other 
countries. Whether a book is still in copyright varies from country to country, and we can'l offer guidance on whether any specific use of 
any specific book is allowed. Please do not assume that a book's appearance in Google Book Search means it can be used in any manner 
anywhere in the world. Copyright infringement liabili^ can be quite severe. 

About Google Book Search 

Google's mission is to organize the world's information and to make it universally accessible and useful. Google Book Search helps rcaders 
discoYcr the world's books while helping authors and publishers reach new audiences. You can search through the fuli icxi of this book on the web 

at |http: //books. google .com/l 



Google 



Jest to cyfrowa wersja książki, która przez pokolenia przechowywana była na bibliotecznydi pólkach, zanim została troskliwie zeska^ 

nowana przez Google w ramach projektu światowej bibhoteki sieciowej. 

Prawa autorskie do niej zdążyły już wygasnąć i książka stalą się częścią powszechnego dziedzictwa. Książka należąca do powszechnego 

dziedzictwa to książka nigdy nie objęta prawami autorskimi lub do której prawa te wygasły. Zaliczenie książki do powszechnego 

dziedzictwa zależy od kraju. Książki należące do powszechnego dziedzictwa to nasze wrota do przeszłości. Stanowią nieoceniony 

dorobek historyczny i kulturowy oraz źródło cennej wiedzy. 

Uwagi, notatki i inne zapisy na marginesach, obecne w oryginalnym wolumenie, znajdują się również w tym pliku - przypominając 

długą podróż tej książki od wydawcy do bibhoteki, a wreszcie do Ciebie. 

Zasady uźytkowEinia 

Google szczyci się współpracą z bibliotekami w ramach projektu digitalizacji materiałów będących powszechnym dziedzictwem oraz ich 
upubliczniania. Książki będące takim dziedzictwem stanowią własność publiczną, a my po prostu staramy się je zachować dla przyszłych 
pokoleń. Niemniej jednak, prEice takie są kosztowne. W związku z tym, aby nadal móc dostEu^czać te materiały, podjęliśmy środki, 
takie jak np. ograniczenia techniczne zapobiegające automatyzacji zapytań po to, aby zapobiegać nadużyciom ze strony podmiotów 
komercyjnych. 
Prosimy również o; 

• Wykorzystywanie tych phków jedynie w celach niekomercyjnych 

Google Book Search to usługa przeznaczona dla osób prywatnych, prosimy o korzystanie z tych plików jedynie w nickomcrcyjnycti 
celach prywatnych. 

• Nieautomatyzowanie zapytań 

Prosimy o niewysylanie zautomatyzowanych zapytań jakiegokolwiek rodzaju do systemu Google. W przypadku prowadzenia 
badań nad tlumaczeniEimi maszynowymi, optycznym rozpoznawaniem znaków łub innymi dziedzinami, w których przydatny jest 
dostęp do dużych ilości telfstu, prosimy o kontakt z nami. Zachęcamy do korzystania z materiałów będących powszechnym 
dziedzictwem do takich celów. Możemy być w tym pomocni. 

• Zachowywanie przypisań 

Znak wodny"Googłe w łsażdym pliku jest niezbędny do informowania o tym projekcie i ułatwiania znajdowania dodatkowyeti 
materiałów za pośrednictwem Google Book Search. Prosimy go nie usuwać. 



Hganie prawa 

W ItEiżdym przypadku użytkownik ponosi odpowiedzialność za zgodność swoich działań z prawem. Nie wolno przyjmować, że 
skoro dana łisiążka została uznana za część powszecłmego dziedzictwa w Stanach Zjednoczonych, to dzieło to jest w ten sam 
sposób tralrtowane w innych krajach. Ochrona praw autorskich do danej książki zależy od przepisów poszczególnych lirajów, a 
my nie możemy ręczyć, czy dany sposób użytkowania którejkolwiek książki jest dozwolony. Prosimy nie przyjmować, że dostępność 
jakiejkolwiek książki w Google Book Search oznacza, że można jej użj'wać w dowolny sposób, w każdym miejscu świata. Kary za 
naruszenie praw autorskich mogą być bardzo dotkliwe. 

Informacje o usłudze Google Book Search 

Misją Google jest uporządkowanie światowych zasobów informacji, aby stały się powszechnie dostępne i użyteczne. Google Book 
Search ułatwia czytelnikom znajdowanie książek z całego świata, a autorom i wydawcom dotarcie do nowych czytelników. Cały tekst 
tej książki można przeszukiwać w Internecie pod adresem [http : //books . google . comT] 






:-3 



I 



HARVARD COLLEGE LIBRARY 




^^ 



bought with thb incomb 
of a fund lbft by 

Gborgb Rapall Notbs 







»•*•■ 



■^ - 



/ 



A 



^-i 




\ 



Przyjaciel Ludu 



czyli 



Tygodnik potrzebnych i poży- 
tecznych wiadomości. 



Uol& Utugi. 



Tom I. 
i — 86. 

■ ■IIIIIIIHW n i .ju>gr-r i 

W Lesznie 1835. 
Nakładem i drukiem Ernesta Giiiitlie 



A 



^ /O 



■^ f-^ 



( C 



V 



// /<? 






■•^ 



HARVARD 
UNIYERSITY 

LIBRARY 
28 OCT 1 970 



^ 



i ! ■: 



Spis rzeczy zawartych w roltn drugim^ Tomie pierwszym* 

' • Artjkttlj oznaczone ^ maję dołączone rycinj. 



^nąauci * • • • 

Bftiwanj^ koloMaliie w Bamian ^ 

Bazjliszek ^ • • • 

BirkowskI Fab. ^ ' • • ^ 

Bodiiin ^ • • • • 

Bracia czescy w dawnej WPobce 

Bractwa strzeleckie * • • 

Bursztyn • • • • 

Chińskie kobiety 

Chia^kie przysmaczki • 

Cień królowej Barbary * 

Cokolwiek o nosach • •' 

Cmentarze • • « • 

Czarne suknie 

Czarniecki Stef. z królowa w Chojnicach * 113 

Czerwiec polski • 

Czorsztyn ^ • • • 

Do Czytelników (odezwa) • 
Dom Kopernika W Toruniu * 

— Jara KochanoMskiego * 

— Teniplaryuszów w Louviers 
Dumania na cmentarzu (sonet) 
Dwa dęby (bajka) 
Elektryczność rjb 
Esterka * . ... 



StE. 

11 

151 

28 

118 

145 

127. 130 

39 
202 

16 

23 
169 

75 

159. 166 

160 



Fata morgana ^ . • 
Flis * ... 

Grób Ś. Wojciecha w Gniezn. 
— Jana Kochanowskiego ^ 
Gwóźdź i mtot (bajka) 

Helena i Trojańscy ojcowie ^ 
Historya o Stasiu i Anulce 

Jaskółki ^ ... 

Kamieński Jan Nep. ' • 

Kaplica Ś. Salomei w Grodzisku * 

— Ś. Kazimierza w Wilnie * 

— nu Zobtenie ^ • • 
Klasztor GO. Paulinów w Częstochowie 
Kochanowski Jan ^ . . • 

— Piotr * . . . 

Kołlegiata w Średzie * 
Koń dziki Litewski ^ 
Kościół Bożego ciała w P«znanin * 
-^ XX. Benedyktynów w Lubiniu 

— w Lubaszu . • 

— Ś. Krzyża w Wrocławin * 
Koszenilia JLuierykaiiska * « 



« 



102 

im 

144 

4 

181 

203 

80 

80 

64 
125 

7 
140 

84 

180 

24 

186 
2. 14 

92 

70 

9 

199 

89 

50 

177 

190 

201 

13 

17 

34 

61 

74 

101 



Krakowiacy ^ • • • 
Krzywa wieża w Toruniu * 

Lama * . ę • 

Łąka (bajka) • • 

Madajowe łoże ^ « 
Maelstrom w Norwegii ^ 
Masers de Latnde 
Mazeppa* ** . • 

Miasta milczenia * * • 
Mieszkania Muzułmanów ^ 
Mieszkańcy Japanu ^ • 

— Nowej Hollandyi 

Moralność ... 

Nagrobek Kazimierza W. ^ 

-^ Łokietka * 

Narzeczona Iwa^ (ballada) ^ 
Nowy wynalazek w sztuce tlruk. 

Obrona Trembowli ^ • 
Odessa ^ • • • 
Ogrodniczy zakład w Medyce 
O duchu poetyckim • 
O języku łacińskim . 
O karze śmierci . 

O przepędzaniu Tiieczoró>v* 
Olymp ^ • . . 
O zakładach naukowych w 

Parobek i wilk (pow.) 
Patagończycy * 
Pelikan «... 
Pieskowa skafa ^ 
Podróż na wschodzie *** 
Pogrzeb * . . . 
Polowanie na dziki * . 
Pomnik Łuk. Górki * 

— Su Leszczyńskiego * 

— Czarnkowskich • 
Poniatow^a Krystyna * 
Potocki St. Rewera * 
Prędkość . • • 
Przysłowia^ piosnki i t. p^ 

Qiiare (pow.) . . 

Radziwiłłówna Barb. * 
Radziejowski Hier. . 
Ratnsz w Gdańsku * . 
Rej z Nagłowic . 

Relacya o spalenia 14 czarów. 
Rezeda fiurbierska • « 



Str. 
171 
155 

157 

88 

19. 29. 38. 45 

133 

^. 133 

97. 175. 182 

21 

193 

35 

117 

. 21 

122 

167 

185.198 

151 

57 

66 

53 

10 

55 

85 

158 

163 

Dreźnie . 22 

198 

204 

37 

27 

68.78.83 

1 

lOG 

23. 2G 

137 

106 

87 

143 

80 

176. 184. 192. 20ft 

190 

104.110.114.125 

162. 174 

153 

94.103.106.118 

126.134!: 138 

138.146 



\ I 



k • 










Str. 


RicheKeu Kard. * • . 


9 


206 


Kozbójuicy we Włoszech * , 




121 


Różowa M^stęga • • « 


^ 


88 


Rzadkie gatunki kor ^ 




189 


Rynek w Kalisza ^ • • < 




25 


Rys * •. •. . ^ . 




65 


•śmierć Patknh • • , • < 


• 


66 


Sobótki 




79 


Stihak *••••. 




52 


Swierzawski Bon * • • . 


135. 141 


Szarańcza ^ 


• 


172 


Szkoły elementarne 


167. 175. 183 


Syryjscy Chrześcianie w Indyach 




150 


Tower * . . . . , 




145 


Tur * 




146 


Tnr^ynki i Greczynki * 




72 


Ubiory dawnych Polaków * i 




195 


Uniwersytet w Edynburgu * 


fe * A 


99 


Walter Skott * • • . 

•■■■■i 




31.35 



Wielkie działo z pod Kadjxa * 
Wieśniacy z okolic Warszawy * 
WiUaaów * , . . 

Wolski Tom. » 
Wolter * . . . 
Wojsko w dawnej Polsce * 
Wspommeoie z wojny Szwedzk. 
Zagadka . . . 
Zakład imienia OssoL * 
Zamek Janonieo * . 

— w Wilnie * 

— w Łęczycy * . 

— w Kundka * . 
ZbaMiciel świata * . 
Znowu dwa dęby (bajka) 

Żbik ♦ ... 
Żubr Łitew. * . . 

Źródło Jerycho * • 



. Str. 

, 59 

165 

81 

111 

31.35 

129 

24 

41.51 

43 

76 

132 

150 

105 

152 

76 
3 

139 



Przyjaciel Ludu. 



Rok drugi. 



No. 1. 



Lesznu dnia 4. Lipca 1835. 



P o g r 



„Oniebjciiij 1 jAraoieit iiidiiigia racUownt ijcie, 
gdj iiii jidnego dnia ptwiiyni uie icitej?" 
{Tc.ni»« a Kamiiis.)' 
; Halan francazki, naiUMkiem Leopold Ro- 
bert, pod uiak^ stnecha znalazł przedmiot pen- 
^^Bwego godny: w^ród wiejskiej zagrody, pod 
4nikiem niebem uchn'ycil ową naturalna i roz- 
newniającR scenę, i wjdat ją x. podziwienia go- 
dn^rafiioicią i wdziękiem^ Śmierć nieubłagana 
i^ydnita wiejskiej rodnie ojca, którego ituet- 

I 



telne zwłoki \f taanie mają bjć wyprowadzone na 
miejsce wiecznego spoczynku. Dziadek, pozba- 
wiony wzroku, żona zmartego, jej syn i córeczka 
pierwsze w tym obrazie zajmują miejsce. Usta- 
^tienie tycb figur, wydaje przedziwny talent mr- 
larza. Boleść każdej osoby, slósownie do wieka - 
i pici różnie wydana, nigdzie nie jest pospo- 
litą: biedni wieśniacy w swych chatach derną 
i ptaczą bez przymusu i. kunsztownej prsysaay ; 
BI* wilydząe aię awych uczuć w» uach ulgf 



imbj boleści znajdują. T«k to tkliwy a niowy- 
miusony smatek, oddat nam malarz: tu aama 
przematwia natura. Ów kawałek chleba w ręku 
chłopczyka, właśnie od gcb;f odjęty, a ktńry on, 
skoro tjlko żałość przeminie, znowu zajadać 
będzie,* ćharakt ety żuje najlepiej wiek dziecinny. 
W gtfbi tej aceny widać kilka fi^ur, dodają- 
cych wyrazu całości. Orszak pogrzebowy ma 
właśnie wyruszyć z domu: zwłoki zmarłego, 
Etozone w otwartej trumnie: A, przedzie idą 
mnichy w czarnjch kapach ze świecami. — Tak 
wybornego malarza nie jeden może z naszych czy- 
temikiw życzyłby sobie lepiej poznać; oto krót- 
ka o nim wiadomość. 

Leopold Robert urodził się w kantonie 
Neufszatel, w Szwajcaryi, roku }794, w miastecz- 
ku Chaux de Fonds, gdzie ojciec jego był zegar- 
mistrzem. W roku 1810 malarz francuzki Gi- 
rardet, znający jego talent z dzieciństwa, sprowa- 
dził go do Paryża, i tam pod dozorem tego mistrza 
-wrysunkach i sztuce sztycharskiej, w kratce znaczne 
uczynił postępy. Nie długo potem Robert został 
uczniem sławnego Dawida, gdzie nabrał owe- 
go gustu do rysunków czystych i szlachetnych, 
który potem ugruntow*ał jego sławę. Później po- 
rzuciwszy rylec, ucliwycił za pendzeł, oddawszy 
się zupełnie sztuce malarskiej. Udał się do Rzy- 
mu, i tam długo nad udoskonaleniem swojem pra- 
cował. Z Włoch posełał awe roboty na publicz- 
ne wystawy w Luwrze : z tych ostatni obraz : 
Pożegnanie rybaka w tym ro-ku nadesłany, 
ma być zachwycający. Razem prawie z tem ar- 
cydziełem genialnego malarza, nadeszła de Pa« 
ryza wiadomość o jego zgonie, tym smutniej- 
sza, ze ten nieszczęśliwy artysta, zapewne w 
obłąkaniu, sam sobie życie odebrał, w miesiącu 
kwietniu r. I{. w Wenecyi. Z resztą jeden tylko 
przedmiot najbardziej zajmował jego duszę, i za- 
chwycał imaginacyą, to jest iycia wiejskiego ludu 
pod wtoskieąi niebem. 




sąsiedzi, ratujcie! kto słyszy, przybywaj na po« 
moc! złodziejów zamknąłem w stajni! i wystrźę* 
lił X pistoletu w powietrze: Wieśniacy przes 
wójta zbudzeni, będąc nie daleko, przyskoczyli 
na ten krzyk ulana. Stary Bartosz błagał przez 
drzwi,^ i zaklinał swego syna na wszystkie obo- 
wiązki, aby go wypuścił; ale ten odpowiedział s 
ja jestem żołnierz, a zatem sprawiedliwości dopo« 
magać muszę. Tymczasem nadeszli chłopi z wój« 



Historya okropna o walecznym Stasia i 

o pięknej Annlce. 

(Ciąg dals«y.) 

Skoczył przez płot s tyłu chałupy, i prze- 
azedłszy ogródek, jnż miał wchodzió na pod- 
wórek; gdy usłyszał, ze ktoś jest u studnia a 
w stajni koń zarżał: to go wskroś przeniknęło: 
stanął i ujrzał przy świetle xięzyca dwóch 
ludzi, umywających sie przy studni : serce mocno^ 
mu hU zaczęto. W tem jeden z nich rzekł : Ta- 
tusia! myję i myję, a pezeklęte sadze jeszcze nie 
seszty. A drugi odpowiedział; pójdźmy najprzód 
do stajnia oberzniemy szkapie ogon i grzywę: a 




oto są w stajni zamknięci, a mój tlómoczek w 

gnoju zakopany! Wieśniacy przyskoczyli zaraz^ 

związali starego Bartosza i jego syna, i zaprowa* 

dziłi ich d»» izby. Staś zaś wykopał ttorooczek^ 

wyjął owe wieńce, i nieposzedł jmż do izby, lecz 

na cmentarz, na grób swej matki. Juz dniało: 

byłam właśnie na łące, i uplotłam dla siebie i 

dla Stasia dwa wieńce z niezapominajków, my« 

śląc sobie: on mi pomoże ustroić grób matki swo* 

jćji gdy powróci z patrolu. Słychać było jakii 

rozruch we wsi; a ponieważ nie lubię Mrz^awy, 

przenosząc samotność, poszłam Mięć naokoło wst 

na cmentarz. W tem słyszę strzał, spostrzegłam 

nawet dym, unoszący się w górę: pobiegłam czem 

prędzej na cmentarz, a tu, o wielki Boże! zaii'^ 

łuj się nad nim: Staś leżał już bez duszy na 

grobie swej matki: zastrzelił się i trafił w sa* 

mo serce przez ów wieniec Anusi, który miał 

zawieszony na guziku. Alyślatam, że sie ziemia 

podemną rozstąpi na ten okropny widok, upa« 

dłam^przy nim, wołając w rozpaczy: przebóg! 

cożeś uczynił ! Ach któż ci to posiedział o twem 

nieszczęściu? pocożem cię puszczała odemnie, nle^ 

opowiedziawszy ci wszystkiego? o Boże, eó po« 

wie twój ojciec, twój brat, jak cię tutaj znajdą^ 

Mie wiedziałam bowiem, że on dla nich sobie 

życie odebrał: sądziłam, że miał zupełnie inną przy* 

czynę.r Lecz wkrótce dowiedziałam się caiej okro« 

pnośei: Wójt z wieśniakami prowadził starego- 

Bartosza i jego syna, związanych r boleść głos mi 

odjęła, słowa nie zdołałam wymówić, widząc ca 

się działo. Wójt pytał mnie czym, nie Midziała 

mega wnaka? pokazałam mu, gdzie leżał; on 

zaś myśląc, że płacze na grobie swej matki; przy* 

stąpił de niego, i budząc go, spostrzegł dopiero* 

krew płynącą : Jezus Marya ! zawołał, Staś' so« 

bie życie odebrał. Tu obaj związani spojrzeli nft 

siebie: wieśnfacy wzięli ciało Stasia, i nfesłi j» 

obok złoczyńców do mieszkania wójtar powstał 

płacz i narzekanie w całej wsi, a kobiety pro« 

%vadziły mnie za niemi; była to najokropniejsza. 

chwila mojego życia i ' ^' .' 

Na tem ucichła staruszka, a ja rzektm jiki|^ 



ttómpczek zakopałeś głęboko w gnoju? Oj! za- [ niej: cierpienia wasze są bez końca; ale Pan Bó^ ' 
kopałem! odpowiedział tamlan^ Poczem poszli ; jednak a was pamięta: bo kogo Bajbarc' 



•f^ .1 



-^ 



> 



^ 



jwiadcza^ tego. najbardziej kocha. Ale powiedz- 
deź nti mitfko, co wam było powodem do tak 
dalekiej podrózj do miasta- i o co ptośbę po* 
dać chcecie? 

Czyhz jeszcze się nie domjslasz? rzekła dalą} 
E dawn^ spokojnoscia; o uczciwj pogrzeb dla 
biednego Stasia^ i dla pięknej Anusi, dla której 
oto ten wieniec nioaę, zbroczony kr\viq jego: zo* 
bacz tylko! 

Tu wydobyła wieniec złocisty ze swego tłó- 
moczka, prochem okopcony i krwic zbryzgany. 
Nieszczęście tej staruszki rozdzierato mi serce, a 
•tałosć i moc, z jaką je znosiła, mimo^^olnie 
uszanowanie we mnie dla niej wzbudzały* — 
Ach! kochana matko, rzekłem, jakże tę okropna 
wiadomość udzielicie pięknej Anusi, żeby z przelę- 
knienia nie upadla na ziemię Kez duszy ? i na ja- 
kąż to pamiątkę chcecie jej oddać ten smutny 
wieniec ? 



Moj człowieku! ^rzekła, piijdź tylko zemna, 
zaprowadzę cię do niej : i tak prędko biedź me 
mogę, to w sam czas •staniemy; po drodze opo- 
wiem ci wszystko. — To rzekłszy wstała, z mó- 
wiła spokojnie modUtwę pornnną, a poprawiwszy 
odzienie na sobie, wzięła tłomoczek pod rękę: 
właśnie biła godzina druga, już dniało^ szliśmy 
sami, bo jeszcze nikogo nie było widać na ulicy. 

Ona zaś zaczęła dalej opowiadać: gdy stary Bar- 
tosz wraz z synem swoim schwytani zostali i 
do więzienia wtrąceni, zawołano mnie do sadu: 
dało biednego Stasia płaszczem ułańskim okryte, 
w^niesjono do sali, a ja musiałam sędziemu po- 
wiadać, com o nim wiedziała, i co on do mnie 
tegoż poranku przez okno mówit. Wszystko to 
spisywał sędzia, a potem przejrzał pugilares, 
znaleziony przy SiBsiu: były w nim różne pa- 
piery,* powieści o honorze, i także 'powieść o 
oM7m francuzkim kapralu^ a pod njją coś było 
ołówkiem napisane. Tu Staruszjyć:fi~~podała mi pu- 
gilares, z którego wyczytałem ostatnie słowa nie- 
szczęśliwego Stasia: „hańby mojej przeżyć nie 
mogę: ojciec i H,vat złoczyńcy, mnie samego 
okradli: sercA, mi się pękało z żalu, ale ich mu- 
siałem sc,|^yyt3^^ ] oddać sądowi; bom żołnierz, 
-o hono-^ ufe pozwala! mi czynić inaczej : ojca i brata 
mego dla honoru oddałem w ręce sprawiedliwości: 
biada mnie nędznemu ! zlitujcie się nademną i pro- 
ście, aby mnie tutaj na tem miejscu uczciwie przy gro- 
bie matki pochowano. Wieniec przez który si^ 
lAstrzelitem, niechaj babka pięknej Anusi pośle, i 
fzdrowi ją : Bóg świadkiem, jak jej żałuję, ale 
*^*\ że za syna złodzieja pójść nie powinna, 
ma zawsze wysoko ceniła swój honor. Ko- 
, piękna Anusiu ! nie lękaj się o mnie, poddaj 
10 wi; a jeżeliś mnie kiedy kochała, n^. mów 
fo mnie: bo czyż ja mogę za moje hańbę? 
]em się zawsze przez całe życie o to, aby 
; nieskażony zachować: byłem już podofice- 
,BiiaIetA najlepsze imi^ pomiędzy kolegami: 



byłbym zapew ne kiedyś i officerem został : a da* 
bie nie byłbym porzucił nigdy, — ale syn zło* 
dzieją, który ojca swego i brata dla honoru 
schwytać i w r^ce sądu oddać musiał, hańby 
swojej przeżyć me może. Anusiu! droga Ann 
sio, wez ten wieniec: zawsze ci byłem wierny; 
to wyznaję w tej ostatniej godzinie! Wracam 
ci dane mi słowo; ale nie oddawaj nikomu ręki^ 
któryby był podlejszym odemnie; a jeżeli możesz, 
proś za mną, aby mnie uczciwie przy grobie mćj 
maiki pochowano ;^ a gdybyś i ty tutaj w naszćj 
okolicy umrzeć miała, Każ stę także obok nas 
pochować; bo dobra babusia także nie długo za« 
nami przyjdzie, a tak wszyscy razem spoczywać 
będziemy. 3Iam pięćdziesiąt tahrów w mym tłó- 
moczku, te przeznaczam dla twego pierwszego dzie« 
cięcia: srebrny zegarek daję xiędzu Plebanowi, 
jeżeli mnie uczciwie pochowa. Koń zaś, mun- 
dur i bro4 do króla należą: ten pugilares jest 
twój: bywaj zdrowia! kochana babasiu bywaj 
zdrowa na zawsze! módlcie się za mnie i by« 
wajcie zdrowi! Boże suniłuj się nad duszf 



• • • 



moją; • • . rozpacz: 

Ostatnich tych słów dobrego ale nieszczęśli'* 
wego żołnierza, bez wylania gorzkich łez prze« 
€zvtać nie mogłem. To musiał być poczciwy 
człowiek, ten w^asz Staś, rzekłem do staruszki, 
która stanęła i ścisnąwszy mi rękę odpowiedziała: 
o! zapewne, najpoczciwszy w świecie! Ale tego 
ostatniego słowa rozpacz, nie powinien był pi. 
sać ; bo go zapewne pozbawi uczciwego pogrzebu : 
wezmą go na anatomią. Ach moj panie pisarzu! 
czy nie mógłbyś mi w tem poradzić! - 

Jak to, kochanft ^aatko, zapytałem się, dla 
czegożby to ostatnie słowo miało się do tego 
przyłożyć? O! zapewne, odpowiedziała: wszak 
mi to sam sędzia mówił, że jest rozkaz do 
wszystkich sądów, aby tylko tych, którzy z me- 
lancholii życie sobie odebrali, uczciwie chować; 
samobójcy zaś z rozpaczy, mają być brani oa 
anatomią, i dodał: że ponieważ Staś z rozpaczj 
życie sobie odebrał, musi go posłać na anatomią* 

Bądź spokojna, staruszko! rzekłem, nasz xią- 
żę jest dobry, i gdy się dowie o wszystkiem, 
pewno biednemu Stasiowi nie odmówi miejsca 
przy matce. 

Daj to Boże! odpowiedziała staruszka; otóż 
mój panie pisarzu, gdy sędzia wszystko już byl 
spisał, dat mi ten pugilares i ten wieniec dla 
pięknej Anusi; tak więc wczoraj udałam się w 
drugę, aby mojej kochanej Anulce w jej dniu we* 
celnym, tę ostatnią pociechę sprawić, i tę ostatnią 
wyświadczyć przysługę. — Prawdę mówiąc, 
Staś w sam czas żyć przestał; bo gdyby się 
on był o wszystkiem dowiedział, byłby od ro» 
zumu odszedł ze zmartwienia. 

(Koniec nastąpi.) 



■ ^ .. A. . 



Nemo in pairia proplieta, *) pnysto- 
nie, z długiegu zapewne wycEurpDńme doiwiad- 
cieaia, spełniło się na Koperniku, mężu, jakieh 
tjlko wieki wjdaja. Astronom ten tnanj- cate- 
niu światu, w rodzinnem tj-tko mieicie prawie za- 
pomniany, i odpowiednim swej sławie nieoczczonf 
pomnikiem. Hapoleon przjbjwsiy do Torunia, 
jako znawca i wielbiciel nauk malemalycznycli, 
zaraz sobie pr^jpomniał Kopernika. Tierwsze 
więc pj tanie jego było: „czy jest w Toruniu 
jaka pamiątka tego wielkiego astronoma?" ZJzi- 
"wit sie zapewne burmistrz miasta i inni urzędni- 
cy, usłyszawszy to pytaoie, i zaledwo przypo- 
mnieli sobie dum narożny, pod tern nazwiskiem 
znanf , w starem mieście, należący do tkacza, na- 
zwiskiem Maihias. Cesar^ kazat się natychmiast 
tamże zaprowadzili. Przed domem stała studnia 
^v ksctałcie piramidy, z kulą na wierzchu; lecz 
irszTstko było w najniększem zaniedbaniu. Wła- 
ściciel pokazał cesarzowi po lewej stronie maty 
pokoik (zob, obrazek) właśnie w prost studiti: 
tutaj urodził się Kopetnib loko 1473 dnia 19. 



Trudno l>ić [jroiDŁieiii w wlaiiitj ojcijzi 



Lutego Ł "-lnie po poludpiu; tit przepę- 

dził pierwsz, ''•^i lata, tu i po powro- 

oim z^-T8*h^ ■•iakl zamieszkał, i 



o sy Stern acie 

utrzymy- 

-i w ką- 

'ttkiem 



może zapuszczał 
słonecznym badania, t. 
wanym teraz z większą sta. 
cie łóżko, czarną kotarą poki^ 
wisi portret Kopernika, starością zt^ ''^^^ 

stare knesfa, i szafka, oto wszystkie S}. 
kicli miał Kopernik używać. Napoleon, ja., 
w ią, chciał kupid portret od właściciela; ale len^ 
przestrzeż o ny od innych mieszczan, obawiając sie, 
aby z obrazem nie stracił przywilejów, przy- 
wiązanych do lego durou, nie cliciał się sktomió 
do woli cesarza. Od tego czasu dom ten statsią 
celem ciekawości wszystkich pndróżnych, a zazdygt! ' 
ści może sąsiadów; odtąd i studnią piękniej wyj^t 
porządzono, i złotą kulę na piramidzie osadzoitf^ 
jako godło wielkiego astronoma. ,h,j 

Zt^3 udał sif Cesarz do kościoła Śgo Jankli 
dla zwiedzenia tamtejszych osobliwości: międiiT/ 
inncmi pomnikami zwrócił jego uwagę nagrob^ 
przy drzwiach północiiTcli, po lewej stronie w cinfi 
dzi^c dj kościoła, zakurzuuy i w usjsiirl.s>'.ciu i 



t 



zoatiy^cy zaoiedbanta. B;l to nagrobek Koper- I dtitwy rękami klęczaceRO przed krzysem. Na mar- 
nika. Obunony lakiem niedbalstwem, kaxal na; murze Myrjty napis iwiadczy, ie l«a nagrobek 



Oburzony , , ..-'-■ . '- , 

ijcIimlaM pemiiik It-n przenieść na inne, wyda- wzniesionr soslal Kopernikowi pizez Pyrne- 

tniojaze miejsce, ubuk wielkieeć óltaria i oduo- siiisza lekarza Toruńskiego, — ■' 

wić. Jest to popiersie Kopernika z białej mar- I kuócu 1&S° wieku. 

mHru, w kanonicki^ tadzcj s złoKonemi d© no- ^— ■■■^ 



żyjącego przy- 



Uderzajęci) jest istotnie uwaga, jak dług! czas 
M-scboduia cze&ó Europy dla innych narodów pra- 
wie nieznajoma zuslaia, Iló\iate i jeo;p'alia i 
historya naluralaa tych kreji^w, to jest lirajów sla- 
wiańskich, po\tier2chownie tylkobyMatadutknięta, 
— ■ Ztąd wynikło," ze niejeden płód amerykań- 
■łu lepiej rozpoznany, przerysoM any, i opisany 
zoatat, aniT^li Europejski, kiedy do lej zanied- 
*""•* liej części należał. — Żubr Amery- 

ttukładnidj znany jest naturalistum 
cuzktm, a nawet nieniieckim, ani- 
żeli iBiii^i:; uu dzid dnia w puszczy Bialowiej- 
skiej Żubr polskie czyli Litewski. 

s'0'en gatunek Żubra, którego In wiemy M'ize- 
nMtk duląezamj, zamieszkiwał dawniej wielką 
■4^6 Europy. Juliusz Cesar i Tacyt wspominają 
• Żubrach (Bisontes) w lasach niemieckich ; a 
pMaiejsze o nich podania w lymże kraju, aż do 
Mae^ wieku sięgają. Gdy w miarę rozszcrza- 
JwiĄ fiię ludności i upraw-y gruntów, usunęły się 
nity na waehód, mnogie leh jeszcze zostały 
Mada w krajach polskich od Karpaiów aż do 
■mna Bałtyckiego. Twierdzi Henneberger w 
ki ^y ji starych Ł*[us8, że roku )695 w ckiłlicach 



Frydrychabnrga, ubił xi^żę Jan Zygmunt ogru- 
mnego Żubra, mierzącego pięć łokci wysukości, 
i siedm długości. — W krudice Pruskiej Ilarl- 
knocha z roku 1684, jest także opis tego ga< 
|unku zwierza, a na przyłączonej do dzieła map* 
pie, są nawet wykazane lasy, w których się Żu- 
bry najdywaty, i b^ Io właśnie te, które się bar- 
diiej do polskich i litewskich granic zbliżają. — , 
Były lam jeszcze ostatnie przed lat dziew ii,'ćdzie- 
aiąt. — Przy końcu panowania króla Fryderyka 
■Wilhelma I., to jest ruku 1739, posiał tenże król 
kilka Żubrów żywych do Petersburga, \y poda- 
runkn dla Cesarzowej Anny. 

^y opisie muliańskiej ziemi przez Kantcmira, 
w połowie oŚmnastego wieku, jest '>Tzmi.iuka o 
Żubrach, zamicBzkującycłi na (en czas w owćj 
krainie; i z tamtych stron byt sprowadzony ów 
sławny Żubr, którego jeszcze przed dwudziestą , 
pięciu laty w Schiiiibiun pod Wiedniem nokazy- 
wali, i który wysokością najroślejszemu Koniowi 
łub Łosiowi wyrdiinywai. 

Utrzymał się Żubr obficie w różnych stronnch 
Polski aż do poezafka zfszlt^o uicku, to jrsi ai 
do ditj^rej wojny .SzMtdikiij, za KaióJa X!t ,. 



mr której nie mało Ich wyginało. — W pamiędii- 
kftcli Uerberstejna, opij^ujacjch podróż jego 
pnez Pol«k^ <lo Moskwy^ sa csasów Zygmunta 
Waey, jest także iTsmianka o ogroiimym Żubrze. 
przez tegoż króia Zygoioiita własnoręcznie ubi- 
ty m, i iniędzy którego rogami, duie doić otyłe 
«si»by «si4|śó mogły \vygodnic. Widział Herber- 
fiteja Żubrów w okolicach Socliaczewa, i w nad- 
aarwieńskicli lasach pod Ostrołęka. 

Ze jaz były w lym czasie osobne zwierzyńce 
^1a polskich Zjubrów, zaświadcza między innemi 
Mucante, sekretarz legata Papieskiego^ w dzien- 
niku, opisującym pobyt Legata w Polsce roku 1595^ 
Wojewoda Ostorog, który także pisał w szesna- 
stym wieku, i zostawił nam dzieło o polowaniu i 
4) gospodarstwie ówczesuiem, wspomniua o zwie- 
Kyncu pod Zamościem, gdzie Żubrów utrzymy- 
wali. — W ośmnastym wieku pod panowaniem 
dwóch Saskich Augus(óvr, przemyśliwano o spo- 
sobie przedsiedlenia Żubrów do Niemiec, i urzą- 
dzono między Drez;nem a GrossenliBJn wyłączny 
dla nich zwierzyniec. Nie mogły atoli Żubry 
przywyknąć do nowej miejscowości, a nieco póź- 
niej aiełaay wojuj siedmioletniej cło reszty ich 
wyniszczyły. — 

Za panowania Stanisława Augusta nie było 
Jaz Żubrów tylko w jednym lesie Białowiejskim 
w Litwie, gdzie do dzi^ dnia pozostały, i gdzi€ 
od nastania rząda Rossyjskiego, ścisłe nakazana 
szanowanie tego zwiers^ ten przynajmniej miało 
skutek, Łe przeszło siedmset sztuk ich się tam 
utrzymuje. 

szczególna jest ta okoliczność, że prócz w tym 
lesie, nigdzie, nie tylko na zachód i południe, ale 
nawet północ i na wschód, dokąd, się państwo 
Rossyjskte rozciąga, ten gatunek zwierza postrzedz 
ftię nie daje. 

Żubr litewski przechodzi w wielkości Amery- 
kańskiego. Zdaje się atoli, jakby od niejakiego 
czasu rodzaj ich licliszym się stawał; bo ubite w 
ostatnich czasach samce, nie odpowiadają wielko- 
ści dawniejszych, o których dziejopisowie wspo- 
minają, ani tei temu, którego menażerya Szen- 
brwnska posiadała. , 

Ogólna postać Żubra jest wprawdzie sporego 
iFołu, ale różnią g4) od domowego bydła^ naj- 
przód; sierść, która jest miękka, włol^nista, jak 
nowo ulężonego jagnięcia; powtore: duży garb na 
grzbiecie i długi włos, kiórym tenże garb, szyja 
czoło i broda zarasta; potrzecie: wyziew piżmo- 
wy, który skora j^go, zwłaszcza na czole, od- 
daje; nakoniec wewnętrzna jego budowa, wyka- 
zująca dwa żebra więcej, niż się w wole naj- 
doje. — Te wszystkie oznaki , a do tego ta 
nkoliczność, iż z domowym bydłem nigdy parzyć 
fBie nie daje, i najgwa^towniejszą do niego czuj^ 
odrazę, zadosyć przekopy wającemi jią dowodami, 
ie Żubr nie jest dzikim i pierwiastkowym wo- 
lem, ałe raczej udzielnym i odrębnym zupełnie 
rodzajem. , 

Maść Żubra jest Iwiatło-kasztanowata latem. 



a ciemniejsza na zimę. — Ma zwyczaj ocierania 
się o duże drzewa sosnowe i świerkowe; zkąd 
pochodzi, że często okryty się zdaje żywiczną po- 
włoką. — Chodzi zwykle trzodami do trzydziesto 
sztuk obejmnjącemi. Kiedy się przywołują, wy« 
dają głos nieco do świniego podobny. Pokar- 
mem Znbra są rozmaite trawy, tudzież liście i 
kora niektórych gatunków drzew, mianowicie zaś 
jesionu, któremu tym sposobem nie małą wyrzą- 
dzają jzkodę. — Żubr rośnie do lat siedmiu: 
bieg życia jego do trzydziestu i nawet do czter- 
dziestu lat dochodzi* 

Zubr^ nie napada człowieka, chyba kiedy go 
rozgniewają, do czego pokazanie czerwonego koloni 
mocno się przyczynia; natenczas bardzo jest nie- 
bezpiecznym. 

Mimo że od kilku wiekó^i^ Żubr już tylko jest 
polskiem zwierzęciem, nie mieliśmy^ przez dfugi 
czas innej jego nistoryi nad tę, co przejeżdżający 
cudzoziemcy o nim udzielali. Polscy naturalisci, 
jako to Rzączyński, Ładowski, Kluk, 
Jundził bardzo niedokładne, i raczej z obcych 
pożyczone dali opisy. Widać w nich wyraźnie, 
że żaden z nich Żubra zbliska nie poznał. — 
Jeden tylko Gili bert francuz, w Grodnie osia- 
dły, któremu historya naturalna Litwy i z innych 
względów wiele winna, udzielił nam prawdziwie 
naukowe postrzeżenia o Żubrze Białowiejskim* 
Ale te jego rozprawy, w łacińskim języku pisane, 
mało się rozeszły. -^ W ostatnich dopiero cza- 
sach Baron Brinken, przełożony nad lasami 
rządowemi królestwa Polskiego, wiedziony chwa- 
lebną w sztuce leśnictwa gorliwością, udał się do 
Litwy Rossyjskiej, w celu zwiedzenia stawnej 
puszczy Biało wiejskiej, i tak o niej w ogólności, jak 
o zamieszkujących w niej zwierzach, dokładną wy» 
dał w języku francuzkim rozprawę. Powstały w 
prawdzie w kilku dziennikach przeciwne jemu w 
niektórych względach zdania; ale niezaprzeczona 
jemu się sława należy, pierwszego wypracowania 
historyi naturalnej Żubra Litewskiego. 

Polowanie lia Żubry stanowiło w dawnych 
czasach najglówniejszą Monarchów Polskich ron- 
ry\«kę. — Przed wynalezieniem broni palneji 
myśliwce prostem! tylko oszczepami walkę z roz- 
juszonym Bykiem staczali. Ta tylko między róż^ 
nemi prowincyami zachodziła rÓMiica, że w Lis- 
twie piechotą się z Żubrem ucierali, a zaś . na 
Podolu i na Ukrainie, gdzie lasy i wtenczas juz 
były mniry gęste, myśliwce konno walkę tę od- 
bywali. — Ńa jednej z owych gonitw królowa 
Hel«na, żona Alexandra Jagielończyka, w wieU 
kiem była niebezpieczeństwie. Przypatrywała się 
łowom z wysokiego, umyślnie na to wystawionego 
rusztowania. Wtem napędzone od zaganiaczów 
Znbry wpadają na amfiteatr, wywracają utr^y* 
roujące go słupy, wali się cała budowa; z wieU 
kim tylko narażeniem się dworzanie królów^ 
życie jej ocalić potrafili. 

Widać jeszcze w lesie Białowiejskim, wysła- 
wiony na rozkaz króla Augusta III* pomnika 



*, 



\ 



M 






99 
99 



śwhdczaj^cj ostatme wielkie poloti^anie na Żubry, 
które wspomniony monarcha tam odbyi* Jest to . 
Obebaky wysoki na stóp dwanaście, a na nim wy- 
ryty, we dwóch językach^ polskim i niemieckim, 
napis następujący: 

„Diiia 27. Septembra roku 1752, iiajjafniejsjte 
^yPaństwo August JJI. Król Polski, Elcctor Sa>ski, m 
królową Jejnios'cią i 2 królewiczami Xawerym i Ka« 
rólem, mieli tu polowanie na Żubry, i zabili Żubrów 
42, to jest: 11 wielkich, s których iLij^wazniejszy wa- 
^iył 15 Centnarów, 7 mniejszych, 18 Żubv»)C, i 6 mlo- 
Jidych, 13 Łosiów, to jest 6 większych, z kiół-ych naj- 
„wazłiiejszy ważył 10 centnarów, 5 samic, i 2 niiode, 
„iiakoniec 2 Sarny^ wszystkiego sjtuk 57. 

Byli przytomni ; 
J.W, Branicki Hetman Wielki koronny. 

— Hrabia B^riihl pierwszy Minister J. K»M> 

— Wielopolski wielki cze»uik koronny. 

— Hrabia BnUil Wielki Koniuszy J.K.M^ 
«* Minister de Biebersteiu Jenerał Poczty. 

— de SchOiiberg. Marszałek nadworny J. K. M» 
Jas'uie Wielmożni i Wielmożni, Poniatowski, Wil- 
czewski, Węgierski, Starzewski,. Pułkownicy j 
i Sapieltn, Ouerstter Leytnaut* 

Polowaniem dyrygowała 
JW. de Wolfersdfoif Łowczy najwyisay J»K. M. 

Assystowali przy poiowaniiit: 
W. de Gablcntr Podł'>wczy J.K. M» 
W. de Armin Szarabellan.. 
W. W. deLeipaicer i de Geysan,paiiowie od polowania*. 

Strzelcy n.i dworni: 
Inici Panowie Pflug, Stokman,. Szreyen. 

Nadles'niczowie x Breythcr,. Burman, Eckard. ^ 

Les'niczowie : Szubert, Angcrman, Stokman, Rich- 
ter, Eichler, Iluniburg, trzech Kozłowskich, Wap,, 
Kodc, Propokowicr, Urepkiewicz.** 

Gdy w ro-ku iS2'S Baron Brinken las Biak>wiejski 
odwiedzał, zastał tam jeszcze o^mdzicsii^t-lemiego leini- 
csego, który w dziesiątym roku iycia, świadkiem b^^ 
naocznym owego polow^unia-, i następne szczegóły ustnie 
jeszcze dodtił. 

Dwadzieścia dm przed przybyciem króla, -/jtciiałt) 
do Białowieży kilku Saskicli urzędników z dworu kró- 
lewskiego, a z nimi przybyły liczne i piękne sfory 
psów, tudzież rozmaite ryusziiniki i narzędzia ni) śliw- 
8kie« — Adminisiracya lcs'na dostał:\ rozkriź W) Kazania 
miejsc, w których się- najwięcej Żubry trzymały* — 
Wybrano zatem osię-p Augustowski, o milę od wsi 
Bićtłowieźy; upatiayli naj^^rzód zwierza, potem urządzili 
wielką obławę, z tysiącem chłopów i wielką, liczbą psów, 
dla spędzetiia Żubrów^ na wyznaczone stanowisko. — 
Wtenezas przeciągnęli ogromne siccie, i powystawiali 
wysokie paikany. Wszystkie te przygotowania z wiel* 
ką punktualnością i zręcznością wykonane zostały,. .— 
Król i królewska rodzina przybyli w wilią dnia, w 
litórym polowanie miało nastąpić. — Natłok dworn 
królewskiego i Panów okoHcznych, tak był wielki, ze 
ledwo ich umieścić moźn» było we wsi Białowieży. 

Nazajutrz Jego królewska Mość, familia królewska 
i wielcy JDigni tarze, zcbra4i się w przygotowanej, na 
ita ten koniec Szopie — ScrzcLmie Żubrów jedynie 
tylko członkfim rodziny królewskiej było dozwolonym. 

— Bogato wy-s trojeni Strzelcy nabijali brou i poda-' 
•wali kiólowi, królowej, i dworu xiążętoui. — Sama 
lirólowa własnoręcznie dwudziestu Żubróv^ ubiła, prao- 
Tywając wreszcie strzelanie czytaniem xiążki, którą 
przy sobifl nosiła. — Nie cliybiłu ani razu«, — Równie 
dobrze i król strzelaK Jlckroć Żubr jaki padał pod 
wystrzałem, muzyka strzelecka przygrywała na. znak 
■wycięztwa. — Po skonczonem polowaniu król i kró- 
lowa obejrzeli uszykowane w porządku liczne owoce 
obłowu,i cała ta zwierzyna ehłopom rosdarowaua aosula. 

Nio było odiąd tak świetnego myślistwa w lis^ 
#10 BiałowiejsKim. — Nast^ca Augusta llł., Stanisław 
Poniatowski, nie był' miłośnikiem łowów* «- Odbył^ . 
^cduak uiektóre w tymżo lesie^ — Na jjednym » tycli* j 



łowów. Żubr foafuszony rzucił się na koronnego str»clc» 
wziął konia na rogi, i rozszarpał g > na szmaty. Jei^ 
dziec dnżb miiił zięczuości i szczęścia, że się gfałezi 
drzewa uchwycił, i tym sposobem uszedł niebezpio'^ 
czeiistwa* S« **• *• 



Fata Morgana. 

(W zatoce Reggio naprzeciw Mcssyny.) 

Fata Morgana nic należą do zjawisk elektrycznych,, 
jak mniemali niektórz}*- uczeni, lecz są tylko opiycz- 
nem złudzeniem, pochodzącem ze złamania- się promieni 
słbnecjfuych w zgęszcaonem powietrzu. Najczęściej lU' 
brzegu morski cm, zdarza nam się niekiedy dostrzedz w 
powietrwi osobliwsze zjawisko^ miasta zdomamii wie- 
żami, okręty z masztami, całe nawet okolice ze wszy^ 
stkiemi przedmiotami, przesuwają się przed nami, łu- 
dząc oczy czarującym i dziwnym widokiem ; albowiem 
wszystko do góry przewrócone, i jakby na głow^ie 
stojące. Zjawisko to wtedy szczególniej postrzegać się 
daje,, gdy powietrze gest cmi napcłaiione jest wyziewa*, 
mi, shłzącemi niejako za zwierciadłu, w którcm się 
zewnętrzne przedmioty przewrotnie odbijają. Ponio» 
waz te zjawiska do nad zwyczajnych nalezą„ puzyporai- 
nająć nam niejako- poka»)'wauie się. du4jhów w po- 
wietrzu; przeto hidzie zabobonni przypisu J% je cza* 
rodziejskićj sztuce, i ztąd ich nazwisko. I-ecz nie- 
podpada to iudnej wątpliwości, ie się zasadzająi 
na pewnych natury prawach, równie jak owe tuła- 
jące sJ« og"ie> o kiórycli lud prosty powiada,* ic 
się pieu/ądz« palą. Są to gazy (w) ziewy powietrza) 
wychodzące z bagnisk i miejsc błotnistych:: gaz teii' 
nazw.iny od uczonych wodo rodem, zapala Się £; 
błąka, niesiony od wiatru, a ścigany, ucieka natiirahiio^ 
pr2>ed człowiekiem. — 

Fata Morgana zasadzają się: na tem, zb cręśc atrao'- 
sfery, srykającej się z horyzontem, tak jest zgę.szczona* 
wyziewami, ii nic przez nię nie widać, prócz wjz- 
szyćli pi^zedmiotów, sterczących nad tą zgęszczoną po^ 
wietrzą linią. Zdaje nam się, ie»w odległości (chow 
ciai* na lądzie) uformowało się wielkie jezioro r w tem 
jeziorze odbijają się wszystkie wyższe przedmioty drzewv- 
domów, miast, gór i t. d , Z4łpcłnie tak, jak nam- sj^- 
w zwierciedlo wód odbijają;" Zjawiska te spostrzegają; 
w dniach pewnych^ po których grzmoty następują r a 
obrazy ono nie uapowierzchni wody się. pokazują, lec*' 
trochę wyźtjj nad horyzontem w powietrzu :: ra* *m 
stałe,- drugi raz-smienne w ustawicznym moliu; a w/ 
miarę powiększania się. światła, znikają w odległości. 

Podług' opisów podróżnych, fata Morgana' spostrze- 
gać się daje szczególniej na brzegach cieśniny Messyn- 
skiej, rozdziela jąctjj Sycylią od- Włocha. Kto wlep wi' 
mieście Keggio w Kalabiyi, patrzy na przeciwny brzeg: 
cieśniny (Messcnskiej) spostrzega z tamtej strony w po- 
wietrzu miasta,, wicie, zamki, lasy, oałb doliny z- ti^so- 
darni i pasterzami, cKisera uawot całe flotiy», ohoó icłu 
na morzu nie widać, i inne postaci, zdające s-ię w po- 
wietrzu unosić, znikające naprzemian, ustępując ii>«' 
nyAi miejsca^ oo spraw^ia nadywyczajpy, czarodaej^kii 
widok. 

Nie tylko nad brzegiem mona^ lócr i na* nałynm 
lądzie,, na obszernych płaszczyonaob,* jak^ npv w puoty^ 
nyi Sahara> i innych stepach, spostrzegali^ podv'ó£iui po- 
dobno napowietrzne ^wiska. Woj/ko fi-auc uiHtiot 



H o r g a ; 



znaiduiąca łic w roŁu 1798 » 1799 w Egipcie, bjlo 
fwi«dki«m takiego fenomenu. HiUtJ X^ipt jen wiel- 
ką, okiem niepriijnaną płałiciyiną ; nitkia pagcirkii 
Wiiuni oiiadle, a tem samem od wylewu Nilu ubci* 
piflcioiie, rzadko pnerjwają jediioitajnołs r<Swnin]r. 
• Wieccoiem tjlka i nuo pnejnef mo^ua całą knin;, 
jaką jest w iitocie. Lecz łkoro iłoóco pokaże lię na 



iiorytoncie, i pTomienie {ego działać zaczną; mu ułf 
widuoki^ oblewa iiaokiU męly tnoiie niepizeJTEBne, 
ua kcórem owe pagórki jak wyspj płjwif się adająi 
Pod kołói tit waią i wjiizym przedmiotem, -widać 
jego przewrócony obraz. ' Zblifając iiq do ukiego 
mie] jca, corai dalej uiuwają aitj le obrazj, ai nakoniec 
mi kają zupełnie. 



Ponieważ troskliwośrią Szano>viićj Publiczności, gorliwćj o nabywanie błogiego 
światła i utrz^inanie języka, istnienie Przyjaciela Ludu, na dłuższy podobno 
czas, uiżeli z początku spodziewać się było można, ustalonem zostało; przeto Re- 
dakcya, czujgc całij ważność przyjętego na siebie obowiązku, a znajgc swą nieudol- 
ność, udaje się z prośbą do uczonych i gorliwych o dobro powszechne mężów, ukrj'- 
wających się z talentami swemi i zebranym wiadomości skarbem, aby ją w chlubnym 
lecz trudnym zawodzie, rozszerzania pożytecznych wiadomości pomiędzy wszy- 
stkie klassy mieszkańców, radą i światłem swojem łaskawie wspierać chcieli. — 
Do lej odezwy powoduje Redakcyą jedynie szczera chęć obudzenia jeszcze żywszego 
interesu w Czytelnikach naszych, przez większą rozmaitość artykułów, różn^o pióra. 



Nakładem i drukii 



Ernesta Giiutera w Leazai 



icL.ń9Ki.) 



Przyjaciel Ludu. 



Bok drugi. 



No. 2. Leszno, dnia n. ŁiVa 1835. 



Kaplica Śtij Salemei w Grodzisku. 



W romantycznej okolIcjKrako^ra mlcdiy Piesko* 
ws Skaf^ a Ojcowem, w dolinie wdziękami natury 
hojnie obJarionćj, w kturej roakoszny Prudnik nurty 
swoje tnCzy, olbrzymia skała dnmne wznosi czoto, 
przedstawiając postać wykutej ręką ludzką wa-, 
równi, Henryk broilaty, xiqżc wrocławski, dl» 
utrzymania upieki nad małoletnim Bolesławem 
Wstydliwym, xi^zęciem polskim, w tern niedu- 
atępnem miejscu, zbudował obronny zamek roku 
1228, opasał murami. i wojennym ludem osadził. 
Osiadając tę dziką okolicę, przyznać trzeba, że nie 
mógł dogodniejszego w owym czasie na zatocer 
nie twierdzy obrać stano^riska. Natura formując 
tif niedostępną skałę, której octany zapełnię są 
prostopadłe, dla obrony jej sama wszystko zdzia- 
łała, zbyt mało od sztuki potrzebując pomocy. 



Wnijście na szczyt z jednej tylko łatwe jest 
strony, a tego bronił wówczas mur kamienny. 
Zabytek ten starożytnej fortyfikacyi, urąga się c 
władzy czasu : istnie dotąd pokryty warstwą aie- • 
mi, na której powieracfani dęby i jodły terae ro« 
sną. Na tej to skale Ś^ Salomeą, dwudziesto- 
letnia wdowa, rozdawszy ^rszjstkie dostatki pc 
między ubistwo, na ostrej pokude pędziła zycis 
Bogu pojwięcone. X. Siwicki tak w krótkości 
żywot j^j skreślił: 

Salomeą Leszka białego ' córka, a Bolesława 
Wslydlł^vegD siostra, urodziła się w Krakowie 
roku 1201. W lcz«cira roku życia swego odda- 
na na d^ór J\ndrzeja II. króla Węgierskiego, 
gdzie troskliwe odebrała wycliowanie, roku 1215 
Kolomanowi ziążęciu Węgierskiemu i królowi 



10 



haliduemii , sjno\fi Andrzeja tl» zaślubioną zo- 
sti3a. Łec2 nie długo minia trwać j^* szczęście. 
Młody i Diedoświadczony KolomaD^ gorliwy obroń- 
ca kościoła Rzymskiego, gwałtem przymnszat swych 
poddanych, po większej części greckiego wyzna- 
nia, aby przyjmowali łaciński obrzadeki To bar» 
cizo' obmzyto Rusinów; a gdy xiaźę Mśćisław 
Mścisławowicz o opanowaniu Halicza myśleć, po- 
czął, lud się z nim złączył, uważając go za wy* 
bawiciela swego. Halicz wzięty, a S. Salomeą 
wraz z swym małżonkiem dostała się w niewolą. 
Nie złorzeczyła dumnemu zwycięzcy święta 
pani, ale owszem smakując sobie w cierpieniach 
doczesnych, dziękowała Bogu, iż ją dotknąć ra- 
czył. Dni i nocy trawiła na modlitwie : w po- 
życiu i odzieniu nie riżnita się od innych. Lat 
dwa twardą wytrzymała niewolą : w tej to szkole 
nauczyła się cierpliwości chrześciańskiej i litowa- 
nia się nad nędzą. Nigdy nieszczęśliwy od niej 
zasmucony nie odszedł, ani obłąkany bez zdro- 
wej rady. Gdy po odzyskaniu znowil korony 
mąż jej Koloman w bitwie z Tatarami życie 
utracił, wróciła do Polski z znacznemi skarbami, 
obrała sobie życie zakonne w klasztorze Klarysek 
w Zawichoście, który przez zakupienie wielu 
włości znacznie uposażyła. Lecz roku 1260 Ta- 
tarzy spailili ten klasztor: a zgromadzenie panien dla 
ochrony w przyszłości od napadu barbarzyńców, 
przeprowadzonem zostało do zamku na Skale, pod 
Krakowem, przerobionego na przytułek dziewic 
chwałę Boga poświęconych: tak n ięc niespokojną 
aiedzibę śmiałych i dzielnych rycerzy, zajęły lę- 
kKMe i słabe istoty : o mury, do szczęku zbroi, 
A^ gwaru wesołych biesiad lob krwawych kłótni 
nawykłe, obił się odgłos hymnów pobożnych; a 
miejsca na ścianach, gdzie niegdyś hełmy i pu- 
Uerze błyszczały, zakryły długie lniane' zasłony 
i. świętych obrazy. Salomeą przewodnicząc przy- 
kładenk cnoC współ-siostrom swoim,' którym oraz 
oienfą^ była: 

JE>o niebieskie o;o oblabieiksa wzdycha, 
I rzewnie płacze, koriy siĄ, usmiechs. 

Przeżyła ^ lat w tem ustroniu, oddalona od 
iwiata. Boga jedynie za cel swych starań mając. 
Umarła roku 1268^ a ciało je^ pęchowane w gro- 
bie kościoła Śtej Maryi na Skale, który tn na 
Grodzisku fundowała; lecs w rok później |>rze- 
luesiona do kościoła Śgo Franciszką de Krako- 

.wa, gdzie dotąd spoczywa* *y 

— — — ■^— ^— '■ 

• ♦) Przepuszczał Bóg na tę Śią Panią najdot^liw- 
t<e ciosy J iiirciła bowiem mc:?.i, w krWćtWej biiwie, 
tiico, zdiadzictJło w Gą»afvia piicz Sw^roptsłk.^, »i»^vo* 



2grolnadzenie pAnien przebywało, tu aż do po« 
cżątku 14 go wieku : lecz gdy spokojność ich 
przez najście zbójców i zburzenie klasztorzu za« 
ttiićszalią została *) przeto za pozwoleniem Wła* 
dj sława Łokietka, przeniosły się do Rrakow« 
roku 1320, a mury kościółka i klasztoru opu^ 
szćzone, do reszty sle zwaliła, W roku 1677 
xiądz Piskorski Prof. Akad. Krak. zrównawszy 
wierzch góry, uprzątnął gruzy i zarośla, i wysta« 
wił swym kosztem dotąd stojący kościółek i ka-* 
plice. Kościółek na Grodzisku posiada niektóre 
ozdoby z marmurn, odciętego ze skały, na któ* 
rej stoi. Na cmentarzu jego są posągi kamienne 
S. Salomei i S. KAnegundy, Bolesława Wstydli- 
wego i Kolomana, a znajdujące się tu kapliczki 
wzywają oczynnćy ręki, aby je podparła^ 



O ducha poetyekim^ 

(Wyimki z rozprawy Pana S. W.) 

Powiedział jeden ze sławnych naszego wieka 
ludzi (Bajron) : iż najwięksi na tej ziemi poecie 
są właśnie ci, o których ona bynajmniej nie wie,, 
którzy nigdy tem nazwiskiem nie są mianowani*^ 
Jakkolwiek w takiem twierdzeniu więcej jest 
śmiałości niż precyzyi, to M^szakże niewątpliwa^ 
że poezy a nie jest to samo , co Miersze ;. że ona 
nie mierzy się średniówką, rymem albo strofą^ 
że można by<5 poetą, nie ułożywszy w całem ży- 
cia ani dwóch wierszy; jak znowu można nim*- 
nie być, narobiwszy i nadrukowawszy ich bar- 
dzo wiele, a nawet dobrych. Tiie jeden np. po« 
drożny, który patrząc na wschód słońca, albo* 
inne podobne widowisko przyrodzenia,, zapomniał 
się, rozpłakał, i blaskiem zachwyconego czoła- 
odstrzeLł ku* niebu; niejeden człowiek wieikich 
i gwałtownych uczuó, który mając ai^, pomśció na* 
swym nieprzyjacielu^ podaje mu rękę, i wzniósł* 
szy się nad błędy ziemi, przyciska go do piesi 
jako obłąkanego brata :. taki, lub jemu podobny^ 
ma zapewne wii^cej w sobie poezyi^ niżeli 



się poiTiorskiego Zamordowanego z patrzała na Klęski i 
połogi Irajcr, który tak kochała^ i te to ciosy zapewne 
j^ skłoniły do porzucenia splata, a pos'więcenia si^ 
zupełnego BogOw Klemeus X«^ papież policc}*ł ją w 
poczet iwiętych, 

- *) Niektórzy pisarze utrzymują, ie przeniesienJjs 
klasztoru zo SKałj do Kżrakoway sprawiło nie okra- 
cicdstwo pogAńdsie, ani bezbożne rozbójstwo, lecs 
niedostatek wody i trudność dowozu je]\ oi*az po* 
trzeb io życia dla maczn^j liczbj panien^ k«peU« 
n^w i <ł'Mzątyćlv. 



II 



•którxj dtim/ i troć eeytaf^ i )rf8z^'tiier8ce, pra- 
CBJąc. pioreoi, nibj rzenneMHiottin nftłzędsiem, 
do którego poruszania potrzeba raczej ręki niź 
gtowj. A jako w ludziach pojedynczych, roz- 
róinianij poetiw od Mierszpisów, tak również 
mówiąc o narodach w ogólności, nie naiezj Aa* 
dzic o ich poetyckim ducha, podług mniejszej lub 
większej liczby autorów rymujących, lub tomów 
rymowanych. .«, • 

Zycie dawnej szlacheckiej Rzeczypospolitej, 
kiedj wy wrzało na placach bitew, wyszumiało 
w hałasach sejmikowych i trybunalskich, nie 
znajdowało dla siebie już żadnego pola publice* 
iiego« Wiadomo, że polska szlachta, jedyna w 
świecie do szabli i sejmikowania, nie lubiła 
okropnie pracy siedzącej, cichej i mozolnej, kun* 
ftztów, rzemiosł i handlu. Odstąpiwszy w tym 
względzie cudzoziemcom wszystkich zysków i 
chluby, niecierpliwa i ognista, potrzebowała ko- 
niecznie ciągłego ruchu i gwaru. Gospodarstwo 
nawet rólniczne, nie było dla niej nauką, umieję- 
tnością, pracą, ale raczej zabawą i prostem lubo- 
Tniictwem przyrodzenia* Widok łanów^ pnśzcz, 
jezior lub stawów, zajmował ją spokojniej wpraw- 
dzie, ale niemniej zy tre i ' łatwo, jak w innej 
chwiK zgiełk bitwy lub spory obradowe. Szlach- 
cic wróeiwszy z wojny lub sejmiku, nie miał w 
domit co robió; objeżdżał więc krewnych, powi- 
nowatych, przyjaciół, albo spraszał gości do sie- 
bie, ucztOMał, bawił się i gadał. Przy takiem 
ijciu, talent opowiadania, musiał oczywiście grać 
mażną rolą, i niezmiernie popłacać ; powszechnemi 
wyścigi musiał się roźwijaó i kształcić. Goła 
ptawda, zwyczajna Yzeczywitóśi, nie mogły dośó 
aiLnie chwytać uwagi ucztujących ałnchaczów; 
biegła więc w pomoc wyobraźnia; rosły dziwne 
powieści; a ich twórcy i układacze, tak robili 
nrimo Miedzy najprawdziwszą poezyą, jak owa 
znana osoba Moliera, mimo swej wiedzy gadała 
prozą. Nie byli to młodzi, sentymentalni minstre- 
loi nucący tkliwe a najczęściej oudze piosnki, 
przy dźwięku arfy czy gitary, o jakimś błędnym 
rycerzu lub zaczarowanej xiężniczce, i obcho* 
d^cy dla zarobku zamki przemożnych baronów: 
ale byli to rubasznie wąsaci, podeszli w lata 
azlachcice, w towarzystwie równych sobie Pa- 
nów-Braci, rumiani węgrzynem i serdeciną moso- 
lości^ opowiadający głośno i poważnie własne 
zmyślenia,; ncinki, i historye o rzeczach domo- 
wych, o wypadkach miejscowych, o osobach zna- 
jomych a częstokroć obecnych, zagłuszana wrza- ' 



•—..•• • 



;^ sriabhty • btacf,* -pijąc^ fzataośżąWj śię od 
śmrecNtr, priy zgiełku i uwijaniu bi^ mnóstwa 
słiiib^ i d%torskich,' ptrf odgłosie niezliczonych 
tytułów i wielmożeństw, przy malowniczych po- 
stawach i zamaszystych ruch|ich biesiadników, po« 
prawiających wyloty i Ute pasy, iskrzących bry- 
lantowemi szpinkami na gołej szyj, wygoloną czu- 
pryną i bogatą materyą różnokolorowych kon* 
tuszów i żupanów, podczas, gdy tuż przed okna- 
mi dziarska i krzepka młodzież na obszernym 
dziedzińcu toczyła do pierścienia, ścinała lub tra- 
towała wyrobione z papieru lub drewna łby 
Tatarów i Turków. — Dla tych szczęśliwych 
ludzi, śród takiej pełności życia powszedniegO| 
tłumu kompanii, hałasu i wrażeń uciech nieustan- 
nych, dla których cały pobyt na ziemi był, moż- 
na powiedzieć, jedną tylko ucztą wesoła i huczną, 
dla tych mówię ludzi dawnych, najkrótsze duma- 
nie przemieniało się w nudy ; i świat książkowy, 
piśmienny był martwy, ciasny i ckliwy:* w rze- 
czy samej, nie lepiejże bye i czuć się szczpśIi- 
wym, jak myśleć i rozprawiać o szczęściu? Nie 
jesiże milej żyć poezyą jak powietrzem, niżeli 
układać wiersze? Spytajmy się ludzi, o którycJi 
Szyller powiada, że mają zawsze wolne wejścia 
do nieba, spytajmy się poetów, kiedy to zachwyt 
cenie dalej ich tam i głębiej zaprowadza, kiedy 
są najbardziej poetami ? czy np. w towarzystwia 
natury, zapominając wszelkich względów ludz^ 
kich, nucą w duszy pieśń niewydaną, unoszą nę 
ku niebu, i żyją życiem ducha: — czy też, gdy 
schyleni nad kawałkiem papieru, łapią rymy, j 
przemaznją co raz inne wyrazy, które jak sługi 
nieczułe, nigdy im dogodzić nie mogą? W pier- 
wszym razie są prawdziwymi poetami, w drwgiin. 
wierszopisami tylko* ••« 



A r n a u c i. 



^ Obszerne krainy, objęte zwykle pod nazwi- 
skiem Albanii, Bosnii i Bulgaryi, znajdują gi^ od 
niepamiętnych czasów w takim stanie zamieszania, 
któryby w każdem innem państwie europejskiem, 
za ciągle trwającą wojnę był poczytany. Czoło 
ludności bułgarskiej i bośniackiej tworzą Serbscy 
Słowianie, z których część jedna przybrała reUgif 
Mahometa, a droga trzyma się dotąd wiernie chrzt- 
ściańskiej, jaką wszyscy tameczni mieszkańcy przed 
opanowaniem ich przez Turków Myznawali. W Al- 
banii mieszkają Słowianie, Grecy, Arna u ci obok 
siebie ; ostatni przecież stanowią najliczniejszą klassę 
ludzi. Arnaaei są zupełnie oddzielnym szczepem i 



;K 



jł* «if niąje, poioplcMii ątaroiyflłytiliifllłiryjoiy- 
' k^w, pp ktirydi niettgięty u^jait. do. niepodleglwci 
skłonna, i dzikie n^lwo odfiedzioiyli. Krł^JMt 



gAiw)Fiatf ale ż^ny* i picy hwm tńMUiiir^' qM»> 
wie, lioJBieby Mieukańoiw we wuyilkie pot- 
truby migt t^tnyć. Łeea 



kazdę pracę za hańbiąca, M'yj^«-szy polowanie 
ryb i M-Iadanie bronie; i dla tego upraMę roli 
kobietom zostawuje, podczaa gdy on sam, jeżeli 
w B^siedztnie sporu jakiego bronie rostrzygaf 
nie trzeba, oddaje się prużnoManiu. Przed za- 
pTon'adzeiiiem regularnego wojska w Turcyi, My- 
diodzily ca^e oddziały boja chciwycli Amantów 
t SMej ojczyzny, w zamiarze przejęcia służby 
wojskowej u jednego z tylu udzielnych basziw : 
ci bowiem sMOJę straż poboczna zuykłe z Ax- 
ńh\it&w hiorzyli. Wielu z nich tym sposobem 
Aaje się zupełnie obcymi snej qjczyznie: M'ięk- 
«zft zaś cz^iif skoro im się tylko udało zebrać 
clioć szczupły majątek, przez oszczędzenie żołdu 
albo zdobycze, wracała do domowej zD^dy, 
aby doznając czci j poważania od ziomków snoich, 
reszif dni w wygodnym przepędzić odpoczynku. 
Zmiany poczynione w wojsku titreckiem przez 
Sułtana Mahmuda, pociągnęły za sohą nieuchroii- 
n^ zmianę w zwycz.ijnem pożyciu Amautów, a 
tym sposobem także i w całej. Albanii. Za- 
sfcczytny zawdd Mojenny odjęły został naraz Ar- 
naotom, przez zaprowadzenie regularnego Mojska, 
Do tego wprawdzie chętnieby tych walecznych 
gńrali wszędzie przyjęto, ale ich dumny rycerski 
OHiysł, jest przyczyna, że się żadnej karności 
wojskowej, na spos&b Europejski zaprowadzo- 
^^h poddać nicchcą. Odrznoli wszystkie czynione 
im przez Porte oliaiy. O gwałtonnym nabi 



do wojska, skoro się dobronolnie poddać sic 
chcą, ani myśłeć; boby cały kraj ponstał, gdy- 
by się kusić miano o zapnra adzenie urządzenia^ 
sprzecinisjącego się i<^ Mwjcztjnmt AraanCi ed« 
dawna jnż przywłaszczyli sobio prawo ^Tpę^ 
dzania baszćw toieckich, ekoro im się nie podo- 
bali. Prócz tego o tyle tylko idi /dnchali, o ile 
im «f podobałot (■ f' ^^ 

Koń dziki litewski. 
Między Ewierzami, ktirc niegdyś na polski^ 
ziemi mieszkały, i których tradycya do dziś dniai 
się ntnymala, ważne zajmuje miejsce koń 
dziki. — Nie bylibyśmy w stanie obraza tego 
wygasłego u nas plemienia, czytelnikom naszym 
udzielić, gdyby len sam właśnie gatunek nir 
istniał . jeszcze w Tataiyi azyatyckiej, gdzie go 
Pallas i inni po nim natnraliści dokładnie po- 
zUaU, opisali i powyższy rywnek nam zostawili, 

— W^idać w nim, że pomimo nadanego nazwi* 
fika, większe ipa to z^iierzę do osła zbliżenie r 
nadają mu to podobieństwo i długie nszy, i 
grnbe wargi, i mało włosisty ogon i nakoniec 
czarna pręga, dągnaca się wzdłnż całego grzbietu. 

— Nie może zatem uchodzić za pierwotwor 
naszego konia domowego; ale wszystkie te ozna- 
ki odpowiadają opisom, jakie i polscy i obcy pi- 
sarze o nim zostawili, w czasie, gdy jeszcze 
Ptdakę zamiifizkiMat. 



i 



13 

-Banpj wypłoszył, i ku Azyl zApędzif , i' ten (że go tak 
nun-ę) koń dziki, widziany byt niegdyś w starożytBydi 
Jftiach nitmieekich '" •—* -" — —"— ■"•I- -liotBi-ii v.rv 
^faaManaśAi^i* ^ 
taffmmj* fHtny 
«Mj epoki, w kt4r 
^^iąta do Niemi 



Kon dziki 
wcrIo wzi^ft postać. — Ottatni^ wzmiankę o 
dzikim koniu, widzimy w nrz^dzeniach Świę- 
tego Bonifacego, .wielkiego Niemc&w nawriici- 
ciel^, i w których fen biskup i Legat Papieski 
cakaSHJe Neofitom zabijanie i pozywanie kooia 
dzikiego, jako ostat^ obyczaj&w pogańskich. 
' Daleko późniejsze jeszcze natrafiamy ślady o 
przemieszkiwania konia dzikiego w Polsce i Pru- 
sicch. W uczonym dziele Czackiego o Prawo- 
dawstwie Folskiem i Łilewskiem, wymienione jest 
pcawo, zakazDJaee obici* konia dzikiego, i na- 
ziuiezaj^co karę na podobne przekroczenie. W 
drugiej polowie szesnastego wieku, to jest, za 
panowasia Augusta Jagielończyka, koniuszy na- 
dworny tegoż krula MiciR»ki wydał dzieło; » 
Swierzopach i ograch, w którem opisirje, ja- 
kich się chwycono sposobów, do przyswojenia koni 
dmkich litew^eh, dodajije jednak, że wszystkie 
te usiłowania nie bardzo były skiileczne. — 
Wszelako po umieszczeniu kilku z nich w sla- 
dadi kT£'ewskicli^ parzyły się ze swojskim koniem 
i. płód takowego połączenia odznaczał się póśnieji 
as do trzeciego pokolenia, W tymże prawie cza- 
sie Gratianufl dc Burgo, opisujący podcdże 



litewski. 

kardynała Komendoni w Pobce, wspomina o 
dzikich koniach, które widział w znierzyiicu sięcia 
Alberta Pruskiego. — Wystawia ich jako małe, 
niepozoine, niezdalne ani pod wierzch, ani 
do jakiegokolwiek zaprzęgu, i że jedyny uży- 
tek, który 2 nich można ciągnfló, i dla któ- 
rego nań polują, jest pożywanie ich mięsa. Póź- 
niejsi pisarze, a między innemi Herberstein, 
podróżujący w Polsce za Zygmunta Wazy, ró- 
wuie wspominają o tym koniu dzikim, ijako za- 
mieszkatyn w Pnisiech i w Litwie< 

W tej ostatniej prowincyi, i na Ukrainie, sło- 
wem we wszystkich krajach, które dawniejsziJ 
sięstwo Litewskie stanowiły, utrzymał się koń 
aż do ośmnastego Mieku, w którym na końcu 
łapani* żywcem młodych, i zabijanie siurych, 
w^miszczyło' ten rodzaj z\t'icrza. — Ostatnie, któ- 
re pojmano, usidlone zostały w wielkim zwie- 
rzyńcu Zamojskich, nie daleko miasta Zamościa^ 
i gdzie się długi czas wespół z innym zwierzem 

Ktraymywały. — Ale gdy się nakoitiec przeko- 
nano, ze prócz osobliwości, żadnego nie przed,' 
staniały użytku, wyłapano frh na nowo ze znie-' 
rzjńea, i poruzdarowano mif;dzy chluj^ów. — Tiun 



14 



pofaczji i pomieszał się ten rod z domowym 
cłilopskim koniem, i przez długi czas jeszcze 
dość widocznie rozróżniane bjto to nowe poko- 
lenie od czjstej swojskiej rassy. " 

W krajach, gdzie dziś jeszcze ten koń dziki 
przebywa, to jest : w stepach Tataryi Rossyjskieji 
i niepodległej, ten sam właśnie zachował po* 
wierzchowny układ i skłonności. Pomimo zbli* 
zonej do osła postawy, rózni się od niego M'iel- 
kością, która pomiernerau koniowi odpowiada, 
żywością poruszeń, i taką zartkościa biegu, że 
Tatarzy doścignienie jego za niepodobne uwa- 
żają. — Ubijają ich zatem strzałami, lub bronią 
palną, bo wysoko cenią ich mioso. — Wreście 
i wtedy, kiedy w Litwie przemieszkiwały, do 
żadnego użytku domoAvego nakłonić ich nie po- 
trafiono. — Maść ich płowa lub myszata. Gło- 
wę zawsze trzymają do góry wzniesioną, jak tu 
w rysunku jest wyrażono, — a kiedy są w peł- 
nym biegn, jeszcze wjżej głowę zadzierają. — 
Krajowcy ich nazym^ają Czygietaj, i to imię 
niektórzy naturaliści im zachowali. 

Nie potrzebujemy tu zapewne ostrzedz czy- 
telnika, że to, co na Ukrainie dzikiemi końmi 
oazym^ają, wcale inny jest rodzaj koni. -^-^ Te, 
przez część tylko roku puszczone na wolność, 
po rozciągłych stepach na pół tylko za dzikie 
uważane być mogą, bo co rok powracają pod 
zarząd człoB^ieka. Są więc istotnie teg» aampgo 
rodu, co nasz koń domowy, i wreszcie zupełnie 

mu odpowiadają powierzchownością. 

S. H. P. 



Historya okropna o walecznym Stasiu 

o pięknej Anulce. 

(Koniec ) 

Coi się więc stało z tą piękną Anusią? za- 
pytałem się staruszki; raz mówicie, że tjlko kil- 
ka godzin jeszcze żyć będzie, to znowu gadacie 
o ostatniej przysłudze, to o dniu weselnym, i że 
ją pocieszy tak .smutna nowiną; powiedzcież mi 
wszystko bez ogródki: czy id^ie za mąż, i za- 
kogo? czy już nie żyje, czy chora? Wszystko 
wiedzieć muszę, abym podług tego supplikę uto* 
żyć mógt. 

Na to odpowiedziała staruszka: moj pisarzu! 
ttało się, niech się dzieje wola boska ! Słuchaj tylko : 
^dy Staś powrócił, nie ucieszyłam się, jak wypa- 
dało, a gdy sobie życie odebrał, nie mogłam się smu- 
cić: nie powinnam była przeżyć tego nieszczęścia. 

Tak jest, jak gdyby mi kto serce kamieniem 
przywaHf, o który rozbijały się me boleści, zo- 
stawiając mnie na wszystko zimną, martwą i nie^ 
czułą. Powiem ci jeszcze jedne rzecz- która cię 
dopiero zasmuci* ' 



Gdy piękna Annlka matkf sw^ję^ H «il|f , ko* 
moszkę straciła, byłam właśnie przy j4j śiąiem* 
Poszła była za biednego wieśniaka, ale . ten jĄ 
umatt: w młodości swojej kochała strzelca, ża 
którego jednak 06 nie chciała, gdyż bardzo ±1k 
prowadził, /życie. Tema strzelcowi pmyiato wmIbn 
ście na taki koniec, że za zabójstwo do/ ^kj m a lf 
nia wtrącony, oczekiwał wyroku imierdi^ O t^Hi 
się dowiedziała 'k metra moja w swej chorobiet.ł 
od tego czasu coraz jej było gorzej: nakóttiec w 
ostatniej życia swego godzinie, żegnając się zennf 
i polecając mi swą Anusię, rzekła do mnie : „ko* 
chana Małgorzato ! jak będziesz przechodziła prses 
miasteczko, gdzie biedny Sokół w więzieniu sio* 
dzi, każ mu powiedzieć przez dozorcę, że go na 
łożu śmiertelnem zaklinam, aby się nawróat do 
Boga: oznajmij mu, żem się gorąco modliła la 
niego, i że go każę pozdrowić, — Wkrótce po* 
tem Bogu ducha oddała, a ja pochowawszy ją 
' wzięłam małą Anulkę, która wtedy miała trzy 
lata na rękę, i wróciłam do domu. 

Musiałam przechodzić przez miasteczko, gdzia 
strzelec Sokół siedział: i gdym się do dozorcy 
więzienia udała, przybył tam właśnie sędzia a 
doniesieniem, że jutro o szóstej godzinie rano miał 
być tracony. Zaraz mnie zapytał, zkąd jestem? 
i czego żądam? a ja opowiedziałam mu o śmierci 
mej komoszki, i jaki miałam do Sokoła interea* 
R^ekł więc do mnie: dobrze matko! dopetnijcm 
waszego zlecenia, sam was do niego zaprowadzę : 
ten człowiek kamienne ma serce; być może, ią 
pamięć umierającej osoby, która go kochała, 
wzruszy zatw^atdziałego grzesznika; — poczem 
kazał innie z Anulką zaprp wadzić do więzi^nia^- 
Gdym mu ostatnie słowa umierającej powiedziała^ 
zaczął gorzko płakać, wołając: o Boże! gdyby, 
była została mą żoną, nie byłoby zemoą do tego 
przyszło. A potem kazał zawołać xiędza. Po* 
chwalił to sędzia, że się upamiętał, i zapytał go,' 
czyli przed swą śmiercią nie ma jeszcze jakiejfO* 
życzenia? — Strzelec odpowiedział: mój Panie sę* 
dzio, proś, aby ta staruszka z córeczką swej, 
zniarlł^j komosski, chciała być przytomną m^ 
śmierci; to mnie pokrzepiać będzie w ostiitniej 
godzinie. Sędzia prosił, i lubo mnfe strach brał, 
nie mogłam mu tego odaiówić; musiałam mn daś 
rękę i słowo, że go nie opuszczę: potem rzuci! 
się na słomę i płakał rzewnie. 

Noc tę przepędziłam u sędziego, a nazajntrs 
szłam za Sokołem, prowadzonym na śmierć. Sta* 
łam w kole, tuż obok sędziego, i słyszałam, jah 
tenże przeczytał wyrok okropny. Sokół miał 
jeszcze do zgromadzonych piękną przemowę, tak, 
że wszyscy ludzie płakali, wejrzał na mnie, i im 
matą Anulkę, która obok mnie stała, i zdawał siy 
być w najwyższym stopniu wzruszony, a potem 
pocałował kata: xiądz jeszcze z nim zmówit 
ostatnią modlitwę, poczem zawiązano mu oczy: 
ukląkł, a kąt za jednym zamachem ściął muglo*'' 
wę. Zemdlałam z przelęknienia, Anulka aai 
krzyczała przeraźliwie. Sędzia kazał maia da 



15 



ftHkl 



-tf#ego ^mUttikptb^ńiizUf zoimI Jego dała inne 

"W^zhnh ^ih Mnie i dla dziecka, gdjź nasze suk- 

irfi^ k'rwti| Sokola bjły zbroczone. W wieczór 

^fizyiitedl xiadz Dobrodziej do sędziego/ i napo- 

-tftiniit mnie/ żdbjin cho%%ała to dziecię \v po- 

-feMltości I cnocie; a potem darował mi piękną 

liniąftkę do nabożeństwa dla Annłki, którą ma- 

jśsBCze; a nazajutrz ów dobrjr sędzia^ jeszcze nas 

parę mit ka domdwi swemi końmi odwieść kazał. 

Ach' Boze^ tobie aamemo niech będzie cześć i 

chwata! biedna Aanikia! rzekła 'kobiecina i 

«ttiULta< 

Okropne przeczucie ścisnęło mi ' serce : dla 
Bdga! zawołałem, cożsię stdto z biedną Anulką ? 

Dzisiaj będzie traconą, odpowiedziała starusz- 
ka; ate to zrobiła w rozpaczy: wstyd i obra- 
&ony honor, to ją zgubiło; uwiedziona i zhań- 
liiona przez pewnego paoiczii, który ją potem po- 
rzucił, V obłąkaniu, zatraciła swe własne dziecię. 
lej zwodziciel przjrzekł, że ją poślubi, ale sło- 
ysiFSk niedotrzymał : tak więc w rozpaczy dopuściła 
■lę takiej zbrodni; poczem poszła do sądu i sa- 
ma się oddała w ręce sprawiedliwości. O czwar- 
tej tracić ją będą. Pisała do mnie, że się jeszcze 
przed śmiercią zemną widzieć pragnie: idę więc 
do niej, niosę jej wieniec od biednego Stasia, i 
tę różę, com dzisiaj dostała; to ją zapewne po- 
cieszy w ostatniej godzinie. Ach, Panie pisarzu! 
sebys tylko swoją suppliką tego mógł dokazać, 
aby jej zwłoki i ciało biednego Stasia razem na 
iomentarzu były pochowane. 

Wszystko zrobię, co tylko będzie w mej mocy, 
zawołałem : przyjaciel mój, który wam dał tę 
irńżę^ ma dziś dozór nad strażą, musi obudzić xię- 
taa^ a ja na kolanach prosić go będę, aby bie- 
dnej Anulce życie darowano. 

Zycie? rzekła zimno staruszka, słuchaj pa- 
Zfeiczku, sprawiedh'wość, jest lepsza aiż życie: coż 
poippże. przebaczenie na ziemi? wszak wszyscy na 
aąd staniemy: 

Zagnmi głos trąby straszliwy. 
Suw J]c na sąd sprawiedliwy* 

Ona nie chce przebaczenia: sąd jej ofiarował 

Sardon, pod warunkiem, aby wydała swego zwo- 
ziciela; ale ona odpowiedziała: zamordowałam 
jego dziecię ; przeto umrzeć muszę : popełniłam 
dbrodaią, chcę więc sama za nię pokutować. 
lYskazano ją na śmieriS. Idź do xięcfa i proś o 
uczciwe pocnowanie: patrz, oto tam idzie xiądz 
do -więzienia, pobiegnę za nim i poproszę, żeby 
mnie wziął z sobą ao pięknej. Anulki* Jeżeli 
aię pospieszysz, to nam może jeszcze za mia- 
atem, gdzie ją będą tracili, zdążysz przenieść tę 
ostatnią pociechę : że ich zwłoki uczciwie zo- 
tlaaą pochowane* 

Właśnie też zbliżył się pobożny kapłan: sta- 
mizka opowiedziała mu swój stosunek do uwię- 
■ioaej ; wdział ją zatem z sobą jl» więzienia* Ja 
saś biegłem, com tylko mó^ł,. do zamku, i mia- 
łem to aa pomyślną dla siebie wniżb^ gdym z 



domu Pana Sl]rosław;»kiego usłyszał słodki głos 
z okna otwartego na ogród, i \idzięczny głoz 
lutni : 

Acli luby, wróć m\ me serce 
Lub ini wzajem oddaj twoje ; 
Póki ogień tli w iskierce 
Wróć kochany moje serce ; 
Zdradiii tylko przeniewierce 
Biorą cudze^ kryją swoje* 
, Ach luby, wróć mi me sercs 
Lub mi 7.a nie oddaj swoje. 

Więcej jeszcze miałem pomyślny dl znaków! 
o sto kroków dalej znalazłem biały woal^ na ulicy 
leżący; podniosłem go^ i ujrzałem w nim pełna 
róż pachnących, Trzymąiąc go w ręku, biegiem 
szybko dalej: na rogu miitsy spostrzegłem kogoś 
w płaszczu : zakrył sobie twarz, gdym około nie* 
go przechodził, i odwrócił się, aby nie bjł po* 
znany, niepotrzebnie się przedemną chronił, ba 
ja nic niewidziałem, o niczem nie myślałem, że* 
brząc łaski I laski I i wpadłem przez otwartą br»» 
mę na dziedziniec zamkowy. Dzięki Boga I po!» 
rucznik Mirosławski przechadzał się tuż nie da* 
leko warty, i wybiegł ku mnie. Poruczniknl' rze* 
kłem do niego w największej niespokojnoaci, za*^ 
prowadź mnie natychmiast do xiccia, aŁa czen^ 
prędzej, gdyż inaczej będzie zapóźno ! 

Zdawał mi się byó zmieszany tenz mojem żą*^ 
daniem,: i rzekł : co ci się marzy ? da x]ęcia w tej 
niezwyczajnej godzinie? to byó nie może; przyjdi 
na paradę, to cię przedstawię xi[;eiu. Stałem jak 
na Igłach: teraz, albo nigdy,, zawołałem, bo tu 
chodzi o życie ludzkie. To byó nie może, przerw at 
mi mowę Mirosławski : zakazano mi, abym dzi-> 
siaj w nocy z żadnym lapportem nie ważył się- 
przychodzić; Jdzie więc e moj honor, na ta ża* 
dną miarą pozwolić nie mogę. — Słowo honor 
w rozpacz mnie wprawiło, wspomniawszy sobie 
honor biednego Stasia i pięknej Anusi r przeklęty 
honor! Młaśnie zainiasem moim jest ocalić to, co 
taki honor zni^weczył: ja muszę do cięcia, mu* 
sisz mnie koniecznie zameldować, a jeżeli nie^ 
to narobię hałasu i zbudzę xięcia. 

Jak się tylko ruszysz^ odpowfedzial Mfro^ 
sławski z gniewem,, każę cię natychmiast wziąii 
na oduach: Szalony! nie znasz okoliczności f 

O! ja znam okoliczności, okropne okoliczno- 
ści ! muszę koniecznie do xięcia ; każda minuta 
droga, rzekłem, jeżeli mnie nie zameldu/esz^^ san» 
pobiegnę^ 

To rzekłszy chciałem pospieszyó na wschody^i 
prowadzące do pokojów xiążęcia, gdym spostrzegł tęr 
snmę osobę w płaszczu, przebiegającą szybko kołi^ 
nas. Coż czjnisz szalony, zzekl do mnie IHiro* 
sławskie milcz ! nie mów ani słowa f bo mnie zro-» 
bisz nieszczęśliwym. — A czemuż nie wstrzymujesz 
tego człowieka^ który tam oto idzie ^ rzekłem^ 
zapewne on nie ma pilniejszego interesu odemniew 
Mirosławski odpowiedział: a więc widziałeigo? 
jeżeli piśniesr ~słowo> to cię ta szpada milczai 



16 



nAiiCTj : %v}«»nie ponieważ ten człowiek azedł aa 
^óre, tv tam iii nie mozeiz: xi^zę ma z nim do 
czynienia. Wtem ujrzeliśmy światło w oknach 
xi^żęcia: patrz! rzektem, świeca się pali, mu- 
szę iść do niego. Mirosławski za rękę mnie 
•chwyciwszy, rzekł : tyś pijany ! chódz na odwach 
1 wyśpij się : jestem twoim przyjacielem, ale ina- 
czej sobie postąpić nie mogę; a potem mi opo- 
wiesz, co cię tak bardzo dolega: pójdź prędko 
na odwach : — i ciągnął mnie za rękę. Właśnie 



na zamku wybiło pół do czwartej: na ten dźwięk 
zadrżałem : zdawato mi się, ze ginący wota osta- 
tni raz pomocy: krzyknąłem więc z całego gar- 
dła ku oknom xiązęcia 3 ratujcie! dla Boga, ratuj- J 
cie! biedna, u%viedziona istou! Mirosławski jak 
szalony, usta mi ręką satykat, klął, szamotał 
aię; ale jam nic nie czuł, nic nie słyszaL Za- 
wołał na odwach, i juz przybiegło kilku żołnie- 
rzy, chcąc mnie zaprowadzić do lochu, gdy w^ tej 
chwili xiązę otworzył okno, i rzekł : Miro- 
ftlawski! coz to za hałas? przyprowadź natych- 
miast tego człowieka do mnie. — Nie czekałem 
na Mirosławskiego, . skoczyłem czemprędzej na 
Mschody, wpadłem na pokoje, i rzuciłem się xię- 
CJH do nóg : on zaś zmieszaoy i niespokojny, 
wstać mi kazał. Miał boty z ostrogami, a na 
sobie szlafrok, którym się starannie zakrywał. 

W krótkich słowach opowiedziałem xięciii 
ąvszystko, com słyszał od staruszki, o samobój- 
stwie ułana, i o rozpaczy pięknej A nwlki : błaga- 
łem o zwlokę exekucyi na kilka godzin, i o po- 
grzeb uczciwy dla obojga, jeżeli nie można było 
uzyskać ułaskawienia* Ach, łaski! łaski! za- 
wołałem, doby \«ając z zanadrza znalezioną chu- 
btkę z różami; ta biała chustka, która znalazłem 
na drodze, idąc tutaj, zdawała mi się rokować 
przebaczenie. ' Xiążc wyrwał mi ją z ręki, i 
sdawat się być wzruszonym; a gdym rzekł te 
słowa: Mości xiążę, U biitdna dziewczyna stała 
sic ofiarą fałszywego o honorze wyobrażenia: 
panicz pewien ją uuiódł], obiecawszy jej mał- 
żeństwo, a ona woli umrzeć niżeli go wydać. 
XiHŻc irzęrwał mi mowę i rzekł z rez- 
cziAonitm: inilc^, bo mi twa powieść serce roz- 
dziera ; a polem obróciwszy się do porucznika, 
stojącego u drzwi, rzekł porywczym gloseni : 
spickz na koń, jedź czemprędzej, niech koń padnie, 
nie zważaj na nic, abyś tylko w czas stanął na 
placu exekucyi : weź oto tę białą chustkę i da- 
vaj z daltfka znak ułaskawienia. 

Mirosławski wziął chustkę: zdawał się być 
emieniony, pomieszany, wypadł z największym 
pospiechem, ja za nim: już byliśmy w stajni, 
osiodłaliśmy konie. Mirosławski pędził jakszalony 



dzonj* Nie mt^em sdąnjc sa niaiy Incii^ ^* 
wiem jak opętany; lecz ponieważ jaszcze hyfto 4iH 
leko, głos jego me byt słyszany. Nakonioc Tptgy^ 
padamy : lud się rozstępnje, w tern stal świetBa 
błyśnie w kole — byt to niecs katowski, i n^ 
zem usłyszeliśmy jęczenie ludy. — Pardon, par^ 
don! krzyczał Mirosławski, przedzierając się 
przez skupione tłumy s białą chustka w HJkm: 
ale kat podał mu skrwawioną głowę pięM^ 
Anulki, a jej twarz jeszcze się boleśąie do naeif^ 
uśmiechnęła. Na tea okropny widok krzykai^^ 
zginąłem f i upadł na ziemię na jej zwłoki : nu* 
bijcie mnie! jam ją uwiódł, ia jestem jej mordercą! 

l^d zapalczYwy już się zżymał , miedzi i 
starzy, kobiety i dzieci już się rwaU, chcąc okrop^ 
na zemstę wywrzeć na bezbronnym młodzieńcou 
gdy straż wojskowa go zasłoniła, i ocaliła od 
śmierci. — Po tym wybuchu zemsty, wszystkich 
oczy wlepione były w to miejsce, gdzie zwłoki 
pięknej Anulki zostały złożone: leżała ona w 
czarnej sukni z białemi wstążkami; a staruszka^ 
nie troszcząc się o nic, co się koło niej działo^ 
głowę jej złączywszy z ciałem, położyła jej owę 
książkę na piersiach, którą jej byt xiadz daro« 
wał w miasteczku : wieniec włożyła jej na gło« 
wę, i różą darowaną sobie od Mirosławskiego^ 
który zapewne wtedy nie przeczuwał, komu sif 
dostanie. 

Powróciwszy do miasta, dowiedziałem się naza* 
jutrz, że Mirosławski już nie żył ; sam się otruł, nię 
mogąc przeżyć tego zhańbienia: a w stancyi mo- 
jej znalazłem następujący bilet : „Bardzom et 
wdzięczny, żeś wykrył mój występek, który mi 
szczęście moje zatruwał. Owę piosnkę staruszU 



Spaliła je. Służyła u mojej ciotki , i często wpa* 
dala w melancholią: różnemi sposobami udało mi 
się ją uwieść. Boże zmiłuj się nademną! JLeet 
ty także ocaliłeś honor mej siostry:- Kiążę ją ko* 
cha, a ja byłem jego faworytem: ta liistorya 
wzruszyła go ; upamiątat , się przecie, a ja 
otrułem się — Leon Alirosławski. — 



• • • 



i* 




szczejjrod^^-^jrp^*!"^**^^^ chustkę w górę, [^J^^J' 
ĆŁUc Z tiłłtij sil): pardon, pardon! Widzieliśmy 
z tlalesva na pai ;óikn pod szubienicą lud zgrowa- 

rv rLiI"u c uł 1 diukiem Krnesta GiiiiŁera 



Chińskie kobiety. 

Otyłość w Chinach stanowi piękność ni^z\ą, ale jest 
wadą w kobiecie. Piękność kobiet stanowią czarne^ 
wąskie, z«iokrąglone brwif spokojna i nic nie suaciąca 
iwarz, i w wyższych mianowicie klassach, mała na« 
dzwyczajnie noga,, w skutek ciasnych, drewnianych 
Łi-Z(.wikuw, które z dzieciństwa nosić są obowiązane, 
nic powiększając i wiekiem bynajmnidi ich objętości; 
Zwyczaj ten, podług historyków cliiuskich, pochodzi 
ziął, iź przed wiekami, zuac/:na iiczha ki»bict powiioła 
była zbrojuo na obalenie rząclu. Aby wlt^c nadal po- 
dobnym wypadkom zapobiediSy zalecono powszechne 
używanie zwyź wspomuioncj^o obuwia, aby pfzes to- 
kobiety wszelkiej wład/^y w nocach po/.bawić, i do 
siedaciila w domu przyjnuslć, — « Zwyczaj icii dzisiaj 
lak juz jest powszechn)'-, i ink sif; /. nim oswDJonO, 
ii dziiiciuna stopa i niemożność cbudzcuia^ liczy- si^ do^ 
największych wdzit^ków chiu<liiej kobiciY. *0» 



W Lesznie* 



(Ked.Ciechaikki.^ 



Przyjaciel Ludu. 

Rok. dlUgi. No. 3. Leszno, dnia 18. Lipca 1835. 



Kościół Bożpffo Ciała iv P(tziiaiiitr. 



(^ Skutkiemoiwiaty, ktitej dobroczynne pro- I teraz ucznwaja, jest owa rozsądna tollerancya 

^ I nueme, najniższe naw et klassy mieszkańców, jui | njżnrch wyznań, ludzi nam podobiiycli, bliźnich 

■*'".• 
'1 " 

'I 



18 



i braci nassjch, tiierzących równie j^k my w 
jedyaego Bog^a, i chwalących ga szczerze, cho- 
ciaż innym sposobem. Potępiać kogo dla reli- 
gii, w której sif urodzit, wychował, ktirę 
sa najświętsza rzeCz sobie poczytuje, jest do- 
wodem nierozsądku, nagannej płochości lub bar- 
barzyństwa* Prawda, że w średnich wiekach 
inaczej myślano. W tych to ezasach powszech- 
nej ciemnoty, w których mato było lodzi praw*- 
dziwie oświeconych, poczytywano za najświętszy 
obowiązek, prześladować i droczyć będących in- 
nego w religii zdania; wy^Rlano na nich naj- 
srozsze męczarnie w przekoi|||ki, ze tą fana- 
tyczną gorliwością przysłużą się temu, który 
wpajając miłość bliźniego, zakazał dobywad mie- 
cza dla obrony swej świętej nauki. Zabobonni 
ludzie, nie zważali wcale na ten zakaz Zbawi- 
ciela, a dopuszczając się na swych braciach nie- 
słychanych okrucieństw, mniemali, ze najmilszy 
Bogu wykonyiYają uczynek. W naszych cza- 
sach rządkiemi są podobne obłąkania rozumn i 
serca ludzkiego. Śuiatli nauczyciele chrześciańscy 
wiedzą, i powtarzają tę prawdę: ze fanatyzm 
religijny równie obmierzłym jest Bogu i szkodli- 
wym religii, jak niedowiarstwo lub inny występek. 

Atoli mimo tak widocznych postępów cy wili- 
sacyi, wiadomo, że są jeszcze pomiędzy ludem 
różne tego rodzaju przesądy; że od dzieciństwa 
wkorzenione, nie tak łatwo wyrugować się da- 
dzą: dla tego powinnością jest dobrze myślą- 
cych i oświeceńszych osób, a zwłaszcza nau- 
czycieli ludu, korzystać z każdej sposobności 
aby błądzących na prawą naprowadzić drogę, 
zaszczepiać wszędzie ducha pokoju i miłości bliź- 
niego, wytapiać nienawiść i pogardę innych ludzi, 
a tak dopiero okażemy prawdziwie ehrzeiciań- 
•kiego ducha. — 

Stara kronika z 14 go wieku pisze: iż roku 
1369 bogaty żyd miasta Eogbien, w Belgii, na- 
zwiskiem Jonathas, chcąc sobie przed Bogiem 
zasługę zjednać, szukał koniecznie sposobności, 
targnienia się na jaki przedmiot, czci chrześciań- 
akiej poświęcony. W tym zanriarze umówił się 
z jednym współwyznawcą swoim, który za znacz- 
ną nagrodę wykradł z kaplicy w Bruxeli Iti hti- 
•lyi świętych, i przyniósł ja Janathasowi. Ten 
przed dopełnieniem zamierzowego świętokradztwa, 
iegt pod ciosem nieznajomego zabójcy. Wdowa 
jego również fanatyczna, udała się do Bruxelli, 
dla naradzenia się ze starszymi, co ma uczynić 
2 hostyami? Postanowiono zanieść je do syna- 
gogi, 1 wydać na wszelkiego rodzaju żelżywoóci^ 
yfc nocy z Wielkiego Czwartku na Piątek. Lecz 
zaledwie dotknęli się zbrodniczą ręką noslyi, gdy 
podług kroniki, krew zaczęła wytryskać pod ra- 
zami sztyletów, któremi je kłuto. Przerażeni 
strachem opuócili ręce, odstąpili od krwawego 
dzieła, i kazali młodej żydówce,^ imieniem 
Katarzynie, zanieść te hostye żydom do Kolonii. 
Ksflarzyna^ będąc potajemnie nawrócona do^ wiary 



chrzesciański^j^ zaniosła Je do plebana, z którego 
kościoła były tikradzione, i opowiedziała mu 
wszystko^ co zaszło w synagodze. Natychmiast 
przedsięwzięto środki przeciwko wszystkim ij^ 
dom Brabantu, godne o%vego ciemnego i barba^- 
rzyńskiegp wieku : a gdy trzej z nich, na tortury 
wzięci, wyznali zbrodnią , darto z nich pały lia* 
wszysikich rynkach miasta Bruxelli, a potem 
żywcem spalono w wigilią u niebo wstąpienia 
Pańskiego roku 1370. Wszystkim Izraelitom 
zagrabiono majątki i wywołano ich z kraju nm 
zawsze! Xiążę Wacław dla zachowania pa-^ 
miątki t^o zdarzenia, ustanowił processyą, która 
się zwykle odbywa coruk dnia 13s;o Lipca, i pod* 
czas której noszą trzy z owych cudownych hostj i. 
Podobna zupełnie historya wydarzyła się 
w 39 lat później t. j. roku 1399 w Poznaniu^ 
opisana obszernie przez Tomasza Tret era Je* 
zuitę, *) w którem to dziełku, nie tylko wszy«^ 
stkie szczegóły świętokradztwa w kościele Do* 
minikańskim popełnionego wyrażone, najsroższe 
męki, jakiemi dręczono żydów i kobietę, o t<^ 
świętokradztwo oskarżoną, obszernie w*yfoione i 
obrazkami nawet wyjaśnione, ale nadto fundacya 
kościoła karmelitów przez Władysława Ja-^ 
giellę opisana. Kościół gotyckiej architektury 
należący do najpiękniejszych świątyń miasta Po* 
znania, zwłaszcza co do zewnętrznych ozdób, stor 
na Moniach za miastem, na tem miejseu,^ gdzie te* 
hostye miały być znalezione. Początek jego takir 
„Gay królowa Jadwiga, Władysława Jagiełły^ 
króla polskiego żona, w ciężką bardzo chorobę' 
wpadła, pobożny król poślubił i ofiarował ją 
Bogn do kaplicy Bożego ciała. '^) Ale potem Bóg 
inaczej sporządził. Albowiem królowa Bonifacyą 
córkę, która zaraz trzeciego dnia umarła, poro* 
dziwszy, sama wkrótce żywota dokoofała. Wła-- 
dysław jednak, pragnąc ślubowi, Bogn uczynio^ 
nemu, zadosyć uczynić, kiedy dla wojen, które z 
Krzyżakami toczy f, tego sam osobiście wypełnić^ 
nie mógł, założył znaczną fabrykę kośicioła Bo* 
żego ciała w mieście Poznaniu kosztem praw* 
dziwie królewskim, która przez kilka lat ciągnie* 
na, jak być może najpiękniejszym kształtem, do* 
końca za jego szczodrobliwością doprowadzoną^ 
została, tak dalece, że samemu królowi ogląda* 
nia tak wspaniałego dzieła, wielkie upragnienie' 
sprawiła. Dla. czego wytchnąwszy sobie od wo« 
jennych ustacezek, w roku -1414 do Poznania 
przybył, i na. tea samem świętem miejscu, zala* 
nemi łzami, B5gu, wybawicielowi swojema, za' 
odebrane dobrodziejstwa dzięki czyniąc, daleka 

*) "Jrzy święte liostye vr Foznania> no£inii oJ 
Żydów ukhke, X. Tomasz Treter^ Kanonik Fo» 
ziiadski i Warniitt^ki, Jezuita, stylem łacińskim opisała 
ft Niedzwledzki , burgrabia sieraski Poznaodki sa o|» 
csysty ię«yk pohki pneiozył roka m%'* 

*) Prze» Biskupa na t«m' ttiiepeu^ gdzie &Ofly« 

znaleziono, wybiidbw.iną:. 



19 



wicksceni ozdobami koiciił ten udarów a<?«amT- 
§lit, i dochody mu różne naznaczywszy, klasztor 
do niego przyuczył, w którym braci zakonu kar- 
raelltań^kiego, to jest Panny Maryi s góry Kar- 
melu zwanych^ tamie osadził* — - 



1 

i 



I 



Madejowe Łozc. 

(Powieść gmiiiua.) 

O wieści gminna, ly arko przy mi er ta ; 
Między dawnemi i rtlodszemi laiy; 
W tobie lud skhda bród swego rycerza. 
Swych myśli przędzę i swych uczuć kwiaty. 

Arko, tyś żadnym niezłaraana ciosem, 
Póki cię własny twój lud nie znieważy: 

pieśni gminna, ty stoisz na straży 
•Narodowego pamiątek kościoia« 

Piomieii rozgryzie malowane dzieje. 
Skarby zdradliwi ukradną ziadziejc, 
Pieśń wyjdzie cało, tłum ludzi obiega; 
A jeśli podłe dusze nie umieją 
Karmić ją żalem i poić nadzieją, 
Ucieka w góry, do gruzów przylega, 

1 stamtąd dawne opowiada czasy. 
Jak słowik z ogniem zajętego gmachu 
Wyleci, chwilę przysiadzie na dachu. 
Gdy dachy runą, on ucieka w lasy, 

I brzmiącą piersią nad zgliszcza i gjoby 
Nuci podróinym piosenkę żałoby. 

A. M. 

Wieści gminne, czyli tak zwane powiastki są 
skarbnicą umysłowej wiedzy luda. Uczuli tę 
prawdę nowsi poeci nasi, i dla tego opuściwszy 
wygodny bity trakt kłaasycznej jednostajności, 
puścili się nowym, romantycznym szlakiem, wio- 
dącym w tę czarodziejską dziedzinę, aby czerpać 
z jej niezmąconej krynicy rodzimego życia* Dla 
tej więc przyczyny poezya ich tak mocno do 
uczucia naszego przemawia; bo znajduje w sercu 
naszem oddźwięk wyobrażeń, któreśmy, że tak 
powiem, z mlekiem wyssali, które nasze dzie- 
cinną wykolysaty imaginacyą. 

Kiedy z postępem cywilizacyi w*yższe klassy 
pozakładały rozmaite naukowe instytuta, dla 
coraz dalszego kształcenia się, zaponmiany chło- 
pek samemu sobie był zostawiony. Ale natura 
mądra i sprawiedliwa, dawszy mu do przyjęcia 
(wawdy serce czule, prosty i naturalny rozum, nie 
usunęła od niego swej opiekuńczej ręki; Mlaia 
bowiem weń ten tryb powszechny poszukiwania 
prawdy, tę ciekawość, najlepszą szkołę wszelkiej 
oświaty, za pomocą której jedynie cały rodzaj 
ludzki się oświecił i wykształcił. Ta to najlep- 
•asa ludzi nauczycielka, zgromadzała w czasie dłu- 
gich wieczorów ciekawe koło wieśniaczej mło- 
dzieżj, dlaliłuchania tak upragnionych powiastek, 
jedynego może żywiołu umysłowego jej kształ- 
cenia« * Jakoż znalazł się w każdej prawie wiej- 



skiej osadzie nieuczony wprawdzie, ale wymo* 
wny wieśniak, u którego prządki zbierać się 
były rade. Byt to miejscowy rapsodysta, który 
nietylko przekazane sobie od przeszłości trądy cye, 
umiejętnie w czułe serca prostaczej rzeszy przele- 
wał; lecz nadto, gdy mu wątku przy brakło, (zna- 
cznego bouiem trzeba było cyklu, aby nim całą 
długą opędzić zimę) jużto nową formą, nową 
barwą wykładu, dawniej opowiadanym liisto- 
ryom pozór nowości nadawać; jużto niekiedy na- 
wet nowe i oryginalne tworz> ć umiał powiastki. 
Wolno było i innym doś\\iadczać sił swoich; 
wyświeciły się tym sposobem wyższe talenta, 
bystrzejszy rozsądek i żywsza imaginacya, i chę- 
tne od iiieuprzedzonej i prostej drożyny odniosły 
poklaski. 

Lecz jak cała średniego i nowego wieku nauko* 
w^a niwa, pod wpływem chrześciańskiej religii 
uprawianą była; tak równie i w tym wieśniaczej 
muzy zakresie, duch religijny większą część jej 
płodu owionął. Wiejska prostota, wsparta na 
niewzruszonej wierze, skłonna była do przyjmo- 
wania cudownych podań i legend, w które średni 
wiek tak był obfity. Nie tylko po kazaniach 
wpajano w umysły cudowne z żywotów Świę- 
tych przygody, znaleźli się i u nas wędrowni waj- 
deloci: takimi byli kwestujący braciszkowie klasz- 
torni. Jakożkoluiek urząd kwestarza zdaje się 
na pozór niezbyt ważny ani zaszczytny, powie- 
rzano go jednak osobom, które choć nie miałj 
wprawdzie nauki, posiadały atoli talent podo- 
bania się ludziom, talent ujmowania słodka w^y- 
mową, lub dowcipną odpowiedzią; gdyż od tego 
szczęśliwego usposobienia częstokroć zależało po- 
wodzenie całego klasztoru. Nie dziw ^ięc, że 
wędrujący braciszek bywał to człowiek obrotny^ 
przytomny, jowialny, i najczęściej prawdziwie 
dowcipny , bystrzejszym obdarzony rozsądkiem i 
żywszą imaginacya. On przy stole biesiadującej 
szlachty, zajmując zwyczajnie najniższe miejsce^ 
zaczepiony, zręcznie dowcipnym żartem odstrzelał, 
a zwalczywszy niejednego rubasznego przeciwnika, 
powszechny applauz i sowity okup dla swego 
klasztoru zyskiwał. — Inna rzeczy postać, gdj 
talizmanem świętego habitu uzbrojony, stawał w 
kole prostej wieśniaczej rzeszy. Tu w czasie 
noclegu u najznakomitszego włościanina, opowia- 
da! zebranej wiejskiej publiczności, prócz zwy- 
czajnych nowin, poważne wieści : były to legendy, 
których rozwiązanie najczęściej cudowne, dziwnie 
traliato do gustu wiejskiej prostoty. 

Tym sposobem powstały pomiędzy ludem po- 
wieści gminne. Są one częścią historycznej treści, 
wzięte ze sfery opowiadających, częścią zmy- 
ślone, nieraz zręcznie skombinowane, zastosowane 
do wyobrażeń gminu, najczęściej jednak, jak się 
nadmieniło, religijnej treści. Rozróżnić by w nich 
można pewne cykle, w których rozliczne wy- 
padki około jednych i tychże samych wiją aię 
przedmiotów. Wszystkie są odcieniem cliarak- 
teru ludu^ który je powtarza^ oddźwiękiem jego 

i 3 



■cEuf i sposobu my jlenia. K(oBj je zebrał, wy- 
iwiaiczylhy wielka przyatugc piAliczności, na- 
pisałby bowiem dzfeje wiejskiego ludu; wię- 
cej powiem: napisałby księgę jego umysłowej w>e* 
dzy, jego poezyi, religii i caiego moralnego u§po- 
sobienia, A nawet dla uczonych dzieło takowe 
byłoby nader pożądane; oni bowiem nie omiesz- 
kaliby ważuych z niego wyprowadzić wnioskiiw 
i obszerne z lego wałku wysnuliby dzieła. Ja- 
koż w samej rzeczy, ważnem nader byłoby od- 
krycie, o ile niektóre powieści gminne, \iszystkic 
europejskie obiegły ludy; jak, chotS w rozniatlycli 
kszlałtacli też same odbijają wyobrażenia; jak 
znowu inoe, stosownie do charakteru ludu, wi- 
docznej uległy zmianie. 

Wy zatem, których Opatrznośt^ 'w bliższym z 
ludem postawiła stosunku, nie gardźcie ta niepo- 
Eoma prostota, otwórzcie serca wasze do przy- 
jęcia tej wieśniaczej rapsodycznej epopei, a uszcz- 
knione kwiatki na tej domowej niwie, przyjmie 
redakcja Przyjaciela Ludu z największą wdzięcz- 
nością. Żeby jednak zachęcić nieśmiałych i 
zrobić próbę, daję znajomą powieśó: Madejo- 
we łoże. 

Był to dzień pochmurny jesiennej potj, gij 
pewien kupiec, powracając z dalekiej podc&żji 



wjeżdżał nad wieczorem io gęstej lasu wjpa- 
kowaną ładownie bryką, zzaknpionemi wodlegicm 
mieście towarami. Jego woźnica radzit, choć było 
nieco zawcześnie, w poprzedzającej wiosce na 
nocleg pozostać; wiedział baniem, że b&r na tray 
mile był rozległy, a przytem spadła deszcze 
drogę 1 tak nienajlepszą, trudną do przeprawy 
czyniły, i nie prędsze, jak około północy, do naj- 
bliższego noclegu rokowały przybycie. ŁecB 
niecierpliwy kupiec, pragnąc po dwumieaięcinem 
oddaleniu, jak najprędzej oglądać dom własny, a 
nadewszysiko swoją ukocbaną żonę, nie chciał 
na próżno tak drogiego marnowaó czasu; posta- 
nowił więc choć późno w noc przybyć do ze- 
Icśoego noclegu, aby już jednym dniem stanąć 
w rodziiiuem mieście. Na nieszczęście droga była 
coraz gorsza, a gruba nocy ciemność lak dalece 
utrudzała postępowanie przeładowanej bryki, iż 
niedługo pan szczerze żałować począł, że roądr^ 
rady swego sługi nie usłuchał. Z tern wazy- 
Btkiem nie pozostawało nic więcej, jak zdawuj 
się na Opatrzność boską, dalej postępować. 
(Ciqg dabuy olstąpi.) 



T^m unieoi«tn nazywają Turcy mogilniluswiije. 
Właiciwoii tęga .nazwania (en dopiero ocenić 

Eotrafi, kto aam podróżując na wscliodzie, w oko- 
cach każdego \tielkiego miasta, miuial przeby- 
wać wprzód obszerne pola , napełnione grobow- 
cami, i rozmaitego kształtu pomnikami, nim się 
dostał do mieszkań zjj^cjch ludzi: tak, ze naj- 
mniej myślący uczuć musiat, „ze najludniejsza 
stolica żyjących nie za>vieTa dziesiątej części 
tój ludności, jaka obok niej) w mieście nilca^ 
nia spoczywa." — 

Co się tyczy zewnętrznego widoku tych cmen* 
tarzów^ jeden z podróżnych tak się wyraża: 
„Niekiedy obszerne pola pełne grobowców, . ocie- 
nione cyprysami ' i woonemi krzeii'y , rozciągają 
się na pochjtościacli gór, lub na płaszczyźnie 
doUn; niekiedy jak ogród jaki, pakrzyżowanemi 
nlicami przerżnięte, których długość strudzonego 
wędrownika przeraża, w rozmaite strony wabią 
oiekawoaó, wszędzie coraz innego kształtu, coraz 
jedne od drogich piękniejsze, w cieniu drzew 
skazując grobowce. A jednak pomimo i Mk już 
nadzwyczajnej obszerno^ci tych cmentarzów, każdy 
co rok się bardziej powiększB> Tnrcy mają za 
świętokradztwo rozkopywać groby, choćby naj- 
dawniej pochowanych ludzi: ztad więc maszą 
corok nowe przestrzenie, nowemi mogiłami zaj- 
nowa^ł Kamienie jaskie ^ leżąca na grobach). 



mają zwykle kilka wykutych w sobie otworów, 

firzez klóre zasadzone w ziemi na grobie rośliny 
ab kwiaty, nad powierzchnią jego wjcliodzą; i 
połączone z cieniem zielonych, dokoła rosnących 
drzew, nadają całemu miejscu pozór rozkosznego 
ogrodu. 

Najsławniejszy i najobszerniejszy cmentarz 
turecki, jest w Skulari, na Azyatyckim brzegu 
Bosforu: ponieważ Turcy mają mocne wyobra- 
żenie, że piędzy później z Europy wygnani zn- 
staną : nie clicąc więc kości snoicli w mocy 
Giaurów zostawiać, wolą je wcześnie ira brzi^^ 
Azyatjcki przenosić. Po male'm jednak zastano- 
wieniu się, poMiimiby się byli przekonać, że je- 
śliby chrześcijanie Konstantynopol posiedli, za- 
Sewne i w Skutari, Muzułmanom spocz^ćby nia 
ali. Ta sama jednak mjśl działa i na Clirzc- 
ścian w Konstantynopolu bawiących, tak, ze 
każdy z nich woli być pochowanym na Euro- 
pejskim brzegu. 

Cyprys jest uprzjwilejowanem drzewem tych 
cmentarzów; ztąd też możnaby go uważać za 
charakterystyczną ceclię miast tureckich, miano- 
wicie Konstantynopola, którego pałace i mina- 
rety, zdąjf fiię wzdoikE z pomiędzy cypryso- 
wych lasów. 

Pomimo smutnego wrażenia, jakieby obndzać 
mogłj cneutarze Uuzuimańakie, są 'zwykle naj? 



■ ^ i iH m — - 



22 



piękniejszą i najbardziej uczęszczaną przechadzką, 
juka się m okolicach miast ich znajduje. Gęste 
drzewa, któremi są zarosie, w każdej porze dnia 
sprawiają chłód raiły: proste i czysto utrzymane 
uiice, ułatwiają przechadzkę: prócz tego nieźli- 
czone mnóstMo dzikich gołębi, gnieżdżących się 
po drzewach albo pomnikach , bezprzestannem 
gruchaniem, albo szelestem przelatujących skrzy- 
deł, wiele niewymownego wdzięku^ tym ^^mia- 
stom milczenia^ ^ dodają. 

Chociaż Turcy nie używają, ani pojmują na- 
wet przechadzki bez interesu, dla zdrowia lub 
przyjemności; ztemwszystkiem, więcej może od 
innych, oświeceńszych ludów, mają gustu i upo- 
dobania w pięknych położeniach i widokach 
kraju. Chęć oglądania ich, połączona ze czcią, 
jaką zachowują dla zmarłych, couzień w pięknej 
porze roku, tłumy ludności z miasta na cmenta- 
rze sprawdza. Kobiety odwiedzają je zwyczaj- 
nie w Piątek; gdyż jest mniemanie u Turków, 
że w tym dniu umarli przypominają sobie swoje 
związki na ziemi, i pozostałych na niej przyja- 
ciół lub krewnych. W tym dniu można je wi- 
dzie'<5, j&k kopiąc się około grobowców, wyry- 
wają z nich starannie dzikie chwasty, lub nie 
potrzebne trawy, zdobiąc je^ na to miejsce wień- 
cami, lub bukietami z kwiatów, albo z gałązek 
mirtowych. Rzecz godna uwagi, że niewiasty 
tureckie, niemniej są bojażliwe i skromne przy gro- 
bach mężczyzn, jakby były w obliczu żyjących 
ludzi. Pochodzi to bez wątpienia ztąd, że podług 
wyżej przytoczonego mniemania, umarli czują 
ich obecność^ prócz tego jeszcze, naśladują w tym 
względzie „matkę wiernych'^ żonę Maho- 
meta, Ayeszah, która napijała o sobie: ,,Z po- 
czątku chodziłam do świątyni, gdzie był ]JOgrze- 
biony Prorok i następca jego Abubekir, nie kła- 
dnac na twarz zasłony; gdyż, mówiłam sama w 
sobie: nie ma tu nikogo obcego, tylko mój mąż, 
który je^t razem Posłańcem Boga, i ojciec mój 
Abubekir, — ale gdy następca jego Omar 
nmart, i tamże pochowany został, nie śmiałam 
już nigdy wejśó bez zasłony, przez wstyd ob- 
cego człowieka." 

Zwyczaj grzebania umarłych w Turcyi, jest 
następujący : kładą ciało na wąskie, odkryte nosze 
albo mary, i tak je niosą przez miasto do grobu. 
Przed niem i za niem postępują ludzie niosący 
w ręku zielone gałęzie, z tyłu prowadzą zwykle 
ulubionego konia zmarłego. — Niosący ciało od- 
mieniają się prawie co chwila; albowiem gdy 
orszak przez ulice przejchodzi, pobożni ludzie 
wybiegają z domów, aby przez czas niejaki ciało 
na ramionach swych dźwigać; uważając to za 
powinność religijną, i za wielka zasługę przed 
Bogiem* — Ciało grzebią zwykle bez trumny, nie- 
kiedy prostem tylko płótnem obwinięte; niakied/ 
w najpiękniejsze suknie ubrane. -— 



O zakładach naukowych w Dreźnie. 

(Wyiniki z dsieł najnowszycli.) 

Trudnoby mi było wyrazić w krótkich sło- 
wach, ile, i z jaK wielu powodów mnie zaj<- 
roiije wszystko, co ku oświacie ubogich dąży* 
Kosztowny instytut, dzieło głęboko i uczenie na- 
pisane, clioćby doskonałe były, nigdy tyle mnie 
nie ucieszą, jak prostej szkółki, dobrego elemen- 
tarza widok. Dzieci bogatych każdy nauczy- 
ale ubogie któż oświeci? Atoli im dłużej na 
świecie żyję, im więcej widzę, tym mocniej się 
przekonywam, że do moralności i dobrego by ta 




dla człowieka, który ich nie rozumie, nie poj- 
muje, i użyć nie zdoła? Oiwiata sama jedna 
zdziera z ludzi tę grubą zwierzęcą zasłonę, 
pod klórą iskra bóstwa ukryta. Pracowitość, 
trzeźwość, ochędostwo, uczciwość zabaw, dobry 
byt powszechny, rzadkie kradzieże, mała liczba 
żebraków , słowem ta luba swoboda i równość, 
które w ludzie Saskim tak i^ile przyjaciela ludz- 
kości zajmują, zkądże pochodzą? jedynie z mo- 
ralności ogólnej. Ta moralność, na jakiej pod- 
stawie tak pomyślnie »i^ wzbiła? na religijnej 
i praktycznej oświacie. Tę oświatę jakim spo- 
sobem uczyniono ogólną? mnóstwem dobrych 
szkółek i użytecznych zakładów, do których 
uczęszczają wszystkie dzieci bez wyjątku: gdzie 
nie tylko czytać, pisać, ale znać Boga i pra- 
C4)wać się uczą; tych dwóch wielkich nauk, 
które same jedne człowieka do godności jemu 
przyzwoitej wznoszą, potrzebom naszym ducho- 
wnym i cielesnym zadosyć czynią. O! mieli 
starzy słuszność w tych dwóch słowach: Ora 
et labora, módl się i pracuj! które na drzwiach 
i ścianach pisali: cała doskonałość człowieka w 
nich znwarta, cała użyteczność jego na ziemi i 
nieśmiertelność po zgonie. Niemcy a w szcze- 
gólności Sasi, przyjęli te słowa w serca swoje, 
i oświatę ogólną na nich oparli. Wszystkie ich 
szkółki i' zakłady dla Indu, ten cel mają: kształ- 
cić religijne i pracowite istoty. W Dreźnie jest 
ich bardzo wiele, .czasem kilka na jednej ulicy ; 
bo powtarzam, wszystkie dzieci bez wyjątkn, 
posełane są do szkoły: za bogatsze rodzice pła- 
ca, ubogie darmo uqzą, a dla sierót są zakłady, 
w których zupełne '7ch utrzymanie zabezpieczone. 
Tych użytecznych instytncyi, już było tu ^viele 
od czasów dobrego Augusta; ale więcej ich je^ 
szcze powstało za staraniem ostatniego króla: 
wielu nawet ohywateli, wiedząc, jak go uczcić 
najlepiej , w dzień owego jubileuszu , kiedy 
50>4 rocznicę jego panowania obchodzono, zało- 
żyło kilka podobnie dobroczjmnych pomnikólnr: 
i te zapewne lepszem będą pamięci jego uczcze- 
niem od wszystkicli posągów. Te szkółki i za- 
kłady, a w ogólności dzieci, były w Dreźnie 
jak wszędzie, szczególnym przedmiotem moj^j 



23 



1 



liWacJ. Do znajomości ludzi ani zdolno^^ ani 
potozenie^ ani nawet fikłonnojć nigdy mnie nie 
Uiodla: dośln^iadczeńsi i ciekawsi mówimy ze to 
trudna, a nie tiiele pociechy przynosząca nauka; 
patrzeć taś i uważać na wiek dziecinny, tak 
Utodki^ln jest zatrudnieniem ! Zdało mi się, ja- 
koby w Dreźnie więcej było dzieci różnego stanu 
iak u nas; a zwiastin^c wcześnie, czem będ^ 
kiedyś, najmłodsze odznaczają się juz porząd- 
kiem, akuratnością, rozsądkiem* Nie zdarzyło 
mi się widzieć między najuboższymi, roztarga- 
nych, orudnych, obdartycli, rozpiętych ; wszysdLO 
na swojem miejscu od wyższych do najniższych 
stanćw, gładko, czysto, cało. Bez wątpienia 
pierwsza w tern zasługa należy się matkom i 
piaatutikom; ale ja znam dzieci, ktćre z rana 
atarannie umyją, uczeszą, ubiorą, a na których 
)io obiedzie, a czasem i wcześniej ani znać tych 
starań. Nieraz także widywałam dziewczatka 
od lat ośmiu przechadzające się po ulicacłi i 
Mrodach, z pończoszką w ręku, a żadna druta 
me szukała, ani kłębka za sobą nie wlokła. 
Mie dostrzegłam także nigdy, aby Inegały po za- 
kazanych trawnikach, albo rwały sadzone kwiaty, 
owoce w publicznych ogrodacn, a najczęściej 
chodzą same. Bo tu wcale nie jest w zwyczaju, 
zęby dzieci miały zawsze nad sobą stróża; nie 
raz takie, za którem u nas jeszcze piastunka 
chodzi, idzie samo jedno do szkoły, z teczką 

I^od ramieniem, albo z woreczkiem w ręku. Gdzie 
iczna rodzina, matka najstarszemu oadaje całką 
opiekę. Z nowych Rozrywek. 



Chińskie przysmaczki. 

Chińczycy jedzą wszystko* Na ulicach i na 
publicznych placach Kantonu, jest bezustanna 
wystawa wiktuałów, a między niemi takich, 
które u nas wcale za przysmaczki nie uchodzą, 
jako to: sokoły, Bowjy orły , bociany. Nic 
bardziej nie ubawi Europejczyka, jas Chiń- 
czyk, niosąca na kiju dwie klatki zawieszone, 
w których się psy i koty, zamiast kurcząt i go- 
łębi znajdują. Szczególniej pewien gatunek ma- 
łych mopsów bardzo jest poszukiwany. Psy 
aiedzą w swem więzieniu spokojnie, ale koty 



. ' . wywwrujŁ prz¥i>iiui<;z«A., i znaj«- 

duje się na stole pierwszych bogaczów* Prze- 
ciwnie szczury zostawiają ubóstwu.. Pszeknpnia- 
ne handlujący sżczuzami,. przychodzą na targ, 
niosąc na kijach killa tuzinów tych zwierzątek, 
wiszących jak kwiczoły.. Widok ten dla' cu- 
dzoziemca, przywykłego do przesądów europej- 
skich, nie wzbudza wielkiego appetytn. Tym-^ 
czasem i chiński żarłok nie ujdzie zasłużonej* 
kaij. Prócz niesttawnoóci, na którą herbata nie* 
sawsTO skutecznent jest lekarstwem,, szczególniej 
psy nienaMidzą i ftoigają swych amatorów, któ- 
lych zaraz węchem poznawają^- a^ poznawszy 



szczekaniem i kąsaniem mszczą bi^ za w^rsą* 
dzone swemu roazajowi krzywdy. O dzi¥iii(» 
zdarzenie! dla jednych narodów pies jest -wier- 
nym przyjacielem, dla drugich bożkiem, d)a in- 
nych wybornym przysmaczkiem. 

Moralność. 

Nic bardziej nie podkopuje naszej swobody 
i niepodległości, jak nieład. 

Uznawać otwarcie swą wartość istotną, oto 
jest cała skromność, a jednak tak przykra. 

Trzeba być starym w młodości, a młodym 
w starości. 

Moralność jest to roślina, której korzenie w 
niebie się ukrywają, a kwiaty i owoce upięk- 
szają ziemię. 

Chcesz się pozbyć szkodliwych rozkoszy ^ 
przypatrz im się po ich użyciu, nie przedtem. 

Świat uważa moralność, jak nową architek- 
turę, w której przede wszystkiem szuka ^JK^J^i 
— 'Najivyższa nauka jest taka^ która najlepiej 
zna swe granice. , 

Mądrość zależy na sdachetnej pogardzie ta* 
mego siebie: najuciążliwszem jarzmem jest yj^cha* 

Kto zna swe powinności, a nie dope.Wa ich^ 
podobny jest temu, który orze a nie datfe^. 

Kiedy słaby na mocnego się mncay podaje 
swemu nieprzyjacielowi sposobność zgubienia go» 

Wielkiem jest iiieszczęścier:^. kiedy człowiek 
już nie ma nic do życzeni.^ lah t^i kiedy w 
ustawicznej żyje obaw ie : ui trjrm nieszczęśliwym 
jest bogacz. 

^ Rzadzcy, są jak emfa nfebiesKie, mająca 
wiele błaskn, a maJtei odpoczynku;. 

Jak ten jf?st szcseśfiwynr, który to mieć może^ 
co tylko chce ; tak ten: j|Mt wielkim, który tylko^ 
to chce, co może.. 

Wielka to. jest sztuką i mądroścfą, zwfaszcza 
Ha rzcjdzącycfr, zosta\iić, 1 postawić osoby i rze- 
czy na swenr iniejscnv 

W ogóinościi za zwyczaj dosyf mamy rozu- 
mu dla drugich^, rzadko dla siebie.- 

Niewohnk jednego tylko* ma panar dumny 
ma ich tyłu, ife jest- ludzi, którzy jego ambicyi 
usłużyf mogą.^ 

Naywiększem' i' najpospolitbzem nieszczęściem^, 
jesl^ nienmieć znosić nieszczęścia. 

Bogactwa są częstokroć^ pokrywką występ-*- 
kóiw, a ubóstwo płaszczem cnoty. 



Pomnik Łukasza Górki w Tumie 

PozDańskim.. 

KoidSl katedhralny Poznański', mieść^ w bo* 
ie nie mało pomników^ ważnych dla dziejów 
krajowych i sztuki, które dotychczas jeszcze nie 
I zostały opisano ani ocenione od znawców*. Mię-^ 



2ł 



pienrsie W' krajn urzędy: jnż wteily, l« jest 
roku 1340, kronikarze %vsp«ininaja Łiikiisza mo- 
jeirodę Poznańskie;^o. Drugi taRŻe tegoż imie- 
nia Gńrka zrt pod Kazimierzem Jagiellonrzf- 
ka, ivojewoda Po^naiiski (roku 1466), iniat 
syna UryelH, który był obrany biskupem Po- 
luańskim (roku 1479, tJiyel był sfatury miemtj', 
snchy, oczu czarniawych: umart roku 1498 vr 
cierplicach czeskich: ten takie na Tumie Po- 
znańskim pochowany, i ma osobny nagrobek. 
Dalej wymieniają kronikai-ze znowu Łukassa 
Gńrke, także Mojewodn, a potem, gdy mu żona 
-umarła, biskapa Kujawskiego': tego nióiii Sai'- 
nicki , dobrze znałem ; byłem boit-iem ^1 sp&f- 
uczniera M'nukuw jego, synów Andrze.ja. jVa- 
koniec ten Andrzej miał 3 synńw:* Łukasza, 
(później wojewodę Poznańskiego) Andrzeja i 
Stanisława. 

Rodzina ta bogatem żenieniem się, sukcessya- 
mi, a nakoniec chlebem dnChoMuym tak się 
Irzmogta, że Górka, Generał wielko-pobki, na- 
leżący do parlyi Zboro\f skich , gorliwy przeci- 
wnik katoIikAw, był najbogatszym i n^możniej- 
szym panem w Wielki ^j-p ols ce. 



Łukasz Górka. 

d/y lemi zasługuje szczególniej na uwagę na- 
grobek Łukasza Górki, generała wielko-pol- 
skiego z bronzu, dau'niej gdzieś na ustroniu w 
zaniedbaniu leżący, dziś staraniem gorliwego o 
zachowanie tego rotUaju pomników Kapłana, x 
gnizów wydobyły, i po prawej stronie, wcho- 
dząc do kościoła, w filar wmurowany. ''Wysta- 
wia on rycerza w zbroi^ z ztoionemi rękami, 
którego postać przedziwnie na spiżu wydana, 
wzbudza w nas bardzo pochlebne mniemanie o 
biegłości i talencie artysty, w o%vych odległych 
wielŁach. Kie Miem, k\tf'ten pomnik położył; to 
tylko pewna, ze je^t jedtiym z najdawniejszych 
nagrobków W tym kościele. 

Sławna w "dziejach ojczystych rodzina Gór- 
ków, herbii Łodzią, w Hy'™ jtiż wieku, to jest 
pod panowaniem Kazimierza W. piastowała 



Fraszki. 
CwAidż i mtot. 

<BajŁa.) 
Czeninz mnie zawsze bijesz po głowie? 
Zapytał ^óźdź raz młota gniewliwte. 
Bić nie przestając młot mn odpowie: 
Dia czegóż za^vsz« tak i^orczywi* 
Idziesz, gdzieć kttżą? 

Chcesz nib brać w skórę? 

Zrt%że sam dziura, 

I Mnijdź w tę ścianę, 

A ja przestanę. — 

Zagadka. 
Jedne mam nog^, 
Chodź i ó nie mogę, 
f^ecz gdzie wesoło, 
Tam biegam w koto. 
Bj^nam w kościele, 
I. powiem śmiele. 
Ze w każdym domu 
Choć pokryjomu 
Każdy mię ściśnie. 
Do ust przyciśnie, 
W reku prastuje, 
Pieści, całuje. 
Lecz ja nie wierzę, 
By było szczerze, 
Bo co mi dają. 
To odbierają. 
; (znaczenie w priyia. I' 



nakładem 



dcukii 



Ernesta Guntera w Lesznie. (>'-<=<>• CiccUaiiski./ 



Przyjaciel Ludu. 



Rok drugi. 



No. 4. 



ŁeBiDO, dnia 25. Lipca 183S. 



Rynek w Kaliszu z roku 1797. 



PoW}'Ż8E7 ntunek trYstowia Kalis)!, jaKim 
bjl roku 1797, tu jeE>i cztery Inta^o przejściu z 
polskiego rządn pod pruski: odt^d wiele eię w 
(em mieście rak na aamjm rjnku, jak w glownjch 
ulicach odmieniło, Przybjfo wiele domtiw, da- 
wniejsze zesłały upiększone. Przez trzynaście 
lał, zostając pod rządem pruskim, to je4t od roku 
;i793 do 1807, ciągle wznosił się Kalisz. Utrzy- 
mał aie w tym stanie polepszenia podczas rzą- 
dów xicstwa Warszawskiego, a on nastania no- 
wego królestwa Polskiego, jeszcze okazalsza przy- 
brał postać. 



. Zatoienie Kalisza zdaje się bardzo dawne. *) 
Ze zaś odmieniona została pieiwiaiikowa posada^ 

•) Pociącek Kaliu^i równie jak Pomsnia, Gnie- 
zna, tudzlei innjrcli inaciniejiEyck w dawii^ Wielkiej, 
polsce gi-odów, niknie w odległej itiToijtnoicL: ne- 
zwiiko nawet niepewne. Klaudyiist Piolemcaii, 
jyjący w pierwłzym winku po nirodieniu Chrjicułiy 
poniiifdi; mialtami w Geimanii nscliodntjj, w krijit 
Swewów, 'W)'licza Kalisi*; ale wieds|C, jik i cm- 
łem miasta róiiiynT pod legają odmianooi, jak nanritka 
cięito ncaon^ch uwodi4, nie )iowaJani ti^ utnymy- 



26 



to st^d jus sif pokasuje, ie grAb Mieczy- 
•fawa.IIL, ktiry, jak wiadomo, roku 1202 
w sałoźonym przez siebie koiciele 8, Pawła 
bjł pochowanjy dziś o podał od miasta Mmrid 
pola zostaje. Jakoż zaświadcza Cellaryusz, 
ie w piźniejszym czasie ten kościół, i otaczają* 
€0(p» domy, na inne miejsce przeniesiene zostały. 
Nastąpiła może ta odmiana po wielkich pozogack, 
srzijdzonych przez Litwinów, przy ich wpadnie- 
niu w te strony, pod w odza xiężęcia Wit en es a. 
Odnowiły się te • spustoszenia roku 1331 gdy, 
nie juz pogańskie hordy, ale Chrześciański zakon 
K.awaleró%v krzyżackich, mieczem i ogniem napadł 
na Wielko-polskę* Oblężone przez nich zostało 
miasto Kalisz, ale nie dobyte. W późniejszym 
csasie dzielił Kalisz powszechne kraju poLkiego 
klęski, i pod czas dwóch wojen Szwedzkich, za 
Kazimierza Wazy i Augusta II. przecho- 
dził kilkakrotnie pod chwilowe panowanie Szwe- 
dów, i nie mało od nich ucierpiał. — ^ Roku 1706 
w miesiącu Październiku, siał sie Kalisz histo- 
fTCznie sławnym, przez bitwę, która w jego oko- 
licach, to jest na lewym brzegu Prosny, między 
wsiami Biskupice i Kościelna wieó, za- 
szła. Ta bitwa, w której wyższość sił Augustowi II. 
swycięztwd nad Szwedami zapewniła, to miała 
szczególnego, ze ją zwycięzca mimowolnie sta- 
czał. Bo juz byt wszedł w układy z Ka- 
rolem XII., juz był Bic zgodził na uciążliwe wa- 
sunki, i podpisany przez 'siebie traktat już przy 
sobie nosił; kiedy zniewolony przytomnością woj- 
sko rossyjskiego, i w obawie, by tajemne jego 
negocyacye nie były Menźykowowi zdra- 
dzone, musiał, acz niechętnie, jeszcze raz rozpo- 
cząć kroki nieprzyjaciekkie; za co później od 
króla Szwedzkiego jeszcze twardszenń warunka- 
wń został obarczony. *) 



'Wki, ie Kalisia Pcolemeussa , nassym jest Kaliszem^ 
lubo fest iiie)akie podobieństwo. • Bliższe, ale równie 
niepewne są podania Kronikarzy, wywodzących na- 
swlsko od Lecha, Czecha i Rusa lub ich potomków, 
^ tu w (ych okolicach mieli si% kaleczyć, to >est 
boje t sobą ztiiczać, a potem saioźyć miasto, które 
siąd Kaliszem nazwali, podobnie jak Po zna ii od po- 
znania, czyli pogodzenia się zwns'nionych braci. 
Pewnicjszem jest zdanie tych, kiórzy twierdzą, ii od 
Kałów i baguisk, ita których Kalisz zbudowany^ 
wziął swoje nazwisko. P« K. 

*) Szwedzi pod dowództwem generała IMar- 
denfeldta, zdsłonieni bagniskami, samem miastem 
i wozami, stali za pagórkiem ; prawem ich skrzydłem 
dowodził Potocki, wojewoda Kitowski, lewem Xią- 
iq Sapieha, a środkiem Mardenfeld. Z drugiej 
strony sam król August JI. dowodził lewem skrzy- 
dłem, prawem xiąźę Mężyków, a tfrodkiem Gene- 
rał Brand* Bitwa zaczęła się o Jciej godzinie po 
południu z taką natarczywos'cią, ze lewe skrzydło 
Szwedzkie wkrótce przełamane poszło w rozsypię, 
chroniąc się do obwarowanego wozami obozu { reszta 
atoli Szwedów broniła się walecsni^az do godziny ^tej* 



W wojnach roku 1794, 1006 i 1809, Kc« 
lisz, jako oddalony od głównego kierunku pocho« 
dów wojskowych, nie był świadkiem sadnegor 
spotkania wojennego, ^le w Lutym rokn 18131 
po odwrocie Napoleona z Roaayi, zassła to jeizcs# 
ostatnia walka Francuzów na polskiej ziemi. •— 
Cofając j się Jenerał Regnier, na czele korpusu^ 
złożonego z Francuzów i Sasów, napadnionj zo» 
stał pod Kaliszem, ale na prawym brzegu Fros* 
snj, od Rossyjiikiego Jenerała Winzingerode^ 
i po kilkogodzinnem oparciu się, ustąpić musiał 
przemagaj^cym siłom placu i miasta* 

Kilka tygodni później nastąpiło w KaIiaSc» 
sławniejsze jeszcze w historyi i nader ważne wi« 
dzenie się Monarchów Rossyjskiego i {ruskiego^ 
które cale innj obrót dało połityce enropejskićy 
i silny wpływ na następne zdarzenia wywarto^ 

9»« ■;•••• F« 



Dodatek do Łukasza Gói-kK 

W przeszłym Numerze daffśmy Czytelnikom 
naszym nagrobek Łukasza Górki, i wymienili- 
śmy kilku Gorków tegoż imienia; dziś nznpeł* 
niajac ten opis, dodajemy, że to jesC pomnik ie^ 
Łukasza Gorki, który byl wojewoda roku 1466 
a pojęwszy Katarzynę Szamotulska, wielkich dóbr 
dziedziczka za żonę, miał syna Uryela, o którym 
wspomniehśmy także* Świadczy o tern napis, 
na tymże nagrobku, staremi gockiemi litteramir 

(U zóry) Hoc jacef in tnm^lo magnificus do- 
minus Lncas de Gorca« 

(Po prawej stronie s pdry na dół'^ PaTatinUsPo* 

snaniensis, magno et exenenti ingenio yir, qui an* 
no domini MCCCCLXXV, XL Aprilis suum 
obift diem, et XVni sepultus. Precan- (CJ^jpodn) 
dus deus est, ut regnet sede superia. Cur ? quia 
justus erat, patriam et jura 

Król sain Kilka razy uderzał na czele swej Kawalcryi; 
lecz zawsze ze stratą cofać się musiał, poniewai pie- 
chota Szwedzia stała jak mur i celnie strzelała* 
Szwedzi przypisują przegraną zmienności wófsk pol- 
slicli, z nimi połączonych, a które w czasie bitwy 
do Augusta przeszły: a tak zostało się tylko na placu 
4000 Szwedcfw, którzy przeciwko poczwórnej sile, ai 
do ciemnej nocy mężnie się bronili, nieraz nawet 
ze stratą odparli nieprzyjaciela, i kilka dział mu za- 
brali f atoli w ciemności zbyt daleko zapuściwszy się, 
podzieleni na mołe oddziały, od przeA^aznej licaby 
nieprzyjaciół otoczeni, poddać się musieli. Znacziif 
zatem ponieśli klęskę. Sam IMardenfeld, pólkownicy 
Maller i Horn z wielu oiGcerami dostałi się w nie* 
wolą; artylerya, chorągwie, i wszystkie bagał© zdo- 
byte. Miasto samo wiele wtedy ucierpiało : czędl 
znaczna Kalisza wraz kościołem Sgo Mikołaja spło- 
nęła : jednak mimo ciągłych zaburzeń znowu odbu- 
dowany Kalisz przychodził juz do sw^j pory, gdy 
okropny poiar w, dzień Podniesienia Śgo krzyia, 
roku 1792 wschodnią część miasta w perzynęr obrócił* 
— Szkoda, ie o lem pięknem i weselem mieście, wprost 
s Kalisza nie odebraliśmy iadnycli wiadomośai« P«B» 



27 



(Po lewe) stronie i doła cl o f^órj) tliendo COn- 
«lio fulsit) et cnncds jurę micabat. Plangite 
łiunc patres nobiles et concio plebis et genus 
•oine sttum^ quod tanto orbare parente. ^) 

Tenże zapenne Łukasz Górka, Wojewoda 
Poznański y wybudował w Poznaniu na Wo- 
dnej ulicy Pałac, roku 1445, jak ś\«iadcz7 
aapis naa brama od klasztornej uUcy po dziś 
dzień istniejąca. Gmach ten, jeden z najdawniej- 
Izjcli tego miasta, zamieniono później na kla- 
iztor panien zakonnych , Chetmiankami 
suwanych. _* 

Pieskowa Skała. 

Ojców, Grodzisko Pieskowa skala, przed- 
stawiają oku ciekawego wędrowca prawdziwie 
romantyczne widoki, mogące śmiało pójść w po- 
równanie z najpiękniejszemi okolicami Szwaj- 
cacyi. — 

Zuchwałą sztuką, na cyplu ostrej skały, za- 
mek ten osiadł. Kto z okien na ziemię spojrzy, 
widzi przed sobą dziką naturę, w kolo otacza- 
jące gołe albo lasem okryte ska^, a w dolinie 
potok z szelestem płynący, i osady wieśniacze* 
Wstępu do tego zamku pilnuje Hukulesowa 

!» a ł k a , czyli głaz wysoki, u dotu może na cztery 
bkcie grubości mający, a potem coraz grub- 
azjf wysokości 30 łokci: 

Słupie ! 8Łarea;o rówieiiniku 'świata ! 
Tyś eapamictałyjik tiiegdyś Sarmata^ 
Z Scyta, a poiein z bicueinL Słowiauy, 
W tym kraju łącsjł naród sawołany. 

O założeniu tego zamku taką Narusze- 
wicz podaje wiadomość: roku 1377 Ludwik 
król Węgierski i Polski na czele Węgrów obiegi 
zamek Bełski, przez Litwinów osadzony, W 
czasie tego oblężenia raniony w twarz od nieja- 
kiego Węgrzyna Piotr Szafraniec z Łuczyc, 
wznieciłby był wojnę domową, gdyby był Lud- 
wrik, bojąc się, aby lud jego od liczniejszych 
Polaków nie był pokonany, nie zaspokoił Sza- 
frańca, dając mu prawem dziedzicznem zamek 
Pieskową Skałę, który do królów polskich 
należał. **) 

*) W tyra próbie le^y Wielmoiny Pan Łukasz 
s Górki, Wojewoda Posnański, irąi wielkiego i wspa- 
niałego umysłu, ki<5ry rukii 1475» duia 11. Kwietnia 
^cie zakończył a 17s;o pochowany. Błagajcie Boa;a^ 
aby sainicsskał w niebie<«iecl]. Czemu? bo był spra- 
wiedliwy, a broniąc praw ojc/.yznę radą swoją wspie- 
rał, i słusznie mii^Jzy w^zyiikieini jaśniał ; Płaczcie 
fo ojcowie szlachetni, narodzie i familio, ies'cie ta- 
Le§;o utracili ojca. 

**) Niektórzy uczeni utrzymują, ie ten saroek 
dopiero od Piotra Szaf radca ^ zdrobnionym wyrazem 
S«ranego Pici lub Pies i o) uzyskał nazwisko piesio- 
wej, a później Pieskowej skały. Inni znowu twier- 
dzą, ie zamek ten postawiony przez Kazimierza W. na 
tej wysokiej skale pieszkową zwanej; bo pieszko 
<zyli pieszo do niej dostąpić b)ło niozu3. Jednak- 
ie pi^awdziwszym zdaje się być domysł, ze to na- 
awisko Pieskowa, pochodzi od piaskowego kamie- 
nia W który te góry obfitują* 



Terainicjssy zamek jest dzielem Stanisława 
Szafrańca, Wojewody sandomirskiego za króla 
Stefana, a o którjm Paprocki pisze: ^^Ten w« 
wszystkich imionach swych, dwory kosztem wiel- 
kim pobudował: zamek na Pjeskowej skalt 
ozdobny i kosztem nie małym zmurowaL^^ Mi* 
chat Zebrzydowski, Wojewoda krak. restauro* 
wat y i milo jest patrzeć, jak zamek ten, W4ró4 
tylu zaburzeń, przetrwał klęski kraju, docho* 
wując kszułt starożytny. . 

Dofąd jedne część starym, druj;a nowym zam- 
kiem zowią, i podobno w całej Polsce równio 
dawnego pomnika niemasz lepiej zachowanego: 
sto pokojów zawiera we\%natrz, obszerne kroź* 
ganki, lochy- podziemne, a wszędzie widać po« 
rządek. W części nowszej zamku, jest 60 po- 
kojów mieszkalnych, kaplica bardzo piękna* 
Zamek Pieskowa Skata musiał być niegdyś mo- ' 
cna warownia; zawiera bowiem w sobie wszel- 
kie My gody: młyn, kuźnie, sktady ogromne; 
stndnia wykuta w opoce tak jest ogromna, ze 
najsilniejszy człowiek kilkanaście minut wiadro 
pełne ciągnąć z niej musi; ale za to woda wy- 
borna, zimna i zawsze obfita: sa nawet dwa 
ogródki owocowe, do których po 40 schodach i 
po dachu pi^ć się trzeba, jak do ogrodów Semi- 
ramidy. Widok prawie ze wszystkich poko- 
jów przy pyszny: na dolinę Prudnika, na skały 
i na maczugę Herkulesa, strzegące tego zamkn* 
— Pokazują dotychczas w tym zamku loch pod- 
ziemny, Dorotką zwany, zapewne dla tego^ 
ponieważ pierwsza ofiara, skazana na umorzenie 
głodem w tem więzieniu, to nosiła nazwisko. 

Kończymy opis tego romantycznego miejsca 
powieścią gminną o Zegocie Szafrańcu, da- 
wnym t^j Skały dziedzicu. Sędziwy i wiekiem 
przyciśniony rycerz, Toporczykiem zwany, trzech 
miał synów: z tych dwaj starsi, Sędziwej i Na- 
wój, dorósłszy poszli nieprzyjaciół ojczyzny %vo- 
jowac ; najmłodszy zaś Zegota, najbardziej od ojca 
lubiony, zaledwie młodzieńczy wiek rozpoczął 
^^dzą stawy zagrzany, idzie do sędziwego starca^ 
i prosi, aby mu pozwolił do obcych udać się 
krajów. Rozpłakał się ojciec, żegnając ulubione 
dziecię, przeczuwał bowiem, iz wiek zgrzybiały 
nie dozwoli mu oglądać go nigdy. Mlodzieniee 
opuszcza rodzinne progi: na piersiach błyszczy 
świetna zbroja, a na tarczy herb rodzinny dwa 
Topory na krzyż, przy boku oręż. Zwiedził 
Włochy, Niemcy, Batawią, wszędzie dając do- 
wody niepospolitego męztwa; wszędzie, jak na 
prawego rycerza przystało, bronił niewinności, aby 
tylko nieskażone żadnym podłym czynem zacho- 
wał swe imię. Długo za sławą gonił, i wiele 
zwiedził krajów; ale nakoniec odezwała się w 
nim tęsknota do lubej ojczyzny. Wraca do Pol- 
ski, wchodzi w ojczyste progi, serce jego mocno 
bić zaczyna: pragnie uściskać ukochanego ro- 
dzica. Lecz coż to? nikt go nie wita: Ze* 
gota widząc obojętne twarze i zimne serca, po- 
wiada kto' jestjir jak się nazywa. Ale nie- 



Pieskowa 

stfftj ! nikt go ni* poenaje. O^mee już w gro- 
bie upoczjwał. Pokacuje lierby na larcKj; ala 
niecni bracia, bj ąo poefaawi^ czeaoi puścizny, 
kti>ra jus xa swoj^' »laaność uu azali, przjiznać 
•if du niego nie chc^, lapierają aic brata. Obu- 
izgny tq chciwością i niesłjchen^ iwych braci 
bezczelnuńcr^, nie nmg^c znaleśc światlliów, udaje 
aię do króla Bołediana; przekłada mu sM'e po- 
krzyHilienie, i biega o sprawiedliwość. Kie 
długo czekał na njrok. Spranicdliwy monar- 
eha przekonawazy się o prawie skrzywdzonego 
Zegoly, nakazuje braciom, aby mu wydali czcś^ 
na niego przypadająca Pieskowę Skałę, A Zegota 
Z aivćj strony,, nie olic^c uznać niecnych braoi, la- 
mienia herb ewój Topory na Konia, który mu je» 
. den Miernie służy t, Topor zaś samotny na het- 
Bie osadtif. &go(c przezwano najprzód Za- 
fEsanocm a potem Stafrańcem* 



Bazyliszek. 

Pad tfim' naswiskiem opisali nani' starożytni 
aajzjadllwBze i najokropniejsze zwierzę, o ktć- 
Bem tysiącine powymyślali bajki. Chmielow- 
■kł, pisacz w najwyższym stopniu łatwowierny i 
saboBonny, w swych Atenach, takie o nim 
prawi baśnie: „Jest to gatunek wężów, rodzący 
się ~w Egipcie^ który jadem s^mim dczewa wy- 



Skala. 

Buszaj dopieroż rzeczy żyjące i etiąjące, to jest: 
ludzi i zwierzęta. Ma ksztatl koguta, łiiał* 
plamy jak kuionę noszący, lub też podobny do- 
indyka, Ogan ma węża^ zakręcony do góry, na 
d^vóch chodzi nogach, pod skrzydłami żółty.. 
Wzrokiem swym zabija patrzących na- py»k swój,, 
głowę, oczy ; ale nie na resztę ciala. Ola tego- 
uŻT%tano zwierciadła na niego, w którem gdy się 
zobaczył, ginął od własnego jadu, IMoiemaj^. 
niektórzy, że się rodzi z jaja kogueiego, któie- 
kogttt dziewięć lal mając, znieaie, i zo wstydu \r 
koński gnój zakopuje. Buku J587 w Warazawifr 
u nas wylągł się w pitiniey, śnieciami zarzuco- 
nej i zaniedbanej u jednego miecznika, w której 
chłopcy gdy ze swywoli jeden za drugim kryli 
się, dwóch padio nagle, a trzecia służebnica ich 
szokająca. Guspudyni dzieci szukając lo postrze- 
gta, krzyk uczyniła: trupów sen a tor jeden wi- 
dząc wywleczonych, i słysząc relacyą o ich 
śmierci, domyślił się, że to bazyliszka sprawa. 
Uradzono wkrótce czfeka, nazwiskiem Jana Pa* 
reuszB, na śmierć dekretowanego, tam wpuście, 
który z^rierciadłarai I skórą uzbroiwszy się, a 
oczy maszką, ręce orężem i pochodnią,^ do owej 
puścił się piwnicy: gdzie kąty lustrując, aż w 
drugiej piwniczce zawalonej, znalazł tego zabójcę, 
śmiercią zabitego w dziurze murowanij, i wy- 
niósł od. spec tacn I um wseystkim, jak ewiail- 



•EJ (Awdl:ow8ki in STnituFanbiu Ptttmiu*." 

Nie ioi6 na teu: PUniusc opewaia, ii ttm 
#ai niał f;łos tak akropaj, ze ■trachem prceni- 
HU -wazystkie zwiercęla, ktite -uciekalj nalych- 
irtiast El^d, fEdzie baa^lŃaek neukftt, loauwia- 
j^o MU udmlne eałq ekotny panowaBie. Zt^ ^ 
widać} dla C2e)^ baiylisEkiem soatał wwiranj, 
jwt to atwwo Reckie, Enaci^ce: kvdłewaki. 

- Fo daiś dzień jus nikł w .laki* bM^Ustki nie 
wienf : ale ten inienitm nataraltaet przezwali 
uektua f^almki jaazcsurek, mafo ktwiD zsan*ćh. 
Badacs uMuij Lebft, oMWal pewn^ jaszczurkę, 



kt&rij gnbaat opatnonj tryl ntnkim gnefcie- 
niem, proatopadłjm, ciagnacjm się aż do ogana^ 
i M pomoce kldrego, (wnosił ten ucionT) zwten 
t«i Iau4 "'^gl: i takoM^ to jaszczarkę poteai 
ttpiajwano po wsi^sikick dziełach histotji naiv^ 
ralnej. Jest ftna zIobomi w Mnzeum naturalnen 
w Paf yzB: ciało na pokrjte malemi łuskami, 
ogon dli^', spłaszczony, grzebień od karku aż 
do ogona jak » ryb, jfayk kr&lki, azenki: zre- 
salq nic dokładnego o tern Bffiefz^lkn nie wieny i 
nie \riadoiBO nanet , z jakiego kraju pochooM 
kwylissek pczazŁeb^ opisany, łnb* ob Aom* 



ryfic onr za ojczyzna naznacza^, Jeden tn ax6m' 
plarz znany w Europie, popielnlego jest koloni z 

Ssiremi na cte)e centkami. Dokładniejsza posia- 
anty windninojf » innynr gatunku bazyliszków, 
na obrazkn przedafanionfmr płaz len jest koloru 
zielonkoMategu z czarnemi pręgami i brzuchem' 
białawym. Grzebień daleko irickszy a samca niż 
u samicy. 'Widziano te gady, do 4 stjp długo- 
ści, któryc]) ogóit trzy cznarte czcici całego cia- 
ła wynosił. Znajduje je w Azji nad brzegami 
czek, Mlażą na drzewa, zywi^ się owocemi. Nn 
wyspie Jaua poluje na nie, a mieszkańcy jedzą 
ich mięso, klńre jest, jak powiadają, wjborne i 
podobne smakiem do sarniny. 

Mało' co znamy naturę tych bai^łiszkńw, 
kaztnłl ngona dostatecznie przekonywa, ze na 
wodzro żyjg, i że go użyWAja do- pljW8nini Z 
resil| s^ to zwierząikn bardzo nieuinne, niepo- 
dobne w niczem h»z; liszkom bajecznvm slaro- 
żytności. Zy\tiij się w og£lno«ci owadami, błi- 
makauii, jak iune jas zczurki. 

Madejowe Ł o x e. 

(Gąg.ibljzj.) I 

Jnź się tyli z wielkim niozofem Jo polowy 
lasu dobiK, goy naraz bryl;a w błocie tak uMie- 
zfa, że żadujm sposobem z miejsca hihz\6 me 
mogli, ^a, próżno goidi wy woźnica wśt ód na- 
tężonych ZBcIięceń wiu .' ^^iu t siekł biczem 
zmęczone koffic; lledne te zwierzęta zataczając 
ti^ Coraz bardziej w bezdennym roztopię, same 
nareszcie tok w błocie zagręzły, że bez obcuje 



pomocy nie podobnn Było ź mfejśca wymstyc.. 
Coż tn było robić? wieś była zbyt odległa^ 
aby X niej ratunku zasięgną^,. Nasz biedny 
kupiec znajdonał się istotnie w opłakanym' 
stanie. Zmęczony, zadyszany od natężonej pra- 
cy około wydoljycia bryki , » przylem prze- 
mokły, deszcz bowiem czasami kropił, rzncu 51^' 
nareszcie z rozpaczy na ziemio, przeklinajac' 
drogi L swój nieszczęsny upór, ze się » tej do-- 
bie_ w ten l6s zapuścił. Maraz przy bladjm^ 
świetle księżyca, który z zachmury był wyjrzały 
zobaczył kolo siebie stojącą postaó.. Ka piei'- 
wszy rznt oka, wziął j^ z kusego^ zielonegu' 
nbiorn, za strzelca tej kniei; lecz tnarz płomie- 
nista, oczy jaskrawe, dcnkie i w kurza atopc- 
zakończone nóżki, na którycli zdawała' się- 
plyn^ć, zdradzały posłańca piekła. Aby się 
więc tern lepiej przekonać o charakterze przy- 
bysza, przeżegnał się.nieznarznie. Syknął, clioó 
zdafa od niego stał, jak gdyby z boIu, i ski-7y\iit 
się konwulsyjnit myśliniec piekieJny, wrfaj^c na' 
knpcar „Precz z tą głupia mntaninijr przyszfrr' 
d tern cię ratowaó : jeżeli nie diresz użyć mej pomocy,, 
i wolisz przepaśó w tej elcliłani, mniejsza » to,. 
ty nie jesteś pierwszy, co Iti w tent Mpieliskw 
kark skręcił." Gdy kupiec nic mn nata nie od- 
'powiedział; djabeł biurąc jego milczenie za zezwo- 
lenie dodał : „noI widzę, bracie, że niaszTOZum, i mV 
zeclicesz czekać, aż koniom Jłiiiw widać nie bę-^ 
dzie, i woUsz mniej stracić niż nazygllio. Lecz 
wiesz dobrze, że niemasz^iic darmo na świecie;; 
ja; nie jestem zbyt interesowoiir> jeżeli mi dasz lo^ 
co masz w domuj^ a o- czem.'nie uiesz, wydo%d^ 



30 



m^ % iege biota/' Kupiec saufanj, ze zna na 

CeilGach dokładnie cały inwentarz swe^o maj^t- 
u, pomyńlit «obie: to musi być jeszcze noui- 
mfn^Zy inało wid^c ma znajomości sMiata; nie 
wie^ ze teraz ludzie, a zwłaszcza kupcy, lepszy- 
mi sę kalkulatorami: korzystajmy z jego głu- 
poty. Gdy djabeł widział gotowość jego, dodał 
złośliwym tonem, w którym się oraz tłumiona 
radość malowała: „ostrożność Mszędzie potrze- 
Jma; musisz mi w}rstawić mały rewersik; wiesz 
dobrze, że teraz na gołe słowo spuścić się nie 
nożna; a nie chciałbym w sadzie przegrać spra- 
wy, gdyby przyszło do processu." I w mgnie- 
niu oka, wydobył z zanadrza kawał byczej skórjjE^ 
a ostiym scyzorkiem utoczywszy kupcowi krwi 
z serclecznego palca, Mystawił kwestyonowany 
rewers in optiitia forma« Poczem podskoczywszy 
£ radości, wydobył niepojct\in sposobem bry- 
kę , i wyprowadził ja na suche miejsce. Nagle 
okropny wicher zaszumiał po gałęziach gę- 
stego lasu: znikła czartowska poczwara, bla- 
dy tylko płomyk, jak gdjrby błędnego 8\łia- 
telka, mignął w gęstwinie, a w odległości 
dał się słyszyć przeraźliwy iwiat i piekielny 
^ odgłos : ha na ha ! Wystraszone złoM'ieszcze 
' sowy, puszczyki i kruki huczały i krakały nad ' 
głową przerażoi^ego kupca, którym straszhwe wy- 
cie Miłków okropnie odpowiadało. Włosy sta- 
nęły na głowie naszemu podróżnemu, a biedne 
zsieczone nawet konie, dobywając ostatniej siły, 
z najeżoną grzywą, parskając i ciirapąjąc, w naj- 
większym pędzie z tego okropnego miejsca od- 
dalić się usiłowały. Jakoż po niejakim czasie 
wyjechał przecie na otwarte pole, gdzie dopiero 
z przestrachu opłonął, i biednym zwierzętom 
wytchnąć pozwolił. Pogodnjr i uśmiechający 
się poranek, zatarł w nim niedługo pamięć Vej 
liocnej zgrozy; a zdała wynurzone z horyzontu 
znajome Mieże ojczystego miasta, do bliskiego 
domu całą jego zwróciły n>\agę. Gdy ładowna 
bryka już przed domem stanęła, uradfowana żo- 
na, z utęsknieniem wyglądając przybycia męża, 
porywa syna swego na ręce, upragniony zakład 
miłości, którym ją łaskawe nieba w czasie, tak 
długiego oddalenia męża, udarować raczyły, i 
bieży skwapliwie z uczuciem najżywszej raclości 
na jego spotkanie. Rozczulony ojciec przyci- 
ska do swych piersi matkę i syna, którego tak 
~4awno pragnął, roniąc łzy radości; lecz nagle 
jak gdyby isJkrą ełelłtryczną uderzony, przypo- 
mina sobie swoje nieszczęsne z działem kun- 
azachty: „Ah biada mnie nieszczęśliwemu, biada! 
Gożem najgorszego uczynił! biedna ty niewinna 
istoto !" Potem zakrywszy sobie twarz obiema rę- 
komd, rzucił się na ławę, i w największej roz- 
paczy jęczał i płakał. Zdziwiona kupcowa tym 
niepojętym męża postępkiem, tysiączne czyniła 
pytania, aby wybadać przyczynę smutku mę- 
żowskiego i zmartM ienia ; lecz czyli to, że boleść 
jego przechodziła wszelkie wyrazy, czyli też, że 



chciał czułej małżonce oszczędzi^, tak irfrlHry 
strapienia, nic z niego wydobyć nie mogła. 

Nieszczęsny kupiec wylawszy łez strumieniom 
ulżył sobie wprawdzie nieco, jednakże bez prs^ 
Stanku wewnętrzną zgryzotą dręczony, w dągtym 
pogrążał się smutku; nigdy od tej okropn^ 
przygody, nie osiadł wesoły uśmiech na jeg^ 
ustach: i tylko w handlowym i domowym xi^ 
cliodzie, niejakie znajdował we\i'nctrznego zmflr* 
tnienia zapomnienie i ulgę. Anielski naw«t 
uśmiech lubej dzieciny, zdawał się w nim po« 
dwajać srogie męczarnie. 

Tymczasem małe dziecię wzrastało I rozwi- 
jało coraz bardziej tak fizyczne jak i moralne 
zdolności. Troskliwa matka cała wychowanni 
jedynego dziecka poświęcona, wpajała weń wcze- 
śnie zarody cnoty i bogobojności ; a nawet i 
ojciec, gdy sie smutek jego nieco ukoił, najba^ 
dziej lubił z dziecidem rozmawiać o bosłuch 
wyrokach religii, zwracając wcześnie jego uwagę 
na duszne zbawienie. ]Vic dziwnego zatem ^ 
iż sjnaczek, gdy już w naukach znacznie po- 
stąpił, stosownie do życzenia rodziców, ducno- 
M'nemn się poświęcił stanowi. Odwieziony do 
Seminarjmm, nie tylko pilnością i grunto^^na 
nauką, ałe też i pięknem postępowaniem stał 
się wkrótce wzorem dla swych towarzyszów. 
Po8iads^'ąc miłość s%vych współuczniów, przy- 
I cliylność przełożonych, był zupełnie szczęśu- 
wy; ta go tylko okoliczność martwiła, że ile 
razy do domu na wakacye przyjechał, zamiast 
wjczytać radość z twarzy swego ukochanego 
ojca, zdawało mu się, iż powodzenie jego, no- 
wego nabaw iało go smutku. Nareszcie gdy juz 
został Dyakonem i był blisldm kapłanśluch 
święceń, przyjechawszy po raz ostatni do domn 
na wakacye, upatrzył sposobną porę, i tak czułe 
wyraził ojcu potrzebę odkrycia' mu powodu jego 
ciągłego kłopotu, iz ten nie mógł sio dłużej 
opierać, zwłaszcza, że już i sam był u siebie po- 
stanowił wyjawić synowi fatalne o duszę jego 
z djabłem frymarhi. 

■ OdważijJP kleryk wysłuchawszy spokojnie* 
rzeczy całej, bynajmniej się nie uląkł grożące- 
go mu niehezp/eczeństwa ; owszem natychmiast 
przedsięwziął odwiedzić czartowska rezydencyą 
1 wyrwać piekłu zapis swej duszy. Chciał mn. 
wprawdzie ojciec odradzać tak śmiałe przed- 
sięwzięcie ; atoli w idząc jego niezłomną w olę, 
i sądząc, że duchownym zabezpieczony cha- 
rakterem, prędzej sobie da radę z djabłem, 
zezwolił nareszcie. Kleryk opatrzony najsku- 
teczniejszemi świętością mi,' które go od napaści 
szatańskiej chronić miały, za broń zaczepną 
wziął z sobą kropidło i św ięconćj w^ody kociołek. 

(Ciąg dalszy nastąpi.) 



31 



Wolter. 



2ad6tt okres w historyi, żaden mąs wielki, 
tfe powiiiieii hj6 stawiany, jako wieczny i ni«- 
jbścigty wzir, do kt&rego nikt się jesscze nie 
AUiylj któremu nikt nie wyrównał* Nowe czasy 
fodza taksę nowe potrzeby: tych sai zaspokoję- 
mty inaych częstokroć od nas wymaga sposobów, 
ittnych środków ; nieraz wiec przymuszeni je- 
■temny nowf sobie torowaó orof^ę. — 

Każdy człowiek tyle tylko znaczyiS powinien, 
o^fle sam się przyłożył do dobra swych bliźnich: 
od ścisłefno przestrzegania tój prawdy, zależy 
i|pniviiedliwoóó sądn o mężach znakomitych* 

Sam nawet Wolter, ów zawołany Wolter, 
atracit nie mało na sławie od tego czasu, jak ta 
prawda pomiędzy oświeconymi ludźmi uznaną zo- 
stała* Jego zasadę było wy wracać i niszczyć. 
Przes 60 lat burzył zwycięzk^ prawicą to, na 
€0 ń^ wieki składały. Przetwarzając wszystko 
podług swego uwidzenia, zostawił tylko potomno- 
iri przestrogę, że reforma filozofii w owych cza- 
sach była konieczną.- Burzył on zuchwale, nie 
będąc wstanie now«j wznieść budowy ; i tylko 
śmiałe i zwycięskie targnienie się na tyle nadu- 
syć w religii, polityce, literaturze i filozofii, za- 
dlajace śmiertelny cios tymże nadużyciom, stano- 
wi jego warunkowe zasługi w sprawie ludzkości. 
Wzór i bicz jego skłonił dziejopisów, iż odtąd 
aie przestając na opisywaniu królów, intryg dwór- 
nkicłi, bitew i dyplomatycznych układów, zaczęli 
Bgtębiać ducha, obyczaje i charakter ludów ; po- 
stępy oświaty, sztuk pięknych i cyMilizacyi, 
Wielbiąc dobroczynne skutki, jakie ztąd na ogół 
wyniknęły. Przez Wokera histor^pa stała się 
niejako obrazem postępów cy wilizacyi całego rodu 
ludzkiego, a dzieła jego: O wieku Ludwi* 
ka XIV. i drugie: o Obyczajach i duchu 
^wszystkich narodów, nowe w tym wzglę- 
dzie otworzyły widoki; lubo zkądinąd zasługi 
dziejopisarskte Wohera, zale.dwie wspomnienia 
warte. Tym M'ięc sposobem położył koniec owej 
«bóstwiając«} wszystko próżności Francuzów, a 
przebiegając obszerne obcej literatury pole, obe- 
snał ziomków swoich z filozofią i literaturą an- 
gielską. Cierpkiemi przycinkami wyszydzał w 
dziełach swoich fanatyzm religijny, czego ducho* 
wieństwo zapomnieć ma nie może. W pi- 
smach był otwartym nieprzyjacielem wszelkich 
nadużyć i przesądów^ lecz w życiu często im 
hołdował. 

Wolter urodził mi( dnia 20. Łulego 1694 w 
Chatenaj, nie daleko Paryża: nazwisko to otrzy- 
Hiai dła różnicy od swego starszego brata. Ojciec 
jeg9 Franciszek Arouet, podskarbi królewski, 
posiadał znaczny majątek; dla tego młody Woł- 
ter odebrał staranne Mjchowanie w KoUegium 
lezuitów w Paryżu. Jego talenta wcześnie się 
fozwijać zaczęły: w trzecim lokn już piękme 
deklamował wiersze. Ojciec przeznaczył go na 
prawnika; lecz syn^ idąc za włassą skłonnością, 



trudnił się innego rodzaju pracą, zaniedbując 
nauki prawa. Ustawicznie Miersze składał, i 
lubił popisywać się z tym talentem w towarzy- 
stwach: tym sposobtfm nabył tanu wielkiego 
świata, przez co później wielki sobie wpływ 
zjednał. Ojciec nie widząc poprawy, w-yrobil 
mu miejsce pazia na dworze hollenderskim, my- 
śląc, że oddalenie ostudzi jego namiętność do pi- 
sania wierszy. Przekonawszy sie jednak, że się 
w swem oczekiwaniu omylił, pod tym tylko wa- 
runkiem przyrzekł przywrócić synowi swemu mi- 
łość rodzicielską, jeżeli tenże woli jego ncz^pni 
zadosyć i zostanie adwokatem. Pewien przyja- 
ciel domowy, wyr\łał go jednak z tego przy- 
krego położenia, ofiarując mu u siebie przytułek: 
tam to miody poeta powziął myśl do napisa- 
nia Henryady i Wieku Ludwika XIV* 
Satyra przeci\«ko rządowi, miała ten skutek, żn 
autor został uwięziony, i półtora roku w bastylii 
trzymany. Tutaj napisał tragedyą Edyp, w 
przeciągu jednego roku przeszło 40 razy na tea- 
trze wystawioną. Nawet ojciec jego, tak był nią 
wzruszony, że go nściskał serdecznie, i odtąd po- 
zwolił mn czynić, co mu się podoba. Miłość na 
czas niejaki zajęta jego serce, i odniodła od po&» 
zyi: uleczony od Jej grotów, napisał tragedyq| 
Artomira. Zajęty ciągle poprawianiem i gła- 
dzeniem swej Henryady, dowiedział &ifj że ten 
płód niedojrzały, pod tyt: Liga, w- Londynio 
drukiem ogłoszony został. Przyjaciele jego wy- 
tykali mu liczne uchybienia: Wolter rozgniewa- 
ny bierze rękopism, chcąc go w ogień wrzucić; 
lecz przeszkodzono wykonaniu tego sawianw 
Wkrótce potem Henryslda wyszła w powtórnej^ 
zupełnie zmienionej postaci, i zyskała noklask 
powszechny. Po drugi raz uwięziony, po oazyska* 
niu wolności, udał się doAngm^ gdzie siędruko^ 
wała jego Henry ada, z czego znacznych dla sio^ 
bie spodziewał się korzyści. Tuti^ miał sposo-^ 
bność zawarcia bliższych związków ze sławniej* 
szymi literatami Angielskimi^ i najznakomitszymf 
tego kraju mężami.. Atoli jego towarzyskie ukszta^-^ 
cenie nie podobało się Anglikom : lubo on wszę* 
dzio o nich z wielkim mówi zapałem. Uzyska- 
wszy pozwolenie powrócenia do ojczyzny, przes 
sukcessyą i szczęśliwo spekulacye,, tak znaczni* 
pomnożył swój majątek, że miał do 130000 li- 
wrów rocznego dochodu; trzeba jednak wyznać^ 
iż tych pieniędzy umiał na dobre używać, wspie» 
rając rozwijające się talenta. Już był kilka sztuk 
dramatycznych napisał, gdy pojednawszy się s 
dworem^ od niego do Berlina posłany zostat%. 
Fryderyk W. luniacy bardzo ję^yk i literaturę- 
firancuzką,. szacował talent Woitera. Po załai* 
twieniu danego sobie polecenia powróciwszy do> 
Franoyi^ zostawał w ciągłej korrespondencyi z 
królem, który go zapraszał do Putsdamut n po- 
czątku wzbraniał się Wolter; ale dowiedziawszy 
bI^j że go Fryderyk nazwał zachodząeem słońcem^ 
postanowił udać się do Berlina, aby przekonać mo- 
j narchę, zo to słońce pelnem jeszcze przyświooik 



M >..A. 



11- 

BE 

T 

k 

m 
« 

i- 
it 

» 
i 

U 



Przyjaciel Ludu. 

Rok dlUSi- No. 5. Ł.i.no, dni. 1. Sieipiia 183S. 



. S 



34 



Jeiljy którj z zakoniw, ma pran'0 do inclzię- 
czno^ci potomków y to zapeMne Benedyktyni. 
W duchu zatoż) cielą s\vea;Oy poświęcając się przy 
dziełach pobożności, pracy ręcznej i naukom, w 
wielu krajach, osadzeni za zwyczaj w miejscach 
górzysty chy polepszyli rolnictwo; a w wiekach 
, ciemnoty, wydobywając skarby nauk z zapomnie- 
f nia, i piln^ ręk^ przepisując dzieła klassyczne, 
zachowali je od. pewnej zguby. Wydat Zakon 
ten mężów, piastujących najpierwsze w kościele 
dostojeństwa; a do nich jedynie pobożne życie i 
gruntowne nauki drogę im utorowa{y« Któż nie 
atyszat o wielkich zasługach Mabillona, 
Montfaucona, Dachery^ Martena, Cal- 
meta i wielu innych, którzy całe życie ślęcząc 
nad naukami, trwalsze zostawili po sobie pamiątki, 
niż pomniki z marmuru lub spiżu. 

Zakonnicy podług ustaw i przepisów S. Be- 
nedykta w początkach we Włoszech żyjący, 
prędko i po innych krajach rozeszli się, a gdy 
wszędzie prace ich bto«;ie wydawały owoce, w 
15iyin \iieku w kraJHcli zachodnich Europy 15107 
Uczyli klasztorów. Do Polski sprowadzeni zo- 
stali przez Bolesława Chrobrego, i osadzeni 
najpierw na Łjsej górze^ gdzie kościół Święto- 
krzyski dotąd stoi; powstały niezadługo klasztory 
Tyniecki pod Krakowem, Lubuski w Szlasku nad 
Odr^, później Cystersom oddany, w Sieciecho- 
wie, w Lubiniu i po wielu innych miejscach. 
Do Lubinia sprowadził Benedyktynów s KIh- 
niaku w rokit 1113 Michał Skarbek (Habdank), 
który w dziedzicznych dobrach swoich, na górze 
,przy wsi Łubin (zkęd klasztor nazwę przy- 
jął), w teraźniejszym po^yiecie kościańskim, w I 
pięknej okolicy, w bliskości Obry i do»ć znacz- 
nych jezior, własnym kosztem kościół i mie- 
szkanie dla księży wystawfł, i znacznemi na utrzy- 
manie obdarzył (unduszami. Kaźmierz Spra** 
wiedli wy i Przemysław xiążę wietko-pol- 
ski nie mało sfę przyłożyli do ozdobienia i upo- 
sażenia tak -kościoła jako i Monastern. Krół 
Władysław IV. kacał uszkodzoną wieżę w ła* 
•nym wznieść kosztem, i przywileje popszednf- 
ków swoich potwierdził. *) 

Nie ma toraz śladu pierwszego zakładu ani^ 
kościoła ani kiaaztoru, i gmachy dziś stojące^ jak 
kształt budowy pokazuje, są z późniejszych cza- 
aów* Więcej śladów odległej starożytności po- 
kazuje kościół parafialny w^ bliskości klasztoru;- 
tylna bowiem częśó jego jest z granitu niefore- 
mnie cioaanego, reszta z cegieł, później przybu- 
ilowana.- Zapewne mała ta kaplica, była pier- 
wszą świątynią, w której Benedyktyni obrządki 
awięto odprawiali.. Część klasztoru^ nąjdawniejr 



*) W Ai*cluwiini klasstornemy Które » Ihski c»c£- 
go^luego Pizcora X..Pawła Ssudcsc wskie^O' oglą* 
dałem> snajdtiją- si^ dokiimeiiia orj^^Liiahie na dobna 
Zakonu t podpisami królów. Posiadał- klasstór Lu" 
biaski 45* wsi » nua«t«cskanu JCr z j^ w iui om i &w i^* 



sza, odznaczająca się trwałą budową i nadzwy« 
czaj grubemi, na arkadach wzniesionemi niuramf^ 
jest dziełem Opala Wołłowicza, ukończona^ w 
roku 1623. — Świątynia stojąca na górze, wier- 
nie na rycinie wydana, wystawiona W kształcie 
krzyża, z wieżą miedzianą, z daleka już zachwyca 
oko wędrownika. Wstępując w*ewnątrz zajmuje 
wielki ołtarz, a przy nim stale pięknej snycer- 
skiej roboty, złocone, z wielu figurami niepośle- 
dniego dłuta. W jednym z pobocznych ołtarzy 
jest obraz ś. Benedykta, malowany ręką jednego 
z członków żyjących zgromadzenia. Cały kościół 
jasny i w jak największym utrzymj^wany po- 
rządku, przyjemne na \« idzach sprawia wrażenie* 
Niedaleko drzwi w bliskości choru pokazują po- 
mnik błogosławionego Bernarda, *) księdza La- 
bińskiego klasztoru, z drzewa, snycerską robotą^ 
wystawiający zakonnika, na katafalku spoczywa- 
jącego. ♦♦) 

Klasztor sam, formujący kąt prosty, nie należjr 
do najpiękniejszych w W. X. Poznańskiem; ku- 
rytarze bowiem wązkie i nie dość jasne. Biblio- 
teka niegdyś znaczna, zniszczona przez Szwe- 
dów, później przez Załuskich i za czasów 
X. Warszawskiego licznych swych rękopismótr 
i dzieł rzadkich pozbawiona, dziś jeszcze zawiera 
dobór ważnych dzieł teologtcznrycli z dawniej- 
szych czasów. Pierwsi zakonu Opaci, jak świadk 
czy hfstorya klasztoru Lubińskiego w ręka- pi- 
śmie będąca, zebrana przez jednego z czfcnków 
X. Bartłomieja Krzy wińskiego , lecz tylko ^ do* 
roku 1630 doprowadzona, byli Fiancuz?^ pier* 
wszy Polak obrany 1190: ostatnim Opatem^. 
który umarf d. 8. Lipca 1834 byt X. Beda* 
Ostaszewski. 

Szczyci się Lubin wielU gorlTwyrar i uczony 
i mężami. Wspomina Okolski^ Mikołaja 
Wficzyńskiega, Opala, jako czasu swego 
uczonego i z wymowy słynącego ińęża, hojnego* 
w wspieraniu ubogich, fiindatora szpitaiów po 
wielu miejscach.. Staaisław Kis^owski, 
którego pomnik z kamiem'a widaó w murze około- 
klasztoru, surowym bvł przestrzegaczem u^taur 
zakonu, albowiem wioząc wkradające się nadu 
życia, obmyśłii pa powrocie 8W4)im - ^fvi^^\ 



m 



a 



z Włoclr 



*) Utrzymuje się poinifdzj ludem podanie, ił^ 
Zakonnik ten przecliodaąc prz«i Grodzisk:, pobło- 
goshwił, na żądanie mieszkańców, studnią wirodka 
rynku dotąd stojącą, i od tego czasu sławne piwo «• 
tej wody war»)ó i rowełró zaczęto. W rocznicę, tego 
jdaizenia przychodzili Grodztszczanie do- Lubinia do* 
ffrobu błogoskiwionego Zakonnika, i składali ofiary, a 
pomiędzy niemi beczkę piw«a dla klasztoru. Zwyczaj: 
ten ustała w nowszych dopiero* ozasaclu 

^y Kronikarze i xięgi klasztorne podają^ i£' spo-^ 
czyw.iją^tu zwłoki Władysława Laskon ogiego^ 
xięcia WielKo-Pohfciego zmaiłcgo w Środzie 1228. 
Miejsca »as> gdzieby był grób z pewnością oznaczył 
lue luoiiia*. iaduego bowiem niema iladu^ 



1 



35 



dzielne środki, przyjęte przez wszjgtkie klasztory 
Benedyktynów w Polsce, aby zaprowadzić dawny 
porządek. Łaj^odnością swoją, wzorów ein życiem 
1 gorliwą nauką, przy wrócit na łono kojScioła mie- 
szkańców Święciechowy. Paweł Chojnacki 
utrzymywał w Lubin ut professorów, z Akademii 
krakowskiej, dla kształcenia młodzieży szlacheckiej 
i młodych zakonników* Liczbę młodzieży, którą 
zakon miał zasilać, oznaczał Biskup Poznański, 
%vedłuo^ Konstytucyi z roku 1550. Wielu klasztoru 
Lubińskiego członków wysokie w kraju piastouało 
dostojeństwa i urzędy. Łukasz Kościelecki, 
wyniesiony naprzód na biskupstwo przemyskie, 
rządził mv końcu życia dyecezyą poznańską. 
Stefan Lipski był Sekretarzem przy W łady- 
. sławie IV. i w ważnych sprawach jeździł do ob- 
cych dworów. Stefan Piasecki, krewny 
króla Jana IIL, mąż wielkiej nauki, wyniesiony 
został z Opata na Arcliikatedrę lwowska: Av)elu 
innych z nauki i gorliwości swej znanych mcżów 
powoływały inne klasztory na przełożonych i 
rządzców* 

Wolter. 

(Koniec.) 

Nowa tragedya Irenę, przyjęta była z wiel- 
kim poklaskiem: na ostatnią reprezentacyą, przy- 
szedł Wolter do teatru, i gdy się w loży poka- 
zał, przystąpił do niego aktor, i oddał mu wie- 
niec laurowy, a w końcu sztuki popiersie jego 
sofltało uwieńczone. Wszystkie te wrażenia, po- 
łączone z ciągłą pracą (w 80y>" roku jeszcze co- 
dziennie 14 godzin zwykł był pracować) tudzież 
odmiana dawnego sposobu życia, taki wpływ 
miała na jego zdro\«ie, iż już niedługie tuszył 
sobie życie. Wkrótce zi^icito się to przeczucie: 
y, Przy byłem do Paryża, mawiał abym tu znalazł 
stawę i grób mój.^^ Nie mógł sypiać, a zbyt mocna 
doza oppium, którą zażył bez rady doktora, śmierć 
mu podobno przyspieszyła. Gdy się Mieśniacy 
8 Fernej o chorobie jego dowiedzieli, chcieli 
pójść do Paryża, i przynieść go w lektyce do 
domu. Umarł 30. 5faja 1778 roku. Konwent 
narodowy w Panteonie szczątki jego obok innych 
znakomitych mężów pochować kazał. 

Dzieła dramatyczne Woltera, dotąd z upodo- 
baniem czytane, i ^'y stawiane na scenie francuz-* 
kiej, mimo wielu zalet, nie są wolne od różnych 
uchybień: przebija się w nich owa francuzka przy- 
gada i nienaturalność , tudzież usilnośc \\idoczna 
zastosowania wszędzie osobistych zdań swoich i 
widoków. Niezrównany dowcip, którym wszy- 
stkich zadziwiał, najlepiej jest wydany w dzie- 
wicy Orleanu, tym cudownym utworze spro- 
śnego, ale oraz nadzwyczajnego talentu. Lecz 
naganną jest w tern poemacie, lubieżna rozwią- 
złość w niektórych opisach; w których jednaK 
wierny obraz owych czasów i obyczajów znaj- 
digemy. Idąc za popędem mody|, publiczność 
prawie bez wyjątku^ miała wielkie upodobanie 



w tych płaskościach. — W dziełach prozą pisa* 
nych, wszędzie widać geniusz, obfitość myśh', naj- 
delikatniejsze i najdobitniejsze wysłowienie. 

Wolter był gwałtowny, zawzięty, obraźh'wyi 
ale z resztą miękkiego serca, miłosierny, do po- 
mocy skory, wesoły i systematycznie lekkomyślny* 
Przy najlepszych zdolnościach i zasadach, nie za* 
wsze jego uczynki były chwalebne, a dobre nie 
zawsze • wypłyMały z czystego źródła. W cha- 
rakterze swoim miał aż do zgonu coś niepewnego, 
chwiejącego się, a pomimo to, że przesądom i za- 
bobonom otwartą wypowiedział wojnę, nieraz 
im ulegał z niewielkim dfa siebie zaszczytem; z 
próżności pochlebiał magnatom, i dla tego do ich 
towarzystw uczęszczał. Dopiero gdy porzucił dwór, 
i gdy się zestarzał, został sławnym. Za nadto 
wielkim bjł egoistą, aby mógł w kim przychyl- 
ność ku sobie wzbudzić, a skępstwo także zra- 
żało wielu: w końcu jednak wiele ubogim i po- 
trzebującym świadczył. Z tego cośmy powie- 
dzieli, łatwo sobie ^wytłumaczyć, dla czego bę- 
dąc wielbionym od wszystkich, nie miał przyja- 
ciela. Był to Mielki geniusz, lecz nie wielki 
człowiek; jednakże niekiedy postępował sobie 
wspaniale. W towarzystwie był bardzo przy- 
jemny i pożądany dworak. Tak był żywy, za 
nieraz po całych nocach czuwał i pracował. 
Pisma jego może najwięcej z pomiędzy wszystkich 
pisarzów francuzkich byty czytane: w roku 1820 
wyszła edycya wszystkich dzieł jego, licząca 
blisko półtora milliona exemplarzy^ i w kilku la** 
tach została rozprzedaną. 



Mieszkańcy Japanu. 

Jako Anglicy w zachodniej Europie ważne 
tworzą państ>to, tak w wschodniej części Azyi 
Japończykowie 3 wielkie i wiele mniejszych 
wysp zamieszkując, najznaczniejszym są narodem* 
Państwo Japanu ma łiczyć do 35000000 mie- 
szkańców, wyznających jedne religią, używają- 
cych jednego i tego samego języka, przewyższa- 
jących wszystkich Azyatów znajomością nauk| 
sztuk i rzemiosł. Admirał rossyjski G o 1 o - 
win, który przez dwa lata w Japanie bawiła 
utrzymuje, iż Japończykowie najoświeceńczym są 
narodem na ziemi. Lubo im zbywa na \i'ielu 
rzeczach, znanych w Europie, jako też na wyższem 
towarzyskiem ukształceniu — podług zdania Go- 
lownina — przewyższają wszystkie ludy roz- 
powszechnieniem u siebie oświaty; rzadko bo- 
wiem znaleść kogo, nawet pomiędzy najuboższą 
klassą, któryby czytać, pisać nie umiał, lub ra« 
chunków nie znał. Tak mężczyźni jako i nie- 
wiasty czytają z pilnością książki; widzieć czę- 
sto można żołnierzy na warcie, czytaniem pism 
bawiących się. W ogólności pokazują Japończy- 
kowie czynny umysł, i w wielu rzeczach prze- 
chodzą Chińczyków, a nawet samych Europejczy- 
ków przewyższają: W sztuce budownictwa jedy- 

5 



36 



Uieszkanej Japai*. 



iie mało nccjuilt posiępn; nie niele bowien 
Midać vr Japonii wapumljck fjmacliuw lub mu- 
rowanjch domów. 

Bliasleczka i wsie leżą zwjkie nad gfuwnemi 
drogami; domy Btoja powszechnie we dwa rzędy 
tylko, a mieszkańcy tmilnią się nemiostami, ręko- 
dzietami lub handlem. Rolnicy stanowią naj moi ej- 
•zą C7.nś(^ ludności,! sa biedni icnodowaniehydłanie 
ma (akże pomiędzy ninii wieln miłośników. Kraj 
girzynty, u'ierzchoiki najwyższe wiecznym okryte 
śniegiem; wulkany, (największa wyspa pańslwft 
całego Nifou, ma iclt sama 5) dają się często mie- 
szkańcom we znaki. RL'ma krajn przyjemne, Inbo 
W lecie panują gorąca, W zimie, ssczeguJniej w doli- 
nach, dokuczające mrozy, a częste burze, ulewy i 
trzęsienia ziemi, niszczą mozolną prace rolnika. 

Ze po wsiach tylu jest kupców i rzemieślni- 
ków, lo ztąd jedynie pochodzi, iż prawa krajowe 
zakazują z iimemi narodami wchooziij w jakiekol- 
wiek związki; handel wice ogranicza się na same 
prowincye państwa : rzad^cy prnwincyi corok do 
stolicy zjeżaża^* muszą, dla zdania Epi-a^'y o sta- 
nie pańslwa monarsze i złożenia hołdti SM'ego. 
Rządzcy ci jadą do stolicy z znacznym dworem, 
i kupują po drodze podarunki dla monarchy, a 
powracając to, co im w domu potrzebne. Takim 
sposobem Japończycy sami pomiędzy sobą pozby- 
wają się swych AryrobÓH". 

Praw;dzi\vy Japończyk jest średniego wzrostu^ 
ciemno żiWtawe' "■ry. Proporcya części nała nie- 
regularna; nalepy z Chińczykami do rasy mongol- 
■kiej, grubą ma głowę, oczt małe, nabrzmiałe po- 
wieki, nos spłaszczony, ^ '-i wklęsłe, włosy 
•zame, brodę rzadką. FłeuzeW. ''" iizyjemnioj- 



■ze rysy twarzy; łecz tak się maluje, i'ż nnlnraJnego 
koloru twarzy wcale nie znać. — Lbiór Japanów 
jest od wieków ten sam; damy Japońskie nie mają 
areale wyobrażenia o zmianie sukien ; dziwiłyby się 
więc nie mało, gdyby widziały rówienniczki swoje 
u nas, co miesiąc odmieniające układ włosów, kr^. 
sukien, Łształty kapełnszy i czepków, podłag żsr- 
nalÓM', wychodzących za granicą. Dwie aż do ko- 
slekdłngie i obszerne auknie,składają cały ubiór Ja- 
pończyka: przy pracy lub w podróży wdziewają na 
nie trzecią z podlejszej mater}i : damy różnią się tyl- 
ko tem, iż suknie ich są kosztowniejsze i często sre* 
bremlub złotem przerabiane z dłngiemi powlokamir 
Zwyczaj przesadzania się w str(^'u,jeBt także pomię- 
dzy damami Japońskiemi powszechnym; gdy zaś' 
zawsze ten sam krój sukni, ta sama jej długość i oh-' 
szerność być musi; nie możną iunym sposobem od- 
znaczyć się od drugich, jak bogatszą materyą. Twa- 
rze noszą zasłoni one, jak inne kobiety na wschodzie^ 
labo je częściej niż te i z odkrytą twarzą widzie£ 
można. 

Tak mężczyznijakoi niewiasty noszą wachlarze^ 
chodzą zaś naj\^ięcej boso; bogatsi używają poń- 
czoch z skorzanemi podeszwami, lub sandałów z 
drzewa. U pasa wisi wachlarz, lulka,' woreczek x 
pachiiidłem,albo puszka wysadzana bursztynem Jub 
koralami : przy lewym boku pałasz i nóż zapasem; 
urzędnicy i starsi wojskowi, noszą po2pała8ze, je- 
den dłuższy, drogi krótszy. Mężczyźni golą cal% 
przedmą część głowy (zob.obr.) w tyle tylko zosta- 
wiają &'ochę włosów, i zbierają je w warkoczyk c 
wychodząc pokrywają głowę wielkim kapeluszeot 
ze- słomy lub trzciny bambusowej, przywięzując go 
gad brodę wstążką,frzezco zasłaniają zuacznączęśj 



PetlŁa 



ezyTi &aba Ukraińska. 



nrarz^T Riewiastj ine gotą gl^w, hcx zebrawszy 
włosy w tyle głowy w Irolii, spinają je we dwa pu- 
kle bagatemi szpilkami, czasem ja nawet bogatym 
grzebieniem ztloDiĘMiiyWfljąmniejszychkapeluszy,. 
I lekarze i księża golą cała głowy, i tem się od in- 
nych różnią^ Japończyk jest łagodnego charaktern 
J poświęca się z wszelką pilnością pracy i domów ym 
zatrudnieniom. Podriizni świadczą, iz rzadkie po- 
między nimi występki, tak, iż nie słychać wcale, aby 
zbjFodniaiza jakiego na śmierć wskazać miano. 



Pelikanj czyli ba&a Oraiuska;^ 

Ukrauia i Podole choć' nie znpełnie łagodne- 
SO nzywają klimatu, bo zimy tam są dość cierp- 
fcie^ a winnice mni^j się dobrze udają aniżeli w 
Miszćj prowinoyi^ wszelako, dla bardziej poło- 
dniowego położenia i sąsiedztwa z Bessarabią i 
CzaEflo-fliMaką okolicą, świadkami są, rozmailsz jch 



natnry zjawień. Niersz fam zalatują, jak zbfą' 
kani podrilżni, szczegillnćj postaci ptaki, wy 
ległe na skuamych brzegach Jordanu lub Milor 
a między innemi ów poezyjny Pelikan, odludnych' 
alepćw mieszkaniec, do którego- się tyle staro- 
żytnych przymązało tradycyi, a któremu Ind 
wiejski bardzo niepoetyczne imię baby nadaje. 
Ale znikły już w nauce przjnrodzenia ows' 
mitDlo^*Gzne okrasy, które jej starożytnośó na- 
dać usiłowała, jesU wreszcie to okrasą nazwać 
można, co słaba imaginacya człomeka do szczy— 
tnych Boga utworów dodać się ośmiela. — Prze- 
szły zatem owe zmyślone cuda, i przestano w ni«' 
wierzyć, — Hie przeżyje juz w trawiącym ognia< 
Salamandra, nie zn>*,, . ^■tw.jgi*^ wielorakiej- 
barwy Chameleon., ' .»' - -"' 

wzrokiem Bazylis 
mi łzami nad ror-' \. 
— • Iłie przyspi.-" - 

zgonie swym ła 



38 



jej SIO wyrzec cndo^nosci Uchodził bowiem 
iiiegdyś za godło rodzicielskiego przyMiązania, i 
głoszono o nim, ze na jałowycn żyjąc pnsty- 
niacli, w braku innej żywności, dziobem pierś 
własną przebijał, i \\7trvskującą krwią, dzieci 
swe napawał. Warto jednak przytoczyć, co do 
tej bajki powód dać mogło. 

I^Ia Pebkan M^zdluż przeciągłego dziobn i nie 
mniej długiej szyi, ogromną torbę z Miszącej i 
elastycznej skóry, w której do trzydziestu fun- 
tów wody zabrać może, i do której ^^Teszcie 
wszelkie jadło, z płazów i rvb złożone, wciąga. 
Gdy zatem z dalekich brzeg<i>w do pustyni SAyej 
wraca gdzie gniazdo sm oje założył, szeroko dziób 
otwierając, nadstawia dzieciom pracowicie uzbie- 
rany pokarm. Widok skupionych na łonie ro- 
dzica piskląt, poniekąd u piersi jego pijących 
krwawo -czerwony kolor, którego torba wten- 
czas nabiera, a do tego ślady krwi poranionych 
ryb, które się często na Pelikanie widzieć dają, 
łatwo imaginacyą podróżnych, a zwłaszcza w 
dawniejszych czasach, mdeść zdołały. 

Zresztą Pelikan jest praM'ie dwa razy 
większy od Łabędzia w całej ciała obiętości. 
Przy rozciagnionych skrzydłach dwanaście stóp 
szerokości zajmuje. Lata wysoko i żartko, re- 
sztę czasu zaspanym się wydaje. Głos jego 
ogromny i chrapliwy, do ryku oślego podobny. 
Kolor pierza biały, nieco w cieliste wpadający. 
Użytek z niego dla człowieka nie wielki. ]\Iięso 
t^yarde i niesmaczne. Torby jego nakształt pę- 
cherza używają, i majtkowie z niej wory i 
czapki sporządzają. 

Madejowe Łoże. 

Trzeciego dnia swej samotnej wędrówki 
wszedł w gęsty las, przyspieszając kroku, ab^ 
mógł jak najprędzej przebyć tę ponurą gęstwi- 
nę; lecz na próżno: im dalej postępuje tym dzik- 
sza i posopniejsza otacza go knieja. Już słońce 
schyliło się ku zachodowi, już i gruby zmrok 
zapadł, a do tego rzęsisty deszcz kropić począł : 
położenie naszego m ędroM ca było w istocie opła- 
kane, gdy naraz ujrzał zdała pomiędzy gęstą za- 
rośla słabe światełko. Ucieszony spiesznie kroki 
swoje w te stronę skierował, i spostrzegł wkrótce 
przed sobą' w gęstwinie nędznie skleconą lepianka. 
Chotiaż odludnóść tego ukrytego i do łotrowskiej 
jaskini podobnego miejsca, nieradziła w niem szu- 
kać gościny^ to jednakże potrzeba, głód i utrufl--"ie 
przemogły. Kilkakrotne stukanie do drz%.«; '^^^ro- 
wadziło nareszcie do niego zgrzybiałą babę, która 
- -cT-effo \vedrowca do 1"^^. od- ognia na komi^^^e 

Tu gdy ir się 

^ jego młodością, 

)i'iiszona, rzekła: 

'^^ . bo cię 



niklem, wyglądam go co chwila, a jeżeli cię tn 
zastanie, życiem twojem s^ej śmiałości przypła- 
cisz; uciekaj dla boga! on jeszcze nikogo ży- 
wcem z rąk swoich nie puścił." — Ale kleryk 
tak był zmęczony, tak łaknący posiłku, tak 
przemokły do nitki, iż wolał pozostać w ciepłej 
chacie, niż na nowe w lesie narażać się niebes* 
pieczeństwa; błagał przeto miłosierdzia starnsa- 
ki, aby go posiliła i ukryła w miejscu bez- 

Eiecznem. Ledwo licha strawą pokrzepił się co- 
ohyiek, gdy nagle usłyszeli gwałtoMiiy kołat 
u drz\\i. Przelękniona kobieta z trudnością zdą- 
żyła ukryć go za piecem, przyrzuciwszy toczy- ' 
wem, pobiegła drz\yi otworzyć. Z niecierpli- 
wiony zbójca wkroczył, do iżby popędliwym 
krokiem, podmrukujac groźnie pod nosem, że mu 
tak długo za drzwiami stać kazała, a potem 
sti'zeliwszy po izbie swym jastrzębim wzrokiem, 
i wąchając jak wyżeł, gdy zwierza trop poczuje: 
„Ha matko ! rzekł, czuję świeże człowiecze cielsko; 
gdzie jest? albo czy chcesz, abym i tobie moja 
maczuga łeb zgruchotał ?^^ Nim struchlała nie- 
wiasta zdołała ruszyć się z miejsca, odważny 
kleryk, nie czekając ostateczności, przekonany, 
iż lepiej jest wcześnie zajrzeć w oczy choć naj- 
okropniejszemu niebezpieczeństwu, a przytem 
karmiąc się nadz]l;ją, że jeżeli nie jego młodość, 
to przynajmniej kapłańskie znamię zdoła zmięk- 
czyć okrutne serce zabójcy, wyskoczył z za pie- 
ca i w pokornej postawie błagał jego litości : 
„Go Utości?^^ zagrzmiał straszliwym głosem roz- 
juszony rabuś „litości !^^ ja nie znam tego sło- 
wa; jak się twój mózg pod razem mojej pałki 
rozpryśnie, to będzie moja litość. Ale czekaj, 





1 /• 



gich ceremonii.** J^'leszcięsny 
dząc się tak nagle przed bramą wieczności, przed 
wydobyciem z paszczy piekielnej duszy swojej 
zapisu, tak przenikliwym, tak rozdzierającym gło- 
sem podwójne swoje, cielesne i duszne wystawił 
niebezpieczeństwo, iż rozbrojony zabójca spuścił 
podniesioną pałkę, i zamyślony o bliższe przy- 
czyny jego piekielnej wędrówki dopytywać się 
począł. Wymowny kleryK obszernie opowiedział 
rzecz całą, pona\\ iając swą prośbę, aby duszy 
jego niewystawiał na szwank nieochybny, odda- 
jąc ją w moc czartowska; że przecie żywy, będąc 
opatrzony dzielnemi środkami do odparcia napa- 
ści piekła, prędzej podoła szatańskiej sile. Ude- 
rzony rozbójnik tem podwojnem zamierzonem 
ciała i duszy zabóystwem, stał długo zamyślony, 
nakoniec ozwał się ponurym głosem: „ty jesteś 
pierwszy, który z rąk moich cały uchodzisz, pu- 
szczam cię, ale jedynie pod tym warunkiem, że 
powrotem m stąpisz do mnie i opowiesz mi, coś 
w piekle widział i słyszał: mam w tem ważne 
przyczyny, które sam łatwo odgadnąć możesz.** 
Kleryk przyrzekł uroczyście, ucieszony, że mn 
się przecie udało życie swoje ocalić, i zmięk- 
'^'jyć serce srogiego mordercy. Załatwiwszy ten 



39 



fnteres z zofcopolnem, jak się sdalo, zadot^olnie- 
nieukj pozywali w miiczeniu zgotowane wieczerza, 
potem udali się na spuczynek, a nazajutrz 6koro 
ftwity juz kleryk nóc^c pobożną ranną piosenkę, 
puscit .się w dalszą podróż* luzie przez pola, 
góry, lasy, pustynie, aż naraz, prędzej niżeli się 
spodzieMaf, ujrzał siif przed bramami piekła. 
Opalone czeluście, z których niekiedy grube kłę- 
by dymu wybuchały, zapowiadały główną kwa- 
terę djablej Moici« Szum płomienistych bałwanów, 
przeraźliwy świst wiatrów, okropne jak gdyby 
obracających się kół młyńskich łoskoty, trzask 
płomieni, syk wężów, przeraźliwy ryk katowa- 
nych, wszystko to czyniło straszhwe, prawdziwie 
tiekielne chaos okropności i zgrozy, Ale mężny 
leryk^ ufny w moc świętych talizmanów, a na- 
dewszystko w czy&tosó swego sumnienia, ocho- 




wodzie święconej, potem zaintonowawszy pieśń: 
f^to się w opiekę poda Panu swemu, '^ odważ- 
nym krokiem pogrążył się w ten krater piekła* 
Co tam jego oko wiozifiło, co ucho słyszało, tego 
iadna Indzka ręka skreślić nie zdoła: tu straszna 
poczwara wije się w kłęby, syczy żądłem i stra- 
szliwe kłęby nad nim roztacza; tam inna roz- 
wiera czarną paszczę, klaszcze kłem ostrym i 
bucha płomieniem; tu kipi płomienista fala, tam 
otwiera czarna otchłań bezdenne przepaść; 
owdzie, gdyby w hucie, wyziewają ogromie piece 
ogniste żary, przy których zwinne biesy, przy- 

Iiekają w kleszczach biedne duszyczki, a potem 
ują ogromnym młotem na rozpalonym ko\tadIe» 
Jęk, pisk, rozpacz i wściekłe zgrzytanie zębów^ 
groźne djabłów fuki i szydescze ich śmiechy, 
buk i łoskot męczarnia stawiały tak okropny 
widok, iż potrzeba było mieć tyle odwagi, tak 
ważny interes, jak nasz kleryk, aby nie cofną<{ 
wty ł przelękłej stopy. Jakoż niewzruszony w swem 
przedsięwzięciu śmiało naprzód postępowała i 
raźno machając kropidłem, i mm sobie czyniąc, 
walił prosto do Lucy pera, jako najwyższego M'ła- 
dzcy tenara* Gdy się do niego zbhzył, oświad- 
czył mu wręcz, ze przyciiodzi po aw&j eerograf, 
który tak nieuczciwym sposobom jeden z ezar- 
tW na ojcf» jego wyłudził: a gdy Łucyper nie 
wiele pokazywał ochoty, przychylenia się do 
jego słusznego żądania, aby dodać więcej wagi 
swym słowom, tak ostrym z g&ry poHitat go 
exorcyzmem, tak go«ącą swojem kropidłem spra- 
wit mu łaźnią, że biedne djablisko, rycząc z bołn,, 
rzucało się jak wśeiekłe na wszystkie strony, i 
ledwo się nie urwało* z łańcucha, którym 4o swego* 

Sńekielnego tsonu było przykute, W takim po- 
ozeniu rzeczy nie pozostawało Łucyperpwi nic 
więcej, jak pr^ychyiió się do prośby tak natar- 
czywego supplikanta; kazał więc zawołać po- 
ziadacza dusznego wexJn, i oddaó go natychmiast' 
i.ntecesentowi, bez odebrania waluty. Byt ntm 
iw osławiony Aiszotowca Aamodeusz^ kulawy 



na jednę nogę^ wy więdły, a nadewszystko nie. 
użyty^ jak sknera, kiedy ma powrócić gro«z juz 
schowany do SMej szkatuły. Zacięcie Mięc 
wzbraniał się wydać w sporze będący eero- 
graf To uchybienie przeciw snbordynacyi, po- 
cięgnęło za sobą porządkową karę: Asmo* 
deusz porwany został na męczarnie ^ aby na 
nim wydanie cerografu wymusić; lecz ten za- 
więdły złoczyńca z takiem zażarciem » z taką za- 
ciętością znosił najsroższe męki, któremi go pie- 
kiełni oprawcy stopniowo dręczyli, iż się zdawa- 
ła znikać wszelka nadzieja pomyślnego skntku» 
Z tern wszysikiem kleryk, którego ten interej^ 
najmocniej obchodził, nietracit otuchy ; łecz z po- 
dwojona natarczywością uderza naLucypera, ijnż- 
to kropidłem, jużto szkapkrzami, już nareszcie^ 
gdy wody przy brakło, samem poŚMięconem ko- 
ciołkiem,, tak mu dojmować zaczyna, ze ten 
wśród najokropniejszych bólów zagrzmiał stra- 
azUwie: „bierzcie go na Madejowe łoże» 
Na te słowa Asmodeusz rzuca z najni^ksza 
wściekłością klerykowi eerograf pod nogi. Była 
to bowiem najstraszniejsza piekielna męczarnia, 
usłana z samych najdoskonalszych angielskich 
brzytew, które ze wszech stron ciało na nio 
wrzucone^ w najdrobniejsze siekąc kawałki, w je- 
dnej chwili na miazgę ścierały, męczarnia mówię^, 
przy której^ sławne łoże Prokrusta^ czczą był» 
igraszką* 

{Koniec nastąpi.^ 



Bractwa strzelec kie. 

^^ Gdy w średnich wiekach przeciw wzmagając 
cej się przewadze możnowładztwa w Niemczecn^ 
znaczniejsze miasta najprzó^d związki handlowe* 
zawierać,, potem ku wzajemnej pomocy przeciw 
nieprzyjaciołom, o posiłkach myśleć zaczęły, po- 
wstały pomtędzy mieszczanami braotwa,. mające 
za cel ćwiczenie aię w strzelaniu do> celu. Nie 
utrzymywano wtedy wdjsk stałych, i w czasie- 
wojny wsiadało rycerstwo na kon, piechotę ścią- 
gano z miast różnych krajów, za pewna wyzna* 
czoną^ nagrodę. Monarchowie uznali przeto po- 
żyteczność bractw * strzeleckich, potwierdzali icbi 
ustawy, dawali im przywileje, zachęcając do ćwi- 
czenia się w wojennem rzemio^e. Bractw strze- 
leckich ślady znajdujemy na wiele lat przed wy- 
nalezieniem prochu, gdy łuk zastępował: broA- 
palną.. Boleoław I. waleczny x]ąię Szląski,.po»- 
twierdcit w roku 1286 braotwó^ strzeleckie w 
mieśpię^ S w i d n i c y^ sam był przytomny m,. gdj, 
do piu>. /..^na wysokiej żerdzi zatkniętego, obywa- 
tele miasth z łuków strzelali.. DlA najlbpssych) 
strą^ców przeznaczano nagrody, tego zae, któiy 
oał%)).ptAka zbił uznawano' królem ,. a panow^au 
nie jego trwało- wśnkL braci:, ar 4& prsyszłei 
uroczystości Przen Niemc&w irprowadzonyi zo»- 
siał zwycząi ton do Polski, » praynajnmie) m^ 
wzóc bcactw niemieckich ^owstałj po fluaslao& 



4tf 



w Krakowie, w Pomaiiia i Waifizawie. Co- 
r^M^e agromadzali sic Btndcy, zwykle w trze- 
cie iwięw ZielMiycli świątek, do koidaU (aaa- 
waaege, ztamtąd udawali iic na miejsce wyŁra- 
ae, gdzie »(r«elaBe przer dni 3 do tarczy. W 
Krakowie i Warsiałłie wysławiano larczę, wyo- 



8 teraz nie tylko obrz^ ostał, ale i towaiKy- 
stwo sbizeleckie znikło. Kurek srebrny* 
wyobrażony na rycinie, kt&ry kril karkowy, 
gdy gft wprowadzano io miasta kb wyprowa- 
dzono p* skończonem panowanni do strzehósy, 
oa piersiach zamieszony jako znak godności uh 
sit, zachowuje Bią z roku 1552 na panii^lkf w 
ratusza Warszawskim. W nowszyidi csaMcIi 
lubo po wielu miastach istnieje jeszcze bractwa 
-strzeleckie, [»zjwileje królów ich ustały jednio 
2e, to xaś, co im w nagrodę kassa bractwa 
daje, zaledwie wystirtsa na wydadu potrzebne 
i ucztę dla brara. W Krakowie śpiewa jo- 
szcze hid pieśń, śpiewem i>raci kurko- 
wych nazłTsną, sięgającą czasów Zygmunta I. 
Przytacza nani z niej kilka wrotek Autorka Pa- 
mi^ki po dobrej matce w Zbiorze swych dziel. T.<>. 

A dalejże kozernicy! 
Krzeszcie kuiki u msuicy^ 
Który postrzeli koguta 
Tenm zabrznń wdzięczna nota. 

A kto imka zbije 

yirat, król niec^ żyje ! 

A dalejże kozemicy! 
Wsypcie prochu do rusznicy, 
Niedi bfdzie snchy, siarczysty. 
Posuwisty i stczelnisty, 

A kto kurka zbije 

Viva^ król niedi żyje I 

A dalejże kozemicy! 
Wbijcie kulkę do rusznicy, 
Niechaj będzie okrąglnchna 
Smagła, jak weselna dnichna. 

A kto kuika zbije 

Tiyat, król niech żyje! 

A dalźjże kozemicy 1 
Wprawiajcież się do rusznicy, 
A gdy przyjdzie czubić Turka, 
Popamięta pies na kurka. 

Bóg ta! (e b 

Król kulkowy zbije. 



Kutek. 

mlai go, celem było uroczystości. Król * dwo- 
rem często bywał zabairie tej przytomnym, a 
makomUa młodzież ubiegła się o pier^rszeń- 
■two z braćmi slrzeleckiemi. Ubijający skrzy- 
dła, łeb i ogon kurka, dostawali w nagrodę 
półmiski cynowe, z wyobrażeniem tychże czę- 
ici; kto zaś w same piersi kuika trafił, ten 
wśród oznaków radośd, królem kurkowym 
Łył mianowany. Odprowadzony od całego brac- 
twa i mnóstwa ludu w tryumfie do miasta, pia- 
łtowal swój urz^d przea rok cały; w nagrodę 
zai zręczności swojej, używał znacznych przy- 
wilejów. W roku 1765 zmienił je Rząd w 
Krakowie na dar pieniężny 3000 Złtp. wyno- 
azątsji nasilmy zniósł zupełnie płacę i obyczaj; 

" Komplelnych Fsemplarzy Przyjaciela Ludu z całego roku, dosUć jeszcze 

meźna u Wydawcy w Lesznie w Księgarni GUiitera. ~ss=s= 

Nakładem i drukiem Ernesta Guntera w Lesznie. Clle<l- CUcL^uiki ) 



Przyjaciel Łiudu. 

RÓk drU^i. INO. 6.. Łeazno, dwa. & skórnie 1635. 



yiakład narodowy iniifiiia Ossolińskich. 

OłuHny gmach tego Zakładu jest położony przy uli-i 
cach: »erolLiDJ i Oisolińaki«go pod liczbą 23 na halJc- 
kiem przedmieściu, csyli n pierwsiej czc«ci miasta LwoWa. 
Facjata je^oobróc»mi ku ulicj OMolióskiego, bior^ct'j po- 
ctBlek swij naawy od wiekopomnej zbtoiywla rzeczo- 
nego ^akJadu, Jozefa MsK^miliana Hrabi OBsołińskiegn, 
Mia«iv Lwiw w oznakę swej wdzięczności za umieszcze- 
nie w iiim tak znacznego xicgozbioru i połączonego z nim 
Huieum Lubomirski cli, mianowała tę ulicę nazwiskiem 
zalożjciela. 

Obazeroj ten gmach o jednam piętrze, bjł pieTW]a§t- 
kowo koiciułem, pod wezwaniem s. Agnieszki, z kia- 
BZlorem panien Karmelitanek trzewikowych. — Kaspar 
Wielżjnskł, toncty xiemi lwowskiej, założył go w riiku 
1638 z drzewa; w kilkadziesiąt lat zaciął się do upadku 
nachyid<!. Alexander Janosz xi^żę na Ostrogu Zasław- 
ski, zbudoMal dla nich roku 1677 nowy klas^ior i k.o- 
ścltit pud tein samem wezwaniem, w kształcie okrągłym, 
n sl6p góry, zwanej Szemberke (dziś Wronowskiego), na 
- przeciwko klasztoru panien Domtnikanek, obróconego pó- 
źniej na Seminarium obrządku grecko- aiiickiego. Nastą- 
piło rozporządzenie cesarza Józefa II. znoszące zbyteczne 
klasztory w Galicyi: do lego rzędu policzony został i 
klasztor panien Karmelitanek trzenjkoMjch. Po zniesie- 
nia Ntięc jego w roku 1782, był in z początku jeden od- 
dział Seminarynm głównego, mieszczący w sobie aluinnóv 
obrządku łacińskiego, których w dziesięć lat późoiój, to 
jest roku 1792 przeniesiono do klasztoru Karmelitanek bo- 
sych, na brodzkiem przedmieściu znajdującego się, iw zaf 
klasztor z kościoiem, został obrócony na magazyn i piekarnią 
wojskową; lecz w roku 1812 spłonął ogniem, i od tego czasu 
nazywał go gmin spalonymmagazy nem. Naztiisko to jeszcze 
dotąd między Indem pospolitym jest w używaniu. Przez pięć 
przeszło lar, zostawały mury i sklepienia kościoła i kia- ' 
fiztoru pozbawione dachn. Dnia 16. Marca roku 1S17 
wystawiano go ze strony funduszu religijncga na publiczna 
sprzedaż w drodze licytacyi, w czasie klór^j Ossoliński 
największa ilość 23710 złotych reńskich wiedeńską wa- 
luta ofiarował, i tym sposobem na własność kupił, w celu 
unieszczenta vr nim swego zbioru naukowego, składają^ 
C^o się z ksiąg, rękopismów, medalów, rycin, obrazów, 
map i popiersi, zawierającego najszanowniejsze pamiątki 
i zabytki piśmiennictwa stawinńskicga. Gromadził go 
Ossoliński mozolnie przez całe awe życie, nie żałując ani 
znacznych nakładów, ani swej pracy. J i^tz e za życia 
łwego przeznaczył go na powszechny uż;jjp^%ch ziom- 
ków , szczególniej zaśmieszkańców pi'o^'Wk niegdyś do 
Polski pod nazwą czerwonej Kusi ntlllS^, a od roku 
1772 Oalicyą Auslryacką nazManej. ■*"** "' 

Bibliotekb Ossolińskiego poMslałif^Klisiązek 1) zam- . 
Łu Ossolińskich, 2.) z wtórotów (Afl^etóu) bibhoieki 
porjckiej Tadeusza Czackiego, kitrj z Ossolińskim nsj- 
nocmejszym węzłem przyjaźni {włączony, jednynże za- 



••ł 



42 



■uarem^ w swych jf^niach ozjwionj byt: po- 
Ifpssenia amyslowega bytu. awych rodaków, 
wszystko^ co tylko w dwóch exemplaraach po- 
Biadał y jeden Ossolińskiema oddawat. Razem 
Ewiedzafi po całej Polsce licznie rozsiane kia* 
•storyi i procheoi przysypane księgi, od dawnych 
ezaaów nietykane, w bibliotekach onychze prze- 
glfdaliy z tych rzadsze kupnem , darami naby- 
wali i najrozliczniejszemi środkami gromadzili. 
Sw) z księgozbioru X. M* Hieronyma Juszyii- 
ikiegOy naprzód proboszcza w Zgórsku w dąbrach 
Ossolińskiego, potem Offlcyala kieleckiego i nie- 
odstępnego towarzysza uczonych podróży po ca- 
t.^' Polsce, Tadeusza Czackiego, autora tyle poży- 
tecznego i w swym rodzaju jedynego dzieła: 
Dykcyonarza poetów polskich (Krak. 1820. 
T. 2.) Najrzadsze i najliczniejsze poezye pol- 
skie z XYL i XYIL wieku, znajdujące się w 
bibliotece Ossolińskiego, lub które się w niej do 
niedawna jeszcze znajdowały, są niemal wszy- 
stkie z księgozbioru Juszyńskiego. 4.) Ewaryst 
Hrabia Kuropatnicki, kasztelan bełzki, autor Geo- 
jjrafii Galicy iy wydanej bezimiennie w Przemyślu 
w roku 1786. S^^o, przyjaciel i sęsiad Ossoliń- 
skiego, pozwolił mu wybrać ze swego księgo- 
sbieru wszystkie dzieła, których w 8\«ojej biblio- 
tece jeszcze nie miał, a umierając resztę swych 
książek i rękopismów do różnych bibliotek pu- 
blicznych krajowych przekazał. Na początku 
roku 1809 zaszczycony został Ossoliński godno- 
ścią Prefekta nadwornej bibUoteki cesarskiej w 
Wiedniu, który to urząd z chwałą dla siebie, 
•hlubą dla swego narodu, a zadowolnieniem swych 
przełożonych aź do swej śmierci piastował; a 
lubo z nowym urzędem nowe przybyły obouiąz- 
ki, nie zaniedbywał jednak pomnażać s\iego zbio- 
ffó, uprosiwszy wszystkich prawie komorników 
granicznych w kraju, i innych mężów uczonych, 
aby przy zdarzonej sposobności, pamiętać chcieli 
• jego bibliotece; prócz tego wszyscy prawie 
współcześni uczeni, sła wianie i niesławianie o 
iceczach słaniańskich piszący, nadsełali mu swe 
dzieła,, z własnoręczoemi podpisami, wyrażają- 
eemi prośbę, o. umieszczenie ich w swym księgo- 
sbiorze. Wreszcie w czasie kilkadziesiątletniego 
stałego swego pobytu w Wiedniu, odbierał Os- 
soliński 2ie wszech stron najrzadsze i najciekaw- 
sze dzieła, które pozlicznl miłośnicy książek 
obiegając się s przesełanien mu onych w darze, 
na ołtarza obywatelskich uczuć w ofierze skła- 
dali* Wiefebyśmy potrzebowali czasu i miejsca^ 
gdybyśmy chcieE w*yliczac wszystkich tych mę- 
żów; dość dła nas będzie wspomnieć uczonych r 
Lindego^ Fgn« Hir. łosia, Dąbskiego, G&rczya- 
skiego 1 6\^alfe«rta Pawlikowskiego^ byłego- c. k.^ 
nadwornego S^retarza, który przez długi prze- 
eiąg czasu z powołania swego mieszkając w Wie** 
dniu^ 1 zbferaniu ksiaiek> rycin, medałów i obra- 
MÓW z całej duszy Mdaoy^ pamnazai i dopełniał 
•bioni Ossoluiskiego* 



Terai i tym podobnemi sposobami ^) w pół* 
wiecznym przeszło przeciągu czasu swego sywo«. 
ta, potrafił Ossoliński ttzbjera<f i nagromadzie 
20512 dzieł, wynoszących 31254 tomów. Piękny 
ten zbiór, w wydziale historycznym nad inne po« 
dobne sobie celujący, od śmierci Ossolińskiego 
na dniu 17, Marca 1826 roku w Wiedmi zapa- 
dłej, na początku następnego roku 1827 do Lwo- 
wa przewieziony, darami obywatelskiemi i przy« 
kupnem nowszych dzieł wzbogacony, o czwarCą 
część pomnożony został; albowiem liczy teraz 
dzieł 25500, tomów zaś przeszło 40000. — Me- 
dalów i monet zostawił zł. 40, sr. 868, br« i 
innych 221; razem sztuk 1129: do dziś dnia zai 
liczy się \9 nim zł. 489 sr. 9990 bn i inn* 
2703; razem sztuk 13182. Nadzwyczajny ten 
przyrostek winien Zakład Ossolińskich, po naj- 
większej części Henrykowi Xięciu Lubomirskiemn 
kuratorowi swemu naukowemu, który założywszy 
Muzeum swego imienia, sam jeden 10285 sztuk 
medalów i monet ofiarował. Malowideł i obra- 
£Ów jest sztuk 189. Zbiór rycin wynosi około 
2000 sztuk. Gabinecik historyi naturalnej i sta- 
rożytnych pamiątek, codziennie wzrasta, i z cza- 
sem piękny przedstawi widok oku. Rękopismów 
liczba dochodzi do 1000; lubo nie tak ważnych 
jak w bibliotece niegdyś puławskiej, zawsze je- 
dnak wiele światła rzucających na dawne dzieje 
Stawian. 

W roku 1809 sławnej pamięci Cesarz i król 
Franciszek I. własnoręcznym listem swoim do 
Ossolińskiego pisanym, zawiadomiony o jego za- 
myśle, przeznaczenia swej biblioteki na publiczny 
użytek Galicyanów, i umieszczenia jej we Lwo- 
wie, raczył oświadczyć: iz ustawy założenia tej 
biblioteki z prawdziwą radością potwierdza, i 
umiejąc podobne zamiary, do rozkrzewieuia 
oświaty krajowej dążące, oceniać, szczególniejsza 
zado wełnienie su oje oświadcza ; jakoż w ośm lat 
później, to jest dnia 4. Czerwca 1817 roku, głó- 
wną ustawę biblioteki raczjł potwierdzić, i na 
wstępie zaraz wyrazić, \tl czyni to w celu roz- 
krzewienia nauk i pomnożenia oświaty powszech- 
nej,, a oraz zosta\\ienia pamiątki królestwu Ga- 
licy i, swej najwyższej ojcowskiej miłości i życzli- 
wości* Uwolnił przytem dochody i fundusz, 
który właściwie do biblioteki należy, ed wszel- 
kich opłat spadkowych i mortuarii, pozwolił wy* 
dawaó czasopismo naukowo, założyć i\łasnądr»-' 



4 

i 



•) Nie mofna tn opu#ci4 wydareonef okolictno- 
fci, która ss»ególnićj cTo zamiartr Ossoliaskiega po-- 
shiźyła. Cesarz J<5zeF kas9iijj|c zbytccme w Gaiieyi 
sakony^- pokcił, wybrawsiy celniejsse dsiehi » biblio* 
tek zakonnych, i złożywszy je w sałozoiiej przer %r% 
bibliotece uniwersyteckiej lwowskiej, resarc przes pu-^ 
bliczną licytacyą rozprzedać. Korzystasz tego zdarzeni* 
Ossoliuaki, a łacno nabywając, ocalił te zabytki, na 
które mniej oswojeni r kai^gurstwem shwiaAikisiPy 
uie dośi baczsnis, d«wali» — 



II 



43 



I 



kamif i litograC^y prócz ipriela iiiDjch osnakiw 
dobroci swej powszechnie snanej. 

Dnia 25. Grudnia 1823 zawarł Ossoliński w 
Wiedniu układ z Henrykiem Xicc]em Lubomir- 
akim, moce ktńre^o ostatni obowięzat sic swoje 
sbiAry w książkach, obrazach, medalach i staro- 
ijtnościach, których katalog przj utworzeniu 
najoratu przeworskiego ma być spisany, na wie- 
axne czasj do biblioteki Ossolińskiego przyłączyć 
i wcielić* Ossoliński zaś wywdzięczając tak zna- 
komite biblioteki pomnożenie, a oraz z szacunku 
gorliwości ó. nauki Xiccia Jego Mości Henryka 
Lubomirskiego, temuż kuratoryę naukowa Zakła- 
du n* im. Ossolińskich, dla niego samego i na* 
stępc&w jego w majoracie przeworskim oddał, i 
s tymże majoratem połączył, tak, iz jakie następ- 
stwo na tenże majorat miejsce mieć będzie, za 
*takiem i pomieniona kuratorya. naukowa z wyłą- 
czeniem kobiet iść powinna, i przy posiadającym 
majorat na zawsze zostawać. Prócz tego Xiązę 
Henryk Lubomirski, oświadczeniem swojem z dnia 
20. Września 1834.danem we Lwowie, zobowią- 
Eat się, dobra i majątek tego majoratu, na wypa- 
dek wygaśnienia do niego przeznaczonej przez 
siebie rodziny, na w.łasnośó Zakład o\^i n im. 
Ossolińskich oddać, i na zawsze z nim połączyć. 

Marcella z Hr. Bielskich, Hrab. Worce|owa, 
zapisawszy skryptem własnoręcznym w Wiedniu 
dnia 12. Czerwca roku 1807 wydanym, summę 
SOOOOO Złtp, do wypłacenia po swoim skonie 
w dwóch częściach na pożytek bibh'oteki, a w 
trzeciej na wsparcie młodzieży krajowej, do nauk 
przykładającej się, mocą umowy z Ossoh'ńskim 
dnia 23. Czerwca 1824 roku we Lwowie za- 
wartej, wieś Rakowiec w obwodzie tarnopolskim 
położoną, niegdy do klucza wiśnio wczy ko wskiego 
należącą, na tenże cel, na rzecz biblioteki Osso- 
lińskiego przedała, a po\vyższj zapis w szacun- 
ku tejże wsi nazad przyjęła, i do niej z lasów 
mdnickich klucza podhajeckiego 200 au<itr. mor^ 
{ów lasu dodała. Ossoliński dar ten Worcelle- 
wej pod zarząd kuratora naukowego oddał, prze- 
znaczając ^ jego dochodów na pomnożenia biblio- 
teki, a I na trzy stypendia dla ubogiej a nau- 
kom poświęcającej "^ę młodzieży krajowej. 

Dnia 15. Stycznia 1824 roku napisał Osso- 
liński ustawę dodatkową, która główne ustawę 
objaśnia i kommentuje. O najwyższem potwier- 
dzeniu powyższych trzech aktów, został Osso- 
liński zawiadomiony, listem urzędowym Rządów 
krajowych Galicyjskich z dnia 26. Stycznia 
1826 roku do liczby 64809. ^ 

Główna ustawa tego Zakładu, przez błogosła- 
wionej pamięci Cesarza i króla Franciszka 1. na 
dniu 4. Czerwca 1817 roku potwierdzona, zna- 
na jest bez wątpienia naszym czytelnikom; była 
bowiem drukiem ogłoszoną najprzód w Pamiętni 
ku lwowskim, z roku 1818 Nr. 5 i 6, a z tego 
przedrukowaną w Pamiętniku warszawskim z 
n^kii 1818. T. IŁ str. 91 — 108 i 157 — 172, 



Na utrzymanie i uposażenie biblioteki prze- 
znaczył Ossoliński dochód roczny 6000 złotych 
reńskich monetą konwencyonalną, czyli 24Ó00 
Złtp., które częścią z dóbr jego dziedzicznych 
Woli Mielickiej z Piątkowcem i klucza Zgór- 
skiego, składającego się z folwarków Starj- 
dwór, Giełda, Przybysz, Party n, Schabowiec i 
wsi: Izbiska, Jamy, Podlesie, Podborze, Pień. 
Wilcza-wola, Grzybów i innych przyległości w 
obwodzie tarnowskim, częścią Michali, w obwo* 
dzie bocheńskim położonych^ nieustannie co rok 
wypłacany będzie. 

Krom tego dochodu, przez założyciela prze« 
znaczonego. Zakład n. im. Ossolińskich pobiera 

z llakowca rocznie 1200 zlt. r. mon. konw. 

Wincenty Kopystyński, Chorąży koronny, dzie* 
dzic Wojniłowa, Manasterzysk i t. d. znany w 
uczonym świecie z przekładu Rasyna — i Józef 
Benedykt Pawlikowski z Medyki, zapisali Za« 
kładowi n. im. Ossolińskich, każdy po 500 czer- 
wonych złotych, a Xawery Hrabia Chołoniewski 
z Łopatyna, tajny radzca^ cześnik koronny, ka« 
waler orderu- ś. Szczepana, pomnożył funduss 
biblioteczny zapisem 3000 złot. reńsk. mon. konw* 
czyli 12000 złtp. — Zapisy^ te są zabezpieczone 
na dobrach szanownych zapi^odawców ; od suma 
tych kapitalnych pobiera Zakład ylo procenta 
rocznego. 

Dobra bibUoteczne, wyjąwszy Rakowiec, praes 
Ossolińskiego zapisane, mają być posiadane na 
wieczne czasy przez kuratora ekonomicznego^ 
który po odtrąceniu summy 6000 złotych reńsk« 
rocznie na rzecz biblioteki wypłacać się mając^K 
używaó ma zupełnie reszty dochodów, i s nicli 
wszelkie zwykłe i nadzwyczajne podatki i inne 
ciężary do dóbr ściągające się, ponosić jest obowią* 
zanym. Teraźniejszym kuratorem ekonomicznym 
jest Teodor Broniewski, którego Ossoliński w 
testamencie swoim uniwersalnym dziedzicem mia* 
nował. Urząd ten będzie przez niego posiadanj 
wraz z jego następstwem płci nięzkiej ; na przy* 
padek wygaśnienia rodziny Bronie\«6kich, prze* 
znaczył Ossoliński wiele innych rodzin, które pe 
sobie w kuratoryi ekonomicznej następować mają. 

(Koniec nastąpi.) 



Widok zamku Janowca. 

W jednej z najpiękniejszych okolic pomiędzy 
Krakowem a Lublinem, nad bystrą Witiłą, wzno* 
si si^ na lewym jej brzegu, na górze kamienne 
wapiennej, sławny niegdyś w dziejach krajn, 
mieszkaniem Firlejów, Tarłów, Lubo- 
mira kioh, zamek Janowiec, — dzii w gro* 
zach leżący i zaniedbany. Widok z niego jeet 
pra%i dziwie zachwycający: u spodu bo%%iemgórj 
toczj szeroka Wisła swe nurty, unosząc liczne 
statki obładowane zbożem^ lub tratwy, prowa<? 
dzo«te przez wesołych i odważnych flietów; pe 
prawej stronie piękne Putawyi bLżej miasteczM 

6 



widok Kanku Janowca. 



Kaźmierz, z ^zaini zamku i zabytkami sfa- 
wnjclt spichlerzów; dalej pasmo gór, okrjtych 
frajami; w tyle śniegiem prijodziane Tatry i Łjsa 
gvra z afaMnym swym klasztorem. 

Piotr Firlej, Wojewoda Raski, za pano- 
wania Zygmunta I., polubił to miejsce, i wynta- 
wit tiB Igorze zamek, który następni posiadacze 

Eowiększyli, nie szczędząc koszlów na Jego ozdo- 
ienie. Był on, jak wszystkie niemal owych ^vie' 
ków zamki, warowny, i jakby stolicą obszernego 
liziedzictwa , o kilka mil w okoto ruzciijgfijiicego 
««, i należącego da jednego pana. Przez trzy 
fiieki stał, JBŃniejąc coraz nowym biaitkiem; przed 
kilkadziesiąt łaty sprzedany, wraz z calem łirab- 
•tnem przez xięcia Marcina Lubomirskiego, Pia- 
skowskiemu, Padkomortemu krzemienieckiemu, od 
niega raz ostatni ozdobiooTm i odnowionym ZO' 
■tał. „Gmach ten, nióni Autorka Pamiątki po 
dobrej matce, której winuUmy piękne opisy wie- 
lu okolic Polski, okazały i ogromny, dwa mając 
dziedzińce, sal wielkich siedm, pokojów 98, 
piękne maloM'Bnia na ścianach, marmurowe po- 
sadzki, kominki, kolumny, przedstawiał oku miły 
i wspaniały obraz zamuiności mieszkart dawnych 
panów polskich; takim go jeszcze przed 24 laty 
vidziano; dziś bez dachu, bez okien, bez po- 



zdaje się być budową przynajmniej fii 
iczoną; kawałka żelaza już »■' ei 
uiemasz ; marmurowe posadzki i schody, k, 



odrzwi, futra z okien, podstawy i wierz. 
kolumn, irazysiko to zoikłol Bolesnego ut 
doznaje wędrownik na widok taki. Kiedy 
Wszystko niszczącj^ budowę jaką zwolna ob, 
kied^ okryje ta rozwaUnj piętaem »woj4m, 



widzieć można, jak rok za rokiem, kamień za 
kamieniem spadał, święte uszanowanie serce przej- 
muje, a widok len lubo zasmucający, przykrych 
nie obudzą uczuć ; ale patrzeć na skutki dobro- 
wolnego i świeżego zburzenia, widzieć ludzi, My- 
ścigających czas w sztuce łuszczenia, obrat laki 
oburza, gniewa i żalem przejmuje Przechodząc 
już z niejakiem niebezpieczeństwem przez most 
zbutwiały, wchodząc z trudnością po zniiizczo- 
nycli schodach, własnym oczom uierzyc trudno, 
Jakim sposobem w tak krótkim czasie, spełznąć 
mogła kilku wieków praca? — Zgadywać trzeba 
w wielu miejscach dawny kształt zomku, poko- 
jów jużby się nikt nie doraoho»at, zaledwie roz- 
poznać niektóre można. Znać jeszcze wielka sala 
balową, po ganku dla oikiestrj, w środku giónnej 
ściany będącym; tam gdzio przed kilkunastu latv 
cała okohca głośno i ochoczo się bawiła, dziś 
spokojnie dzikie róże i poziomki rosną ; jak gdy- 
by przyrodzenie zawsze bogate, i zaMsze wszy- 
stko ozdobić gotowe, zastąpić chciało choĆ w ten 
sposób owe żyjące róże i jagody, klóre tam nie- 
gdyś oczy ś\t'teiością wabiły. Są jeszcze malo- 
wania na niektórych ścianach w roku 1750 wy- 
konane, nie żle się utrzymujące, pomimu powie* 
-(rza i sloty; w kaplicy niegdyś na pierwszym 
piętrze będącej, są głowy J2 Apostołów wcale 
piękne; w pokojach i salach także gdzie nie- 
gdzie utrzymują się jako tako malowania; jest 
n. p. w jednej z wież, gabinet z oknami na 
3 strony, w którym wszystkich hożków Olimpu 
ozpoznać można; widok zl^d jest czarujący: z 
dnego okna spostrzega się długą perspektywa 
ex las wjcięt^, a na jej końcu piękny pala- 



Jk * 



45 



asi swietsft w nm oli0W&ii%g6, ani ogrodzefiia 
ilMhriiiema. 

PałMyk teit* irjsta«ril Marctn Xi4zf Łiibo- 
■Drskfy dta sjiiiw Ao;i;iisia HL^ ktorźj w nim 
pfrsez cwur wielkiej pcdowaifriay wjrpraMrioaego 
BTZ0S diie<Kii(ia Janowca z niezmiernym* prżeby- 
dicM, |nvemienkiwa(i. Dzij tiwnie zaaiedbany 
i opnszezonj jak Mm lainek, smutny przedsta- 
ffim ^Tidok* Mieacka&cj niastecaka Janowca, 
]eii)cega u apoda ^rjr zamkowej^ opowiadają po-» 
ibróźnyai wiele powieści 6 zamka i jego okoK- 
aack: ej»rowacUąjfe etekawjch w^rowmków po« 
kazi^^' ^4zie wielcy t»ohaterowie zasiadywali^ 
gÓM radbeiti o łosacli ktaju, łub wspaniałe wj« 
pra%viali miztj; wskazajf kuchnia, zajroujęc^ miej- 
ace- Irzecjego dziedzińca ^ w środku z ogromnem 
a^niakten, na którem pized wiekami kuchciki 
aioiliwega miataza awego w całości aa 



-Bf 



/ 



Madejo Ave Łozę* 

(Koiiif€.) 

Ułatwiwszy teSy klefyk swłf interes w pie- 
kle, myśłit o odwrode; ten mu się równie pięk- 
nie adał, jak wodzowi, który wstępnym bojem 
Alt się nieprzyjacielowi we znaki. Lubo od- 
i^ażnym amysłem tej wyprawy dokonał, jednakże 
gdy juz opnsdłteFrytoryum piekielne, i ujrzał pro- 
mieide słońca, westchnął sobie głęboko: ,,Bogn 
chwała !^^ a padłszy aa kolana dziękował gorąco 
niabo, za tak potężna opiekę; poczem zadowol- 
aiony sam z siebie, powracał ta sama dro^a. 
Przechodząc przez uw łas, przypomniał sobie 
dane słowo; zboczył więc do cliaty rozbójnika, 
któremu wszystko co do )oty opowiedział, do- 
dając, że dopiero męczarnia na Madejowem łożu 
zniewoliła czarta do wydania cerografti* Na 
te słowa zbladł zakamieniały morderca, a potem 
w największej rozpaczy załamując ręce przera- 
źliwym głosem zawołał: ja jestem Madej, dla- 
Riuie te męczaniie zgotowane : biada mi, ali bia- 
da! zbrodni moich miara jest tak wielka, że 
żadnej już dla mnie niemasz nadziei/^ To rzekł- 
szy z rozpaczy w prochu po ziemi się tarzał, 
twarz sobie ostrym drapał pazurem i pra- 
wie od zmysłów odchodził. Wzruszony kleryk 
jego gwałtownym żalem, chciał go pocieszyć, 
HÓw*iac: iż miłosierdzie boskie jest aieograni* 
esone, że niemasz tak wielkiego grzechu, które- 
goby Bóg nie odpuścił, jeżeli t^lko grzesznik z 
prawdziwą skracną do niego się nawracA. Te 
uwagi uspokoiły nieco złoczyńcę i miaty zba- 
wienny skutek; gdyż w t^j chwili uroczystą 
wykonał przysięgę, że porzuca swe okru- 
tne rzemiosło, i pozostałe jeszcze życia chwile, 
choiiby w najtwardszej pokucie przepędzió pra- 
gnie. Co większa, padłszy klerykowi do nog, 
prosił go i zaklinał ze łzami, żeby mn się przed 
Bogiem uaprawiedlbyić dopomógł*. Jfapróżnaskła- 



duł sie kfertk aretnoznosciB wysłachania go spo- 
wiedzi; żarliwy pokutnik tak przenikliwym spo- 
sobeni błagał tej jedynej łaski, z takiem rozczi^* 
leniem wylał przed nim swe skruszone serce, iz 
ten nie mógł mu jej odmów ió, tym bardziej, gdy 
rozbójnik w nim jedynie, jako będącym w szcze- 
gólnej łasce u Boga, cala swą nadzieję pokładał. 
Wziął więc jego pałkę, zatknął ją w ziemi, i 
rozkazawszy nklęknąć przy nićj Madejowi, wy* 
słuchał go długiej, straszliwej spowiedzi; pa 
czem rzekł do niego: „grzeszna daszo, rozgrzo* 
szeaia daó ci nie mogę, choćby nawet mniejsza 
byłf winy twoje; bom jeszcze kapłańskich nja 
odebrał święceń; jednakże nie rozpaczaj, mi^ 
ufność w Boga, żałuj z całego serca za grze^* 
chy, skrapiaj łzami tę ziemie, a niebo proiib 
twoich wysłucha, i ześle ci kapłana, który oi 
da absolucyą: a jeżeliby to nie nastąpiło, to ja 
do ciebie przybędę, skoro tylko uzyskam moe 
odpaszczania grzechów. Ta rzekłszy, polecił go 
gorąca modlitwa miłosierdzia Boskiemu, i nia 
mogąc znieść dłużej tak rozczuląfącego widoku, 
w dalszą puścił się drogę* Nie długo z wielką 
radością rodziców w rodzinna zawitał progi. 
Uciecha z jego przybycia była tym żywsza, ź9 
mu fń^ udało awolnic ojca od jego udręczenia. 
Obsypali go więc oboje swemi pieszczotami i 
wylewali łzy radości, że im niebo dało ta* 
kie dziecię. 

Nie długo młody kleryk, będąc zawsze i 
wszędy wzorem dla wszystkich w naace i cnocie, 
odebrał z rąk biskupa kapłańskie pomazanie: 
został xiędzem, a postępując dla swej głęboki^ 
nauki i szlachetnego serca, na coraz wyższe sto - 
pnie, i z największą gorliwością pełniąc swoj^ 
obowiązki, tak sobie przez swoje poświęcenie 
dla doora ludzkości, na powszechny zarobił szar 
ctmek, iż po śmierci biskupa na tę godność wy- 
niesiony został. Trafiło się, że gdy raz w inte^ 
resie powierzonej sobie diecezyi, doi6 daleką od^ 
bywał podróż, i przez gęsty las przejeżdżał, zBf 
leciał go zapach wonnych jabłek, które z nie* 
zbyt odle^ej jabłoni błyszcząc szkarłatem i zło* 



do jaUoui zbliżył, i rękę skwapliwie po owor 
ściągnął, obiły się o jego uszy słowa: ^^Kto 
mnie sadził, ten tyllco rwać może.^^ Przelękły 
sługa przybiega do swego pana, z oznajmieniem 
tak dziwnego zjawiska* Te niepojęte w ""r 
odnowiły w nim pamięć dawniejszej przy 
przypomniał sobie dane przyrzeczenie ro 
szenia, o którem dla ważnych obowiązków swv 
był zapomniał, przywdział więc kapłańskie szatj 
i pospieszył do jabłoni. 

Tu pod drzewem widzi klęczącego, ku* ziemi 

pochylonego starca, którego siwa broda, aż do 

kolan spływała* Poznał w nim swego pokatai*^ 

ka : wzniósłszy zatem umysł do Boga, czyni aatf 

^ nini znak krzyża ś* i wymawia absolucyą*. Łecs 



46 



# tfudo! gdj go się palcem dotknął, eia?o jego 
w proch się rozsypano, a ztote jabłuszka w bło- 
{OSiaHione zmienioiie duszyczki, do nieba uleciał j« 



O życiu i pismach Waltera Skotta. 

Trzy lata upływają od czasu, ^dy wielki poeta 
Szkocji, diug śmiertelności wypłacił. Wieki może 
przeminę, nim znajdzie się drugi jemu podobny, 
ooby na osieroconym tronie chwały jego zasiadł- 
szy, z równą jak on potęgą władał sercami i 
wyobraźnią współczesnych, i urok swego imienia 
do najostateczniejszych kończyn cywiLzowanego 
jwiata rozszerzał. Wszystkim — a gdzież ich 
nie ma? - lubownikom dzieł jego, każda osobi- 
stości i życia nieśmiertelnego pisarza tycząca się 
wiadomość, obojętną zostać nie może — spodzie- 
wamy się więc, ze mieszcząc tu gtiwniejsze rysy, 
s najlepszej dotąd biografii jego przez Allana 
Cuningham napisanej, wyjęte, czytelnikom pi- 
sma naszego miłą czynimy przysługę. 

Urodził się Walter Skott roku 1771 dnia 
15. Sierpnia w Edymborgu. Ojciec jego uczony 
prawnik, potomek dawnej, z najpierwszemi do- 
mami Szkocyi spokrewnionej rodziny, był -zacny, 
pracowity człowiek, szacowny obywatel; lecz 
oprócz biegłości w swoim przedmiocie, żadnych 
gienialnych nie posiadał zdolności. Przeciwnie 
matka Elżbieta z domu Rutę ford, uważana 
l>yła powszechnie za wyższą nad pospolite nie- 
wiasty ; trudoita się naukami, i poezyą, i z naj- 
atawniejszemi naówczas poetami w Szkocyi, w 
ścisłej zostawała przyjaźni. Wpływowi i stara- 
niom takiej matki, Walter Skott, jak sam wy- 
snaje, nie tylko pierwsze rozwinięde władz 
umysłu swojego, ale i jego kierunek, pierwsze 
niejako zasady przyszłej swej chwały był winien. 

W drugim roku życia swojego upadłszy nie- 
azczęśliwie z krzesłem na ziemię, przez całe od- 
tąd życie chromym na prawą nogę pozostał. 
Przypadek ten wszakże nie miał innego wpływu 
na jego zdrowie; owszem, j«ik sam powiada, był 
sawsze nadzwyczaj żywem, 6gnistem i swawol- 
nem dzieckiem, tak, że go współtowarzysze i 
Starsi, małym djablęciem przezwali. 

W dzieciństuie sama matka była jego nau- 
czycielką ; "później poleciła go dozorowi niejakiego 
pana Adam. Ten nie tylko że w młodym Wal- 
terze żadnych szczególnych nie upatrywał zdolno- 
ści, ale go nadto 'd(» rzędu najmierniejszych uczniów 
policzył, twierdząc: że do niczego innego nie 
okazuje talentu, oprócz do malowania krajobra- 
■ów z natury. 

Jeden tylko sławny poeta Burns, lepszą o 
nim czynił otuchę, i prawic przyszłą jego chwałę 
przepowiedział. Pewnego dnia będąc w domu 
rod£iców Waltera wraz z kilku innymi przyja- 
cjołmi, po.itrzegł przypadkiem na krawędzi stoli- 
ka, przy którym zwykle młody Walter siadywał, 
napisanych ołówkiem kilka wierszy, które go nie- 
wypowiedzianie pięknością swą uderzyły. ^^Kto 



te wienso l^iisal ? - M|ty tul . Burns s wjkń^ 
knieniem. — Nikt z przytpmajrch . odpowiedzieć 
mu na to nie umiał, gdy młody Walter przybił* 
żywszy się nareście, wyznał z nieśmiałością, de 
on byt ich autorem* Natenczas Burns podnossąn 
duże, pałające oczy, któremi się odznaczał, i wio* 
piająe je w Waltera Skotta, rzekł do towarsy« 
szów : Pamiętajcie przyjafciele, że kiodyś na staroM 
wiele o tym chłopcu posłyszym* 

W szkołach największą zabawą Waltem 
Skotta było, opowiadać współuczniom rozmaiła 
powieści o czarach i duchach, które bądź sam 
wymyślił, bądź z skwapliwością uczył się od 
starszych; a uniesienia i ciekawość słuchaczów, 
wynagradzały go dostatecznie za wszelkie kaiy, 
które przez zaniedbywanie nauk szkolnych czę- 
stokroć śdągat na siebie. Ktokolwiek ma wyo« 
brażenie Szkocyi , nie będzie się dziwił tej tak 
wczesnej, namiętnej skłonności młodego Waltera 
do poezyi i bajek. Kraj ^en bardziej niż który- 
kolwiek inny posiada niezliczoną mnogość pieśni 
i powieści historyczno-gminnych. Każda skata, 
każda ruina ma swoją trądy cyą lub powieść; 
każdy las, każdy strumień, swoją osobną bal- 
ladę albo legendę. Walter Skott obdarzony 
z natury nadzwyczajną pamięcią, uczył ai^ icn 
wszystkich z łatwością^ i duchem się ich przej- 
mował. Wszedłszy jednak do Uniwersytetu w 
Edymburgu (roku 178^) oddał się z całą gor« 
liwością poważniejszym naukom, mianowicie 
nauce prawa, i postanowił dziecinnego swego 
upodobania w poezyi zaniechać. Lecz właśnie 
gdy się juz samemu zdawało, że przedsię- 
wzięcia swojego dokazał, ciężka choroba, ze 
zbytniego natężenia umysłu pochodząca, rzuciła 
ąo nagle o łoże, i ciąg prac uniwersyteckich 
przerwała. Lekarze wzbronili mu wszelkiej waż* 
niejszej nauki. Dla rozerwania się więc w nie- 
czynności, rzucił się z zapałem do czytania dziel 
lżejszej treści, poezyi, romansów i staroświeckich 
kronik, jakie się tylko w czytelniach Edymbur- 
skieh znalazły. Wszystko, co czytał, zlewało się 
pomimowolnie w jego umyśle, z tern, co kiedyś 
był słyszał z trądy cyi i pieśni gminnych; i z 
tych to dwoistych źródeł, powstało w wyobraźni 
jego to zadziwiające bogactwo poetyczno- histo- 
rycznych obrazów, a następnie i ta nieprzebrana 
mnogość dzieł, któremi świat cały zachwycił. -— 

Sam jednak Walter Skott, jak nie jeden już 
przed nim gieniusz, potłumiając światowym rozo- 
mem wewnętrzne ożywanie się ducha, usiłował 
łamać się niejako z przeznaczeniem swojem, i 
odzyskawszy zdrowie, znowu się z całą usilno* 
ścią prawnictwu wyłącznie poś\nęcił. W rokn 
1792 mając 21 lat wieku, został przyjęty w piH 
czet adwokatów w Edymburgu. Obowiązki no- 
wego stanu wypełniał gorliwie; lecz chociaż ob- 
darzony płynną i gładką wymową, i prędkiem 
rzeczy objęciem, niczem się w nim przed innenń 
nie odznaczył, wyj *** cn>ba, że gdy raz sta* 
wał w obroni^' ^^^rzonego atimn^ 



4rr 



•■ 



mai^wf BAgf jn sapden^ me tjlko ze Bwef^o 
klienta z narsocoMJ wiaj oes^idły leci nadto 
Mią poblicsnoiić i umjdk sf dsiwi do iex obfi* 
tjfeik rosrcewniL 

"W roka 1796 pojąt w BeBeristwo pannę 
Carpenter, pelni) safet i wdzięków osobę, 
która ran doić znaczny po«a^ przjniosia* W rok 
później, za wpłyuen familii, otrzjmał urząd Sze- 
vy€fa w hrabstwie Selkirk, z pensję 300 f. s* 
^2000 zltp*), na którym gorliwa praca, połę- 
eaona z niezachwiana mocą i zacnościę charak- 
teruy powszechnie mu obywatelska wziętoić i sza« 
annek zjednały. JTedna rzecz tylko zadziwiała 
^■razyatkich, to jest, ze pomimo suroMoj sprawie* 
dli\yo9ci, z jaką swój urząd sprawował, okazywał 
niekiedy szczegółniefszą stronność dla włoozęgó%ir 
i. strzelców, których przed nim o polo^rania na 
andzym eruacie sta\%iono. Bliżsi tylko przyja- 
eaele mioaego Szeryffa, umieli tę zagadkę rozwią- 
zać; albowiem nietajno im l»yio, ze nie mogąc 
nareicie pokonać w sobie poetyckich natchnień, 
wolne od zatrudnień urzędowych chuile, poezyi 
poświęcał, i w charakterze tego rodzaju w inowaj- 
aów^ rad noetycką stronę upatrywał* Niektórzy 
z przyjaciół Waltera Skotta usiłowali talent jego 
na klassyczną nakierować drogę, do nasladoMa- 
nia starożytnych lub tfuieźsz^j szkoły Popawier- 
azopisów zachęcić* Lecz Walter Skott, pomi- 
no całej swej czci dla starożytnych, czując wiel- 
' koać i potęgę poezyi żyjącej, narodowej, czując i 
I całą świętość powołania narodowego poety , prze- 
> jęty miłością i dachem podań i pieśni ojczystych, 
odpowiadał zwykle z uśmiechem uczonym przy- 
jaciołom swoim : „pozwólcie, aby na dzikiej ni* 
M'ie, dzikie tylko rozwijały zię k wiaty .^^ I z ta- 
kich to kwiatów, nie dzikich wprawdzie, lecz 
bujnych, żywych, ojczystych, splata się wieniec 
I chwały Waltera Skotta* 

Późno wszakże poetycki jego talent publicz- 
ności znanym być zaczął* W 26* dopiero roku 
. życia, ogłosił raz pierwszy drukiem dwie z nie- 
mieckiego przez siebie wytłumaczone ballady Bur- 
gera „Myśliwca i Lenorę, ostatnią pod ty- 
tułem Wilhelm i Helena, do własnego kraju 
atówjąc. Tłumaczenia te pełne ognia i mocy, 
ściągnęły naprzód na tłumacza wagłąd miejsco- 
wych krytyków, którzy go do dalszego pojstępu wr 
zawodzie Muz ośmielaU* Ciekaw*e są szczegóły, 
które sam Walter Skott tt przedmowie do osta- 
tniej edycji dzieł swoidi, o tych pierwszych 
owocach poetyckiej swej pracy, przytacza^ „Ma- 
jąc juz je podać do druku, słowa aą jego^ przej- 
rzałem obie starannie i poprawiłem, jak mogłem* 
Zęby Bią jednak pewniej o ich wartości przeko- 
nać, przepisałem obie na kilka rąk, na najpięk- 
niejszym papierze, i rozdałem osobom^ na któ- 
rydi zdaniu najwięcej polegać mogłem, nie mó* 
wiąc niejednym o drugich, i proaa^,. aby każdy 
z nich wszystkie wiersze, wyrażenia t słowa, 
któremu się nie podobają, Knlyką, poilabąjące aię zaś 
krzf zy&iem omaczyl. W kiłka dni adałem aię ku- 



leje do wszystkich moich sędziów, aby powierzone 
im ręko-pisma pozbierać. Lecz jakże zdołam opisać 
moje zmartwienie, gdy porówny wając je z sobą, uj* 
rżałem, że nie było żadnego wiersza, żadnego pra- 
wie słowa, przy który mby ten lub ów sędzia 
złowrogiej nie pociągnął linijki* W pierwszej 
chwili gniewu i upokorzenia, chciałem bjł wszy- 
stko w piec wrzucić; pocieszyłem się jednak 
wkrótce, uważając, ze wszystko prawie, co jeden 
lub drugi podkreśUł, trzeci lub czwarty właśnio 
krzyżykiem oznacz^/t* Widząc tę niezgodność 
zdań sędziów, postanowiłem trzymać się wła- 
snego, 1 poprawiwszy raz jeszcze, co mnie same* 
mu niedoorem się być zdawało, resztę bez %vzglę- 
du na linijki i na krzyżyki, zostawiłem jak było. 
Okoliczność ta acz drobna, tem dla mnie stała 
się ważną, że odtąd w całym ciągu następnych 
prac moich, wziąłem sobie za prawidło, aby w 
tem, co się ich poprawy tyczj^ło, nigdy ślepo na 
cudzem zdaniu, ale na własnem tylko przekona* 
niu polegać. 

We trzy lata po wymienionych, nastąpiło 
także tłumaczenie prozą tragedyi Gothego Got z 
z Berlichingen, i kilka oryginalnych ballad. 
Wkrótce zaś po nidi, pierwsze większe daieło,i 
które stało się podstawą chwały Waltera Skotta, 
jako narodowego pisarza. Byt to Zbiór ballad 
i pieśni gminnych, na pograniczu Szkocyi śpie- 
wnych. (The minstrelsy of the Skot* 
tieh border) we trzech tomach. Rzecz sama, 
i pełne ducha i głębokiej historycznej nauki przy* 
pisy wydawcy, uczyniły to dzieło pomnikiem aa* 
rodowtj chwały dla Szkotów. 

Sam Walter Skott niemniejszą do atego 
przywiązywał ważność: t aby swój zbiór jak 
najzttpełniejszym uczynić, przez kilka łat wszy* 
fttkie wolne od prac urzędowych chwile, poświję* 
cał niezmordowanym poszukiwaniom i poetyckim 
wędrówkom po kraju. Z kijem w ręku, aam, 
lub w towarzystwie jednego tylko przyjaciela, 
przebiegał najsamotnicjsze doliny i góry, wstę- 
pując dio każdej najubocscej chaty pasterzy, albo 
wieśniaków, i wyszukując mianowicie łudzi sta* 
rych, ed którychb? się mógi dawaych j^ai lab 
-miejscowych podań dowiedzieć* 

Nie dingo potem, w roku 1804, wydal Wal^ 
ter Skott własne, aie wielkie poema pod e. Sir 
Triatram, k tóre oprócz gładkiego wiersza i 
kilka pięknych obrazów, żadnych wyższych nie 
posiada zalet, i ztąd tez obojętnie pczyjęUm zo-> 
stało. 

W tyra właśnie czasie przypadła śmierć o^a 
jego (matka już w 1798 roku żyć przestała) czy-^ 
niąc Waltera Skotta dziedzicem dosyć znacznego 
majątku, pozwoliła mw oddać się swobodniej aluK 
bioaym praconr, f, co już oddawna było jegjo ży* 
ezeniem, obowiązków adwokata zam'echać* 

Pierwszym owocem odzyskanej swobody, ftyło^ 
obszerne poema w 6 pieśniach p» f. „Fieśń •atMf* 
tniego Minstrela^ (The liay of the lasl Mnutreł) 
w 1805 wydane, foema to pełno zapału, aiocy^ 



L 



Walter Skott. 

i Mslorjcin^j prawdy obraci^H' ; ujersajace r»- 
woicł^ prcedniiotu, kwitnąca iwieioidtf myali i 
nuzyczaa liarmoiiią mienia, równo z ukazaoien 
tic na świat, powszechny w Anglii całej lapał i 
■wielbienie wibtidiiło. — We Irfy lata po niem 
nastąpił nieszctupty zbiór oryf;iiialnTch ballad i 
puezyi lirycznych, i wnet po nich drugie wielkie 
poema p. t. Marmion, o kliłrem aam autor po- 
wiada, ie najlepsza i najgorsza jeg« poezy^ sa- 
wiera. Wi^kiz^ ez^ii lego poematu napisał w 
iebie Sądowej, za slotem .Szeryffa, w wolnych 
praerwach między wy słuch a niem slrou, a ogło- 
feseiiiem dekretu. Poraioio Mielu eurowycli raczej 
tuż iprawiedliwjch krytyk, do których to dzieło 
ałało się powodem, przyji^cie jego równie b)ła 
iwietae jak po przed tającego. Ale co sprawie- 
dliwie poecie największa chwałę zjednało, i imię 
jego nad witzyłtkicli wHpólcyjiiC3'cIt poetów an- 
frielskicłi poditio^a — Byrou jeszrze gtc byt oie 
zjawił — byto to ■ast^pujące po Marmionte poe> 
ma p. t. Pani Jeziora. (Th« Ł.ady of ihe lakę) 
W O pieśniach roku 1810 wydane, w którem 
gieniutz Waltera Skotia vieia przeczę nie najwj s- 
fizy auój punkt w poezyi osiagriiit. Umiał je 
uceni^ narud. W przeciągu iruch pierwszydi 
iiiieiięcy roskupiono 8000 exerapl»rzy, które au- 
torowi 7500 t a. (15000 dukatów) przynioał;^. 
Inne poemata Waltera Skulte, szybko po tubie 
w następnych dwóch Intaeh, jako to: Widzenie 
Don li»dryka (The YJsiiin of don Hoderik) 
1811. łtokeby 1813. Van wysep (Lord o f 
ihe Inlea) 1814; jakkolwiek chciwie czytane, ani 
w waiieaci, ani w ckwale poprzedzających nie 
doszły — i nożoaby powiedzieć, że w Walterze 
Skocie, sam tylko później autor Wawtrleja, au- 
torowi Pani Jeziitra dorówna). 



Z rain^e^ chinit^' posty, i jMayllDoić }eg« 
wzrasUla. Oprócz bowiem zwacMyoh docłMdiw> 
fct^« ■« piaota awoje paUnral, Mrzymat Mdtft 
urząd pieruszego Sekretarza p«y najWyżs^^ 
Sądzie w Edymburgit) t feąayą kilka tywęcyf. a. 
Wynopzącfl. łliejact to winien był Walter Skott 
względom sI'aM'Beg* Ministra Pitti, a Kiiaej włn* 
snym tatenf^n, kUre nn te wz^^y zjednały* 
T^mczaaem tak się zilariyło, ie włainie gdy 
jut Nominacya noweg* Sekretaraa podpisaną byi 
iniata, J.Iinisieryum Pilta niespodaianie upa^, i 
przeciwnik jeg(» Pox najwyiseą władzę otraymał^ 
RozMniiaiia powszeclinie, i aam WalterSkottmii*- 
nianie to podzielał, ze pnieznatzone jemu miej- 
sce, prayjdzie w ręce którego z gorliwszych 
Stronników nowego porKądku rrec«y. OmyloiM 
«ię jednak. _ Fox sprz«cxny z awym. psprsedni- 
kiem yv politycznych zasadacU, zgodny był * 
ocenieniu zasług wielkiego poety; i rzadkiM 
w dziejach angielskich przykładem, wtaMiIe od 
potwierdzenia ostatniego akta praeułego Mini- 
stra^ Boininacyi Waltera Skotta, urzędowami 
swoje rozpoczął. 

Do tego czasu Walter Skott posiadając Bn&j 
własny dom w mieście, lalo zwykle -w najętym 
w okolicach miasta przepędzał. Wzrastająca 
szybko zamoznoaó pozwoliła ułu wreście dogo- 
dzić najgorętezemn jnż oddawna życzeniu, naby- 
cia dziedzictwem dóbr ziemnych, któreby mógł 
sam oprawiać, i podług upodobania ozdobić. 
Starożytny zamek Abbatsford, wspaniała go- 
tycka budowa, niedaleko Edymbniga, nad brze- 
giem rzeki T«-edu, w pośrodku zielonych łak 
położony, siał się własnością poety. Miejsce to, 
jak sam Walter Skott wyznawał, miało czaro- 
dziejski wpły*v na umysł jego, i siłę w nim 
twórczą wzmiigalo. Jakoż sama okoliczna piok- 
ność naiiiiĄ, oprócz przydanych oidiih sztuti; 
otaczające doin zielone smugi, wspaniała rzeka 
wzdłuż wjniosłych marów płynąca: cienis)*' 
drzena, po wielkiej części ręką samegoż Wal- 
tera Skoda sadzone; błyszczące po nad niemi 
golyckiego dicliu wieżvczki;' widne w pobliżu 
poważne ruiny stawnego opactwa Melrozii, i 
tiiż po nad domem wznoszące się górv EiJdo- 
nu, z których, jak sam Waker Skott" powiada, 
pipudziesiąt najmniej miejsc, rówine w historyi 
Szkockiej jak w poezyi sławnych, za jednńn 
rzutem oka dojrzeć można było; wszystko to 
połączone razem czyniło Abbotsford siedliskiem 
godnem narodowego poely Szkocyi. 

Tam to Walter Sfcatt w rolniczych zatru- 
dnieniach szukając wypoczynku i rozrywki po 
umysłowych pracach, zaczął nową epokę swo- 
jej chwały, która zarazem w liieraUrrze całego 
świaiB nową i wielką epokę stanowi. Kłowa 
lu o jego romansach. '- 

(Ciąg dalszy nastąpi.) 



Nakładeu 



diukł 



Ernesta Giintera 



(aed.CiecliiiltkJ.) 



Przyjaciel Ludu. 



Rok diusri. 



No. 7. 



Lescni), dnia 15. ^iefpnia 1835 




Klasztor 00. Paulinów na Ja.sn^j górze Czpstochow sklej. 



Gdf pobozDj Hiszpan, id^c la zwyczajem 
ojcńw, do Kompostellł, a gorliwa Włoch do sto- 
licy Pioird i. Mędruje, aby w miejscach Ijch 
•lyn^cych z łask boskich, pociechf dla serca 
swego ccerpaó i za^zewai uą do pobożności i 
cnoty ; lud sławiański z wszystkich okolic od- 
bywa pielgrzymki do Częstochowy, gdzie od 
wieków stoi świątynia, czci Boga Rodzicy po- 
świecona. Liczne pamiątki i ofiary krńlAw i 
wonzńw, najlepszym są dowodem, jak oni w rńz- 
nycb przygodach, doznawszy szczególniejszej po- 
mocy Boga-rodzicy, slawq się uwieńczali. Tu 
Zygmunt III. i Władysław IV., jeszcze naten- 
czas królewicz, zwycieztwo adnieHione pod Cho- 
oimem (IGSŁl) potęźn^ pomocy Boga przypisy- 
wali. Tu włainie nieszczęśliwy Jan Kaźmierz, 
dwudziestoletnia wojn^ od nieprzyjaciół znęka- 



ny, wróciwszy z Szląska, sławnym owym związ- 
kiem tyszowieckim, sztandar oswobodzenia 
kraju, zalanego przez Szwedów, z dzielnym het- 
manem Czarnieckim, szcięśliwie podniósł i 
rozwinął (1661), Tu Jan III. w przejeździe 
swoim pod Wiedeń, wypraszał od Rzadzcyiwia- 
lów owo gloJne nad Port^ Ollomanską zwy> 
ci^zlwo (1683). Tu hetmani po świetnych try- 
umfach bnławj Bwa i kosztowne dary wśród 
dzięków składali, a nieprzeliczone tysiące ludu, 
z różnych krain i narodów, razem się zmawia- 
jąc, opuszczają dotąd domy i rodziny swoje, o 
głodzie i nędzy z ochota tu wędrują, i w czd- 
łych łzach i rozrzewnieniu z pociechą odchodzą. 
„Niedaleko granic Szląska, mówi Swięcki w 
Opisie starożytnej Polski, dwie mile ku zacho- 
dowi od ak&l OlszlynUf wznosi się wiekopomak 



50 



i sla^roa męzoą niegdyś od nieprzyjacielskich 
najazdów obrona Jasna góra. .Nieznaczne z nad: 
płaszczyzn Warty, skalistej góry wzniesienie się, 
dochodzi do tej wyniosłości, iż kościół i kla- 
sztor na tejże zbudowany, o cztery mile spostrze- 
gać sie daje. ®) Przystęp do tego miejsca nie 
jest ani przykremi wąwozami, ani też wielkiemi 
lasami zasłoniony: od wschodu rozległe nad 
Wartą łąki i pastwiska, uprawne pola, w po- 
iród których w niewielkiej odległości zajęło swą 
osadę miasteczko Częstochową starą zwane: 
na południe podobnie płaszczyzny, na których o 
kiika staj kościół St. Barbary stoi. Od północy 
i ku zachodowi od Szląska, wznoszą się żyzne 
pagórki, a nad niemi panuje ś\iięta i od tj^lu na- 
rodów ®®) z pobożnością czczona. Jasna góra* 
Grunt tego miejsca jest z skały najt\) ardszej, a 
przystęp zewsząd tak otwarty, iż podstępnjący 
pod tę twierdzę nieprzyjaciel, żadnej .bLsko o 
małą milę zasłony nie znajd uje»^' 

W l4i^yn\ wieku już bjła Jasna góra słynną, 
albowiem w roku 1382 sprowadził na nią Wła- 
dysław xiążę Opolski, rzadzca Rusi czerwonej 
postanowiony od Ludwika Jkróla, obrazN. P. Mr, 
unosząc go od bluźnierstw Tatarów z zamku 
Bełzkiego, gdzie od Leona xięcia ruskiego z Ca- 
rogrodu pozyskany, z czcią złożony zostawał. 



przyjaciół aztormy wytrzymały. Umocniona, ja- 
koby wieszczym duchem Władysława Częator 
chowa, stała się niezadługo ważną w dziejach 
narodu. Gdy karól Gustaw, król Szwedzki, zdo- 
był za Jana Kaźmierza stolicę państwa, i wzmóc-* 
mony przejściem na stronę swą licznej szlachty* 
o przywłaszczeniu sobie korony polskiej zamyśla?^ 
dał rozkaz (1655) Generało>«i Millerowi, aby do- 
bywał Częstochowy, której skarby były dla 
Szwedów wielką ponętą. 150 żołnierzy liczyła 
wtedy załoga twierdzy. Wezwani Zakonnicy do 
poddania sio, odrzucili haniebne warunki; na- 
stąpiło oblężenie. Stanął na czele zakonników^ 
Przeor ich, X. Augustyn Kordecki, a mę- 
żny Stefan Zamojski, miecznik sieradzki, którj 
w murach klasztornych z rodziną swoją przed 
prześladowaniem nieprzyjacielskiem znalazł schro- ': 
nienie, zatrudnił się dozorem nad rozporządze- 
niem i rozstawieniem dział. Kordecki folwark 
klasztoru i domy miasteczka zapalić nasamprzód 
kazał, aby nie były nieprzyjacielowi zasłoną* 
19. Listopada rozpoczął Miller dobywanie twier- 
dzy, a przez dni 38 nieustawało strzelanie i rzu- 
canie kul ognistych. Oblężeni ufając jedynie w 
pomoc boska, odpierali szturmy, i codziennie roz- 
legały się śpiewy na cześć N.M. P. z wież, wśród 
odgłosu przygrywającej muzyki. ]\ie pomogła 



Kościół z klasztorem wybudowany, oddał zakon- sprowadzona przez Millera ciężka Artylera z Kra- 



iiikom, żyjącym podług ustaw S. Pawła Eremity, 
których z Węgier sprowadził. Władysław Ja- 
giełło, z dzieł pobożności sławny, przybudował 
od północnej części wspaniałą kaplicę, w której 
irftarzu, z hebanu wyrobionym, złożono obraz 
3V. M. P. ozdobiony licznemi już ofiarami przód* 
ków. Maciej Łubieński, Arcybiskup Gnieźnień- 
aki i Prymas państwa, wiele się. przyłożył do 
npięknienia tak kaplicy, jako i kościoła, a by- 
stre oko Władysława lY., troskliwego o zakła- 
danie twierdz i zbrojowni, wybrało miejsce to 
ii'ażne, poczęści już staraniem 2>akonRik6w, eba- 
"wiających się podobnych napadów, jak doznali 
od Czechów podczas wojny Hussytów (1430)^ 
gdy kościół z klasztorem z bogactw złupiono, 
sam nawet obraz M.M.P. na drzewie malowany 
z świątyni wyrzucono i znieważono (dotąd zna- 
mienite są na Iwarzy obrazu częstochowskiego 2 
Uizny mieczem zadane) na warownię od granic 
Sżląskich*, Z rozkazu i kosztem króla wznie- 
siono te mocne mury z basztami«i wały, które 
niegdyś tak fizezęśliwie mnegich i -strasznych nie- 

*) Ztąd tez nazwisko góry zapewne pocliodai, jak 
tt^ierdii X. Kordecki w dziełku; Nova Gigaiuoma- 
cliia. Gracoviae 1655. 8. — Lud utrzymuje, iź miej- 
sce to- jsDstałb dla tego nazwane Częstochową, ii' 
często i to od dawtiycli csasów, chowało, słuiyło 
SA schronienie dla wofsk, przed licznie jszym nieprzy- 
]Acielem. 

**) 3*)awni kronikarze a- pomiędzy nimi It ro- 
ni er, wsporaiilają^ ii' Rusini, Litwini, Źmudziacy, 
Prudacy, Kaszuby, Kroaci, Dalmaty, Węgrzy, mie- 
•okuScj Dacył i Mołdawii, Albańczycy, Morawcy, 
Salązacy, Czechy i Sasi,, częste do Częstochowy od- 
bywali pielgrzymki* 



kowa: w dzień Bożego narodzenia przypuszczona 
szturm główny; lecz wszystkie te usiłowania nic 
szkody nie zrobiły, prócz matycli w muracli wy- 
łomów. Ożywieni oblęźeńcy uczynili wycieczKC- 
pod Piotrem Czarnieckim, stryjecznym bratent 
sławnego Stefana, który stawiać się mężnie nie-* 
przyjacielowi, tak b}ł szczęśliwy m, iż do odstą* 
pienia wrogów przymusił. Mężna ta Jasnej góry 
obrona ^) wznieciła duclia w pognębionym klc<» 
fikanti narodzie, i ośmieliła do utworzenia stawne- 
go Tyszowieckiege związku* 

W roku 1702 oblegał Częstocliewę bezska* 
tecznie Karól XII.: a mężna jej obronę podczas 
Końfederacyi barskiej i w nowszych czasach, za* 
chowała historya jako pamięci godne czyny wo* 
dzów ówczesnych. 

Sam kościół, równie jak kaplica N. KI. P. no* 
szęc cechy odległej starożytności, zajmują zawsze 
wędrownika; utrzymywane sę bowiem w dobrym 
stanie i porządku. Sławnym był skarbiec koóciołn 
CzęstocbowsKiegp, będ^e tyłu królów i panów 
polskich, jako i zagranicznych darami pomno* 
żony; lecz dostarczając nieraz zasiłków na po* 
trzeby kraju, znacznie się przebrał: z broni na« 
wet pozawieszanej 'pn ścianach^ a ówiadcząci| 
a nabożeństwie i dzielności dawnych ryce« 
rzów, w czasie przecł^odu wojsk francuzkich^ 
wiele ubyło. Czuły Fr. Karpiński odwiedzając 
Częstocbowę w przejażdżce aw^ do Krakowa^ 

*) Opisują to obszerniej Stanisław Kobicnycłi 
Pal. Pomer. Obsidio Ciari montis Czcnstochoy, W 
Gdańsku 1769» 4. — i wspomniano £ordec)Biega 
dciełko» 



51 



tak Bif o Biej iTjraza w liście do XłfSDej San- 
gaaakowej: 

,^daie si^» ie na Jasnej ^órse stoi owa 
Drabina, o niebiosa wsp:irta Jakubowa, 
Po które-' aniołowie wstępują i scIioHkj ; 
^ Święte posiy I "łowicka a Bogiem swoim goH/ą. 
Ci zbierając łzy, któie niewinność w^lewii, 
Albo komu wyciśnie ncdi.i niecierpliwa, 
Lecą 8 nitmi do góry jednem oka nigniciiiem, 
Gdzie je Bósiwo litosne swera sn««y wejrzeniem. 
Inni z nieba z^icpirą, i czynią ofiarę 
Tcgo£ nieba, ką miłość, n» dnieję i wiarę." 



Zakład narodowy imienia Ossolińskich. 

(Koniec.) 

Kurator naukowy zarządza na potrzeby bi- 
blioteki dochodem, równie z dóbr funduszowjch 
corocznie płaconym, jak z zapisów Hr. Worcol- 
lowej, Kopystyiifikiego, Pawlikowskieg^o, Choło- 
niewskiego, i wszelkim, który na przyszłość je- 
szcze przybyć może. Wyobrażając więc Zakład 
naukowy w całej obszerności naukowego zna- 
czenia, kurator naukoMy ma ze stopnia swego 
tierM^szeństwo przed ekonomicznym, i jest opie- 
unem bibUoteki, zwierzchnia władzą nad usłu- 
gującymi, stróżem dobrego porządku i wyko- 
nawcą ustaw: jest umocowany do wydawania 
stosownych przepisów, mianowania, przyjmoM^a- 
nia i oddalania od usług osób do bijblioteki przy- 
jętych, i ma dozór nad właściwym księgozbio- 
rem, i nad wszystkiemi z nim złączonemi sztuk 
i umiejętności tyczącemi się zbiorami, nad dru- 
karnią 1 gmącliami na nią przeznaczonemi. 

Płace roczne dla osób przy bibliotece umie- 
szczonych, wyznaczył założyciel następujące : dla 
Dyrektora 1000 złt. r. dla kustosza 700, dla pi- 
sarza 350, a dla dwóch służących po 144, i 
na odzienie tymże po 100 złt.r. m. k. Jednakże 
liczba urzęcfników bibliotecznych i ich płace 
mogą być pomnożone, w razie, gdyby się fundu- 
sze powięKszyły. Rząd biblioteki i władza nad 
urzędnikami onej, powierzoną jest Dyrektorowi 
pod zwierzchnością kuratora naukowego. Dy- 
rektor z przybraną pewną liczbą wf^pólpracowni- 
ków, obowiązany jest Mydawać dziennik nau- 
kowy, którego nazM'isko dotąd było: Gzaso-pi- 
smo naukowe, i którego dotąd 5 tomów w S^o 
wyszło. Na wpółpraco^rnikow do niego zostało 
wezwanych wielu światłych mężów. — 

Zęby zaś cel Zakładu n. im. Ossolińskich 
w całej osnowie do wykonania był przywiedzio- 
nym i utrzymanym, ustanOMił założyciel zastęp- 
ców potom.s*twa (Repraesentantes posteritatis), któ- 
rych obowiązkiem jest, czuwać nad teui, aby 
obydwaj kuratorowie, Młożonych na siebie po- 
ininności dopełniali, i zakłady funduszowe razem 
z dobrami, w stanie jak najlepszym utrzymyM ali* 
W szczególności zaś wymaga Założyciel ich przy- 
tomności i współdziałania przy wszystkich waż- 
niejszych czynach Zakładu tyczących się. Te- 
raźniejszymi zastępcami potomstwa są: Stani- 
tiaw Hr. . Dunin-BorkowsKi, Tytus Hr« Dziedu- 



szycki, Izydor Pietruski; Adam Rościszewski i 
Xawery Hr. Wiesiołowski. 

Wiele liczymy ZakładÓAv naukoMych w mo- 
harcliyi Austryackiej, ale żaden nie może się 
chlubić tym zaszczytem, jakim Zakład n. im* 
Ossolińskich we Lutowie, chełpić się ma słuszne 
prawo , zostając pod szczególniejszą opiekf 
J. C. K* A. Mości; albowiem Ossobńs&i w mo-> 
enem przekonaniu, że oświecanie wszystkich lo- 
dów, berłu najjaśń. Cesarza i króla Imci pod« 
ległych, uwagę i staranie w Bogu spoczywają* 
cego Franciszka I. zajmowało, ośmielił się przy 
podaniu swojego Aktu fundacyi Zakładu nauko* 
wego, do najwyższego potwierdzenia, upraszać 
najjaśń. Pana, aby raczył Mraz ze swojerai 
następcami ogłosić się tejże bibUoteki najwyż« 
szym protektorem. Cesarz Imć przychylając się 
łaskawie do tej prośby, raczył fundacyę potwier- 
dzić, protektorat na siebie pi*zyjąć, oraz publicz- 
nym władzom i sądom nakazać, aby się wszy- 
stkim w tej fundacyi dla nich przepisanym dzia- 
łaniom urzędowym poddały. Na mocy M'ięc 
ustaw swych Zakład n. im. Ossolińskich, podlega 
tylko wprost Rządowi krajoMemu i wydziało>%'i 
Stanów Galicyjskich, od wszelkich innych władz 
i urzędów hędąc niezawisłym, i jako oddzielny 
urząd uważanym, a kurator naukowy, obowią- 
zany jest co rok składać rachunki Wydziałowi 
Stanów, które mu na nie wydają absolutorium. 

Na zachowanie tej wysokiej dla Zakładu 
Ossolińskiego łaski w pamięci wdzięcznej na- 
rodu, dzień oktawy ś. Franciska (12. Pażdzieinika) 
obchodzony bywa w bibliotece uroczystem po- 
siedzeniem, na którem kurator naukowy, albo 
w zastępstwie jego Dyrektor Zakładu, w rozpra- 
wie publicznie czytanej, uwielbia ojca poddanych 
sobie narodów, za to wyświadczone naszemu do- 
brodziejstwo, oraz oddaje hołd winny jego wy- 
sokim cnotom jako i gorliwej nauki miłości. 
Przytem zdaje się w tej mowie publiczności 
sprawa z rocznego zarządu biblioteki, jej wzro- 
stu i stanu, przy wspomnieniu ze sprawiedliwa 
wdzięcznością imion obywatęlów, którzy &i^ w 
przeciągu czasu przychylnymi temu naukowemu 
Zakłaaowi i hojnymi w wspomożeniu jego oka- 
zali. Podobna jeana mowa, zawierająca zdanie 
sprawy z czynności bibliotecznych od roku 1827 
aż do roku 1833 była drukowana w Czasopi- 
śmie naukowem z roku 1833 zesz. 8, str. 64 — 82. 

Obywatele, którzy dotąd Zakładowi n. im. 
Ossolińskich przychylnymi okazali się, już to czy- 
niąc mu różne zapisy, jużto zasilając go znacznemi 
darami, w książkach, rycinach i medalach, prócz 
wyżej wspomnianych Hrab. Marcelli Worcello- 
wej, Xięcia Henryka Lubomirskiego, Wincentego 
Kopystyńskiego, Józefa Benedykta Pawlikow- 
skiego i Xawerego Hr. Chołoniewskiego, są: 
Adam Rościszewski, Piotr Paweł Berezowskie 
Rubczyński, Zakrzewski, Gosłaszewska, Fryd. 
X. Lubomirski, Ignacy Hrabia Krasicki, Stan. 
Bochdan^ Hrabiowie: Leon Potockie Józef Łe« 

7 



) 



wieki^ Teofil Ziitmki, Leon Bzewnski, bracia 
MrozoM-iccy z Sokoł&wki, racizca nadwanir 
.Slutterheim , Artur Rr. Poiocki, Daniel Fried^- 
leia, Gross " -.-.-_- 

lery, Ro£d 
bert^SoIisti 
taj Dyzma 
DzieduBzyc 
Po Jror 
dna 17. M 
inirski, jal 
Ją{ BadzAr 
ucyjskie, i 



Suhak, czyli K 
Maja 1526 rokir, porecily Gnallwrtowi Pawli- 
kowskiemu, naÓMCzas c. K. BadwoMeinu Sekre- 
tarzowi w Wiedniu , wybrawszy go z grona 
•bywateti swoich, aby zbiory naukowe Ossoliń- 
■kiego na rzecz Galicyi edeorat i apisaf, co tez 
w przeciąga 11 niespełna miesięcy uskuleczwo- 
nem zostało* Spi& tych skarbów narodowych 
■porz^dzony, zabezpieczył niejako zbiory Osso- 
lińskiego «d Szkody; w 52 pukach częściowo 
nadchodziły poarłki z Wiednia do Lwowa, i 
wszystko w ciagu roku 1827 przen iezionem 
zostato. Tu w suchym niejscir, rozstawione w 
szalach naprędce skleconych, w tym samym po- 
rządku, w jakim w Wiedniu rozstawione były, 
tak, iż każda książka na każde zawołanie mo- 
gła być natychmiast znaleziona i ż^dającemn 
podana. 

Suhak, rzyli Koza IHcraińska. 
^any ludzia na Ukrainie i na Podola bardzo 
dobrze jeszcze pamiętają, zabiegająca dawniej ze 
■tep Beśsarabskich kozę dzika, pospollcii 



....... "'""■ 

kiera zwan^ Dziś przy większem coraz zalu- 
dnieniu nawet Beśsarabskich i Nowo- Ross jjsk ich 
•bazar<»Tr, i łam już się stała rzadką, a zatem 
ten mni^ daje się widzieć x te^ strony Dniepm 



eza Ukraińska. 

i Dniestru. W dawniejszych czasack kiedy Sii- 
haki w większych gromadach w sąsiedztwie PoU 
■ki się uwijały, zapędzały się niekiedy pojedTncto 
aż na Padole, Tam wpadłszy między licznie 
pasące się owiec trzody, mieszały się z niemi, i 
nieprzelęknione nowycli towarzyszów widokien,. 
wspólny z niemi pokarm pożywały. Przy nad- 
chodzącej porze wiectoinej, kiedy już trzoda na 
nocleg wracała, postępowały z owcami Suhaki, 
jakby d« nich należące. Po kilku dnucji takie- 
go obcowania, już były ugłaskane^ i można je 
było za swojskie zwierze uważae'. 

Dziś dla poznania Suhaka, trzeba eię dalej 
na wschód zapuszczać, wzdłuż brzegów morzft 
Czarnego i Bzowskiego. Jest to samo zwierzę, 
o którem Buffon pod imieniem Sajga wspo- 
ńina, a które Pallas pod tymże samym imię* 
niem naj d u k ładniej w podróżach swoich opisał. 
Snhak należy do rodzaju Antilepów, czjli 
Gazel. Ma wzrost i kibić Sarny, rogi w kszlal* 
cis kozłowych, ale światłe i przejrzyste. Kolor 
sierci rudawo-siwy, ten właśnie, który W ko- 
niach dereszowatą maścią nazywają. — Głoi po- 
doboy do owczegOł Błąkają się jeszcze Sohaki 
liczoemi trzodami po tatarskich stepach, fani, gdzie 
gmnta łuysuchste, gdzie pratrie nie ma wodyj s 



63 



OgtoSniczj zakład w Medyce; 



wamt^ami tńłęj soG ń^móa aie okrawa. Ta- 
kowa M bardzo lubią pozjiva(!, ait bowiem im do- 
d'aje. Wreszcie pokarmem ichaę, Fiotnuj^Lebtod^^ 
Macierzanki, i ione aromatyczne ziore, których 



ztadzeDia nedowidcacegff awierza^ poliij^ ^^ ^i*^ 
TaiKajr, w auhakowe tkÓrj odziani, f tak gru- 
bym podstępem daj^ się uwieać Suhaki. 

Z tych wszyalkich powyzasych uwa^, btwtr 



zwierza, przerzawiOBy zostat w o&(^icach Beaaa- 
rabyi i Ukrainy, i wypada wnosić, ae i w łiycE 
krajach, ^d«ie eie jeaccze obficie znajda/if^ i&d 
Suhakńw w kiólkin oaaaio^ d» azcicta wyt^ 
piony będzie- 5. U. P» 



wonią mifso ieli tak bywa przejęte, ae prawie 1 aobie wy ttumaczyć ^ w jak> epos^ te& gatnnek 

niejaaalnćm si^ staje. — Równie jak n wielu — ■' — ~— ~i— — — -.~ł .- «&^;..»i. n<,.^— 

innych zwierząt, przyrodzony instynkt i przeczu- 
cie Diebespreczeństway nadały Suhakem zwyczaj 
-nrysiawiaoia airazy, aa każdem nnejscu, gdzie 
trzoda spoczywać zBmyśIa, Itak,, gdy się wszy- 
stkie pokłada na ziemię, kilkoro z nich przeclia- 
Aębją się do kota, i te nie prędzej się poToza, 
az gdy między leżacemi, inne pobudza, kłócę 
wtenczas nawzajem siraz zdaj^ aię odprawiać. 

Mimo tej ich oilrożnojci, niema łatwiejsze- 
go polowania jak na Sitaki. Oioć w pierwszym 
impecie żaden chart im nie wydoła, prędko 
ustają w biegu, i prawie bez tchu padają na 
ziemię. Powióre, tak sa delikatnej natury, że 
lada jakie zadraśnięcie biegać im przeszkadza, a 
od lekkiej juz rany giną. Potrzecie nakoniec, i 
co najdziwniejsza, (bo się to mtędzj zwierzęty 
rzadko trafia) lak słaby majf wzrok, że skrada- 
jącego się do Bich myśliwca, zwłaszcza przy ma- 
miącym aiońcU} często nie postrzegają, i tak żyw- 
cem nawet bywa^ poj.mame* Dla jewni^szego 



.Ogrodniczy xakład w Medyce.. 

Medyka loile^a wie!,, należąca do G\t'allierta 
Paw Uko w i kiego, byłego c k. nad^romego Sekre- 
tarka w Wiedniu, męża wielce biegtego w rze- 
czach krajowych, miłośnika nauk, i sziuk nado-- 
bnych znawcy doskonałego, — leży w ubwodzia 
przemyskim, w Galicyi, przy glćwnym gościacu 
ze Lwowa do Krakowa prowadzącym, » II mil 
od pierwszego oddalone. Szanowny w lajciciel 
onej, przekonany o wielkich korzyściach, jakie- 
dla całego kraju, dla calćj ludzkości z aaprowa- 
dzenia ogrodnictwa, tak u nas zaniedbanego, wy- 
pływają, od czasu, jak stale mieszkać w niejpo- 
cz^> catejni aiłaaii atant si^ o zagrawadźeiu* 



94 



wzoroTi'€go gospoclarstwa w •n'ych obszernych 
ilobrach^ a od czterech lat zaprowadzit ogrodni- 
czy zakiad w Medyce, i zaisto nie" tylko obcy z 
najodlegtejszych atron od>viedzający, zdnmieMają 
ftie ftad nim, ale i sam założyciel ujrzał starania 
swoje obficie wynag^rodzonemi. Ogród, Mygoday 
dom mieszkalny otaczający, jest bardzo rozległy, 
a przy zakładaniu onego, więcej uuaźano na po-^ 
iytek, niz sama tylko zaba>«c; mieści w sobie 
cieplarni i pomarańczami ośm, prócz inspekto- 
wych skrzyń mnóstwa, do rozmnażania kwiatów 
i roślin przeznaczonych; w skrzyniach tych ana- 
nasy w gruncie bez ogrzewania zimują* Rycina 
tu załączona, przedstawia widok wewnętrzny cie- 
plarni 'roślin pasożytnych, między temi Wanilja, 
tak trudna dotąd do hodowania, tutaj pnie i całe 
ściany kora obite zupełnie okrywa; nadzwyczaj- 
nie zadziwiają przychodnia różne gatunki palm. 
W powszechności w cieplanii roślin pasożytnych, 
utrzymują się rośliny sposobem, ile byó może, 
najwięcej' do przyrody zbliżonym. Szkota ogro- 
dnicza, jedyna w naszym kraju, od czterech lat 
dopiero założona, co rok bardziej się podnosi; 
w bieżącym roku liczy przeszło 20 uczniów, którzy 
teoretycznie J praktycznie sposobią się do wszel- 
kich oo^rodniczych zatrudnień i robót, tak w cie- 
plarniach i inspektach, jako też w gruncie samym, 
ucząc się hodowaó i pielęgnować różne gospo- 
darcze, farbicrskie, lekarskie i warzy wne rośliny, 
drząwa owocowe, które tu w najlepszym gatunku 
i rodzaju z najlepszych sadów niemieckich, fran- 
cuzkich i angielskich sprowadzone i rozmnożone 
znajdują się, krzewy przyswojone, zimę naszą w 
gruncie wytrzymujące i t. d. i\ic prawie niezna- 
czaca oplata za wikt, pomieszkanie i opranie, 
rocznie leduie 6 czer\%onyćh złot. za jednego 
ucznia wynosi. Kurs szkolny trwa od 3 - 4 lat, 
podług różnego usposobienia uczniów, którzy po 
ukończeniu nauki, z wszelką korzyścią zagranicz- 
nych ogrodników zastąpić zdolni będą. Nauka 
ogrodnictwa teoretyczna i praktyczna, wykłada 
się w języku polskim, prócz tego uczą się czytać 
pisać, liczyć i pierwszych zasad religii. — 

pierwszy spis roślin w pomarańczami i szklarni 
ogrodu medyckiego chowanych, wyszedł z druku 
we Lwowie u p. Pillera w bieżącym roku (8<^e 
str. 37). Nazwa roślin w trzech językach: ła- 
cińskim, niemieckim i polskim, jest My rażona, a 
ceny ich daleko są niższe, niż za granicą; prócz 
tco nabywający je w kraju, oszczędza koszta przy- 
wozu, a długą podróżą nie wystawia na zagładę 
rośliny. Niebawem wyjdzie drugi spis, krzewów 
i roślin gruntowych, tudzież drzew owocowych 
zimę na^zą w gruncie wytrzymujących, a w ogro- 
dzie medyckim znajdujących się, oo niezawodnie 
sprawi przyjemność miłośnikom tej pożytecznej 
gałęzi gospodarstwa, a nie małą stanie się ko- 
rzyścią dla krajowego ogrodnictwa. 



Wspomnienie z wojny Szwedzkiej 

w roku 1656. 

Roku 1632 zginął w bitwie pod Liitzen 
Gustaw Adolf, król Szwedzki. Po nim otrzy- 
mała koronę j«go niedoletnia córka Krystyna. 
Urodzona z talentami, kształcona do tronu, poka« 
zała charakter oryginalny i poniekąd dziwaczny. 
W dwudziestym dziewiątym rokn życia swegfi 
zrzekła się panowania, na korzyść swego ciotecz- 
nego brata karóla Gustawa. Między Janem Ka« 
zimierzem, królem polskim, a Karolem Gustawem 
trwały odziedziczone zatargi względem panowa- 
nia nad Szwecyą. Nie był Jan Kazimierz tak 
silny, aby mógł nawet pomyślić, że wróci kiedy- 
kolwiek do tego państwa przodków swoich ; ztąd 
podpisywanie się królem Szwedzkim i pieczęto- 
wanie herbami Szwedzkiemi, było bardziej upo- 
rem, aniżeli rozumnem pilnowaniem prawa. Ka- 
rol Gustaw mógł był na ten upór dziecinny cał- 
kiem nieuważać, ale on właściwie chciał i po- 
trzeba wał wojny: chęć wynikała z jego cha- 
rakteru i usposobienia, gdyż był porywczy, chci- 
wy sławy i panowania, a przytem odważny i 
nadzwyczaj przebiegły ; potrzeba wojny płynęła 
z ówczesnego stanu Szwecyi: jeszcze od Gusta- 
wa Adolfa istniało za liczne wojsko, było pełno 
wysokich urzędników, wielu mężów w poli- 
tyce i dyplomacyi bardzo biegłych, a w młodzie- 
ży gorzała żądza sławy ojcowskiej, chęć doka- 
zywania z mieczem w ręku po obcych krajach- 
i chciwość władzy nad innemi naroJami. Trze- 
ba dodać, że przy takiem usposobieniu mieszkań- 
ców, uboga Szwecya miała skarb zupełnie pusty. 
Wypadało zatem tiylać się za granicę i albo moj- 
ną coś nabyć, albo przez wojnę wniszczyć za- 
ród wojny. 

Dokąd oręż obrócić? było pytanie. Car mo- 
skiewski mógł był wystawić dwakroć sto tysię- 
cy wojska, elektor Brandenburski, jako członek 
państwa niemieckiego, miałby pewną pomoc w- 
Cesarzu, król duński miat silę i wielu sprzymie- 
rzeńców ; jedna więc z państw północnych pozo- 
stała Polska. Jej rząd był podówczas nieco 
podstarzały, w stosunku do innych Europejskich, 
a niepokazywat zawiązku odmłodnienia, ztąd 
naród czynit słabym; prócz tego Kozacy pod 
Chmielnickim i Moskale pod Carem Alexym Mi- 
chajlowiczem, zajęli już połowę krajów polskich. % 
Wziąwszy podpis i pieczęć za pozór, Mysłat Karol 
Gustaw w 17000 wyska, Feldmarszałka Wittem- 
berga z Pomeranii do Polski, a potem sam dru- 
gie tyle przyprowadził: w krótkim czasie został 
panem Poznania, Warszawy i Krakowa; wszy- 
stka szlachta podała protokularnie do akt grodz- 
kich, że chętnie przyjmuje panowanie Karóla Gu- 
stawa, sami tylko chłopi tu i owdzie opór czv- 
nili. Jan Kazimierz uciekł do Szląska, i siedział 
w Małym. Głogowie. Nie długo atoli ciągle do- 
kazywanie wojska Szwedzkiego i rabo^vanie ko- 
ściołowi naprzykrzyło się wszystkim: powstała 



33 



konfederacja Trwotriecka, na ktirej czele stanął 
wielki %T0J0Miiik Stefan Czarniecki (nie Czarnec- 
ki jak wielu iny mawia). Od tego czasu zaczęły 
aię boje uporczywe. Wtenczas dopiero dały się 
krąjoMi czuć namiętności obcego żołnierza.^ Ra- 
bowano^ palono wszystkie wsie, miasteczka^ i mia- 
sta: po obozach Szwedzkich zapijano kielicha- 
mi koscielnemi; markielanki robiły sobie stroje 
z komży, dal maty k i ornatiw. Wysypali się z 
lasów Cyffani i łupili do reszty i zabijali. Cho- 



sakoDnicy; we wielu okolicach panowała moro- 
wa zaraza, w niektórych tez ludzie z głodu umie- 
rali. W tym stanie Polski armia SzMedzka pod 
do>vództwem xi^zęcia Adolfa Jana^ w odwrocie 
ku Prusom, zbliżyła się pod Mogilno. Donieśli 
stpiegoMie, że jeden kasztelan z niewielka licz- 
bę szlacluy i dwustu chłopami^ obwarował się 
w zamku gołanieckim, i z niego zamyśla szko- 
dzić Szwedom. Xiąźę Adolf Jan posłał oddział 
jazdy, aby zamek odebrać przez^nkłady ; ale ka- 
sztelan odpowiedział, ze chce zginać w murach i 
kazał dawać ognia. Przybyło więcej Szwedów, 
zaciągnięto cztery działa i bito w bramę, aż zo- 
stała strzaskana. Polacy z ręcznej strzelby bro- 
nili jeszcze długo przystępu, ale wycięto palisa- 
dę, położono most przez fossę i opanowano dzie- 
dziniec. Zaczęta się rzeź okropna: po kątach kryły 
się panie, które przed wojną uszły^ z nieobron- 
nych. wiosek. Zbladło, nieme z oczekiwania śmier- 
ci, niepokazywały prawie życia. Na ich szczę- 
jSciP na\vinał się Szwedzki Jenerał-Major Było w, 
a był to człowiek dobry i łagodn;c; wziął je tedy 
pod swoją protekcyą i odprowadził do xiążęcia, a 
ten je bez' okupu puścił. Resztę co tylko odchy- 
cbało, padło trupem, tak, że ani jednego jeńca 
nie zabrano, ani też nikogo nie puszczono. ^ Ci co 
się schoM-ali pod dachy i w kominy, spłonęli w po- 
żarze, który obrócił zamek aż do iundamentu w 
perzynę. Stało sie dnia 30. Kifiifetnia 1656 roku 
według nowego kalendarza. Posunęła się armia 
Szwedzka ku Chodzieżowi, ale za otrzymaniem 
wiadomością ze Czarniecki dąży do Poznania i chce 
to miasto Szwedom odebrać, wróciła się do Ro- 
goźna, a potem posunęła się do wsi Jabłkowa. 
Czarniecki przyszedł w istocie pod Poznań^ zastał 
przedmieście (zapewne Środk^ w płomieniach : nie 
* miał ani hidzi ani Artylleryi do szturmu, i Mziął 
kierunek ku Gnieznu. Dnia 7. Maja ruszył Adolf 
Jan na spotkanie Czarnieckiego^ i zastał jego jazdę 
w lesie pod Kłeckiem. Prawe skrzydło polaków 
uderzyło żwawo na lewe skrzydło Szwedzkie ; je- 
dnakże odparte zostało^ i wciągnęło w odwrót ca- 
łą linia bojową. Xiażc Adolf posuM ał działa z 
Sozycyi na pozycyą ł zepchnął Czarnieckiego aż 
o Dziecimiarek. *Tu lewe * skrzy dło^ polaków 
eparło się o staw i bagna ; rozpoczął się bój Ar- 
tylleryi ze stron obudwóch. Naprzród polska jazda 
caz pa laz. wykonywała szarże cząstkowe z wiel- 



kiemi okrzykami, a potem cała linia natarła wstę- 
pnym bojem. Przemogła jednak Szwedzka Ar- 
tyfierya* Polacy mnsieli sie ustępować, ale zno- 
wu przyszli do porządku : colałi się uporczywie i 
przez niejaki czas trzymał! atanowisko we Msi 
Dembnicr* Makoniec oparłszy swoje lewe skrzy- 
dło o jezioro, weszli do lasów Czeniiejewskich i 
Sociągnęli do Wrześni. Srnedcy antorowie po- 
ają, że ich w^ojska położyły 2500 trupa. Wezpa- 
zyan ]iochowsłu\ znany w literaturze, a który w 
tym dniu dwa razy był ranny, miał padać tylko 
30 zabitych^ ale to zapewne ze szlachty. Bolesji<^ 
nam bardzo, iż jego dzieła nie mamy pod ręką. 
Jak w tym samym roku Jan Amos Komeniuss 
Leszno na rozlew kr^vi wystawił, to już kto inny 
w Przyjacielu Ludi£ opisał. J. M. 



O życia i pismach Waltera Skofta. 

(Ci%g dalszy.) 

W roku 1811 ukazał się w szrankach poe^ 
zyi Angielskiej^ gdzie dotąd Bard Szkocyi pier^ 
wsze miejsce trzymał, nowy, młody, olbrzymi 
zapaśnik, Lord Byron, który wnet po zjawie- 
niu się pieiwszego poematu swojego, nie uwła-- 
czając dawniejszej chwale Waltera Skotta^ 
pierwszym poet^ wieku okrzyknionym został* 
Zdanie to sam Walter Skott podzielał. Lec£ 
jak dalece podła, nizkim tylko umysłom wła-^ 
ściwa zawiść^ obca była duszy obu tych 
wielkich ludzi, najlepszym tego dowodem jest 
pełna wzajemnego szacunku przyjaźń, która 
ich wkrótce na całe życie złączyła.- Ztem 
wszystkiem Walter i^kott, czy żeby nie stać \r 
trudnym z przyjacielem zawodzie,, czy własna 
Myobrażni^ na wolniejsze pole nęcony, zaiiie- 
ehawszy rymowych poezyi więzów,, w innej jc 
odtąd formie, z duszy swej wynieśó przedsięwziął.. 

Pier^vszym owocem tego przedisięwzięcia był 
romans histoiyczny, „Wawerley albo 8zkocyft 
przed sześódziesiąl laty^ w roku 1814 bezimiennie 
wydany. Zęby pojąó nadzwyczajne wrażenia ^ 
jakie w całej Anglii uczynił, i sławę którą 
pozyskał, pomnieć należy, czem przed Walter 
Skottem,. w literaturze był romans.. Skażony 
moralnie pod piórem płochych, rozwiązłych, dow- 
cip nad wszystko przekładających francuzów; 
w samej Anglii nawet, gdzie się pi^zeciwuse 
eałkieHL prawie moralną strona natmy lud^kiej^ 
drobiazgową historyą uczuć serca, i kreśleniem 
charakterów zajmował; urojone tylko, z gminu 
najczęściej Mzięte wyprowadzając na scenę oso- 
by, przytem rażąc dziwnośdą i niepodobieństwem 
romans pogardzony prawie, najniższe w litera*- 
turze zajmował miejsce. Poezya, historyą, mo«- 
ralność,. wszelkiego z nim zaparły się pokre- 
wieństwa. Opinia okrzyknęła* go. i^ażicieleinr 
serc, fałszerzem wyobrażeń młodzieży.. W tym 
stanie poniżenia ujął si^ go Waltez Skott ^ £ 



1 



36 



I 



wtaime na ijA trois^eh zasadacli : poezTi, hW 
•torji i morab^ prawdy, wielkie ©dl^i «aa- 
czeaie roniaiiMi w litarafnrze, i w opinii wzic- 
toić jego ngrimtowaŁ Wielki poeta, oijwezjm 
tchem gieninazn wypTOwa<lzaji|c z grołm dawne • 
czasj i Indzi; m-ielki histeryk, głęboki bada£s 
serca i natury łódzkiej, we wszystkich nawet 

Eioetyckich zmyśleniach, prawdę historyczna i 
iłdzka, żywo i nieskazenie zastisowaŁ^ Żtad tez 
nie juflko własne romanse, obok nąjwzmoślej- 
azych poezyi historycznych postawił; lecznadto^ 
jak z j«daej strony wyobraźnię poetów na nowe 
pda historycznej prawdj wprowadził; tak też 
s drogiej piszącym dzieje, nowy sposib poetyc- 
kiego ich mykładu pokazał. 

Nie jest bynajmniej zamiarem naszym wcho- 
dzić tu w ściślejszy rozbiór i ocenianie szcze- 
gibiych dzieł Waltera Skotta, to jednak, coś- 
mr powiedzieli, potrzebnem było, dla pojęcia w 
ogóle charaktem i zasługi pisarza. Po zjawie- 
niu się Wa^erleya, rok w rok^ z zadzimaj^cą 
szybkością następujące po sobie nowe dzieła te- 
goż samego, nieznajomego antora: Astrolog, An- 
tykwaryusz, Rob-Roy, Purytanie Szkoccy i^ t. p. 
chwałę jego do najwyższego^ stopnia podniosłjr, 
i rozdrażniły ciekawość publiczności, niezdolnej 
przeniknąć tajemnicy, kto był tym wielkim 
nieznajomym, jak go poM'szecbnie nazwa- 
nol Rzecz dziana, że gdy juz w reszcie 
Europy, żadnej w tym względzie wątpliwości 
nie było^ fedy, w. Francyi i w Niemczech 
wszystiue powyższych dzieł tłumaczenia imię 
Waltera Skotta nosiły; w Anglii, w samym 
nawet Edymburgu, naj^%iększa o tćm. pano- 
wała niepewność. Dzienniki napełniały się do- 
mysłami, raz temu, to znów owemu, z najzna- 
komitszych pisarzów autorstwo Wawerleja przy- 
znając. Nie opuszczono i Waltera Skotta; mnie- 
mano tak i owak, pisano za i przeciw ; lecz nikt 
pewnej prawdy dojść nie mósł. Ci nawet, co 
go z blisKa znali, widząc z jaką gorliwością bez 
przerwy i obowiązki Sekretarza na sadach, i 
urząd Szeryfa wypełniał; ś^i^iadomi, jak czę- 
stych gosci w Abbotsford chętnie przyjmowat, 
jaK się gospodarstwem i ogrodem zatrudniał; 
jak się od żadnego obiadu, polowania, lub uczty, 
na które był zapraszany, nie uchylał: widząc 
nakpniec liczne prace literackie, które w tymże 
czasie pod swoim imieniem wydawał: ^) pojąć 
nie mogli, ażeby siły jednego człowieka mogły 
na tyle wystarczyć, iżby mu jeszcze autorstwo 



i tak szybko nast^njącyili po ala 
romansów^ przyznać można było. 

Sam Walter Skott tymczasem, byt milczącym 
i obojętnym na pozór śmadkiem wałki, wjUra 
się o jego dzieła i imię toczyła* Wziąwazj z 
razu miaskę bezimienności, aby nabytej już paezyą 
chwały, w nowym zawodzie na szwank nie n»- 
razić, zatrzymał ją, w idząc, że tajemnica otacza* 
jąca autora, urok dzieł jego w publiczności po- 
większa. Zapytywany nieraz od przyjaciół, od 
samego nawet króla Jerzego IV« nmiał aię zawsze 
zręcznie od przyznawanej mu chwały uchylić* 
Niespodziewane dopiero nieszczęście, które go w 
roku 1826 spotkało, przymusiło go nakoniec, iż 
się sam publicznie jedynym autorem Wawerleja 
i wszystkich dzieł a%i'oich ogłosiL 

Wydawca wszystkich dotychczasowydi pism 
Waltera Skotta był zięgarz Edymburski, imie- 
niem Gonstabłe, równie z bogactw^a jak z rzetel« 
ności znany. W ręku jego znajdował się cały, 
millionowy, z tych właśnie pism zebrany majątek 
Waltera Skotta; który też z swojej strony peM*^ 
nym będąc tak wieikiego mienia, nieszczędzit 
wydatków, i aby nie ściągać korzystnie umie* 
azczonego kapitału, zwykłym w Anglii zwycza* 
jem, osobne na siebie obligi ^derzydelom swoim 
wydawaŁ Trwało to przez lat dwadzieścia* 
Gdy nagle w roku 1826 skutkiem omylonych kil* 
kil MJelkich spekulacyi, dom Constahla niespo* 
dziewauie zupełne bankructwo ogłosił. Okropny 
to był cios dla Waltera Skotta. Nie tylko bo* 
^iem że cały owoc dwudziestoletniej swej pracy 
w jednej chwili utracił, ale nadto sam, jak ae z 
rachunków pokazało, ogromną summę I2(MMM) £ «« 
(240000 czerw, złotych) wierzycielom SM^ym dłu- 
żnym pozostał. Z tem wszystkiem zniósł mę* 
żnie niezasłużone itieszczęście. Gdy mu o bank* 
rucmie Constahla doniesiono — wiemy to od na- 
ocznego świadka tej sceny — zbladł, ująwszy s^ 
ręką za czoło, kilka minut stał nieponiszony. 
Ale nagle zarumieniła się ogniem t>varz jego; 
i jakby wewnętrzną natchniony pociechą, te sło- 
wa z głębokiem wzruszeniem do obecnych po- 
wiedział: „Bolesne, okropnie jest stracić nagle 
całą nagrodę pracowitego życia, i z dostatków 
przyjść do gorzkiego ubóstwa. Ale — dodał pod- 
nosząc rękę do góry — jeśli mi Bóg miłosierny 
jeszcze lat kilka życia i zdro^^^ia użyczy, spodzie- 
wam się, że wierzyciele 'moi uskarżać się na mnie 
nie będą. — 

(Koniec nastąpi.) 



♦) Życie Dry^ena, Swifta, wraz z nowem wy- 
daniem dzieł obu i prEypisami do nich Waltera 
SkotLa« — Nowe wydania dzieł kilku innych autordw 
poliiycrnćj treści. — Bitwa pod Wateiioo, Poema. 
Siaroźyinosci Angielskie i Szkockie etc. 




95 



Nakładem i drukiem Ernesta Giintera w Lesznie. C^cd« ClechdóskiO 



Przyjaciel Ludu. 

Rok dru^i. JNO. o. Leiza o, dnia 22. sierpnia 1835. 

Olirona Trembowli. 



raz* 



58 



podsi Wlenia przykład pKedstawiają nam dzieje 
w Zofii Chrzanowa ki ej I podczas obl^ienia 
Trembowli. 

Lubo po śmierci króla Michała Korybuta 



wieni nieastrazzoną odwag^ą słabej niewiasCyi pf zy* 
sięgli wraz z wodzem bronić do ostatka twierdzj« 
Zajęto się naprawa murów ^ wszędzie widziano 
Chrzanowska czy nitą i przywodzącą; ttytrzyma- 



(1673) uwolnił Jan Sobieski, zwycieztwem pod | »« nazajutrz zamachy Turków, tf pod wieczór 
... pokoju uczyniła bohaterk<i, pokrywszy piers swą zbroją. 



Chocimem kraj od warunków ohydnego 
Buczackiego; wkrótce jednaK wzmocniony 
Mahomet lY., ciągnął z tłumami swej dziczy w 
polskie krainy, a wódz jego Seraskier Ibrahim 
zajął Lwów i obiegł twierdzę Trębowlą, wprzó- 
dy, nim król dowiedział się o wkroczeniu wojsk 
tureckich do Polski* Doznała Galicya na nowo 
wszystkich srogości wojny; stanęły wsie i mia- 
steczka w płomieniach, zabierał Turczyn bezbron- 
ny lud i pędził w niewolę: chronili się raoźniejsi 
do twierdz i zamków, unosząc życie i wolność. 
Dowodził wtedy w Trębowli Samuel Chrzanów- 
aki nielicinej załodze, poMi'ększonej nieco przy- 
była z okolic szlachtą. Dumny pohaniec \i*ezwał 
go, aby się poddał, grożąc, iż jeśli do żądań jego 
nieprzychyli się, sam uporowi swojemu winien 
będzie przypisać śmierć niehybna. Osiwiały w 
usługach kraju wojownik, zwołał załogę, i przez 
posłów przybyłych. Wezyrowi oświadczyć ką- 
sał, iż stopy ziemi najezdnikowi dalej postąpię 
niepozwoli, i raczej w gruzach twierdzy z wier- 
nym legnie żołnierzem, nim onę podda^, Obra- 
żony Ibrahim szturm do zamku i razem de przy- 
ległego klasztoru przypuścić kazał ; łecz z znaczną 
stratą odparty, cofnął się nieco, aby nowe rety 
do szturmu prowadzić; ale i te ustąpić iimiały* 
Wtedy srogą przysiągłszy zemstę, piece w obo- 
zie zakładać nakazał, aby łać eiężkie działa, na 
jakich do oblężenia zbywało; opasał oraz mia- 
sto, przez kilka dni bezustannie do niego strze- 
lając. Tymczasem gdy z jednej strony mężni 
wojownicy z wałów twierdzj śmiertelne na nie- 
przyjftciuł wymierzali ciosy, z drugiej strony 
biegfi starcy i niewiasty do stopni ołtarza, że- 
brać niebios pomocy. Wkrófce jednakże zabra- 
kło oblężonym na żywności: żołnierz noc i dzień 
czuwaniem na wałach strudzonpy, załedwo zdołał 
już odpierać nieprzyjaciela, najstarsi nawet wo- 
jownicy obawiali się szturmu, albowiem wyłom 
w murach miasta bardzo był znaczny, a nieprzy- 
;^ciel coraz nowe szykował hufce* PoMiększała 
trwogę znaczna Hezba szlachty z okolic z żona- 
mi r dziećmi przybyła; trzydziestu z nich nawet 
powzięło zamysł nalegania, aby twierdzę w ręce 
nieprzyjacielowi wydać, byleby im wohio wyjś<S 
pozwolił. Zona ChrzanoM'skiego dowiedziała się 
o tem, i widząc męża wąchającego się i powąt- 
piewającego o dalszej zamku obronie, sranęła 
wśród naradzających srę Modzów, uzbrojona, w 
dwa puginały, „Tą bronią tobie i sobie, rzekła 
do męża, odbiorę żyne, jeżeli poddasz pohancom 
Trębowlęf Na miłość Boga, ojczyzny i wiarę 
. małżeńską zaklinam cię mężu! szanuj wiek sę- 
dziwy ,^ spędzony na* usIiigacK kraju^ i dzieciom 
twoim zostaw nieposzlakowane fmię.^' Słowa te 
przeraziły obecny clr, jedni siali niemi^ inni zdzi- 



na czele ochotników wycieczkę, zmieszała szyki 
nieprzyjacielskie i kilku zabranych jeńców przed 
mężem staU iła. Ożywione Wojsko z ochotą zno- 
siło trudy i głód: wkrótce także nadciągnął król 
Jan z posiłkami, i oswobodził przytomnością i 
męztwem niewiasty zacho\%aną twierdzę. 

Miasto Trembowla leży na pograniczu Podola^ 
nad rzeką Święcą, pomiędzy pasmem gór, na 
których wznosi się nad miastem spustoszały izii 
zamek, sławny obroną Chrzanowskiej. JNielito** 
ściwy czas ocalił z niego tylko trzy warowne 
baszty i mury, z strzelnicami do nich przytyka* 
jącemi. Góra, na której szczątki zamRU stoją^ 
jest niezmiernie spadzistą i z trzech siron pra-' 
MJe niedostępną : widać jeszcze niejakie ślady 
ważkiej drogi, wiodącej krętemi ścieżkami da^ 
zamku. Za twierdzą na równinie Święcą obla- 
nej, widać czworoboczne okopy tnreekie, za nie- 
mi budowle miasta* Kościół Karmelitów, leżący 
na lewym brzegu Świecy, jest umocniony gru*^ 
bym murem i basztami, do którego bezskutecznfe 
szturmowali Turcy. BibKoteka klasztorna posia- 
da ważny rękopism t. jr Dyaryusz oblężenia Tre« 
bow Ii przez braciszka jednego podczas oblężeni* 
spisany. 

Odwaga Chrzanowskiej posłużyła za 
przedmiot P. Knbłickiemu do napisania Opery^ 
pod nap. : Obrona Trembow li^ wrystawianej częstO' 
na Teatrze w Warszawie.^ 



O języku łacińskim. 

Pomiędzy wszystkiemi narodami, Rzymfanfe 
tem szczególniej wsławili się w historyi, że naj- 
większe na ziemi utworzyli państwo, i cały pra-- 
wie porządek świata zmieniń. Kie była to mon- 
golska atbo tatarska straszna nawała^ żadnego 
prócz spustoszenia nie zostawiająca po sobie śla* 
dn; ałe naród, który fizyczna i moralną potęga 
tak przeważne na Europejską cywiHzacyą wy* 
warł działanie, że ta dotychczas z jego wpływir 
nsamowolnić się nie może. 

Wszystko na świecie zmfennem foczy u^ 
kołem; runął pakoniec ów koios, który tyle 
wieków przetrwał r ale jak ruiny ogromnegir 
zamkił, dostarczają materyału do wzniesienra licz- 
nych, poziomych budowH, tak M roztrzaskanego 
Rzymskiego gmachu, powstały liczne romańskie 
języki, biorące dotychczas awćj zasiłek z Łaciny^ 

Jest to oczywistym dowodem morahiej prze- 
wagi, że lody zwycięzkie, porzuciwszy swą mo* 
wę, takiej uległy assymilacyi, która je w jedno- 
rodne ze zwycięzonemi przeistoczyła ciało* Nie 
dość na tem^^ narody nawet odleglejsze, jak 
s% ałowiańakie^ a poez^ści germańskieir 



5d 



InSo nie doznatj tak urielkiego ^plj^^n Ła* 
cinjy i zatrzymały aw6j ojczysty język, pokazuje 
jednakże zbyt widoczne iiady przewag cywili- 
cacyi Bzynskiej* Wpływ ten dwoma szczegól- 
niej apowszechnit się kanałami; to jest za pomo- 
ce świeckiej i duchownej władzy. 

WiadomOi ze wyobrażenia prawne najlepiej 
afc u Rzymian rozwinęły; zt^d prawodawstwo 
Rzjmskie, służyło i służy dotychczas wszystkim 
narodom ) za główna zasadę ich towarzyskich 
at^aankówy dla zabezpieczenia ich domowej i pu- 
blłczoej szczęśliwości. Ale dziwniejsze i cudo- 
wniejsze jest duchownej władzy działanie! nie- 
bieakai chrześciańska. nauka, w innym ob- 
jawiona języku^ przyjmuje formę Rzymska, i 
przez ten dopiero powszechny organ, w całem 
fachodnim świecie zaszczepiona zostaje. Te d\>ie 
okoliczności najwięcej się do tego przyłożyły, że 
ięsjk łaciński, po zgonie narodu, trwał nieprakty- 
kowanjm sposobem , odradzając się jak nowy 
fenix ze swych popiołów. Tą drogę krzewiła 
aię oświata w Europie : temu zbawiennemu M^pły- 
wowi winna była Polska dzwignienie się z pier- 



•ta, ktśremu stosownych braknje materyałjw, nie- 
dokładne utworzy dzieło; tak podobnie i pisarz 
nie znający gruntownie i z reguł swego języka^ 
ani myśli swojej wydać, ani jej duchem geniu- 
sztt swego ożywić nie potrafi. 

W starożytności grammatyka obszerniejszy 
miała zakres ; obejmowała bowiem prócz nauki 
języka, retorykę, poetykę a nawet historyę i filo* 
zofię, to jest,^ prawie wszystkie wiadomościi do 
obrębu filologii teraz należące. 

Najsławniejszymi u Rzymian badaczami jęzj« 
ka, którzy dotychczas * za podstawę granimaty* 
cznej budowy słusznie sę uważani, byh' Festus, 
Priscianus i Donatos. W średnich wiekach 
Skali ger i Yoss^ tudzież ów w dziejach szkol- 
nych tat osławiony Al w ar, postrach młodzieży 
a oraz kamień probierczy zdolności uczniów i 
najgroźniejsza skała, o które rozbijały się mierne 
talenta. Z tych głównych dzieł namnożyła się 
nieskończona liczba podrzędnych grammat)k, do 
użytku szkół zastosowanych; ztad owe tysięczne 
edycye Alwara i Donata w rozmaitych narodach| 
mianowicie w państwach katolickich; albouiem 



wiaatkowego barbarzyństwa, i swój wysoki sto- protestanjbkie mwł^ swoich Melanchtonów 



pień oświaty za czasów Zygmuntów. I jeżeli się 
atuszaie pochlubić możemy, że posiadamy język 
bogaty, dobitny, 2 swobodny, wszystko to powie- 
kazej części winni jesteśmy t^j szczęśliwej dążno- 
ści i zamiłowaniu starożytnej literatury pierwszych 
naszych naukowej niwy uprawiaczy. Jakoż zga- 
dzają się na to prawie wszyscy uczeni, że język 
polaki na formach łaciny wykształcał się, że się 
jejmęzkim duchem zasilał i wolnego od niej na- 
był polotu. I w istocie z porównania tych dwóch 
języków, ważne dla obu wyciągnąć można wnio- 
ski, mogące posłużyć do wyjaśnienia ogólnych 
wyobrażeń i prawideł mowy ludzkiej* 

Daję się w*prawdzie słyszeć głosy przeciw 
językowi greckiemu ; ale nikt jeszcze nie powa- 
żył aię targnąć na upowszechnioną w uczonym 
świecie mowę Rzymską; kiedy więc niezaprze- 
czona i historyczna dutąd jest prawdą, że do 
gruntownej i prawdziwej oś\«iaty, znajomość Ła- 
ciny najpewniejszą toruje nam drogę, to nie mniej 
pewna, że grammatyka do jej świątyni po- 
dwoje nam otwiera; staranne więc cviiczeuie mło- 
dzieży w tej nauce, najpewniejszą jest rękojmią 
prawdziwego oświecenia. Albowiem nie mar- 
twem kościotrupem jest teraz nauka języka, ale 
żywym obrazem mowy ludzkiej, w której się 
najlepiej duch narodu objawił; nie są to oschłe, 
urywkowe i pamięć tylko obciążające reguły, ale 
w pewną, systematyczną całość ujęte praMidła, 
wskazujące nam najkrótszą drogę do poznania ro- 
zumu ludzkiego. Jest to praktyczna logika, uczą- 
ca nas myśleć i iiinioskować. W tym razie jest 
grammatyka dla nas, matką wszystkich nauk, 
kluczem, otwierającym nam przysionek do ich 
wspaniałej świątyni. Prawda, że wszystkie nau- 



Ko men i uszów i innych. 

Po wzniesieniu się Akademii Krakowskiej, 
zaczęli uczeni jej członkowi ie, przewodniczący na« 
ó wczas edukacyi młodzieży w całiy Poijsce, wy« 
dawać dla swych szkół grammatyki, jako to 
Stanisław Zaborowski, Wojciech z Szczebrzeszyna 
Niedzwiedzki i Piotrowski. Ale po opanowania 
szkół przez Jezuitów, Alwar zupełną wziął prze« 
wagę, i utrzymał się przy niej aż do' upadku tego 
przemożnego zakonu, mimo słabego oporu Pi* 
jarów. Później' ta niewdzięczna niwa, długo le« 
żała odłogiem, aż dopiero w naszych czasach za* 
częto w różnych stronach zajmoMać sie jej upra- 
wą. Wszystkim tym tak użytecznym* przedsię- 
wzięciom, chlubnie przewodniczy K. Trojański 
Professor Akademii Krakowskiej. 

Wiedząc, jakie jest mnóstwo dzieł tego rodza- 
ju w innych krajach, niestety! z żalem wyznau 
musimy, że w tym w^zględzie jesteśmy jeszcze 
ubodzy ; chętnie zatem zwracamy uwagę Pu- 
biłcznośri na najnowszą tego rodzaju pracę, to 
jest: Grammatyka Łacińską, wydaną przez An* 
toniego Poplińskiego w Poznaniu, kfóra 
prostym i systematycznym układem, gruntownem i 
filozolicznem zgłębieniem budowy języka, przed- 
stawia najważniejsze po różnych dziełach roz- 
proszone językowe badania. 



Wielkie działo z pod Kadyxu. 



W czasie wojny Cesarza Napoleona w Hi- 
szpanii, gdy Francuzi oblegali Kadyx; bardzo 
im byto trudno posunąó podkopy pod to miasto 
z powodu, że Angielskie okręty działami sweml 

t. ^ , ^ , ^ ^ przystępu do niego broniły. Uczuli więc po- 

i uczą myśleć^ i rozwijają władze człowieka; trzebę dział, któreby sięgały do miasta, o 9C0O 



ale jak malarz nie znający farb użycia, lub arty- i kroków od szańców francu^k!ich oddalonego. Ia« 

s 



żenieruM-w Frautue^' ytymyitili nitwy radiąfliałt- 



HJKpanie zdobyli te dziata : postaAiili jedno 
X nich w Ksiljxie, na pamiątkę swyciestiia, dru- 
f^e tai darowali \ięciu W «l lin glonowi, kłńrr go 
iHt^pit Xięcia Bejculowi (później JeriBiiu IVO; 



len saa kazał je umieścić w ogrodzie publicznym 
-w Loodynie (St. Jamea}, f^dtie je auloc lego At- 
tykutu w roku 1830 widział. £. R. 



Koij 



i ói 



Jak niemasz n*roJui kt^regoby dzieje po- 
esflkowe, nie byty połączone z WiŻBemi bajecz- 
aemi i aiepewnemi powi«Jciann\ a czasem, nie 
zawierały dziwacznyoli i nadzM-yciajnych wy- 
darzeń; tak tez Die ma pewnie okoljcy, w kl&« 
tilbj uJa kr^yłjr tusliuiie powieści, s utt do- 



L u B as z u. ^..<.,^^/.,»v,.. 

UBt ludo podawane, (ysi^cinie przekształcane, a 
może^ pod zasłona ukryu-ajacrt iaioln^ prawdę. 
Im piękniejszy, powabniejszy kraj, tym więcej 
•znajdujem tępo rodzaju powieści. Kióż nie sly- 
azat o owycli siraszpych duchach w gdrach ól- 
brzjBich, łiercyhakich i t. d. po dzi» dzień je- 



62 



fiscze politttoj^cych ? Do takich okolic należy I irodkowa nasjwa sie Krzjkową-Giril* Na 



(akie wiei Lu ba sza pod Czarnkowem, Kro* 
nika labaska, opowiadając o okropnych spustoszę- 
Blachy jakie tu niegdyś z niedościgijrch przyczyn 
^Aiewu jakiegoś bóstwa, wydarzyć się miały, 
wskazuje rozlegle bagna, w ktiryeh zapadłej 
świątyni dzwony, w pewnym czasie, dzisiaj je- 
szcze podziemne swe ludowi óaji^ słyszeć głosy. 
Ttt szeroka alea, prowadząca po dolinie wśród 
gęstwin i zarośli do zamku, naprzeciw świątyni 
niegdyś lezącego, zapadłszy się, ścieżkę tylko 
wody bystrej i głębokiej wśród bagna zostawiła. 
Zamek sam znikł także, i tylko pozostał ogro- 
mny kopiec, dotąd widzialny, na którym niegdyś 
ów gmach pyszne swe wznosił szczyty i wieże; 
dzisiaj zaś nie zostawi! innego śladu po sobie* 
prócz odwiecznego dębu, osłaniającego niegdyś 
jego mury, a teraz świadka tylko zniszczenia i 
Irwogk Po* dziś dzień zamieszkuje albowiem to 
miejsce zakonnik, który o północy tylko pokazu- 
jąc się okaptorzony, z paciorkami w ręku i 
zwieszoną głowa, wolnym krokiem zwiedza wszy- 
stkie zakątki, i dlatego skoro północna wybije 
godzina, nie przyjdzie tu już bez strachu i drże- 
nia mieszkaniec Lubasza* Rozliczne światła za- 
palają się tam, gdzie świątynia stała, a szmer 
wyniosłych topoli, w zaciszu rozłożystych i ponu- 
rych jodeł, zdaje się oddawać przytłumione pie- 
nia duchów pobożnych. Skoro więc milczenie 
całej natury rozsieje po ciemnych gajach swą ci- 
szą, kiedyś nie kiedyś, przerywaną wolnem koły- 
saniem się jeziora, i przerażh*wyni krzykiem pu- 
szczyka, głęboki jakiś dreszcz przechodzi śmier- 
telnych, i' każe im opuszczać te miejsca przez 
duchów zamieszkane. Lecz dokądże zwrócić swe 
kroki? Oto droga prowadząca na wyniosłe 
góry. Aleć i tu szumiące drzewa, szmer ncieka- 
jących strumyków, nowe przedstawiają widma, 
a tysiące o nich wspomnień, trwożą mieszkańca i 
okropne przyw^odzą mu na myśl powieści. Dla 
tego też kończę, woląc się ndać do rzeczywiste- 
go opisu. — Lubasz, niegdyś nad odnogą jeziora, 
Ateraz nad łąką, w kształcie dokładnego półkola 
pąlożony, łączy to wszystko, cokolwiek okolicę 
uprzyjemnić może. Z strony pólnjcnej, otaczają 
go różno kształtne, wysokie góry, z których nie- 
zmierzone okiem równiny, łicznemi wioskami osa- 
dzone, pięknym i wspaniałym bawią oko wido- 
kiem* Rpzległe jezioro, wciskając się pomiędzy 
górzyste cieśniny, odbija w* swem zwierciedle ró- 
żno tarbne pagórki i gaje, śpiewaniem niezliczo- 
nego mnóstwa ptasząt ożywione. Góry te, w 
różnym kierunku się rozchodząc, różne staro- 
dawne noszą nazwiidia. Jedna odnoga p^łnocnc^ 
zachodnia, pod imieniem Babicy, tworzy ogro- 
mny wat czyli okop^ który na pierwszy rzut oka^ 
liiedobytą, od j^trony północiiej robi z Lubasza «x i 

tuierdzy, i w tej postaci mniej lub więcej prze- • ^ • 
rywanej, przeszło sześć mil ma długości. Druga ir..i.. 

odnoga łączy się z wyniosłym brzegiem rzeki 

Motecie i nosi n^a^wi^ko Biesiadki, Trzecia 



czwartej zaś mniejszej, noszącej imię Krasnej^ 
zbudowany jest kościoły na obrazku wystawionr* 
Miejsce to czarujące, już najodleglejszym przod- 
kom naszym lube być musiało; albowiem niezli- 
czone urny, które z szczątkami kości i popiołów 
ludzkich tu się \Vykopują, dowodzą, iż było w 
najdawniejszych czasach miejscem pochówków i 
modłów. 

Podług pewnych wiadomości, *) kościół, kt6« 
ry obrazek wystawia, juz jest trzeci i nieza« 
wodnie okazalszy od pierwszych dwóch na tćm 
miejscu niegdyś wystawionych. Jest on w for- 
mie krzyża, w guście pięknym, stylem nowym, 
znacznym nakładem z cegieł zbudowany. Za« 
raz za cmentarzem założony jest obszerny ogród 
dziki czyli park, w którym piękne i rozliczna 
ganki, powabne miejsca spoczynku, nie tylko 
przyjemną czynią przechadzkę, ale dla swych 
różnych odmian, zajmują oko przechodnia, i stara- 
niem dziedziczki dóbr Lubaskich J.W, kasztel- 
lanki Miaskowskiej coraz nowych nabierają ozdób* 

X. D. 



O życiu i pismach Waltera Skotta, 

(Koniec.) 

Niektórzy z tych wierzycieli, dotknięci sran* 
tnym losem poety, chcieli inu dobrowolnie poło- 
wę należności odstąpić. Walter Skott nie przr- 
jął ofiary, owszem przymusił wielu z nich do 
wzięcia tymczasowo w zastaw jego xiążek, ata* 
róży mości, ręko-pismów, i kosztowniejszych 
sprzętów, które- posiadał; sam zaś wziął się na 
nowo do pracy. Ale niestety ! wielka jest różni- 
ca między pracą poety z wolnego natchnienia 
idącą, a praca do której go potrzeba przynagla* 
Prawda ta daje gi^ postrzegać w następujących 
odtąd dziełach Walter Skotta. Zycie Napoleona, 
które \« krotce ogłosił, nie odpowiedziało oczeki« 
waniom powszechnym. Znać po niem, że pisarz 
nie chciał dać sobie czasu do dostatecznego zgłę« 
hienia przedmiotu, a co gorsza, że w sądzeniu 
wielkiego człowieka, nieumiał się wynieść naił 
stronnicze uprzedzenia, i dawne współziomków 
swoich niechęci. Wespół z lem dziełem, zapo* 
wiedział nowe wydanie wszystkich dotychczaso* 
wych pism swoich, których Autorem już się byt 
ogłosił. Ochocza do wsparcia ulubieńca swojego 
publiczność, w krótkiem bardzo przeciągu czasu 
24000 exemplarzy rozkupiła. Następujące wkrót- 
ce potem newe romanse jako to: „Kroniki Ka- 
nogatH,*^ „Kar4»l Zuchwały," „Piękna Dziewica 
z Perth, oraz Historya Szkocyi, francuzka, poświę- 



Historyą kocioła Lubatkiego zawiera dsiełieo 



isem t 



„Kraśna Góra Ln baska indami boacmi w kościele 
Lubaskim N. M. P, wsławiona. Driis;ą raią pizcs 
Siatkiewicza Kau. \Var», w Foznauiu 1762« 8* 



63 



etme Wnukowi Aotora; afeliesąe Innych po« 
■nuejszjch dziel rósnej treici^ ktire w tjmze 
osaaie napisał; tjle aia przjniotlj dochodów, iż 
ir koAca r. 1830 połowę długów swoich, wierzj- 
cieloni zapłacił. Ci tez ze awojej strony nie cze- 
kając reszty ^fyptaty, przy ojwiadczeniu publicz- 
Bte swojej wdzięczności i czci dla Waltera Skotta, 
pomimo nawet woli jego, w;szystkie mn zaatawy 
swr6ciii« 

Ale osłabione jaz wiekiem sity Walter Skotta, 
Me długo mogiy podołać tak nadzwyczajnej i 
nieprzerwanej pracy. Na początku 1831 roku 
tknięty apoplexyq, lubo od śmierci uratowany zo- 
stał, tak jednak odt^d czuł aię osłabionym, iz 
ohociaz żywości myśli i WTodzonej mu towarzy- 
skiej wesołości i wymowy nie stracił, pisaś je- 
dnakże joz nie mógł* Oij się wieść o chorobie 
jego rozniosła, tłumy ludzi rozmaitego atanu oble- 
gały bez nrzestannie Abbotsford, aby o zdrowiu 
irieszcza oliższa powziasć wiadomość. Lekarze 
nakazali mu udać się do Włoch, dla pokrzepie- 
nia aił w cieplejszym klimacie. Uwiadomiony o 
tern Rząd, natychmiast * osobny okr^t na podróż 
nchorzatemn poecie wyznaczył. Z smutkiem Wał* 
ter Skott opuścił ulubiony sobie Abbotsford, i 
przyjaciół, których juz nie spodziewał się ogl^ 
dać, udał się naprzód do Londynu, gdzie z czcią 
publiczną P^jj^^j $ ogtesit wydanie ostatniego 
swego romansu p. t. Zamek niebezpieczny, 
który joz przed chorobą swoją był skoń- 
csjł, i w którym, przeczuwając bliski swój ko- 
niec,, pełnemi uczucia słowy świal^ i współ- 
ziomków pożegnał. W ciągu podróży mor^ 
skiej, zdawało się, że zupełnie dawne siły odzy- 
skał, ate zatedwo wysiadł na ląd w Neapolu, 
nderzenia krwi da głowy znowu ponawiać się 
saczęły, tak, że nie mógł nawet być świadkiem 
świetnych uroczystością które w tem mieście na 
przyjazd jego czyniono. Z Neapolu n^l się do 
Rzymu. Lecz ani osobliwości miasta- do których 
c^fądania oJ młodości wzdychał,, ani pełne czei 
przyjęcie, jakie go spotkało^ nie zdołały ro^ 
serwać tęsknoty, jaką czuł cosaz bardziej do po- 
wrotu w strony rodzinne. W brew r^dom le- 
karzy i prośbom życzliwyoli osób, t^ myślą jedy- 
nie zajęty, aby choć raz jicszcae przed śmiercią 
akochaną swą Szkocyą obaczyć, puścił się na po- 
wrót pod żagle, i w końcu Sierpnia 1832 zawi- 
nął do brzegów ojczystych. 

Przybywszy do- Abbotsford, gasnące coraz' 
bardziej siły, zdawało- się raz jeszcze, że się w 
nim wzmogły na nowok. Wesoło* witał odwie- 
dzając) eh go znajpmych^ i podług własny dn słów 
jego, czuł gi^, zupełnie szczęśliwym w gramie 
swych przyjaciół i dzieci.. Niespodziewany po- 
wrót jego obcftodzeno' w całej Szkocyi, jako na- 
rodową ureczystt)ść, tenr bardziej, że I^kafze za^ 
caęli^ czyilić nadzieję, że i do zdrowia powróci.. 
Ale inaczej aię stało.. Ponowiony attek apople- 
xyi odebrał mn wszelką przytomność, i wkrótce 
lotem dnia 20. Września 1832^ s^okojiue i bez 



boleśa, petne chwały zycie sskończjł. Umarł 
Walter Skott ofiarą chwalebnej chęci i zbyt gor« 
.liwej pracy, aby cześć swoją utrzymać, wierzy* 
cieli zapłacić, i na resztę dni życia niepodie* 
glość sobie zapewnić. Pogrzebiony w staroży* 
tnem opactwie Dryburgu, obok małżonki, która 
go w 1826 roku poprzedziła do grobu. Cała 
Szkocya po śmierci swego poety przywdziała na* 
rodową żałobę* Wszystkie miasta, wszystkie 
okręty wywiesiły czarne chorągwie. Mieszkańcy 
Edynburga iichwalili wystawienie pomnika. 

Ponieważ przy śmierci Walter Skotta połowa 
jeszcze długów jego nie wypłaconą została, roa* 
kazał w testamencie, ażeby na icb zaspokojenie^ 
wszelką po nim pozostałość ruchomą i nierucho* 
wą, sam nawet Abbotsford, przedan*. Nie d<K 
puścił tćj ofiary, wdzięczny śpiewakowi chwałj 
swojej naród. Po wszystkich nuastach, w An» 
glii i Szkocyi, otworzono i zebrano znaczne skład- 
ki, ażeby ulubione miesakanie poety dziecions 
jego zachować. Xięgarae ofiarowaC znaczną sum- 
mę za pozostałe ręko-piśma* Sami natkontec wie- 
rzyciele, pomni na dawniejsza ofiarę, ustąpienia po* 
łowy należności swoich, termin ick wypłaty d^ 
dalszego czasu przewlekfi. Te wszystko oeahlo 
Abbotsford, ae w imienin peety pozostał, i uczy- 
niło go niejako pomnikiem narodowej wdzieeznoścu 

Był Walier Skott wysokiego wzresta (około* 
6 stó^) silnej i kształtnej budowy eiała, wszy- 
stkie członki i sposób trzymaiua sfę, eznaczałj 
»oo i pBoatolę. Rysy twarzy szlachetne,, pełne 
po^wagi i uprzejmości,, ożywiały się szczególniej^ 
- gdy eo opowiadd^ Sizaro- błękitne oczy, nieco* 
gęstemi białemi brwiami ocienione,, uśmiechały sfę- 
bardziej niż usta, gdy co wesołego słyszał łul> 
mówił.- Glos miał nadzwyczaj przyjemny,, lubo 
nieco^ harkawy, zwłaszcza przy wymawiania zgło- 
ski R» Czoło wysokie, rzadkim blond w{osen» 
okryte. Cały skład głowy szczegófny,. zwężający 
się u wierzchu* Pomiędzy tysiącem kapeluszowa 
jego był nąjciaśniejszy,. i na niczyją głowę nie 
przypadł. Ulubioną rozrywką Waltera SKotta' 
była konna jazda,, alba też piesza> przechadzka*. 
Riad wdzierał się na najwyższe góry Tub- skały ;; 
najgłębsze strumienie wpław na koniu przeby- 
wało Przechodząc gi^ po* okolicy w Abbotsfjnł 
miał zwykle zapasem siekierę i piłę ręcsną, któ- 
remi psujące widok gałęzie,, i niecaz- cale dfraei*- 
wa wycinał*. 

O- charakterze /ege powszechne- Było* zcTanre^ 
że debsoś serca i szlachetność duszy, przeuyższa- 
ły w nim nawet wielki jego* tafentv Skopy dii^ 
wspierania potrzebnych, nie przybierał z niini 
tona Piotektora,. ewszeni< sam zdawał się Tm dzię«- 
kować, że mu podali sposobność' stanfa się u^- 
teczny m bliźniemu^ Mfe słyszano ga: nigdy,, ażeb^ 
źle mówił e drugich,, a jeśli mu. się czasem cm 
podobnego e kim- wymknęłov natychmiast i doirifc 
zalety tejże osoby wymieniałl 

Wszelkie dawne miny miały dTa niego^ afe^ 
poji^tj urok« Starzj ludkie wszelkiego, stan^ 



64 



MCI 



mianowicie starzy wUinmcjy tyli najmSszem 31a 
nie*o towarzysiwem. Znal dokładnie wszystkie 
pola Bławniej8zyc](^ bitw w Szkocyi i w' Angin, 
tak, ze każde z nich raógl z pamięci opisać : zwie- 
diit osobiicie wszystkie miejsca, w nartdowych 
Szkockidi pieśniach wspominane.^ Bolesnym dla 
uierro, jak sam powiadał, był widok rozualaja- 
rvcb dawne budowy, lub tez orzących pola, do 
których ważne jakie historyczne wiązało aic 
«|- sporo nienie. 

Spes&b domowego jege iycia byl bardzo je- 
dnostajny. Wstawał zwykle bardzo rano: o go- 
dzinie siódmej, zasiadał do swego stolika, i wy- 
jąwszy krótką przerwę śniadania, pracował do 
pierwszej luh do drugiej godziny po południu. 
Po czem ubierał sif, i mając z sobą dwóch ulu- 
bionych psów swoich, któie mu zawsze towa- 
TSYsżylyy w ychodził na przechadzkę w góry. ^ Po 
kilku godzinach ruchu, wracał do domu na obiad, 
fidzie go juz zw yczajnie kilku, bądź zaprosztfnych, 
feadź przypadkowych gości czekało. W towa- 
rzystwie łcłi i rodzwy, wszJtę dnia na zabawie 

przepęd sal. 

Jeśli się tylko czul zdrowym, tiraysł i wyo- 
braźnia jego były ciągle w atanie ożywienia, ani 
tniat potiŁeby, jak drudzy, «zefea6 długo na 
chwilę natchnienia. Pisat niezmiernie prędko, tak, 
że codzień to, co napisał, mogło na Arkusz dru- 
ku wystarczyć. Miał szczególne upodobanie w 
pięknym papierze; im był piękni^szy, tam mu 

pisanie szło łatwiej. 

W towarzystwie, zwłaszcza imędzy przyja- 
ciółmi, wesoły, prosty, otwarty, nie cierpiał prze- 
sady i pedantyzmu; etąd też sam w obejściu 
me i w rozmowie stronił wszelkich pozorów 
autora. W pożyciu z ludźmi, clłciał być łubio- 
nym i szacowanym jak człowiek. Zdawało się, 
ze bardziej był dumny z ogrodu, który sam w 
Abbotsford założył, jak z dzieł, któremi swiat 

cały. zachwycał. •.,-•. 

Żaden nigdy pisarz nie używał ca zycia, « 
nawet i pe zgonie, tak szerokiej i tak powszech- 
nej sławy, jak Walter Skott. Powiedzieć tez 
można, ze od czasu wynalezienia druku, niczyich 
dzieł więcej nie wydrukowano. W samym Pa- 
ryżu My szło 1540000 tomów dzieł jego; w Niem- 
czech, w czterech tylko drukarniach, 1300000. 
W Anglii każdego z osobna dzieła jego SP — 
60 tysipcy Exemplarzy «ic rozeszło. Cóz po- 
wiedzieć o innych krajach? — ałboMiem nie ma 
saduego w Europie, w którymby dzieła Wakera 
Skotta czytane, przedrukowane, lub tłumaczone 

nie były. . i • 

U nas, Pan Franciszek Salezy Dmochowski 
wielka literaturze i publiczności uczynił przy- 
fiłu^e/ tłumacząc gładko i płynnie, szkoda lylko 
fe nie wprost z oryginału, i W) dając za pomier- 
na cenę, większą część romansów Waltera Skotta. 
Jednem'z najlepŚ7y(* u nas, z tego pisarza tłu- 
maczeń, je st roman<> py t. Kenilworth, przez 

fiiakładeiu i drukiem Ernesta Oiintera 



P. Erazma Rykaciewskiego, c Aiigiekkiego prase^ ^ 
łożony^ bogaty w wiele nowych, śmiałych, m 
zawsse właściwych wyraień i zwrotów meiry 
ojczystej. Z poetyckich dzieł Waltera Skotta, 
oprócz kilku pomniejszych ballad, mamy tylko, 
ile mi wiadomo, dwa poemata: pierwszy, Pieśa 
ostatniego Minstrela, wydrukowany był kie* 
dyś w pamiętniku Warszawskim, za redakcyi Kb^ 
zimierza Brodzińskiego, drugi, „Pani Jeziora^ 
' przez Karola z Kalinówki, w' esolmem wydaniu 
znajo9iy. Oba tłumaczone prozą, wprawdzie 
piękną bardco, ale przez to samo że prozą, l«b« 
wiernie dają nam poznać treść ich i układ we^ 
wnętrzny; nie łatwo pozwalają pocsuó ów ton t 
koloryt, owe dwie najistotniejsze cecliy po.ęzjł 
zewnętrznej, często od samej harmonii wiersza ca* 
wisłe, któremi aię mianowicie ńtyl poetycki Wal* 
lera Skotta zaieca* — *0« 



ElektiyczBOŚć ryb. 

OsobHwfizą jeat rzeczą, że przyrodzenie taki 

żywioł rybom za mieszkanie wskazało, który aa* 

leży do najlepszych przewodników elektryczno* 

gdy tymczasem same ryby elektryczności 



znieść nie mogą* Najżywsze ryby osłabić, a na« 
wet życia pozbawić można, włożywszy je w na- 
czynie, wodą nalane, i spuszczając w nie łańco* 
azek od machiny elektrycznej. W czasie, gdy 
powietrze tym płyn^n jest napełnione,! ub krótk# 
przed i podczas grzmotu, niektóre ryby, zwła- 
szcza węgorze, dla słabości po wierzchu wody 
pływają, i łatwo złapane być mogą* Gdy zaś 
piorun w staw niewielki uderzy ,zwykle zabija 
wszystkie ryby, tamże się znajdujące. Toż aamo 
dzieje aię w rzekach, jak daleko tylko płyn elek* 
tryczny casięgnie. Tak n. p. dnia 9^^ Lipca 
1824 roku, w czasie grzmotu, wiszącego nad Ber« 
linem, uderzył piorun w rzekę Spreę, i wszystkie 
ryby pozabijała Nazajutrz rzeka pokryta była 
aż do Spandau, wielkiemi i małęmi rybami. Po* 
wierzchnia wody w niejakiej odległości, podobna 
była do mleka: lecz zbliżywszy się, można się byle 
przekonać, że to były białe brzuchy ryb, któce 
gęsto przy sobie przewrócone do góry, pływały. 
Ponieważ elektryczność tak wielki wpły%v na 
ryby wywiera, przeto dziwną jest rzeczą, że są 
ryb gatunki, będące same narzędziem ełektrycz- 
nem, tak dalece, że nie tylko inne ryby, ale na* 
wet i ludzi nią zabić mogą. Lecz w jakim 
one do zewnętrznej elektryczności zostają ató* 
sunku, czy są dobremi przewodnikami łub nie^ 
tego jeszcze nie doświadczono. 

W Lesznie. (lita.Ci..oiidusXi.) 



Przyjaciel Ludu. 

Rok drngi. NO. 9. Lenno, dnii 29. Siolpnu I83S. 



66 



t-* 



Dą tiajno^v8zych i; mjważniejszjch dla han- 
61fi miast fortowych w RoMyi^ należy Odessa, 
której widok z portu, przerysowany z podróży 
Hrab« £d.. Raczyńskiego do Turcy i, rycina 
iriernie przedstawia* Bogate to miasto wzniosło 
Bię staraniem rz^du w miejsca nikezemnej w.io- 
atu Kodziabey od Tatarów zwanej. ,,Rzecza 
zdaje 81^ do wiary podobna, mówi Hr. Raczyński, 
w wspomnianem dziele, iż port i miejsce na któ- 
rem dziś Odessa stoi, w IŚ^^y" wieku do Pol-, 
skł należały. Wspomina Kromer, (X. XyiII) że 
gdy w roku 1415, Turcy ostatnia zagłada Mo- 
narchii Wschodniej grożący, okolice Konstanty- 
nopola spustoszyli, mieszkańcy tej stolicy dozna- 
jąc niedostatku żywności, ucięli się o pomoc do 
panującego naówczas Połakom Władysława Ja- 
giełły. Wspaniałomyślny Monarcha przychylił 
Bię do ich żądania i posłał Cesarzowi greckiemu 
statki zbożem naładowane z portu Kaczybey- 
s ki ego, który w ó wczas do Polski należał/^ 
Kaczybey przez zepsuta wymowę znaczyć ma 
Kodziabey, czyli dzisiejsza Odessę, portu al- 
bowiem Kaczabejskiego nad morzem Czar- 
nem niema* 

Po zdobyciu Carogrodu przez Muzułmanów, 
ważna była zatoka przy Kodziabey, jako od wia- 
trów bezpieczna, dla okrętów na morzu Czar- 
nem. Katarzyna II., opanowawszy krainę 

tomiedzy Bohem a Dnieprem, w miejscu tem port 
andlowy w roku 1791, Odessy mu imię na- 
dawszy, urządzić rozkazała. Alexander I. 
widząc, jak nowa osada korzystna jest dla han- 
dlu całego państwa, rozszerzyć i upięknić ja po- 
atanowil; wykonanie zaś zamysłu tego polecił 
w roku 1803 xięciu Richelieu, wielkorzadzcy 
Gubernii Ekatarynosłowskiej, Gherzońskiej i 
Krymu. Liczono natenczas w Odessie 7000 mie- 
szkańców, i ci po większej części mieszkali nie w 
samem mieście^ lecz po jego okolicach. Xiażę 
"Wj^dał plan miasta i zachęcał do budowania się, 
każdemu darmo ziemię na dom ofiarując, i na 
ogrody wiejskie. Za staraniem rzadcy stanęły 
wkrótce koszary, ogromne mury kwarantanny, 
kościoły, szpital miejski, teatr i ogród publiczny. 
Plan Odessy jest prosty : obszerna przestrzeń po- 
dzielona jest na wiele kwadratów 160 łokciCH 
wych, których odstępy wzdłuż i poprzek stano- 
wią ulice na 24 łokcie szerokie, z tretoarami po 
5 łokci zawieraj^cemi. Jest to więc szachownica. 
Dla niedostatku kamienia twardego, miasto nie 
jest brukowane, zt^d w lecie tumany kurzu oczy 
sasłaniaj^ i oddech tamują, gdy w jesieni dla 
obfitych deszczów tak wielkie powstaje błoto, iż 
piechota iść niepodobna, a powozy po same osi 
xagrzęzaję. 

Do budowli używają także kamienia gąbcza- 
stej substancyi, lekkiego, żółtawego nieco koloru; 
kopia go po drugiej stronie zatoki morskiej i pi- 
łują na sztuki, łokieć długie, pół grube i szerokie. 
Ponieważ kamień ten tak jest miękkim, iż ma- 
larz do kształtu potrzebnego siekierka w rękit go 
tposobi| bodowa 2 niego idzie prędko; imiałej 



jiedn^że budowy pnsedsiewziąć nie można, albo* 
wiem maieryat ten nadto jest kruchy, żeby mógł 
być użytym do architektonicznych ozdób i gz^oi- 
zów, a tem mniej do dźwigania gmachu o kilku 
piętraolu Dla tego wszystkie domy w Odessie 
są tyłko o jednem piętrze, i te nawet nie są 
trwałe ; kamień bowiem osiada, kruszy się i ścia« 
ny pękają. Miasto coraz powiększa się, liczy jus 
kilka tysięcy domów, a mieszkańców 36000, naj- 
więcej Greków, Włochów, są także Niemcy, Fran« 
cuzi, Rossy anie i Polacy. Turków mało mieszka, 
zwłaszcza od czasów wojny greckiej: żydzi w 
wielkiej liczbie zamieszkali oddzielną cześć miasta. 

Odessa co do życia, do miast średnio drogich 
należy, lecz wyznają podróżni, że we ii*szystko 
prawie obfituje. Ogrody i sady miejskie, wio- 
ski okoliczne, a szczególniej osady niemieckie^ 
wszystkiego dostarczają: rynki, których tu jest 
kilka, okryte są mnóstwem ogrodowm, ptastwa 
i ryb. Drzewo do najdroższych przedmiotów na- 
leży, palą przeto tak w Odessie, jak i w stepach 
Bessarabii, mierzwą bydlęcą suszoną, którą to 
kerpieczem zowią. Zbywa także miastu na do- 
brej wodzie ; zdatną do picia z snacznej odle- 
głości sprowadzać trzeba. 

Port Odessy ważnym jest dla handlu Podola^ 
Ukrainy i południowej Rossyj. Kitkaset okrę- 
tów kupieckich naładowanych zbożem, corocznie 
dawniej wychodziło z Odessy do Stambułu, 
Włoch, Hiszpanii i Francyi, dziś handel^ ten 
upada. Zatoka morska pod Odessą, półtorej mili 
długości mająca, z 3 stron lądem jest osloniona 
t. j« od wschodu, północy i zachodu; od strony 
zaś południowo — wschodniej zrobiono w morzu 
dwie kamienne tamy, o które rozbijają się bał- 
wany; tym sposobem okręty wśród największej 
burzy w porcie przytułek bezpieczny znajdują* 
Okręty z Turcyi za^^ją do pierwszej tamj^ 
portem kwarantanny zwanej, i 40 dni w tem 
miejscu pod strażą zostawają; po upłynionycli 
7 tygodniach, jeżeli zaraza morowa niepokaże się 
na nich, statki te przechodzą do drugiej tamj^ 
portem wojennym zwanej, gdzie nowy ładunek 
zabierają. 

Całe miasto jest twierdzą, nowym wcale 
umocnioną sposobem. Nie jest ono obwiedzio- 
ne szańcami, lecz murowanemi z kamienia ko- 
szarami, które o kilkadziesiąt kroków jedne odt 
drugich oddalone, tak mocno są sklepione, iż ini 
bomby szkodzić nie mogą; okna w nich poro- 
bione w kształcie strzelnic; zatoczywszy więc 
działa, koszary zamieniają się, w przykryte ba- 
terye, z których się ogień krzyżuje. Nad mo- 
rzem, na wzgórku, usypano za panowania Cesa- 
rzowej Katarzyny II. rozległy szaniec o pięciu 
narożnikach ezyłi bastyonach dla obrony portu. 



Śmierć Patkula. 

Kri^I Polski August II. wszędzie od wojsk 
Szwedzkich ścigany, sprzykrzywszy sobie ciężar 
długoletniej wojny i niepewne btąkame sif pa 



67 



Pdflce^ wptal twyeh pełnomocników k nieofirani- 
czonę władza do Karola KIŁ, który juz byt całe 

trawie opanował Saxon]a, w celu zawarcia pokoju. 
Laril podał bardzo przy Kre Marunki, to jest: zrze- 
czenie się tronu polskie|>:o na wieczne czasy i wyda- 
nie zbiegów, pomiędzy którymi wymienił wyraźnie 
Jana Patkula. Jakkolwiek te M^arunki były 
upokarzające dla Augusta, jednak j^ podpisał, i 
udał się natychmiast do Saxonii« Ta ostatnia ofiara 
tym byia wiAszą, ponieważ Patkul był właściwie 
posłem moskiewskim, a zatem jego M'y danie sprzeci- 
wiało się prawu narodów. Był on wtedy trzymany 
w więzieniu od króla saskiego w zamku Konig- 
0tei n. August chcęc i żądaniu króla Szwedzkiego 
i honorowi swemu zadosyć uczynić, wysłał gwar- 
dya, aby ta Szwedom wydała Patkula; ale oraz wy- 
prawił potajemnie posłańca do kommendanta zam- 
ku, z tajnym rozkazem, aby cichaczem wypuścił 
więźnia. Tymczasem los nieszczęśliwy tego czło- 
wieka, zgubę mu zgotował. Kommendant wie- 
dzęc dobrze, że Patkul był bardzo bogaty, zaifii 
drogiego okupu : przeciwnie więzień, ufny w praM^o 
narodów, i uwiadomiony o zamiarach króla, odrzu- 
cił niesłuszne żądanie kommendanta. Tjrmczasera 
gwardye nadeszły, i wydały Patkula bezpośre- 
dnio czterem Kapitanom Szwedzkim, którzy go 
zaprowadzili do głównej kwatery w Altran- 
stiLdt, gdzie 3 miesiące zostawał przykuty łań- 
cuchem do pala. Z Saxonii, po zawarciu pokoju, 
Szwedzi przeszli do Polski, iwSłnpcy przez nie- 
jaki czas była gtó\%iia kwatera. 

Karol XII. nie zważając, że Patkul był posłem 
moskiewskim, pomnąc tylko, że jako Inflantczyk był 
jego poddanym, kazał go sądzić podług najwięk- 
szej surowości prawa. Został więc, jako zdrajca, 
skazany na śmierć okropna, żywcem być kołem bity, 
apoteinćwiertowany. Dnia 28. Pażdziem. 1707 r. 

Srzyprowadzono go wieczorem pod mocną eskortą 
o Kazimierza, miasteczka niedaleko Słupcy, i juz 
następującego dnia, o godzinie 3, posłał mu pułko- 
wnik Heum xiędza, z doniesieniem, że w poniedzia- 
łek, to jest 10 ^o umrzeć ma. Wiadomość ta okrop- 
na nie zatrwożyła go wcale ; pragnął tylko wiedzieć, 
jaką śmiercią ma być tracony. Lecz gdy się dowie- 
dzieć nie mógł, prosił xiędza, aby przy nim został : 
co tenże chętnie uczynił, i kilka godzin czytali i mo- 
dlili się razem : poczem dał xiędzu 100 dukatów, żą- 
dając, aby mu nazajutrz przyniósł komunią ś. 

W wojsku nikt o tem nie wiedział, aby exekucya 
tak prędko nastąpić miała, prócz pułkowników i 
kapitana Wal da u, który z kompanią 300 ludzi 
piechoty, i 50 konnicy w tym celu został wykom- 
menderoM^any. Tak więc, za miasteczkiem, na łące, 
wyznaczono plac exekucyi i poczyniono potrzebne 
przygotowania: wojsko otoczyło plac, a Kapitan 
Waldau odebrał rozkaz pi'zyprowaQzenia M^inowaj- 
cy» Wsiadł Patkul z xiędzem do powozu, a oficer 
kazał pędzić, co tylko konie wy biedź mogły. Prze- 
jeżdżajc^ic koło Bożej męki, zląkł się, myśląc, że to 
szubienica. Lecz gdy przejechali, i zbliżyli się do 
koła^ które uformowało wojsko, ujrzawszy 5 palów^ 



rzekf przelękniony do swego towarzysza: „Ach 
xięze, patrz tylko, co to jest ! ^ Poczem wyprow^a-* 
dzonb go z powozu, i kajdany zdjęto. Patkul 
chciał jeszcze mieć mowę do zgromadzenia ; lecz 
namyśliM^szy się trochę, rzekł do xiędza : „wszak 
to wszystko na próżno !^^ Tu zapytał się kapitana : 
gdzie ma iść, a ten pokazał mu kloc leżący. 
Poszedł, gdzie mu kazano. Poczem ów officer, peł- 
niący służbę,rzekł głośno : że Jan Patkul jako zoraj* 
ca ojczyzny, złym ludziom dla przykładu następują- 
cym sposobem będzie tracony. Tu dał znak kato^ij 
aby zaczął exekucyą. 

Stosownie do rozkazu kat się zbliżył, i rzeki 
do wskazanego na śmierć : „Wybacz Wielmożny 
Panie. Na co on odpowiedział : „Skończyła się 
moja Wielmożność: a ty spraw się dobrze^^ to 
rzekłszy, dał mu papierek, w którym było kilka du<- 
katów zawiniętycii. Poczem położył się pomiędzy 
owemi czterma palami, do których mocno za nogi i 
ręce przy\%*iązany został. Przez ten cały czas mo« 
duł się z xiędzem. Gdy mu \i'ięc kat najprzód pra* 
wą rękę stiukł, czego ledMie za trzeciem uderzę* 
niein dokazał, krzyknął przeraźliwie, wołając gło- 
śno imię Jezus, aż mu obie ręce i nogi potłuczono* 
Ponieważ kat zapomniał uderzyć go kołem w piersią 

{M-zeto Kapitan Waldau musiał mu przypomnieć : 
ecz Patkul, wytrzymawszy tak okropne męczamiey 
żył jeszcze, i zachoM^ał całą umysłu przytomność ; 
albowiem podnosząc głoMę do góry i obracając ją do 
Kapitana, zawołał jeszcze : „mój kochany! głowę^ 
głowę każ uciąć.^^ Co natychmiast uczynić kazai • 
Kat chciał go przewrócić brzuchem ku ziemi, i do« 
piero mu głowę udać : lecz Patkul sam jeszcze, z 
podziwicniem i przestrachem ]>rzytomnych, zebraw- 
szy ^rszjstkie siły, zawlókł się do pnia, na którym 
sam głowę położył, rozkazując ją uciąć toporem. 
Tymczasem kat trzy razy uderzyć musiał, nim głowa 
spadła. Poczem mu ciało rozpłatano i wydobyto 
serce i wnętrzności, a nakoniecćwiertowano: i czę* 
ści te na 4 koła na palach zawieszone włożono, gło« 
wę zaś na osobny pal wbito. Nieszczęśliwy ten ge* 
nerał, zachował aż do ostatniej chwili nieustraszoną 
odwagę : Działo się to w Kazimierzu, niedaleko 
Słupcy, miasteczku, należącem dawniej doLipskich^ 
teraz ao Pani Mielżyńskiej; a mieszkańcy tameczni 
dotychczas łąkę z pagórkiem, gdzie się ta straszliwa 
exeKucya odbywała, Patkułką zowią. 

W tych samych dobrach Kaźmierowikich, jest w 
bornch Bienicr/.ewskich, Klasstór Kamedulów^ 
pierwszy \e^o zakonu w Polsce* 

Ci którzy w Pf-iikiilii widzieli buntowiiikny karę tę 
lubp tak okropną, za słuszną poczytywali; lecz inni, 
pomnąc, źe był Inflantczykiem, urodzonym w prowin- 
cji, mającej osobne piz)wileje, wiedząc, ii dla tego 
tylko ópus'cił ojcz)znc, aby popierać jej praw^a, na- 
zywali go męczennikiem ; a tmierć je^o poczyrywali za 
zgwałcenie prawa narodów. Sam tylko kiól Szwedzki, 
Kardl, wychowany w zasadach despotyzmu, mniemała 
ii wypełnił akt 8prawiedliwos'ci, podczas, gdy cała 
Europa uskarżała go o okrncitu^iŁWo. 

Ciało ćwieitowane, Iridło na palach aawiesaone» ai 
do roku 1713j gdy August odzyskawszy^ tron, kazał 
pozbieriić jego szczątki i pogrzcb.ić w Warszawie. 



\ 



P o d 1- ó K nu Wschodzie. 




angielskim pu- 
ściłem Uf \t 
pizeazłj mroku 
do KoD&tanty- 
nopola: podróż 
była izcECklł- 
Ma: K w]i>pf 
Parog, ga»e^ 
imy mwia^ii 
iagle, ptirbyr 
łiśmy jeaoyni 
dniem do u)> 
spy Tenedos, 
ktur^ ok r^ syf 
M's«j , zatziiT 
ciliśmj kotwtr 
cę pomiędzy tf 
wysp^ a brz»> 
^iem Aijatjc- 
kioi, kilka mil 
ikI pierwszej 
aamku Darda- 
keliów Janiii 
z»ri, uaAzya- 
tyckiej alronie. 
Tuiaj za pomo- 
ce donkoaalega 



Pfan okolfe atarożytnej Trou 



łcłeBkopu miatem itMMobnoió przejrzeć tak Ka- 1 ni zaroat^, rozci^gcjaof się a stip gAry Ida, 2- 
śwao) ciwiUBf Ttqaa«ka, nUkien pcawia łaa^ | faffatizylem ai^ dokładnie owym muiemaayn 



Plan Stambułu, 



w 



Fontana piiblicziia \r Stambufe. 



niiDMtr itarołyfn^j Trm, to JMt nJe Homerowej 
Troi, lecE tej, klurą daleko pjiaićj, AIexBnderW. 
wybudował. Nfc osoblńi ef;o nie uważałem : szci^l- 
Ki muru r baszt pirozrzucane, brama t^lko^ czylt 
tak nazwaDy zamek Pryama, odznacza się międaj 
mncmi zwaliskami. Zwiedziłem grobonce, za- 
wierające podług jednyeb, popiołj Achillesa i 
Patrokla, podlng innjch zai AntiTocha i 
Penelcusza: łeż^ one na prz^t^dka Sigejskim : 
nie masz nic szczególnego; a^ lo włajctwie mo- 
giły do 30 8i<ip -wysokie i gęstą trawą porosłe. 
Pomników, kamieni, napisów nie widać ani śladu. 
Mie daleko od tego miejsca, nad samym braegiem 
morza leży wieź Jen i. 

Nimeśmy uzyskali pozwolenie ptynienia do 
drcciego zamku Dardanellów, czyli do Abydos, 
uzyliŃny (ego czasn na zwiedzenio okolicy. Po- 
jechaliśmy więc do pierwszego tamka Dardaoel' 
Uw, do Janizzari ; oddaliśmy baszy wizytę, który 
nu bardzo uprzejmie przyjął, kawą, sorbeiem i 
tTtaniem Mratctował, z tera wseystkiem nie chciał 
dsó pozwoleoii^ abyśmy ttiierdzę obejrzeć mogli. 
Tak więc oie pozostawało nic więcej, jak oglą- 
dać zewnątrz to obronne miejsce, przedmurze Ca- 
rogrodu.. Wysokie i mocne mury, sIczelBicami i 
parapetami opatrzone, s których wyglądały oiwo» 
ry dość dużych dział; naokoło dość sserokim 
narawaDym} Michynt ftk niegłębokin w^en 
opasane. *- 

Ote irsEjatlco, cośmy uwn^trs oglądać mogS. 



Ucbybiwszy więc zamiaru oglądania iwierdTy we- 
wna,irz, udaliśmy aię na przechadzkę po nad%rze- 
giem Skamandrn. Azeezka ła w tern mtejsAi 
itKałka^ snuje się pouoK pomiędzy łąkami i 
krzakami,- Lichy most drewniany, przeprowadził 
nas Ba drugą- stronę: tutaj przybyliśmy na miej- 
sce, gdzie' podług powszechnego mniemania da-- 
wne Jlium stato.^ Weszliśmy także na wfers- 
ehotek pagórka T nchodzącego także za mogiłę 
Achilesa. I w istocie położenie lej okolicy,, po- 
równane X opisaniem obozu greckiego- i flotty. 
przes Homera, zdaje się o lem przekonywać.. 
Podług Homera (Jlias Xni. 432 i XV1H. 145) 
cafe wojsko stało obosem oad Bellespontem : 
briegi w (enr miejscu są niskie; a przeto Grecy 
mogli tułaj Ibkkiemi i miałkiemi statkami x ła- 
twością do brzegów preybic. Przeciwnie zaś, po- 
uiżej zamku Dardanellów, naprzeciw wyspy Te- 
nedoft, brzegi są bardzo przykre, a zatem do lą- 
dowania trudne. Mogiła Achillesa, jak wyże^f 
wymieniono, nie ma żadnego pomnika. Przylą- 
dek, na którym pierwszy zamek Dardanellów Ja- 
iriziari leiy, jest zapewne siarożytiie SigSum:' 
w bliskości leży wieś, prawie przez samych Gr^ 
ków MmieszkaiR, leci jej nazulska zapomniałem. 
Dsień po tej wycieczce otrzymaliśmy pozwo- 
lenie Sułtana: a ponieważ wiatr nam sprzyjał,. 
zbliżyliśmy się niedługo do owych sławnych 
7.amkow Śestos ■ Abydos: cieśnina tutaj wą- 
•ka^ «lfl p^ wodj wielki; dla tego dziwna, j^Ł 



70 



tutaj Łeander w j^&f noc tam i napo wr At 
wodę tę przepływał. Tu także jest miejsce, 
gdzie Xerx es swe oi^romae wojska do Eu- 
ropy przeprawiał. • Powtórzyliśmy znowu na^ze 
udiowanie obejrzenia zamku Abydos, w którym 
maj^ się znajdowaó działa, wyrzucające kule 
marmurowe, mające 11 stóp obwodu; *ale i tą 
razf nic nie Mskóralismy. Ze strony lądu zamek 
ten tak jest uzbrojony jak Janizzari. Od morza 
saś ma podwójne mury; zewnętrzny jest niższy 
i zamiast strzelnic ma okrągłe bramy, które gdy 
morze przybiera, zamykają źelaznemi drzwiami: 
'W tych bramach dotykających spodem płaszczy- 
zny morza, umieszczone są owe sławne olbrzymie 
działa, leżące bez lawet na ziemi, oparte tyłem 
o mur: działami temi celowaó trudno; a zatem 
kanonier czekać muni, aż sam okręt przyjdzie na 
strzał, i dopiero daje ognia. 

Tutaj pierwszy raz widziałem regularne Tu- 
reckie wojsko : źle jest ubrane, i niemiła sprawia 
wrażenie na cudzoziemcu. Ostatot szyldwach 

Irzed fortecą, oparłszy broń o mur, usiadłszy na 
amienio, prządł bawełnę: żołnierz ten był bez 
pończoch, trzewiki i spodnie miał podarte, nie- 
porządnie zapięty, a czerwoną czapkę (feska) jak 
szlafmycę głęboko na uszy sobie wcisnął. Na- 
koniec po 6 dniach przybył! firman cesarski, 
udzielający nam pozwolenie zwiedzenia Carogrodu. 
Płynąc, widzieliśmy i trzecie zamki Dardanelskie, 
które jednak nie są tak ważne jak pierwsze, ą 
przy wstępie na morze Marmora starożytne mia- 
sto Galii po Ii. Przepłynąwszy dośó prędko 
morze Marmora, spostrzegliśmy nad .wieczorem 
ogromny Konstantynopol. 

Zbliżywszy się pod miasto na pół mili mor- 
skiej, ujrzeliśmy najprzód siedm wież: tu bez- 
pośrednio miasto się zaczyna, którego ostatni ko- 
niec ku północy zajmuje Seraj, a ogrody, alta- 
ny i mury aż do Bosforu się rozciągają. Po pra- 
wej stronie Bosforu, na brzegu Azyatyckim, na 
przeci\iko Seraju, ujrzeliśmy Skutary, przed- 
mieście Konstantynopola, dalej wieżą Łeandra; 
jest to mała baszta na wyspie Bosforu zbudowa- 
na; na drugiej zaś stronie portu, naprzeciw Se- 
raju f właściwego Stambułu (na stronie Euro- 
pejskiej, Topchana, Galata i Pera, także 
{przedmieścia, Carogrodu). Płynęliśmy więc da- 
ej Bosforem, gdzie po obu stronach morze, nie- 
przerwany prawie szereg domów wiejskich i wio- 
sek, czarujący sprawiał nam widok. Z obu stron 
widać byłe lekko wznoszące się pagórki, okryte 
przyjemną zielonością. Zarzuciliśmy kotwicę pod 
Bujukdere. Na samym wstępie do właściwe- 
go portu Konstantynopola, widać na prawo przed- 
mieście Topchana i Arsenał, poniżej Ga- 
latę, a powyżej trochę Pera: po lewej zaś 
stronie Seraj i właściwy Stambuł leży. Port 

i'est M'ielki i obszerny: bardzo ożywiony kupiec- 
:ieroi okrętami, stojącemi tutaj, oraz niezliczonem 
mnóstwem łodzi (te mają szczególniejszą formę, ' 
aą bardzo długie, wązkie^ nizkie, całe z orzecho- 



wego drzewa, lekko i dośd pięknie budowane)^ 
które się szybko w różnych kierunkach uwijają s 
taki tu ruch panuje, jaki trudno znaleść w nąjltt« 
daiejszem nawet Europejskiem mieście. 

Nie daleko Arsenału wysiedłiśmjr na ląJL 
Arsenał ten jest wprawdzie długi i wielki| lecs 
budowa jego nie ma nic osobliwego. 

Blisko tego miejsca, gdzieśmy na ląd wysie* 
dli, ujrzeliśmy niewielki plac, otoczony budami 
balwierzów i kawiarniami, a w środku stała wiel« 
ka i piękna fontanna (zob. obr). Jest to zwyczajes 
Turków, po wszystkich publicznych miejscach bo* 
dować fontanny lub| sadzić drzewa: jak pierwsza 
tak i drugie święcie są szanowane, których na* 
wet w wojnie, nieprzyjacielska ręka tknąć aif 



nie śmie. 



Fontanna ta, jest to piękny, czworoboczny b»# 
dynek, z kamieni kwadratowych, z dachem 8se« 
roko wystającym, a na nim u dołu, niebiesko ma- 
lowanym, różne zdania z Koranu, pięknym To* 
reckim charakterem są wypisane. Po wszystkich 
czterech stronach są kruczki, do wypuszczania 
wody, naczynia marmurowe: każdej prawie go* 
dżiny zastać tutaj można mnóstwo Turków, ga« 
szących swe pragnienie, lub też odbywają- 
cych nakazane Koranem umywania. Ztąd szh* 
śmy przez ciasne i brudne uliczki Galaty, nieras 
wstrzymywani od trzód osłów, kamieniami i wa« 
pnem obładowanych (jest to zwyczajny na wscho* 
dzie sposób sprowadzania materyaiów na budo* 
wlą) lub też od trzód wielbłądów, które pakami 
swemi nieraz całą uUcę zajmowały; aż dopiero 
po długim błąkaniu się, pytaniem znużeni, przyby* 
liśmy do gospody na rybnej ulicy. Po krótkiem 
odpoczynku, zaczęliśmy oglądać przedmieśda Pera 
i Galata : pierwsze po ostatnim pożarze (r. 1831) 
nowo odbudowane, nie przedstawia nic osobli^ 
wego: nie widać tu nawet Azyatyckiej oryginal- 
ności. Droga była zła i przykra, upał niezno* 
śny, ale za te trudy wynagradza podróżnemu 
widuk ludzi różnych narodów, rojących się jak 
w kalejdoskopie przed jego oczyma. 

(Ciąg dalszy nastąpi*^ 



Jan Nepomucen Kamiuski. 

Lubo uczone krytyki i rozbiory dzieł no- 
wych, wychodzą właściwie z obrębu naszeęo 
pisma, postanoM^iliśmy ^'ednak krótką uczynić 
wzmiankę o wydanych niedawno poezyach przez 
Jana Nepomucena Kamińsk i ego, pod tyt: 
Halicz anka: we Lwowie 1835 roku. — P. Ka- 
miński, Dyrektor teatru Lwowskiego, wy- 
dawca Rozmaitości, jako tłumacz, poeta i 
pisarz prozą, nie jest może tak znanym Czytel- 
nikom naszym, jak w istocie zasługuje. Głę* 
bokie jego pomysły o filozoficzności języka pol* 
skiego, umieszczone w Hałiczaninie, od ma- 
łej liczby uczonych pojęte, a od nieświado- 
mych rzeczy wyszydzone (zob. komedyą Leluin 
polelum), godne większej uwagi publicznością i 



Tl 



>%«M 



ctokładniejszego rozbiorą krytyków* Rozprawa 
ta zabiera wcale nowe spostrzeżenia nad mow^ 
ojczyste, rozbiera oryginalnym sposobem jej na- 
turę i ducha, tak dalece, że gdyby uczeni nasi, 
zamiast niezgrabnego przeistaczania filozofii nie- 
mieckiej i pi*z;f bierania jej w strój polski, Mska- 
zaną od Kamińskiego udali się ścieżką, doszUby 
może innych, Mxale niespodziewanych rezulta- 
tów, pizekonaliby się o dzi^nem usposobieniu 
do głębokich badań i filozoficznym duchu mo- 
wy ojczystej. 

Są to wprawdzie pier>viastki, ale ze wszech 
miar godne uwagi i wdzięczności ziomków* 
Lecz niestety ! wadą jest u nas prawie powszech- 
ną, potępiać to, czego nieznamy, wyszydzaó no- 
we niezwyczajne pomysły, zwłaszcza uczone 
badania. — 

Dziś jednak nie o tych pismach, lecz o Ha- 
liczance krótką czynimy wzmiankę. W tym 
zbiorze różnych wierszy Kamińskiego, najbar- 
dziej nas zajęły poezye gminne, opisujące ży- 
cie, zwyczaje, wady i charakter ludu. Zdaje 
się, że F. Kamiński w tym gatunku poezyi 
najbardziej celuje, łącząc ze znajomością oby- 
czajów niższych klass mieszkańców, szczęśliwy 
talent postrzegania śmieszności i wydania icn 
trafiiie i dobitnie. Jest w tym zbiorze kil- 
ka wierszy tego rodzaju , z których ostatni 
pod tyt: Przypadki na odpuście naj- 
dowcipniejszy ; lecz ponieważ jest przydłuższy, 
umieszczamy tutaj inny krótszy, aby dać Czytel- 
nikom naszym poznać talent poetycki Kamiń- 
skiego, i oraz zachęcić ich do obeznania się z in- 
nemi płodami tego pisarza* 

Hej, hejsa, wesoIo» 

Jarniarek. 

KojnOy tłumno, jak nabito. 
Wszystko yr tar^u, wszystko w swarae; 
FiessOy woaem i karetą, 
Peluo ludu ua bazarze. 

Huczą kramy, stajnie, doroy^ 
Pogwar w^ kaidym zakamaiku; 
Słowa niesie wiatr bea komy. 
Sens aawily na iarmarku. 

Ten praedaje, ten nabywa^ 
Ten chce drogo^ ten chce tanio; 
Jakem pocaciiw! każdy spiewa> 
Wszyscy zacnie choć cyganią, • • « * 

B a^azzo. 

Panowie i panie! najpiękniej yrosimy T 
W t^j budsiedość miejsca, w niej wsaystkicnamie^cixny« 
Dwa dytki nie wiele, rozwriicie to- przecie, 
Jui tańszej zabawy nie znajdzie ua iwieci^l*^ 

Tak głosi Bajaz/.o, siedzący u«t budaie^ 
X bębni i trąbi —^ jui biedną i ludaie* 
I wielki i muły dwa dytki juz wtyka, 
I w budzie prześliczna zagrzmiała muzyka. 

Jui małpa po iiuie wiezie małpę w wóalu^ 
lwi druga z bębenkiem tauczy po Irancuzku, 
lui. nienzwiedib uczony, przewraca koziołka*. 
W publice imiech wielki od kulka do kołka ^ 

Jui Hanewuzst wyskoczył a Marjand!ą do dzieła, 
Jui trząsł ją w policzek; harcop mu ucięła! 
Jui krzyku nie wsirzymać, juz orawa bez miary. 
Od <mi<:cku si^ kładaie i młody i stary I 



I Sam tylko Bajazzo, ta dusza publiki. 

Coś dzisiaj nie swoim, nie dba na okizyki. 
„Ile, hula, Ba jazzu!'* krzyknie majster z góry, 
„Jui s'miech się rozpasał, ty stoisz ponury?** 

„Czyś' chory, buhaju, czy gardło twe jpoici? 
Rusz duucip z kopyta, baw mi zaraz gości! — 
— IIćj, Iieisa*' podskoczył i krz)knąi Bajazzo, 
„Nie pmwdaz, zcm wesół, ze przydam się na CO?** 

Choć radus'ć udawał, oko zipizeczyło : 
Jak zmarłe, stręiwiałe, niewidząc patrzyło! 
Daremnie na rozs'miecli swe chęci wywierał; 
Żart nie szedł mu z serca, ua ustach umierał! 

Zasłona zapadła — koniec widowisku* 
Publika Bajazza wzywa po nazwisku. 
YYychodzi i patrzy w^ swój kiłpak spiczasty; 
„Co powie!** ciekawe najbardziej niewiasty. 

Bo zawsze gdy wyszedł, fmiecli zewsząd zaszumiał; 
A teraz — jak gdyby trzech zliczyć nie umiał« 
„J coi mu takiegw, i cni mu się stało 7 
„Tu idzie, patrzajcie, jak idzie nies'miało." 

Bajazzo śród widzów, dziećmi otoczony -« 
Czekają iarciku, jak ziarnka gawrony. 
Ou kołpak ma w ręku, łzę z oka ociera^ 
I cicho żałośnie, tak usta otwiera; 

,,0 zacni panowie, łaskawe panicze! 
„Ja zebrać nie umiem — ani sobie iyczę — 
,,Liecz muszę. Bóg świadkiem, bo mam ionę chorą, 
„Ach chce mnie opuścić i dziatek pięcioro 1 

„A bez niej — my biedni — nie ma nam pociechy ! 
,,Tam ciężko złoiona — ja tu robię śmiechy, -* 
,, Przez lituść, panowie, rzućcie groszy kilka, 
„Jui moie zapóźuo!** to rzekłszy umilka^ 

„He hola Bajazzo ! czy mam zniść do ciebie 7 
„Ty widzę clicesz płacy o le2.n)yin chlebie ; 
,,Czy śmiać się nie umiesz, chcesz mojej nauki? 
„Tak woła z sceny mistrz nadobnej sztuki, -« 

„Hej hejsa wesoło! będą nowe zbytki, 
„Kto chce je oglądać, niech daje dwa dytki !*^ 
Tak wzywa Bajazzo — ai tu jpdnyra razem. 
Wrzask budę pi-zeleciał, on stanął jak głazem. 

1 jdk.tś dziewczynka łachmany otkana. 
Wprost bieży do niego, ściska mu kolana^ 
I woła; „ach ojcze, nasza mama blada. 
Chociaż ją wułamy, nic nie odpowiada!** 

Tym gromem udcrzon, jak piorunem y^ clemię> 
Kołpak z rąk wypuszcza, groszem sieje ziemię^ 
W słup oczy stanęły, boKść serce zwarła. 
Członkami wstraąsł strasznie i krzyknął *- rnnaiła. 

Skończyła*, Heleno !- -^ Twoja wola, Boie** 
Chwieje się — opiera — juz ustać nie moia — • 
„He, hola, Bajazzo, co ty dzisiaj bi-oisz ? 
„Czy wróble chcesz straszyć, ie jak bałwan stotsa?^ 

Tak mistrz sztuk nadobnych odezwie się z. krzykiem 
I trzaska Bajazzii z leciutka biczykiem. 
Bajazzo się ocknął, i otarł pot z czoła — 
„Hej hejsa, wesoło!** dziwnym głosem woła$ 

^,Panowie. i panie !^ najpiękniej prosimy! 
„W tej budzie doić miejsca, wszyscy się zmieścimy* 
„Trzy łokcie, uie wiele — tam pokoi prawdziwy 
To mówiąc upada» — „Ach ojcael** uie żywy! 

Jui w budzie ncichło «* jui scena w chakipie; 
Na mierzwie patrzajcie t trup leijr przy trupie. 
Ich wieńcem' w około — pół nagie daiecię,ta9 
Przeczuciem swej straty złuiyJy rączęta. 
Na goidziu kołpaczek, na ni<m oręi z gonty 
Pizy ciele z dziadami cztery puste kąty, 
W iwiecziiiku groszowa dogorewa świeca 
Z zapieca ciekawa wgląda uczenica,, 
Noc razem zo świerszczem pieśń głuchą śpiewiJb^ 
. Publiki uie było^ a małpa si^ śmiała* 



Turczyiikt i 

Turczjnki wjeszydi stanón' nosz^ hiale Inb 
ińłte pantalony, tuftan zwykle żywegs jasnego 
kolom, z kr&tkiemi ręka^tami, turban na gło- 
wie, z koBztOMiieiiu brylantami i piórami, ko- 
sztowne peiły na szyi, pierścienie na palcach i 
bransoletki, na nogadi bóciki żółte, a wycho- 
iltac pantofle: pospolitego zaś stiuiu kobiety ubie- 
rają się nie z takim przej^cTtem, jak na obraz- 
ku widzimy* Mieszkania kobiet, IiareMami 
zwane, sa zawsze odosobnione od mieszkania męż- 
czyzn, a okna wychodzą nie na ulicę, lecz na 
dziedziniec Najbliżsi nawet krewni, bracda, stry- 
jowie, tylko w czasie nadzwyczajnych uroczy- 
stości domowych, wpuszczani bywają do Iiaremn. 
Turczynki nachodząc na nlicę lub z wizyta, 
nigdy nie wychodzą same, lecz zawsze w towa- 
rzystwie innych kobiet i niewolników. Na ulicy 
niepokazuj^ się nigdy Turczynki wyższych sta- 
nów. Lecz tylko pospolite kobiety, a i te zawsze 
sa zakwefione (zob. obrazek). Żadna kobieta 



Greczy iika. 

nie przedaje towarów, tylko mężczyźni, Śuic. 
tość haremu do tego stopnia szannj^, że gdy 
m^ prze de drzwiami zobaczy pantofle, co zna- 
czy, że żona jego ma wizytę, już tam nie wni- 
dzie. Sam Suttan przestrzega lego prawa. — Na- 
dobnigsze i bardziej zajmujące s^ w ogólności 
Greczjnki : pomiędzy któremi niekiedy pra- 
wdziwa piękność widzieć się zdarzy, ł^cz^c^ z 
wyrazem twarzy, żywość w ruszeniu i gnat w 
ubieraniu się. Greczynki na wyspie Lesbos 
mieszkające, rysy twarzy mają nierównie przy- 
jemniejsze jak kibić ; nie tylko bowiem że wca- 
le nie ściągają odzienia swego, lecz noszą ow- 
szem szerokie pasy z srebmemi klamrami, kt^re 
na przodku opuszczone wiszą. Czapki ich po- 
dobne do mitr naszych biskupów. Widziałem 
mówi autor podróży do Turcyi, z której wszy- 
stkie te ryciny wyjęte, żonę kupca miasta Moliwy, 
mitrę takową 2 lamy złotej na głowie mającą* 



Nakładem i drukiem Ernesta GUntera 



CUed. CiecIjddikO. 



Przyjaciel Ludu. 



Rok dragi. 



No* 10* Łetzno, dnia 5. Wneinat 1835. 



Kościół Ś. Krzyża w Wioclawii 



O pocE^lku i piłwsianiu t^j iwiatjni, dzieje 
następujące puilaj^ nam Miadomości: Henryk IV< 
xiążc W rudawski, obarczony ciągłemi wojnami, 
które od początku zaraz panoHaiiia B^vego, już tu 
z pu<;raałCtnruii xiqi^(anii, już la z własnymi 
przjtuuszoDj bjł prowadzić poddanymi, wycie^- 
czjl nareszcie skarb, i ostatnie nieoiedwie wy- 



czerpn^t sity narodu. Jednakże duma, zadu 
chwaty, własne nakonieobezpieoteńsiwo, nie do* 
zwalały zaniechać bojo, Leo wjcieńczeni pa> 
datkami mieszkańcy, nie inogli już dostarczali po> 
trzebnych zasiłków, gdy tymczasem zarząd kra- 
ju i dalsze uzbrajauia, nowych wymagały wy- 
datków. W tem krytycznem położeniti Henryk, 



74 



chwycił si^ ostatnfego sposobu : dachowieństwo i 
magnaci mieli ponieić M^MjFstkie cięzarj; bisku- 
po\%i zatem, jako Daczelnikowi ca tej djecezji, 
Owczaa Tomaszowi II. nakazał złoży e znaczna 
aummc pieniężna. Długo opierał się pasterz, naii« 
czony czjii raczej przerażony przyjiładem po* 

I urzędnika swego Tomasza I., którego xiazę Bo'* 
esław, Łysym nazwany, pojmawszy gwałtem w 
niewolą, dopóty więził, dopóki tenże darów i do- 
browolnie nfesionycli ofiar, za obowiązek i daninę 
należną nie przyjął. Uległość tę zbyteczną, któ- 
rą współcześni za słabość uważali, chciał To- 
masz IL naprawić, i zgwałcone prawa odzyskać; 
dla tego niesłusznym wymaganiom xięcia do ostat- 
ka opierać się postanowił. Henryk kilkakrotnie 
napominał niechętnego biskupa; lecz gdy wszy- 
stkie jego przedstawiania i groźby nie skutkowały, 
użył przemocy; zabrał biskupowi dobra, i wszy- 
stkie dochody i dziesięciny do swego skarbu 
składać rozkazał* Napróżno Tomasz II. usiłował 
ułagodzić rozjątrzonego xięcia; wyprawiał posłów 
jednego za drugim, sam się nareszcie dp niego 
udał, aby go zmiękczyć prośbami i do oddania 
wydartych sobie dóbr nakłonić. Lecz bezsku- 
tecznie: bo Henryk słowa swego cofnąć nie 
chciał. Wtenczas Tomasz. II. widząc, iż dobro- 
cią i łagodnością nic wskórać nie zdoła, gwał- 
tem napaść odeprzeć postanowił. Udaje się więc 
do s^^ego Metropoh'ty, Arcy- Biskupa Gnieźnień- 
skiego, błaga o pomoc, i obalone swego kościoła 
prawa, na jego składa ręce. Przychylił się do 
jego próśb Arćy-Biskup, i zgwałconych praw ko- 
ścielnych bronić przyrzekłszy, z\iołał roku 1285 
xbór do Łęczycy (Lencicz) i za jedno-głośnem 
zdaniem zgromadzonych Biskupów, klątwę rzucił 
na Henryka, zwolenników jego, i wszystkich jego 
pomocników w dokonaniu tak haniebnego czynu. 
Atoli postępek takowy bynajmniej położenia nie- 
szczęśliwego Tomasza, nie polepszył, owszem za- 
talczywość Henryka bardziej jeszcze rozżarz jł, 
tory na nic niezważając, biskupa i ducho^^ień- 
Stwo, pasterzowi swemu posłuszne, z Wrocławia 
tvypędził, resztę dóbr opanował, i wszystkie 
skarby kościelne zabrał. Wygnani xieża udali 
się do Polski, gdzie od braci gościnnie przjjęei 
sostali. Pasterz zaś ich Tomasz II. wszędzie ści- 
gany, tułał się długo, jako zbiega po różnych oko- 
licach, i w Raciborzu dopiero spokojny dla sie- 
bie znalazł przytułek. Lecz i tu go wkrótce do- 
sięgła mściwa ręka Henryka. Albowiem dowie- 
dziawszy się o pobycie Tomasza, wyprawił na- 
tychmiast posłów do Władysława, xięcia Raci- 
borza, żądając wydania Biskupa. Lecz ponieważ 
Władysław przedstawienie jego odrzucił, naszył 
Henryk z wojskiem, i miasto Racibórz obległr 
Oblężeni mieszkańcy przez długi czas sihiy da- 
wali odópr, lecz kiedy ^6i i nędza w mieście 
uczuć się dały, juz zamyślali o wydaniu biskupa. 
Opuszczony i zewsząd prześladowany pasterza 
ostatniego chwycił się środka. W biskupim or- 
nacie^ w towarzystwie kanoników^ idzie do obo- 



zu nieprzyjacieky aby cmiękczyć zakamienirfe 
serce prześladowcy swego, i ułagodzić tem poni** 
żeniem gniew jego, albo też uzbroić gromy na 
obudzenie uśpionego sumienia. Uwiadomiony o 
zbliżaniu się biskupa, zdumiał się^ i całkiem zmij^ 
szany naprzeciwko biskupowi wyszedł* Widok 
upokorzonego pasterza, wskroś przejął Henryka^ 
i tak serce jego skruszył, iż tenże padłszy na 
kolana, zawołał: „Ojcze zgrzeszyłem!^^ Nie dal 
mu więcej mówić biskup, łzy radości zrosiły jego 
lica; podniósł więc xięcia, i na znak pojednaf- 
nia uścisnął i pocałował. Potem udali się zaraz 
do pobliskiego kościoła, gdzie w obliczu Boga 
podali sobie wzajemnie przyjacielskie dłonie, i 
przeszłość w niepamięć puścić przyrzekli. Hen« 
I ryk nietylko wszystkie zabrane dobra i własność 
duchowną wrócił, ale nadto kościołowi Wro« 
oławskiemu większe jeszcze nadał swobody* 
Arcy- Biskup Gnieźnieński zdjął klątwę i z naj« 
zaciętszego przeciwnika najponfalszym zostawszy 
przyjacielem, przydomkiem Poozciwego (pro- 
bus) udarował. — Rozczulony Henryk nie prze* 
stał na tern wynagrodzeniu; chciał bowiem na 
znak swej zupełnej poprawy, wystawić wszy« 
stkim widzialny pomnik, i dla tego ślubował wj« 
budować kościół i poświęcić go S. Bartłomie« 
jowi. Lecz kiedy przy zakładaniu fundamentów 
znaleziono w ziemi korzeń, do wizerunku krzyża 
bardzo podobny, zdarzenie to wziął xiążę za 
skazo wkę nieba, i rozpoczętą świątynię czci S» 
Krzyża poświęcił. Nie chcąc jednakże łamać 
dawniej uczynionego ślubu, pod ziemią drugi ko« 
ściół S. Bartłomiejowi wystawił. Starożytna tejl 
budowy architektura, daniny styl gotycki,, a na* 
dewszystko trwałość sztuki średnich wieków^ 
zMiaca na siebie uwagę wszystkich znawców. 

świątynia ta upiększona różnemi ozdobami^ 
na które się sztuka ówczesna zdobyć mogła, sta* 
ła nienaruszenie aż do roku 1632. W roku zai 
rzeczonym, kiedy wojska Cesarskie, nie mogąe 
się oprzeć mitarczy wości Szwedów, pe kilku nie* 
szczęśliwych potyczkach, Szląsk opuścić musiały^ 
a tem samem cała ta prowineya stała się łupea^ 
nieprzyjaciela; miasto Wrocław, lubo się w tef 
wojnie za neutralne ogłosiło, zagrożone od wojsk 
nieprzyjacielskich, ratując się od zniszczenia i 
zupełnej zagłady przez kapitulacyą, przedmieście 
tak nazwane wysp^ Tumską, ♦) jako nie należącf 
do jury sdykcy i magistratu, w ręce Szwedów oddała* 
Nieludzkie obchodzenie się tych nowo przy by* 
łych gości, dało się w znaki i kościołowi 
^Krzyża. Wierzchnią bowiem świątynię zamier 
nioBO na kościół ewanjelicki, podziemną zaś jaka 
niepotrzebna, z uenawiści i ż^dzy pomszczenia 

*) Ta część niiawa Wrocławia^ gdaie Smi Tnm^ 
kościół S. Kizyia. i inne przyległe budynki sioją, 
tworzyła dawniej zupełną wysp^ i osobne dla siebie 
miasteczko^ w późniejszych dopiero czasach oblewa- 
jącą ją naokoło odnogę OdFry aasyp»iio> i z rssiią mią- 
. sca połączono* 



75 



Się na katolikach^ obdarłszy ołtarze, powyrzuca- 
wszy obrazy, dla tein większej hańby, na staj* 
nif przerobiono : od tego czasu kościit podziemny 
Ś. Bartłomieja znieważony niechrześciańskim po* 
atępkiem Szwedów, stui pusty, i zupełnie osiero- 
ciały, i tylko tu i owdzie nosi jeszcze słabe szczo- 
tki dawniejszej swej okazałości i świetności. 

Gmach świątyni zwierzchniej ma całkiem 
kształt krzyża. Ta sztuce budowniczćj mniej od- 
powiadająca forma, pociągnęła za sob^ niektóre 
uedogodności i uchybienia architektoniczne, któ- 
rych mimo wszelkiej usilności unikn^ó nie było 
można. Sprysy do połowy dachu wzniesione, i 
w kształcie piramid zakończone, a nadewszystko 
wysoka spiczasta wieża, wiele się do ozdoby ze- 
wnętrznej kościoła przyczyniają. Na jednej ta- 
kiej górnej piramidzie, właśnie nad bramą ko- 
ścioła położonej, spostrzegać się daje ptak, po- 
dług ogólnego mniemania ludu kawkę oznaczać 
mający, jako znak, iż chłopiec, wybierając pi- 
sklęta w wieży gnieżdżących się kawek, z same- 
go szczytu kościoła bez najmniejszego spadł uszko- 
dicenia. Jednakże nic to innego nie jest, jak tylko 
dawny orzeł Polski, którego zupełnie w tej sa- 
mej postaci wyobrażonego ńa dawnych nagrob- 
kach i na starym ratuszu widzieć można. 

Do górnćj świątyni prowadzą z dwóch stron 
kamienne schody, żelaznemi opasane poręczami. 
Wewnątrz kościół jest obszerny, wysoki i jasny« 
Środkowe sklepienie wspiera się na mocnych fi- 
larach, które również na podobnych, lecz daleko 
potężniejszych dolnego kościoła spoczywają. 
Wśrodku Presbyterynm znajduje się grobowiec 
familijny xięcia Henryka z pomnikiem na wierz- 
chu fundatora tego kościoła. Ołtarz wielki na 
nieszczęście oku widza nazbyt oddalony, wysta« 
wia Podwyższenie Ś. Krzyża. Nadziemska ta 
idea, godnego siebie znalazła mistrza, z nazwiska 
jednakże nam nieznanego. W krużganku ku po- 
łudniowi, wisi noga olbrzymia, którą przy zakła- 
daniu fundamentów w ziemi znaleziono; a w za- 
krystyi zachowuje si^ dolna część wyżej wspo- 
mnionego korzenia, który stał się powodem do 
nadania budowie teraźniejszego Ksztahu; górna 
zaś część zupełny krzyż tworząca, miała zaginąć 
podczas trzydziesto-letniej wojny« F. K. 

Cokolwiek o nosach. 

Fizyonomicy uważają, iż gdy wybuch ja- 
kiejkolwiek namiętności rysy twarzy człowieka 
csęściowo lub zupełnie zmienia, sam nos zostaje 
zawsze jednakowy m, i w zgodzie ze zwyczajnym 
t^rakterem pana swego. U Ładnników było 
powszechnem przysłowie: „non cuique da- 
tum est habere nasum^^ t. j.: nie każdy ma 
odmienny skład twarzy od innych, czyli nie każ- 
demu dało przyrodzenie nos znamienity. Cyce- 
rona nazywano mówcą z dwuznacznym nosem, 
ponieważ nos jego trzymał środek pomiędzy no- 
sem długim a spłaszczonym; Starożytni bowiem 
Szczególniej zwracali swą uwagę na te dwa 



kształty nosa, i nie dowierzali nigdy ludziom z 
małemi nosami. 

Ztąd zapewne powstały rozmaite przysłowia^ 
pomięazy wszystkiemi niemal uży%vane narodami^ 
w których nosa kształt lub zaleta jaka, oznacza 
bliższy osoby charakter lub nałóg. Tak mó\ii* 
my o człowieku przebiegłym, iż ma dobry 
nos lub węch; o dumnym; „iż nos swój 
nosi do góry^^ — lub: iż zadziera nos;^^ 
o człowieku naprzykrzonym: „iż nos swój 
wszędzie wścibia;'^. — O człowieku obżar- 
tym mówi Francuz: „iż ma nos swój zaw- 
sze na talerzu; o uczonym szperaczu: ,)iż 
nos swój trzyma w książkach, 'S 9)daJ 
komu szczutka w nos^^ lubv utrzeć kom« 
nosa^^ znaczy pozbyć się natręta: „Prowa* 
dzić kogo za nos^^ mówi bi^ o człowiek- 
lekkowiernym, lub zbyt uległym dla drugich. 

U wielu narodów jest urżnięcie nosa, jedną 
z najbaniebniejszych kar. Muzułman! urzynali 
dawniej w wojnach z Ghrześcianami, poległym 
nosy, pakowali je w wory, i posełali Sułtanowie 
aby go przekonać, ilu zabili nieprzyjaciół. Papież 
Sixtus y. wydał ustawę, aby wszystkich roz- 
bójników schwytanych i przekonanych o łupie* 
stwo, pozbawiać nosów. U Izraelitów nie przy* 
puszczano do służby ołtarza Lewity z zbyt wiel- 
kim, małym lub krzywym nosem. Jako zaś małe 
nosy, pod któremi zapewne Mojżesz spłaszczone 
rozumiał, w pogardzie były; tak broniono nie*- 
kiedy wielkich, utrzymując, „iż duży nos, twarzy 
nigdy nie szpeci.'^ Makrze i snycerze zgadają 
się w tem z Izraelitami, i nieznajdują dużych no- 
sów tak szpetuemi, jak spłaszczone lub zadarte* 
Uważają oni nos za punkt stały, w którym się 
wszystkie części twarzy schodzą i łącza : sławni 
nawet mistrze, biorą nos za trzecią część długości 
twarzy, mierząc od końca brudy, do miejsca ^ 
gdzie się na czole włosy zaczynają. Blożna 
wprawdzie zmienić swą twarz układem mIosów^ 
nie ma zaś żadnego sposoba, aby nosom wykształ- 
conym inną formę nadać. Plato uważa nos orli 
za najpiękniejszy, i zowie go nosem królewskim. 
Aspazya, Achilles, Parys, Gyrus, mieli 
takie nosy. Kalmucy mają za szczególniej pięk- 
ne, noiy spłaszczone i zadarte. Hottenioci pła* 
szcza dzieciom swoim naumyślnie nosy, gdy tym- 
czasem ('ersowie różnych używają sposobów, aby 
nosy xiążąt swoich podobnemi nosowi Cyrusa li- 
czy nić. Tak więc piękność nosów jest względna; 
zawisłą od gustu szczególnych osób lub narodów. 

U wielu ludów zdobią nosy według dawnych 
zw^^czajów. Amerykańskie dzikie narody zatykają 
sobie oście ryb liib kości wyrabiane: na wscho- 
dzie zawieszają u nosa niewiasty bogate pierścienie; 
inne innych używają ozdób. Zwyczaj ten odle- 
głej sięga starożytności, i zdaje się, iż oznacza o 
niewiast uległość mężom, wzięty od niektórych 
gatunków zwierząt, któr} m w nozdrza pierścienie 
zatykano^ aby niemi lepiej władać można było. 



10 



żbik, czyli kot dziki. 



Poni^izj ■aaiemi swojskieni cwienęi^ f pta- 
fl itwem domowen, większa cięść obce^» jest po- 
f^ cjtodzeoia, i z cieplejsiych stron du uas zastała 
prEeniesioDa. Pięciu lylko gatunkuw pierwo- 
twory^ jesECze stę w staniu pierwiastkitw jm, 
lo jest naturalnym, w lagach naszycli irE^maj^. 
Takiemi tą: dziki got^b, dzika kaczka, dzika 
gęś, tudzież świnia dicika, i kut daiki, którego 
t|i rjsuoek przjjącsamj. 

Kot dziki, cz^li, jak go myćliwcr nazjwają 
ibik, rzadki jaż jest w naszej prowincji. Da- 
Hj na wschód, w królestwie polskiem i w Liiwie, 
częściej się wprawdzie snachodzi , ale już nie 
do za^azczonych zwierząt liczjć się może. 
Wielkość Je^o, jest jak dwa razy kuta doinow^o. 
Kolor szerści wcale nie lak rozmaiły, jak u osta- 
tniego, ba zawsze jest sioo popielaty, z czaKnemi 
pręgami i plamami po caten ciele. — Bystry ma 
duch, i równie bystry wzrok. Oczy jego takiej 
aą natury, że jeszcze lepiej widza w nocy, jak 
-wednie, i ówiec^ w ciemności. Cniid jego zwy- 
ezajnie powolny i skradajijcy się; kfedy zaś na 
paatwę jakq czyha, zbliża się pocichu, ciągnąc 
flie na brzucliu, a kiedy już dość jest zbliżonym, 
d^e wielkiego susa, i rzadko cliybi celu. Bie- 
gać może prędko, ale nie dtn^. Dzielniejszy jest 
« skakaniu i w łażeniu na drzewa. Po najsłab- 
szej i najcieńszej gałęzi przekraść się poiraii, a 
choćby z najwyższego stanowiska upadt na zie- 
lnie, zawsze słanie na nogach i szkody nie poniesie. 
Przebywa najwięcej w lasach, gdzie poluje na 
ptastwo, szczury, krety; ale nie mało wytępia i 
zajęcy, równie jak inna drobniejszą zwierzynę. 
— W tęgich zimach, kiedy mni^j najduje poży- 
wienia w lesie, zbliża się do mieszkań ludzkich 
i napada na ptastwo domowe. Schronieniem jego 
Wtenczas sq n^ry, po jakim Lisie lub Burauku 



zajęte^ albi» tez kiedy jeziora zamarzają, g^te j 
niedostępne trzciny. 

Strzełaó do niego na{latwiej, kiełly na drze- 
wach przesiaduje; bo lubi spoczywać rozciągnięty 
na gałęzi. — Ale jeśli go wystrzał chybi, na- 
tychmiast strzelcowi do oczu skacze, i już wła^ 
sneini rękami bronili się od niego trzeba. — Z 
nory zaś można go dymem wyplusz^ć, a potem 
szczwBĆ psami. Te zań bardzo powinny hyi 
wprawne, bo wałka ze Żbikiem nie falwa i naj- 
tęższe psy imI kocich poznrów śmiertelne odno- 
szą rany. 

Użyteczność Żbika jedynie polega na fuirze, 
które do podszyda odzieży i czapek, z korzyściif 
służyć może. 

Wiadomo, że szerść domowego kota zawiera 
wiele elektryczności. Ta ntasność więcej jeszcze 
jest wydatna w Żbiku, i ktukuhiiek weród cie- 
mności pomknie rękę po jego futrze, a zu taszczą 
od ogona ku głowie, dostrzeże wypadajtjce z 
głośnym trzaskaniem iskry. Z tej przyczyny 
używa się Zbikowa skóra do machin elektrycz- 
nych, .dla (ego też może pomocną się staje, gdy 
jit przykładają do części ciała ludzkii.'i;o podagra 
dotkniętych; może też i dla tej własności i dla 
otaczającej atmotifery, wiele osób znieść nie mogą 
bliskości kotów wszelkiego rodzaju, a niektórych 
ta nerwowa odraza aż o mdłości przyprawia. 

Wiailomo^ć historyczna o zamku 
Wileńskim. 

Rycina powyższa przedstawia nam wiernie 
szczątki grodu Gedymina, tyle wsławionego w 
dziejach Liiwy. Wiadomość historyczną o zaMi- 
ku tym,: którą łaskawym podajemy Czyielnikraiy 




Ruiny sanrŁa: 

ft&reini many 9 pięKnych Iworów geniuszu awe- 
go po«ta A* E{l*v Odj^niec. '^y 

Diii^o przed zai<)żeniem Wilndy miejsce^ na' 
któreia dziś »toi^ siynele w Litwie świątynia Per^ 
kuna, a miana%tieie poświęconem zgliszczem,, 
które nfr zadanie ojoa auego Swentoroga^ xiAŹc 
Germont albo- Gierajmund w 1285 roku zaloźjł, 
t na którem odtęd zwłoki xiaż^t nroczjście pa 
lano. Dopiero około roku 1321 W. Xiażf Ge* 
dfrmin, w Trokach naóweaas mieszkajęcj, zapę* 
dziuszy się w te strony za turem, dognał go i 
zabii na górze, dziś zamkowa zwanej, A gdy 
spracowany Iowami spoczywał w rozbitym u 
stóp jej namiocie, śniło mu się, iź widział na 
niej żelaznego wilka, a iy n'm słyszał wyjących 
stu innych. Sen ten, podług wykładu ówczesnego 
Krywe-Krywejty Lezdejki, miał oznaczać, iz na 
tern miejscu powstanie mocny zamek i głośna na 
cały świat miasto. Uuierzył mu Gedymin, i za- 
raz na tej górze zamek murowany, którego szcza t* 
ki na wizerunku widzimy, u stóp zaś jej zamek 
dolny,, drewniany, oraz miasto założył. Nie 
omyliły przepowitjdnie Lezdejki. Wilno staw- 
szy się Mkrótce stolica Litwy, stało się najpięk- 
niejszem, na bardzo szeroką okolicę miastem; 
mężna zaś po kilkakroó obrona jego zamków, do 
najświetniejszych wspomnień litewskich należy. 

Pierwszy wkrótce po ich założeniu, obiegł je 
W. Mistrz Krzyżaków Prutkiclf, Werner v. Or* 
selen wraz z królami: Ludwikiem Węgierhkim 
i Janem Czetikim, którzy w Jicznym poczcie przed* 
nicjszych xi^żęt, przyszli, podług ówczesnego wy>* 
rażenia, poloM aó na pogany w Litwie. Nie udały 
się jednak łowy* Oprócz spalenia przedpiiesó 
Wileńskich, żadnej nieodniosłszj korzyści,. przy-» 



i 



♦) M e lite le, Newo rocznik wydany po A. Ed. 
Odjttca. Warszawa 182i^ 



Wileńskiego^ 

ciśnient głodem ^ » ogromf aClrat^ eolnać' Mf 
Rinsieii* 

Nie, zbyt długo potem za Mistrzowstwa Win-^ 
rycha ▼. Kniprode w Prusach, a za panowania. 
Olgerda w Litwie, zaczęła się między nimi za- 
ciętsza niż przedtem, najsławniejsza w dziejach. 
Litewskich, przez wiele lat bez przerwy tri^ąjąca 
wojna. Mnóstwo Krzyżaw*ników z różnych kra-* 
jów Europy, powiększało codziennie siły zakonu^, 
który ter ze swojej strony, całe potęgę na pod- 
bicie Litwy wysilał. Jak jednak mało dokazał,* 
z tegoby można już wnosió, iż przez ciąg całej 
tej wojny, pomimo częstych nad Litw^ ^^T", 
cięztw, nigdy jednak pod mury Wilna zbliży ó 
się nie mógł, czy nieśmiał, — bez pomocy i prze- 
wodnictwa samychże ^L\^^^X Litewskich. Pier- 
wszym z nich był Witold. Obrażony na Jagiełłę^, 
iż przed nim rodzonego brata swego Skirgajłę 
na W. Xięstwo Litewskie przełożył, po dwa- 
kroó szukał wsparcia Krzyżaków, i « nimi ni- 
szcząc Litwę, Wilno szczególnie zdobyó usiło- 
wał. Za pierwszym razem, w roku ISS/^* ze 
strata od oblężenia odparty, we Irzy lata potem,, 
znowu je z większemi niż dotąd siłami ponowił. 
Wspierali go Krzyżacy Inflantscy i Pruscy, pod' 
Mistrzem Konradem Wallenrodem, wspierali licz- 
nie z różnych krajów Europy przybyli Krzyżo- 
wnicy, między innymi: Henryk xiążę Lancaster^ 
(później pod imieniem Henryka IV. panujący w 
Anglii) na czele 1000 angielskich łuczników^. 
Algard Hrabia v. Hohenstein, sławny w całej' 
Europie rycerz francuzki Buucicault, i wielu in- 
nych xiażat i rycerzy niemieckich,- którzy wal— 
cz^c przeciw Litwie, juz to łupów, juz chwaty^ 
jnż^ odpustów szukali. Wszyscy ci, złączonemł> 
siłami poraziwszy w przeważnej bitwie zasła- 
niającego Wilno W. xiccia Litewskiego Skirgaj- 
łę^. miasto i zaaiki obiegli. Bronili ich. dwaj; 



78 



bracia Jagietły, Korygiełło i Narymund^ \iTa« 
z Mikołajem Moskorowskini^ Podkanclerzem ko- 
ronnym, ktdrry w licznym poczcie Polaków od 
Jagiełły przysłany, na zamku górnym przywo- 
.ddł; zkad nieustraszony ni śmiercią oba wspo- 
innionych xiazat, ni spaleniem zamku niższego, 
%v którym 14000 Litwinów zgorzało, tak sie ro^ 
znię oblegającym opierał, iż ci, po trzymiesię- 
Gcnem oblężeniu, straciwszy wielu z przedniej* 
szych rycerzy, z niczem do Prus wrócili. 

Aby dać wyobrażenie o duchu owego czasu, 
przytacza Kot2«bue w swojej historyi pruskiej: 
IŻ podczas tegoż oblężenia, gdy się Polacy z Fran- 
cuzami spotkali, nietylko, jak mówi, ich oręże^ 
lecz i języki walczyły, „Walczycie za zdrajcę, 
mówili jedni,^^ bronicie pogan, odpowiadali dru- 
dzy* Obie strony uakoniec, tak się na siebie 
zawzięły, iż przez osobną walkę między cztere- 
ma wybranymi Polakami i czterema Fraacuzamii 
apór sw^ rozstrzygnąć postanowiły. — Jakoż 
skoro oBiężenie ustało, ośmiu wybranych zapa- 
liników udało się do Pragi, prosząc króla czeskie- 
go, aby im plac walki oznaczył, i sam był jej 
aędzią* Wymówił się od tego zaszczytu, i tyle 
dokazał, iż zaniechawszy krwawego* zamiaru, przy 
wesołćj uczcie, toast wiecznej zgody między dwo- 
ma narodami spełnili* 

W roku następnym jeszcze raz Witołd z tąż 
zamą pomocą, lecz i nielepszym skutkiem, kusił 
gię o Wilno. Uwiadomiony o zbliżaniu się nie- 
przyjaciela, następca Moskorowskiego, Oleśnicki, 
■liasto spalił; a gdy na jego pogorzeliskach roz- 
łożyli się oblegający, uczynił na nich wycieczkę 
1 do odwrotu przymusił. 

Widząc nieskuteczność swych zabiegów Wi- 
told, pojednał się z Jagiełłą, opuścił Krzyżaków, 
i wnet jako W. xiążę Litewski, wjechał do tak 
długo pożądanego Wilna, uprzejmie w nim od 
Jagiełły i Jadwigi przyjęty. We dwa lata póź- 
niej, raz jeszcze lecz już ostatni, zagrozili Wil- 
nu Krzyżacy, pod Mistrzem Konradem Wallen- 
rodem, wspierając obrażonego Swidrygajłę, brata 
Jagiełły, który naśladując zgubny przykład Wi- 
tpłda, z obcą pomocą przeciw niemu wojował. 

Stawna jest w dziejach Pruskich ta wyprawa 
do Litwy, z powodu wielkich przygotowań i nie- 
zmiei^ych kosztów; sławniejsza jeszcze z powo- 
du klęski, którą krzyżacy i krzyżownicy, w cią- 
gu dwumiesięcznego oblegania Wilna ponieśli, 
tak^ że straciwszy 30000 ludzie głodem i choro- 
bami zniszczeni, ledwo cofiiąc się zdołali. 



Pcdróź na Wschodzie* 

(Ciąg dalszy* ) 

Abyśmy się lepiej tej ciżbie przypatrzyć mo- 
gli, zbliżmy się do okna gospody naszej, gd^ie 
właśnie naprzeciwko znajduje się turecka garkuch- 
nia (właściwie grecka, bo Turcy gardzą podob- 
nego rodzaju zainidnieaieffi ^ zostawując to^ ró- 



wnie jak inne^ zarobki^ przebiegTyiii Grekom), 
Taka garkuchnia, a jest ich w Konstantynopola 
niezliczone mnóstwo , bywa zawsze na dole, 
zajmując całe dolne piętro, bez wszelkiego 
przepychu urządzona: mur na cztery stopy wy* 
soki, na wierzchu marmurem wyłożony, służy i 
dla gospodarza i dla gośd za wspólny stół do 
jedzenia: cały sprzęt kuchenny składa się z wiel- 
kiego kotła, w którym się ciągle gotuje zupa z 
kałdunów bydlęcy eh, wątroby i t. d. a prócz tego 
z rondla, dla smażenia i pieczenia ryb, co juz 
właściwie do przysmaczków należy. Na całym 
wschodzie nie jadają ryb inaczej, ^Iko pieczone 
lub smażone. O 11 tej godzinie przed południem 
garkuchnia zaczyna się ludźmi napełniać: oto 
najprzód wchodzi grek, kurzem okryty, za« 
pewne robotnik przy budowli jakiej: żwawy 
chłopak, zdaje się mieć dobry appetyt. Obok 
garkuchni «iedzi człowiek z koszem, w którym 
ma chleb na sprzedaż: u tego kupuje sobie za 
dwa szelągi chleba, drobi go w miseczkę, podaną 
sobie od traktyera, za drugie dwa szelągi każe 
sobie dać flaków, pokrajanych drobno, wszystko 
to polewa trochą zupy z kotła, a potem spokoj- 
nie i z wielkim appetytem na ulicy zajada tę wy- 
borną potrawę. Wkrótce potem ujrzeliśmy ofli- 
cera Tureckiego, (pozna- go łatwo po szarym 
kaftanie) zajadającego tęż sam^ zupę: wojsko 
Tureckie, a zwłaszcza officerowie, bardzo źle aą 
płatni. Teraz zbliża się Tatar (goniec Turecki) 
z czapką spiczastą, na łokieć wosoką, i kupuje 
porcyą ryb: ryby te szybko płóczą, mąką po* 
aypują, kładą w rondel i smażą w oliwie: 
wszystko to w momencie się odbywa. Obok 
niego stawa z powierzchowności bogaty Turek, 
w białym turbanie, mający kaftan pensowy na 
sobie, i zajada także tęż sarnę potrawę: i tak 
przystępuje jeden po drugim, a wszyscy skromny 
obiad z wielkim appetytem zajadają. 

Pod ten czas widać na drugiej stronie nlic^y, 
lekko ubranych Włochów, francuzkich elegan- 
tów, brudnych i bosych mnichów, greckich po- 
pów, konstantynopolitańskich Greków w swych 
krótkich spodniach, niebieskich pończochach, czar- 
nych sukniach i greckich kołpakach, przesuwają- 
cych się tam i napowrót. Jeden goni drugiegą, 
czasem postępuje z gracyą wolnym krokiem pięk- 
na greczynka, gustownie ubrana, z zarzuconym 
zręcznie na bok woalem; gdy na drugiej stro- 
nie ulicy tłusta Turczynka aż do połowy zakwe- 
fiona, w wielkim szarym płaszczu, tacza się* jak 
poczwara. Dla Europejczyka, mają takie sceny 
bardzo wiele powabu. 

Nazajutrz z Pery, gdzieśmy przenocowali, 
udaliśmy się znowu na brzeg morski: wsiedli- 
śmy na barkę długą, wazką, których tutaj mnó- 
stwo się znajduje. Taką barką zwykle dwócJi 
ludzi kieruje, których głowy, wyjąwszy małj 
trocik włosów na czubku, zupełnie są ogolone 
z czerwoną czapeczką. Twarze ich od słońca 
ogorzałe tudzież ich postaci odbijają bardzo od 



•79 



Ibiafydi koszul: s Mi^cwycsaja^ Btjhkoidąj po- 
nifozy nieslłcsoBemi barkami prze6unęlii»inj się 
aa drii|^ stronę do właściwego Slanbuła. Tu- 
taj mało widać Eoropejczjków, lecz za to daleko 
więcej Turkiw^ Turczynek, Armeńczjków, Ź^- 
d&W| Tatarów. Przeszedłszy, kilka brudnjcJi ulic, 
przjbYliśny do cyrkułu Żydowskiego , gdzie 
saipi zydzi mieszkają, i sklepy swoje mają: ła- 
two len poznać po małych niebieskich turbanach, 
m fioletowa zawiązką: ztąd udaliśmy się na 
rynek niewolników. Tam byliśmy właśnie świad- 
kami przedaiy, a raczej aukcyi dwóch niewolnic, 
białej i czarntj; a za pomocą tłumacza, dowie- 
dzieliśmy się, jakim sposobem ta przedaź się od- 
bywała. Tak nazwany rynek niewolników, jest 
to gmach nie bardzo wielki, z trzech stron zam- 
knięty^ zawierający po wazystkich trzech stro- 
nach rzędami pokoje, albo raczej klatki, w któ^ 
rych przeznaczone na przedaz niewolnice bywają 
samykane. Dach tego domu wystaje daleko ; pod 
nim więc siedzą na wzniesionych dywanach ku- 
pujący, palą tytuń i układają się z przedającymi 
o ten śUczny towar. Pomiędzy tcmi dywanami 
a murem, jest jeszcze ścieżka naokoło, dla tych, 
którzy te nieszczęśli%Te stworzenia za kratami 
oglądać pragną. Usiedliśmy na ławce, i zaraz 
dwie niewolnice wyprowadzono, czarną i białą 
na sprzedaż publiczną. Biała, była dziewczyna 
piękna, mająca około lat 16: obie nie były za- 
•łonione: jest to jedyne miejsce pubUczne, gdzie 
tureckie damy pokazują się bez zasłony. 

9,Tysiąc siedmset piastrów za białą, (około 85 
hiszpańskich talarów) piękna dziewczyna I perła ! 
klejnot nieoszacowany ! kto ją kupi?^^ w tych 
ałowach wy woły fi ał woźny, oproMad zając nie- 
wolnicę na okoł domu wśród kupców. Niektórzy 
aię śmiali^ inni szydzili z tak wysokiej ceny i 
pytali; czemu aie żąda 2000 piastrów. W tern 
występuje stary Turek^ którego czerwone, na- 
brzmiałe oczy, twarz wychudła i żółta, gęba bez 
sębów, zdradzała zbyteczne używanie opium: za- 
trzymał dziewczynę w chodzie, i zaczął ją jak 
najściślej oglądać: najprzód ręce^ potem zęby, 
piersi i t. d. potem podał summę; lecz mu jej 
nie przybito. Również postępowano z ezarna, 
zaceniając ją 1000 piastrów. Napatrzywszy się 
dosyć, opuściliśmy to miejsce, nie czekając końca 
sprzedaży. Idąc dalej spotkaliśmy na placu orszak 
10 do l&chłopców, w wieku lOdo 15 lat w cfęźkich 
kajdanach^ktÓKzyjak nam powiadano, dopiero z Sy» 
ry i przy b) ii, i okropnego oczekiwali losu. Ztąd uda- 
liśmy "się do Bazaru. Jest to gmach olbrzymi, za- 
wierający pod swym ogromnym dachem ninóstHO 
uliczek, w których po obu stronach są sklepy ku- 
pieckie z towarami. Mnóstwo towarów i bogac- 
twa zadziwiają cndzaziemca. Taka tutaj jest ciż- 
ba, ii częstokroć kułakami drogę sobie toroviać 
trzeba. Nimeśmy to miejsce opuścili, wydarzyła 
mi się mała awantnrka. Stabsmy przed buda, clicac 
kupić cluiatkę jedwabną : jedna Turczyiika prze- 
mawii{iCo4 do mnie: nie iroaumiejąc jój, zapyta- I 



lem naszego tłumacza, czego chce odemaie. Łecs 
ten radził mi, abym się niewdawał wcale w daU 
szą rozprawę; ponioMaz ta dama wyrzucała mi^ 
źem na nię spojrzał miłosnem okiem, i za to ucz* 
ciła mnie wspaniałym tytułem psa niewiernego 
czyli Gianra. Usłuchałem jego rady: poczem da* 
ma^ przypuściwszy jeszcze raz attaK| oddaliła się. 

(Koniec nastąpi.) 

Sobótki. 

Wieśniacy w Krakowskiem zachowują sw^* 
czaj palenia ogniów po polach na Zielone świątki, 
nazywając to ognie sobótkami. Zwyczaj ten 
jeszcze z czasów pogańskich swój początek bie* 
rze; trudno atoli wybadać dzisiaj, czy to była 
cześć jakiemu bóstwu oddawana od Słowian; czy, 
jak nasz Bandtke, idąc za zdaniem uczonegi> 
Józefa Dobra wskiego, utrzymuje: kąpiel 
przez ogień, czyli oczyszczenie z grzechów* 
Jakkolwiek bądź, lud w Krakowskiem zach»* 
wuje tę pamiątkę, a prsfez zabobonność przypisuje 
sobótkom odwrócenie zarazy i charób od bydła* 
Być może, iż zwyczaj, ten zmienił za czasem 
pierwiastkowe znaczenie swoje ; ale tez nie nto na 
do prawdy niepodobnego, ażeby dzisiejsze wi^ 
śniaków podania, lubo tylu wiekami od pogań- 
skich czasów oddalone, nie mogły mieć z nimi 
jakiegokolwiek związku. Łatwo być może, is 
to była ofiara, którą Słowianie składali jakie- 
mu bóstwu, trzodami się opiekującemu. Praw*- 
da, iż podaaia gminnó nikną przed poofaodnif 
krytyki historycznej; jednakże, gdy cie pewnego 
nie mamy o bałwochwalsiMie przodków naszych^ 
•domysły i prawd o- podobieństwa, zastąpić muszą 
mieJ8C8 rzeczywistości. Wprowadzenio Cbrze- 
ściaństwa musiało koniecznie pociągnąć aa sobft 
zagładę najmniejszych nawet pamiątek dawnej 
wiary, aby hid tem prędzej, tem łatwiej dat się 
nakłonić do przyjęcia słowa Chrystusa. A ta& 
i najbieglejszego badacza oku, usunęła się peyv* 
ność, dziewięciu przywalona wiekami. Miłym 
wszakże być może dla Czytelników króiki 
opis tej, dawnych czasów sięgającej pamiątki* 
W dzień Zielonych świątek, ^) gdy zmrok padać 
zaczyna, tysiące zapala się ogniów, w przestrzeni 
okiem nieprzejrzanej. BUższe odbijają się w 
krysztale spokojnej Wisły, dalsze, aż ku Karpa* 
tom, gdzie powierzchnia ziemi t«zniesiona, zdaj^ 
się być gwiazdami zamdlonemf. Niektóre ognie 
pojedynczo, inne po kilka i więcej razem zapa- 
lonych, miły nadzwyczaj czynią %\idok dla oka» 
Z kopca Kościuszki lub z góry na Bielsnaclu 
pAtrząc, szczególnie przy ś\\ietle księżyca,, na 
kilka mil rozległą okolicę sobótkami posianą, 

*; Pówszecliniejszem jest atoli iBnrcnianr«, {alk 
to. poiwiadcsają dawniejsi pisane,, jfe w Wilią S. 
Jana; Marciu ^ Urzędowa pisze t w Wilią Sgp- 
Jana niewiasty ognie paliły, lałicowjiy, śpicwałir, i}9^ 
błu cześć i modły cz) niąc j icgo obycaajii pogańsŁiego* 
dotychczas w Polsce uie chcą; opuszczcić, oilaruwanic^ ' 



so 



nie mugeiia się itaiytii tim czaraj^m p*B«rana. «sófa) «Ted^e3nch na takm WMu, afo patf z^oy mś- 



Ogni« te po parę godzia bywają palone* - Zn- 
AHjczaj gartfć atajny., na wyaokim zapalana by-*^ 
M^a kiju, i cał^ stanowi ceremonią; a jednakie 
4rxeba \iideie^ aobótki, aby uwiercye, jak piękny^ 
jak maluMniczy 8pra%«ują widok: .caremonia ta 
ttwsL prces jparę wieczorów* A» & 

Prędkość. 

Z rzeczy zfianyt:h 'w naturze, największą cTiy- 
ioić ma światło; albowiem w jednej sekundzie 
przebiega 4G667 miL Ziemia w swym obrocie 

'•kolo sto«ca, w jednej sekundzie ubiega 112000 

« ■ • . • ■■ 



kle 40, czasem 50 — wrona 30 — poczta szyb- 
ka ^ied)iuUpoił) 7 stAp. 

Tak więc teraz bez koni i zaprzęgu jedzie 
człowiek wozem parowym 6 razy prędzej, jak 
azybką poczia, a ą |>rędzej, jak wrona leci. 
W6z parowy przy takiej szybkości, ciągnie je- 
azcze eięźar z tysiącem ceninarów ; a wszystko to 
sprawia mała ilość wady, zamienionej w parę 
trochą węgli. 

Przy takiej cliyzości podr&zny na wozie pa- 
rowym, musi być bardzo ostrożny: bo kto stanie 
na żelaznej kolei, temu trudno uskoczyć, choćby 
o 200 kroków przed sobą w<&z spostrzegł; gdyż 
w 5 sekundach już się wóz zbliży, i przeleci. 
Tak niedawno,, na drod^se pomiędzy Liverpool a 
Manchester, wielkie wydarzyło się nieszczęście. 
Czterech podróżnych zsiedli, ponieważ właśnie 
wóz odpoczywał, i weszli na kolej dla powra- 
cających wozów przeznaczoną* Nagle ujrzano 
wóz^ wołano na nich, aby prędko ustąpili z dro- 
gi ; lecz zaledwie ta przestroga uszu ich doszła, 
już się wóz zbliżył, i wszystkich przejechał. 

Osobliwszym jest widok, gdy dwa wozy pa- 
rowe, naprzeciw sobie jadące, spotykają się, i 
przelatają jeden kolo drugiego: z 100 do 1^ 

bylicy czyniąc, wies«ijąc po domacli i opasując «ic 
nią, Czynią solx) ki.** A Kocha[U)W>Jci śpiewam 

Gdy słońce raka za^r^ewa. 

A słowik witj,cćj xiie ipiewa, 

Sobotkc^, jako czas uiesi^. 

Zapalono w Cłuii) nj lesie ..^ 
Tak to matki iiam podały. 

Same także z drugicii iiiiuły, 

iiC na d/.ien 5i2;o Jana 

Zawjsi^y Sobótka palana. 

Dodajemy tn jessc^e krótki Sobótki opis, wyjcfy 
z Z i e w o 11 i i na rok 1834': 

,, Uroczystość ludów słowiańskich snaną w róznycli 
plcmionacU pod rózuemi n.izwiskanii, 8ięo;a uajda- 
wuicj^zycb czasów, a -w niektórych stronach trwa do- 
tąd. Przypada 24. Czerwca. Mieszkańcy jednej lub 
kilku o^ad, e.romadzHi s\^ w pevyne miejsce, nakła- 
dali wielki ojZjH-ń, tań' żyli dkoło Hie°;o, śpiewali, c/.y- 



poznać nie noBe, jak łiialą uratęgf, ki6rą tir»» 
«Ee fonnują^ pr^ołatającą ssyUco jak biyakawica« 

Da^manie na cmentarza. ' 

(S o n et.) 

Juz catun nocy «kry{ tóelące m<^y; 
A księżjc, jak kochanek po stracie kochanki, r 
Mdłe promienie roztaczał, na poła, kurhanki : 
I słowiki żałobną piosenkę nuciły« 

Jakie cierpiącym urok wspomnień bywa inilj.; 
Gdy mya zbiegłej przes^łośd kwiat uplatU 

w wianki, 



ąrobowou i mysią goni ^ 

Tysiąc pamiątek lubych: wszystkie po kolei 
Do stęsknionego serca jak dziatki luliłem : 

Lecz czemuż ^it&d obszaru, klóry mysią 

zbiegłem, 
Jeditę tylko ujrzałem, iskierskę nadziei? 
I ta wraz znikła nawet^ kiedy ją postrzegłem, 

A. G* 



X 



Dwa dęby. 

(Bajka.) 

Często nie słusznie ktoi doznaje wzgardy. 
Jeden dąb prosty i dla tego hardy 
W sercu jad mieszcząc złośliwy 
Rzekł do drugiego, co krzywy: 
Jesteś, rosnąc za ogrodem, 
Niegodnym natury płodem; 
Szpecisz piękność tej murawy 
Brzydki, nizgrabny, koszlawy, 
I twoja niez^rabność w czasie 
Do niczego nie przyda się. 
Przyszedł czas, pościnał je chłop w takowym stanie, 
Z prostego miał koryto, a z krzywego sanie. 
A tak znalazł użytek w tej i w tej dębinie, 
Kizy^ia żonę woziła, z prostej jadły iW... 

uili roEoiaito wróiby, to $kac«ąc praer płomień, to 
wianki na wod^ pus^caając. Były to istne słowiań- 
skie igriyska lub swi^^to ognia, odziane tajemnicaą 
uroczystością religii i całym urokiem poezyi. Opisał 
je Kochanowski: zdaje się, ie sobótka, w czasach 
przynajmniej późniejszych, znaczyła to samo, oó póź- 
niejszy obcy wyraz wigilia. Óobota była dniem po- 
przedzającym największe święto, jakiem jest niedziela; 
wcale więc logicznie nazwano dzień przed mniejsze- 
mi świętami sobóiką, czyli małą lobotą mniejsłych 
uroczystości/* — Inni wyprowadzają to nazwisko od 
Sab ot, bożek Ślązaków, czczony na górze Sobota 
(Zobtcuberg)^ Kołłouiaj Soboię uie z Hebrajskie- 
go (sabat) aiii od 'bożka wywodzi, lecz od lYyrazów 
sobie robota, to jest, ze w tym dniu lud wiejski 
juz nie panu, ale sobie, dia siebie pr.icował. (P. R.) 



Nakiadem i drukiem Ernesta Giintera w Lesznie^ 



(Rcd.Ciechaiiski.) 



Przyjaciel Ludu. 

nok drogi. NO. 11. Lenno, daia 12. Wrzejiiiiiieai. 



82 



„Otowspanialepłclłiłycli gmachów sicziyty, 

,^Giieie iiicgd}! rycens słiwny, anamic^uty, 

„Co mcziwem swojem narody łdiimieWaJ, 

„Wielki Jan trzeci pod laiify spoczywał. 

•,Tam laty^ prac9» troskami znużony, 

y^Słodzil w zacLszu niesmaki korony: . 

„Tam pokój malazł ws'ród chwili nie- 

y nęcznych , 

„Tam świat pożegnał, i ziomków nie- 
wdzięcznych*'* 

Temi wyrazy wspomną nieśmiertelny Kra- 
sicki Willanówy. ułubiooe schronienie Jana So- 
bieskieo^o, miejsce^, policzone sprawiedliwie do naj- 
piękniejszych ntieszkań wiejskich ^w Europie. Siat 
niegdyś pałac Willanowski nad sama Wista r 
król Jan powróciwszy z wyprą w j pod Wiedeń, 
przeniósł go "nad jej odnogę^, i wzniósł ręka za- 
branych jeńców^ dziś stojący gmach w guście w ło- 
skinu '^) Często tu monarcha przebywa! z ulu- 
bionymi towarzyszami znojów wojennych, po- 
rzuciwszy zgiełk stolicy, i tutaj także, w roku 
1696 życia dokonał. Królewicz Jakób przedał 
Willanów Sieniawskim ,^ a od tych przeszedł do 
Xiażat Gzartoryskieh. Król Augu-st IŁ majiic 
aobie dożywotnie pałac z ogrodem od dziedziców 
ówczesnych odstąpiony, rozszerzył go i wiele 
przydał ozdób. Po śmierci królewskiej, dostał się 
Willanów Xi§żętom LubtHnirskim,.a.od tych, prze> 
małżonkę, Stanisławowi Potockiemu, .który ża- 
dnych nieszczędził wydatków, aby tyle pamiątek 
w dawnej utrzymać świetności; owszem zbiór ioh 
powiększyć starał się, zgromadzajiic w mury 
Willanów skie, cokolwiek z naukami r pięknemi 
kunsztami ma styczność. Ogród wspaniały z drze- 
wami, które już za Jana III. były stare, zdobią 
5»omniki wystawione Ignacemu Potockiemu i po- 
egłym wojownikom w. bitwie pod Raszynem. 
W roku 1824, uszkodził pożar kilka pokoi, lecz 
te wkrótce z większa jeszcze okazałością adbor 

dowano* 

Wszędzie widać przepych połączony z gii»- 
8tem i sztuką. Cztery pokoje urządzone są po 
chińsku : wszystko, co tu widać, z Chin» pocho- 
dzi: obicia aksamitne ponsowe,. haftowane,, lub 
jedwabne różnych kolorów; po ścianach zawie- 
szone obrazy, rysunki, lustra lab latarnie kolo- 
lowe oświecają wieczorem, sprzęty stosowne, z 
M'ielu innemi osobliwościami,, zwracają na siebie 
widzów uwagę. W saU, biafą nazwanej, i in- 
nych wielu pokojach, zajmują oko starożytne po- 
sągi, popiersia sławnych ludzi, z bronzu, mar- 
muru 1 granitu, 124 prawdziwych etruskich wa- 
zonów, i naśładające je naczynia z greckiego, ^v.ło^ 
skiego lub krzeszowickiego marmuru. Nie ifiniej 
zastanawia galery a obrazów,, złożona ju2 to z dziei 
pędzla' sławnych mistrzów , już to z wybornych 
kopii, gdzie indziej znajdujących się oryginałów*^ 
Obok portretów monarchów, bohaterów, wodzów, 
godne* zajmują miejsce^ mężowie naukami wsła- 

*) Swiadbzyi 8amo nazwisko yiUa nuoTia (pomie- 
sdcaiiie wiejskie,) 



wieni: Krasicki, Piramowicz, Kopczjnski, NtriP* 
,.s»e w fez, Staszic, Niemcewicz z wielu inh^mn 
j W jednej z obszernych komnat, stoi fortepiau, 
I ozdobiony na wierzchniej desce malaturą wysta- 
wującą Parnas: dar to żony Leopolda Cesarza, 
posłany małżonce króla Jana III., wraz z po^ 
chlebnym własnoręcznym listem, dotąd w Archi* 
wum Willanów skiem zachowanym, w którym, 
wyraża, jako posełając jej ten insrument, pra- 
gnie, aby znanym swym talentem w muzyce,. sło- 
dziła tęsknotę z oddalenia męża, a przybywają- 
cegoy powitała marszem- tryumfalnym. Zachowa- 
iij> tu» także wszelkie sprzęty, służące niegdyś Ja- 
nowi UL; to- samo łóżko, stoły, krzesła, bióro 
czarne,, perłowa macicą wykładane, przysłane a. 
Rzymu, szafę hebanową, w której są rogi my* 
śliwskie, szklanki, słoje, kielichy z herbami, ku- 
fle szklanne i gliniane^ a napisami i wyraże- 
niem lat*. 

Brzmiał Willanów i jego okolice szczególniej:: 



za Augusta U. odgłosem rozry w ek i zabaw , wy- 
prawianych z wschodiHm przepychem. Tu ob- 
chodzono imieniny ulubionej królowi Anny Orzel- 
skiel, a potem Xiężnej Holsztyńskiej (1732V 
,;Gdy się liczni goicie zebrali, były skoki na li- 
nie, bawiły ich śpiewaczki włoskie, aż za danynt' 
ziiakiem przy odgłosie trąb i kotłów ruszono sic^ 
w miejsce, gdzie byja uczta w gankach blisko 
ogrodu. Gdy król zajął swe krzesło, zasiedli 
wszyscy, w dobranej parze i porządku \vskaza- 
nym, podług losów rzuconych, Granadyery ol- 
brzymiego wzrostu, nosili potrawy r bliżej stołoi 
odezwała się muzyka nadworna, dalej pułkowe- 
(wojska bowiem zgromadzone były pomiędzy 
Wiłlanowem a Czerniakowem, na uroczysty prze- 
gląd przed królem). Ogród feajaśniat ś^riatłem- 
20000 lamp, wśrodku gorzał napis: „Vivat An- 
na." Ochota późno w noc trwała: wstęp dla* 
przypatrywania Mę, wolny był wszyatkim." 

„Po popisie wojska zgromadzonego, częstowali 
król znowu . Jenerałów i starszyznę w Willano- 
wie, a dla żołnierzy wieziono placek ogromny, 
kwiatami posypany, po bokach rożnem obłożona 
ciastem, na koniach nawet i na całym zaprzęgu,, 
drobne obwarzanki były pozawieszane. Przed 
nim szli' granadyery Rutowskiego i Promnitza, a 
potem królewska muzyka na dudach grająca, pie- 
karz majster, który owego olbrzyma upiekł, nio- 
sąc w ręku nóż trzyłokciow^ , z rękojością za-- 
krzywioną, za nim 16 piekarczyków, dźwigających, 
stosy ciast upieczonych sztucznie, wśród który cIlo 
powiewała chorągiew; w całym pochodzie ro- 
bili dziwaczne obroty, wywijali chorągwie , za. 
nimi dopiero wóz ośmiokonny z owym plackiem 
sławnym, w umyślnie wystawionym piecu^ upie- 
. czonym,. do^ którego użyto 150 korcy mąki berl»- 
miary, jaj kóp 80, dwie beczek mleka, beczka 
masła; beczkę drożdży: miał. on długości łokci 
14, szerokość ł. 6j gruboścr J łokcia; następo- 
wały wozy z mięsiwem sóżnem^ potem Bachus, 
winog^odow^ym liściem^ i gruszkami uwieaczony, 



83 



trzymał piihar Mielki itocbly, przy nim 8 niu- 
Tzynów, a za nimi wozy s tnmkainj. Orszak 
ten, sarrzjniał się przed krókrn, a na z«ak dany, 
wystąpił gł<mny piekwz, i^szedt po drabinie c 
pomocnikami na wAź^ zakroił ^ samym środku 
placka kawał, a podzieliwszy g^ 4ia części, ofia- 
rował monarsze i znakomitszytn osobom, i zna- 
leziono ciasto smaeznęm i wypieczonem. Bachus 
równie stanąwszy przed lir^lem, pil za jego zdro- 
wie. Gdy się eddalił orszak w tej paradzie, 
pozwolono wojsku używać przygotowanych po- 
karmów i napojSwl*^ 

Podróż na Wschodzie. 

(Koniec ) 

Naimiawasy się do woli z grzeezności nie- 
snajomej piękności, oddaliliśmy się, i kazaliśmy 
aic przewieść do Skntary, dla oglądania tamże 
klasztoru Rufai, zakonu Derwijizów. Klasztor 
ten, sławipy z kuglarstwa i niemoralności mnichów, 
która i na wschodzie czuć się daje. Ich nabo- 
żeństwo zaczyna się od - zwyczajnej modlitwy, z 
ti^ tylko różnicą, ze każdy modlący się zamiast 
kobierca, ma baranie skórę rozpostarta pod sobą 
ńa której klęczy i siedzi. Odmówiwszy przepi- 
sane pacierze, które każdy Turek pięć razy na 
dzien powtarza, siadają w koło i odmawiają 
Fatiha, to jest: pierwszy rozdział koranu, do- 
dając: Cześć naszemu prorokowi, jego rodzinie i 
TTSzystkiro towarzyszom, równie jak Abrahamo- 
wi, jego rodzinie i towarzyszom. Formuły te 
wolno, jednym tonem poM'tarzają. Poczem wsta 
ją i zaczynają wolne wyznanie wiary: ha, ilah 
ilrallah, które zwykle*na 6 syllab rozdzielają „La- 
i*lah*il-la-lah. Wymawiając pierwszą syllabę, 
nachylają się naprzód, przy drugiej znowu się 
prostują, na trzecią przechylają się w trł: poru- I 
azenia te przy następujących syllabach powtarzają 
tym samym porządkiem: albo też odmieniają kie- 
runek, nachylając ciało przy pierwszej syllabie 
wprawo, przy drugiej wśród ku, a przy trzeciej 
na lewo. Chór ten zaczyna się z wolna i po- 
wtarza się coraz prędzej, a zawsze ruch ciała, 
właśnie jak u żydów, odpowiada krzykowi. Na- 
koniec kiwanie to tak jest szybkie, że modlący 
przymuszony jest dwie syllaby na jeden ruch wy- 
nia\tiać, tak, ie tylko słychać krzyk Il-lah. Im 
ruch szybszy w ^ takcie, tym zapał większy mo- 
dlących się: wszystko to nakoniec zamienia się 
w szalony taniec orgittki. Podczas tej okropnej 
wrzawy, dwaj śpiewacy, miłym głosem śpiewali 
miejsca z pochwały proroka: ich śpiew łagodny 
i umiarkowany, brzmiał jak odgłos uroczysty 
dzwonów, wśród rozhukanej burzy i bicia pioru- 
nów. Gdy przełożony topnieniem da znak, na« 
stępuje najwyższy stopień szału: wtedy to rzu- 
cają sie jak opętani, a wtym pomieszanym krzyku 
niesłychać tylko syllaby lach, albo wy krzyk ha! 
Z początku samego , jest ten śpiew dość zrozu- 
miały; lecz później trudno zgadnąć, co znaczy ta- 
kie jednosyliabne ryczenie^ gdybyśmy nie byli 
świadkami jego powstania. Podczas tego kiwania 



Bi^ i krzyku, uini Derwisze pokazują aztuki z 
rozpalonem żelazem : kładą je w gębę, każą so- 
bie rozpalonenii obcęgami ciało szarpać, trzymają 
w ręku rozpalone kule, bez najmniejszego śladu 
boleści lub rany. Podczas tych sztuk knglarskich 
krzyk się wzmaga do najwyższego stopnia: nie- 
którzy n pa dają, tocząc pianę^ na ziemię, jak gdy- 
by w zachwyceniu, iniii osłabieni mdleją.: a inni 
krzyczą: Ja-hu (Jehowa), na co drudzy odpowia- 
dają: fa meded (dopomóż) tym czasem pienie 
hymnu brzmi miło i słodko: o pocieszycielu: o 
kochanku! lekarzu duszy, o wybrany! o wyba- 
wicielu na dniu ostatecznym, gdzie ludzie \iołaó 
będą : o duszo moja, duszo ! a ty rzekniesz : o mój 
lud, mój lud! — Jakkolwiek całe zgromadzenia 
zdaje się być szalem zajęte, przecież, wyjąwszy 
tylko kilku fanatyków, którzy w szaleństwie i 
odurzeniu bez zmysłów na ziemię padają, wszy- 
scy inni zostają zimni i bez zapału, a cały 6vr 
szał i święte zachwycenie, wychodzi na kuglarstwo^ 
dla zwabienia ciekawego tłumu ; Jałmużny, które 
przytomni Europejczycy dawać zwykli, są dobro* 
wolne; Muzułniani zaś nic nie dają. 

Okolice Konstantynopola są także zachwyca* 
jące: pałace Cesarskie i posłów zagranicznych^ 
tudzież domy letnie (kioski) bogatych Turków^ 
pyszny nad brzegiem Bosforu przedstawi iają widok: 
mieszkańcy tutejsi są wyłącznie prawie Grecy i 
Armeńczykowie. W drodze do Bujukdere spotyka 
podróżny na obszernej łące owe 7 olbrzymich Pla« 
tanów, znakomitych ogrumem swoim i wiekiem* 
Lubo nie raz już rażone od piorunów, tak dalece^ 
że pnie ich wewnątrz prawie już całkiem są wy« 
palone, corok jednak rozłożyste ich konary, no« 
wem okryuają się liściem* Gottfried Bonillon^ 
mówią, w ich cieniu z. wojskiem swojem noco« 
wał; zapewne ich wtedy było więcej. 

BiijiiJkdere jest piękne. i ma wicie pysznych pała* 
cówj tutaj są także ^aŁacc i mieszkania zagranicznych 
posłiiw i konsulów, tutaj zacliw)c.iją oku nasze naj« 
piękniejsze ogrody i spacery, przedstawiące z pagór* 
ków, rozkoszna widok na morze, Dhiga dro^^^a 
pi owadzi pomiędzy samemi ogrodami do sławnej 
doliny różanej, gdzie w s'i*oak«i pięknego ogrodu 
jest busin, w który z kilku fonian chiudna woda spada* 
Woda tutej?za, równic jak cliłód otaczających naokoło 
drzbw platanowych, oprawiają, ze Turcy bardzo to 
n»iejsce lubią. Nie daleko tej studni jest kawiarnia, 
w Której kawy i tytuniu dostać można. Każdego cza- 
su zistać m można Tuików, Arracdczyków, Europej* 
czyków, siedzących na kobiercach, palących lytuij i 
w głuchem milczeniu popijających kawę hib wodę. 

Mimo znaczne postępy Cywilizacyi, nadmienić tu 
wypada, z'e Turcy mają swych komiesserów na wodig^ 
tak, jak w Europie na wino lub piwo. 

W kilka dni potem trzeba było rozpuścić żagle : 
popłynęlis'my na morze Marmora. W tej nocy 
taka nas^ burza nnpadła, jakićj nigdy jeszcze nie 
byłem s'wiadkiem. Wiatr szalony rozdzierać zaczął ża- 
gle, których nie zdąźylis'my s'cią£:nąć, 20 do 30 stóp 
okręt nasz w górę był rzucany, błyskawica nas tępo* 
wała po błyskawicy, jeden piorun po drugim, ws*ród 
okropnej ulewy* a ryk grzmotów, połączony z szumem 
mórz I, okropnym łoskotem przerażał uszy: zdawało 
się, źe się wszystkie zyw^ioły na zijubę nasze sprzy- 
sięgły. Jednak okręt żadnej nie poniósł szkody, co je- 
dynie winniśmy zimne] krwi kapitana i gorliwości maj- 
tków. W szes'ć dni za\vinęlis'my di Nap uli do Kom anią. 



Si 



Grób Ś. Woiciecha .w 
C 

RyciRa V 
i groboM-iec Ś 
Mapom nieliśmy 
tedralsego w 
ta sMiaijnia mt 
tak tez penmil 
nowazyoh jest 
Gtizie sprona 
Trzemeszna do 
zwłoki Ś. Woje 
żonę hytjf nie 
zachoif'ane prze 
Czechami przez , 
kaptaniw, un 
posiały przez bi 
kuba Iii. z Sienn 
kuń»iaijni(l4i 
tarzii, z marniu 
sionym i znaczii 
bioiiym nakladei 
mjwało się to 1 
az do wtar^ici 
diw do kraJD, j 
rycli ctupione, 
gruz.ich z wieli 
ĆHi^tjni, ■ flirBM 
SB rem, DzisEe 
bowiec jest w 
kaszlem Afarieji 
^'e^u U' roku 
dlu^ wzoru jedi 
mnikiw ś. Pio 
bi^cyrb Waldka 
nie. Cztery zna 
sokości lilary^ p: 
cersk^ robutij, 
unoszą balda- 
chin nad o!ia- 
rzem, na kld- 
rym spoczy- 
Maję z\iluki 
Ś. Wojcletlia 
w srebrnej irii- 
lanie. Boki jój, w wypukłej r 



I Poznania do Gniezna pieszo o3- 
Sogłi za przywrń- 
i, Bolesf aw Krzy- 
ak świadczy Akta 
'. złota i wielka 
na trumnę, z ży- 
Wojciecha w Bi4j 
ysiaw lY. jako 
wojnie moakiew- 
i- roku 1621, zna- 
wielkości dzwon » 
;o mieć czci juię- 
iskupa poiMicco- 
*) Zygmunt III. 
ał, do grobu Ś. 
cha 54 sztandary, 
: w wojnie z Woto^ 
a w roku 1626, 
arebma , koszto- 
iboty, ktirę Szw»- 
dczas napadu na 
>, z wielu innemi 
raraiuwieźli. Doi 
na ołtarzu saiktH 
Ił darem Xi Wo^ 
Pilchowicza, Suf- 
. gnieźnień. z rołai 
Głowa świętego 
1 w osobnym k»- 
relikwiarzu, dwa 
o roku wystawili 
8. Codziennie od- 
■ic przy tem Man- 
nąjświetsza ofiara, 
zas niej śpiewają 
z ustawy pier~ 
Arcypaslerzilw, 
„Boga rodzica*' 
według melcH 



Gtib Ś. Wojciecha w Gnieźnie. 




^^.,.., przypomi- 
nają waznie|8ze czyny biskupa; figura srebrna 
na wierzchu snikofagii, wystawia ś^tiętego mę- 
ża, w Arcypasterza ubiorze, z podniesiona gło- 
V^ i lewii lęką, jakoby powstawał gIoaii5 nan- 
k^, za ktuiii krew przelał. Za trumną widać 
figurę marmurową Kadzyna, czyli Gauden- 
cyusza, brata S, Wojciecha. 

Od najdawniejszych czasńw słynął grób Ś. 
Wojciecha w Gnieźnie; przy nim wziął Bole- 
llaw Clirol)rv koronę z rąk Ottona III., klńry 
ilubu uczynionego w Ciężkiej chorobie dopei- 



*) Zo',' P:ijJMiel Ludo Tom. II. N.ii 



Ryi, czyli Ostrowidz. 

Ryś dawniej w całej Polsce i w Wfemczech 
obficie zamieszkały, dzi.ś juz z wielu krajów ustą- 
pił, w innych stał sie rzadkim. W leśnogo- 
rzystych strunach Niemiec, jeszcze się niekiedy 
zjawi, ale nie ma go już w naszej prowincyi. 
W całem królestM-ie Polskiem m'e zna go tylko 
jedno Województwo AugusIuMskie. Niceo czę- 
ćcićj natralia się w Litwie, zwłaszcza we wscho> 
dniej części kraju. 



1 podcc39 poiini »ir>pi'f si^ poczcfci, 



8S 



Byi^ 037! i OsliowiJEr 



Fałro Rysie ma szaconeŁ a kuśnierzy we 
wzgl^zie iniękkoici i eiepła. Zarzucają mu lylko, 
Że ułas jesł kruchy i nietrwały. Wreszcie len 
lflkOi-R)» przyBosi nam użytek, A choć nie jest' 
tyle szkodhwym dla zwierząt domowych ile wilk, 
Ju^. tem większe w)Tzadza szkody poardd leśnej 
zwierzyny. Wylcpia Jarząbki, Cietrzewie, Za- 
jące, Sarny i nawet Jelenie, na któr^ z wyso- 
Kwh drzew z nienacka się rzuca, za szyję chwyta 
i dusi; po czem, na sposiib tygrysa^, bardziej 
krew wypija, niż mięsem się karmie Hie ma 
więc czego żelować, że Rysie, rAwnie, jak 
niedźwiedzie plemię, n nas jeat wytępione, al- 
bowiem nigdy wartość ich skór nie njTÓwnala- 
by wyrządionej przez nicli szkodzie. Żałujmy ra- 
czej, żeamy się podobnież wilka i lisa me pozbyli. 

Ryś jest niAo. mniejszy od wilka. Cały jego 
nkład jest kota, tudzież Lamparta, do ktńrych 
rodzaju włócznie należy. Wszelako ceutki na 
skurze rysiej, daleko są mniei wydatne,- jak u 
Lamparta, uszy dłuższe, szerść kosmatsza. Oczy 
jego wielkie i jaskrawe, a w nocy jak ogniem 
iskrzące. Kolor futra ciemno brunatny na grzbie- 
cie, coraz świetlejszy a spodu, a na' brzuchu 
zupełnie biały. Włazi bardzo zręcznie na iljcze- 
wa, i pnzeskakuje z miejsca na miejsce, na sie- 
dem łokci i więcej. 

Mieszkanie swoje zakłada, to w demulj gę^ 
stwinie lasu, to w jamacb, bądź wykopanych przez 
siebie samego, bądź na innycli zwierzach zdo- 
bytych. Młode rysięta wiclaie mają. podobień- 



stwo do kotjw, i tenże sam Bpo8<^ igraniś mic^ 
dzy aoba. 

Piie łBtw'» jest polowanie na ryua. Bo gdy 
Mfizyslkie zmysły, a mianowicie wzrok, słuch, i 
powonienie, nadzwyczajnie ma bystre i przeni- 
kliMe, trudno, aby się strzelec niepostrzeżony 
do niego zbliżyć potrafił. Jeśli nakomec doszedł 
da tego, że rysia na ceł wziąść może, musi się 
starać, albo go ybić od razu, 'albo przynajmni^ 
wszelkich go sił pozbaw ićf bo w przeciwnym 
razie. Ryś prosto w twarz mu skacze, a długiemi- 
pazurami ciężkie może zadać kalectwo. 

Imię Osirowidz, nadane zostało Rysiowi W 
dawnych wiekach, dla tego, że mu więcej jak 
nadzwyczajną, bo prawdziwie cudbwną ostrość 
wzroku przypisy W' ano. Było przyjęte o nim mnie* 
manie, jakoby przez ściany i mury patrzyć był 
zdolny. Nie ma juz potrzeby takowe zbijać 
twierdzenie,- S. H. P. 



O karze śmierci. 

(Zdarzenia prawdziwe.) 

W roku \SQ5 toczyła się w Izbach francuz- - 
kich ta ważna, dotąd nierozatrzygnięta kwestya:- 
„czy zniesienie zupełne kary śmierci byłoby z 
dobrem luddiości lub met Wiele głosów iilan- 
tropicznych ozwało się wymownie za projektem, 
większość jednak, mając za sobą doświadczenie, 
oparte na siatystyczneu obrachow aniti p.op^inia- 



86 



DTcIi ^vygtcp1(5w przez popraif lanycTi , jaz ula- 
«ka\vionych zbrodniarzy^ ciągle przecież ludzkości 
ezkodzj}cych przemogła, w brew maxymie: ze 
czło>vieko\vi niemoże być odebran-e życie przez 
ty-city którzy mii go niedali; że pra\vo po>f^inno 
tylko człowieka szkodzącego ludzkości postawić 
w ftiemożnosci jej szkodzenia, ale nieodbierać mu 
życia, którego mu wrócić niemoże, a człowiek 
przeciwnie każdy zdolny się poprawić, może je- 
szcze jej swój dtug wypłacić. — Kara śmierci 
była utrzymana. 

Szczególnem zdarzeniem los nastręczył w tym 
samym czasie dwa przypadki, przychodzące w po- 
niac gtosujacym za zniesieniem kary śmierci, jako 
dowody, że pomimo wszelkie ostrożności, tak prze- 
widziana prawem, jak oddane najściślejszemu roz- 
biorowi sędziego, zdarza się niekiedy, że kara 
na niewinnego pada. — W mieście jednem we 
Francy], dwóch braci zakochało się w jednej pa- 
nience. Młodszy spostrzegł, że starszy wzajemno- 
ści doznajey i to go w rozpacz wprawiło. Wszel- 
kich szukał sposobów zapomnienia kochanki, 
wszelkiej przyzywał pomocy zimnego rozsądku, i 
religii, lecz miłość, ta najgwałtowniejsza namię- 
tność ludzka przemogła wszystko: coraz głębiej 
wpadał w szaleństwo. Był to młody człowiek, 
zalecający się rozsadkieni, pracowitością i nie- 
akażontim dotąd postępowaniem. W rozpaczy, w 
szaleństwie, niowidział innego sposobu do wy- 
brnienia z tego stanu, do okupienia sobie szczę- 
ścia i pokoju na resztę dni życia, jak zgładzeliie 
26 świata szczęśliwego rywala, swego rodzonego 
farata. Cała natura wzdrygała się w nim, gdy 
miał przy stępować do \ły konania tego zamiaru, 
lecz nieznacznie oswoił się z t^ okropną myślą ; — 
każdy widok szczęśliwych kochanków, jadem za- 
zdrości napawał jego serce, aż nareszcie dnia je- 
dnego po południu, nicbędąc już panem siebie, 
nabił flintę i szukał brata. Brat wyszedł był za 
miasto, na przechadzkę, i właśnie wchodził do 
lasH, przyległego miastu, gdy tamten na strzał 
flinty go doszedł; i natychmiast zmierzył, wy- 
strzelił i w tej samej chwili brat trafiony kulą 
na brzegu lasu upadł* Brat zabił brata; lecz 
przynajmniej zabity nieznat swego zabójcy, nie- 
wiaział ga w chwili konania, bo znać ugodzony 
z tyłu padł na twarz i skończył. — Gzem jest 
piorun, który ugodzi złego człowieka w ch\«ili 
grzeszenia, tem był dla zabójcy ów wystrzał: 
w tej samej chwili, gdy spostrzegł, że brat po 
jego strzale poległ, spadła mu z oczu zasłona, 

Soznał dopiero całą okropność swego postępku, 
eszcze większą rozpaczą miotany rzuca w blisko 
bieżącą rzeczkę zabójcze narzędzie, bieży napo- 
vrrót do miasta, stawa przed ową dziewczyną i 
sam na głos się oskarża, że z miłości do niej 
zabił brata* Uwiadomiona przez przytomnych po- 
licya, oddała go do sądu kryminalnego, przed 
którym również sam się oskarżał, żądając koniecz- 
nie na siebie wyroku śmierci. Podług kodexa, 
każdemu o kryminalna przestępstwo obwinionemu^ 



przydany bywa obroAca. Młody zaledwie z Pa- 
ryża przybyły adwokat, podjął się go bronić. — 
Przytaczał na uniewinnienie jego stan szaleń- 
stwa, w którym się znajdował przed popełnienietti 
zabójstwa, żal swego postępku, oskarżenie saYne^ 
go siebie. — Sąd kryminalny przecież niemógt 
z\«ażać, niczważał na podobne względy i rozpo- 
znawszy dostatecznie sprawę, wydał wyrok śmierci. 
Przyszła natenczas myśl Adwokatowi zapytać sio 
winowajcy: gdzie jest broń, którą brata zabił f 
A dowiedziawszy si^j wziął świadków, poszedł 
na oznaczone miejsce ; wyciągnięto w samej rze- 
czy w tym miejscu z rzeczułki flintę, którą we- 
zwani znajomi obwinionego, za jego w łasna uznali* 
Potem kazał wydobyć, w przytomności sądu, z ciała 
zabitego kulę, która, gdy ją do owej flinty przy- 
łóż}!, była o wiele większa od otuoru lufy, a 
zatem żadnym sposobem wyjść niemogła z flinty 
oskarżającego się zabójcy. Cofniono wyrok, za- 
wieszono sprawę i śledzono, jakim innym sposo- 
bem człowiek ten zabitym został. Wykazało się 
później, że gdy młodszy brat do starszego, wcho- 
dzącego do lasu z tyłu z pola strzelił, właśnie 
w tej samej chwili, strzelił w lesie borowy do 
sarny, którą chybił: tak, że te dwa strzały ra- 
zem wydały jeden tylko huk. &ula, która za- 
biła, była tej samej wielkości, co otwór flinty 
borowego; rana jak z dobytego jeszcze raz ciała 
poznano, nie z tyłu, lecz z przodu zadana. — Ob- 
winiający się zabójca, uspokoił swe sumienie^ 
choć nieprzesta) żałowa<S brata; wskazany został 
wyrokiem na kilkoletnie w ięzienie, za sama chęć 
niepopełnionego przez siebie zabójstwa. — Po 
wysiedzeniu kary ślub go połączył z dawna ko- 
chanką. -^ 

Drugie zdarzenie jeszcze okropniejsze, gdzie 
oskarżony winowajca zupełnie był niewinny. W 
Paryżu, wdowiec jeden miał jedynaczkę córkę 
dorosłą, którą niezmiernie kochał. Zona mu da- 
wno umarła. Zakochał się on w swojej służą- 
cej i byłby ją niezawodnie poślubił, gdyby mu 
córka do tego przeszkodą nie była. — Ztad nie- 
nawiść służącej do córki swego pana. — Zacho- 
rowała córka. Ojciec troskliwy, przyzwawszy 
lekarza, przepisane jej przez niego lekarstwa sam 
z apteki przyniósł: sam jej w kilka chwil po- 
tem dał zażyć. W kwadrans p(Aażyciu, zaczęła 
córka konać w największych boleściach. Sko*- 
nała w jego ręku. Ojciec niew iedział^ jak jf 
ratować; boleści powykręcały jej okropnie nogi. 
Stracił przytomność i w tej rozpaczy myślał 
że jej pomoże prostując nogi; i gwałtem je 
naginając do zwykłego położenia. W tej chwi- 
li wchodzi lekarz, poznaje symptomata otru- 1 
cia, pomiędzy któremi wykręcenie nóg było naj- 
główniejszem, i odzywa się do ojca: „WPana 
córka już nie żyje! Czemu jej wykręcasz nogi? 
musiałeś ją otru^!'^ — ^ Ojciec krzyczy: tak jest, 
ja ją otrułem, ja ją otrułem ! '^ lecz w tem tylko 
rozumieniu, że jej sam przed chwilą dał zażyć 
IdLarstwo* Lekarz przyzywa świadków^ oddaje 



$r. 



d# sadu kryndnalneg^b, niesżezęaliSrego ofcą, skła- 
da swe recepty, wzywa do (luroaozeiiia ^19 ap- 
tekarza. — Wa aptekarza pada kara kilkole(niV 
go wiczieiiia za pizedanie trucizny* — Ojca. 
wzkaziija na śmierć. W chwili exeKucyi^ poru- 
szona sumienjem i przywiazajtiem do 'dawn«g<^ 
swego kochanka, cvwa służąca, pyzerzynra tłumy 
zebrane około rosztowauia, \v«łaf^c: ,,nie ti-ać- 
cie goT en niewinny! — Wstrzymuje się exeku- 
cya,. Ona wyznaje przed sędzię, czytającym wy- 
rok, ze w^ chwili, gdy jej pan, pr^y^dłszy a 
apteki, lekarstwo postawii, ona j\m: da^no dla 
jego córki przygotowaną^ truciznę do tego lekar^ 
st^^a przymięszaia. — Na miejsce^ jjego wzka-< 
zana później na śmieiM;.. ^tekava z więzienia 
uwolniony, a inny, od którego służąca truci- 
zny dostała,, nai J£^o miejsce wzkazany. — Nie- 
szczęśliwy ojciec uwolniony, straciwj&zy dwie so*- 
bie drogie istoty, sam sobie życie odebrał. 

W* A. W.. 



Kiystyna Poniatowska z Ducbuifc.. 

Często bardzo zdarza się, ze, kiedy imiona 
nęźów, którzy się ludzkości ważnym i użytecz- 
»yin wynalazkiem lub w innym względzie pray- 
siuźyli, w wiecznej niepamięci pogrążone zostały, 
nazwiska szarlatanó^v Itib wielkich* złoczyńców, 
podaje pokolenie pokoleniu z skrupulatną tro- 
skliwością. Nie wiemy już kto pług, kto ze* 
gary wpalazł. Imiona Jennera,, Watta, 
Franklina, Tycliona Brachy, nie znane są 
pomiędzy mniej oświeconymi; gdy tymczasem 
nazwisko kuglarza Twardo wskiego*, Pinne- 
tego, Kagliro^fra i tyJu innycłi^ brzmi w ustach 
każdego, i* więcej daleko znajdzie się takich, któ- 
rych awantury rozbójnika Kartussu bardziej ba- 
wią, niż, żywot Wincentego a Paula, lub 
Fenelona, owych, przyjaciół i dobroczyńców 
eierpiacej ludzkości. Do owego rzędu ludzie 
tak niezasłużenie w dziejach świata głośnych, 
aależy ^ także osobliwa w swym czasie kobieta,. 
• której wiadomość krótką czytelnikom Przyja- 
ciela ludu podać postan(miłem.. 

Krys^tyna Poniato/wska z^ DncRnik zą- 
słjnęła w dziejach, nie z nauki, nie 2 czynów 
pi też nareszcie t urody,, ale z mniemanych ob- 
jlEiwień swoich^ które w 17tym wieka* głowy nie- 
pospolitych nawet ludzi w Europie zaprzątały.. 
Brodziła się roku 1610 w Morawii, z matki 
Zofii' Pawłowskiej, Polki, z ojca Juliana Ponia- 
towskiego, Ministra Bi»ci czeskich, niegdyś za- 
konnika katolickiego, w Małejpolsce,. co porzu- 
ciwszy szaty zakonne, a- z niemi wdarę ojców,. 
achronit się do Mora«vii. Szczupłe dochody lu- 



jef mlodocfany pomfęszala, że Ponfatowska w 
17 roku swego życia (1627 soku) zaczęła sama 
objawienia mieMać, i takowe przytomnym opo- 
wiadać.' Bozumie się samo przez si<ę, że mnie-^ 
mane objawienia jej były w tym samym prawie- 
kształcie, w jakim je znajdujemy w Apoka- 
lipsis. Pospólstwo okoUczne i słndzy Barono-- 
wej Zelling uznali natychmiast w psoFOCtwacb 
Krystyny dar nadludzki ; ale Baronowa Zellnig^ 
rozsądna matrona, poznała wnet, że objawienia 
te były skutkiem pomieszania zmysłów i oddałam 
Krystynę w kuracyą BrRgłemu lekarzo\iT, IWlcbało— 
wi Libawinszow i. Starania atoli jego około przy- 
wrócenia Krystynie zduowia, były nadaremne.- 
Tymczasem bracia czescy musieli opuścić Czechy i 
Morawią.. Znaczna część ich udała się^ do Wiel— 
kiejpolski. Krystyna Poniatowska^ powientonar 
opiece sławnego Komeniusza, przybyła dnia 8 g^' 
Lutego 1628 roku do Leszna Ponieważ zaśjjBJ obja- 
wienia opiewały o zburzeniu^ zepsutego Babilonu,, 
(przez co religią katolicką' rozumrata)! a aniala z 
, mieczem ognistym, idącym z północy zniszczy c gnia- 
zdo smocze,, przez co rozumiała królów Szwedz- 
kich, mających obalić kiedyś panowanfe domu 



' mu, były bardzo na rękę, do utwierdzenfa wy- 
chodźców czeskich i inoraw8kieh«w wytrwaloścł 
i nadziei, że kiedyś do sfedfisk ejczystych w- try- 
umfie powrócą. Wieść o darze pporoczynw Kry- 
styny, rozeszła się wnet' po* całej Wielluejpolsce*. 
Komeniusz rozsiewał ją ]5iórem' i usty, przyzna- 
jąc Poniatowskiej przymioty nadludzkie.. Roz- 
sądniejsi byli polsce duchewnf braci czeskich^ 
oni, co w każdem niemar z pism swoieh. szydzili 
z cudów na Jasnej górze Częstochowskiej dozna- 
wanych, nie mogli przyznawać daru pBzepowia— 
dania przyszłych rzeczy ośmnastoletniej^ chorej na^ 
umyśle dziewicy. Poczytjrwali ją tedy za to^ 
ezem istotme była, to jest, za istotę, 'mającą umysł 
obłuskany i na ^ynodsne roku 1629 w Łesznia aio— 
żonym,. zakazali Komeninszowr pism w tej matę— 
ryi wydawać; Ale Komeniusz postanowił uti%y— 
mać się na swojem, bądź tO, że był ikotnie fana- 
tykiem, bądź też, że kuglarst^ro to służyło jiego^ 
widokom w politycznym i religijnym względzie*. 
Cóżkol%iiek bądź, umyślił rzecz tę poprzeć powa- 
gą sławnych w ówczas lekarzy w Polsce.- Rafa- 
łowi Leszczyńskiemu-,. Wojewodzie* bełskiemu^ 
dziedzicowi Leszna, przedstawił Poniatowską jaka- 
proroczynią i' poddai zdaniu rady lekarskiej wy- 
rzeczenie e stanie jej» zdrowia.. Na radę tę ze— 
brałisię do Leszna następujący lekarze: Mateusz: 
Fechner, nadworny lekarz Zygmunta IlL, rodeii» 
z Wschowy, uczeń sła^vnego Johnstona;* Marefc 



Sr/I„t" -W^l^irT "^^'L^^ w I ^"g^e-^^B o^u^Wlachr^^adwornk let.» 
S^?^.«?/.T K •* f*™''^*""^^^ d<, ZeUinff:: ro^ra^e swojej o- hojnotó teólów^i pa„ów PohkioK. 

aas objjaHieiua. S.. Jana,, do teg« stoEua umpł j,ti/Jc sujl' iiaJiaaii i«.p^o*u*:etcw 



S8 



Krystyna Poniaioirska. 

Leszczyńskiego, Michał Libaniiisz , ktury Kiy- 
«tynę najpierw miat w kuracyi; Jołinston, i kil' 
kn innych ; znajdowat sio lakże na tej radzie 
lekarskiej Komeniusz. Odbyła się zaś dnia 24. 
Hn'ietnia 1629 roku. -Uczeni lekarze, po krai- 
kiem dochodzeniu stanu zdrowia Krystyny, wy- 
fzebli, z n'i<lkim smutkiem Komeniusza , ze 
dziewica ta derpiata chwilowe pomięszasie zmy- 
sIiSw. Od tej chwiii wiara w jej dar proro- 
czy upadła w Wieikiejpolwe pomiędzy wycnodji- 
fftmi czeskimi i mora^tskimi, ale Komeniusz nie- 
przestal bynajmniej w pismach swoich głosić jej 
proroctw Te«zcie Europy. Po kilku lalach odzy- 
skała Krystyna Poniatowska zupełnie zdrowie i i 
połączyła me w roku 1632 związkami małżeń- 
stwa z Danielem Yelterem, wychoilzcą czeskim, 
kióry bvł najpie™ uauczycidfan Fryderyka Hen- 
ryka, najstaiszeso syna Ferdynanda II. kriila cze- 
skiego, a po opuszczeniu ojczyslycli siediisK, za- 
wiadował przez lat kilkadziesiąt drukarnia braci 
CBeakich w Lesznie. Z tym żyła Krystyna szczę- 
śliwie lut dwanaście, miesięcy dwa; umarła 1644 
juku, zostawiwszy dwuoli synów i tyleż córek, 
TT ostaiwch latacn życia, odwalyMała Krystyna 
mniemane objawienia swoje i wstydziła się ich. 
„Sa łok przed jej śiiuerci^, — m&wi Komeniusz, 
<n- ogromuem dziele SMOJem, poświęconem opiso«v'i 
żywotów i marzeń łałszywych proroków Kotera, 
Orabicyuza i naszej Krystyny^ noszacem tytuł 
Lux e fenebris i t. d." — przyhylem e Prus 
<d« Leszna. Powiedziano mi, ze Krystyna obja-. 
Mienia swoje oJwołnje i gniewa się, gdy jej .kto 



41 nich przypasuna. CTic^o tiC przekona- o t^m, 
wziąłem jq na stronę i badałem, czy wieś^ o tern 
«dwoły\vanin jest prawdziwą. Odpowiedziała ini, 
ze ją dziwi, iż takowym baśniom zawierzam. 
Prawda jes^ rzecze, iż zapytania niektórych w t4} 
mierze zbyłam milczeniem, wiedząc, iz mi zapy- 
tania takowe z szyderstfva czynili." Tak mówi 
Komeniusz, który w Krystynie chciał mieó konie- 
cznie proroczynią. Kobieta ta pochowaną została 
z największą okazałością w Lesznie, na cmentarza 
braci czeskich. Wacław Locharyusz, ministra 
tego wyznania, uczcił pamięó jej mową pogrzebo- 
wą, któro drukiem ogłoszoną została. Nauczy- 
ciele szkoły Łeszczeńskiej, opłakiwali j^j śmierć 
w pięknycn trenach, w łacińskim, polskim i cze- 
skim języku, a sławny Komeniusz^ zebrał żywot 
jej i marzenia na kilkaset kartach dzi^a swego : 
Łuk e tenebris, które się kitkn wydań i tłó- 
maczeń na rozmaite języki Europejskie doczekało. 
— Zofii z Pieskowej Skały, Dniżbackiej, niema- 
my dotychczas pMządnej, kitku-kartowej przynaj- 
mniej biografii I bo pra^i dziua zasługa, mniej 
znajduje wielbicieli, jak bezczelna szarlataneria. 

Różowa wstęga. 

fWoIne tłómacienie x Klopitoka.) 

Spotkałem lubą w pięknym ranku wiosny, 
W chłodzącym cieniu, snem miłym ujęta, 
W jej UNiaćłi uśmiech spoczyual radosny. 

Pierś jej skisłem różowemt wsi^ 
I powtórzyłem mą przysięgę świętą, 
Lecz nie słyszała mej czulej przysięgi. 

Pojrzałem na nią : to jedno spojrzenie 
Jej tchnienia z mimi na wieki złączyło; 
I ivpad(eai w słodsze jeszcze c 



W lem na różowe m slegi wietrzyk nionąf, 

A ich szemranie ze snu ją zbudziło. 

Chciałem przemówił: ... głos w piersiach utonął. 

Pojrzała na mnie: (o słodkie spojrzenie 
Me życie Miecinie z jej żjciein złączyło 
I w raj aas wzniosło lube zacliu jcenie. 

.^—^— A. G. 

Ł fi k a. 

(Bajka.) 
Śniiata się łąka z grobli, iż ją rwniy wody: 

Ai te gdy ją przeiAtaly, 

C«)ą łflkę zalały. 
Warlm leg", bo z cudzej cieszyła się szt«3f. 

X. r. c. 



tij^ktai/im i drukiem Ernesla Giintera w Losznie. 



(.ttcO. 



Przyjaciel Ludu. 



Rok drugi. 



No. 12. 



Leszno, dnia 19. Wneśnia 1835. 



Kaplica na g&rze Zobten. 



Piotr Dunin i zamek iia górze 
Ziiijieii. 

Zublen jest nie wielkie miasler^ko, Uiąec u slńp 
f^Ary le^uz DAtwisha, wtnosEacej się jak olbrarin 
jaki, w kaztntcie ostrokręgu, MŚród rozległej pta- 
Bzczyzaj. W iI.iwnTch czasach Słowianie za' 
odrzańscy zitali (e górę Sobula albo Sobót- 
ka, czjłi (o otl bożka Sobiit, którego czcili, 
cz}lł lec, że lulaj igrr.y^ka Sobótkami zM-ane 
(zob. No. 10.) uilprawiać się eujkly. ]Viekló> 
rzy łacińscy kronikarze nadali jej przydomek 
mons sileniii albo Silesii (góra milczenia) i 
zlad .Szlask miał wzi^ść swe nazwiskj). 

Góra Zobten dla mieszkańców nawet Wro- 
cławia o 4 mile odlegtycb, piękny i wspaniały 
przedstawia widok, a z jej wierzchołka Knaczną 
część Szląitka przejrzeć można. Widok len na- 
gradza wędrowcuwi poniesione trudy, zwłaszcza 
jeżeli w dniu pogodnym poranek do lej zachwy- 



cającej obierze podrtiiy. Kilka godzin przej 
MsthoJpm słiińca, widać na łioryzoncie zorzij, co- 
raz jaśniejsza; poczem żywe pręgi purpurowego 
blanku przebijać się zaczynają, aż nakoniec wy> 
nurza się z (ego riiżanego morza zfoia tarcz słońca. 
Pierwsze jego promienie pozłacają tylko kaplicę 
DB aamym szczycie góry , i najwyższe drzew ' 
wierzchołki: w dolinie jeszcze noc głucha spo- 
czywa; lecz nie długo jasne słońce rozpędza 
zmierzch z gór okolicznych, a potem > z dolin, i 
natenczas rozległa płaszczyzna najpiębniejszytn 
oczy nasze karmi widukitm, 

Z miasta na sam szczyt góry droga doić przj> 
kra, do której półirzecićj godziny czasu potrzeba: 
wędrownik spostrzega tu różne stacye i rozbite 
statuy, n.p. dziewicę z kamienia, trzymające sieć 
od ryb w ręku, rozszarpaną, jak wieść niesie, od 
niedźwiedzia. U stóp samejże góry widać Jwi- 
nic z głazu: miał to być znak graniczny Aięcia 
świdnickiega Bulkona. 



90 



Kaplica 9 wystawiona na obrazku, na samym I 
Beczycie g6ry, wybudowana roku 1702, do ktu- | 
rej dawniej pobożne odbywano pielgrzymki^ przed 
dwiema laty dnia 4. Czerwca zgorzata od pio« 
runa: Około O^ej godziny w wieczór grom ude- 
rzyła a dopiero o 10t<^i pokazał się płomień. 
Ifim ludzie na pomoc z okolicy przybyli, jiiź był 
ogień pochłonął ołtarze , ambonę ławki i inne 
sprzęty kościelne: deszcz rzęsisty ugasił pożar. 
Tak więc teraz stoj^ tylko mury, to jest facyata 
cała (zob. obr.) i sklepienie nawet nienaruszone, 
oczekując pomocnej ręki, którabj je z gruzów 
dźwignęła. 

Za kaplicą ku wschodowi widaó jeszcze ruiny 
Eamku^ teraz juz trawą i krzewami zarosłe, w 
którym niegdyś mieszkał sławny rycerz Piotr 
Wloszcz, Duninem przezwany, ponieważ z 
Danii był rodem: historya jego następująca: 

Na początku 12 go %Tieku, panował w ziemi 
Krakowskiej, Sandomirskiej, Sieradzkiej; i naSzlą- 
aku Bolesław krzywousty, xiązę polski, 
aławnj z mądrości, gościnności, a na^lewszystko 
z męztwa i rycerskiego ducha. Mnichy, jedyni 
dziejopisowie owych czasó%v, są niewyczerpani 
w pochwałach tego xiążęcia: był bowiem ich 
szczególniejszym dobrodziejem ; dla tego twierdzą, 
ze usta krzywe, ozdobą raczej były jego 
twarzy, gdyż na nich zawsze uśmiech spoczywał. 
Bolesław w swym 15tyin roku obiął rządy (roku 
1102), i tylko 47 bitew uygrał. Nieprzyjaciele 
irawet szanowali go i podziwiali jego męztwo. 
Gdy ciągłemi utarczkami trapił wojtika Cesarza 
Henryka Y. i do odwrotu od obłożenia Głogowa 
zmusił, żołnierze ceniąc osobijite męztwo xiążęcia, 
śpiewali piosnki na jego pochwalę. 

Sława takiego xiążęcia . rozeszła się wkrótce 
po świecie: zewsząd zbiegali na dwór jego naj- 
znakomitsi rycerze, szukając tamie . sposobności 
wyćwiczenia się w sztuce wojennej, i zarobienia 
aobie na sławę* pomiędzy nimi był także pe- 
wien młody Duńczyk,, urodą, dostatkami i dow- 
cipem celujący swych współziomków. Zwał 
się Piotr Włoszcz, i przywiózł z sobą listy 
ea Er^ka IIi;o króla Duńskiego do xięcia 
Bolesława. Lubo ojciec jego pierwszym był po- 
między Duńskimi baronami, więcej jednak przy- 
aCojnością obyczajów, niżeli urodzeniem zalecił się 
Piotr xiążęciu Bolesławowi. Jego męzka posta- 
wa, zręczność do wszystkich rycerskich ćwiczeń, 
fównie jak układność obyczajów i nprzejmośd w 
obcowaniu^ nie tylko zjednały mu łaskę xięcia i 
dworzan^ ale nadto względy u wszystkich znacz- 
niejszych panów polskich. Nikt mu nie zazdro- 
iciiy chociaż był cudzoziemcem, a co większa 
ulubieńcem xiążęcia: wszyscy go kochali i sza* 
cowalf« W języku zai polskim tak się prze- 
liczył, przy każdej sposobności tak się umiał 
zastosować do zwyczaj&w tego kraju, lak go ob- 
chodziłj wszystkie sprawy publiczne, zwłaszcza 
gdy chodziło o ważną jaką przysługę, iz się nie 
zdawał bjć codzoziemcem lecz rodakiem* Bo- 



lesław zatem pragnął takiego męża przywiązać 
tym bardziej do siebie i do nowej ojczyzny, i 
darował mu wiele miast, miasteczek, wsi i zam- 
ków, między innemi miasto 8 z rem z przyległo- 
ściami, Xiąż i inne; zkąd także nosił nazwisko 
Hrabi Szremskiego. Nadto był Starostą 
czy kasztelanem w Wielkiej- Polsce, a oraz miał 
namiestniczą władzę z ramienia królewskiego w 
Wrocławiu, Kruszwicy i Kaliszu. Z rady Bo- 
lesława ożenił się z Maryą xiężniczką ruską, kre- 
wną jego małżonki. Herb Piotra mieścił na heł- 
mie białego łabędzia, a na czcrwoncm polu 
krzyże z literą R. 

Wszyscy dziejopisowie twierdzą, że ten Piotr 
Dunin posiadał skarb wielki, ale w tem się nie 
zgadzają, jakim sposobem go nabjł. Pewien 
kronikarz powiada : „Pietiaszek ''tak nazywa Hra- 
biego) utrudzony łowami w boru, spoczął sobie nad 
brzegiem małego strumyka, miecz zaś sw ój poprzek 
wody położył. Nikt przy nim nie był, prócz je- 
dnego sługi, który nad śpiącym panem czuwał« 
Wtftawszy po niejakiej chwili, rzekł do sługi: 
„śniło mi się, że mysz przeleciała przez żelazny 
most do drzewa, w którym skarb nieoszacowany 
się ukrywa.^^ Sługa słysząc te słowa, odpowie- 
dział: Panie! gdyś spał, widziałem, jak mysz 
polna przebiegła po mierzu, a potem skryła się 
pod tem drzewem. Pietraszek zaraz się domy- 
ślił, że most żelazny znaczył jego miecz, zaczął 
szukać w irvydrążonem drzewie, i znalazł skarh 
wielki, wziął część pewną z sobą, i ażeby się 
nikt o tem nie dowiedział, sługę, kazawszy mir 
naprzód jechać, z tyłu mieczem przebił.'^ 

Inni znowu utrzymują: że ojciec Hrabiego' 
ukrył skarby zamordowanego króla dońskiego, i 
że syn skarby te wraz z ojcem i całą rodziną 
na okrętach do Polski uwiózł. ^ajpodobniejszem 
jednak do prawdy jest: że Pidtr równie jak oj- 
ciec jego z rozboju morskiego tak ogromne zgro- 
madzili skarby : a lubo w owych czasacli takowe 
rzemiosło nie hańbiło rycerza, jednakże obaj 
uczuli później wyrznty sumienia, z pow-odn tak 
niegodziwie nabytej fortuny, i postanowili poboż- 
nym jakim uczynkiem zmazać dawniejsze prze^ 
winienia. Papież za pokutę kazał wybudować 
7 kościołów; ale Piotr wybudował ich 77 na 
różnych miejscach .w Polsce i w Szląsku z ka- 
mieni rzniętych, które dotrwały czasów Kromera* 
Ufundował także kilka klasztorów i Iiojnie upo- 
sażył: między innemi kościół Matki boskiej na 
górze Zobten wraz z klasztorem, którego erek- 
cya z roku 1139, uważana jest za najdawniejszy 
dyplom w Szląsku* 

Po śmierci pierwszej swej małżonki, ożenił 
się Hrabia z Maryą, córką pewnego xięcia Frań*- 
cuzkiego, którą zapewne poznał, towarzysząc 
Panu sw emU' w pielgrzymce do Francyi. Ta przy** 
wiozła z sobą do Szląska młodego mnicha z kla- 
sztoru w Arras^ w Brabancyi; tego mianowała 
swym kapellanem* Być może, że to szczególnie^ 
na j^o przedstawienie^ kla»ztor na górze Zohtea 



91 



salosony zosta?. To tylko pewna, ie tamże oca- 
tean postano wioń jy udał się z polecenia Hrabie- 
go do Francji, i ztamtad sprowadził mnichów 
zakonu Śgo Augustyna (kanoników regularnych). 
Ci wiec pierwsi zamieszkali w klasztorze, i do- 
stali od Hrabiego w darze kilka wsi przyległych 
dla opędzenia potrzeb swoich. 

Az do śmierci Bolesława Krzywoustego Piotr 
Dunin nie przestawał zasługiwać się xi^źęciu i 
krajowi, zaprowadzając pożyteczne urządzenia. 
Między innemi uwiecznił sw^ pamiątkę wysta- 
wieniem słupów mi-lowych, którychbysmy 
się w owych czasach wcale nie spodziewali* Po 
śmierci Bolesława (1138) państwo podzielone zo- 
stało podług jego woli, pomiędzy jego synów. 
Władysławowi IL dostała się Mała-PoUka i 
Szląsk: bjł to słabego umysłu Kiąźę, dający się 
zupełnie powodować swym doradźcom i zauszni- 
kom; lecz naJMi^kszy wpływ na niego wy \i te- 
rała małżonka jego, Adelajda, córka Henryka Y. 
cesarza. Dumna ta kobieta, licząca w swjm ro- 
dzie cesarzów, przybywszy do Krakowa, niekon- 
tenta była z tego, ze jej mąż tylko czwartą czoiŁ 
Polski posiadał; namówiła zatem do wojny z 
braćmi, aby im wydrzeć ich działy i posiąść 
całą Polskę. Piotr Dunin opierając 8i(^ jej za- 
miarom, i pragnąc utrzymać pokój pomiydzj brać- 
mi, stał się nakoniec ofiarą jej zem6ty» Żart źle 
użyty, dał do tego powód. 

Ze młoda xieżniczka z dalekich krajów przy- 
bywająca, ziomka swego miała za spowiednika, 
to było rzeczą naturalną i niewinną, zwłaszcza 
łe nieznała ani obyczajów, ani języka s%vi'j no- 
wej ojczyzny. Młodość i uroda kapellana także 
żadnego nie powinna była >vzbijdzać podejrzenia; 
a ze tenże wolniejszy do. xicżniczki niż kto inny 
miał przystęp, nic nie było w tern dziwnego; 
ponieważ będąc jej spowiednikiem, posiadał jej 
zaufanie, a jego język i obyczaje milsze jej być 
musiały, nad język i obyczaje obce mniej okrze- 
aane^o jeszcze ludu. Lecz dworzanie Włady- 
sława innego byli zdania. Może z zazdrości dla 
cudzoziemca, może dla upokorzenia i przegryzie- 
nia Hrabiego Piotrka, szeptali sobie do ucha: 
9,Marya nie dla nabożeńst\«a, lecz dla czego in- 
nego, trzyma przy sobie młodego opata* '^ 

Przyczem dość głośno powiadali sobie, że i 
Adelajda, żona Władysłana, w zbyt u ielkiej po- 
ufałości żyje z pewnym ryciTzem niemieckim, na- 
zwiskiem 1) o b i e s z (Tobiasz) bawiącym na jej 
dworze. Przypadek zdarzył, że ta sprawa wy- 
toczyła się przed mężów, a skutki były okropne. 

Xiążę Władysław był pewnego razu z Pio- 
trem Duninem na łowach : ścigając zwierza zapę- 
dzili się głęboko w knieje, gdzie ich noc napa- 
dła. Tu byli przymuszeni zapalić ogień, przy 
którym piekli ubitą zwierzynę, dla uśmierzenia 
głodu s\«ego. Zamiast wina, pisze stara kronika 
ssali śnieg. Poczem położyli się na gołej ziemi, 
rozmawiając o wygodach domowych, i żartując z 
swej leśnej ucitty i twardego łoza. 



Tak jest I rzekł nakoniec xiążę, nieznający 
miary w żartach „xiądz opat zapewne na miększćj 
dzisiaj zasypia pościeli- — I Dobiesz także, od« 
po\%iedział Piotr tą przymówką obrażony.*' Nie- 
bezpieczne są z wielkimi panami żarty, Wła* 
dysława bardzo ta odpowiedź ubodła: ukrył 
jednak swój gniew, nie chcąc zelżyć tego, które« 
mu tyle był \%inien wdzięczności, i którego wszy« 
scy szanowali. Ale przybywszy do zaniku swego^ 
wyrzucał zaraz Agnieszce niewierność. Ta do« 
wiedziawszy się, kto tę pot warz na nią rzuciła 
poprzysięgła zemstę. Dla dopięcia swego za« 
miaru, brała się na różne sposoby: to łagodnemi 
słowy i przymilaniem się, usiłowała obudzić gniew 
małżonka: to zno\iu podżegała jego dumę, że 
dopóki Piotr Dunin tak możny, on udzielnie xię« 
stwem władać nie może; nadmieniła wreszcie^ 
że Piotr zamierza podnieść bupt, aby go tronu i ży« 
cia pozbawić. Wszyscy spiknęli sie na ukarać 
nie mniemanego potwarcy : a Dobiesz, jakoby naj« 
bardziej pokrzywdzony, sam się ofiarował za na- 
rzędzie do spełnienia zbrodni : czekano tylko 
stosownej pory. Gdy Hrabia najmniej spodzie- 
wając się zdrady, wesele córce swej, idącej za 
Jaxę, xiążęcia syrbskiego, wyprawiał w Wrocła* 
wiu, przybył Dobiesz do miasta w towarzystwie 
zbrojnych ludzi, pojmał Piotra i przystai^it x]ą« 
żęciu. Władysław lękał się publicznej niechęcią 
zwłaszcza, że sam był o jego niewinności prze« 
konany; jednak niewieścia zemsta przemogła* 
Niewinnemu Piotrowi język urżnąć, i oczy wy« 
łupić kazał. Starożytne kroniki twierdzą, jako« 
by nieszczęśliwy Hrabia cudownym sposobem 
wzrok i mowę potem odzyskał. Być może, js 
okrutny wyrok pozornie, lub w części tylko %vy« 
konany został; to jednak pewna, że u krotce po« 
tem, to jest roku 1148, Dunin schronił się do 

braci Władysława, powrócił z niini do Sslą^ka, i odzy« 
skał z.in;rabione dobra; a WłaHy łjw wraz z Agniess* 
ką z Polski iicick..ć musiał. Poczem ii])o«aiył jeszcze 
zbudowane przez siebie k* sciuły i klnsztory, i umarł 
r^ku ll53f pochowany w klasztorze ś^o \'Viiicentego 
w Wrocławiu. 

Jeszcze za czasów Hrabiego, powietrze na górze 
Zobteii zdawało się mnichom zhyt osire, i c^la tego 
przenieśli się najprzód do Górki (wbokgóry), a po» 
tem do Wrocławia, £dz'e posiadali kos'cioł iV'latki bo- 
skiej na Piaskach (aufbei)l>£dnbe) wra/. z obszern)ni kia* 
szŁorem, gdzie tera/, niicsci się biblioieka nniwcrsytetiu 
Zamek z.is' na i^órzc, xiązęŁ3 W rocJawscy warowali so- 
bie. Z s'niier.cią xięcia Świdnickiego Bolko, w\ ąasła 
tamie dynasiya Piasińw. Ccsaiz Karol IV. j)ragnjjo 
xięziwa Świdnickie i J.iuer do Czech przyiączyć, pojął 
w tym celu za maiżonkę córkę Jiolkona, jedynaczkę^ 
kióra mu te xic8twa w posagu pr/.)nio«ła. Od tego 
czasu szlachta posiadała zamek w Z«ibtcn, napadając s 
teso bezpiecznego miejsca na przcjeźdzającycli kupców 
i ^obdzierając ich. W czasie wojny z lIussyLaml 
Czesi zdobyli zamek Zobien, i i^izcz niejaki czas z tego 
warownego miejsca łupili sąnedzkie okolice. , Lecz 
Wrocławianie i Świdnicziinic, spiz) krzywszy sobie tak 
niebezpieczne sąsiedztwo, p(łą< żywszy swe siły, uderzyli 
na Iluss)iów i wyparowali ich dnia 7. Czerwca 1429 
roku, zadawszy im wielką klękę. Atoli ponieważ ry- 
cerze znowu z tego zamku rozboje i nnp;i^ci «ceizy« 
zaczynali, przeto połączyli się powtórnie Wrocławia* 
nie 2C Świdiiiczjnam i i zburzyli zamek ztipeliiie 1471 r» 

12 



Jaskółki. 



Jaskółki wazine w hialoryi nataralnej zajmu- 
je miejsce. Ptaki te s^ inate, ale ich liczba 
jMl nieskończona, albowiem na catej prauie 
cierni, az do kót biegunowjcli gnieżdżą się. Wy- 
gubianiem zaś szkodliwych owadów, wielka lu- 
(Izium czynin przysłngn, i dla lego rolnik niejako 



za nietylkalne je uważa, i neszy si^, gdy pod* 
strzecha jego cliaty lob w oborze gniazda swe- 
budują. Wszystkie jaskółki t^ właściwie napo- 
Mietrzne ptaki : nie chodzą ani skaczą, lecz tylko 
latają, stoją lub pną się. Ponieważ mnją lot 
szybki, do które- szczeku I nit-j' utworzone bić %iń: 



L 



1 



93 



zdaJBy mogą przeto w kr&tlum bardzo czasie da- 
lekie odbywać drogi. Z tern Mszjstkiem na 
mróz nie s^ wytrzymałe, i dia tego z zimnych 
krajów, skoro przymrozki aadchodza, odlatnja; 
tylko koto równika »tałe maja siedziby. 

Mniemano dawniej, a wieśniacy i strzelcy do- 
tychczas sadza, że jaskółki a nas zimuje, nu- 
rzając się sznurem w bagniskach, gdzie w^ le- 
targu czas ten przepędzaj. Tymczasem naj- 
pierwsi naturaliści dowiedU, iz żaden ptak z na- 
tury swojej nie może w letargu żyć długo, i dla 
braku powietrza zaraz zdycha. Takie pozornie 
ebumaiłe jaskółki, przyMrócone do życia, były 
zapewne młode, wędrujące zbyt pużno do cie- ' 
plejszych krajów, nagle od mrozu zaskoczone. 
Kiedy na wiosnę po iełi powrocie niespodziewa- 
ne zimna nastąpią, wiele jaskółek ginie ; lub też 
w jesieni, gdy je nagle w podróży mróz ścisnie, 
spadają nieraz na ziemię, jakby nieżywe. 

Jaskółki wszystłuch stref zimniejszych, wę- 
drując na jesień, niezmierne odbywają podróże, 
aż do kraju równika, gdzie poddostalkiem owa- 
dów znajdują. Wielluemi gromadami przepra- 
Aviają się przez ocean ; a nasze Europejskie ia- 
skóllłi, corok regularnie z Afryld przez Archi- 
pelag do nas przybywają, w jesieni zaś znowu 
tamże odlatują. Mając i^ędrowaó, na kilka dni 
wprzódy, gromadzą się po ctrzewacłi C gdzie przed- 
tem nie siadały; lub po dachach, i świegocą, po- 
czem w kilka dni nagle znikają. W podróży 
swojej nie nocują ani na drzewacll, ani po do* 
mach, lecz w trzcinie rzek, jezior lub bagnisk. 
Często takż^ obsiadają maszty i żagle okrętowe, 
kiedy są znużone. Ńie lecą ciągle, lecz bawią 
tu 1 0M'dzie po kilka dni. Corok prawie o 
tymże samym czasie odlatują : z. powrotem, cza- 
sem już w Marcu pojedynczo się pokazują ; lecz 
najczęściej dopiero około połowy Kwietnia; ztąd 
polskie przysłowie: jedna jaskółka nie przynie- 
sie wiosny. Do nas, najprzód przybywa ja- 
skółka kominowa, rDymówka) a potem do- 
piero, razem praM*ie przybywa fą jaskółka domowa 
I brzegowa czyE gezebieluclia, w drugim tygo- 
dniu Kwietnia. 

Jaskółki corok wracają w toż samo miejsce, 
z którego przeszłej jesieni wywędrowały, i tez 
same pary starych jaskółek, zajmują dawne gnia* 
sda.. Jakiego w tej dalekiej podróży mają prze* 
wodnika, jdo wiadomo, to tylko pewna, że ich 
wzrok bystry,, bardzo im w tym względzie jest 
pomocnym.^ 

Europejskie gatunki wylęgają corok, dwa i trzy 
razy, po 4 lub S jaj. Gniazda ich. są albo* ze-^ 
wnątrz domu. murowane, albo w ziemi umieszczone.- 
Powiekszej części, razem zakładają swe gniazda 
i lubią żyć gromadnie. W powietrzu- jedasą, i- 
pm lecąc,, nawet młode swoje karmią w locie. 
^'gąją owady, muchy,, ślimaki,. przeznaczone so- 
bie z natury za pokarm.* Jakkolwiek tym sposo-^ 
ben wielką nam czynią przysługę, jednakoż 
czławiek w niektórych, krajach wytcjiia jo i. 



niszczy : zwlaszeaa w jesfem, gdy w (Tzsinie no- 
cują, łapią je w niektórych miejscach w sieci 
tysiącami na pokarm. Tego losu doznaje szcze- 
gólniej we Włoszech, gdzie prawie wszjFstkie 
ptaki bcrgane sa jak najokropniej, podobneż \f 
Alzacj^i, i innycn okolicach* Fraac)i* 

Spostrzeżenia niektóre dowodzą, jakoby jIet- 
skólki w niebezpieczeńst\v ie Mzajeninie wspieraó 
się zwykły. I tak uważano raz jaskółkę domcw 
wą w Paryżu, która się uczepiła za niikf wi* 
szącą u rynny. Na jej pisk zgromadzhiy się^ 
wszysikio prawie jaskólkr, mieszkające w tynr 
eyrkułe, i uwolniły ją,, szczypiąc jedna po dru- 
giej nitkę, aż się urwała. Jeszcze dziwniej^^ 
jest rzeczą, eo- Łin-nreusz opoufada: że jaskółki 
czasem zamurują wróbla w gniazdzie^ klóie so^ 
bie nieprawnie praywłaszczyf.. 

Niektóre jaskółki, gnfeżdżące sfę na wyspach 
ArdiipelagUw Indyjskiego, budują sobie gniazda 
jadalne, których cząstki podobne są nreca do 
karuku, czyli kleju z wyżowych błonek : sf 
twarde, krudie i przezroczyste, z resztą kształ- 
tem do małej- kiopielniczki- podlobne. Niektó- 
rzy uczeni sądzą, że się* składają z pewnegjd- 
rodzaju piany morskiej łub ikier ryb,, initt my- 
ślą, że pochodzą ze śłiny samego* ptaka. Co ła- 
kotnisie w tych gniazdach osobh*wego znajdują, 
pojąć trudno: smak bowiem mają brzydkie tro- 
chę słony, ale wcah nieprzyjemny : gniazda te 
są ' w wielkiem mnóstwie na skałacli„ zw łaszcz» 
nad brzegami morskiemi wysp Jawa^ Sumatra, 
Cbehinchina,. Nowej Gwinei i Filippinów. Jaskółf-- 
ki te nie są większe m\ koUbrów. Są także ja*- 
skółkr,. gnieżdżące się w ziemt, niianowicie nasza 
Grze bielu o ha:- ta jaskółka Kopie sobie niepoję-^ 
tym pra%Tie sposobear lochy horyzontalne, czasem 
na d%%ie stopy głębokie w ziemi, nad spadzi* 
slenii brzegami, i tam jaja składa-. Ziemia nie- 
kiedy jest tak iwardaj, iż, aby się do gniazda do-- 
Saó, częsiekfoó' dlóta łub innych narzędzi uży- 
wać trzeba; Wszystkie inne Europejskie jaskół- 
ki murują, przyczepiając swe gniazda z biota do* 
mura^ lub belek^ tak mocno^ że ich żaden \iiati^ 
nie ruszy* 

Obrachowano^ iż jasEółKa w jediićj mfńucie' 
uleci milę AngiefsEą: i' tylko jeden ptak- na śuie-^ 
cie jeszcze ma lot nysirzejszy, tO' jest wędrujący 
gołąb Amerykański, który nieraz- na 150 mii od- 
gniazda, szuka sobie ży wnoście, f w przeciągu ^ 
6ci(^ godzin 300 db 400 mt Angielskich,, czyli 
przeszło 50 mil polskich uleci.- Na obrazl&u wi- 
dzimy pięć różnych gatunków jaskółek, do któ-- 
rycii wszystko tO' zastosować możoa, cośmy wyw- 
iej powiedzieli; Pod Nro*- 31 jest nasza zwy-* 
czajnn jaskółka domowa*: pod brzuchem biała^ 
z wierzchu zai zapettiie* czarna ', mieniące mai 
pióra:' skrzydła ma szare z zielonkowatym ob-- 
wodem; długa j«U na cali S^*- Jaskółka ta* 
w całej Europie jest znana, i przybywa do nas ^ 
w- Kmetnim Gnieździ' się, po- miastach i wsiacb,^ 
•W' blizkojUi^ ul^oiic^ W' wodę^ oblituj^jcychi; 



n 



lecz niekiedy także daleko od miesEkan łódzkich, 
w roiejscacli skalistych. Samiec ma głos szcze- 
biotliuy, który siedząc na dachu, a czasem i w 
locie wydaje. Buduje subie gniazdo z błota lub 
mlamu zewnątrz domów, tak, aby z dwóch stron 
do ściany lub muru przystawało, tylko u góry 
sostAwia wolny otwór (zob. obrazek). Gniazdo 
to jest tak mocne, iż trudno je oderwać. Jajka 
w liczbie 4 — 6 są sine, i mają bardzo delikatną 
skorupkę: wylęgają młode we dwóch tygodniach: 
te ustawicznie piszczą, i dostają pokarm od sta- 
rych, składający się z owadów. Jaskółka domo- 
wa ma zaciętych nieprzyjaciół w małych drapież- 
nych ptakach, w kobusach i t. d., lecz zwykle 
szybkim lotem uchodzi napaści. 

Drugi gatunek pod Nr. 1. jest tak nazwana 
Kominowa jaskółka: ma czubek i podgarle 
brudno czerwone, a ogon w widełki : szyja, piersi 
i wierzch zupełnie czarne, świecące się jak stał: 
brzuch brudno białawy: jej długość dochodzi 7 
calu Ta ja&kólka na wiosnę najprzód powraca, 
czasem juz na końcu Marca. Znajduje si^ od 
najdalszej północy, aż do przylądka Dobrej na- 
dziei: jest najłaskliwsza i najśmielsza ze Mszy- 
stkjch, i lubi zakładać swe gniazdo wewnątrz 
domu, w kominach, zwłaszcza gdzie się ogień 
nie pali, w sieniach, w stajniach i t. d. Lata 
nadzwyczaj szybko: w czasie pogody, zawsze 
prawie wysoko w powietrzu się unosi; lecz gdy 
słota nadcliodzi, zniża się do ziemi, latając po- 
nad wodą. W Wrześniu odlatuje do Afryki, 
Nubii i Egyptu. Jej gniazdo tworzy połowę pół- 
kuU, i składa się z błota ze słomą zmieszanego: 
jaja sa białe, szaremi i fioletowemi punkcikami 
upstrzone. 

Większa od wspomnianych dopiero jest ja- 
skółka wieżowa (j«rzyk) fig. 2.: jest brudno 
czarna, wyjąwszy białawe gardło: ma bardzo 
ostre pazury, i z trudnością oderwać ją można 
od tego miejsca, gdzie się przyczepi ; a jeżeli tjj 
rękami wykonać chcemy, pewno bez ran się me 
obejdzie. Z wielkiem świegotaniem latają one 
gromadami około wież, które sobie za mieszka- 
nie obrały. Zawsze wysoko w powietrzu się 
unoszą, nie spuszczając się nigdy na ziemię: a 
gdy przypadkiem spadną, trudno im wzlecieć, 
ponieważ długie ich skrzydła potrzebują zapędu. 
Później do nas przybywają, i prędzej odlatują. 

Oua mała na dole siedząca jaskółka, jest tak 
nazwana brzegowka czyK grzebielucha, po- 
pielatego koliiru: ma około szyi biały pierścio- 
nek: przykre brzegi rzek, nieprzystępne czło- 
wiek o\« i, sa jej mieszkaniem. Tutaj kopie sobie 
głębokie nory, potem znosi słomki, i na nich 
składa jajka. I la na zimę odlatuje. — Naj- 
większy ptak w środku odrysowany z otwartym 
dziobem, jest tak nazwany Lelek, ślepowron, 
dziwne i straszne zwierzątko, któremu zabobonni 
ludzie różne rzeczy przypisują. Lineusz nie ma 
go za jaskółkę, lecz tworzy z niego osobny ro- 
dzaj* Ma duże ślepie jak sowa, a ponieivaż 



światła dziennego mieść nie noże, przeto tylko 
wylatuje wieczorem i rano przededniem, zwła- 
szcza przy świetle xiężyca i łapie sobie motyle* 
Pierze jego miękkie jak jedwab, podobnie jdc 
u sowy, a lot bardzo powolny. Dawne nazwi« 
sko kozo dój pochodzi ztąd, ponieważ dawniej 
mylnie utrzymywano, że kozom i krowom mleko 
wysysa: albowiem wieczorem zwykł odwiedzać 
trzody owiec i krów dla łapania owadów; a 
prosty człowiek, niewiedząc o tern, wnosił, ze 
on przybywa dla mleka. Ślepowron żyje tylko 
z owadów, i lata zawsze z otwartym dziobem, 
chwy tając je w powietrzu. Kolor jego pierza szary, 
pstry: głowa i wierzch ciemno popielaty,^ pióra 
z czarnemi centkami, ma 8^ cali długości. Mie- 
szka w całej Europie, w cieplejszej Syberyi 
i w Afryce. W Niemczech i w Polsce mie- 
szka w borach, a wieczorem lata sobie po zrę- 
bach, łąkach i stawach : we dnie zaś śpi w 
krzakacli. Ptak ten wędrujący przybywa do 
nas w pierwszych dniach Maja, a odlatuje na 
końcu Września. Samica składa jajka na ziemi 
w dołku jakim* Mięso jest smaczne i tłuste, 
dla tego czasem poławiany bywa. 



Rej Z Nagłowic. 

Lubo nazwisko równie jak urodzenie czto« 
wieka, przypadkową jest rzeczą; jednakże nie- 
którzy uczeni wnoszą ztąd o charakterze i zdol- 
nościach ludzi; tak więc nie bez przyczyny Rej 
z Nagłonic rej wiedzie pomiędzy pisarzami Zyg- 
mnntowskiego wieku; me tylko bowiem co do 
czasu był pierwszym, ale nadto geniuszem, dow- 
cipem i biegłością w języku polskim, który do- 
piero wtedy do pisma zaoj»trzać się zaczynał, 
znaczny wpływ wywarł na współczesnych i na 
uksztalcenie tegoż języka; dla tego też słusznie 
Ojcem albo Mistrzem prozy polskiej nazwany* 
Rej jest owym poważnym patryarchą nie wiąza- 
nej mowy, która pod jego piórem nabrała więk- 
szego zapędu, żywości i poloru. 

Spory o religią, toczone z taką zaciętością, 
w Niemczech, wkrótce przeniosły się do Polski, 
i ten dla ogólnej oświaty i uprawy języka pol- 
skiego wydały owoc, że odtąd, aby pismo świę- 
te przystępnem dla ludu uczynić, zaczęto je prse^ 
kładać na język ojczysty. Nie dość na tem: 
ponieważ każdy przy swem zdaniu upornie ob- 
stawał, i o niem drugich przekonać pragnął, prze- 
to zjawiło się mnóstwo pism polemicznych ; a tak 
zaostrzone na teologicznych sporach pióra, wkrót- 
ce i do innych zwrócono celów. Ludzie w owych 
wiekach prostego serca, ale podobno mniej ska« 
żony eh obyczajów, przeniknieni z gruntu duchem 
pra\i'dziwej pobożności, wszystkie swe myśli i 
działania stosując do Boga, większą okazywali 
gorliwość w rozkrze wianiu zasad moralności i 
cnoty. Nie szczędzili oni ani pracy, ani nakła- 
dów, aby bliźnim swoim ułat\iić drogę do zba- 



95 



wrenia^ a przed Bogiem zjednać sobie zasługę. 
Ztąd to ewe folianij kazań i ksiąg moralnjch 
z takim przepychem wjdawane^ do których prze- 
czy tania nam teraz czasu aoi cierpliwości nie staje. 
Panował wtedy jakiś ogólny zapał do nauk: 
każdy, komu łos pozwolił nabyó gruntownych 
nauk w młodości, pomnożyć ich zapas w szkole 
doświadczenia, poczytywał sobie za święty obo* 
wi^zeki radę i nabytemi wiadomościami służyć 
•wym ziomkom, przenosząc chwalebną pracę i 
twardy żywot- nad czcze rozkosze i haniebne 
próżnowanie^ 

Język łaciński stał sfę w całej niemal Eu- 
ropie językiem diplomatyczny ni, religi j- 
Bym i naukowym. Wszelkie urzędowe pi^ 
sma, ugody, przywileje, wyroki nawet sądowe i 
samo prawo, połacinie pisano: w tej mouie 
odzywała się stolica apostolska, w niej sprawo- 
wano obrządki święte, w nief ludowi nankę Zba>- 
wiciela ogłaszano: łacina była kluczem do wszeł- 
kiej oświaty. Tak było w Polsce aż do Zyg- 
munta I. Wtedy to dopiero zbieg rc^nych oko- 
liczności sprawił, że naród zacząwszy się ośuie* i 
eaó, przejrzał niejako, i uznał potrzebę ukształce^ 
nia ojczystej mowy. Wzięli się uczeni szczerze 
do tego w początkach trudnego dzieła,, a monar- 
chowie Zygmunt I. i II. równie jak gorliwi o 
dobro obywatele i Mecenasi, zachęcali czynnie do 
tak pożytecznej pracy: '*') Za tern idąc uczuciem 
i Rej nasz z zamiłowania jedynie ojczystej mowy, 
chcąc od wszystkich być czytanym, w niej pi- 
gał, nie na obce zapatrując się wzory, lecz z 
włi^nej woli i serca. Sam o tem wzmiankuje 
w Przedmowie do dzieła: Zwierciadło albo 
kształt i- t. d. mówiąc: „A iż wszyscy naro^ 
dowie języki swemi sprawy, cnoty r poczci- 
we obyczaje dla pohamowania swawolnego 

♦) Uprawa jc«ykn ajcsystego wyszł.i bezpośrednio 
M naród ii> hibo szkoły i z^^ronindzenia uc^one^ a u 
nas Akademia Krakowska, tę nową epokę przygoto- 
wały. Atoli nie uczeni, nie Akademicy zaczęli po 
polsku pisad, i do uksztalcenia mowy ojczystej zaclię- 
enć, f^dyź ci znajomość obcych ji^zyków, nie jako śro- 
dek do uprawy macierayńskićj mowy, lecz jiko cci 
nwaiili, upatrując w nim i zapewnienie sobie sławy 
w uczonym świecie, i nadto osobiste pożytki. Tę 
szczęśliwą zraianę^ winniśmy zaiste ogólnemu postępo- 
wi cy.wilixacyi Europejskiej, a mianowicie Włochom 
(wiek Medyce uszów) i Francuzom (wiek Franciszka 
I«;o) ale szczególniejszy u nas popęd dni wyuala- 
sek druku, a nadewszystko re form acy a, która j«tz 
pod Zygmuntem Augustem szybko npowszechni::ć się 
zaczęła:' do czego* sam J\ról- Z) gniunt August i przed- 
nicjsi panowie stali się po^eodem , dająp przytnłck 
róźnowiorcom, gdzieindziej prześladowanym. Spory 
religijne zaostrz) Jy wiele piór przeciwko sobie i' obu- 
dziły z tpałdu nauk*. Ktokolwiek występował w szranki, 
musiał- się do walki przygoiow»:6, ćwicząc się w uczo* 
uem rzemiośle;, a potrzeba odzywania się do ludu, 
oświecania go w rzecaoch najw.iźuiej«zych, tyczących 
mq,wisny, rmusihk da pisania w ojczystej; m o wio. 



przyrodzenia ludzkiego i pisali i na pismiech 
potomkom swym zostawili; jednochmy Polacy 
w flrwjiB języku prawie zadrzemaii, a mało 

Eisma mamy, któreby nas wżdy czasem po- 
amować mogło. Bo jako ind narodowie o na» 
Polaka<;h piszą, iż trudno ma byc który naród 
tak z przyrodzenia utalentowany, jak jest naród 
nasz, na kttirakolwiek stronę staranie i ćwiczenie 
swe będzie obrócić. chciał. A gdyż o to nic nie 
dbają ci, których Pan Bóg i naukami ozdobić i 
ublogoslawić raczył; tedy mi się z tej przyczy-^ 
ny zdało acz prostaczkowi i nieuczonemu, przy- 
patrując się sprawom i obyczajom ludzkim, aby 
się też wżdy o tem co napisało i t. d. 

Andrzej Trzecieski współczesny Reja, 
mąż głębokiej nauki wielce poważany, opisał 
życie jego w^ prostocie owych wieków, przedru- 
kowane w Dy kcyonarzu poetów polskich przez 
Juszyńskiego, które tutaj w krótkości zebra* 
ne podajemy naszym Czytelnikom ^ 

Ten Mikęłaj pochodził z starodawnego ff 
poczcivrego domu Aejów, którzy się zawsze pi-^ 
sali z Nagłowic, od wsi ziemi Krakowskiej,, 
niedaleko rzeki Nidy. Ród tych Rejów b^ł ci- 
chy, skromny, poczciwy, nie lubiący bawić się 
świeckiemi sprawami, zażywając spokojności do- 
mowej. Ojciec jego Stanisław siiiżyl wojskowo' 
w ziemi ruskiej, i tamżt; ożtnił się najprzód z Bu- 
czacką, a po- jej zgonie, pojął był drugą żono z 
niemałym posao;ieni, Barbarę Herburtownę, z do- 
mu sławnego Fulsz(yń»kiego, wdowę po zacnym 
szlachcicu Zórawińskim, którego byli pojmali 
Turcy na Bukowinie za Alexandra króla. Z tej 
Herburtownej urodził się IMikołaj w miasteczku 
ZóraMiiie nad Dniestrem roku 1505 *) gdzie 
0"jciec jego* umarł, i gdzie leży pochow any. Oprócz 
Źórawna posiadał on w Krakowskiej ziemi 
wsie Topole, Stanov. ice i Bobin,, ale ta bardzo- 
rzadko bywał.- 

Ojciec jego, człek poczciwy i spokojny dale-- 
ki od spraw publicznych, mato także dbał o wy- 
chowanie syna jedynaka, którego do późnych do- 
syć lat miał przy sobie: i ledwo go n^tmówili 
sąsiedzi, iż go był oddał do Skalmierza do szko- 
ły, jako nąjbhzszego miasteczka. Tam będąc 
dwa lala, niczego się nie nauczywszy, powrócił 
do domu^ a potem go dał do Lwowa : lecz i tam' 
ponieważ już byt podrostkiem, przenosząc zaba- 
wę z przyjaciółmi, żrdnej także nie odniósł ko- 
rzyści. Nakoniec dał go do Krakowa, i był w 
bursie Jeruzalem; lecz i tam poznawszy już po- 
wab towarzystwa, na próżno czas zmaruo\«aI. 

Lubo syn istotnie nic nie umiał, ojcu zdawało- 
się, iż już był nauczony ; w*ziął go więc do do* 
mu^ do Zora w na, gdzie z rusznicą i z w*ędką az 
do ośmoastego roku się ćwiczył bąki strzelając* 
Potem go posłali do Topoli, do stryja, aby gO' 
tenże wyprawił gdzie na służbę, i kupili mu ki*^ 
tajki na kabat na wyprawę. A on tymczasem- 

*), Kie I5l5, jrfk mylnie iwicrdzi Trzeciesti'" 



Rej X Nagłowic . 

łiTonT łowi* oŁoło brogiw, i aim ma asiyto 
aukni«, tym on ovrc kiujkę wykrajat na pro- 
porczyki, które pKy«iqiawMy im do azji i 
ozona, i lak. iywo pu«ciając, tym sposobem po- 
wTMflral wro^y i kawk!, ieazkody w gumnach 
nie wynity. Tam więc dla kabata rok cały mu- 
siał iniesAać; aż ojciec przyj ech a wazy, inny mu 
aprawit, i potem oddal go m 20t) "' roku du Pana 
Andrzeja Tęczyńakiego, Wojewody aandomir- 
akiegft, zacnego i mądrego senatora, kiAry acz 
wzrostem mały, głowę n.lal wielki). _ _ 

Tam polem będąc, zaczął S19 w pisanie liatww 
nnlskicli wprawiać, "bo łacińskiego języka bardzo 
Ii,alo, albo nic nie umiał. Z lych lialóvv, roi- 
mów między piaariami, z czytania, a snadz wię- 
cej z oHlury, jui się był nie źle przetarł, tak, 12 
potrosie zaczynał czytać łacińskie pisma, pytając 
Bie- czego nie roiumiat. Tym aposobem, przy 
wrodzonej umysłu bjairości, pricz Hlaaną pracę i 
atatanie, nabył potrzebnych wiadomoici i rozumu. 
Ale muzyka, klńrą nadzwyczajnie lubił, wielce 
go odrywała od naukowych zatrudnień; umiał on 
testy dzi^»ne, wiersze rozmaite bez namysłu skła^ 
dal. Będąc z młudu bardzo ciekawym, nigdy 
na jednem "miejscu długo posiedzieć nie móglj a 
Biyii;3l«o mu lei wiele przeszkadzało. _ 

Opuściwszy dwór Tęczyńskiego, wrócił mię- 
dzy swych przyjaciół na Ruai, i często przeby- 



wał \r doBd Mikołaja Sieniawskiega, wojewodj 
bełzkiego, pragnąc widzieć zbliska, co x«cni In- 
dzie czynią. Lubiąc jednak pokój, zaniedbał 
kwiczeń i spraw rycerskich, kordą swego nie 
dobył nigdy, chyba dla zgody zwaśnionych 

Erzyjaciót, lubo sam do złego nikomu z aie- 
ie przyczyny nie dał. Potem aię ożenił, po- 
j^wazy Rosnownę, siostrzenicę Arcybiskupa Bo- 
żego, z któr^ dosiał znaczne dobra kobyUkte 
i Siennicę w Chełmskiej ziemi, gdzie polem xa- 
Btieszka), i nie daleko Chełmna miasteczko Rejo- 
wiec założył. A wszakoż do Krakowskiej ziemi 
bardzo go przyrodzenie ciągnęło, dla dworu, hez 
którego żyć nie mógł: a żadnego sejmu, zjazdu, 
ani żadnej koronnej sprawy nie omieszkał. Król 
Zygmunt stary był bardzo na niego laakaw, tak- 
że 1 królowa Bona, i dat mu byłjurgielt (pensy^) 
i kilka \t'iosek : podobnież wszyscy panowie ba^ 
dzo go radzi widzieli, i niemało mu świadczyli 
dobrodziejstw. Mimo takich związków i do spraw 
publicznych ochoty, nie przyjął żadnego nrzędu 
ziemskiego, mierdząc, iż w zatrudnionym żywo- 
cie, dwa najszlachetniejsze klejnoty obciążone być 
muszą : wolność i sumienie. Kiedy jednak tego 
była potrzeba, bywał posłem, i hardzo rad ałii- 
żyl Rzeczypospolitej, wracając zawsze po ukoń- 
czeniu spraw publicznych do domowego zacisza. 
Nigdy też z Polski za granicę nie wjjechał. *) 
Zygmunt August podobnemiż jak ojciec zaszczy- 
cał go względami: dał nin jurg;ielt na Chełm- 
skiem mycie i wieś Oziewicciele. 

Gdy nauka Lutra przyszła do Polski, pisał 
Post) llę językiem polskim , którą ludzie radzi 
Czytali. Przełożył też Psałterz DawidÓM- 
z modlitwami z upodobaniem czytany i 
śpiewany. Pisał żywot i sprawy Józefa 
Żydowskiego patryarchy, cudnemi i ozdobne- 
mi słowy, który też ludzie bardzo radzi widzieli: 
Apokalipsim Jana ś. cudnym polskint ję^J' 
luem, z wykładem zacnego a uczonego Biilingera. 
Pisał też książki nadobne o Potopie, a dJa lu- 
dzi dwoi-skicii: Zwierciadło albo kształt, 
w którym każdy stan snadnie się może 
swym sprawom jako w zwierciedle 
przypatzyć. Także: Zwierzyniec sianów 
szlacheckicn, którzy natenczas ży\łi byli. Pisał 
też dla białych głów: Zatargnieiiie fortuny z 
cnotą, podobnież dialogi rozliczne, kosterę z Pi- 

i'nnica. Lwa z kołem, Gęś z kurem. Także dla 
:niiolków : Wojla z Panem a z Plebanem, jako 
się o swych dołcgli mości ach rozmawiają. 
(Ci^g dabzy nastąpi.) 



•) JA ,.-.m 
Z granic 1'ul-l.i 






Nakladeu 



drukiem Ernesta G ii n tera w Lesznie. 



Przyjaciel Ludu. 



Rok drugi. 



No. 13. 



Lesxn», dni* 26. Wrzeinift 1835. 



M a Z c p p a. 



'MifdsT dwoncum! Jsna Kasimierza, celował 
irccMoicif i jmialoicią swoj^ Maeeppa, kióry 
w młodym wieku opuściwazy Ukraińskie stepy, 
pnybjt do Polski. Łącs^c s zywoici^ uciucia 
ż^dsc niepohamowana swobody, ftzenoatąe życie 
ma pót deikie w stepach, nad intrygi dworskie i 
sbytki szlachty, jak nieść niesie, miał sif poko- 
chać w żonie pewnego Wojewody, który dowie- 
dziawszy się o ten, okropna wywarł semstę. 
Scliwylawszy mniej oatrożnefra Kosaka, najprzód 
kazał rosgami smagać, smoła posmarować i w kadź 
pełnq pierza Trrzucić, **) potem przywiązać do 
dzikiego Ukraińskiej konia i puścić w stepy; 
zwjcaajna w tamtych stronach kara śmierci, pai^- 
czona z najokropniejsiemi mękami. Koń ubiegł- 
szy kilkaset mil w Ukraińskich bezdrożach, 
pada bez siły na ziemię z zemdlałym i prawie 
na p&t już martwym Mazepp^. Spostrzegli to 
Kozacy, zgromadzeni tamże dla wyboru hetmana: 
rozwiązali skrępowanego młodzieńca, i otrzeźwi- 
wszy go, nie tylko dali mu a siebie przytułek ; ale 

*) Ztąd przyiłowie, uimarowany, zbrud^onj \A 
Maieppa: caego «ig anita JjŁ Mazeppa? 



nadto obrali go swym hclmanem* Na ijcinis 
wystawiony jest kon stepowy uciekający z Ha- 
zepp^: jest to sławny obraz francnzkiego mala- 
rza, nazwiskiem Horace Yernel. 

Tymczasem cały len wypadek, który Ter- 
netowi posłużył za przedmiot tak pięknego 
obrazu, a Byronowi do napisania wybornego 
wiersza: Koń stepowy, tłumaczonego wZni> 
czu z roku 1835, zupełnie jeat zmyślony. Praw 
da, że Panowie Polscy, znający jego intrygi miło- 
sne, grozili mu laka kar^, widząc go szczęśli<- 
wym w mitoBci; ale la groźba nie ziściła sif 
nigdy. Prawdziwsza wiadomość o MazeppiajesI 
następująca : 

Mazeppa acz paź na polskim dworze, namię* 
tDT i śmiały, zachouat wiernie dziki nieco cha- 
raster, i zwyczaje s\tego narodu, i to może po- 
służyło innym dworzanom, do nadania mu tego 
nazwiska, i początku wyżej wzmiankowanego 
przysłowia. Kochał Polki, Polaków nie lubiła 
śpiewał przy torbanie (instrument muzyczny) j 
tęsknił za wojna. Jakoż za zbliżeniem się Boh- 
dana Climieloickiego pod Zamość, natychmual tt 



9S 



•wymi Qiiikii|I jlo rokoiiAii| j«k to pickaie opi- 
•aiZaleski: 

Duma Zaleskiego o Maseppie* 

Słoóće idsie^ jakby spało^ 
Dym poły kim i kiirzawę, 
UDieiałem mil dwie mało, 
Wzdlui i popnek prse* Wartuw^; 
Pożegnałem wszystkie kąty^ 
Ras 1 drugi i dsiesiąty* 

Zawislauskie przeciei knieje 
Jui tumany snują nocne. 
Zimny pot się z csoła leje, 
I^iech podumam i wypocznę $ 
Gdzieieś. gdzieieś nió) torbauie? 
Ńa zamkowej wisisz ścianie. 

Zostaiiy zostaa w poniewierce E 
Zakurzony i pogniotły^ 
O! wyskoczy m piersi serce. 
Gdy mi zagrzmią trąby, kotły; 
I jak serce, szabla w dłoni. 
Po raz pierwszy w takt zadzwoni t 

Polko piękna ! Polko hoia^ 
Wstecz nie płyną wody rzeki. 
Twój- kochanek Zaporoia! 
Jn» nie wrici na wiek wieki t 
Gd»eś daleko u Rusinek 
Znajdzie miłość i spoczynek* 

Niechaj kok cierniem rdzo,, 
Kieehaj parzy mnie pokrzywa;. 
Rfka z wolą^ sii^ przedłuźj, 
1 €0 trudniej, śmielej zrywa* 
Coi wam szkodzi, wielkie pany, 
2e się kocham, zem kochany? 

Kalda piąknft dl» mnie równa,. 
Kiedym zdrowy, hoiy, młody. 
Czy szlachcianka, czy krółowna> 
Czyli zcMia wojewody t 
Ca^ Rusinka, czy Czer kieska, 
Wiiiiiowiecka czy Sobieska? 

Grzmot nie piorun,, krew nie woda^ 
Kto* wojuje, ina co boje ; 
Darmo grozi wojewoda; 
Dazmo! groźby się nie boję! 
Co to znaczą konie, stepy^ 
Stepy, konie dla Maceppy. 

Chcą coś począi szumno, dumnie^ 
Chcą nkiadkiera zejść mnie nocą;: 
Szabla, przy mnie, koń mój u miue>. 
Czego siedzieć, czekać po co? 
Po co> tucaj^ być mi paziem, 
Gdj gdzie-indziej będą kniaziem. 

Tu. i młodziei się zepsuła. 
Głos „do broni** bnmi |ak w bor», 
Przeciei lepszy Assawuła, *) 
Kiźli kanclerz wasz u dworu; 
Kaidy chrzci się giermkiem hucznym, 
I^ikt chovąźym, nikt bnaczucznym* 

Niech mam Kndak ♦*) i ostrowyj, ••♦) 
Zaporofców pięć tysięcy, 
W pasie kindział, ostry, nowy, 
Nie, nic w iyciu nie chcę więcej ; 
Wolę niźli panów panem. 
Ukraińskim oyć hetmanem* 

^ Zagram Lachom i potańczę, 
Dajno Boiel wyniść w pole I 
Jak powietrze, jak szarańcze, 

*) Assawuła n Zaporożców fnacsyl poraccniJui. 
*♦) Twierdza, *»♦) Wyspy. 



Zbiegniem Liiwę, Ruś, Podole; 
Po staremu, ogniem, mieczem, 
Wytniem, spalim i ncieczero! 

Niech husarze krzyczą, gonią 
Trąbią hańbę Nalewajki ; •) 
Wpadniem na nich i liczną bronią^ 
Potem w zamki i na czajki; 
Niezakuta w pancerz ręka. 
Szabla w szablę, mocnićj szczęka* 

Rzy i parska koń mói gniadyt 
Ciszej, cist&j! w mieście ludno. 
Pełno sideł, pełno zdrady, 
Trzeb» podleść, gdzie przejść trudna t 
Jak staniemy u Piaseczny, ♦*) 
W tedy hukniem rozbrat wieczny. 

M}śmy Lachom bvli wierni 
Przeciw hordom w każdej chwili- 
Nim husarze nim pancerni. 
Nadciągnęli, my jui zbili s 
I coz zd 10 mamy w zysku. 
Oprócz więzów i ucisku? •«* 

O pocieszne krz)k, hałasy! 
Juz Bohdana ląbią. pieką. 
Biją na pal i drą P-i^y, 
A on tuz, tui nie daleko : 
Jui wyruszył z pod Zamościa, 
I pojutrze ujrzą go»cia. . . • 

Daluj na koń, zmrok jui dobry- 
Trzy dzicwiczycli zórz zabiyfło, 
I Woronicz brat mój chrcMry, 
Daje liaskj gdzieś za Wisląt 
Bądź zdrów zamku Uj;tzdowa j 
Piękna Polko, bądjb mi zdrowa! 

Milsza, koniu, ziemia nasaa^ 

Niźli piaski tu Mazowsza^ 
Oczakowska lepsza pasza 
I Dnieprowa woda zdrowsza! 
Nuie ! zno-wu będzie w Siczy, *♦♦) 
Pełno łupów i zdobyczy. 

Mazeppa iwjeliowaiij na pokkim ctworze mial 
sposoboość przy patrzy e aic intrygom dworskioi, 
poznać dnclia t partya w krajn^ i umiał tego 
nzyć na awę korzyść* Powróciwszj do sMoicIi 
przez eftobiste męstwo ^ a więcej jeszcze przez 
nabyte wiadomości i sztukę pisania, wkrótce zwró-* 
dl na siebie uwa^ napćt dzikiego jeszcze Indu, 
tak dalece, ze nie dłngo Kozacki hetman Iwan 
Samuelewiez powierzył mu urz^d tajnego sekre* 
tarza, co tam bardzo wiele znaczjfo: a ponie- 
waż X biegtościę w załatwiania pirfeconjcih mo 
spraw, tączjt wielkie męztwo i przytomność 
nmysłtt, przeto po śmierci Samnelewicza, hetma* 
nem Kozaków obrany został i od Piotra W» dH 
ten npzi)d potwierdzony. Na tym stopnin zabez* 
pieczyt granice od napaści Tatarów i wybndo* 
wat zamek Samar. 

Pewnego razo siedzęc w Moskwie n stołu ra- 
zem z Carem Piotrem, zapytany był od niego, czy* 
by niesfornych Kozaków nie można lepićj ująć 
w kluby porządku i karności? Mazeppa twier- 
dził, ze położenie Ukrainy i dach hida niepokp* 

*) NalewajkoscięiT w Warsaawie; od niego ulica 
Nalewki bierze początek, 

**) Piaseczna trzy mile aa Wartztwą* 

I ***) 8ict stolica Zaporoiców. 



9d 



Dftne w tym wsględiie stawia prseszlody. Car 
Hineni roagraanj, nie będąc sawsse panem tMe* 
go gniewo, nazwał go sdrajc^t i pogroził mu, ze 
go na pal wbić każe. Mazeppa po wryciu azy 
w swe stepy, postanowił zbuntować sif przeciw 
carowi, uwiedziony obietnici| króla Szwedzkiego, 
ze zostanie udzielnym xiązcciem i obszerne do- 
stanie państwo. Pełen dumnych zamiarów, cho- 
ciaż juz byt w podeszłym Mieku, łączy się za- 
tem tajemnie z Karolem XII., z któFym nawet 
widział się sekretnie nad rzeką Dzisną, obiecując 
przyprowadzić 30000 Kozaków, zapasy zywno- 
ici i skarby niezmierne. Tak więc król, marsz 
swój skierował w Ukraińskie stepy dla połącze- 
nia się z nowym sprzymierzeńcem. Nakoniec po 
12 dniach nadzwyczajnie przykrego pochodu, 
wycieńczone trudami i głodem wojsko Szwedz- 
kie, stanęło nad Dzisną, w miejscu, gdzie Ma- 
zeppa miał pułki s\ioje przyprowadzić. Lecz 
zamiast Mazeppy znalazł tam Karol Moskali, 
których jednak wkrótce rozproszył. Nakoniec 
przybył Mazeppa, ale podobniejszy do zbiega ni- 
żeli do potężnego hetmana. Albowiem Bloskale 
odkrywszy zdradę, napadli na nieprzygotowa- 
nych Kozłików, większą liczbę rozsiekali, 
reszta zginęła później w najokropniejszych mę- 
czarniach, a pomiędzy tymi brat hetmana. Sam 
wódz pozbawiony skarbu i wszelkich zasiłków, 
saleduo zdołał zebrać 6000 wiernych sobie Ko- 
zaków, i z tym słabym posiłkiem stawił się przed 
Karolem. Znany jest koniec tej wyprawy i bi- 
twy pod Pułtawą roku 1709, po której Karol 
schronił się do Bendera, a z nim Mazeppai gdzie 
podobno umarł. 



Uniwersytet w Edynburgu. 

Największem dla człowieka dobrem jest 
oświata: ona to dopiero uzacnia jego naturę, 
czyni go panem iwiata, i do używania najczyst- 
azych rozkoszy sposobi. Człowiek pogrążony w 
ciemnocie, zaledwo wie, że zrje: nie mając naj- 
mniejszego wyobrażenia o zilulnościach i prze- 
inaczeniu swojem, biedzi się około zabezpiecze- 
nia fizycznego bytu, zaniedbując prawie zupełnie 
szlachetniejszej cząstki, to je^t wykształcenia umy- 
słu swego. Ztąd te szczególniej rządy na wdzięcz- 
ność ludów zajiługują, których jedynem staraniem 
jest rozkrzewić w narodzie dobroczynną oświatę, 
a zapomocą niej ułatwić i ugruntować szczęście 
poddanych. Do rozkrzewienia zaś światła w 
Kraju najwięcej przyczyniają się szkoły wszelkie- 
go rodzaju; z tych najwyższe, Akademiami czyli 
uniwersytetami zowiemy. Są to niejako po- 
chodnie, które z wyższego stanowiska dobroczyn- 
ne światła promienie na około siebie rzucając, 
kraj cały krzepią i orzeźwiają; są to owe skar- 
bnice, z których każdy podług upodobania czer- 
{»a nieoszacowane zapasy nauk, aby niemi zasi- 
any, mógł się stać sobie i drugim pożyteczniej- 
szym. Każdy kraj ucywilizowany, posiada mniej- 



sza Inb większą ich liczbę: ale niewszystkier 
jeanakie mają urządzenie. Różnica wynika czę«. 
ścią z umysłowego usposobienia narodu i jego 
charakteru, częścią także z Religii. Kto zna 
krajowe, ten zapewni ciekawym będzie poznać i 
obce ; dla tego podajemy tutaj opis Uniw ersy teta 
Angielskiego w Edynburgu, wyjęty z szacowne- 
go dzieła: Podróż do Anglii i Szkocyi^ 
w Warszawie roku 1829. 

„Uniwersytet Edynburski nie zaszczyca się 
tak odległą starożytnością jak Oxfordski i 
Kambrydzki, ani jak Uniwersytety Szkockie 
w Glasgowie, Aberden i St. Andrews. Dopiero 
roku 1583 za panowania Jakoba YI. byt otwar* 
ty; nie ma owych gotyckich form, które dawniej- 
szym teco rodzaju instytutom są właściwe. Jest 
on w większej części urządzony na wzór Uniwer- 
sytetów niemieckich. Wzrost swój, winien nie 
tyle szczodrobliwości Monarchów, ile osobom pry- 
watnym, które nabywszy upodobania do jakiej 
nauki, fundowały i uposażały jej katedry. Te- 
raźniejsza sława Edynburgskiego Uniwersytetu ^ 
jest skutkiem niepospolitego talentu mężów, któ- 
rym nauczycielskie obowiązki powierzono. Nie 
mało też blasku odbija się na tę szkołę z wiel- 
kiej liczby uczniów, którzy w niej odebrali wy- 
chowanie, a dziś w różnych zawodach życia po- 
żytecznie pracują — mówię pożytecznie, gdyż na 
zaszczyt tćj szkoły winienem to dodać, iż nie 
pracowano w nićj jedynie dla szkoły, jakkol- 
wiek wysokie na wzniesienie umysłu i uzac* 
nienie serca teorye w niej się wywinęły; dążenie 
ich zmierzało wprost do praktyki^ i miało ści- 
sły związek z sprawami życia. 

Co do samych uczniów, Uniwersytet ten ma 
coś odrębnego od podobnych gdzie-indziej insty- 
tutów. Uczniowie jego nie zostają z nim, wy- 
jąwszy naukowość, w żadnych innych stosunkach. 
Nie są obowiązani, jak w innych Uniwersytetach 
W. Brytanii nosić osobny ubiór, ani mieszkać i 
stołować się w konwiktach (colleges) ani też zo- 
stają pod jakim bądź dozorem zwierzchności Uni- 
wersyteckiej. Pomimo braku wszelkiego dozorU| 
któryby gdzie-indziej mógł być ze szkodą dla 
młodzieży, nie słychać tam o burdach, pojedyn- 
kach ; burszostw niemieckich nie znają : nie moż- 
na się wydziwić porządków i i spokojności, z ja- 
ką się wszystko wewnątrz i zewnątrz odbywa« 
Przypisać to należy w części wielkiemu uszano- 
waniu, jakiego stan nauczycielski tam doznaje: 
w części owym rządnym skłonnościom, które już 
z domów rodzicielskich młodzież z sobą przy- 
nosi; w części punktowi honoru, którym, będąc 
pyszna ze swojej nsf rodowości, jest przejętą: w. 
części też mieszaninie słuchaczów różnego wie- 
ku, przez co wiek młodociany przymuszony bę- 
dąc miarkować swą burzliwosć, nabiera niejakiej 
powagi starców. Podeszłego wieku ludzie nie 
I wstydzą się tam uczęszczać na prelekcye do 
Uniwersytetu: a cudzoziemiec patrząc na osiwia- 
łych starców, obok nich na dojrzewającą mło- 

13 



tlOO 



Uniwersytet w Edynburg tr. 



4mez, nntsi rabie penyślej, ze w tycli Ate- 
nach p&tnocy, nie rycliło edukacja ńą kończy. 
Szczególniej liczne bjwaj^ audjtorya przy roz- 
poczęciu i na koacu' kursu , gdyż wówczas 
Erelekcye większa wyntową odznaczać się zwy- 
ly, — poczatkoM-e dla zachęcenia do nauki, 
ostatnie ala mocniejszego w niej iit\vierdzenia. 
Widzieć wtedy można na prelekcyach najzna- 
komitsze osoby w kraju, które albo przyjaźń dla 
uczących, albo dobro nauki tam spFon'adza, ni- 
gdy próżna ciekawość. Widok tych mężów, 
którzy tam jakby na to przychodzą, aby dać z 
siebie godny wzór do naśladowania, nie może 
nie obudzić n'ysokich uczuć, i nie napefniać po- 
szanowaniem dla miejsca nauk. Zlad powaga i 
wzietość nauczycieli; ztąd nawet w późnej sta- 
Eoici luezgBsIa dla nich wdzięczność i pamięć. 

W stosunkach naukowych Uniwersytetu z 
ncEniami, nie zachodzi także nic ścisfego. Cłicą- 
cy uczęszczać na naukę, zapiauje się do album, 
przyczem po optacie d*^'" azyllingów, wydaje się 
mu mafy bilecik z napisem: ciris bibliothe- 
«ae Kdinensis, który dając mu prawo do 
użytkowania z biblioteki, znaczy to, co- gdzie- 
indziej matrykula. Z tak^ kartka udaje się uczeń 
do Professorów dla zapisu na przedmioty, któ- 
rych zamierza słuchać. Tu nikt go nie pyta, 
fliy był gdzie w szkołach, czy odbył początko- 
we nauki, i czy opatrzony jest w świadectwo doj- 
DuJościł Tego tam. nie Enaj^ ^^l*^ '^^ trudno 



zgathiąć przyczynę, dTa czego- więcef tam nczif 
nczniów, niż w innych Uniiversytetach : liczbn 
ich dochodzi do 4000. Zapisuje się każdy na- 
te prelekcye, które mu się najbardziej podobają, 
Ii(b dla jego widokó^r s^ najprzydatniejsze, i W 
lyin celu Prufeasoronie zwykli czytać przez ty- 
dzień na próbę, aby każdy mć^gł sadzić o wy- 
kładzie nanki. Po uplynionym dopiero tygo- 
dniu, następuje właściwy zapis r w ówczas ten; 
tylko,, kto złoży zwyczajna płacę od kursoj po- 
siada bilet wejścia, może prawnie uczęszóać' 
na prelekcye. 

Audytorya dosyć są obszerne, i z rozprzestrze- 
nieniem budowli Uniwersyteckich, przybywają 
coraz okazalsze: w niektórych pada światło z- 
góry. Wszedłs»^ do nich, doznaje się- niezwy- 
czajnego wrażenia. Uczniowie siedzą na ław- 
kach, stopniowo podwyższanych, w kapeluszach; 
dopiero za pi-zybycJem Professora odkrywają 
głowy. Professorowie przybrani sa w togir czy- 
tają w katedrach, siedząc lub stojąc dla spra- 
wienia wnekszego skutku. Niektórzy uczniowie- 
używają skoropisma, aby żadne słowo z pre- 
lekcyi nie było slraconem. Nie słychać jednak,, 
żeby kto tak dokładnie spisane łekcye drukiem 
ogłosił, jakie nadużycia w Niemczech często się 
zdarzają. Każda myśl uderzająca t wzniosła,, 
każde zdanie piękne, i w jaki bądź sposób du- 
mie narodowej pochlebiające, ściąga jak w tea- 
trze oklaski:, oznaczają^ ja słuchacze inpanieiDf 



KoszanilFa Amerykańska^ 



klire czasem tnra zadliigo, co w czrtanin spra- 
nia częste przerwy. ProFessorowie stiłsiijąc się 
■ło ducha atuchacztiw, nie zaniedbują żadnej oko- 
Eczności, afaj im się podobać. Wszędzie przeto 
da gruntonnoici starają się łaczyĆ moc i wdzięk 
wymowj ; nie zaniedbują jej nawet wykladacze 
starożytnych pisarzy. 

Koszeniila Amei-ykańskai 

RośHna wyslawfona ii» obrazku, znana pod 
nazniskiem N o p a I n (Cactog eochinellirer) na- 
leży do rodzaju kaktusów, pielęgnowanych u naa 
w ogrodach, a chodowanyok w Ameryce z wiel- 
ka itaraaftości^ dla onadu, koszenillą zwanego, 
który sustony, piękne czerwona daje farbę i 
w sztuce lukar^kiejr juko skuteczny irodek w cho- 
robach pęclierzowych używanym bywa. illszpa- 
Bie poznali owad ten i jego nżyiek W Mexika 
roku IS18; w Europie miano koszenillę aż 
do roku IG94 za nasienie nieznanej jakiejś rośh- 
ny; spronadzuna bowiem suszona, w Horach skó- 
rzanych, podaboą jest do aiaruek białym pył- 
kiem okrytych. 

Fig. A wystauia samcay. B samicę, znacznie 
powiększone. Indyanie nazwani od chodowania 
rośliny, na której sję koszenillę lęgą, Nopa- 
LeEOS,, zaklaidąiii w miejscacfi^ gdzie stonce bez 



przeszkody ciepłem swojćui działać może, znacr* 
nej wielkości ogrody, i sadzą w nich 50 do 
60000 krzaczków Nuparów, rownemi rzędami, 
aby na nich pielęgnować ouady, stanowiące naj- 
większe ich Bogactwo. W Kuieloiu lub Maju^ 
zbierają pilnie ntode owady, trzymają je w do- 
mach przez dni 20, polem wystawiają na sionce, 
a gdy dość są roocnemi do płodzenia, rozsadzają 
w Sierpniu lub Wrześniu na krzaczki Nepalu, 
które tyle niosą jajek, iź w cztery miesiące 
pierwszy zbiór owadów przedsiębrać można, » 
po nim dwa inne następują. Zbieranie kusze-- 
nillów wielkiej uymaga ataranaości; zmiatać je 
bowiem (rzeba ogonkami królików lub wiewiórek 
z kosmatych liści rośliny, i przy każdym krzacz' 
ku robotnik jeden kilka godzin siedzieć musi.- 
Na 1 ff. idzie podług obrachunku znawców, 
70000 owsdów. Zebrane robaczki zabiJHfą się 
ukropem lub nadzwyczajnem ciepłem w ptecachr 
P. Humboldt podaje wartość koszenilli, wywo* 
żonej corocznie z Rlesiko na 500040 ff. szlerlin- 
gów. Cały handel idzie zwykle przez Kadyx, 
a od roku 1827 zsclięca rząd hiszpański połu- 
dniowe pro\tiDcye kraju do chodowania koaze>- 
nilli, uw-olniając tych, którz)by pierwsze zakłady 
do tego porobili, od wszelkiuli poduiLów am 
lal łO. 

Miejsce koszeniUi zashjitowaŁ dawniej 9V»S 



102 



poUki, znany poci nazwskiem Czerwca pol- 
skiego, któreg^o dokładny opis dołączam j, na- 
desłany nam przez Szan. Alcza, znanego z głę- 
bokiej nauki i gorliwości o upowszechnienie po- 
żytecznych -w kraju wiadomości. 

Czerwiec polski. 

Zaiste ważnym być musiał w dawnej Polsce 
przedmioty który jednemu z^ dwunastu miesięcy 
unię nadal. Wspominają o nim wielokrotnie dzie- 
jopisowie, tak krajowi jak zagraniczni. Wypro- 
wadzany za kraj i szeroko po świecie rozwożo- 
ny Czerwiec^ imię Polski po wszystkich stro- 
nach rozgłaszał, i pod nazwiskiem Coccus po- 
lonicus, Cochenille de Pologne, do naj- 
dalszych dostawał się narodów. — Roku 1601) 
to jest pod panowaniem Zygmunta Wazy, 
postanowiona została na sejmie Warszawskim 
celna piata od wyprowadzania tego arcynarodo- 
wego utworu. — Odt^d wnosiło to cło do 
skarbu polskiego corocznie 6000 dukatów Wę- 
gierskich, a za tym szacować można ogólną war- 
tość wyprowadzonego corocznie Czerwca na naj- 
mniej dwa milliony złotych polskich na stopie 
ówczesnej, a na dzisiejszej, na więcej dziewięciu 
aillionów. 

Tak ważnym przedmiotem handlu byt Czer- 
wiec polski, az do połowy siedmnastego 
wieku. Dziś tak dalece poszedł w zapomnienie, 
że w wielu częściach Polaki mieszkańcy nie ma- 
ją juz o nim wyobrażenia, i że nie jeden z na- 
szych współczesnych gotów zapytać, co to jest 
ten Czerwiec? czy to kruszec: czy żywica? 
czj grzyb? czy jagoda? czy sok jakiego drze- 
wa? Nie jeden nawet więcej już znający obce 
płody, niż polskie, marzannę czyli krap 
Szląski, dla tego, że również czerwoną farbę 
dostarcza, za starodawny Czerwiec poczytuje. 

Ukraina tylko i Podole, nie straciły jeszcze 
tradycyi o Czerwcu i jego przymiotach. Tam 
każdy włościanin wie, że to jest owad, wielko- 
ści pchły, koloru rudo- brunatnego, znajdujący się 
oa korzonkach i łodygach niektórych roślin, naj- 
bardziej jednak kosmaczka, którego, dla cze- 
piących się na nim robaczków, tymże samym na- 
Ewiskiem Czerwca przezywają.^ 

Nie zostawili nam Historycy i krajo-pisowie 
polscy żadnej wiadomości, czy było w przeszłych 
wiekach jakie szczególne chodowanie Czerwca 
pokkiego. Dziś tam, gdzie go jeszcze znają, 
włościanie bez żadnej innej przyprawy wygnia- 
tają z owadu farbę, i pasy męszczyzn, tudzież 
kobiece chusty nim farbują. ^- Kolor ten, (któ- 
remu jednak przy mieszanie Ałunu znaczną dodaje 
świetność) jest pierwiastkowie ciemnokarmazy- 
nowy, i dat może powód do częstszego w Pol- 
sce, aniżeli w innych krajach, używania tego 
gatunku czerwoności na mundurach, bądź woj- 
skowych, bądź cywilnych. 

Cóż więc zrządziło upadek tak korzystnego 
przemysłu? Ta sama przyczyna, co i chów wi- 



na, przed dwieście lat tak bardzo u nas kwitną- 
cego zniweczyła. Oto nic innego, tylko roz* 
wożenie w Europie obcego i lepszej natury to* 
waru, z którym polski płód konkurrencyi wjtrzy* 
mać nie mógł. Były założone winnice w caiej 
Polsce i Prusiech, aż pod Żuławy Malborskie^ 
wywożono wino polskie wielkiemi partijami do 
Danii i Szwecyi, Nie wiemy, czy było dobre^ 
ale było popłatne, i wprowadzało pieniądz do 
kraju. Atoli gdy zaczęto rozwozić aż na północ 
nierównie lepsze wino francnzkie i niemieckie, 
nie było już pokupu na trunek nadwiślański, i 
przestano zatem uprawę niekorzystnej już ga« 
łczi rólaictwa. Upadły polskie winnice, i gdsie 
niegdzie tylko starodawne imię wioski, przy po* 
mina, że kiedyś tam istniały tego gatunku posady. 

Tak się też stało z Czerwcem polskim. Po« 
szukiwany byt od farbierzy Europejskich, dopó* 
ki się lepszy materyał nie zjawił. Ale gdy przy« 
była z Ameryki Roszenilla Mexy kańska, 'żywszy 
kolur i w iększa massę farbnego zarodu dostarcza* 
jąca, wszyscy tarbierze do nowego się płodu rzu* 
ciii, i upadla tak ważna dla PoUki gałęż przemy słn« 

Ale każda rzecz ma swoją kolej. Przy nie* 
ustannej zmianie rzeczy ludzkich, wracają się i 
dawne rzeczy, wskrzeszają podupadłe. Czy nie 
widzimy dziś, jakby dotknięty roszczką czarodziej- 
ską rozwijający się na nowo przemysł wincerski 
w naszych stronach? Już okolice Babiego mo* 
stu, Wolsztyna, Rakoniewic i u d. okrywają się 
winnicami. Od roku do roku rozszerza się icJi 
przestrzeń, wzmagają się zyski, a zatem i ochota 
dalszego rozprzestrzenienia. Nieznacznie całe Xię* 
stwo napełni się wskrzeszonemi na nowo winni* 
camiy przejdą może Prosnę, zasięgną do Wisły. -^ 
Kie będzie zaiste walczyć nasze wino o niedości* 
gnione pierwszeństwo z obcemi; nie będzie 
nigdy bogatych stołów okrasą, ale dla mniej ma* 
jętnej, a przecie liczniejszej klassy ludzi, dostar- 
czać będzie napój zdrowy, popłatny, którego npra* 
wa Właśnie jest najstosowniejsza do piasczystych 
gruntów, większość kraju naszego stano wiącycK. 

Tak się też może stać z Czerwcem. Przy 
postępie cywiUzacji, przy coraz większym po- 
mnożeniu miernych, pośrednich majątków, nie 
tylko co lepsze, co piękniejsze, już teraz i 
tańsze ma swoją zaletę i przew^agę. Podług 
zdania farbierzy zagranicznycti, Czer%viec polski, 
przy lekkim tylko zaprawieniu, bardzo dobrą i 
trwałą może wydać larbę. Cena jego w po- 
równaniu z bardzo drogą koszenillą Amerykań- 
ską, nieskończenie być może fabrykantom dogo- 
dną. W porównaniu zaś z Marzanną farbierską, 
daleko mniej wyciąga starania i nakładu, a przy* 
tym żywsz^ i piękniejszej dostarcza farby. -— 
Może zatem handel Czer^vca na nowo zakwitnąć, 
zwłaszcza przy większym rozwiiuęciu się ręko* 
dzielni zawiślańskick. 

Przejęło się tym w idokiem w pierwszych już 
latach swego istnienia Towarzystwie przyjaciół 
nauk w Warszawie, i naznaczyło nagrodę za 



103 



r • 



'nafle^sze pismo o' uprawie i pożytkach Czerwca 
pokkiego. Pisali o nim późmćj Kortam^ Ki- 
tajewski i Alexander Chodkiewicz^ ale 
imjgniiitowniej rzecz tę rozebrał Nagórski, 
Professor przy instytucie agronomicznym w Ma- 
tymoncie. Zajął się praktycznie owada Czerw- 
cowego uprawą, i wielorakie na nim doin^iadcze^ 
Bia 1 uwagi w osobnym zebrał dziele. AtoE 
brak sposobności nie pozwolił mu tak szacownego 
pisma drukiem ogłosić. Niektóre tylko części 
tćj P. Nagórskiego pracy, wyszły na jaw w zbio- 
ize Piasta, czyli Poradnika domowego 
wychodzącego przez niejaki czas w Warszawie, 
fód przewodnict^^em Józefa Krasińskiego. Żało- 
wać należy, że reszta pisma nie doszła jeszcze 
do wiadomości pubUczn^j. 

Zdaje się, ze potudniowsze położenie krajn 
sprzyja rozmnożeniu Czerwca; albowiem Ukraina^ 
Podole i Gallicya więcej go M^jrradzają nad inne 
Polskie kraje. Wszelako natrafia się on choć 
.mniej obficie na Wołyniu, na Polesiu, na Pod- 
lasiu i w Mazowszu, i nie masz przyczyny, aby 
r w naszej prowincyi nie miał być łatwo przy- 
swojony. Próby, które się Panu Nagórskiemu 
pod Warszawą udały, przy zupełnie podobnym 
naszemu i Uimacie, i gatunku ziemi, M^ysmie- 
nicie do Xięst^Ta Poznańskiego zastosować się 
dają. 

Chcąe mieć większą iIoś£ Czerwca, trzeba 
go chodować, a do tego przedewszystkim po- 
trzebna uprawa bądź kosmaczka (^Scleran- 
thus perennis) bądź Jastrzębca (Hiera- 
cium pillosellae; na których wspomniony 
OMad najduje pożywienie. Obie te rośliny wy* 
ciągają piaszczystego i nieco tylko gUną prze- 
mieszanego gruntu. Nie naszże to M-łaśnie ga- 
tunek ziemi, najwięcej u nas rozprzestrzeniony? 
Przysposobiwszy potrzebna dla owadu strawę, 
przesadzała się do niej w miesiącu Lipcu, na- 
oyte zkąd kohnek, i juz w doroslejszym stanie 
będące owady, z tą tylko ostrożnością, aby za- 
siane dla nich pole, ile możności, zastonione było 
od ^-iatrów j^óinocnych i wschodnich* Spust ku 

tołudnio\^'i, jaki dla winnic i sadów owocowych 
ywa używany, najkorzystniejszy jeHt i dla 
Czerwcowego pola. — Ale tu poprzestać musie^ 
my, aż nadto może długiego ustępu.. Tych zaś 
Czytelników, którzyby cieka\^i byli większych 
w tym przedmiocie szczegółów, do wyżej, wspi^ 
■miony eh pisarzy odsełamy# &HrPr 



JO, nakoaiee Pożeguanie ze światem. A wszą* 
koz na żadnym swem dziele, imienia swego wspo* 
mnieć nie chciał. Prócz tego, co on pieśni, na« 
bożnych i świeckich, wier^zów rozlicznych uło« 
żył? nagrobki różne ludziom poczciwym, naher* 
by i t. d., gdyż to wszystko z łatwością mu 
przychodziło. Pisał najwięcej w nocy, gdyż we 
dnie ludźmi bardzo był zabawiony: około niego 

Eanięta i ludzie młodzi ciągle się bawili; bo to 
ył człowiek poczciwy, zachowały, dworskie 
wszystkim znajomy, żywy, swobodny i niepod* 
legły. W młodości bardzo mu świat smak o* 
wal, ale potem był skromny, trzeźwy i spokojny* 
Umarł roku 15e8.'« 

Byt to prawdziwie szczególny człowiek: 
współcześni katolicy jak najgorzej o nim mówif 
i zelży we na niego miotają obelgi: nazywają go 
żarłokiem, Sardanapalem, marchołtem, przecherą, 
człowiekiem najgorszych obyczajów, którego wy- 
uzdana ewawola tak była gorszącą, że go już nie 
o wiarę, ale o sromotną rozpustę, publicznie wy« 
klinano. Trudno .pogodzić świadectMa spółcze* 
snycb, z leoryą Żywota poczciwego człowieka, 
którą napisał. Sam nawet Trzecie^iki wzmian* 
kuje, jakeśmy wyżej Midzieli: że mu świat bar* 
dzo smakował, dodając, że te przywary młode<» 
go wieku, pokrył później cnotami. *^ Dalej 
pisze, iż się niewdawał w zawiklane sprawy; 
a imil przeciwnie świadczą, iż tra^tił wiek w 
posługach dworskich i w burzHwjm świata od- 
męcie. W takiej aprzeczności zdan, zamiast po« 
tępiać może niewinnego, wolimy czynione mu za- 
rzuty i miotane obelgi, przypisać zawziętości jeg» 
nieprz}jaciół. Lecz dodajmy jeszcze kilka słów 
o jego* dziełach r sposobie pisania. 

(Ciąg dalszy nastąpi.^ 



Rej z Nagłowic* 

(Ciąg dal5zy.) 

I wiełe innych rzeczy pisała które poginęły 
i księgi niemałe de neutralibus w Brześciu Łi* 
lewskim, i drukarzem utonęły. A naostatek pisał 
ksi^i Z^wata poczciwego, rozdzielone na 
t»y wieki, młody, średni i stary : Narzekanie na 
nierząd polski: Zbroję dta rycerza Chrześciań- 



•) Jóref Weinsszczyństi, opat STcciecIiowjRi, pi- 
sani uiepodel^rsanej wiary, w dsicle: Gościniec pewny 
i r^ d« w Krak 1-585 wydanym, a sat«m wspóK»e8ny 
Reja,, tak go> pisuje; „ów polski poeta Kej suiry^sam 
rad dobrse pił i jadała bo był iarloh prawy, tegom* 
j» dk»i»i'se snały bo caęsto- u pods^dka Clieknskiego,, 
ojca mojfigOy dla iiiywania myśliwstwa b)wał. Albo- 
wiem nw^dy, Kiedy priyjechał, piidh> śliw, jako ko- 
riec Krakowski, miodu pralnego peł rącsin, o£i;óxL:jw 
•«irowy«k wielkie nieckułki, grodiii w strączbich cuery 
magierki, na kaidy daieit xia cicao to w^zysiko sjadaK 
A potem s clilebem garniec mleka sjadłsry, jabłek 7 
kopę a -póh iryfiisa gniiek spasłssy, do tego satukę 
nii^sa a4bo racaei> cstcry świciego wesbrawszy, pół- 
miskom CBterem czupryny zmiąwszy, kapuście kwa* 
I śuej pulem dorobił, mało jui dbał o iabki włoskie*. 
Potem gdy do ugasaeuia pragnienia praysrio, gdybyn> 
o teni pisał saeroko, b)łGby nie jednemu śmieszno- 

Bo jako sad jadał potrawy trefne, tak tei rzadko pi- 
jał piwo dobre, jedno gorzkie, kwaśne, naostatek i 

mętne, a gdy trafił do Kogo na łotrowskie piwo» to- 
pił, ai mu w KailUi trzcs8czało«*^ 



r 



104 



jak pojrednińki międz^r natodom i troaen; i w 
yyraza sie niejako odmiemiy sti* 
królewskiej z nai-odo\i'^. Jadw^ 
i wyższem uksztatceniem omy* 
igodzi dzikość uowo-ochrzocoaego 
lu ; i nawzajem przez naród prze- 
iia jego jest broniona. **) Bai^ 
Iżonka i króla, broni przeciw wvh 
laiodu ; i nanzajem łagodność }i} 
Lczy hardość szlachty dla króla* 
aczy Iron z tronem, dmga króla 
iie naród z narodem. — W oso- 
!znaczeniu nie mniejsze podobteń- 
Obie pięknff. 



Barbara Radziwiłłówna. 

Do uroczych, uoetycznych fipr histonfi na- 
szej, które nie tylko w pisnnycli dziejach, lecz 
iyja dolftd w pamięci i wyobraini narodu, na- 
leży małżonka Zygmunto Augusta, Barbara Ra- 
dziwiłłówna. Stoi ona obok Jadwigi. Poczy- 
tywać się trzeba o zonach innych królów; o 
Jadwidze i o Barbarze każdy %vie i pamięta. Jest 
w nich coś symbolicznego, co do imaginacyi prze- 
mawia; coś' wspólnego w ich praezna czemu, co 
cześć i litość obudzą. Jadwiga, królewna polska, 
obok pier^tszego Jagiełły, za którego się unia 
dwóch narodów zaczyna; — Barbara, Xięzni- 
czka Litewska, obok ostatniego z Jagiełłów, pod 
którym sic ta nnia ostatecznie spaja; mogłyby 
wyobrażać Polskę i Litwę przez miłość t ro- 
dzina Jagiełłów, i przez nich z sobę zbbzone. 
— Dziedziczka samowładnych Piastów, odda- 
jąca się sama pod rząd woli m^a; mogłaby 
UJŚĆ za symbol władzy królewskie, w PoUzcze, 
która w tym ^yłaśnie czasie dobroMoinie pod pra- 
wo przechodzi. — Obj watelka z łona równości 
narodu na Iron wyniesiona, a z zawiścią i du- 
ma legoi narodu walcząca, czyż nie jest jakby 
wyobrażeniem i wróżba władzy i losu obieral- 
nych królów, wnet po niej nastąpić mających? 
_. Jedna i druga ■łiystępiiją na scenie dziejów 



zachodzi 



picfci 



tkliwe, kochające i do noświ^ 
cenią się skore. Jadwiga wy- 
rzeka się kochanka i szczęsna, 
by zwiększyć potęgę narodu; 
' — Barbara gotowa zrzec sie 
męża i korony, by zgodę ^v na- 
rodzie utrzymać. — ObieBtM'0> 
rzone do cichego szczęście przez 
miłość ; nieszczęśbwe na tronie 
pizez wielkość. — O biednie 
wzięte razem mieszczą w sobie 
wszystkie cnoty i zalety kobie- 
ce : piękność, czułość, poboż- 
ność, L'tość, poświecenie się i 
rycerską od\i agę ; mogłyby uiść 
za typ ogólny tycb wszystkich 
cnót i przymiotów, jakie po dziś- 
dzień jeszcze znamionują niewiasty oho naro- 
dów. — Obie nakoniec w kwiecie młodości t 
wdzięków, przedwczesną, bolesną śmiercią, mę- 
żom i narodowi wydarte; ""J w Jadwidze ga- 
śnie ród Piastów; z Barbarą zdaje się gasnąć 
pokolenie Jagiełłów. Wszyscy kronikarze zga- 
dznją się na to, iż smutek po jej zgonie Zyg- 
munta Augnsta, stał się może głÓMną przyczy- 
ną, że po sobie nie zostawił dziedzica. Tą tytko 
smutną mysią i wspomnieniem wiążą się one z 
dniszem pasmem dziejów ; same, jako dwa duchy 
am'elskie, bez zmazy przez len padół wion^wszy, 
unoszą się w mgle wieków, po obu stronach ry- 
cerskiego szeregu Jagiełłów, czekając dotąd z»* 
klęć prawdziwego, narodowego poety, cohy ich 
serca i dusze odgadnął, i w któregoby pieśm'ach, 
albo na scenie, nowe dla wyobraźni i uczuć na- 
rodu, nieśmiertelne rozpoczęły życie. 
(Ciąg dalszy nastąpi.) 



•) Oskaneiiie Gni 

roku 1339, pHiie je sai 
pici pod lawą odszcicki 



i Sejmie Witlickim. 
ihii legui Sejmu, jak 



1 um^Ha w pojogii. 



naktadem 



druki 



Ernesta Gtintera w Lesznie. C^^ed. Ciecliȣ$ki). 



Przyjaciel Ludu. 



Rok dru^i. 



No. 14. Lcasno, dmaS. Pa£dnetmluil835. 



Zbawiciel świata. 



Cztek zmyślony, boskich nawet neczy, xmj- 
słon'e pragnie mieć wyobrażenie. Z pumiędzy 
wielu wybornych obrazów Zbawiciela, powyż- 
szy do najpiękniejszych należy, ktiSrego nasz ry- 
sunek slab^ ^Iko jest kopią. Malarz (Mengs) wy- 
konał go podtue opisu rzymskiego autora. Oby 
jego rysy, petneoobroci, miłości i poMagi, utkMiły 
głęboko w sercu naazein! oby owo spojrzenie 
święte a razem przenikliwe, w gadzinie słabo- 
ści, wstrzymało nas od npadkn, abyśmy w dn>-. 
dze życia nie zbłądzili z ścieżki raifltj! 

Jest podaniCf że Łentulus Piokousul w Judei 



jeszcze przed Piłatem, przestał do Rzymu Sena- 
toni następujący rysopu Zbawiciela: „W tym 
Czasie zjawił się człoMiek, który jeszcze żyje, 
wielką moc posiada, i Jezusem się nazywa. 
Lud zowie go także n'ielkim prorokiem ; ucz- 
niowie zaś jego, Synem Bożym, Mąż ten 
wskrzesza zmarłych i leczy chorych. Jest wy- 
sokiego wzrostu, pełnej twarzy^ i bardzo regu- 
larnego składu ciała. Jego twarz poważna, na 
każdym ^'ielkie robi Mrażenie, tak dalece, że 
go wszyscy koch^ą, a jednak się boją. Włos 
~ długi spada z głowy aż do azji, 



k 



106 



stąd sal swyczajem Nasarenczyków w rzęsistych 
kędsiorach na ramiona. Gzoto jego jest proste i 
wjrpogodzone : twarz bez skazy, delikatnym okry- 
ta się rumieńcem: rysy twarzy szlachetne i miłe, 
nosy nsta bez wady. Broda zapuszczonai z wło- 
sami jednego jest koloru, i również podzielona. 
Oczy niebieskie i błyszczące. Ganiąc i strofu- 
jąc przeraża: ale kiedy naucza i napomina, mo- 
%ra jego mila i przyjemna. W poruszeniu łączy 
się wdzięk z godnoicią. Nikt go nie widział 
śmiejącego się, płaczącego nieraz. Postawa jego 
prosta; ręce trzyma wy ciągnione, nieco wznie- 
sione do góry. Mówi z w ielkim wyrazem : każ- 
de słowo ma swe znaczenie. Z twarzy pomię- 
dzy wszystkimi śmiertelnikami najnrodniejszy. 

Bej Z Nagłowic. 

(Ciąg dalszy,) 

Wszędzie w nim widać gorliwość o poprą* 
wę obyczajów, wykorzenienie złych nałogów 
i zabobonów. Imaginacya żywa i obfita dostar- 
czała mu coraz nowych myśli i obrazów: w 
opisach spostrzegamy dokładność i obszerny każ- 
dej rzeczy rozbiór, tak dalece, że może na 
sbyteczną obfitość, utrudzającą objęcie i przej- 
rzenie całości, nie zaś na ubóstwo myśli Czy- 
telnikowi uskarżać się przychodzi: tęż sarnę ła- 
twość, a czasem i dobitność widzimy w wysło- 
wieniu. ^ Rej nie szczędzi farb, nie cedzi słówek, 
nie dobiera delikatniejszych wyrażeń, jak to czy- 
nić zwykli miernego talentu pisarze, zasadzający ca- 
łą wartość stylu, na okrągłem i słodkiem wyrażeniu. 
Owszem używa słów mocnych, dosadnych, od- 
dających naj vvłaści\Y lej rzecz, którą przedsta wia. A 
ponieważ powiększej części szedt za popędem wła- 
snej imaginacyi i uczucia swego, ponieważ mało co 
czerpał z obcych żródef, znajdując w własnym ro- 
sumie i sercu dostateczne zapasy; przeto i ztąd 
Rej odznacza się przed innymi pisarzami, i ma 
azczególniejszą zaletę oryginalności i naro- 
dowości. Jego pisma są niewyczerpanem źródłem 
iriadomości o obyczajach owych czasów, cha- 
rakterze ciekli, i narodu, panujących przesądach 
i zbytkach: z niego osobliwie pisarze romansów 
historycznych wiele szczegółów, zkąd inąd nie- 
znanych, czerpaćby mogli. Widać w nim zna- 
czną już wprawę w pisaniu, styl płynny i ob- 
fity, peryody zaokrąglone, składnia najczęściej 
naturalna, czasem tylko zawikłana. Nakoniecje-* 
dnę jeszcze w nim spostrzegamy osobliwość to 
jest niepohamowaną chęć do rymowania: Na 
wielu miejscach, zwłaszcza gdzie wyszydza zdroż- 
ności ludzkie, i wpada w zapał, prawie mimo 
wiedzy swojej wiersze składa: mówię wiersze, 
nie poezya, albowiem takowe rymowanie, będąc 
tylko swobodnej myśU igraszką i rozrywką w pi- 
saniu, dalekiem jest od owego prawdziwego nat- 
chnienia muzy, bez którego trudno być poetą. *) 

♦) Tak mówiąc o mjlnych ludzkich pociccliacli 
tych uiywa wyruzów: „Zd^ć się teź za pociechę całą 



Na końca dafeny krótki wyjątek s ^ dziel 
Reja: Zwierciadło,* czyli żywot poczcivrego 
człowieka, aby dać poznać Czytelnikom Daszyio^ 
nie obeznanym jeszcze z tym pisarzem, styl jego* 

(Koniec nastąpi.) 



Pomnik Czarnkowskich w Czarnkowie. 

Mało jest rodzin polskich, któreby 8a\mo» 
ścią przodków, mądrością w radzie i męztwem 
w boju, w dziejach ojczyzny swojej tak się wsia^ 
wiły, jak famiUa Czarnkowskich: ród jej wywo- 
dzą niektórzy kronikarze polscy od Popiela, inni 
nawet od dwunastu Wojewodów. Podług pew- 
niejszych atoli wiadomości, Czarnkowscy, pier- 
wiastko wo Dzierzykrajami zwani, pochodzę od 
Dzierzykraja, xiccia na Człopie, który za stara- 
niem Bolesława Chrobrego, pierwszy z wodzów 
polskich do wiary Chrześciańskiej nawrócony i 
ochrzcony, przepaskę białą, czyli nałęcz przy 
chrzcie Ś^y^ do obwiązania skroni używany, za 
herb domu swego oaebrał. *) Przywilej kla- 
sztoru Trzemeszeńskiego wspomina, iz Dziercy- 
krajowie z Człopy razem z Mieczysławem, nie 
tylko do założenia świątyni wielce się przyło- 
żyli, ale na uposażenie je;, Gązawę i Konratowo 
ze wszystkiemi przyległościami ofiarowali. — 
Odtąd Dzierży k rajowie przyjętą wiarę ścisłe do- 
chowując, gorliwie o jej rozkrzewienie się starali, 
a zamożnością i wielkim swym wpływem, tron 
Monarchy swego wspierali; gdy tymczasem są- 
siedzi ich w wierze chrześciańskiej wąchając się, 
według okoliczności albo od niej odpadali, albo 
też biorąc się^ do oręża, bunty przeciw królom 
podnosili. W roku 1106 Bolesław Krzyw'ousty, 
pokonawszy Pitmorzan, w powrocie swoim oo 
kraju, zwróciwszy wojska ku Czarnków u, po 
długiem oblężeniu, dobył zamku, i Gniewomira 
pana dziedzicznego Czarnkowa, do przyjęcia 
chrztu śgo w raz z całem rodzeństwem nakłonił, 
i przysięgę wierności od niego odebrał. — Łecs 



noc pić, skakać, bębiiać, czeladzi wiele chować i in« 
nych rozlicznych wszeŁeczności iiiywać. Ale prze- 
wróciwszy kartę nawapak, gdy ta pociecha alezie, 
pewnie smętek urodzi« Bo sa one skoki, bolą nas 
więc boki; a ono teź piwo, piło się co żywo. Zapłać 
ze ty za nie, nułos'ciwy panie f A w nocy S7ę grało — 
w mieszku bardzo mało. A onej czeladzi, jui tei 
wszystko wadzi; bo bardzo pobledli, z wieczora nie 
jedli, A pan się w łeb skubie, po mieszku się dłubie. 
Juz nie piskaj dudo, bo w nim bardzo chudo i t, d/< 

♦) Sarniaki in descriptione Poloniae. — Kra- 
sicki, Dykcyonarz potrzebnych wiadomości. Inni 
utrzymują, ii Dzierży kraj, dopiero sa czmsów Krzj« 
wouste^o, gdy pod Haliczem rycerstwu, które pod 
wodzą jego w bitwie mężnie sobie poczynało, głowy 
ranne zawiązywał, zawiązkę, czyli nałęcz od króla 19 
herb odebrał. 






W1 



niedtago ^ trwał w wiernoici kn panu swemn 
Gniewomir. Korzystając albowiem z niebytnoici 
Bolesława, wojną z Czechami zajętego, pocluszcza 
Pomorzan do nowjch buntów, i rozsiekaniem 
wszędzie wieści, iż Bolesław od Czechów schwy- 
tany i Cesarzowi Henryk6\%i w niewole oddany, 
w Polakach przywiązanie i ducha osłabić usiłuje. 
Takim podsjtępem Gniewomir, warowny zamek 
Uście, wraz e całą załogą, Pomorzanom wydaje, 
sam posłuszeństwo- królowi wypowiada i do Wo- 
lenia *) zamku mocnego się przenosi. Po po- 
wrocie swoim z wyprawy Czeskiej do stolicy, 
Bolesław, dowiedziawszy się o zdradzie i niego- 



stałości w obronie praw kościoła przeciwko pnr- 
właszczeniom właazy świeckiej są pamiętni (zob« 
Przyjaciela Ludu Nro. 10, artykuł: Kościół Śgo 
Krzyża.) 

Pomijam i innych tej rodziny członków, w 
różnym względzie pożytecznych krajowi, przy* 
stępując do opisu samegoż pomnika. Prócz Sfi* 
koiaja, o którym mówiliśmy wyżej, po prawej 
stronie ofarazeK wystawia nam Sędziwoja^ 
Hrabię na Czarnkowie, kasztelana Między* 
rzeckiego, któremu Władysław Łokietek, chcąo 
zamek Czarnkowski przeciwko nieprzyjaciołom 
obronnym uczynić, roku 1325 Czarnków odebrał. 



dziwych podstępach Gniewomira, nieczekając za | i dał mu zan Bogożno. Po lewej zaś stronie 



resztą nadchodzącego wojska, z małą garstką 
spieszy ukazaó się swoim, i ukaraó przeniewiercę. 
Oblega zatem Weleń, którego mieszkańcy dłu- 
giem znużeni oblężeniem, nie mogąc si^ docze- 
kać odsieczy, otwierają bramy i zamek pod- 
dają. Rozgniewani Polacy tylu zdradami Po- 
morzan, bez względu na stan, wiek i płeó, 
wszystkich wraz z mieszkańcami w pień wyci- 
nają, a schwytanego i do króla przyprowadzone- 
go przenieś ierczego Gniewomira, dziedzica Czarn- 
kowa, kijrni zabijają. — Czyli odtąd Czarn- 
ków do dóbr królewskich byt wcielony, lub in- 
nego niial dziedzica, nie jest wiadomo ; nie długo 
jednak był bez pana. — Mieczysław Y. jak go 
napis na pomniku wyryty nazywa, to jest 31ie- 
czysfaw Stary, w nagrodę wierności i wysokich 
zasług w ojczyźnie, przywilej na Czarnków Mi- 
kołajowi Dzierży krajowi Hrabi na Człopie, 
Wojewodzie Kaliskiemu, udzieUł, którego wize- 
runek na obrazku w środku umieszczony. Odtąd 
Dzierzykrajowie od dziedzictwa swego, Czarn* 
kowskiini zwani, zaczynają szereg Wojewodów 
Poznańskich. Pierwszy syn Mikołaja, Bogu- 
mił, Hrabia na Czamkoiiie, od wysokiego roz 
sadku Sędziwojom nazwany, Wojewoda Po- 
znański, na czele panów poskich, własną powa- 
gą złoży \iszy z tronu Bolesława Łysego, wnuka 
Ś^ej Jadwigi Trzebnickiej, niegodnego panowania 
dla swej dumy pana, oddał rządy kraju Prze- 
mysławowi. — Także i kościół Chrystusów miał 
zaraz w początkach wielką podporę w Czarn- 
kowskich. Wincenty z Czarnkowa zostaw- 
szy na godność Arcybiskupa Gnieźnieńskiego wy- 
niesiony (1230 , odznaczył się niezmordowaną, 
około dobra publicznego gorliwością. Panował 
wtedy przez nti-aszliwe susze i nieurodzaje po- 
wszechny gtód w Polsce. Rozpacz i narzekania 
wszędzie szerzące sie, łagodził ten kapłan swą 
szczodrobliwością, kazawszy w obszernych swych 
włościach, spichrze dla ubóstwa otworzyć. Pomi- 
jam tu Tomasza I^o i [Igo z familii Czarnkow- 
skich, Biskupów Wrocławskich, którzy ze swćj 



jest także Sędzi woj Czarnkowski, kasztelan 
Nakielski, Który od Kazimierza W. oddawszy 
Rogoźno, Czarnków znowu odzyskał: mąż rzad« 
kiej cnoty i wielkich w ojczyźnie zasług. To 
poświadcza napis łaciński gockiemi literami po* 
niżej na pomniku pomiędzy figurami umieszczony* 
Niżej trochę wyrażono: że ten pomnik na mo« 
siądzu ryty w Poznaniu przez Kintenera, w 
kościele Czarnkowskim na uczczenie pamięci 
swych przodków wystawił Stanisław Sę- 
dziwój Czarnkowski, najprzód sekretarz 
Zygmunta Igo^ referendarz koronny za Zygmunta 
Augusta, Marszałek na sejmie konwokacyjnynz 
za Henryka Walezyusza* W czasie nowego wy« 
boru roku 1575, Stanisław popierał partyą Ma« 
xymiliana II. cesarza, razem z Arcybiskupem U« 
chańskim, Zborowskimi i t. d. Gdy zaś większa 
liczba panów polskich, a mianowicie na ich czele 
Jan Zamojski, zaprosiU Stefana Batorego, Sędzi- 
wej Czarnkowski, straciwszy już na swćj u dwo« 
ru wziętości, przebywał najwięcej za granicą, na 
dworze Maxymiliana. Jeszcze roku 1575 Jakób 
Uchański, Arcybiskup Gnieźnieński obrał Sędzi- 
woja Czarnkowskiego swoim koadjutorem, na 
którą to godność też przez Henryka króla po« 
twierdzonym został. Lecz gdy za czasów pano- 
wania Batorego, znajdował się za granicą, a Uchań- 
ski umarł; ztad też p arcy biskupstwo go nie 
doszło. Posiadał jednak Czarnkowski jeszcze 
miasteczko Żnin, do Arcy biskupstwa należące, 
dla czego król Stefan o wydanie takowego na 
sejm go zapozwał. Stawił się wprawdzie z 
swymi stronikami na sejmie Czarnkowski, lecs 
że styl i forma wezwania go, niebyła należycie 
zachowana, tak daleko doprowadził rzeczy , iż 
sejm zerwany został. Po śmierci króla chwycił 
się strony Zborowskich; popierał Arcyxiccia Ma- 
xymiliana na tron polski, i pod Byczyną przez 
Zamojskiego razem ź innymi w niewolą się do- 
stał. — Ifwolniony udał się wreszcie do życia 
spokojnego i dożył tej chwili, iż najwierniejszy 
jego przyjaciel i krewny, Stanisław Hrabia z 
Górki Wojewoda Poznański, powracając z sejmu 

*) Niektórzy historycy nazywają miasto to Wol- inkwizycyjnego, w Błoniu z tym się światem po- 
liiieni: mieszczą je micrizy miastami nad morskiemi zegnał, a dziedzictwo po nim Wielce bogate, w 

iją za dzisiejszy Wolliu przy ujściu Odry lezący, |fJ*arnkowskich dom przeszło. Zszedł z tego swia- 



1 niai 



n.p.S i3audLke, inni zas' Ycliuum (Weliii). 



ta roku 1602 i ma być pochowany w Czarnkowie* 

14 



108 



Pomnik Czarnkowskich w CzaritkoM-itt. 



Dom Csanikswakich wygaal ak<^a jrAdka ISgo 
vi«ka. 

Napia ita pomiku liteiami gockiemi wyrytj 
jeat Baalfpnj^cj: 

llliiitń ac Młgiiifico, et Oeneroiit Dominit, et 
impriiuii clarijłimo hervi IJoniiuo Niculiu Conitli 



et BiToni, Palatiiio CaliiłienH, arci) Cz.iriikuw > 
Mieciłlar V. inajoih Poloniae duce Anno iJiii 1192 
obcentori, ic ciTitacia hu^i conditori el primo 
hieiedi a Drierzjfcrajo Csłopenn Diio itriuiido et per 
Boleilaum cbabrj primum Fołoniae rcgetn id Chriiti 
fidem GonTerao et baptiMto, cu|u« filiui Smdivogiu* 
comei a Boleilio divce villa« Golcaa , Biała tt 
Hoidniiaga itt Ao 1245 doiio hcreditaria obtiunc* 



widok zanfco Czorsztyna. 



mil tBTii<]iie Dno SandiTof-io, Comiti a CornXow, 
Ciatelłano Mi cdi race n ii, ijtii hcrcdiiKem CuriiŁow ■ 
VUdi)ho Lakietcoiie Regę, »[ eo iu loco (b iiicur- 
siona hottiiim firmiora praeiidia regni habereiiiiir, 
pro Roguźiio camniHtivcTal. £i idem Dno Saiidiyo- 
eio comiii, Caitałliiio Nicłeułl, qiii iteriim Ciani- 
koW tnijuTiim Eiionim ledem pro Kogofiio ■ Caii- 
miro IW, Puloiiiae lege recepit, pace. Delio, anibni 
rebusy geatii iniignU, ac omni geiiere virtiuum cla- 
ristimita, a quibiii ceten9t|iie riou e^praiiii, tucccMin- 
ne non iiiterriipta, geuua koc CurukoYiauum pei 
Dei graliam dur-jt, 

CokelMiek niżej : 

Stiniłlsiii SjndiYo^iii a Csarnliow tampar amor 
Principiiin el Caroli v . Jinperjtoris Ramaiii prinuii 
SeiiJior, demum Sjgiimnudi I. Polo " " " -" 

■aria,, ac SigUmnndi A..gu«i Refe 
fnendaior Pojnameaii*, Plocenłii ca] 
lici Yaledi Franciao et Poloiiiae 
Episcopui Pusiiaiiieam renunciaiiit, . , - -, 
regii acj&igiimundi Atigiuti coii»e.ijii per Arcl: 



D.ium Ueb. 

adinIorlcBitinic facnii. Qii 






n ^llobTm 



dem Arcliiepiii.uudtii3 •.uau|-t— ><.a^»-'.^ 

omuia, <i„od olim Dni Maxim>liaiu II. Ilo 
.peraiorii iu eoelij^cndo in regi 



> eii^eiido in rcgem Poloiiiae panea fiic- 

-, „ da facio erepia, majońbiii aiiiiiiłemo- 

et obtervniiti*e ergo po«uii al erexit Ao Dni 
! aetatij bimc 76'^. 
(pa koucu) Fieri me f«cit, Yałentinn) Kiiitcuar 



Poiiuutia*. 



Widok 'zamku Czorsztyna. 

Rycina powjćsza wystawia jeden z najinte- 
Kssowniejazych wiiIokAw na aamej f^anicy Galicji 
i Wff^ier, ruiaj Czoraatjaa, ntiMzkajue Csar- 
Hgo-Zawissy, wuuesione rfkq Kazinucna W. 



W nafo Ił nas znanśin piśmie poi tjt: ,,2ifl< 
wonja" *) tak o nim pisie P. Goszczyń- 
ski w wyimkach podroży swt^ej io Tairów: 
„Jeszcze, pod kilkudeiesłęcią lały stal cały Czor- 
sztyn; zaatem człowieka, ktiry biestadoitat w 
je»o sala^; dzisiaj rozwaliaBBił tylko przynęca^ 
dEJkim powabem owef^o ciała, któremu śmierć 
względna, zostawia niekiedy as dni kilka ciept» 
i barwy życia. Słońce zakryte chmurami, nia 
ur^ga Mesołym blaskiem rozH ieszonemu tntay 
całunowi zniszczenia; mż^ey deszczjk wisi 

fietuemi kroplami pn Iranach i drzewkach, wtn- 
anych między zwaliska; czasem polne pi^zyny^ 
ostonione resztami grymgńw, obedta HC orwanens 
szczejbiolaniem, niby krótkim psnlmeai pośmier- 
tnym, a wiatr wędrowny obejdzie m nętrse pust- 
ki, przyrzuci kamyk na megitę grazów, zawyje 
westchnieniem, i poleci dalej. — Wyniusłu i przy- 
kra gire, panująca z jednej strony nad szyj^ 
nowodworskiej - doliny, z przeciwnej za- 
czynająca pasmo Mzgórzów, zakończana skałami 
Pienin, oto posada Czorsztyna. Sam gmach 
stoi na pi^odniowym jej boko, podnoszącym się 
od płaskiego błonia nago, pr»slora<lle , jak mur 
B jednostajnej r^zowćj skaty. Ściana lamku z 
tej strony, jest jakby daIsEe'm wyprowadzeniem 
skały: żaden śmiertelny nie mógłby tędy ani wejść, 
ani się spuścić: sam widok kilkudziesiąt sążnio- 
wej przepaści, głowę zauraca; a jednak trudno 
niepairzeć. Dno głębiny uściela piękne zielone 
błonie; pa wem tazrzucona wici lego* imienia 



*) No^orocmik wjdtnj pues Aag. Biciow- 
tliiago. Lwów 1834. 



110 



eo i samek; po niem snnje się daIeko*widny 
Dunajec; na drugim brzegu Dunajca Węgrj ze 
awujeini górami^ w świeże ubranemi laaj, i z 
pięknym nienaruszonym zamkiem Niedzica ^ ale 
juz nie tak śmiało^ nie tak okazale zbudowanym 
jak Czorsztyn. Wschodnia część góry o kilka- 
set kroków od zamku, najeżona jest ostremi, na- 
giemi wzgórzami z w*apiennego kamienia, które 
okrywa zaroślę z jałowców i świerków; ł^czy 
się z niemi szereg także wapiennych opok, obie- 
gających jednym prawie ciągiem górę zamkowa, 
ze strony północnej i zachodniej, az do samej 
wody Dunajca* Gdzie- indziej trudno coś podob* 
nego widzieć; ów szereg nagich, wysokich, prze- 
paścistych opok, tworzy lini^ tak warowna, sa- 
morodna, ze sam jej widok mimowolnie nasuwa 
myśl czarodziejstwa, wspierającego założycieli 
Czorsztyna. Niższe skat miejsca dopełnione sa 
murem. Pomiędzy góra zamku, a wspomnianemi 
skałami, jest głęboki rozdót ; część jego obwaro- 
wana murem, poprowadzonym od wschodniej i 
zachodniej ściany zamku, aż do wapiennych wzgó- 
rzów, tworzyła dziedziniec zamkowy. Z dzisiej- 
szego stanu gruzów, trudno mieć dokładne wyo- 
brażenie, o szczegółach rozrzjjdzenia wewnętrzne- 
go budowy* W zachodniej stronie zamku, wy- 
raźny wprawdzie ślad zamurowanej bramy, ale 
wjazd do niej tak przykry, że nie można nawet 
pojąć, jakby tam zwodzony most przystawał; 
podobniejsza do prawdy, że wjazd główny był 
od zachodu, jak to zdaje się przyświadczać wspo- 
mniany dziedziniec, szczątki rozwalonej bramy *i 
przystęp łatwiejszy. Sam zamek tak zbudowany, 
ze niedosyć było zewnętrzne obwarowanie prze« 
łamać, i na dziedziniec się dostać: kilkadziesiąt 
kroków po górze przykrej, jak wał nąjprzj^krzej- 
szy, do ścian zamku, musiały być w swoim cza- 
sie nie małą obroną. Zdaje się, iż do wnętrza 
5 machu dwa wchody prowadziły, oba z dzie- 
zińca; jednego z nich można widzieć zabytek 
w otworze narożnej od zachodu wieży, i szcząt- 
kach muru przed nim, a który na dół zbiega, i 
mógł kiedyś być schodami, drugi zaś w drugim 
końcu tejże ściany, musiał być ukryty; co wno- 
szę z pokoju, leżącego w tem miejscu pod górą, 
opartego jedną ścianą, a raczej składającego część 
linii zachodniego muru : wysokością ścian swoich 
dochodzi ona podnóża ścian zamkowych, a stoi 
tak oddzielnie od reszty pokojów wyższych, że 
można z podobieństwem do prawdy uważać go 
za zasłonę ukrytego wchodu; nie można także 
przemilczeć, że w kierunku jednej jego ściany, 
równolegle od północnćj ściany pokojów, ciągnie 
się zrównany prawie z ziemią ślad muru, aż do 
wspomnionej wieży zachodniej; może więc być, 
że pokój, o którym się mówiło, był częścią dol- 
ny cli mieszkań, przypartych jedną ścianą do' bo- 
ku góry, a dachem do podnóża wyższego piętra. 
Wnętrza pokojów na szczycie góry stojących tak 
zawalone gruzami, ich ściany powiększej części 
tak zniszczone, iż trudno dociec ich liczby i skła- 



du, a tem bardziej wysokości gmachn; wszakże 
w niektórych miejscach można widzieć podstawf 
ścian ze szczerej skały, i ślady kucia w skale; 
musiała to być podziemna część zamku, a może 
i więzienie, ale zapadłe sklepienia napełniły je 
gruzami do znacznej wjsokości.^^ U spodu Czor* 
szty na schodzą się dwie drogi ku nowotarski ^ j« 
dolinie, jedna od Krościenka okrąża północne 
i zachodnią część czorsztyńskiej-góry, druga po* 
łudniową jej stronę: ta idzie nad Dunajcem z 
Węgier; niższa połowa góry ma kilka źródeł, a 
podnóża biegnie potok, który do Dunajca wpada : 
od północy góruje nad Czorsztynem las świerko* 
wy, przyległy krościeńskiej drodze, czasem przez 
łotrów osadzony, a przez który uroczo obja* 
wiają się Tatry. 

Sławnym jest Czorsztyn w dziejach, jako 
mieszkanie znanego z dzieł wojennych Zawiszy 
Czarnego. W późniejszych czasach w roku 1651, 
udało się niejakiemu Napierskiemu, nazwisko 
Kostki przybierającemu, za poduszczenicm Boh« 
dana Chmielnickiego, naczelnika zbuntowanych 
Kozaków, usiłującego w całej Polsce wieśniaków 
przeciwko szlachcie poburzyć, z dobraną knpf 
.łotrów opanow*ać; lecz Gembicki, biskup kra- 
kowski, własną milicyą złe to w samych począt- 
kach przydusił; pojmał herszta buntu, i oadał w 
ręce sprawiedliwości. Późniejsze nieco czasy, po 
wyprawie króla Jana pod Wiedeń, posłużyły je- 
dnemu z poetów naszych do ułożenia znanej 
opery narodowej, pod napisem : Bojomir i Wan- 
da, czyli Zamek na Czorsztynie. Muzykę doro- 
bił znany z talentu swego Kurpiński. Opera ta 
dla przyjemnej muzyki i pięknej osnowy prze- 
tłumaczoną została na język niemiecki. 



Barbara Radziwiłłówna. 

(Ciąg dalszy.) 

Historya Barbary, jak nam ją dzieje podają, 
jest krótka. W odrębnych na pozór spółcze- 
snych wypadkach, trzebaby jej wpływu dośledzać. 
Mniej jeszcze wiemy szczegółów domowego j^f 
życia. Kronikarze zowia ją wszyscy, na schwat 
cudną, jakoby druga Heleną, i cnotliwa panią. 
Najlepszem pot^yierdzeniem tego, j^st: ze Zyg- 
munt August, słynny z zalotności, dziedzic moż- 
nego tronu, jej swoje serce poświęcił, i bez 
względu na nierówność, stanu, za małżonkę po- 
ślubił. Była ona córka Jerzego Radziwiłła, 
sławnego z dzieł rycerskich męża, który wraz 
z Konstantym Ostrogskim dzielił chwałę bitwy 
pod Orszą. Wczesna sierota po ojcu, poślubio- 
ną została Gastoldowi, Wojewodzie Trockiemu, 
w podeszłych już bodącemu latach. Ten przez 
dawną przyjaźń dla jej ojca, był dla niej raczej 
ojcem i opiekunem, niż mężem; i dla tego sio 
tylko ożenił, aby ja wielkich dóbr swoich miał 
prawo uczynić dziedziczką. Wdowa po nim w 
dwudziestym roku swego życia, mieszkała w 



\ 



[ 



111 



s 



Wihie przy matce, gdzie też i królewicz Zyg- 
munt Augusty po stracie zony swej Elżbiety, z 
domu Rakuskjego, w 1547 roku przebywał. Za- 
chwycony pięknością a przymiotami Barbary ujęty, 
wszystkie wolne od pracy chwile i Mieczory, na 
uczciwych a skromnych, jak mówi ki*onika, za- 
bawach, w domu jej matki przepędzał. Clicie 
zaś te zbyt częste odmedziny, ukryć przed oczy- 
ma ciekawych, uczynił przechód z królewskiego 
zamku przez ogród, do pałacu Pani Radziwił- 
towej, którego zwaliska dziś jeszcze widzieć się 
dają, nad samym brzegiem Wilii. — Nie mógł 
apoaziewać się zakochany królewicz, iz rodzice 
jego, a mianowicie dumna królowa Bona, na 
to małżeństwo przyzwolę; zawarł je więc ta- 
jemnie z Barbarę. Ślub dawał kapelan domu 
Radzi\Tiłłów, w obecności tylko jej matki, braci, 
i bliższych powinowatych. Barbara jak przed- 
tem w domu matki została. 

. Wkrótce potem Zygmunt August udał się 
do Krakowa, gdzie zMierzył się tajemnicy swo- 

1'ej Samuelo^ii Maciejowskiemu, Biskupowi Kra- 
sowskiemu, „który mu to małzeńst^ro potwier- 
dził; tudzież Janowi Hrabi z Tamowa Panu 
Krakowskiemu, który też jako mędry Senator raz 
spojonego małżeńskiego ślubu zryivaó nie radził, 
lecz owszem przyzM'olenie królewskie wyjednać 
obiecywał.^^ — Lecz nim to nastąpiło, król Zyg^ 
munt I. umarł w Krakowie 1548 roku. Skoro 
wieść o tern doszła do Wilna, do Zygmunta Au- 

!;usta, natychmiast we wszystkich kościołach ża- 
obne nabożeństwo po królu i ojcu nakazał ; a 
wezwawszy do siebie niektórych Panów Rad Li- 
tewskich, małżeństwo im swoje objawił, zaleca- 
jąc, aby się udali do domu Pani Radziwiłłowej, 
1 córkę jej, jako królowę, uroczyście ku niemu 
przywiedb. „A tak Panowie Litewscy uczy- 
iii\i'szy jej uczciwość zwykła, prowadzili ja do 
pałaców królewskich, na zamek Wileński; król 
ję spotykał w sieni, u drzwi, i tam ai^ witali. 
Opowiedział to potem król ozdobna Tzeczą m szy- 
stkini Panom, iż za wolę Boża, a dziwnem 
zrzaczeniem jego, już z Barbarą Radzi\viłłówna 
jako z domu przedniejszego w Lit\We, z zacne- 
go domu urodzoną, brał ślub obyczajem po- 
wszechnym chrześciańskim. Przeto też aby i 
teraz i potem powinna jej cześć wyrządzali, jako 
królowej swojej. Co wszystko Panowie Lite^^cy 
z chęcią uczynić przyrzekli." *) 

W tydzień potem król z żoną, i w poczcie 
Panów Rad LiteM'skich, udał się do Krakowa, 
gdzie najprzód pogrzeb ojcu po królewsku wy- 
prawił. Złowrózbe były dla młodej królowej 
te pogi'zebne uroczystości, pierwsze, na których 
w Wilnie i w Krako\^'ie ukazywała się jako 
jawna żona Zygmunta Augusta. Wkrótce też 
przyszły rzeczywistsze troski. Ubodło dumę Pa- 
nów koronnych, że król bez ich wiedzy i woli, 
żonę sobie śmiał pojąć; a ubodło tern Mięcćj, 

*) Kronika StryjowsŁiego. 



że się lękali Mnply^^^n Litwy, i zazdrościli bla* 
sku domoM'i Radziwiłłów. Lecz któżby śmiał ta* 
kie tylko powody niechęci na jaw przed naro- 
dem W7kazać. Pokryli je więc, jak zwykle, 
płaszczykiem gorliwości o swobody, i o dobro 
publiczne. Matka też kióla, królowa Bona, na- 
wykła w starości męża do rządzenia dworem i 
krajem, nie mogła znieść cierpliwie większego 
nad swój u syna wpływu pięknćj jego mał- 
żonki* (Ciąp; dalszy nasiąpi.) 



Tomasz Wolski. 

Rzadko kto w życiu s wojem tyle doznał przy- 
padków, a w nich tyle okazał męztwa i przy- 
tomności umysłu, co Tomasz Wolaki, urodzony 
roku 1700. Już w młodości temperament żywy 
i wielka do nauk ochota, zapouiadaly niepo* 
spolitego męża; lecz wkrótce wszystkich nadzie- 
je prześcignął. Nieprzestając na skromnej zagro- 
dzie ojców, uniesiony niepohamowaną żądzą sła- 
wy. Wolski opuszcza własną ojczyznę, pragnąc 
w obcych krajach imię swe głośnem uczynić. 
Zalecony od Augusta IL papieżowi, przybył do 
Rzymu, gdzie uzj^skawszy błogosławieństwo, do 
ziemi Świętej się udał. Burza gwałtowna sko- 
łatała w bliskości Archipelagu około wyspy Ce- 
rigo okręt, na którym sii^ znajdował: Wolski 
ocalał z 7 towarzyszami, i w 3 dniach na innym 
statku w dalszą puiicił się drogę. W odległości 
mil 12 od Sydonu, napadnięci od rozbójników 
morskich, mimo dzielnego oporu, widząc uszko- 
dzony okręt, uciekać musieli. Wolski namawiał 
kapitana, aby raz jeszcze na korsarzy uderzył, 
lecz strwożony dowódzca, coraz bardziej naglił 
do odwrotu. Piraci udali sfę w pogoń, i wkrótce 
okręty zbliżyły się do siebie. Wolski korzysta- 
jąc z tej sposobności, pomimo ciągłego bicia 
dział, podpłynął pod statek nieprzyjacielski, a 
zaczepiwszy go hakami, na czele powierzonych 
sobie 150 żołnierzy, wdarł się wśród rozbójni- 
ków, a wielką częśe zamordowawszy, innych przy- 
mu^iiwszy do złożenia broni, okręt zdobył, i ura- 
tował na nim życie 100 jeńcom francuzkfm. Na- 
zajutrz zbliżyły się 2 okr^'ty francuzkie; oddano 
im uwolnionych, i wśród okrzyków radości i hu- 
ku dział, powierzono zwycięzcy jeden z tych 
okrętów. Podstąpiono nareszcie pod Sydon t 
wzięto bez wielkiego oporu. Ztąd udał się Wol- 
ski do ziemi Świętej, i przybył do Jeruzalem 12« 
Kw. 1726, a pierwi^ze jego spotkanie było z 
polakiem Xiędzem Knisińakim Missyonarzem, 
który po dwunastu latach pit;Igrzymki, z Persyi 
wtedy powracał. Z nim zwiedzał Wolski miej- 
sca ś\^iyte, a powracając do Włoch, o 6 mil od 
Jeruzalem, napadnięty przez hordę Arabów, gdy 
wielu z jego to\«arzyszów broniąc się, śmferó 
znalazło, inni ucieczką ratowali się, dostał się w 
niewolą. Około miasteczka Rama, gdy Arabo- 
wie dla nadchodzącej nocy spoczęli, a twardy 
sen skleił znużone powieki^ jeńcy Chrześciańscy 



112 

flamemn Stamliiitowi. Ż śmiercią Benedykta 
Xin. nhończyła się wojna z TuTcytf, a nastnpca 
' Klemens Xn. rozkazat ptyna6 flocie ku 
Ifom wschodnim. Wolski wsławiony tylu awy- 
(wami, cafemu prawie CIirzpŚcianstwB wy- 
adczył przysługę, przez uwolnienie Józefa lU. 
■yarchy babiloiiskiego z haniebnej niewoli Mo- 
nanów.^ PoMTłicit potem przez Romania i Bnl- 
ra do ziemi rodzinnej; lecz niezadługo "(1733) 
tsic do Rzymu w poselstwa od Korybnta Xie- 
Wiśniowieckiego de Klemensa Xn. Z roz- 
u Papieża adprawit MJazd uroczysty do mia- 
na tryumfalnym wozie, a dzieła jego na wiecz- 
pamiątke w Archiwum Watykanu zapisane 
ały; nadto udarował go Papież pałaszem, wy- 
sadzanym drogiemi kamieniami z napisem 
w złotych literach : ,^a wiarę, kniia i 
trzodę Chrystusową" (pre fide, rege «t 
Christi grege). 

W roku 1735 pownicil Wolski do 

Wiednia, zkąd pospieszył do Węgier, za- 

grożonych przez Turków, aby walczyi 

_ przeciw nieprzyjaciołom Chrześciaństwa. 

melu bitwach okazał nie tylko osobista od- 

jC, ale znajomoić sztuki wojennej dokładna. 

konczemem wojny, niewiadomo gdzie się u- 

utrzymuja niektórzy, iż umarł z ran odnie- 

yćh, w stolicy Austryi w roku 1739. Słynrf 

[ski oprócz wojennych przymiotów, niepospo- 

wymow^ i naukami : wydał w łacińskim jc- 

I opis podróże swojej do ziemi iwięt^j, *) w 

ej opisuje wiernie to, co widział i co szcze- 

lej uiłagę^ zwrócić może, W opisaniu czy- 

I zdarzeń aż do wojny Węgierskiej 1737 

ca pióro jego akromnoió, która mu wszędzie 

a jednała.. Na czele dzieła umicBzczony 

rys życia jego wraz z ryciną, w-ystawia- 

Mc^ Wolskiego w koloasalnej M-iel- 

kosa : w prawej ręce trzyma pałasz, w 

lewej zaś granat, którym zwykł był 

okręty nieprzyjacielskie zapalaó* *•• 



Tomasz Wolski. 

pozabijawszy slraź i zapaliwszy namioty, odzy- 
skali wolność. Dostawszy się do miasteczka Ra- 
na, udał się Wolski do gabernatora maltańskie- 
go, 1 mając sobie po\i'ierzony oddział wojska, 
poszedł w pogoń za rozbójnikami, i pomścił się 
wyrządzonej krzywdy. Zwiedziwszy potem Egipt, 
wrócił do Rzymu, gdzie stawiony przed Papie- 
żem, ozdobiony został krzyżem złotym, który Ka- 
walerowie gi-obu Chrystusa nosili. Następnego 
roku zwiedził Francyą i Anglią, zk^d we trzy 
lata wezwany do Rzymu, mianowany był Admi* 
ralem flolty papiezkiej w wojnie z Turkami. 
Odważny wódz nielylku że zabezpieczył handel 
na morzu śniditiemnem oJ piratów, ole zagroził 



s 1739 pod nipi- 



•) Dzieła lo nyuło w Lwowi 
»em : IIIiisLri) peregiiiiaiio Jeroiolin 

WoUki PoloHo. peregri„o Jerosolyhuiano, nempe 
per Eiiropam, Aii,m et Afiicsm, in qiiitiuj miilia 
legiia pcragrivit b»rb.rorum iiifidelium^ue, tim in 
leita hiiD», quani iu mari exi«teiiua. 



nakładem 



drukiem Ernesta Guntera 



Przyjaciel Ludu* 



. Itok drug!. 



No. 15. LescNo, aii.lO.Pażdnenifcal83d. 



Stefan Czunuecki z królowij Ludwiki} w Chojnicacli. 



„Karol Gustaw, król .Szneilzki, jeden z tych 
wojownihAw, ktńrym przemuc daje dti wszy- 
stkiego prawo, a okrzyki nujenne sfażą do po- 
parcia niesprawiedliwych przywłaszczeń, zerwa- 
wuy przymierze zawartego pokoju, najprzód 
Wielka-Pulskę w kilku dniach ugamift, a potem 
priez zdradę niektórych obywateló^t', posiadł całe 
łcrólesiwe. Jan Kazimierz pier«vej pokonany oa- 
prceciwnika, nim jeszcze dobył oręża, postrada- 
wszy znaczniejsze części kraju, po którym się 
blakał, odbieżonj od swoich, najprzód Warsza- 
wę, potem atohcę Kraków, nakoniec i sarnę ko- 
ronę utracił, uchodząc oa Szl^sk przed śngaj^- 
cym zwycięzca. 



Przyciśniony naród ciężarem rozmaitych nie- 
szczęść, opuBzcznny od wojska, zdradzony od 
w yrodn jch ziomków, gdy rozpacza o losie swoim , 
Czarniecki nadaremnie oczekując pomoey z 
tych rak, które obdarzone pierwszemi dostojeń- 
stwami w kraju, winny mu były najpferwsza z 
siebie ofiarę, dźwiga się pierwszy z przepaści, a 
Otworzeniem Tyazomeckiego związku budzi nśpio- 
ne siły narodu. Jak ów Fabiusz, uwodząc żv- 
wośó zwycięzcy, częścią zwłoką częścią walecz- 
nością swoją, ocalił już ginący kraj. — Rzad- 
ko podobne przykłady widzieć aię dają w 
dziejach ludzkich, aby tak szczupłe siły, jak miat 
Czaiiuecki, dać mogtj odpór licznemu i ogromne- 



lit 



£ 



mu nieprzyjacielowi* Przecieł męstwo i ttie« 
cmordowana gorhwoió, przemogła wszystkie za- 
wady." *) 

Lecz odkładając na później obszerniejsze opi- 
sanie życia tego stawnego w swym czasie wo- 
jownika^ które już tak wymownie skreślił X. 
Krajewski, w wyżej przytoczonem dziele, 
ograniczamy się tylko na jedne scenę z dni. 
jego 9 wystawione aa obrazku. Luba król za 
pomoce Czarnieckiego zdobył na Szwedach War- 
szawę, utracił ją jednakże wkrótce, gdy szlaclita 
o odebraniu stolicy, służyć dłużej ociągafa się i 
ażdy do domu powracał, jakoby już wojna uk<ra- 
czoną była. Karol Gustaw widząc słabą załogę 
i brak porządku, uderzył na stolicę, i opanował 
ją powtórnie. Jan Kaźmierz z małą liczbą wier- 
nych, uszedł do Lublina, a ztarotąd, zgromadzi- 
wszy nieco wojska, udał się do Gdańska, zosta- 
wiwszy małżonkę awoję Maryą Ludwikę w Czę- 
stochowie. Przyjęty od wiernych sobie Gdań- 
szczan z okrzykami radości, z nimi postanowił 
dzielić trudy i niebezpieczeństwa; nieprzyjaciel 
bowiem z wielką nadciągał siła. 

„Uwiadomiona Ludwika królowa, zostająca na- 
i wczas w Częstochowie, o szczerem przywiąza- 
niu Gdańszczan i stateczności ku królowi, ży« 
czyła sobie, aby się mogła dostać do Gdańska, 
częścią, iż radą swoją i prośbami dodawać bę- 
dzie serca, częścią, że przj spieszy pokój, o który 
się usilnie u różnych mocarstw starała; ale za- 
mysł ten trudny był do uskutecznienia, dla nie- 
przyjaciół, którzy snując się w bliskości Gdań- 
ska, baczne mieli oko na obroty wojska pulskie- 
0. Kazimierz zniewolony prośbami małżonki, po- 
jecit Czarnieckiemu wykonanie zamysłu królowej, 
jużto, iż największą ufność pokładał w jego dziel- 
ności, jużto, iż widział go imjzdatniejszym do wy- 
konania tak trudnej rzeczy, a wojsko jego naj- 
bitniejsze dla ustawicznej pracy i ćwiczenia. Pod- 
jął się tej przysługi Czarniecki, i mając 1200 ja- 
zdy, przyprowadził królową do Chojnic; ale tam 
uwiadomiony w 'nocy, iż Aschemberg pólkownik 
szwedzki, napadłszy pułk Wiśniowieckiego, roz- 

{roszył go i wziął wielką zdobycz, stanął przed 
rólową, używającą już naó wczas spoczynku,* i 
eświadczył, iż chciałby iść na pomoc swoim, je- 
żeliby się nie trwożyła tem, że zostanie sama bez 
straży. Królowa niezmieszana tą wieścią : „niech 
się Bóg szczęśliwie prowadzi, rzekła, idź mężnie 
na nieprzyjaciela, ja spokojnie oczekiwać będę 
twego powrotu.^^ Nowego męztwa dodała Czar- 
nieckiemu odwaga królo\^ęj, tak, iż ruszywszy z 
wojskiem, napadł, gdy świtać poczęło, na nieprzy- 

{''aciela, rozproszył cały pułk Aschemberga, ode- 
brał wziętą zdobycz,, i tego samego dnia pod wie- 
ezór wracając swycięzcą, pierwszy oznajmił o 
pomyślności swojej^ i przywiódł Maryi Ludwice 
50 Francuzów^ wziętych w niewolą^ którzy, 
służyli pod zn^Lsnu Szwedów. 

♦) Historya SteTaiia Caaiiueckicgo przez X. Kra- 
je w slii^so. 



Gdy królowa w Chojnicach zostawała, przy- 
■ byli do nrej wodzowie, którzy niemogąc utrzymać 
wojska, napierającego się do domu, pożegnawszy 
króla wracali do domów. Nadaremnie starała się^ 
Marya odwieść ich od tęga przedsięwzięcia, wy* 
rzucająe im niestateeznośe umysłu i zły przykład ^ 
naprzemian z 'łagodnością, stawiając przed oczy 
położenie kraju, króla i swoje. Lecz nie^izru- 
szyły zniewieśeiałych ttm prośby, ani zawsty- 
. dziła odwaga słabej niewiasty, chcącej z nimi 
dzielić trudy. Widząc się królowa w takim stad- 
nie, przymuszona była zmienić swój zamysł r 
wrócić nazad do Częstochowy, zwłaszcza, gdy 
nieprzyjaciel wszystkie do Gdańska opanował 
przystępy^ i wszelkich uży wał sposobów, aby tak 
wielka zdubycz do?ttaIa mu się w ręce, Czar- 
niecki nieodstąpił królowej, odprowadził ją do^ 
Kalisza, a ztamtad do Częstochowy^ i zostawi^* 
wszy ją tam w bezpieczeństwie, sam udał si^ 
zadziwiać dziełami swemi swych nieprzyjaciół^^^ ^) 



f 



Barbarar RaJziwifiówna. 

(Ciąg dalsz}'.) 

Ztai liga między nia a Panami, na starga-^ 
nie królewskiego małżenstwa^, ' potajemnie za-- 
warta. Na czele jej stał Kotr Kmita, wcgewo-- 
da krakoMski i marszałek wielki koronny,, po-^ . 
lubieniec Bony, i Andrzej Górka,* przemożny bo- 
gactwy^ kasztelan poznański. Ci dwaj i ich 
stronnicy, zaraz na sejmikach poselskich, zacze-^ 
li podburzać szlachtę przeciwko tym ślubom kró- 
lewskim; i wmawiając wielkie szkody i nie- 
bezpieczeństwa^ jakie ztąd na Rpltą przyjść mia- 
ły, radzili,^ ażeby Szlachta przez posłów swoich 
na sejmie domagała się n króla oddalenia żony.^ 
Podejrzliwa Szlachta, skora do upatrywania we- 
wszystkiem ujmy swobód i powagi swojej,^ jak 
w tylu innych razach, tak i teraz, poszła tłu- 
mnie za natchnieniem panów. — Pierwszy Sejm* 
za Zygmunta Augusta, w Piotrkowie 1548 rokir 
złożony, zaczął sie od groźnego nalegania pa- 
nów Kad koronnycn i posłów, aby król to nie- 
równe, a szkodliwe i nieprzystojne, jak je na- 
zywano, małżeństwo z Barbarą rozerwał. 

Stronę króla i Barbary dzierżyli: sławny Jan 
Tarnowski kasztelan krakowski i Maciejowski 
Biskup z kilką innych Panów i Biskupów. Ją^ 
trzyły się nawzajem serca między narodem i 
królem. August trwał niezachwiany w raz po- 
przy^iężonej Mierze. Nadaremnie sama Barbara, 
do nóg mężowskich upadłszy, błagała go i za« ' 
klinała ze łzami,, aby ją raczej poświęcił, niż^ < 
dla niej kraj cały * na domowe niezgody nara- I 
żał. Miłość i powaga królewska głuchym go 
na prośby czyniły^ Przyszło do tego, iż na- pu- 
blicznej sessyi sejmouej. Piotr Boratyński po- 
seł^ mówiąc w fmieniu braci- przeciw królewskie-- 
mu małżeństwu^ rzucił się na kolana przed tro- 

*) Z tego i. 



115 



^ 



Mm, a M Dim i wwyscy porfo^ie, Magając i «•- 
klinaiac króla, aieby* żony oddalił; a je«li grzech 
w tein Midzi, obiecywali go p«JjV "® vł««ne 
sumienie. Cierpliwie miody Monarcha fltachai 
Ijch próśb i wywodów'; nakoniec podniósłszy 
się z tronu i odkrywszy głowo, % powagą i la- 
^odnoicia przekładał nawzajem: „że gdy każdy 
chociażby najmniejszego stanu człowiek w RzpUej, 1 
ma prawo wybrać sobio podług woli małżonkę, 
on, będąc królem i Panem, tejże wolności chce 
użyć. Jeśli zaś o to tylko idzie, mówił dalej, 
*e ją bez wiadomości Panów Rad swych poją- 
łem, tedy proszę Ichmościów, aby mi to przej- 
rzeć raczyli, obiecując Ichmościom nic napotem 
bez ich woli a rady nie czynie* Ale co się juz 
stało, odmieniać się niemoże. To wszystko 
czemmi Waszmoście grozicie, mniejsze jest dla czło- 
wieka chrześciańskiego i dla mnie, niż przestą- 
pienie woli a pri\ kazania Bożego, na czeni za- 
wisnął upadek zbawienia, — A gdybyżem miał 
skłamać żonie, com jej przed Panem Bogiem po- 
przysiągł, czegożbyście inszego i wy, i.kazdy 
innv spodziew ać się odemnie mogli, i jakiej wiary 
o mnie być? — Ty mżebym sposobem i wam 
wolności wasze i poprzysięzenie ich złamał; cze- 
go ja, jako wam, tak i jej uczynić nie chcę. A 
radziejbym zrzekł się nie tylko tego królestwa, 
ale i ostatniej koszuli, i ciała własnego, anizeU- 
bym duszę moje, czego Boże uchoway, krzywo- 
przysięstwem a grzechem miał kiedyżkolwiek ob- 
ciążyć." — *) , ,; , .» 

Zdaje się, iż ta mowa królewska sprawiła na 
umysłach posłów pożądane wrażenie; albowiem, 
gdy znać Panowie nie przestawali ich burzyć, 
izby się dalej u króla o rozwód upominali; od- 
powiedzieli im od siebie w tych słowach; „A 
co się tyczy Artykułu tego małżeństw a J. K. Mci 
o któreni Wmć dobrze wiecie, rozumiejąc ztąd 
przyjść niebezpieczeństwo, nie tylko teraz, ale i 
na potomne czasy: prosicmy i upominamy 
Wmciów, abyście Wmć, na nas chudszj a mniej- 
szy stan, tak bardzo tego przekładać me raczyli; 
pamiętając powinowactwo swe własne z J- K. 
Mcią, iłtóre jcAt większe niżeli, nasze; boć 
Wmć i radę Pańską składacie, i sumoienie 
Wmciów przysięgą jest^ tbowiązane; — ktemu 
jeszcze to nam Wmć obiecywać raczyli w 
powieciech. Bo gdzieby tego Wmć uczynić nie 
raczyli, cobyśmy inszego o Wmościach rozumieć 
mogli, jedno, żeby nas Wmć ubogą szlachtę swą 
rada, nie ku dobrej mierze przywieść chcieli.** **) 
Widać z tego, że szlachta sprzykrzyła sobie 
nareście bezskuteczne o to z królem zatargi. ^ Dą- 
sał się jeszcze Kmita, aż w obliczu króla i Sej- 
mu w ostre przymówki z Janem Tarnowskim za- 
azedł. Widząc to król, „i dekretem koniec 
kontrowersyi czyniąc, „odwołał posiedzenie. Co 



») Czynnoici Sejmu 1548. (Pam. Saiidomirski.) 
♦») Kzecz 2 od Posłów ziemskich do Panów Rad 
koronnycb w ł^iotrkowie na Sejmie. 1548. (Pam. Sand.) 



usłyszawszy Panowie Rad i posrowie, którzy 
byli przeciwni, odeszli precz i odjechali, nie po« 
twierdziwszy małżeństwa* „A zai król zaraz 
potem całą tę sprawę do wszystkiego rycerstwa 
koronnego przez listy swe rozpisawszy, i chęć 
swą ku dobremu Rpitej zaleciwszy; tudzież te tar^ 
gania w Rplty i na stan swój królewski i na 
żonę, prywacyi ludzi chciwych przy czy tawszy^ 
serca i umysły ludzkie tak połagodził, iż nie dłu- 
go potem inaczej się mu te rzeczy obróciły/* *) 
— Jakoż nie trzeba wielkiej wyobraźni, aby po- 
ją<, że cały kraj zapewne brzmiał historyą mał- 
żenstwa i stałości króla, a wdzięków i zalet kró- 
lowej; — że wszystkie i bezinteressowne czułe 
serca, a mianowicie kobiety, stronę jej brać mu- 
siały^ Kto wie, czy i owa nienawiść, po dziś dzień 
do imienia Bony przywiązana, nie pochodzi ztąd^ 
iż ją w owym czasie uważano za główną nie« 
przyjaciółkę Barbary, i śmierć jej późnij' zem« 
ście włoskiej przypisywano. 

(Koniec nastąpi*) 



) 



Polowanie na dziki. 

Dzik, uważany od NaturaUstów za odmienny 
gatunek świni pospolitej , powszecluiym byt je* 
szcze na końcu przeszłego wieku w krajach Eu- 
ropy, choduwany nawet i utrzymywany od moż- 
nych dla łowów. Różni się on od pospolitej 
świni tem tylko, iż jest większym, żyje od 20 — 
30 lat ; nigdy się nie da oswoić : mimo najwięk- 
szej iłustości, nigdy pod skórą właściwej słoniny 
nie miewa. Nozdrze ma spiczastsze, a w dolnej 
szczęce 2 kły łukowate, długie, z pod warg wystają- 
ce : u samicy (maciorą ją strzelcy zowią) są kły te 
przycięte. Gęsto a wilgotne lasy, są ulubionem 
dzików mieszkaniem, w licznych trzodach żyją 
tu razem w zgodzie: podczas zimy szukają prze* 
ciw mrozom schronienia w kupach liści, z drzew 
opadłych, gdzie głowę ukrywają, brzuch w zie- 
mi rozrytej chowając. Samira miewa zwykle wr 
miesiącu Maju 10 prosiąt. Młode są wzdłuż rudo 
i płowo prążkowane,' a w takiej barwie nazywa* 
ja je myśliwi warchlakami: po skończonym 
roku stają się blado rude, i znane są od strzel* 
có w pod nazwą p o j e d y n k ó w , nakoniec w póź- 
niejszym wieku przybiera sierć ich kolor rudawo 
czarny, i pod tą maścią. nazywają je lubo wnicy 
łowów odyńcami. Zołądż, buczyna, kasztany 
i orzechy, są zwykłym ich pokarmem; w niedo- 
statku tego, wychodzą w nocy na pola i niszczą 
niedojrzale nawet zboża; wszędzie zaś wielkie 
ślady spustoszenia zostaw iają. Gdy użytek z nich, 
mięso, szczeć i skóry mocne, nie wyrówny- 
wają wartości szkody, jaką robią, od wielu 
już lat wytępiane bywają. Dawniej chodowano 
dziki dla zabawy, często nawet poławiano wa* 
żące 500 do 600 IT. dziś rzadkie są tej wielkości. 
Polowanie na dziki należy do nąjinteressow 



♦) Kronika Bielskiego. 



16 



116 

■i^tsych łow6w. JehaiBf Mnj, lity i iiufl i dnk rontucony aUwift śmiało czoło Mepn^»> 
zwienęta nciekajc bojaźliwe przed stneloanii, | cielowi, i nieprędzej pnettaje się bronie, aż 1»^ 



Polo fr anie na' dziki. 



nie pozbn\nony siT, i w wtasnej kr^i sii; za- 
nurzy. Wytitraszmiy z legoMiska sne^o licz- 
nych psów szczekaniem, zrytia sir ze złością i 
ucieka z początku; lecz obracn sin częslo i wi- 
dząc nieprzyjadót s\i'oicli w bliskości, rzuca się 
na nich śmiało, i osireini kffimi rani, szarpie i 
rozrywa; a jeśli .plecy ma wolne, rzadko który 
pies potrafi się oprzeij rozjuszonemu dzikowi. 
Gdy dzik sin z psami uciera, wymierza strze- 
lec zwykle cios śmiertelny; lecz biada mu, 
jeśli chybi, lub lekka tylko zada mu raiii>: na- 
tenczas rzuca sin Mściekły z nadzwyczajną szyb- 
kością prosto na cztoMieka, którego lylko przy- 
tomność umysłu, mczlMo i podstęp ocalili zdoła. 
Strzelec przypuszcza wtedy zwierza jak najbli- 
żej do siebie, a potem swój kordelas , topi w je- 
go piersiach, lub też uskoczywszy w nok, na 
nyzszem miejscu szuka sciirunienia, aby ztąd 
■a pcilząceso w prostej zawsze linii dzika, no- 
"7 C"""' śmierci wypnśrii'. Ti-zeba do tego wiel- 
kiej «'pia«y i siły, jeśli boHiem chybi się 
piersi ^ego , okropna śmierć czeka myśliwego. 
Były przypadki, że strzelec stofacy z bronią w 
ręku przeciw jednorocznemu dzJHOui, gdy nie 
dość sUuie liTimitl kdnielas, poM.ilony aa zie- 



mię, legt pod ostrem kłem jego ; koń nawet nir 
uchroni człowieka od napadu rozdrażnionftgtt 
zwierza. Przed kilku laty jeden z Xiążąt Sia- 
akich znajdował się w wielkiem niebezpieczeń- 
st^yie: podczas łowów napadnięty został od 
zranionego dzika, który kilka wielkich ran k»» 
nioMi zadał, i byłby jeźdźca samego rozszarpał; 
gdyby nie był od nadjeżdżających Btr/clcuiv za- 
bity. Nic zaś nie róivna zapałczyMości, z jak* 
samica prosięta swoje przeciw napaści broni, t 
na pierwszy knik onychże bieży im w pomoc 
i rzuca się śłepo na nieprzyjaciela. 

W dawniejszych czasach nżywati myśUwi 
na dziki oszczepu mocnego, z osaazonem na koń- 
cu żelazem obosiecznem. Strzelec wybiegał sam 
przeciw dzikowi, gdy psy na niego nacierały i 
prawą ręką przyparłszy oszczep do boku, leni- 
cą kierował przeciw zwierzowi mordercze żela- 
zo, i topił je w jego piersiach lub paszczęce. 
Kto wytrzymał dzika i łv waJce go położył, w 
wielkiem był poszanowaniu, a imię jego przecho- 
dziło z ust do Dsl myśliii'ych. W znmku \.' 
Maurycego (Moritzburg), w blisknśn Drezna, prze- 
chowują dotąd głowy rtzików, zabitich przez zna- 
koaiilYcIł mężów w o.iisie łon ów ki'ólewski«lu 



InJjanie polirfa itAąd na (Izik! nsbriH 
jeni w tltu^ie dzidy i strzały, k(&re z 
odle«:Tości 30 do 40 krukitw z wielka 
zręcznością na zwierza rzucają. Lecz po- 
lowanie to nie jest z tjln, jfllt b nas, po- 
łączone niebezpieczeńsiwj, gdyż tubo dzik 
Indyjski większym j«8t od naszego^ me 
jest jednak tak zajadłym jak euK^ejski. 

Miesskaiicy Nowej HoFIjnicIyt. 

Podlng nowM^cfl odkiyć, tylko na brzegacb 
Ro^rej Hollandyi, wyspy na morzu Hpokojsem^ 
Europie r£\r»aj^cej nę wielkością, mieszkają lu- 
dzie: co się wewnątrz wkry^Ta, dot^d nie wia- 
domo. Łndzie ei żyją tutaj zupełnie w »tanie 
przyrodzenia; nie znaj^ wcbIb odzienia, lecz w 
każdej porze roku od dzieciristwa chodzą nago. 
Ciało ciemnomie dzianego kołoru, nialiiją miejsca- 
mi czerwoną, żiSłtą lob białą .ziemią fkredą). 
Zaznajomieni z Europejczykami noszą fartuszki 
w pas i przepaski naglowacn: w oiekiitrych poko- 
leniach jeflł zwyczaj, iż mężczyźni drewno, doii 
znacznej wielkości, przez nos sobie zatykają. 

Mieszkania ich są m^dzne, plecione z gałęzi 
drzew, lab szałasy z chrustu: inni nawet nie 
budnją sobie chal^ lecz spoczyn-ają wśrud g^ 
•tych krzakAn', lufa pod rozłocjsiemi drzenami, 
wystawieni na burze i m*epogodT. Potrzeby icb 
•ą nie uiełkie, a zaspokojenie ich, nie sprawia 
żadnej trudnośa. Przy rak zwierzęcym sposo- 
bie życia, mało ich EBStaiiowiają przedmioty ze- 
wnętrzne : żądz prawie żadnycli me okazują, je^ 
dnem słowem, zilają się to byi złłierzęta, róż- 
niące się tylko od małp, mową, (ak dalece po- 
między pokaieniami przy iiienielkiej liczbie wy- 
razów rozmaitą, iż jedno od dnrgiego na 10 mil 
{(^graf. oddalone, z Kadoością muże być zro- 
zomianem. 

Wyobraźnia icłt i przemysł na równie nialum 
zostają stopniu, albowiem mało mają potrzeb i 
doświadczenia. Cieiikim drążkiem z lekkiego- 
drzewa ełiwyta mieszkaniea l\owej Hu 1 landy i 
ryby na bizegach morza: dzida zakańczonu 
aslrym krzemieniem hib skwnpą z oslrzygi, jest 
narzędziem do zabijania ptaków, a jeisli znaj- 
dzie ostry kamień i przytwierdzi go jako to- 
pór do rękojeści, poczytuje się HoUandczyk za 
szczęśliwego : zabija nim większe zwierzęta, ja- 
koto zające, kengury i t. p. i używa go w wal- 
ce z nieprzyjaciółmi. Nowi HoUaiłdc/.ycy łago- 
dnego aą charakteru i spokojni, drażnieni 
jednak, unoszą się gniewem i wtedy są 
zapaiczyfli-j odznaczają się pomiędzy ni- 
mi szrzególniej kobiety nadzwyczajną sro-- 
1^ fHością ; albowiem własne dzieci po nro- 

^ dzeniu, jeśli są niespokojne, duszii, i to 

ma byó przyczynę, Hla której NuwaHol- 
iandya tak mafo jest zaliulnioną. 
Pokarm ich składają owoce, linrzuiiki, ryfay, 
pfiiKj i poczwarki uiektórych owadów: w roku: 



lis 



1802 ^dj przybył do Nowej Hottandyi Aiągiel- 
«ki kapitan Grant, i %vez\va{ kilku mieszkań- 
ców do ^krętti^ jedli i gotowane pokarmy, nie- 
clicieli tylko soU i nic tęgiego poży^i^ać. P4l{- 
kowjiik Paterfion kazał jednego z tych, co 
przed Europejczykami ueiekaU, schwytać: nic 
przyjąć nie diciat, lecz zobaczywszy zabitego 
Kruka, zdawał się apetyt na niego okazywać, a 
gdy mu go podano^ schwycił go z wielka rado- 
ścią, rozdarł na części, a mzypiekając kawały 
pi7:y ogniu, zjadt całego ptaka z wnętrznościami. 
Budowa ciała ich mocna : nieodpowiadaja jej 
tylko zbyt oienkie a długie ręce i nogi, zbUzają- 
ee ich do małp, które nawet przewyższają szyb- 
kościa^ z jaka skaczę z jednego drzewa na dru- 
gie, w biegu będfic ró\%nie wytr^vałymŁ Ry- 
cina wyjęta z podróży Peron a, wystawia mie- 
iszkańca Nowej Hollandyi, wodza znacznego po- 
kolenia,. uzbrcjonego na wypiawę wojenna 



Rej z Nagłowic. 

(Kon i«c ) 

Jakim kształtem ma młody człek 
szukać oż^enienią swego. 

A je^tiże jus tak myśl swa z przejrzenia Bo- 
żego postanowisz, tu się dopiero bidzie pilno trze- 
ba wyiskać, a roztropnie uważać^ jakiego towa- 
rzysza, i z jakiemi obyczajami sobie go sznkaiS i 
obierać masz. Bo wierz mi, iż tu już nie o rękaw 
idzie, ale o całą suknię; bo to nie do jutra ma 
być ; albowiem i w tern dziwne j^a rozmysły ludzkie. 
Jeden sobie szuka żony z wielkich stanów, nadzie- 
wając się z tego i powagi i tytułów^ i rozmnoże- 
nia jakiego domoui swemu dostać. Inny zasię 
nie sdba o nic^ jedno, iż mu się co z miłości a 
dobrej myśH tak bez wszego rozmysłu upodoba, 
to już. wiedzie, jako kozę za rogi. Drugi zasię 
nie dba ani o miłość, ani o powagę, ani o urodę, 
ani się żadnym obyczajom przypatrując, kiloby 
miała ze dwie wsie a w trzeciej połowicę, by też 
była i garbata i zacina (brzydka) i głupia, tedy 
jednak będę powiadać, iż się bardzo dobrze oże- 
nił. Także też i dziewki, gdy kto dawa za maż, 
też się rzadko rozmyśla na obyczaje, na wycho- 
wanie, kiloby miał pótczwartej wsi, tedy wnet 
powiadają, iż bardzo dobrze szła, bo się mu je- 
szcze po Macierzy we dwu wsiacli dostanie. 
Ano dobrze powie, iż szła po macierzy, po roku 
najdalej, alić pan nasz buja po miasteczkach, a 
pani też do pani matki na mięsopusty. A tak 
zdami się, iż ci wszyscy nie prawie do celu do- 
biegli, co tak się ożeniają. 

Bo ów, co sfę z wielkiego stanu ożenił, nie 
może być ioaczęf, aby wżdy staniku swego jako 
tako przyniewolić nie miał; bo Już i większym 
kosztem, i w większej powadze i Miększej tru- 
dności owę miłościwa chować musi, niżli powi- 
nien wedle staniku swego. Już czerwony rząd 
musi być na wożniki, a niedźwiedzie do kolan^ 



a kobierce z kolebki (z powoz«) wyw^<;szaj z 
obu stron, a gałki żeby się ze wszech stron bły- 
szczały. Już d%vie słuzbisie a trzecia żeby im 
kwokała, a trzy bramy, żeby były na każdej« 
Już ściany obić jmiisi, już z półmiski kapusta: 
przyjedzie gość,^4i^ g^ ^' większej ceremonii 
choAvać musi, bo już musi by^ M'ino, i z boża 
męka malowana szklenica, i kasza ryżowa na 
wieczerza bo się jnż jęczmień dla Pani nie go- 
dzi. Przyjedzie zasię szwagiar w kilkadziesiąt 
koni; to już na sześć mis zarębuj, już wszystkim 
równo nalewaj, bo każdy będzie z lisim koł- 
nierzem, trudno będzie poznać, kto pan. Drugim 
też do wsi obroki posełaja, o\%sa dosypuj, że 
go ledwie gąsiętom kęs na wiosnę zostanie, a to 
w pudle gdzie pod dachem, aby go nie naleziono. 
Przyjedzie też zasię pan zięć do pana szwagra^ 
alić konie w karczmie i z pachołki; przywitają 
go Mzdy: o witajze panie zięciu, zsi^dzcie panie 
zięciu, nalejże też przed pana zięcia. A na wieki 
nie spytają, jeśli jadł pan zięć, albo gdzie konie 
stoją: że czasem nieborak zięć na czczo się upi- 
je, i także i spać gdzie do brogti polezie. 

O w też zasię,. 'co się z miłości ożeni, to też 
żadnym obyczajem długo w dobrym stanie trwać 
nie może, bo będ^ prędkie wy mo\% ki: a nie wzią- 
łem nic po tobie. Także też zasię ona będzie 
powiadała: a któż cię prosił, abyś mrę był poj- 
mował: bo powiadają: między głodnemi, nie dłu- 
go miłość trwa, a snadż i lada mucha je czasem 
zwadzi. A tam już ani gospodarstwo, ani żadna 
rzecz w dobrem postanowieniu być nie może. 
Olympia Alexandra W. matka, gdy jej powie- 
dziano o jednym dworzaninie, iż się także z mi- 
łości nierozmyślnie ożenił! rzekła: iż się ten tylko 
oczyma ożenił; ale by się był innych zmysłów 
radził, podobnoby mu były tego niedopuściły* 



Fabian Birkowski. 

Osierocona przez X. Piotra Skargę kazalnicę, 
objął słynny już wymową za życia jego, godny 
następca, X. Fabian Birkowski, Dontinikan. 
„Obadwaj ze Skarga, mówi &• Brodziński, sa- 
ma religijna energią nad swój wiek się wznieśli, 
wpływ przeważny na mniemania w narodzie wy- 
warli, i mowę ojczystą od zepsucia ocalając, ubo- 
gacili. Były to istotnie dwie czyste pochodnie, 
które nieszczęśliwemu wiekowi swemu przyświe- 
cając, w miłości wiary i kraju zgorzały. Więk- 
szą swą wziętość dotychczas, winien Skarga 
zgromadzeniu, do którego należał, a które tro- 
skliwe było o rozszerzanie sław y s%vych człon- 
ków ; lecz potomność nie mniejsze przyzna Bir- 
kowskiemu zalety, gdy zważy stan narodu, w 
jakim tenże najwięcej działał. '^ 

Urodził się Birkowski we Lwowie w roku 
1564. Wykształcony w Akademii Krakowskiej^ 
w młodym wieku objął przy niej' katedrę filo- 
zofii -i wymowy, wkrótce jednak porzucił ją i 



11^ 



watapit ^ do zęronmdreimr 00. Dommilan^w w 
Krakoine, mając dopierw lat 28, da czego od- 
•dm^Wienie KaaDirii mtafo bjć pi^zycrjnę. W 
sakoBie wjkładał Teologię, f przez kt 14 kazj- 
Mrat w konwencie KFako\«'skiin ir S. Trójcj. Pb 
powrocie ewofm z Włoch atjnąt w Warszairie, 
1 zaleconj królo>vi Zjginimtowi Hf., wezwanym 
został przez nie^o na nadwornego kaznodzieję 
królewicza Władysława. Od tego ezastr był 
Birko^rskf nieodstępnym towarzyszem młodego 
Monarchy, tułał się z taborami w Wołoskich i 
zadirieprowych wypraM^ach;' tam wśród' mrozów 
i glodn, wśród cierpień i trudów, spieszył ed 
wodza do prostego żołnierza z rehgijnę pomoeę« 
Po śmiercf Skargi powołany na jego miejsce, 
przeznaczony był do rady duchownej, dlia ror- 
trząónienia układów z Dyssy dentami , zr najbie* 
glejszych teologów złożonej. Starzec, prawie 
siedmdziesięcioietni, stargawszy swe siły na usłu^- 
gach przy dworze, nic więcej nie pragnął, jak 
zakończyć swe życie w ubósitMie zBkonneni, zkad 
wyszedł na nauczycieła monarchy. Powrócił do 
konwentu Krakowskiego, na łono braci swoich, 
i -w gronie ich urząd Przeora sprawoj^c, w roku 
163& dług śmiertelności wypłaci^ 

Był to roęż równie naukao^'* 
komity. O pracowitości je^^ 
rożytnych językach, świa^^' 
kapituła zaś Walentymi/ 
prawiona, data mujr 
wet wśród dworskr 
surowe i poBożijr 
nczonef pracy .^' 
deszłym juz/' 
b«aci, w r 
zył się ' 
do zbc^ 
Z pism j 
mai w ręku 

gruntownie kv .<^ '^ c^y.^"^^'^'^^ liiteratury 

wieku wymowo, y / ^ <^ / c.vych mów- 

cow, zachęcić się u ^ -^ -^ r^iia.- Wymo- 

W a Birko wskiego, ma charakter zakonu, któ- 
vego był członkiem. Skarga okazuje jeszcze 
amak 16 go wieku, w którym zgromadzenie jego 
się rozpostarło, gdy układności^ i rozumowaniem 
walczyć należało przeciw obyczajnemu i wątpią- 
cemu społeczeństwu. . Ztąd więcej jest ogładzony 
i ujmujący, chce raczej przekonywać i zniewalać, 
niżeli zaM sty dzać i gromić, Birko \y s ki , zatrzy- 
mał- cał^ pier%votną nieokrzesana energię śred* 
nich wieków i entuzyazm kaznodziejski,, jakim 
zakon jego zasłynął wkrótce po wojnach krzy- 
iowych« Kreśląc sam obraz kaznodziei, tak się 
pomiędzy innemi wyraża :• Pierwsza ozdoba ka- 
znodziei jest, iż w oezacli ludzkich porywa sia 
jak ogień. Winien być jak ogień: czystym ja* 
aoym i gorejącym,** Godniej jeszcze wystawia 
ebo wiązek królewskiego kaznodziei: „Trudne to 
działo kaznodziejskie i rzetnio^tło frajtunile: na 
karli- ganów rokę. sw?f połużjć,, i z nich zep- 



^N 



\ota. zna^ 
:,w sta- 
wione ; 
^ od- 
^^^^ na- 
9S>\ność, 

^\^ 16 



W 

W po- 



>• tN ^dszych 

o 









nie- 



v«'%via« poznać 






ehnąć swawoTę, która łańtacfiami ich pf^ta. Je* 
źli w małych ludziach grzechy królują, tedy 
w panach, przy których mec i dostatek jest^ 
zwykły arcy- krółować* Te są wojny ka- 
znodziejskie, te tryumfy ; balsamem pokuty głowy 
pańskie namaszczać, jarzmo grzechoce połamać,, 
pra^rdziw^' wolnością serce pańskie ozdobii!.*^ 
Przejęty diichem pierwszy oh' Chrześciaństwa roz- 
krzewi<»elów, gorzał Birkowski całym zapa*' 
łem ftwego powołania,, i czy to nauczał lud pro- 
sty, czy kazywał przy dworze, lUb w obozach,, 
wśród trudów i niebezpieczeństw, zachęcając wo- 
jowników do wytrwałości, czy sławił wodzów 
poległych, w^szędzie okazuje równa gorliwość.- 
'W ubogiej szacie zakonnika, nieulękniony mówi 
prawdę, powstaje na nadużycia,^ gromi występki.- 
Ważne dła historyi są kazania jego r piiwodii 
zwycięztw i* na- pogrzebach wielu bohaterów: ®)' 
bfrał do nich za osnowę, hymny uroczyste Moj- 
żesza, Inb wzniosłe pienia Dawida^ i lubo* obok 
mocy i życia, wpada niekiedy w nadętość, r 
okazuje nieokrzesane szkolnictwo, smak dzisiej- 
szy obrażające, unosi jednak i zachwyca* ser-* 
ce czytelników. — W kazaniach niedzielnycht 
f »ivicfalnych **^ więcej jest umiarkowanym : 
położywszy na czele Ewanjelią,, bądź ją cała 
rozbiera, bądź jedne myśl bierze , i- z niej nati- 
ki wyuM)dzi,. nie wdając się nigdy w polemi-- 
hę, jak- Skarga. Zazwyczaj okazuje wyższość 
Clirystianizmu nad inne znane religie , roztrząsa* 
starożytności kościelne,, tłumaczy- obrządki,- tu- 
dzież niektóre z życia świętych- szczegóły* Po- 
' wstaje na .roznutność,/ pychę, i rozwiozłe oby- 
czaje panów: pociesza ubogich i uciemiężonych' 
chłopków, wystawiając chlubne icli w społeczeń- 
stwie powołanie,, i nagrodę nieomylną' po krót- 
kich życia tego oierpiem'acIi. W kazaniu na* 
< dzień S. Rlimunta,. tak w prostocie stroa pociesza' 
kmiotków: „Powinność was^a jest kmiotkowie' 
ubodzy,, abyście mocno wierzyli, iż wszystkie* 
robocizny wasze, by najmniejsze, Bóg płacić bę- 
dzie zapłatą sowitą w niebie> jeźii wytrwacie w 
szczerości i w woli dobrej. Wiele jest' takich' 
między wami, którzy tej powinności dosyć nie* 
czynią,- zwłaszcza wy ubożsi, i od drugicK po- 
gardzeńsi; bo tak mniemacie, że jako u liidzi,. 
tak i u^ Pana Boga : i tak rozumiecie^, żeście na' 



*) Do ifiów- pogrzebowych BirkaWslciego na-- 
lezy: Kazanie iia pogrzebie X. P. Skargi. Krnkó^^lfilS^. 
Syn koronyal ba kazanie na pogi^ebiejoacliima Osiec- 
^kiego. Krak. 1613. — Jan Zamojski na mszy zrjHiiśzttej 
w Katedrze Krak. wsjyomniany rokłi 1695. — , Kawaler 
Małpiiśki na- pogrzeb. Żygrfiiinta Si aedz:ń-- kiego* 
Krak. 1623.* Kizyi' kawalerski albo paniic6 Iłariłó-- 
mieja ISlowo.dworskieso. Warsznwa lC25i — Xią- 
ie Kry<rtof Zbarawskn- Krak"; 1627. ^ T.. Karół 
Chodkiewicz* i 4<^n Wcyher. Krak. ^MP ^fau' 

Chmielewski Wojewoda k-'ijł)"WskS. - 

Kwiaiy koron królewskich ni*^*^.* «*«i: «...^«>^;«. 

Z,^u....«>lłl. ikrAlow^jK- Je»* «<«^ zupełnie 

Ton?, (}S"n''a "^'V'» .** "^a^e"" wiadoBio: 
Piiiwsty ii>5;i,/». JtapKtaj^; a zapytani, dla c**- 



IM 



żftdnę inną rzecii nie powofeni, jedno aI>T*c!e wiece- 
fiTini cmsy nieaiczęśliwymi hjU. OAteizlypakary 
u(luwJ)«a was Oucli ś. UalegoiwielkiegsonUwtf- 



Fabian BirkowskL 

rzył,i zaruwnejest staranie jego o wszystkich; nakli- 
-resłona tak jeden uapisat: z ta te pokora, gdy człp- 
M'iek tak podło » sobie trzyma, że rozumie być sie od 
Boga opnszczonyirif ze mniema, iż lepszego szczęścia 
<id niego nie dosięgnie. Prawda, że blachę ciało na 
sobie nosimy, ale dusze nasze bardzo drogie, kt&re 
na wyobrażenie i podobieństwo Boże «^ Stworzone. 
Dla tegoż, aby dnsze ii nas tanio nie cliodzity, Syn 
lioży Mebie samega na oknp dusz naszych dał. Przy- 
patrzcie się temu wsi^yscy, klńrzyście tam w oczach 
WBSzYch, i pogardzeni na tym świecie, a nie rozpa- 
czajcie. Oto dlawasBógstałsicczTov(iek]em, Nie 
€z^o^Wekiem jakim staM~nyni,bDga tym, wielmożnym'; 
ale zelżjwości^ ludzka, i odrzuceniem pospulstita, 
fitat si^ u e wszystkim wam, i więcej niżli wy, ubogim 
i pogardzonym. Nie wybrał sobie bałaci w królew- 
akicli, nie d\t'ór jaki książęcy, nie oBńz jaki Hetmań- 
ski, nie miejska jakę dostatnia kamienicę, ale stajnia 
ubogich, pogardzonycii chłopków, aby się w ni^j 
uroditił. A czemuż rozpaczacie nbodzy? czemu sin 
frasujecie chwalebni towarzysze anielscy,iprzeszla- 
clietni NaJMyższego krilla gospodarze ? czeinn szem- 
rzecie, jakoby Bóg miał Mas zapomnieć, ponieważ 
OD miedzy wszyslkiemi, i nade wszystkie was szu- 
kała was znalazł, i My wyższyI,bogacEe darmo roz- 
puściwszy? 

Przypatrzcież się tedy, jako was Bóg ojcowsko 
na tym śniecie karze, aby na wieki przepuścił; i 
jako się bardzo gniewa na tych, którzy maj^ wszy- 
fitko^^a^it^a, albowiem od onej zapłaty świętych ta- 
*^5źe być iaiiei>} będą. Prawdziwe aJbowiem zda- 
lako nrzyniewolićiii^ żaden nicinożelusięzś>via- 
kosztem, i w w reksz^J^ać z Chrystusem. Sam pan 
dności «wc miłościwą cboBU" '" swoim, a w ich 



asobiewszfstkimiiuiympizeznaczanyinRiówi: Te- 

nu się nie dziwiijcie, jeśB was nienawidzi świat, al- 
bowiem mnie pierwej jniał w nienawiści. A zno- 
-wu: kto chce zamii^ iść, niechaj się zaprze siebie 
samego, i niechaj niesie krzyż swój codzień, a idzie 
zamn^. Alerzecsecie: Aza niemasz zacnych ludzj 
na świecie tym, także bogatych, a jednak dobra o 
nich nadzieja jest? czy wszyscy oprócz ubogich po- 
tępiali) nu będ^ ? czy sama nędza zbawiona będzie ? 
On wielki Karol cesai-z, oni królowie, xiążęta, hra- 
biowie, szlachta, żołnierze, mieszczanie, śniatobl^ 
M'ie żyii, jednak stan ten światowy tizymali? A 
mówicie sobie,( jako niecierpliwi, przyganiając Opa- 
trzności Bożej) ^i olałbymja to mówić, co ty mówisz 
Łęd^c bogatym, a niż jako ubogi. Łacnoż lo w de. 
licyach aała, i w dostatku o cierpliwości, o głodzie, 
o robocie, o pogardzie, i o ucisku mÓMić ; ale nie ła- 
twa to cierpieć. A ja na tozezwalam: ale, albo to i 
panowie wielejr frasunków i k{opotów swych nie 
maja ? owszem jeśliw bojażiii bożej zechce być,łłic- 
cej musz^ być udręczeni, niż ubodzy. Wiedział to 
świętej pamięci król Zygmimt August, któremu gdy 
chłopi z jednej wsi omyłką (albo rozumiejąc, że (ak 
było najlepiej tytułować) Najpracowitszemy 
Królowi Polskiemu, napisali na suplikacji, i 
oddali; przeczytawszy, dziwnie si> kontenlował z 
tytułu tego, mow^ąc Jo PanÓH Senatorón-, których 
ten tytuł obrażał: „nie zgrzeszyli poddani nasi, gdy 
mi ten tytuł napisali, prawdę napisali: robicie mną 
jako chłopem i t. d." Proszę panie kanclerzu, aby 
odjjraiyc micL', a prędką. Jeślisię nie frasuje pano- 
wie, nie będą w niebie; ti-udno albowiem z gód na 
gody trafić." 

Jak Birkowski w duchu czasu działał i jak do 
serc wszystkich traflat, najlepszym jest dowodem, iż 
gdy po bibliotekaclit duchownych rzadkimi się stali 
Wujek, Skarga i Białobrzeski, kazań 
Birkowski ego, mianowicie na niedzielo i świę- 
ta, niemal każda książnicapo kilka exemp{arzy po- 
siada. Tok mo^ty jego jest polski, wyrażenia mo- 
cne, uykład przedmiotu zawsze dobi-ze uporządko- 
wany, mnóstwo porÓM nań i podobieńsln ułatwia 
zrozumienie rzeczy. Zasługi Birkowskiego i 
piękne jego przymioty niclylko jako kaznodziei,Iecz 
jako poety, filozofa i filologa, wyiiczYł w dzień po- 
grzebu X. Adam Makowski, Jezuita,\v kazaniu pod 
napisem: obraz Wielebnego F. Birkotvskiego za- 
konu S. Domiaika doktora, \t ystawiony w kościele 
S. Trójcy. Kraków 1636uPiotrkowczvka. 

Miło nam jest pr/.y tej sposobności donieść Czy- 
telnikom naszym, iż kjlku gorliwych i obeznanych z 
litteraturą naszą mężów, przedsięwzii-łn wydaHaó 
Bibliotekę kaznodziejów poJskicli. Ile 
nam wiadomo, ma dzieło to Mychoilzić ro kwartał w 
poszvtach kilkti arkuszowych, zn\M'i-i'»jących po- 
rzadkieift świąt roku kościehiegit, najlip.ue wzorj 
wymowy kościelnej, takz dawniei ;:i i li,' jako i no- 
wszych czasÓM'. Skoro tylko zitiż^iii-ilKieło to wy- 
chodzić, nie omieszkamy błiżsxL'j j Ji!jm udzielić 



nien wedle staniku 8w«go._ JtT^ Ernesta Gi 
musi byc na wożnibi, a niedżwie 



mera w Lesznie. O^.e'}, 



Przyjaciel Ludu. 



Rok di-u^i. 



]V0. J.D. Lę«2no, dniair. Paźdsiemiks 1835. 



Wluclij- MjcLwaloue pod niebiosa dla swej 
nrodzajności, łagodnego Klimain i pięknego nie- 
ba, 8łvnę także z nićcinegfj i zdradliwego clia- 
rakleru mieszkańcóu-. B^t- może, iż teR obraz 



jest trocbc przetadzony, nie jest aloli zupełnie 
fałszywy. 

Źm Włosi sa mściwi, to każdemu wiadomo: 
sani się tego ue zapierają; a zapyiaiu, dla cz»- 



122 



go będąc gorliwymi katolikani, zapominajf słów 
Chrysiufla, który nakazał miłować swyeli nie* 
przyjaciół, zwyKlI odpawiadać: ,,Ghry8tu$ pan 
nie narodził! się Włochem, gdyż natenczas nie 
byłby tego prawa postanowił.^* — Męztwo Wło- 
mów jest także w podejrzeniu: lir niczem pra* 
nie nie podobni do owych sławnych przodków 
swoich Rzymian, którzy świat cały zawojowali, 
których mcztwa i patryotyzmu żadna przeciwność 
osłabić nie zdołała. Teraźniejsi potomko\ne 
owych bohaterów nie z\%ykli się na otwartem 
polu spotykać z nieprzyjacielem; lecz skrycie z 
zasadzki zabójczym sztyletem godzić na jego 
życie. Jednakże poczęści i niedziw : oddawna po- 
zbawieni własnego rządu , często zmieniali pa« 
nów, a przez wewnętrzne zamieszki i wojny do 
reszty podupadli i zniewieicieli. Z teni wszy- 
stkiem, że pod dobrym i sprężystym rządem do 
poprawy zdolni, aczy tego historya ostatnich 
czasów* 

Jak naród tak i kraj w zaniedbaniu: tam 
^dzie przedtem swojbodny rolnik z obfitych niw 
ztote zbierał plony, i z ochotą pierwiastki bo- 
gom swym poświęcał, tułają się teraz nędzne 
żebraki w łachmanach: tam, gdzie niegdyś stały 
pyszne i bogate miasta, wsie, wspaniałe pałace, 
świątynie i roskoszne wille; teraz smutne tylko 
ruiny dawniejszą przypominają wielkość* Pyszny 
Rzym, niegdyś stolica świata, licząca przeszło 
iniUion mieszkańców, dziś ma zaledwie piątą 
część dawniej)9z^j ludności: ruiny prawie dwie 
trzecie części miasta zajmują* 

Jak wszystkie niemal południowe ludy, Włosi 
mają wielką skłonność do lenistwa, i ztąd tyle 
tam jest bandytów i łotrów* Bandytami na- 
zywają właściwie takich łotrów, którzy za pe- 
wną zapłatę podejmują się zabić człowieka. 
Bandyta' nie zawsze jest rozbójnikiem. Jeżeli -się 
podejmie kogo zamordouać, zwykle dotrzymuje 
atow a, choćby go to życie nawet kosztować miało. 
Kto więc w pierwszym zapale sam swego prze- 
ciwnika nie przebije, najmuje bandytę; ztąd też 
w żadnym prawie ucywilizowanym kraju nie sły- 
chać o tylu morderstwach co we Włoszech, i^oz- 
bójnicy są plagą mieszkańców, a postrachem dla 
podróżnych; przeto rzadko kto bez straży pu- 
szcza się w daleką drogę* Z okrzykiem: na 
siemię! napadają podróżnych* Kto się wzbra- 
nia albo opiera, bez litości bywa zamordowanym* 
Bandyci zuchwalstwo swoje nieraz już tak da- 
leko posuwali, że przedawali karty bezpieczeń- 
stwa, których okaziciel był bezpiecznym od wszel- 
kiej napaści* Zwierzchność nie miała tyle wła- 
dzy, aby poskromić tak ohydny nierząd, a po- 
dobno nieraz używała ich do własnych celów* 

Na obrazku widzimy grupę takich bandytów, 
czyli rozbójników w nocnej kryjówce, przy sła- 
bym blasku xiężyca i nałożońera ogaiskn w zivy- 
czajnych ubiorach : stoją oni na straży przy sę- 
dziwym kapłanie I młodej dziewicy, których za 
akapeni| krewnym wydać przyrzekają; 



a lr razie odmówienia wyznaczonej sammy, okro* 
pną grozą śmiercią* Jęki i narzekania niesz.czę- 
śliwy eh, napróżno obijają się o głuche skały: z 
oburzającą obojętnością siedzą te łotry na około, 
gotując się do nowej wyprawy, a jeden z nich 
trypróżnia baryłkę gorącego trunku. Ten spo- 
sób wydzierania pieniędzy tie Włoszech, jest 
bardzo pospolity: biada temu! kto nie złoży 
okupu; pewno nie ujdzie śmierci* Najzawołaiisi 
bandyci są w Kalabryi, i tntifij Francuzi po opa- 
now*aniu Włoch, chcąc w kraju zaprowadzić po- 
rządek i bezpieczeństwo, krwawe boje z nimi sta- 
czać musieli* 



Nagrobek Kazimierza Wgo w Krakowie. 

O iiojwicKszy 2 Moiiarclińw ! ly którego zwłoki> 
Zbyt rychło duch opuścił* porwany w obłoki! 
Twa dłoM straszna dla zbrodni, dla ciioiy łaskawa. 
Dała nam przemysł, nuasta, rclodzit^lnie, prawa « 
Pukój wam i cześć wieczna drogie dla nas kości! 
Moinaz winić iwą słabość, dziwiąc się wielkości? «.. 
A łzy, kiÓre po tobie lud W)lewał cały 
Są najpiękniejszą częścią uirśiniertelnei chwały. . . 

(Wciyk.) 

Jeżeli z istotnego uzjtkii i prawdziwego po- 
święcenia się dla bliźnicli, ludzi sądzić będziemj^ 
tedj z żalem wyznać trzeba/ ze nie wiele bjto 
w tern znaczeniu wielkich nięzów. Łatwo wpraw* 
dzie wjlfczyć długi szereg Mielkich irojowni- 
ków, którzy 'świat cały zaburzy Ii , a dla czczej 
sfawT i osobistych widoków, rozieu ali krew nie* 
winn^« R(6ż nie słyszał o Sezoslrysie^ Cyrusioj 
Alexandrze) Cezarze i t)lu innych im podobnych? 
Znamy i takich , co przepychem i Mspaniałośc^ 
świat zadziwiali, i dla uwiecznienia swej pamięcią 
pyszne wznosili gmaaby, zakopując w nich skarby 
i pomyślność swych poddanych* Ale tych, co^ 
zaparłszy się siebioi nie dla próżnej sławy^ lecz 
dla dobra wsp&lbraci swoich żyli> ich tylko lo- 
sem zajęci, z poświeceniem własnego szczęścia: 
owych prawdziwych dobroczyńców, których sła- 
wa tym pewniejsza, im więcej kosztowała ofiar; 
takich monarchów liczba jest nader szczupła* 
Byli jednak w każdym narodzie; lecz częstokroć 
poddani nie poznawszy się na nich, odpIacaH 
im się niewdzięcznością za doznane dobrodziej- 
stwa: sprawiedliwa dopiero potomność, wolna 
od uprzedzeń i namiętności, które częstokroć 
uwodzą współczesnych, z wdzięcznością icli 
imiona wymawia, i za wzór przyszłym wiekons 
jdo naśladowania podaje. — Kazimierz W.- oi 
zazdrosnych meżaowładzcó\\ królem chlQpów 
nazwany, mimo wad niektórych w prywatnan 
pożyciu^ byi królem prawdziwie wielkim; ba 



123 



mzczfili^iial 8iR^y eh poddanych, nie przez irojny 
i sabory, ale we\VDętrzn>m rz^delmi opieką wło- 
ścian, ucieuiiężonjch od szlachty, nadaniem pra«v, 
zasłaniających . onychźe od ucisku mozniejszych, 
surowem wymierzaniem sprawiedliwości, zniesie- 
niem rozbojów i napaści spokojnych obywateli, 
zatrudnionych rolnictwem i pożyteczną pracą, sa- 
bezpieozeniem nakoniec kraju od zewnętrznych 
nieprzyjaciół) przez zakładanie twierdz obroii- 
ny^^ dźwiganie handlu i ożywianie przemysłu: 
tft9 są zatrudnienia cechujące prawdziwie wiel- 
kiego króla, ostatniego z Piastów;. 

Zgon Kazimierza W. tak nam Kromer opi- 
aaje: „Roku tedy 1370 przezimowawszy Kazi- 
roieraf \v Krakowie, na samym wstępie wiosny, 
do^ Wielkiej-Polski odjechał, gdzie przez całe 
lato bawił się. Na jesień potem wyjeżdżając 
zCamtąd, w powiecie Sandomirskim i w Rusi na 
polowanie myśliwe całą zimę odłożyć umyślił, i 
juz do Przedborza w Sieradzkiem przyjeżdżał, 
gdy go oto nieszczęśliwy przypadek spotkał. Tra- 
funkiem albowiem na dzień 10 ty Września, uro- 
ccystego święta narodzenia matki Boźćj, niesłu- 
diając przestrogi nabożnych ludzi, do lasów 
przyległych dla jlblowania wyjechał: gdzie za- 
dięcony, gdy przez miejsca zawadziste i przez 
lomiste chrostowiska ^ ciemiowatą gęstwinę, je- 
leniir pierzchającego dojechać usiłuje, wnet koń 
nr bystrym biegu padłszy pod nim, człowieka 
laty i ciałem obciążonego, gwałtownie przytłukł, 
i aź gorączki nabawił. Odwieziony potem do 
Przedborza, i prędko lekarską pomocą pokrze- 
piony, do Sandomierza wyjeżdża, gdzie nic nie 
dbając na zakazanie i przestrogę doktorską, gdy 
pomiernie chować się nie chciał, a gruszkami, 
jabłki i owocem inszym, w tamecznych się ogro- 
dach znamienicie rodzącym, niepowściągliwie ob. 
jadał, do tego w łaźni częstokroć się zaparzał, 
wnet wznowiwszy recydywę gorączki, znowu w 
diorobę zapadł ; jednak nie tak gwałtownie, aby 
w karecie do Krakowa nie mógł był jechać, za 
radą Medyków, wcześniejsze i snadniejsze lekar- 
•Cwa w Krakowie być powiadających. . W Osie- 
ku potem, gdy za pozwoleniem jednego z dok- 
torów, niejakiego Mateusza, miodu napił się, do- 
pieroz gorzej chorować począł; a tak do Kor- 
czyna przecie, a ztamtąd do Krakowa, dnia osta- 
tecznego Października zawieziony. Tu natych- 
miast przyzwawszy do siebie Floryana, biskupa 
Krak. i Władysława xiąźę opoUkie, siostry swej 
wnuka, który był w tychże dniach od Ludwi- 
ka króla Węgierskiego posłany, wezwawszy 



nadto zacniejszych i duchowieństwa kapłanów i 
dworzan, jawnie przed wszyslkiemi, jako na chrze- 
ścianina przystało, wiarę wyznawa i zaraz testa« 
nient stanowi: i tak 5* Listopada z świata scho- 
dzi, i zaraz trzeciego dnia po skonaniu w kościele. 
Krakowskiego zamku, po prawym boku ołtarza 
wielkiego, uczciwie pochowany jest; gadzie i po 
dziś dzień trwa jeszcze grób z wyrazem osoby 
jego na marmurze wydrążonym: żyt lat 60. *) 
Pan bardziej porządkiem i rzemiosłem pokoju, a 
niż wojeunemi dziełami wsławiony : ztądże też 
sam tylko między Monarchami polskimi Wielkim 
był nazwany: nie tak rycerskiemi sprawami i 
waleczną zabawą, jako okazałenii budynkami^ i 
znamienitą sztuką gospodarską, a wielu miasC i 
zamków obmurowaniem, nazwisko pomienione za* 
sługując, którego spraw iedliwością, ludzkością, do* 
brocią u wszystkich najprzedniejszych . i najpo* 
dlejszych stanów dostąpił. 

Ten król wikłaninę poplątaną panów sądo- 
wych i urzędów rozwinął; prawa pogańskie i 
niesprawiedliwe jedne oddalił, drugie przerobił: 
du przystępu snadny i ludzki, skarg i podlej* 
szych ludzi łaskawie i, cierpli wie wysłuchiwał, 
uboższych od możniejszych bronił, a skwirku i 
ukrzywdzenia ich nad nimi mścił się, tak, ii 
przychylniejszy .pospólstwu aniżeli szlachcie być 
Bi^l zdawał: więźnie od nieprzyjaciół pobrane 
okupił : a jako lekarze palenia i nitowania człon* 
ków z musu używają, tak właśnie on srogości^ 
kiedy już nie mogło być inaczej, zażywał. Pol* 
skę przeszłemi wojnami i uciskami spustoszoną i 
wyniszczała, zaludnił, i do lepszego porządka 
przywiódł, z rolnikiem łagodnie postępując, a 
pustki osadnikami Miemieckiemi obsadzając; Urno* 
cnienie i obwarowanie miast i zaników, kościo* 
łów bożj^ch cegłą pomurowanie, wszystko to jego 
pailowania było znamienitą robotą. Owo zgoła 
wszystkie postępki i zabawy króla tego, chwały 
prawdziwej godne. Chociaż sam wolniejszych 
był obyczajów i niew strzemięźliwy, miłował tych, 
w których cnotę, biegłość, dowcip i naukę po* 
strzelał: tym on powierzał wiele rzeczy, cho* 
ciażbj tacy w prostym i nfeznacznym domu znu 
dzeni byli; przecie on ich nie tylko ze szlach- 
tą porównywał, ale nawet i przekładał. Miał 
tedy pilne o tern staranie, aby kapłani wszy scy, 
przez się osobiście urzędy sw*oje sprawowali* — 
Był wzrostu urodziwego, stanu udatnego, ciała 
otyłego, włosów gęstych, kędzierzawych, brodj 
zapuszczonej^ wymowy głośnej, lecz troszkę 
zająkliw ej. 

*) Kościół katedralny Krakowski ufundowany od 
Mieczysława, opatrzony pijscs Bolesława Chrobrego^ 
odnowiony po zgonie prscz Nankiera, biskupa Kra- 
kowskicgo n ku 1320, mieści w sobie wiele nagrobków 
Monarchów: zwłoki Władysława Łokietka prostym 
ołdzem pokryte, nagrobki Kazimierza W. V\'ładysła* 
wa Jagiełły i Kazimierza Jagiellończyka nie mają ró- 
wni^ napisów; ale znaki królewskie, płaskorzeźby i 
iisuie podania wskazują miejsce spoczynku kaidego. 

16 




Ungrolek Kaziniorza Wg" w' Krakoiłic. 

Pochowany je»l, jak się wyżej powiedziano^ I cm, wjraaającjr, a który oan wJcraie wŁrazek 
w Krakowie, po prawej stronie Utarta w ko- przedstawia. 

■ciele katedralnym , gdzie doi^d widać nagro- J 

bek jego, osobę i (warz, jak^ nisł za iy-j ^— — ^— 



£ 8 i e I- k a. 



lai aiuiata hyi i Estera. Co «ę z nią dalej 
■łalo) nie wiemy. Wiadomo tylko, ze mieszkata 
w zamku Łobzo^ie, ''J dla Rgkicsany niezdjś 
zbudowBnjnif niedaleko Krakowa, gdzie ją krdl 
często odwiedzaf, zwłaszcza jadąc na łouj^;. i 
■a jej prośbj Kazimierz wiele wolności Ży- 
dom w Polszczę nadał. Ztąd też po dziś dzień 
nczensi żydzi, dziejów krajowych Ńwiadomi, z 
irdzifcznoacią wapt^ninają. o niej, i Inbią ją po- 

' rdwnywać z ową sławną Esterą, żoną ^erakiegD . 
kr^ Assuera, rArtaxerxesa, dłngoręłum zwa- 
nego.) Jako.ż jest t« dowodem szlachetnego nmy- 

. słu Estery, iż otoczona śnietnością i blaskiem, 
nie wstydziła się pamiętać o wpgardzonem i prze- 
slądowanen pokoleniu swojem. Miał z nią Ra- 
zimierz W. dwóch synów, Niemierf i Pełkę, o 
których i prsy śmierci nie zapomniaf; i dla obu 
wiele wsi i zamków t«slameatejn przeznaczył. 
Nadal też im był herb Slieszaniec Ew;aay; to 
jest, pół orła białego i dwie R.oze hiałe w polu 
czerwonem. Ltcz gdy Niemierę w Pokrzywnicy 
nnbłlo, „gdy g\tattem podwodę bral** — a Pełka 
bezpotomnie umarł, herb len w raz z nimi zaginął. 



Slońee nie jest Łez i>l«n>J> ci* człowiek, cho^- I 
by największy? — Żadna cnuln liemska nie t 
może bYĆ tak firzezro*zy»l^, duchowna, ,"V.' 
jak każde ciało ziemskie, eienin obuk siebie nie f 
mialn. Cień ten ml cnoly, zottiirmy staboiriii w ■ 
ctłowi«kii; bo knida słabitś^, jitk ją pojmujemy, I 
jakkolwiek będzir zła w sobie, zawsze z di»bre- 
go pochodzi, f tak, miwiąe o Kazimierzn Wiel- 
kim; la sama miłość piirsądkn i pokojn, klóra 
kraj pad nim tak kwitnącym iiczynHa, i rządne 
prawa nadała; — ta sama była powodem, ii 
fękająe się niepewnych skutków wojny, z pra- 
wdziwą szkodą narodn, nsląpit Krzyżakpm Po- 
morza, O które ojciec jego Łokietek lyloJttne 
Jrowadził walki, a klire Kazimierz bardziej niż 
iedy odzyskać naón czas był w słanie. _ Ta sa- 
ma miękkość serca i łaskawość dta niższych, 
które ńtu cWnbne imię króla kmiotków zje- 
dnały — nczym'ły go zbyt słabym na powaby 






___, i były zapewne przycz_yi , 

miolr upodobania awojego, wybierał często- z 
najniższej klassy narodn. Wytó ten wprawdzie 
nie zmienia natury słabości I^ monarchy, wię- 
kszy wszakże jej stopień oznacza. 

Dwa tylko imiona ulubienic Kazimierza, za- 
rfiowały nam dzieje. Pienv»ze jest: Roticzana, 
Cres7ka, niemasta rzadkiej piękności, jak m&- 
wią kroniki; i Estera tzj Hestera żydówka, za- 
pewne od tnmtej piękniejsza, gdyż dla niej to 
Kazimierz Bokiczanę opuścił. Przez łat wiele 
trwała ta miłość, aż do małżeństwa króla z Jad- 
wiga, córką Głogowskiego jiiażęcia, którą król 
bardzo miłował, i dla niej JFszy§tkie inne nie- 
fciasly, od boku swego uJdaLf. Pumięday nio- 



Barbara BadziwiUówna. 

(Kuai.o) 

. Pomimo jednak lej zmiany w opinii, król 
wahał się, i niechciał zwoływać nowego sejmn. 
Nalegał « lo w imienin szlachty Dzierzgowski 
Arcybiskup Gnieźnieński, a gdy król Rpomie 
odmawiał, miesiony zapałem rzekł: „/eśU ty 
królu sejmn nie zwołasz, ja go zwołam! — 
„Biskupie t odpowiedział zimno król y dopóki 
ja żyję, to się nie sianie." — Jakiż się i ni&- 
stało^ Dopiero w 1550 rokn król za namowa 
Jana Tarnowskiego, zwołał powtórny Sejm do 
Piotrkowa. Szlachta na nim, mówi Kronika^ 
inaczej się już zachowała; o żonie wzmianki 
nie było. Król też ze swojej strony, chociaż 
gorąco życzył, o koronacyi jej wspominać nia 
śmiał. Jak atoli cnoły i dobroć Barbary, — 
zapewne nic bez zabiegów i króla — na|zacięt- 
sze nmy.«ły przejednać nmiafy, najlepszym do- 
wodem jest Kmita. On, co ai^ na pierwszym 
Sejmie w obec senala i posłów zaklinał, iż przed 
nią Marszałkowskiej huiki podnosić nie eaee i 
nie będzie; teraz no skończonym Sejmie^ san 
pierw szy jej w Krakon-ie hołd uszanowania zło- 
żył, i przykładem swym innjcit panów do legoz 
krukn pitcifjgnał; lak, że sama królowa Bona 
ujrzała się zmuszona, powitać ją jako- synową. 
Wkrótce tenże sam Kmita zaprosił obofe króle- 
stwo do zamku swego Wiśnicza, „gdzie je czcił 
przez frzy dni kaszlownic, i ndarował wszystkie- 
tak, iż z dworu żaden nie bvł, któryby heż 
upominków odjechał. — Był łez królów i wszel- 
ką pomocą da koronacyi Barbary, a iż o tent 
na Sejmie nic postanowionym nie było, 



pieniszy 



') Zob. Fi-cjUciak Liulu Kro. 4l. 



126 



doradziły liby xiązęta leniie dla sTozenia hMu 
królowi, wraz z Panami Rad do Krakowa we- 
Łwać, aby tak i Barbara przy tym zjeździe kd* 
tonowaną być mo^ła. *) Jakoż atato się to dnia 
13. Xistopada 1550 roku. 

Piękny zaiste byt to dzień dla Zygmunta 
Augusta, gdy ukochana małżonka, królewski^ przez 
Arcybiskupa Gnieźnieńskiego uwieńczona korona, 
oboK niego na majestacie zasiadła, i wraz z 
nim od postronnych xiąźft lennicze odbierała hoł- 
dy! Byt to pierwszy i ostatni dla Barbary 

dzień chwały i szczcicia na tronie. Z dawna 
juz trawiona wewnątrz niepojętą lekarzom cho- 
robą, gasła powoli przed oczyma ludzi, jak ja*^ 
sna gwiazda przededniem. W sam dzień koro- 
nacyi, gdy otaczający ją z uniesieniem winszowali 
jej korbny i berta, ona jedna przeczuwając bli- 
ską śmierć swoją, odpowiadała z uśmiechem i 
Izami: „do innej mię wkrótce korony pan mój 
niebieski powoła. Proścież tedy p za mną, aby 
to ziemskie berło, którego mi winszujecie, na pal- 
mę niebieską zamienił, a miłego męża mojego w 
żalu po mnie utulił." **) Przed jednym tylko Au- 
gustem, którego zbyt ufna miłość ślepym na nie- 
bezpieczeństwo zony czyniła, ukrywała swoje 
przeczucia. Ale ziściły się zbyt rychło. W na- 
stępującym 1551 roku dnia 6. Kwietnia, czując 
zbliżającą się ostatnią godzinę, opatrzona Sakra- 
mentami, wezwała do siebie małźenka, i cie- 
sząc go w nieutulonym żalu, nadzieją połączenia 
się w wieczności, zarzekła go na miłość ziem- 
skiej ojczyzny, aby drugą po ni^j wziął zonę, i 
zacny tron obu narodów potomkowi ze krwi Ja- 
giellońskiej przekazał. ***; Obiecał rozczulony 
Auguiit, a ona mdlejącemi rękami za szyję go 
wtedy objąwszy, usta jego przycisnęła do sw-oich, 
i podniósłszy ku niebu oczy zalane łzami, jakby 
dlań o błogosławieństwo błagając, w tern osta- 
tniem uściśnieniu miłości, Bogu ducha oddała.****) 
O żalu po jej śmierci Zygmunta Augusta 
świadczą wszyscy kronikarze współcześni. Sam 
on jej ciało odprowadzał do Wilna, gdzie je 
obok pierwszej swej zony, na zamku w kaplicy 
Ś. Kazimierza, ze czcią królewską pochował. A 
jako wieczną po niej żałobę, nie tylko ze sam 
odtąd na zawsze czarny kolor przywdział, ale na- 
wet pokoje w Knyszynie, gdzie najczęściej lu- 
bił przebywać, czarnem obiciem powlec rozkazał. 
Pamiątki tez jej przez resztę zycia nosił zawsze 
przy sobie, i nieraz dostrzeżono, jak płakał, pa- 
trząc na nie. — Cały ^ naród podzielał żałość 
królewska. Ogólne mniemanie oskarżało królo- 
wą Bonę, ii ona to przez najętego doklora, Wło- 
cha, zadała powolną truciznę nienawistnej^ sobie 
synuwej; i jest wielkie do prawdy podobieństwO| 
ie posądzenie to niesprawiediiwem nie było. — 

♦) Kronika Bielskies^o* 

•♦) Rękopism współczesny* 

♦♦*) Tenie rękopism. 

*♦»♦) Tenie rękopism. 



Wkrótce tex Bona, synowi i narodowi obmierzła, 
opuściła na zawsze Polskę, unosząc z sobą skarby 
i złorzeczenia ludu. Dziś jes^ze są wieści gmin- 
ne, o wszystkich prawie zamkach należących 
iegdyś do królowej Bony, ii w nich duch jńj 



nie 



dręczony od czarU^ Inb straszący poczciwy ck 
ludzi, pokutuje za śmierć Barbary. •O 



Relacya naocznego świndka d straceniu 

razem' listu mniemanych czarownic 

w drugiej połowie ISgo wieku. 

Jakkolwiek Slanisław August starał iię usil- 
nie o wykorzenienie szkodliwych pfiesądłw, 
przez upowszechnienie światła w narodzie; je- 
dnakze wielkie jeszcze wtedy, mianowicie zaa w 
pierwszych latach jego panowania, działy się ben- 
prawią i okrucieńst^ira, czego jest dowodem ną* 
stępujące zdarzenie* 

W roku 1775 we wsi Doruchowie,^ w 
powiecie ostrzeszowskim, odbyła się w miesiącu 
Sierpniu okropna exekucya na czternastu ko- 
bietach, posadzonych czarodziejstwo. Było w 
tej wsi trzecK dziedziców: ich nazwisk dla lego* 
nie wymieniam, aby w ich ptomkach, jeżeli są 
jacy i nie wzbtfdza^ przykrego wspomniaitiu 
Dotychczas jest tam kościół parafialny, a woj mĄ| 
był naówczaa miejscowrm plebanem. Nie tru- 
dniąc się rolnictwem, lecz obowiązkami stanu 
swego i naukami, oddał rz^dy gospodarstw* 
rodzicom moim. Pewnego wieczora ^m^c się 
juz udai na spoczynek z wujem (bośmy w je- 
dnym pokoju sypiali), usłyszeliśmy krzyk blisl^ 
probostwa. Nie widząc ognia, tylko słysząc jęk 
płac2 i narzekanie, wychodzimy na dwór, pytąiąoi 
co to znaczy? Na co Podstarości (tak wtedy 
ekonomów nazywano) odezwał się: „z rozka- 
zu pana pojmujemy czarownice.* Poj- 
mano ich siedm lii nocy; pięó zon gospodaf- 
skich, jedne wdowę, i jedne służącą dziewczyn?* 
Wróciwszy do domu, w iij mój całą noc spać nie 
mógł. Na drugi dzień odprawiwszy Mszą 6. po- 
szedł do dziedzica, chcąc go od%vieśó od karania 
niewinnych kobiet; lecz nic nie wskórawszy, przy- 
szedł do probostwa w największej niespokojnosci. 
Ponieważ rodzice moi pełni byli przesądów, wi^ 
rżąc w czarów nice i w ich wspólność z djabłami| 
jak w artykuły wiary ; przeto łatwo sobie wy- 
stawić można, ze ich to niespodziewane tdarze« 
nie, bardzo ucieszyło: i ja się ci^«yłero, gdyż 
miałem wtedjr lat ośm« 

Tegoż samego dnia pławiono je w yrodzie. 
Był to staw obszerny, który do dziś dnid exy. 
stuje. Ponieważ w cał^j wsi i w sąsiedztwie 
rozruch powstał wielki, przeto rgromadztło się 
niediczone mnóstwo ludu na to rzadkie widowi* 
sko pławienia czttownic: poszedłem także z dni- 
gimi, i w ciżbieTie byłbym zapewne nic wi- 
dział, gd)by nie sjn jednego a dziedziców, okuła 



127 



15 lat licznej) mając t&dkę, aabrał maie % sobą: 
tak więc popłynęliśmy naprsechiko mosta, 
s kt&rego czarownice pf awić miano : widzieli* 
imj dokładnie ca tą ceremonią* Wprowadzano 
je na most^ miaty ręce powiązane: brano jedne 
kobietę' po drug:iejy zaloiono pod. pachy powr6z: 
catereco ludzi na tym powrozie apnszczalo ją po- 
woli z mostu w wodę. Żadna s nich nietonęta, 
albowiem euknie a zwłaszcza obszerne spódnice, 
nim namokłyi unosiły każdą na powierzchni 
wody. Dziedzic był przytomny na konin, a wi- 
dząc pływającą wołał: ,,nie tonie! — Cza- 
rownica!^^ Słowa te jak się później poka- 
zało, były nieodzownym wyrokiem wskazującym 
na śmierć niewinne ofiary. ' Ludzie natychmiast 
wyciągaU kobiety, i tym sposobem wszystkie 
aiedm zostały czarownicami. 

Poczem odprowadzono je na powrót do^ wię- 
Bienia na spichlerz, powsadzano w beczki, ja- 
kich do kiszenia kapusty na zimę używają. Tam 
aie wolno było nikomu wchodzić, jak tylko pod- 
atarotfciemn, mającemu nad niemi dozór, i sześciu 
ludziom, z innych dóbr umyślnie na to sprowa- 
dzonym, którzy je karmili i pić im podawali. 
Ciekawy byłem bardzo, zobaczyć także owe 
czarownice. Podstarości miał syna w moim 
wieku :. chodziliśmy razem do organisty, uczyć 
się czytać, i żyliśmy z sobą w przyjaźni. Ten 
na moje żądanie uprosił ojca swe^o, iż nas obu 
wziął z sobą, i wpuściwszy do spichlerza, drzwi 
na klucz za sobą zamknął. Usłyszawszy jęcee- 
nie tych męczennic w ciemności, wydobywające 
się z beczek jak z podziemnych lochów, zląkłem 
się okropnie, i straciwszy ochotę zaspokojenia 
mej ciekawości, zaledv«o obąfrzałem jedne tylko 
beczkę: wszystkie jednak podobnie były urzą- 
dzone. Ta, którą oglądałem, stała na dwóch 
C odstawach: w klepkach blisko dna wyrżnięta 
yła dziura, dość duża, czworograniasta* Kobieta 
wsadzona w beczkę, miała ręce i nogi z tyłu 
związane, które tą dziurą zewnątrz kołkiem dre- 
wnianym zatknięte były, tak, że ani stać ani aie- 
dziee nie mogąc, przez cały czas, aż do okropnej 
exekucyi klęczeć musiała. Każda beczka po- 
kryta byta płótnem .grobem, ą na boku przyle- 
piona karteczka z napisem: Jezus, Marya, Józef, 
z przyczyny^ aby djabli nie mieli do nich przy- 
stępu i nie uwolnili swych oblubienic od śmierci. 
Później z pobliskich wsi przywieziono, ale za- 
wsze w nocy, już w takich beczkach uwięzio- 
nych jeszcze siedm innych kobiet; a zatem było 
ich wszystkich cztejrnaście. 

Zaczął dziedzic robić przysposobienie do exe- 
kttcyi, kazał w boru kopać pnie sosnowe, takie, 
s których już biel w ziemi oprucliniał, a tylko 
sam sm&l pozostał, ścinać sosnj najsmolniejsze, 
i sążnia z i^ich bić. Wuj widząc przygotowa- 
nia, a nieraogąc odwieść dziedzica od t^o krwa- 
wego zamiaru, postanowił jechać do Warszawy, 
aby u króla wyjednać staskawienie. Jakoż po- 
jechał* Dziedzio dowiedziawszy się o tem^ za- 



raz po wyjeździe wuja^ kazał zwozić drzc(\To 
już przysposobione, na granicę pomiędzy Doru- 
chowem a Pilą, przy trakcie, prowadzącym z 
Kalisza do Kempna ; najprzód sosnę wielką wko- 
pano w ziemię, i około niej slós okrągły ukła* 
dano, jedne warstwę pniów i smolnych drew, a 
drugą s^łomy, na kilkanaście łokci wysokością 
Ciekawością zdjęty poszedłem z synem podstaro* 
ściego, oglądać stos, a widząc drabiny przysta* 
wionę, chcieliśmy wnijść na wierzch* Ludzie 
będący na straży, aby go nie podpalono, zraza 
bronili nam przystępu ; atoli później dali się upro- 
sić. Tutaj na samym 4(%ierzchu byta słoma ró- 
wno usłana jak na stole, i kilkanaście klocków 
dębowych dosyć wielkich, na każdym z nich 
byta przylepiona kartka z napisem: Jezus, Ma* 
rya, Józef, dla wyżej wyrażonych przyczyn. 
Jeden z tych stróżów powiedział nam, że temi 
klockami przyciskać będą czarownice^ aby spo* 
kojnie na miejscu leżały. 

(Dalszy ciąg nastąpi.) 

O braciach czeskich w dawnej 
Wielkiej-Polsce. . 

Niezaprzeczoną jest prawdą, że religijne zda* 
nia uk na rozwinięcie politycznych w narodzie 
wyobrażeń, jako też na wzrost i rozkrzewienia 
oświaty, najpotężniej zawsze wpływały. , Przy- 
pomnijmy sobie pod tym względem dzieje Żydów, 
Greków, Rzymian, a przekonamy się, że religia 
jest tym czarodziejskim kluczem, otwierającynt 
nam polityczne i nattkoM'e życie narodów. Ze i 
z tona chrześciańskiej religii, rozwinął się dbecnr 
stan nowoczesnych narodów, nie podlega żadnej 
wątpliwoścr. Z tej strony UMażana reforma* 
cya, jest ową ważną w dziejach świata epoką, 
z której brzemienia najnowszy świat Bię naro« 
dzit. Za jej to wpfyu eni, zamknięta w niepto* 
dnej starożytnej formie oświata narodów, prze- 
kłuła tę twardą skorupę, i pierwszy raz rodzi* 
niego życia uderzyła tętnem. Rozwiązał się, ie 
tak rzekę, język narodów w ojczystej mowie, i 
dopiero serdecznie i swobodnie przemawiać zaczął. 

Kiedy więc przedmiot ten z siebie tak jest 
ważny, żyM-a wdzięczność należy się mężom, 
którzy nie tylko wartość tej prawdy ocenić umieli, 
ale nadto przez swą niezmordowaną pracę i głę* 
boką naukę, nowe uczyniwszy odkrycia, udzielę* 
niem uczonemu światu swych badań, nie mało 
się SM'yin ziomkom przysłużyli. Dość (iczny poczet 
pisarzy. Węgierskich, Lubienieckich, 
Friesów etc, pomnożył w naszych czasach 
J óz e f Ł u k a s z e w i c z', bibliotekarz zakładu Ra- 
czyńskich, Mystąpiwszy z wymienionymi tn mę* 
żami w clilubne szranki. Nie jest moim zamia* 
rem, ani też zgadza się z przeznaczeniem pisma 
tego, w uczone wdawać się rozprawy, chcę tylko 
pokrótce nadmienić o wyszłym w tych dniach 
dziele: „O kościołach braci czeskich w 
dawnej Wielkiej-Polsce przez Józefa 



I^S 



i V 



Łukasiewicza \r Posnaniu 1835, uprze- I 
dbając w tym i^z^lfdsie przesad może nie jedne- 
go czjtelnikAy jakoby praca takowa nie zasiii«^- 
wata tama przez się na u\i*ao;c. Każdy snopek, 
zgromadzony do broguw ojczystej literatury, z zy- 
vą podzięka przez ziomków przyjęty by6 po- 
winien; stać się alboM-iem może zarodem buj- 
nych w przyszłości plonów; tym bardziej, kiedy 

autor zająt się zbadaniem tak ważnej materyi, 
• « .. ^ _«.l ' *,: Ł.. - ^^.-,:-.4A 1,-,^ 



jąc się w dogmata rełigqne, i jedynie na faktach 
lustorycznych wątek swego wywodu opierając, 
Mjstawia w głównych zarysach żywy obraz ca- 
łej reformacyi w dawnej Polsce, kiedy nawet na 
stan naszego katolickiego kościoła, który rychło 
s Dyssydentami w zapasy wystąpić musiał, tak 
wielkie rzuca światło. 

Na samym wstępie dziwnie autor trafił do na- 
Bzego przekonania, wyprowadzając najprzód rełor- 
■lacyą polska nie tak z Witembei^i, jako raczej 
X Pra*gi, fi y kazawszy dawne i naturalne związ- 
ki z Czechami, wspomniawszy, ze Jadwiga 
wyznaczyła fundusz przy Uniwersytecie pragskim 
na utrzymanie pewnej liczby młodzieży Polskiej 
i Litewskiej; ze Hieronim z Pragi, wezwany 
przez Jagiełłę, jeździł do Krakowa w celu 
urządzenia Uniwersytetu Jagellońskiego ; ze sla- 
n:ny Zyska walczył w szeregadi polskich pod 
Grunwaldem, przeciw wspólnemu nieprzyjacielowi. 
Po wtóre przypisując właściwie Hussowi za- 
częcie reformacyi na śtał^rm lądzie Europy (Wi- 
kie( w Anglii)* Już bowiem w roku 148S mieli 
Czesi wydrukowaną całą biblią w fljcz^stym ję- 
zyku, gdy tymczasem tlómaczenie niemieckie^ 
klóre dopiero miało nadać narodowi jedaę ogólną 
mowę, wyszło w roku 1530; a zatem później 
blisko pół wieku. I ta okoliczność zastuguie na 
uwagę, ze królowa Jad wiga, pragnąc mieć li- 
tnrgią w ojczystym języku, sprowadziła do Kra- 
kowa duchownych z Czech w roku 1394: ci w 
kościele S. Krzyża na Klepaczu {jak się wyraża 




natrafiamy ślady tak w historykach, jako też w 
archiwach naszych, rozgałęzionego zwłaszcza w 
Wielkiej- Polsce Hussytyzmu^ .który zaproszenie 
Kazimierza Jjigiellończ) ka na tron Czeski przez 
Tabory tów tym bardziej rezkrzewiło, dioćiaż 
M'yprawa w tym celu do Czecii przeasięwziętft 
apeizta na niczenu 



Usf^osohfone umysły fmówi dalej autor) tym 
sklonniejsze były do przyjęcia reformacyi w Wit^ 
temberdze zdziałanej: Samuel Dominikan Po- 
znański, i pierwszy tłómacz pisma S. na ojczysty 
jęz) k Jan 8 e'k I o cy a n , kaznodzi(|ya przy kościele 
P Maryi Magdaleny w Poznaniu, zaczęli z am» 
bon rozsiewać nową naukę, a Krzysztof E n- 
dorfin z Lipska, przywołany przez biskupa La- 
taUkiego, na nauczyciela starożytnych języków 
przy szkole Lubrańskich w Poznaniu, korzystał 
z tej pory, aby jak najliczniejszych dla now^j 
nauki pozyskać zwolenników; było to bowiem 
właśnie wtenczas, kiedy ten zakład naukowy 
najbardziej kuitnął, i kiedy do niego nawet s 
Małej- Polski i ze Szląska młodzież się cisnęła. 
Co więcej, nawet wyższe duchowieństwo zaczęło 
sprzyjać nowości. Jan Łaski., synowiec Jrcy* 
biskupa Gnieźnieńskiego, proboszcz katedralny, 
przeszedł na stronę reformacyi, i odszczepieństw em 
wielu księży i zakonników za sobą pociągnął. 

ŁfCcz ponieważ nowi Apostołowie Luteranin- 
mu mało się do obyczajów polskich zastosować 
umieli, i powiększej części języka na%Tet krsjo^ 
jowego świadomi nie byli; przeto wyznanie to 
pomiędzy szlachtą nie wielu miało, stronnikowi 
i najwięcej się tylko w Prusiech i w Wielkiej* 
Pokce, między n/icodem niemieckimi rozeszło. 
Polacy chwycili się z tym 'większym zapałem 
nauki Kalwina, wyszlej z Francy i, narodu, z 
którym polski zawsze sympatyzował. Andrzej 
'Prażmowski; proboszcz przy kościele S* Jana 
w Poznania, i sławny później Ary anin CzecJio- 
wicz, proboszcz w Kurniku, byli pierwszymi n 
nas zaszczepcami Kalwińskiego wyznania, i 
liczną szlachtę za soi»ą pociągnęli. 

Tymczasem Ferdynand L król Czeski, wywołał 
z Czech lak nazw^anych Pikardystów, czyli 
braci Czcskfch. Przybyły więc liczne gminy 
wygnańcó%vdoWielkief»Polskiej, i'cześć ich osiadła 
w tym kraju, ijriiga liczniejsza udała się do Pruss 
pod opiekę xięcia Alberta. Wrodzonn gościnność 
narodowa, wspomnienie na dawniejsze stosunki, a 
nadewszystko litość nad nieszczęściem pobratym« 
czego ludu, spramły, iż bracia Czescy znaleźli u nas 
drugę ojczyznę; a inbo na chwilę powadze kat4>lie- 
kiego duchowieństwa ustąpić musieli, i wynieść się 
do Torunia, to jednakże częścią przez swój pobyt 
%v Poznania, częścią przez ^rysełanych potajemnie Z 
Torunia dnobownych, a naj^vięcej przez rzucone jnż 
daMsiiej nasiona Hussytyzmu, tyle w krotce możnych 
sobie zw^olenników zjednać ^^otrafiU, iż najpier^vsze 
w Wielkiej -Polsce domy z nimi sie połączyły. 

(Koniec nastąpi.^ 



■••i*»i 



dnia 



W tych dniach smutną odebraliśmy Nnadoniość o zgoiiiev Kazi mierzą Brodzińskiego w Dreźnie 
ia 10. Października* Pisze nasz Jkorrespondentt „Jest to wielka i nienag^odzona c 



dla nauk strata* 




Ernesia Giintera 



Lesznie* 



(^Kcd.CiecJłausKi.) 



Przyjaciel Łudin. 



Rok dmgi. 



No. 17. 



L«SBi«, ^ 24Paidrieni1ul835. 



1. Hiuats. 3. Kotak. 2. Towarayu paneerujr.'^^ 
Wojsko w dawuej Polsce. 



Ffie bjto E pocsalku inneco prawie wojska 
w Pulare, jak pospolite mszenie; pńźniVjf w na- 
gtyoh Klko i ciężkich zwoływano je prajgo- 
daHi: Szlachta natenczas w granicach Rzpitey, 
pńki ją kM nie rocpuścił, aiużjla bez żotdii ; i 



dopiero sa wyprowadzeniem j^ za granicę po- 
bierać go zaczynała. 

Jak gdzie-indziej, tak dtugo i u nas, na jeź- 
dzie zakłedala sif cała połfga wojenna. J^da 
u nas była trojaka: Hussarze, Pancerni i 
I Kozacy. 



130 



Ehiasarze składali 'Bąjcelnhjaz^ częi£ wojska 
pilskiego. Dia dwieCności i przepychu zbrof, 
-YTjboru kowiy sama tylka najmajętniejsza szlachta 
alozyć w niej moj^a. Konie ich tureckie alho 
■atolskie, po dwieście niekiedy dukatów pfacoi^ 
hjty* Każdy Towarzysz służył na pięd koni; 
to jest własnym kosztem, prócz siebie, czterech 
szeregowych, ezyli jak ich zwano, poeztawych 
otrzymywał* Tak więc Stokonnft CIuMrągiew, 
dwudziestu tylko towarzyszów liczyła. 

Heim, świetny stalowy Bechter, czyli Kirys, 
takież naramienniki, rękawice i nagolenniki skła- 
dały^ ich zbroje. U boku zakrzywiona szabla, 
do cięcia i rąbania; pod lewem kolanem przy- 
mocowany do siodła pałasz, na pięć stóp długi, 
czworograniasto kończaty, ze spodem rękojeści 
płaskim, dla tem silniejszego przebicia, leżącego 
już na ziemi nieprzyjaciela; nadto czworogrania- 
ste ostre młotki ze stali, z długa rękojeścią, dla 
rozbijania żelaznych pętlic i spięcia zbroi, skła- 
dały oręż Hussarzy. W ręku dzierżeli kopiję na 
19 stóp długa, wydrążona od końca aż do ręko- 
jeści, reszta z^ pełnego drzewa. Na końcu kopii 
a ostrza, powiewały chorągiewki dwóch odmien- 
sych kolorów, na cztery lub |Hęe łokci długie,, 
dla strachania ich szelestem nieprzyjacielskich 
Łoni. — Na plecach spływały im z tyłu dwie 
tygrysie, lub lamparcie skóry; od barków wyno- 
•iły się do góry orle lub sępie pióra; w srebro 
oprawne, zarównu chrzęstem swoim i konie i 
nieprzyjaciół trwożące. Srebrne pozłacane strze- 
miona i wędzidła, bogate rzędy, kończyły wspa- 
niałe uzbrojenie Hussarza,. który, aby taki cię- 
żar dśw ignaó, już tem samem pieczy stym i wy- 
sokim być musiał. Na tej to jeździe polegały 
wszystkie siły, cał» ufność wojsk poUkich.. Ta 
nie tylka nieprzyjaciekk^ jazdę, lecz; głębokie 
piechiity hurmy łamała i rozbijała. 

Druga lżejsza nieco,, l^z podobnież z maję- 
tnej szlachty złożona jazda, zwała się Pancerna. 
Beauplan, kióry w wojsku naszem pod trze- 
ma służył królami, w tych j^. opijtuje wyrazach, 
W "dziele sweni ppd tytułem „opis Ukrainy.'* — 
„DiiczyńskJ iliitmistrz Pancerny tak był ubrany : 
Z ramienia* przez pancerz wisiała szabla ; na gio^ 
wie miiiiurka, (rodzaj niskiego heimu) z której 
•puszczona siatka żelazna, zakrywała -bzęść twa- 
Fzy, kark^ ramiona i plecy. Na ramionach wi- 
siał aztueiec, ( strzelba) albo też łuk v kołczan.. 
17 pasa zawieszona była czarka do wody; sztu- 
mec z łyżką, widelcami r nożem; zgięty skórza- 
ny worek dó czerpania wody i pojenia koni;^ 
worek drugi do chowania rzeczy f kańczug i pęk 
jedwabnych sznurków, na pół palca m#ego gru- 
bych, służących do krępowania jeńców. Wszy- 
stko tO' przy wiązane było u pasa po prawym boku. 
Na lewym zaś wisiały pętay narzędzia do spra*- 
wowania koni i kubet. Prócz tego ładownica i 
fistolety.'* 

Podobni tej jeździe bjli Pletyhorcj w W. 
X» Łitewskienu. 



Trzeci rodzaj jitzdy, którą posiłkowe nraswaf 
można, złożony byt z Zapo'ro-zkfch Koza^ 
kdw. Znaczne oni i w*aine, osobliwie za króla 
Stefana i Zygmunta III królestwu polskiemu 
oddawali usługi. Zbierało się ich niekiedy do 
30 tysięcy. Lud wytrwały, przebiegły, zimną^ 
trudów i głodu cierpliwy. Nieraz lekką nasza 
jazdę, nazywano także Rozalkami. Prawdziwr 
Kozacy, na wzór Tatarów, uzbrajali ai^ lekko. 
Konie ich szybkie, zwinne i do prędkich utarczek 
zdatne. Siodła i stlfzemióna tark urządzone, iż się- 
na wszystkie strony obracać, i dzid albo łuku,, 
ze wszelką, łatwością używać mogli. 

Od gradu wypuszczonych strzał zaczynają 
swe bitwy. Szable ich zakrzywione, przy krót- 
sze dzidy; w iistawnych z Tatarami walkach,, 
przelatując nieprzejrzane Ukrainy stepy, cał^ 
skromną swą, żywność wożą przy sobie. W nie- 
wielkich z tyłu konia jukach, kładą suchary,, 
wędzonkę, i sól z pieprzem zmie59zaną: prócr 
tego każdy opatrzony jest w siekierkę,, w hubkę- 
i krzesiwo, aby, gdy zwierze jakie, którego peł- 
no w tych stronach, ubić się zdarzy, zaraz je 
poćwiertowaó i upiec ntogB;^ Niekiec^ Kozacy 
służyli i pieszo. 

Przodkowie nasi poliegając całkiem na jeździe,. 
w dawniejszych wiekach, mało co własnej- uży- 
wali piechoty, lecz w potrzebie zaciągaU ją z^ 
Węgier, Niemiec, Czech , a niekiedy nBi^vet ze 
Szkocyi. 

Wojska regularnego, jak niegdyś w całejf 
Europie, tak też i w Polsce nie było. Pierwszy 
z mocarzów ^Europejskich Karol YII. król Fran- 
cuzki^ w roku 1445 spisał i utrzymywoó' zaczął^ 
wojsko ciągle trwające, złożone z 9000 jazdy, i' 
1600& piechoty. U nas dopiero za Zygmunta^ 
Augusta roku 1562, na Sejmie PiotrhowH»kim dla- 
oparcia się najazdom tatarskim, uchwalone zostało* 
wojsko regularne, czyli k w a r c i an e , ' bo na< 
utrzymanie jego wyznaczono czwartą ozęśó, czyli' 
kwartę intrat,. z dóbr królewskich i starostw. 

Liczba tego wojska,, połączywszy z niem na- 
wet chorągwie, które moźniejsi przystawiali ko- 
sztem- sw*oim^. szczupłą się wyda w porównaniir 
z wojskami, które za naszych czasów mocarstwa 

► w pole wywodzą. Król Stefan Batory, w woj- 
nach ftfoskieiiskich, nie miał z sobą i 40000.- 
Chodkiewicz na wyprawie Ghooimskiej* nie wię- 
cej go liczył. Król J^n , we 30000 Wiedefr 

' od Turków uwolnił. — Zważać jednak należy,, 
że i inne mooarstwa,. dopiero od Ludwika Xiy. 
czadów , . znaczniejsze regularne wojska utrzy mj» 
waó zaczęły.^^ — *0.- 

O braciaich czeskich. 

(Konie c ) 

Usiłowali wprawdzie Biśkupf Foznańscy, po«^ 
łożyć tamę szerzącej. f<ię. herezy-i, wznowili nawet 
inkwizycyą s. ale ich usiłowania rozłuły^ się • 
wolność i potęgę szlachty. Już bowiem na sej- 
mie Piotrkowskim rozstrzygni^o W Polsce ow^, 



131 



waraą kwestjf^ &e irładra' daclioinia nie nui 
praira odsądsania ad esd i wymierzania kar kry- 
■unalnych ( Orsechonaki). Zygmunt stary prsea 
wrodsoaą swema sercu hidekaść i szlachetności 
wsdrygat się od prześladowania swych podda- 
nych, a syn jei^o Zygmant Auga$tf widocznie zda- 
, wat się sprzyjać nowej nauce. Okoliczność fa 
wyjaśnia nam, dla csefca, pomimo natężonego 
nsitowania katolickiego duchowieńatua , rząd nie 
przedsiębrał żadnych ener|pcznycli kruków, do 
prsytłnmienia w pierwszych zarodkach bzerzącej 
się naukiy az ta tak się rozkrzewiła, ze po śmierci 
Angusta ruznowiercy, x których już pra\u'e cały 
senat, a w znacznej części izba poselska były 
złażone, zjechawszy się na sejm konwokacyjny 
]573| spisali ńw pamiętny akt, iż nikt o wiarę 
nigdy prześladowanym być nie miał. Art) kuł 
ten do paktów konwentów włożony, i nawet przez 
niektórych biskupów podpisany, był dowodem 
prsewagi wtenczas Dyssydentów, ale oraz tole- 
.rancyi i wyższego oświecenia w narodzie. 

-Pomimo tego jednak zbiera?a się nieznacznie 
burza nad głowami Dyssydentów. Duchowień- 
stwo katolickie, gdy mu miecz na sejmie Piotr- 
kowskim z ręku wytrąconym został, %vzięło się 
do walki umysłowej. Tym końcem Hozyusz, 
sprowadził ów nieprzełomny fMlanx Rzymskiego 
kościoła, to jest zakon Jezuitów 1566. Le» 
dwo Jezuici pewną nogą w Polsce stanęli, zaczęli 
aię zaraz krzątać około w) konania sw^ch dale- 
kich zamiarów: pozakładali szkoły i używali 
wszelkich środków, aby tak pospólstwo, jako i 
nożniejszych ku sobie pociągnąć. Układność i 
pewna słodycz w obcowąpiu, jako też głęboka 
nauka niektórych członków (Herbest, Wujek, 
Skarga, SarbieMski) zjednały im serca wszystkich. 
Umieli oni wkradać się w łaski na\iet samych 
cnakomitych Dyssydentów, aby do swych szkół, 
pozyskać ich dzieci, które tutaj kształciły się na 
gorliwych obrońców katolickiego kościoła. „Tym 
końcem zaprowadzili zwyczaj mie\«ania w ko- 
ściele dwa razy do roku publicznych dysput w 
materyi religijnej. Propozycye do tych rozpraw 
drukowane, rozsefali po uczxinych katolikach i 
Dyssydentach. Ostatni z gorliwości religijnej sta- 
wali zwyczajnie na terminie, i lubo nie przeko- 
nani, zawsze atoli przegadani byli. Jeżeli nikt z 
teologów Dyssydeńskich nie stanął na dysputę, 
natenczas miejsce jego zastępował Jezuita, albo 
uczeń z klass wyższych. Pospólstwo nowością 
nęcone, cisnęło się hurmem na te teatralne, nie 
znane dotąd wido\» i^ka, a nieznajac rzeczy, przy- 
klaskiwało mniemanym zwyciężcom.^^ — Sposo- 
biąc tym sposobem Jezuici młodzież na szermie- 
rzów wiary, i zapalając po ambonach pospólstn o 
fanatyzmem religijnym, rzucili pomiędzy naród 
poch«>diiią niezgody, z której zajął się straszliwy 
pożar, a u reszcie upadek państwa. 

Po.H(rze*;li rychło Dyssydenci grożące im nie* 
bezpieczeństwo, i tysiłfczne czynili usiłowania, 
aby mu wcześnie zapobiedz. Będąc na tyle róż- 
nych wj^znań rozstrzeleni , postanowili najprzód 



połączy { się węzłem jednosa. Pierwszą da lega 
pudał myśl Felix Krucygier z Szczebrzeszyna^ 
Kalwin; bracia Czescy skwapUwie ją pochwy- 
cili. Jakie ich były w tej mierze przedsięwziąć 
cia, jak wielkie do zwalczenia trudności, kto* 
rych doznawali, nie tylko z strony katolików, ale 
i współ wierców, mianowicie wyznania Luter« 
skiego, nieznajacego swego interessu, i zansze 
się tylko na Wiiembergę oglądającego; jak z po* 
święceniem nawet niektórych swych dogmatów 
wiary, narodową, że tak powiem, chcieli utwo* 
rzyć hierarchią kościelną: to wszystko z naj* 
większą dokładnością na autentycznych oparte do- 
wodach, obszernie w samem dziele znajdziesz wy* 
łożone. Ztąd wypłynęły omo liczne łjazdy dys« 
sydent&kie, ztąd o\«e sfanne w dziejach kościel* 
nych synody w Koźminku, Sandomierzu, Toru* 
niu i t. d. ztąd nawet porozumiewanie się z greo* 
kieni wyznaniem u xięcia Ostrogskiego. — 

Ale nic jnż nie zdołało odwrócić grożącej bu- 
rzy: Jezuici opieką Zygmunta III. zasłonieni, naj- 
przód na słabszą uderzyli stronę, i zaczepili mniej 
iw iatłe wyznanie greckie. Zaczął się ten dramat, ty- 
siącem nieszczęść dla kraju brzemienny, od prologo 
unii greckiej' 1595, rozwinął się komicznem pod- 
sunięciem fałszywych Dymitrów, a rozwiązał się 
tragicznie odpadnięciem Ukrainy, pożogą tylu miast 
i mordów oa siczy Chmielnickiego zrządzonyclu 

Jui tei i Dyssydenci, lekkiemi, jak ,sią wyraaU 
autor osłabieni harcami, nie hyli w stanie oprzeć si^ 
coraz bai dziej wzrastającej przewadze Jezuitów^ wkróc 
ce na wsiy.^tkich punktach przełamani, smutny wy* 
stawiali obraz niedobiików. Którzy czucia an kraju wy* 
parci (Socynianie 1658 wywc^ł-ini), częścią upoi^oizeni* 
coraz przykrzejsze z rąk zwyc-cicy prz\jmuw.'ić nm» 
<ieli, warui.ki. Najprzód od boku króla i senatu, po-* 
tera z izby' poselskiej wykluczeni, nareszcie z wssy«^ 
sikicli dostu^cuftw i praw obywatelskich W)zuci, ao 
ostrfuiićj rozpaczy przywiedzeni, z nieprzyjaciółmi 
państwa łącz)ć się zaczęli Prawda, źe zdrady kraju 
nic w oczach liistoryi uniewinnić nie moie; nie biada 
łunatyzmuwi, kióiy zapamiętałem zaślepieniem staje si^ 
jej pierwszą przyczyną. A tak kraj, któiy w czasi* 
J\iw.iwych wojen relisi'nych w Europie dni chlu- 
bu) pi*zykJad wyzizegot.iwieceniai lolcrancyi, w postępie 
c/af^ow, o;dy już wszystkim oiworz)łysię oczy i wstyctiii 
s>ę» że ink powiem, zaczęto Ifrwawy eh za piisó w, u lUs po* 
du^zczcni przez Jezuitów zapaleńcy, wystanriaii stosy dla 
beret) k(')w, biir7yli zbory, napadali na spokojnych raie« 
szkisńców, i skończyli na okropnej scenie (oi'uńskiejl724i 
która ciiły naród,niegdyś lak wolnoTii)^ltiy,w oczach s'wia* 
tł) eh enitopejskicii mocarstw ohydziL^ i pod^^ła dość po- 
zorny preLext mieszania się w sprawy we wnęiizue kraju. 

Z tych kilkurysów^łównyeh widzi kaidy, jak prjed-^ 
miot, któremu autor pióro swuje poświęcił, waiiijm jest 
dla dziejów polskich. Tym większej nabiera wartości 
dla licznych rzadkich historycsu)c^ł -atiteYity^ców, które 
P. Łukaszewicz w czasie swój naukowej podró^y^ ko- 
sztem łirab. Edw. Kaczyii^kic^o odbytej, pierwszy ras 
na jaw wydobył, i od ziipełng zagładjr ocalił. 

Wiadomo nam prócz tego, ze autor pracuje nadkroiiiką 
miasta Poznania. Szczej^ólniejszc je^o u6po5kobieaiie do 
Jiistorycznefico zawridu, którego tak w Wiadomościach o 




licy, będaie w ręku nie tylko mieszkańców Pozhania, ale 
nadio, uzupełniając dzieje całego narodu, lUoiycn u» mia- 
sto było teatrem, w ręku każdego o domowe rzecz) dbają- 

A. P. . 



cego rodaka. 



m 



Zamek Łęczycki. •) 

Jak wletowładny Rzym szczyci się Aiignstem, 
który nia«lft to raurowanem znalazłszy, mar- 
nnrowem chciał po Hibie zoslatrić; tak podo- 
bnie wspomina hiatorya pobka Kaźmierza, co 
nędzne lepianki w piękne zamienił grody. Wojny 
i nieazczc4cia różne, nicpozwoliły następcom w 
tak chlubne wstępować ślady; legty v gruzach 
staraniem Kazimierza wzniesione miasta i M'aTO- 
wnie, a pozostałe tylko ruiny przypominają bło- 
gie panowanie króla chłopków. Rycina powyż- 
sza wystawia nam szczotki zamku Łęczyckiego, 
dzieło tego wielkiego Monarchy. 

Łęczyca, ^ówne miasto obwoda Łęczyc- 
kiego, w WojewtldtctM-ie Kaliskiem, było na- 
^vnlej stoUcą Województwa tegoż imienia, zło- 
żonego z powiatów Łęczyckiego, brzezińskiego, 
orłowskiego i InoMrocławskiego. ieat to miasto 
starożytne, albowiem juz w roku 1179 odprawił 
się tu za panowania Kazimierza II. (sprawiedli- 
wego) zjazd, na który zebrali się xiążpta -Szl^scy, 
biskupi i szlachta, w celu zniesienia wielu na- 
dużyć i gwałtów M'yrzqdzonych włościanom ; 
Bzeka Bzura, oblewając miasto od wschodniej 
strony, tworzyła niedostępne błota: te zalane na 
wiosnę wodq, przedstawiały Łęczycę, jakoby na 
M'yspie wznosz^c^ się, a wyziewy mgliste z błot 
w jesieni, niezdrowa w czyniły; w nowszych 
czasach kanałami wybitemi i usypanemi świeżo 
groblami, osuszono biota; co wiele do podŹMi- 
gnienia miasta przyłożyło się. 

Kaźmierz \V. chcąc Łęczycę zabezpieczyć od 
nieprzyjacielskich napadów, jakich n roku 1294 
od Litwinów, a w roku 1300 od CzechÓM' do- 
znała, obwitidt jif murem wysokim i mocnym, a 
zamek, w rogu miasta na wzgórku, nad samemi 
btotauti dawniej jnż nystaiiiony, iecz podczas 
zamieszek krajowych zrnjnonany , odbudował 
i wieżą wysoką wzmocnił, przez co miasto 



ait. OtftcHł g« 1 

grubości , podw^y (pomt^ 
aty którago ścianami, acz zfaUm* 
■tnni d» siebie {wzejść wygo* 
daia ok«Io zamku można było), 
I nneeki^ głęboki, wodą b»* 
pełniony, iiialącw go od min.) 
•la, ze strony którego jodna 
tylko brama sklepiona wMdła 
do zamku. Most na fossm byl 
■wodzony; a wieża o 3 pię- 
tmcb, 60 łokoi ^lysoka^ a 40 
idtwedu mająca, ą;icz«ściobocz« 
MB, nadawsiła mu postać uspa'* 
aiałą i zarazem groźną. W«* 
wnątrz zstnku byty naokrio 
mieszkania, których dotąd me-< 
zatarte są ślady. 

W dziedzińcu zarakowyns^ 

4000 łokci kwadr, obwodu 

m, była studnia znacznej ^ębokoin, dziś 

W roku 1790 upadły mury 



aj^yi 

iniedb 



Bzkań, dążnością zwątlone, i tylko ich szczątki, 
jak rysunek pokazuje, pozostały. Aliata ifitniaó 
gelerya od zamku do kościoła X\. Dominikai 



•; Om. Łsrrjcy ,,.« 
Ealeudirijk pulitjcmj ii;ł 



r Wai 






W Środku obszernego dziedzińca wysta- 
wiono w czasie Pruas południoifych procho- 
wnią z muru sklepioną, i urządzono w murack 
SGzostałych zamku mieszkania dla urzędników:, 
ziś wszystko zniszczone smutny przedstawia 
widok. 

ByivaT zamek Łęczycki czasowem mieszka^ 
niem xiążąt polskich, a szczególniej linii xiążąt 
Łęczyckich, biorącycIT początek od Konrada I.: 
później był sktaaem akt ziemskich i grodzkich, 
miejscem obrad sejmowych i synodów, poslra-> 
chem dlazbrodm', obroną miasta, a niekiedy przy- 
czyną złej jego doli, gdy najezdnicy opuściw- 
szy miasto, w murach zamku szukah dla siebie 
ocalenia. — W czasach, gdr wierzono w duchy i 
kiedy utrzymywano, iż w każdym pustym gma- 
chu coś pi'zeszkBdzało, w zwaliskach zamku .i 
na przyległych błotach miał przemieszkiwać, po- 
dług nodań ludu, sławny Boruta, który rozmaite 
przybierając na siebie postaci, szczególniej w do* 
brym humorze pOAvracającym z Łęczycy tóżne 
psoty uyr/ądzat i figle płatał. **) 

Pamiętnym jest zamek Łęczycki z wielu * 
zdarzeń historycznych. Podczas zamieszek kra^ 
jouych, był on nieraz schronieniem i obroną 
xiążąt wojujących z sobą. Roku 1409 naradzał 
się w nim Władysław Jagiełło z reprezentantami 
narodu o sposobach ukrócenia dumy i zuchwa- 
łości krzyżukÓM', a w 45 lat potem za Kazi- 
mierza IV. Jagiellończyka uchwalono wyprawie- 
nie posiłków na pomoc Pnsom przeciw temuż 
zakoiioni. Sianisiaw Kamkouski, Prymas kró- 



a,.y 



') Wiele powicJci mnrjrm 



I l^'.'y> y, i^i'i j:iu[,y Jo pobiijkićj V 



113 



Slaelslrom 

t«alw«, zwolat la telue Mjm w nasię wyjazdu 
ZTgninnla Ul. do Szwecji, dla obmyślenia po~ 
•ilków, a powodu zblisania się liczn^o wojska 
turecłuefo na Podole. Podozaa wojen szuedz* 
kich, Egromił tu Jan Kazimierz (1656) aajezdni- 
kńw, i lab* do saaiku się schronili, na laskę kr<^ 
kwsk^ poddać sie byli rmiiszeni^ i czego wtedy 
dakftuM nie n<^u*, iisknlecznili za panowania 
Augnata II. (1703), spaliwszy bowiem miaslo, 
zbimyli zamek, i od tego czasa w gruzach leży. 

Maebtrom w Norwegii. 

Wir morski, Maelstrom zwany, znajduje nc 
nad brzegami Nor^regii bbsko nyspy Moskoe: 
jego gwaito^tność zależy od ubywania i przy- 
bywania morza. Gtf^bokoii wynosi 40 sążni, a 
w czasie ubywania morza, z laką srozy się 
<n Mciekłością) że przy nin niebem są aajokro- 

«ki na obiad, przy odmiwianiri pncierrr kifłańtŁtch 
paramiycli, ziraiem odbjł i niesiporne, w mniemanin 
ze tipewne iitc higdzie miał ipoKfliiiofci takowa w 
pne«iiacioiiym ciajie odprawi*. Jadąc grobla prłei 
błota iiajioEjka wkJiiiak.i i iiibajziił miaą, który go 
pozdrawia w len jpojóbj „dobry wieczór, Xicźe,'' 
zdtiwiony pleban odpowiada; ,^ wualije lo nie -wie- 
cadr, leci dopiero rino." Na to wiejniak ■ izyder- 
łkini iiiniiecłieni : ,,miiM bjt wlecsór, Liedy juz' po 
ni«5ipoi'.icli."' Przelękniony xiądi i^ mowa, poznał z 
kim rniniFwiBł i przeiepiiawfiT i-c, po-eźdźić kalit, 
Itji ■■* l^uruia w postaci wi.iuijkj.. 



puejsze wodoepBdr< Jeżeli Ao tego burza jeszcze 



drzaly, i dachówki z aich spać 
lownoacł wieloryby uawel i inne potwory mor- 
skie oprzeć się nie mog^. Baz niedźwiedź chciał 
X Lofoden d» Moskoe przepłynąć, dla złapania 
tamże pasących się owiec; lecz prąd go por- 
wał: słyszano go dłago ryczącago, usiłującego 
nepriżno oprzeć się wirowi, ktiry^ go z sobą 
unosił. Szczątki okręti^w w tym wirze zatopio- 
nych, znajdowano nierRz nti brzegu morza, gdzie 
je potem bałwany wyrzuciły, wszystko na miaz- 
gę prawie polłncaone i potrzaskane, zkąd wi- 
dać, że grunt tego wiru składa się zapewne z 
ostrych skał. Podnlżni t^isRJą nastopujący przy- 
padek, który sie tutaj wydarzył: Wiatr usta- 
wał coraz bardziej, i wknltce zupełna nastąpiła 
cisz«: wiem usłyszano w odległości słabe brzę;' 
czenie, jakie nVje pszczćł wydaiiać zwykły. 
Na okręcie powszechne panowało milczenie, każ- 
dy satrzymał w sobie eddedi, aby 119 przeko- 
nać, cobyto był za odgłos: ^1'*' "ir Moskoe.'* 
zawołał sternik. — Wir Moskoe! powtórzyła 
atrwożona załoga okrętowa. 

Dalej de niasztćwl odezwał się głos piom- 
Hojący kapitana — rozwinąć ża^e, dalej do robo- 
ty, nie masz i chwib' do siraeeua. Łoskot na okrę- 
cie zagłuszył iBum dateki^^ wjni ; lecz wkrótca 
«ę BciazoBo. Niestety! ciężkie płótno rocwijaó 



lU 



«ię fiiecliclatO) Dajmniejszy ^etrsyk nie mieszał 
•pokojnej morza pła«zc«yziiy.« Tak więc zniknąi 
4»statm promyk nadziei* Żeglarze spoglądali na 
«iebie z ponura rozpacza, ^ i teraz słyszeli jus z 
4)kr«paa pewneści^i sznm i huk straszliwego w irii, 
41 groźne skały w Lofodun już się z prawt^j 
«troDy pokazywać zaczęły. Wszyscy już byli 
|>ewni, ie okręt «d fM-ądu porwany, zanurzy się 
w bezdennej przepaści: zAvolna zbliżał się statek , 
a pewność niechybnej śmierci co chwila w okro- 
imiejszej malowała się postaci. Z początku maj- 
tkowie spoglądali jeden na drugiego smutnym 
«»'zrokiemt lecz gdy huk wiru coraz mocniej siy- 
#£eć sie dawał, rozpierzchnęli się po cały ui okręcie^ 

Dzień był pogodny, słońce swiecifo wspaniale 
na jasnym widnokręgu: bałwany błyszczały jak 
flrekro, n białe pióra morskiego. ptastAva, bardziej 
jeszcze wzrok raziły. Wyspa Moskoe tuz przed 
nimi leżała ^ zapraszając niejako do siebie; ale 
«kręt nie mógł się zbliżyć do brzegu: prąd gwał- 
towny nie dozwalał ani na chwilę spoczynku. 

I^agle słyszeć się dało w niejakiej odległości 
«d okrętu atraszUwe ryczenie, jak gdyby potwór 
jaki morski ostatnie wydawał z siebie tony ^ a 
^dy ci na okręcie^ co jeszcze słyszeć i patrzeć 
mogU, spojrzeli w tę strunę, chcąc się dowie- 
dzieć, coby to iyło, ujrzeli ogromnego wieloryba, 
walczącego z prądem: silnym ogonem bił on 
powierzchnią wody, tak, że ta wysoko prjjrskała, 
napróżno usiłnjąc uniknąć niechybnej śmierci. 
6 watto\^ ne morza bałwany pokonały nakoniec słaby 
jego opór, i w ich oczach zanurzył się w prze- 
paści, i został na drobne kawałki rozszarpany. 
Okręt pędzi! także coraz prędzej w toż samo 
miejscem wściekłe bałwany, zaczęły około nie- 
go syczeć i ki|>ieć, przewracać się i pienić: 
JUŻ się miał zannr^ć ... wpadł nakoniec w* ten 
•wir straszliwy, wręcił się naokoło: majtko- 
wie czepią się ielek , chwytają aię jeden dru- 
giego, ahy stać mocniej ; już naohykny w wodzie 
się zanurza, a krzyk rozpaczy wznoai się ku nie- 
bu. Wir straszliwy łakomą paszczą wszystko 
pochłonął.^ —---——»- 



> 1 1 ■ I I 



Jlelaoya naorznego świadka i t. d. 

(Ciąg dalszy.) 

Gdy ten at&s jnż był wysla witany, sprowa- 
dził dziedzic dwóch katów, trzech sędziów z 
Grabowa, -(gdyż wtenczas każde niemal miasteczko 
miało prawo miecza), i trzech xtęży zakonników, 
dla dysponowania skazany eh i>a śmieró czarownic 

Blisko spi Aierza, był dom, k o pc e m zw any^ 
naokoło oblany wodą: mieszkał w nim |>odsta- 
łości. Syn jego, przyszedłszy fo południu do 
sifkofy, pi^ułedział mi, że i^jciec jutro musi się 
i«yproM'adzió ze swego mieszk-ania ,^ gdyż tam 
iiędą w nocy na torturach czarownice ciągnąć.; do- 
4ają'c, że nikt przytomnym być nie może, prócz 
^dztów i katów^ Całą mw spać nie niogłeoi. 



przemyślając, jakby się tam dostat!. Nazajntrc 
wstawszy rano, zjadłem śniadanie, wziąłem ukrad« 
kiem w kieszeń kawał chleba z masłem, elemen« 
tarz pod rękę, udając, że idę do szkoły ; a ja 
pobiegłem prosto na kopiec^ gdzie już rzeczy 
podstarościego wynoszono. . Gdy już nikogo w 
domu nie było, wszedłem do izby, i ulokowałem 
się na przypiecku, zkąd nie będąc widziany, mo- 
głem się dokładnie wszystkiemu przypatrzyć* 
Przyszedł podstarości i dwóch ludzi, ci uprzą- 
tnęli, a potem wyszedłszy zamknęli izbę. łiędąn 
sam jeden, juzem ze 'strachu chciał wołać oknem^ 
aby mnie wypuszczcwo ; ale chęć widzenia no«! 
wości przemogła. Było to przed południem : z 
nudów i bojażtti usnąłem. Musiałem spać dosyć 
długo; bo gdym się obudził, już słońce zacho^ 
dziło : spojrzawszy na izbę, zobaczyłem stół pod 
oknem, trzy stołki, na stole papier, pióra i ka- 
łamarz, lichtarze z świecami, butel wódki i 
kilka kieliszków. Nie d łogo potem czterech 
ludzi przyniosło na noszach kloc wielki, z żela- 
znym pałągiem. Wszedł za nimi kat, zaczął 
laską w suficie w jedne deskę pukać, poczem za- 
raz usłyszałem mocny huk na górze: wyrąbano 
znaczny otwór, spuszczono nim kolo małe od 
woza, u którego wisiały dwa powrozy. Po za- 
chodzie słońca, weszło d\«óch ludzi: jeden przy- 
niósł kilka kawałków tarcic, a drugi świecę za- 
paloną. Temi tarcicami zabito okna, świece na 
stole zapalono: weszli sędziowie; usiedli na stoł- 
kach, a posiliwszy się gorzałkę, kazali przy* 
prowadzić czarow*nicę. Wyszedł kat, i nie długa 
czterej pomocnicy na tychże samych noszach przy- 
nieśli kobietę. Tutaj jeden sędzia zaczął się py- 
tać, łecznco? nie wiem, gdyż już byłem ze stra- 
chu na pół umarły. Miała ona nogi i ręce w tyl 
związane. Z rozkazu sędziego obnażyli ją zu- 
pełnie, pestaisili na owym pniu: trzymali ją 
oprawcy, gdyż dla słabości sama stać nie mogła: 
nogi pod pałąg podłożywszy, powrozem przymo- 
cowali. Do rąk w tył skrępowanych przywiąza- 
no powróz od koła wiszący, na plecy włożono 
azpągę, podobną do grabi z żelaznemi zębami, któce 
w ciało wchodziły ; tę przytwierdzono także cien- 
kiemi powrozami na krzyż pt^ez piersi opasane- 
mi, a ich końce z tyłu do owych od koła powro- 
zów przywiązali*. Gdy to okropne przygotowa- 
I nie skończono, sędzia znowu jej zadawał pytania* 
Czy odpowiedziała jOo lub nie, także już tego 
nie pamiętam. Wtem kat zawołał na opraw- 
ców na górze będących: obracaj ko łoi Po- 
wrozy 4>bwijały się około walca, ręce w tył uno- 
szone, pociągały za sobą owe postronki od żela- 
znych grabi, których zęby %vcbodziły w plecy. 
Krew się zaczęła dobywać; kości w ramionach 
trzeszczeć, kobieta okropnie jękła.! Ja przera- 
żony nigdy nie widzianą męczarnią, krzyknąłem 
ze atrachu na przypiecku. Łatwo sobie wysta- 
wisz, łaskawy ezytelnikn, w jakiem byi^-m połu- 
żeiiitą, gdy ninie ilwaj oprawcy zaczi;h' *»ziikać, a 
znalazłszy^ ściągali z przypiecka.- nijślaleni, że 



135 



jMie M imierŁ prowadsf.' Wfi^wc^j nmie mi 
-fcarkiy wynieśli z hhr dosjć daleko ed tef^ do* 
•imi, i poioeyii mi. ziemi. Wrfeej meze jak gor 
dsiac odpoczywałem na tera miejscu z przeler 
kaieniai niżem prsTszedt do- «il. Gdyn> już pp^ 
^źno w Boe powrócit, rodzice mui jeszcze mespali^ 
ł byli o HNiie w najwiykszejr niespokojnoici, nie 
wiedząc, gdziem się powiat. Opowiedzialenr im> 
coin widział: odst^ipił . ielt prtesti<^ a matka rze* 
wnie zapiakata. Tym apoiobem wszystkie ko- 
biety na tortury binno i męczono: nazajutrz po 
4ycii mękach trzy z nich nmarty^ żywych zosla*^ 
to się jedenaście* Dziedzic pełnii|cy urząd wi«i» 
luego inkwizytora, przyspieszając exekaieyą, przy* 
^Misobit czterech fornali w drabiadi^ jukichpodczas 
aniw używają* Pb poludniir może o ^ipodziaie trze* 
^ej te i(H*nałKi zajechały przed spichrz, i na te 
.wozy paku-wano kobiety w beczkach: na trzy 
wozy żywe, & na czwarty umarłe także w becz- 
kach* Na każdym wozie- przy żywych siedział 
xiądż aakoAiiik,. odprowadzając je aż aa plac 
exfikucji. Tu oprawcy wydobywali z beczki 
skrępowane kobiety, uchwyciwszy pod pachy 
wciąi^aii po drabinach na stos, na którym stał 
już kat jeden z. ezterma pomocnikami: ci ode- 
brawszy kobietę,, kładli ją. twarzą ku ziemi, i 
klockami wyżej opisanemi przyciskah' kark i nogi: 

Eoc^m OMemi beczkami sti» obstawJU. Trzem 
4>bietom zmarłym n» klocku głowy poucinano, a 
potem w jednym dole jui na to wykopanym, 
ciała ich uraz z głowami ztożonow 

St£^o> wiele ludiei a pociiodniami,. przcznaczo- 
Bjph do zapalenia stó^u*: sędzio«iie byli także 
pczytomniy ale już b^z flaszki* Jeden z nich za- 
wołał ^ z ji p a 1 a j p o o h o«d n f e ! Co ^^y ' nastą- 
piło, kaci ustawili owych ludzi z pochodoianM 
ukoło stosu* Sodzia krzyknął straszhw^m glo^ 
aemr pal^ i wkrótce slós cały stanął w pło- 
mieniacli. Tu kat jeden przyniósł w cluistce jar 
kies słojki drewm'ane, i kilka- ksią,żek, i m rzu- 
cał w ogień* Gdy dym zaczął dusić, słychać 
było jęk niewinnych ofiar, jak s pod ziemi pod- 
noszący się ku obłokom* Zgromadzony lud, kió- 
yego było do kilkii tysięcy, wtenczas* dopiero po*-^ 
budzony do litości,.* zaczął si^. oburzać na dzie- 
dzica, przytomnego na koniu; ten widząc zży^ 
maoie się i pogróżki ttumu, spiesznie się oddalił. 
Stos całą noc się palił. Peczem dopiero zmar- 
łych 3- kobiet ciała przysypano ziemią*. 

Nie daleko tego miejsca stały trzy alupy,. 
wkopane w 'ziemię,, z żelaznemi* obręozami* Po 
Iraech kobietach umęczonych zostały tezy eórki, 
•koło 15 tub 16 lat mające^ Te także następu- 
jącej nocy po spaleniu- ich matek, na plac 
aixekacyi> zaprowadzono^ tam- aędzia- przeczy- 
tał im dekret: „że będąo córkami czarownic, 
musiały się jur nauczyi; tej djabelskiej' sztuki, i 
dusze swe czartom- zapisać;-' aby się więc wy- 
izekły wspólnictwa s ajablami, mają być u- słu- 
pów rózgami amagane.^^ Poezem oprawcy obira- 
*!• je po pas^ każdą, przy^^iąjcali do^ osabnego 



I ałopa, ręce f nogr 3o- owych obręczy, f tak je pa 
I gołych plecach rózgami bitor Jedna z nich w 
kilka dni potem- umarła. Woj mój piKwrócił x 
Warszawy, łecz niestety I zapóźnor już było po* 
exekucyir 

(Przyczyny w następującym Numerze*) 



Boi^oirretisz: Swierzawski; 

Jeóii prawda, że każda a aztnk nadbbnyclr,' 
czyli imaginaeyjtiychy podług rozmaitej miejsco-- 
woiici, niejaką tizczególną barwę przybiera;- jakże* 
daleko bardziej wydawać się mmi ta cecha ro- 
dzinna w sztuce dramatycznej, wjstawującej ży« 
jacy eh ludzi przyw^iry,. przesądy,, i śmieszności?' 
W każdym też kraju, okazali się uzdolnienie 
natury Artyści,, którzy lę Hzyognoihią/ ąarodu* 
swego uchwycić umieli, i stali sie, iż tak rzekę, 
p-rototypem,. czyli pierworyoem miejseowej 
narodowości; Takim to pierworysem był na sce-- 
nie polskiej S^wierzawski^ i gdziekolwiek się* 
przed- narodo^vą publicznością okaza^, uderzały i 
zachwycały widzów oua szczero- polska posta-- 
wa,. owe gie.<łta, ów chód, ów sposób tłumacze* 
aia aię dawnych Polaków*, od których jur się- 
część narodu była odda'tiln, ale którą jeszcze^ 
WAZYScy natenczas oceniać unneli. Takiego czło- 
wieka biografia nie może być obojętną dla czy- 
telników naszych; a tym chętniej ja tu udziela- 
my, że się z ogólnemi wydarzeniami KrajU' Miąże,. 
1 że niektóre charakterystyczne zawiera rysy*- 
Wyczerpaliśmy je z dziejów teatru poirikiego przes- 
Wojciecha B o g u s ł a w s k i e go skreślonych. 

Karol Boromeuse Swierzawski urodził, się \ę 
poznaniu roku 1731,. » zatfem jeszcze za pano- 
wania Augusta II*' Ówczesnej szlachty Polskiej^ 
zwyczajem, odbyt ncijprzód s^oły u XX*. Jezui- 
tów,,* i to^ tylko- w niższych klassach, a^ następnie 
udał się. do tak nazwanej PaFestry,, gdzie dla 
przy.golowania się do* prawnego zaModu pod 
okiemr Regenta,, młodzież pi:zepi6ywała wielo-- 
sakie akta* sądowe,, i tym sposobem, sama je^ 
k»ii^<rypowaó uczyła si«. Wszelako gdy dla 
nadto małej anajomości iaciny, nie mógł się 
wykioFować na Patrona, nie zostawało mu; jak 
przyataó za Woźnego* — Do tćj zaś, aczkol- 
wiek podrzędnej funkcyi^ doskonale zdawał się* 
usposobiony* Postać zuchowata,- głos donośny, < 
do wywoływania spraw wielce g4) zolecsdy; a 
kffotoiilny Kumor, któi!}m' od naiuty byi obda- 
rzony, dziwnie miłym go Czyni t publiczności^ sar- 
dów ej w czasie, ustępów.- Zręczni ej^zyjn jeszcze - 
&v^ okazywał w owym n^jinuliiił^jszem działa-- 
niu- woźtooga, to jost w zanoszeniu pozwów, są-- 
dowych^ MŚród panującej natenczas w Polsce* 
anarchii ar}'stokratycznej,> wręczenie takowego' 
aktu, wielkio ściągało- niebezpieczeństwo na od-^ 
dawcę.;, i jeśli nie postradał iycia,. przynajmniźji 
na sromotne wystawiał się obicie ze strony za-- 
jFozwanego*' Dail nienamj juz wyobrażenia %• 



138 



B^Biv BOC raema*, wycłsn^ł się oki(«łdM> 
«s;, akoosTl na aach raruuoM-y, po nai 
tit tię as ao gzjma&w, mttmląd nudt się 
linie kn stronie aa Iwczna nłicę Myohodi^ 
włajnie na daszek nad kranukieM i — 



Boronensz Swierzawaki. 

Eodobnćj zniewadze słu^ rz^donego, ale takie 
jly nibasznjdi przodkilw naszych zwyczaj-, 
Polrzełłowai' zatem woźny wielkiej srcóiHMd, 
aby niepoatrzezonT) potrahł wkraść się do wska- 
zanego mieszkania, zostawili tam pismo ĘAzit' 
kolwiek, ozy na oknie, cz^ na stole, czy na ła- 
M'ie, cichaczem wgnieść się co prędzej, a potem 
uwiadomiwszy kogokolwiek z s^iedzkich mie- 
azkańcńw, wraz z świadkiem stanąć przed Re- 
gentem kancellaryi, i uczynić zemaiue de facto, 
Yf pizeci^gn kiHcu lat podobneco nrz^owania 
nmiał nasz Boromeusz nfljpomyśliiiej zawsze takie 
odbywać exknrsje, i wtenczas nawet, kiedy 
wpadał w ręce strony przeciwnej, umiat jeszcze 
zyskać JĘJ przychylność przez lirolofilne djk- 
leryiki i satyryczne wyśmianie tych właśnie 
osób, w których dziatat imienia. Powszechna 
już sobie był zjednał słnwę w swoim zawodzie, 
gdy jedną raza wplatanie go w sprawę krimi- 
nalną, przerwało len tok jego życia i na inny 
tryb zwn^ciło. Zamilczą biugraf Swierzaw- 
sKiego, jakie to było przewinienie, ale musiało 
być ważne, bo na osadzonego z rozkazu Mag- 
deburgi. Poznańskiej w sam^j wieży ratusco- 
wej, wkrótce krwawy wiat wypaść wyrok. — 



Na nieszczęście nie mógł się na nim 
wać, spadł na bruk i złamał dwa palce ■ 
j ręki, klóre Inbo później wygojone, nigdy 
tginać si^ nie mogły. Mimo gwałtownego 
, fliusiał jak najprędzej dalej nmyksć, a Kn»- 
loskonałe wszystkich nurów wycieczki, w*- 
t z' miasta, i bez odpocaynkn jeszcze kilks 
■bwgtszy, gdy jni dnieć zaczynało, schronS 
nr staw, M^sok^ trzciną zarosły, i Urn bes 
[ku dwa dni przepędził. Przetrwawszy piw- 
wsze chwile, w których sądził, ze jeszcsc 
mógł być ścigany, znowu się w drogę pi^ 
iafy i wkrótce juz byt za granicą Woje- 
wództwa. Podług ówczesnych zwyczs- ' 
jów władza sadowa jednego miasta, roz- 
ciągała się tylko do jego okręgu, za któiy 
dostawszy się winowiyca, mógł długo * 
bezpieczeństnem w dmgiem Województwie 
przebywać, dopóki od najwyższej władzy 
w kraju, rozkaz imania go nie wyszedł., 
S^aj^cy doskonale prawo, którego sam pnex 
długi czas był U'ykonywBczem, SwierzaM- 
ski odetchnął z bojaźni, ale nie ufając na 
losowi, opatnywszy złamane palce, za po- 
f znających go obywateli, pospieszył natych- 
it do statecznego miasta Warszawy. — Tam 
już zupełnie byt bezpieczny ; bo nieznano w mej 
żadnego gatunku ściślejszej poUcyi, nikogo nie 
badano, czem jest, i zkąd idzie? a osobistej 
wolności nikogo bez przekonania łianiszać nie 
godziło się. 

Było to w roku 1764, to jest zaraz po wstę- 
pie na tron Stanisława Augusta. Howa Era 
otwierała się dla dworn, stolicy i kraju. Po 
dwóch obcego rodu władzcach, król rodak, król 
miłośnik nauk i narodonej oświaty, przewodni- 
czył Polakom. Co tylko wykształcenie publicz- 
ne popierać, narodowi cechę polerowności nada- 
wać mogło, to wszystko stawało się przedmio- 
tem uwagi i troskliwej nowego divoru pieczoło- 
witości. Postrzeżono się z zadumieniem, że sama 
jedna pomiędzy stolicami Europy Warszawa, nie 
miała jeszcze teatru narodowgo, i natychmiast 
utworzyć go postanowiono. Zbierano na ten ko- 
niec ze wszech stron zdolne w tym względzie 
snbjekta. Jednych doątarczat JDŻ istniejący w Ry- 
dzynie teatr x>ęcia Augusta Sutkeivskiego, 
gorliwego sztuki scenicznej opiekuna, innych, ni- 
po kraju wielorakich magnatów dwory. 
(Koniec nastąpi.) ' 



Nftktadem i drukiem Ernesta Cuutern w Lesznie. C^^*^* Ciecbańiki). 



Przyjaciel Ludu. 



Rok drugi. 



No. iS* Leaino, duaSl. Pai^enukal: 



Penuiik Suinł$ta%va heszezyimkiegfi w Bonseooars. 



l,'iniqi; liiJzie zachowyWaó pamięt męsiM', 
klórzT na nic zaslużji: potrafUi: Eapisnj^ iclt 
imiona iv xicdze wiekuw, pneselając z ust 
(łu 1161 pit;kne ich czyny: Mznosz^ pomniki, ze- 
br nolomnosci iniaaczyiy o ich ku.sMTin do- 
hroL^yńcom wdzięczności. 

Siaiiistav Leszczyński, kMI polski, pa- 
KujacT tylko przez krótki czas, wśród samych nie- 



szcKęść i burz z piliiory, *) nie ma pomnika w 
kraju BMoiin; lecE nzniosły mu go na obcej zie- 
mi dłonie l^laryńciyków , wj-Mdziccsaj^c się 
28 ojrowskie ji.';;o rządy. Kościół w Bonse- 
coure, niedaleko Błancy, gdzie pod greboucem 
przez małżonka j^' wystawionym spoczyMaja 

•> Zoll. Pnjjatiel Ludo Ni*. 17, T. 1, 



138 



zwlaki królowej Łeszczjmkićj (Katarzyny z Opa- 
lińskich zmarłej 19. Marca 1747); mieści także 
w aobie grób samego króla, po prawej stronie na 
przeciw pomnika królowej. Rysunek umieszczo- 
ny na czele Numeru dzisiejszego, w*y stawia nam 
go wiernie. Jest on dziełem Ludwika Yasse, 
ucznia ^ sławnego Bouchardon, wy kończonem 
po MiercT Tasse przez Felixa le Conite 
ucznia jego. Grobowiec ten jest w formie pira* 
midy, na.^ której Stanisława w polskim widaó 
stroju. Nizej zaś po prawej stronie Lotaryngia 
kl^czfca, smutkiem przejęta, trzyma w reku ta- 
blicę z wyliczeniem wszystkich dzieł dobroczyn- 
nych króla filozofa. Po lewej stronie Litość leży 
omdlała i rzewnie opłakuje stratę. Trzy te figury 
BA z^ marmuru^ białego, 6 stóp wysokości mające. 
Pomiędzy dwiema figurami z pod spodu, okazuje 
fiię kula ziemska, okryta żałoba: na grobie na- 
stępujący napis : 

Hic jacet StanIsLiiis I* 
Cogiiomine bciieficiiSy 
P«r yarias sortis hiinianae vices jactatus, non fiactiis, 
Ingeiis orbi spectaculum , 
Ubique yel iii exilio, rex beaiidis popiilis iiatiis, 
Luduvici XV., generi complectu cxceptus. 
LotliaringiaiDy patris, non dumiui ritii, rexit, fovit, 

cxornavit. 
Hunc pauperes, quo8 aluit, urbes ąms instaiira- 

,. . . . ^'^U leligio, 

Quan exemplis institnit, scriptis ctiam tutatus cst, 

Insolaolliter luxere. 
Obiit 23- Febr. an. 1766 Aetat. 88. *) 

Obok ojca złożona w tym grobie 22. Wrze- 
inia 1768 serce córki jego Maryi królowej fran- 
cuzki^** Nowszy napis przypomina hołd, zło- 
żony ctentoni Stanisława przez ziomków jego 
powracających z Francyi w strony rodzinne po 
abdykacyi Napoleona. Przechodząc przez Nancy 
w miesiącu Czerwcu 1814 roku kazali oni od- 
prawić żałobne nabożeństwo w kościele w Bon- 
secours, gdzie Jenerał Sokulnicki czule 
dzieia doJNroczynnego króla przypomniał. 

I 

Res€<ła farbierska. 
(Reseda Luterka,. ^er ^au.) 

P)EHi Grreweniz dziedzic di^br Tarnowa w po* 
wiecie Poznańskiem w dodatku do dziennika 
Urzędo^wego No, 24 cbniósł gospadarzom wiej- 
skim, ze^ sprowadził z daleka nasienie rezedy 
farbierskiej, która obiecuje wielkie korzyści. 

Nasz niezruwnaiiy badacz i znawca natury 
X. Kluk, znał tę roślinę i pamiętał wspomnieć 
• je| pożyteczności i cbodowaniu. Botaniczny 
j^j opis jest następujący: należy do klassy ll»tej 
rzędu ^go^ znajduje się dziko nawet i w pol- 

*) Tu spoczywa Stanisław I. z preyci o rakiem do* 
bTOcr>'miy, mioiany w tem zyciii różną- losów koleją, 
lec* ńieu«ri,ciy, YA^elki wzór dla świata, arodzoiiy, 
aby wszędzie, na wyp;iiatiiu nawet usscz^'liwi«i Indy, 
Od Ludwika XV. zięcia swego mile przyfęiy, Lora- 
*jnp^ wie jako krój, lecz jako ojciec rządził, tulił i 
zdooił. Opłakują go ubodzy, których 3?ywił, miasta 

freez. nie2;o wznicsimie, wiara stwierdzona życiem i 
roniona piórem jego. 

Uuiaił 23. Liiit. roku 1766 wieku 88. 



skich krajach. Korzeń jej roczny na zapaek 
rzodkfriany. Łiicie lezę \r okr^g na ziemi, gą 
długie, eliptyczne I przytępione; od ogonka s 
Qbu stron maj^ po ząbku L póki są młode na ob* 
wodzie karbowane lub fatciowane. Kielich i^o 
dzielny, 2 dziaty wyższe i szersze* Korona 4 ro 
listkowa żółta; Ustek jeden wierzchowy jest blady^ 
gruby okrągtawy 4 lub 5 nitek puszczający; 
drugi wierzchowy jest pierwszjm pokryty, poje* 
dyńczy i okrąglawy; inne 2 stoją na boku i sa 
dwu lub trzy dzielne. Nitki pyłkowe, których jest 
około 20, wiHzą na doł przez dolny dział kie* 
licha. Owoc jest marszczony , troyboczny, we- 
wnątrz od spodu tylko przegródkami na 3 lub 
4 komórki przedzielony, które się u wierzchu 
scliodzą ; jest sześcio łupinowy^ Z tych łupin 
3 stoją prosto, 3 są wśrodek nagięte. 

Co do chodowania grunt prócz sapu, każdy 
dla rezedy farbierskiej dobry, a nawet i pia* 
szczysty. Świeżej mierzwy wcale nieHyniaga. 
Uprawy potrzebuje tej samej, co rzep zimow*y ; 
po zasianiu można ją przy walcować. Dobrze 
jest kiedy da się zasiać w początku Lipca- 
ale zasiana nawet i wsrodku Sierpnia, może się 
obrodzić. Przy siewie trzeba ją mieszać z pia* 
skiem i tak miarkować, aby nie uiccej jak 12 
funtów przypadło na mórg magdeburski. 6ę« 
sto schodzi i gdzieby w jesieni bardzo się zro« 
sta, należy ją przerzedzić. Drugiego lata, cza- 
sem w początku Lipca, czasem dopiero w Sier« 
pniu, według przekropności roku^ staje się doj* 
rzałą» Dojrzałość zaś pokazuje się przez fo, iż 
. liście dolne i torebki nasienne żoiknieć, a nasiona 
czamieć zaczynają. Żniwo odbywa się jak ze 
lnem, to jest wyrywa się roślina, przesusza na 
garściach, potem w pęczkach i nareszcie z, Basie- 
ttia otłiika« (Koniec nastąpią) 



Relacja naoczuega świadka i t. d. 

Przyczyny. 

„Wszystko w przyrodacniii i życiu liidekicm< 
„ma słii^anc preycayiiy ; a jeżeli czego dostrzedz nie 
„nioicray , nasiej słabości winu.** T a ii s k 9«. 

Zona dziedzica, w przeszłym Numerze wzmian* 
kowanego, zachorowała: ctostała wielkiego* 
boIu w pałcu, włosy na głowie zaczęły jej się> 
zwijać. Był wtedy brak doktorów^ jedynie 
tylko felczerzy po miasteczkach i to nie wszędzie 
mieszkali* Tą sztuką najczęściej trudnili si^ ży- 
dzie ktilrzy nie posiadając żadnych wiadomości,, 
nauczywszy się u podobnych sobie mistrzów, pu- 
szczania krwi 1 wyrywania zębów, byli jedynymi 
synami Eskulapa. Emulowali z nimi tak nazwani 
oiejkarse z Węgier: ci dawniej kupami włó- 
czyli się po kraju,, nosząc szkatułkę na plecach 
z lekarstwami, i wyłudzali z ciemnego liidu osta- 
tni grosz^ za który jeżeli nie szkodliwe,, to przy- 
najmniej nic nieznaczące przedawali olejku — 
Ta pani posłała po felczera do Kempna, łecz źa* 
miast ulgi, ręka puchła coraz bardzie*; nareszcie 
I zaczęły drobne kosteczki z rany wychodzić^ c» 



139' 



i«M«i 



Wtedy postrsatem nazjwano. Oddalono fel* 
casera: ^v pobliskiej ^Tsi mieszkała pewna ko- 
bieta^ trudniąca aif także leczeniem chorych- a 
które lniano za opętana ód djaUa: zgadywał 
on przez nię wszystkie choroby^ i zwykle przy- 
pisywał winę ciotom (tak lua czarownice na- < 
zywal). Do tej kobiety zewsząd się zbiegano:' 
po nię posiał takie dziedzic Doruchowa* Trzeba 
wiedzieć, że Doruchó%v miano Mtedy za główne 
aiediisko Czaro wnic, gdzie na granicy pomiędzy 
tą wsią a Przytocznica, leżał wielki kamień, na- 
swany Łysą gór^; tam to czarownice co wtorek 
i czwartek miały swe nocne schadzki odbywać. 
Kobieta wezwana do leczenia pani, znająca do- 
kładnie wieś cał^, i wszystkie domowe stosunki, 
wszedłszy do pokoju, zaczęta zaraz zżymać się 
okropnie (hapać , wymawiając przerywanym gło- 
sem : ,)Cioty ! cioty ! zadały . • • kołtuna. Dobra 
najpierwsza!*^ wymieniła kilka kobiet). Blisko 
probostwa mieszkał gospodarz Kaźmierz, czło- 
wiek pracowity, trzeźwy; żona jego gospodyni 
rządna, oszczędna, dla tego mieli się dobrze. 
Za domem był niewielki sadek, a w nim gru- 
szka, rodząca owoc wyborny, po który także 
dziedziczka nieraz posełała, nie mając w własnym 
sadzie tak smacznych gruszek. Ponieważ tej go- 
spodyni na niczem nie zbywało, nazywano ja 
Dobra. Inne zai kobiety zazdrosne, wygady- 
wały na nic, iż dla tego ma się tak dobrze, 
ponieważ oblubieniec jej djabeł wszystkiego jej 
dostarcza. Tak uchodząc we wsi za.najglónniej- 
Mzą czarownicę, pierwsza została pojmaną. Druga 
była wdowa, żyjąca z wyrobku, mająca córkę, 
około 12 lat: córce zrobit się wrzód w uchu, a 
ponieważ go zaniedbano, dostała flu:»u i na to 
umierać musiała: lud zabobonny posądził matkę 
o czarodziejstwo, że nie mogąc kogo innego o- 
czarować, własnej córce zadała. 

Trzecia, mtoda dziewka, nie wiedzieć z jakie- 
go powodu udawała czarownicę: rwała ona liście 
dębowe, suszyła ua sluńcu. Padając w lecie by- 
dło w polu, nosiła takowe liście przy sobie, a 
gdy wiatr powstał, aby pokazać wiejskim dzie- 
ciom, źe umie myszy robić, doiijwszy z kieszeni 
listek i chuchną\«2łzy w dłoń, puszczała go z wia- 
trem,, krzycząc głośno: m^sz leci! mysz! Ta- 
kim sposubem oszukiwała łatwowiernych, i żeby 
lepiej lidać tę sztukę, sama zwykle biegła za' 
ową my.Hzą, i zadeptywała ją, aby młodych nie 
miaia i szkody nie robiła. Tak więc i ta dziew- 
czyna dla tak niewinnej igraszki, za czarownicę 
posądzona, stała się sama przyczyną swej śmierci. 

Inne kobiety z jakich powodów uwięziono 
już nie pamiętam. 

Wszystkim zarzucano, że panią postrzeliły, 
mianowicie 'Dobrą posądzano, jakoby ona zamiast 
gru8zek, mjszy pani przedawała, i tak zadała 
jej kóituna. Ze te gruszki wcale myszkowatego 
smaku nie miaiy, ale były słodkie, soczyste, sam 
tego dośuiadczalem; bom je jadł nieraz u Dobrej, 
która była na mnie bardzo łaskawa, i często za- 
praszała do swego sadu. — Zarzucano im nadtO| 



iż uimitld t djabfami odprawufą w każdy ezwar- 
tek, wylatując na miotłach kominami na Łjsą 
górę, posmarowawszy się maścią, umyślnie na 
to w osobnych słojkach chowaną; iż zatrzy« 
rihywały w powietrzu deszcze, gdy ich było po- 
trzeba; a w czasie słoty coraz większe ściągały 
ulewy; iż raziły ludzi postrzałami, do czego oso- 
bliwszej miały używać strzełby, to jest rękojeści 
od ztłuczonyćh tygiów. Skoro więc czarownica 
dmuchnęła w taką rękojeść, już człek został po- 
strzelony; nadto, że krowom mleko odbieridy, i 
inne niedorzeczne baśnie. 

Do wszystkich tych zarzutów, które im czy- 
nił sąd, równie jak lud zabobonny, miały się przy- 
znać owe mniemane czarownice. W czem nie 
masz nic dziwnego, gdyż okropne tortury wy- 
muszały na niewinnych wyznanie występków, o 
jakich się ani śniło oskarżonym, aby się tylko 
choć na chwilę od niesłychanej uwolnić katuszy. 

Lecz coż się stało z dziedzicem, który tak 
okropnego okrucieństwa był sprawca? Zasło- 
niony nierozsądnem prawem, może i przywilejami 
stanu swego, został w prawdzie od kary bez- 
pieczny na tym tu świecie; ale ją zapewne uczul 
w głębi serca swego, dręczony wyrzutami sumienia 
i ciągłym smutkiem. Zona jego dostała pomieszania 
zmysłów, i wkrótce umarła, a córka, która poszła 
za generała St. umarła także na tęż same chorobę, 

W naszych czasach nie słychać wcale o cza- 
rownicach, zadających ludziom i bydłń różne 
choroby i kalectwa; o strachach i duchach^ 
przerażających trwogą zabobonne i bojażliwe 
umysły; o opętanych, lubiących szczególniej 
po cudo%ynych miejscach przebywać i wzbudeaó 
zgrozę w pobożnych tłumach. Wszystkie te 
czarne i posępne widma, okropne skutki zabobonu^ 
zniknęły jak nocne cienie przed dobroczynnemi 
promieniami oświaty. A jeżeli niekiedy zjawiają 
si^ jeszcze, kryją się po odległych zak^tach, stra- 
sząc tylko łatwowierne baby lub dzieci. Lecz 
i z tych kryjówek wypłoszy j'e coraz bardziej 
szerzące się błogie światło cywilizacyi. Dobrze 
urządzone szkółki i światłe duchowieństwo wy- 
korzenia do reszty te zabytki barbarzyńskich 
^vieków, aby człowiek, już i tak do cierpienia 
pf«4»iia6eony, urojonemi nie trapił się straszydłami. 

===-----. X. A. JL 

r 

Źródło w Jeiycho. 

Jerycho miasto z tamtej strony Jordanu ad 
Jerozolimy na 150 stadyów odległe, w okolicy 
górzystej, ale żyznej, obfitującej szczególniej w 
palmy, róże i miód. Już było potężnem, kiedy 
żydzi pod przewodnictwem Jozuego wkroczyli do 
ziemi obiecanej; a ponieważ poddai^ się nie chciała, 
przeto zostało zdobyte i zbiurzone. Później je- 
dnak znowu odbudowane; za czasów fizymiaa 
kilką obronnemi zamkami wzmocnione* Pismo ś* 
tak nam jego upadeli: opisuje: 

„A Jerycho zamknroue było i opatrzone dla 
bojażni synów Izraela, i żaden wniść nie amia{ 
albo wyjść* I rzekł Pan do Jozuego,^ Otom 



140 



Źridfo w Jerjcbo. 



ini TV rccc twe Jeryclia i kriHa jego i" wszy- 
■tki« męża mocne. Obchodźcie mi.-isto MS7y8CT 
■ł^owifr waleczni raz na dzień: a tak (-zynfć 
będziecie pmz 6 dni. A siódmego dnia: ka- 
płani niechaj wezmą aiedm trąb, a nierli idę 
fnsed skrzynią przymierza, a kapłani bodą Irę- 
ić w trąby. A gdy zabrzmi głos trąby dtiiż- 
>zy i drobniejszy, i w iiszaclt się waszycli roz- 
łef;ać bodzie, krzyknie wszystek Ind okrzykiem 
nielkint; a npadii;^ z ^rnnln mnry miejskie, i 
wnijdzie każdy w miasto (em miejscein, prze- 
ciw ktiiremu stał. ... A gdy dnia siódmego 
wstawszy rano obeszli miasto sicdrnkroć, a kn- 
plani trąbili w trąby, rzekł Jozne do Mszratkie- 
(co I/raela: krzyczcie, bo wam dał pan miasto. | 
Gdy tedy wszystek lud krzyczał, a w trąby I 
trąbiono, skoro n' uszach mnostTva głosó«' i trą- | 
bienie zabrzmiało^ natychmiast mury upadły i | 
wzięta miasto. I pobili wszystko, co w nim i 
fiyło^ od męża aż do niewiasty, od dziecięria 
az do starego: noty .tęż i om co i osły \tizy- ! 
stkie paszczęką miecza pobili. A miasto i wszy- 
stko, co w nim było zapalili, oprócz złota i sut' 
bra i naczynia miedzianego i żelaza, które do 
skarbu Pańskiego ddcłali. Oneguż czasu wydał 
klątwę Jozne, mówiąc; Przeklęty mąż przetf pa- 
aem, kttSry wzbudził i zbudo^ral miastu Jerycho." 
Spokojne to zacisze, tyla pamiątkami prze- 
•złej wielkości stawne, wdziękami wschodnief 
poezyi zaczarowane, zachwyca myśl nasze i 
wabi w odległą przeszłość: tu stało niegdyś owo 



starożytne miasCo patmowe nieszczęśliwej Jtidef,- 
Jerycho, blisko nie&zczęśliwszej jeszcze Jerozo- 
limy, dziś jeszcze noszącej smutną żałobę po 
rozproszeniu swych dzieu. Teraz niedaleko tych 
wiele znaczących ruin, w'yli'}-ska chłodzące źró- 
dło, zicliiną otoczone raurauą, i płaczącemi ocie- 
niona wierzbami, w kturyclt ctenid samotni śpie- 
wacy s\ro posępne rozwodzą pieśni, zapraszając 
również samotnych lub zbłąkanych wędrowców 
do chłodnego uchronir. Obraz ujmujący zwła- 
szcza dla smntnydi i cierpiących, obraz życia i 
przeszłości. 

Na (em miejscii gdzie niegdyś Jerycho^ swę 
pyszne wznosiło szczjly, stoi tera/ kilkanaście 
szałasów, przez Arabów zamieszkałych, a wśrod- 
ku czworoboczna wieża z chrześrianską załogą, 
która ma obowiązek strzeżenia i dawania po- 
mocy podróżnym. Arabowie uprawiają tutaj rv- 
śiiii'-, brudownikiem zwana, nSżne gatunki Itor- 
bali, Hibiscus escitlentus, i dwa gatunki drzew 
ligowych: te ligi miesiąc prędzi^j dojrzewają niż 
w Jerozolimie. >^ródło poityzej opisane, od Ara- 
bów Eyn Solian nazwane, nie tiiało się przy- 
czynia do użyźnienia tego miejsca. 



FTis. 

„Słońce jiiż zacHodziło, (mówi autorka Pa- 
miątki po dobrej malce) gdyśmy z Drzewicy wy- 
jecfiali,. a okropne piaski nie tlozwalały pośgie- 



141 



FflB. 

cRn ;' ole jeJnostajnośu dro^' przemaf-j nam mile' 
lejacie aof x flisftmi, wracnjucenit z wypraMT. 
Lubię nittzmieraie tyclt rzecznycli żegliirzy; s^ 
oni może równo z mm^diimi ndwfłżni, róz^ar- 
nieni, wytrzymali: tcli podołanie, niebezpiuTzeń- 
jinva, praygody, (rndy, na jakie się narażają, lek- 
kość utuoru, zniimośi! konieczna, dsja im pewny 
krij romantyczny. Jnże^my cały leli labor w 
lVowem mieście Ayidziełi; bo tam znacsna ilość 
aoli dostawiwszy, szczęśliwi* ivracali do do- 
mów; teraz pięciu z nicli przyłączyło się do 
nas, a jeden zacznł rozmawiać. Ctiociaż jeszcze 
młody, sz?dł zaw87^ najpierwszy; żyw^e oko 
ceamej wioa cientny h gf^sty, dorudna i umiała 
postawa, nbiur porządny, przypomniały mi ów 
•brąz flisa w Klonów iczn: 



W szerokie') hrłjce 

'/. IW w j ni prajsic 



piljliiiuj, piT-efeobialuj, 
en,, •) w m»;.;c,cc ") 



Hic dziwiłam sin więc bynajmnief, kiedy w 
ef^jt" rozmowy odkrył nam, że jest rolmaiiein 
czyli donód:(c^ tycli %vszysikich 'flisów, że miiii 
icn (eraz' 90 z sobą, a miewał czasem i wieci''f, 
że Kazimierza G^dzioia cesarscy i królewscy jhK 
złv szeląg znają. — Ulusicie byó bogaci?' ?ajiy- 
tat się nasz woźnica. — IJogatym jest, bimi 
zdrów, z laski Pana Boga, wu-zefcł natydi- 
miast. — A nie- nraykrry n ant się tit fiisuMskie 
rzemiosło? spytai&m się. — Gdzie lam, zawo- 
łał, jest ci wprawdzie miiirgi dosyć, czTowitk 
nic dojpi, nie doje;- czPMa- w \i odzie, kit-bv 

- '1 Siekieika. "*5 Ciapką węgicrihsr 



I ryb* plnakać mnsi ; ale za to, jak cbpiowailri 
ascięśliwie uaę sól de mety, rad ternni wesół, 
kieby ^ kto na sto koni wsadził. — A w domi 
dtnj^ odpoczywacie ? — Jak najkrócej: człek sta- 
wi się przad starszyzną, hnbiide i dziatkom gor 
sciiiiec odd>, rozponie kiimam w karczmie flisow 
skie dzieie, li-oeha się dowie, co się w wiosce 
stało, i dalej rusza, gdy jedin)< może. A ktoby 
nę tam Ka piecem nit sacb& osiedzial, kto raz wę- 
drtlwki i wody skosztuje?" — Gdyśmy lak i 
podsbnie z Gędziorem rozmawiali , Mwarzysze 
jego sporszym idąc po pia^n od koni kroŁieoty 
wypnedzili nas; nie było icli widać, bo już cie- 
mności zapadły ; ale rozlegał Hę po wieczornej 
rmie odgłos ii'esołyck ich pieśni : w lem ncicMy 
nagle, a pe kilku clnrilaoh jazdy, doalrzegliśmy 
ich klęcz^oycli ptzed matę yafk» Zbawiciela ka-- 
pliczką-, nie dauno- wystawieni} przy drodse. 
Klękł z nimi Kaźmierz Óndzior i my, wysiadłszy 
zpoMOBii, nklękłyśmy Itkze. Nie p»mięlam, aże- 
bym kiedy titedliła aię^ gorliwiej^ Jeszcze maut 
w sercu to . błogie, nczncie, jeozcze widaę tę mała 
kapliczkę, jaśnieji^Da w nittj lampę, ten- wieczór 
cicliy i ciepły, i tych flisów w bisli.^ 

Te flisów roty, rzadko kiedy są Bez graj- 
ka, kłwry na skrzypcach przygrywając rodzinne' 
płoaakt, a czasem (zępoJąoni«milosiernie,. rozry 
wa wolne od prz;|luej pracy cb^rile i powrót ich> 
w c<)C8yst« progi uprzyjemnia. Rycina- w-ystawia' 
nam laktego^ flisowskiego uiłimoza,jakiego niu tru- 
dne spotkać w Gdańsku, odrysowanego na okładee- 
flisa Klonowicza, wydania Mrojigowiusa^u- 



Boronieus:^ Swierzawskf.. 

(Dobońozeine.) 
^ "W ciągli tych po«ziiI(i»ań nie uszło baczno^ 
aci uManowicielów nuwćj w Polsce komedyi, iv 
słynął po scliadzknoh miejskich w Warszawie^ 
rubaszny i krotnjjlny Posiiańczyk.- Roekazana g»« 
szukać, a staniuny przed ót^ozesnym przednie- 
biereą lealru, z udesznych odpowiedzi i za- 
bawnego niedoli' swej opowiadania',, poznano W 
nim nie tylko wrudzonn wesołość, ale i prawdzie 
wą' zdatiiiiść do kumicznego sawodu. — Zacią* 
giiiony został nairclimi»st do nowej trupy,- i dano- 
mu rol(> w nsjpicrwsiej komedyi,. którąś teatr 
polaki zołtai otworzony,, to jest w Natrętach' 
Bielawskiego. Komedya ta wystawiała ówcze- 
snych społeczności 'Warszawskiej; oryginałów, E 
dała sposobność S wierzą wskłeni u najtrafniejszego) 
. irli nnśiado\i anią. Przyjęła go p>ibliciność a naj- 
i żywszem oitiesienieHi, i" odtąd ciągle prawie łaakii 
jej doznawał. Po lej pierwszej i świetnej dlś' lite- 
go roli, występował równie szczęśliwie w ówcze- 
snych Bohomolca komedyaeh, to- jfstw Cza- 
rach, w Junaku- i w Staruszkiewrczn.. 

Wkrótce jednak pnerwal się ledwo laczęty 
JCRO' zawód dromatyciny.. Nowo wylęgłe- B7e- 
Szozę,ścia krajna, zamieszki weti-acitzne,.'ktiBf«d*> 



144 



użf jut ofim, Dizeli oddać dla nich ' 
eb. (P, PodUftlłc) 



Stanisław RewBta P«t»ckl.' 

' raaia rozwi^slejazjcli bjt surowy z innymi pree* 
cięż łagodnie iMMtępewai. Każdemu fnyat^tnj, 
X każdym prawda fcez obłudy idąc, cdawat aif 
aaną tchnąć SECsenwcią. 



Myśli. 

OpatrEKość wytknęła człowiekowi trzy riżne 
drogi do BECt^ścia. Jedna zattiera aię w ciche'in 
życiu donłow4tn, na łonie tnitt familijnych ; druga 
w pAŚwlęceain mc dla dobra powaiechnegu. 
Tamta asłaaa ikramnemi fijolkami, ta popnsfr- 
rywana ^tepauciami i najeżona śliakiemi akałar 
ni; aa pierwacej gnuaiłość i sniewieścinfoŃći na 
dTUgiej duma i pyclia pastawtły zasadzki. Trze- 
cia droga, Jednia pomiędzy lemi, łącząca W so- 
fcie i ponęty obu i niebezpieczeństwa, jest prze- I 
anaczoBii <ł)a wlaśctcieli włoścL Jako mieszkańcy 
miejscy, Bogą dążyć ^o azczęścia w nchem ży- 
cio danawem; lecz jako obywatele i opiebano- 
wie włościaa, powinni do tamtego celu przyłą- 
czyć cel drugi, chlubniejszy, swietniejszy, go- 
dniejezy czlowidia, a tym jest dobro powszech- 
"«> czyli mitów faliźniegn. Dh przysłusJ wapAł- 



Do Caytelniktiw. 

iem jest kilku awiatłycli mężńw, abya- 

oncu każdego Numeru, osobną przezna- 

^k^, obejmującą: 

Przysłowia polskie, 

Przysłowia gospodarskie. 

Pieśni gminne, 

Powiastki gminne. 

W przekonaniu, że takowa zmia- 
na, doda nvtvega popędu Przyjadę* 
łowi Ludu, skłaniamy się jak najcłięr 
tniej do wykonania tak szcieśliuegf 
pomysłu, i wzywamy niniejszem, każr 
aego, komu tylko własne rzeczy są 
miłe, do zlrierania Przy8łowi'Aw, 
piosnek i powisalek gminnych, 

Somiędzy ludem. Niemal każda oko- 
cą ma swoje: utrzymują sie ona 
ustnem podaniem od pokolenia do po- 
kolenia, a zwłaszcza sędzina staróśi; 
w ich opowiadaniu i używaniu szcze- 
gólniejszą znajduje rozkosz. Te za- 
bytki iipłynionych wiekóu- , Wiemy 
obraz ż^cia, ducha i zwyczajów ludu, 
uchwycili i zachować przez pismo od 
zaguby, jest życzeniem i zamiarem na- 
szym, leilen człowiek, choćby naii et 
jak Zonan Chodakowski z iłó- 
moczkiem na racach i kijem w ręku, zwiedzał 
niskie lepianki wie^niak^w, nic ważnego kk do- 
każe; ale jeżeli wszyscy, zakrzątnicmy się około 
tak pożytecznego dzieła, jeżeli wy szczególniej 
czcigodni Kapłani, zostający z ludem w tak śa- 
słyck stosunkach, wy szanowni Hflwczvciele wzra- 
a łającego pokolenia, i ty nawet, kochana młodzieży 
pzkoina, zajmiesz się tą nrzyjemnę zabawą, jeżeli 
mówię wszyscy razem zbierać zaczniemy po klo- 
cku, w jeden bróg, z obfitej, a dolychczas zanied- 
banej niwy; możemy się spodziewa' jak najbo- 
gatszych plonów. Idzie ta o wierne walanie 
tego na papier, co lud tak święcie av pamięci prze- 
diowuje, w całej pierwiastkowej prostacie i 
naturaioości, dalekiej od wszelkich obcyck 
dodatków i zewnętrznej oglądy. Każdy zbiór, 
choćby najszcziiplejszy (do piosnek, dobrzeby było 
dołączać' muzykę; a W niemożności nawet bez mu- 
zyki) przyjmowane będn z największą wdzięczno- 
ścią od Itedakcyi Przy^oiela I^udn, i w miarę 
naachodzacych materyałów, w piśmie naszem 
umieszczane, l^ty prosimy adressuwać do: 

Księifiirni Giiiłthera 
■\v Les/.riie. 



Nakładem i diutiieoi Krnesta Giintliera w Lesznie. 



Przyjaciel Ludu. 



Rok drugi. 



No. 19. 



Leszne, dn.7. Paidrieniika 1835. 



B o d u i n. 
(ITndsS sif w'A«wergiie we Francji 1689, umaii 1768 w Warua^ie-) 



CtbTe!;o łwiłita milolf bliiuiego lijęłj, 
Mciii pr.iwj ! spociywaj wpoiriid iwcgj dilcla. 
Bnjcnua stnToiytitoit niech rycerzy gluji; 
Ni;Hiiia gliws ! co światu ii{«szi;zf<cia przjiioii! 
Nic ten godicieii paniifci, kiu f£iii,'ljił^ kto 



Nie 



D by wyoidial, leci c 



cki) 

PomięJcy wssyslkiemi Blanami w narodzie, 
duchowny niernal najobsiermejszy ma ubr^-b itia- 
łania, i najclilubniejsie powołanie. Xipża bętląc 
na ziemi głosicietanii niebieskiej onuki, wszcze- 
piając buską religią w serca, Bpoaobiac je tłu pu- 
snaoia SłWiircj i zachowania awięlycli przepisów 
cnutj; wyświadczają rodzajowi iudzkiema naj- 
wi^KSią przysługę. Nie dość na tem: znając 
dokfadnie Avażne obowiązki stanO swego, znacznie 
przyłożyć się mogą do zmniejazenia niedoli na 
ziemi, osłodzenia trosk i kłopotiiw, do ulżenia 
jarzma, k[óre każdy śmiertelny dźwigać musi. 
Oni to pr<cz sióiowną naukę, zwłaszcza wzrasta- 
jącej młodzieży, przyjmującej ochoczo riucoae 



nasiona, pnes wpływ awAj na atarsiych rada i 
dobrym przykładem, , podając dobroczynną rękf 
nędsy i ubóstwu, najskuteczniej polepszyć mogą 
fizyczny byt my liczniejszej klasay mieszkańców. 
Ci, kt6rEy awiedzali Francyą i poznali dobrze 
ten kraj, utrzymają, że duchowieńatuo francus* 
kie chlubnie sią w tym względzie między inne- 
mi stanami odznacza. Gruntowne uspusobrenie, 
bez którego częstokroć najlepsze chęci i lalenfa 
nistczają, owo zamiłowanie i poświęcenie się \t j- 
łącznie obowiązkom stano Hwego, będące skutkiem 
moralności i szlachetności dnszy, charahteryziiją 
większą licabę duchownych. Zdanie to podróż- 
nych potwierdza historya. Z pomiędzy tyłu do- 
broczyńców ludzkości, opisaliśmy już w tem 
piśmie cacigodnego Wincentego a Paulo: 
obok niego godzien stanąć Bodain, także 
Francuz, dla naa zląd jeszcze na większą zasłn- 
'gnjący wdzięczność, ze Polskę za drug^ obra- 
wszy sobie ojczyznę, dla ni^ tylko zył, i w niej 
życia dokonał: 

„Odebrawszy wycliowante urodzenia swemu 



146 



przyzwoite, amyjlit zostaj kartazenii ale ąij iiraj 

{ego radzit mu, bj lepiej taki stań obrał dla sfe- 
ne, w którjmby Bogu i ojczj znie mógt być uży- 
teczny, zmienii pierwiastkowy swój zamiar, udat 
aię dlo Paryża, i w korpusie zwaoym les gens 
d' Ar me 8 otrzymaC miejsce, dla ćnriczenia się 
^Tsztuce rycerskiej. Lecz nie. znalazłszy i w tern 
upodobania, wkrótce przyjął suknią duchowną ii 
Missyonarz&w Śgo Łazarza w Paryżu roku 1710*. 
Przełożeni zakonu, widząc w nim zasady grunto- 
wnej nauki i muralnosci, powierzyli mu katedrę 
teologii w Seminarium wersalskiem. W roku 1717 
ze zlecenia swej władzy prżybjł Boduin du War- 
szawy, 1 nauczywszy się po polsku, mieszkając 
w klasztorze zgromadzenia krzyża Śgo, b}ł ucze- 
stnikiem prac parafialnyclu Wracając raz od^ cho- 
rego, postirzegł psa, unoszącego główkę niemo- 
wlęcia, świeżą jeszcze, a resztę członków już po- 
żartych. Wzruszony tym widokiem, opowiada 
przet(Tżonemu z płaczem, nieszczęśliwie zdarzenie, 
i ufny w opatrzności Boga, przedsiębierze zara- 
dzić temu, mimo nieprzebytych trudności. Stały 
przedsięwzięciu swojemu, pozyskawszy pozwole- 
nie świeckiej i duchownej władzy, zajął się gor- 
liwie zbieraniem na ten cel składek. Łaskawe 
nieba sprzyjały jego zamiarom : w roku 1732 ku- 
pił w Warszawie obszerną kamienicę przy ulicy 
Krakowskie przedmieście, osadził ją Siostrami 
miłosierdzia, zbierał do niej dzieci przyciśnionych 
ubóstwem rodziców, aby te w zasadach religii, 
moralności, i pracach stanowi swemu przyzwoi- 
tych, potrzebne brały nauki: niemowlętom zaś, 
których liczba w ówczas do 200 wynosiła, u 
mamek w mieście i po wsiach obmyślił wyży- 
wienie. Lecz wkrótce przeznaczone miejsce szczu- 
płem się być okazało: pomnażała się bowiem co 
raz większa łiczba opuszczonych od rodziców 
ofiar. Wspierany Boduin szczodrobliwością mo- 
żnycłi, zakupił obszerny plac w parafii Śp'> krzyża 
i na nim roku 1756 wybudował szpital dla nie- 
szczęśliwych dzieci, ubogich, kaleków i chorych 
pod tyt: Dzieciątka Jezus. Budowa tako- 
wego gmachu przeszło 30000 dukatów wydatku 
potrzebowała; nie mógł ich mieć zarazem mąż 
poświęcający się dobru ludzkości; szukał więc 
rożnemi sposoby zasiłk&w^ obchodził rozmaite 
domy w Warszawie, w celu zbierania jałmużny 
dla ubogich sierót, doznawszy nieprzyjemności od 
nieczułych, mawiał z cierpliwością : „to dla mnie, 
a coż dla dzieci ?^^ Na iłez to trudów, prac i 
troskliwych starań w ciągu tej wielkiej roboty 
czcigodny ten kapłan był wystawiony. Prawdzi- 
wie wielki jego umysł, czute serce i wysokie 
cnoty przywiodły do skutku jego zamiary* Ukoń- 
czona budowa szpitala, w nim Boduin z kilku 
innymi kapłanami zajmował się opatrywaniem po- 
trzeb: tu strapieni znajdowali pociedię i pomoc. 
Tak więc nieoceniony ten człowiek, wzór kapła- 
nów, zaszczyt zgromadzenia, którego był człon- 
kiem, ostatnie życia chwile przepędził; doszedł- 
szy 79 lat wieku 2 z zupełną umysłu przytomno- 



ścią, iw przekonaniu, że dopełnił przeznaczenia^ 
doczesne na nieśmiertelne zamienił życie. Z%rłoki 
jego spoczywają w kościele Śg^^ krzyża. Łzy 
rzewne osieroconych dzieci i kaleków, których 
był ojcem, nad zgonem jego ronione, piękniejszą 
są pamiątką dla niego, nad pyszne kolumny. 
Wielki ten mąż, który tysiące istot opuszczonych^ 
od wiecznej zaguby' ochronił, który zapomniał o 
sobie, pamiętając tylko o bliźnich, zasłużył fiobie 
na wdzięczność narodu i na uwiecznienie imie- 
nia swego.^^ 



Reseda farbierska. 

'(Koniec) 

Pod względem pożytku, reseda farbierska służy 
do żółtego farbowania wyrobów w«;łnfanych. W 
tym celu można ją utrzeć jeszcze niedojrzałą i 
bryły z niej ugniatać, /ednakże znaczne fabryki 
nie mogą jej mieć dostatkiem świeżej, i dla tego 
używają zupełnie suchej. Biorą więc całą ro« 
ślinę prócz nasienia, to jest łodygę z liściem i z 
korzeniami, mielą wszystko na mąkę; wełnę albo 
wyrób z wełny, gotują najprzód z ałunem r 
weinsztajnem , a potem dopiero z tą mąką. 

Jeden mórg magdeburski wydaje 10 — 12 
centnarów, ale co do pieniężnej korzyści dla rol« 
nika, zachodzi pytanie względem pokupu. Praw-- 
da, że w xięstwie Poznańskiem mało jest fabryk 
wełnianych, a takie, któfeby żółto farbowały 
pewnie nie istną. Można więc tylko rachować 
na handel, a nie na spożycie miejscowe. Należy 
pamiętać, że pakowanie słomnego towaru jest ko* 
sztowniejsze, niż innych płodów rolniczych. Z^ 
tem wszystkiem ponieważ w Magdeburgu płac^ 
centnar po 6 talarów, odtrąciwszy więc koszta za 
pakowanie i przesyłkę, u nas zawsze na 4 talary 
liczyć można. Według tego rachunku mórg Mag- 
deburski uczyniłby od 40 do 50 talaró%v» Wzią- 
wszy na uwagę, że reseda farbierska przestaje 
na gruncie jakim takim,, i bez nawozu, trzeba 
przyznać, iż jej pielęgnowania powinno być 
upowszechnione. 

Pan 6reveniz, który bezinteressownie lubf 
przyczyniać się do podniesienia przemysłu rolni- 
czego, rozdał już część zebranego u siebie tegik 
roku nasienia pomiędzy zną|omych» !• M. 



Tur, czyli Wół dziki polski. 

W Numerze pierwszym tego półrocza, inUi» 
my opis i rycinę Żubra Litewskiego, dotąd 
jeszcze istniejącego w paszczy Białowiejskiej. — 
Rysunek zaś dzisiejszy wystawia dawno juz zni* 
kiy , ale niegdyś, zasiedlony w Polsce, i właści*- 
wie do niej należący gatunek zwierza. — Jest 
to sławny u dziejopisarzów polskich Tar, czy Ir 
istotnie Wół dziki; bo Żubr za takiego acho» 
dzić nie może, jakeśmy to w poprzedzającym as* 
ty kule wykazali*. 



147 



. Wszyscj d&\TjiięJ5i iiaturaIi8Gi\ zaczęwszy od 
Plininsza czasów, az da końca szesnastego wieku, 
' tyspominaja o zamieszkałych we \YiBchodniej Eu- 
ropie duócli ^atuBkach wotów dzikich, którjch 
po łacinie Biz on ta mi i Urami przezywali 
(Bizoutes et Uri.) — Pierwszych opisują jako 
garbatych, długo wtosLstych i brodatych, jakiemi 
sa istotnie Żubry litewskie. Drugich, jako 
gładkich i zupełnie do swojskiego wolu podob- 
nych, i tern to właściwie gatunkiem jest dziś 
odrysowany Tur polski. 

Gdy jednak z postępem oświaty, rzadszemi się 
ataly te dzikie zwierzęta, gdy nakoniec jeden z 
t^rch gatunków zupełnie zaginał, chwiejęcemi stały 
aic wyobrażenia o nich, bieglejszych nawet bada- 
czów. Mieszano ich nazwiska,, albo na%vspak 
stosowano do nich opisy. - Ośmnastego wieku 
nafuralfści, i najznakomitsi pomiędzy nimi, jako 
to Linneusz i Bu (fon, słabe i błędna już tylko 
ińieh* o nich wiadomośó. Rzadko który polak 
trudnił si^ M-łasnego kraju opisywaniem, a tem 
mnfej o to dbali cudzoziemcy. Tym to powodom 

Erzypisać należy, że' tak ciekawe we względzie 
tstoryi naturalnej przedmioty, nierozpoznane i 
Diezbadane zeszły z oczu naszych. 

Ztad też wynikło, ze niejeden dziś pisarz za< 
przeczą byt dawnego Tura, j uważa go za ten- 
że sam gatunek zwierza, co i Żubr: warto zatem 
wyliczyć pokrótce powody, upoważniające prze- 
ciwne temu twierdzenia, i wykazujj^ce, że, do- 
póki istniul Tur w Polsce, upowszechnione zda- 
nie w narodzie, oddzielało i rozróżniało zupełnie 
te dwa gatunki. 

' Mamy zachowane wielorakie opisy podróży od- 
bytych w różnych czasach w Polsce przez uczo- 
nych ] ciekawych cudzoziemców — odznaczają 
się między niemi Nuncyusze, czyli Legaci Pa- 

tiezcy, do dworu polskiego wysełani, którzy po- 
y t swój w Polsce to w łacińskim, to we włoskim 
języku opisali. — Te ważne dla historyi naszej 
ułomki, czytki można, przełożone na polski ję- 
zyk, w wydanym przez Niemcewicza Zbiorze 
pamiętników. Ci wszyscy podróżni, jako to: 
Rugieri i Comendoni ze Augusta Jagielloń- 
czyka; Lipomani ze Stefana Batorego: Gae- 
tano i Mucante za Zygmunta Wazy, wspo- 
minając o polowaniach, które dla ich rozryx>ki 
sprawiano, i o zwierzach, co im się przedstawiały, 
zawsze rozróżniają Żubra od Tura. Ważniej- 
szym jeszcze dowodem jest dzieło o myślistwie, 
wydane za Augusta Jagiellończyka przez Wo- 
jewodę Ostroroga, w którem autor ostrzega; 
że nie podobna w tym samym zwierzyńcu Żubra 
i Tura utrzymywać, albowiem te dwa gatunki 
zwierząt niepowściągnietą nienawiść do siebie 
czują. Podobnież Święcicki, w opisie Ma- 
zowsza, wydanym około tego samego czasu, ści« 
śle rozróżnia te d wa zwierzęta, i wylicza lasy, w 
którjch się natenczas każde z nich trzymało. — 
Najdokładniejszy jednak opis tych dnóch gatun- 
ków, w tej epoce historycznej, winniśmy Uer<* 



bersztey ttowŁ Ten, jak na swój czas, wielce 
uczony człowiek, był posłem nadzwyczajnym' 
Cesarza Ferdynanda I. do Cara Iwana Wasile- 
wicza; i przejeżdżając przez Polskę, roku 1558, 
widział ua polowaniach oba gatunki zwierząt, i 
w dziele swojem : de Moscoria Commenta-* 
rius, opisał. Po dpśó szczególniejszym ustępie o 
Biźoncie czyli Żubrze, to między innemi 
mówi o Urze czyli Turze: 

„Ury nie znachodzą się, tylko w nVf azowsziu 
— Krajowcy nazywają ich Turami. My zaś 
Niemcy przezywamy ich Uroch, czyli Auer- 
ochs. Ury są prawdziwemi dzikienii Wołami, 
i nie różnią się od swojskiego bydła, tylko tem, 
że są nieodmiennej czarnej maści, z białawą prę- 
gą, wzdłuż grzbietu biegnącą. — Ten gatnnek 
zwierza już tylko w małej liczbie istnieje, i mie- 
szkance niektórych Msi kiólewskich mają narzu- 
coną powinność utrz} mywania ich starannie. Są 
jeszcze niektóre po zwierzyńcach bo^śtszych Pa- 
nów. — Parzą się bez trudności z bydfem do- 
mowem (do czego Żubra żadną miarą na^kłonió 
nie można). Po audyencyi, którą miałem u króla 
Zygmunta Augusta, monarcha ten raczył 

I nu darować takiego Urą, którego właśnie 

' strzelcy królewscy, byli ubiU.<* 

Dodaje potem Herbersztein w dziele swo- 
jem dwa rysunki, wystawujące Żubra i Turat 
j- Wykonanie tych rycin jest dość niekształtne, 
i niepolerownością wieku nacechowane.. Atoli 
sądząc po niezgorszem ]codobieńst\Y ie Żubra, 
można do pewnego stopnia zawierzyć rysunko\ii 
'Tura, i ten zatem Herberszteyna przerys, 
tu Czytelnikowi podajemy. 

Oryginalne są napisy, które Herberszteyn 
nad temi dwiema rycinami położył. — Stosują 
się one do ówczesnego pomieszania naz\« isć 
dwóch M'spomnianych zwierząt. Wystawia je za- 
tem autor, jako przemawiające do czytelnika: 

Nad Żubrem jest napis: 

Bizou surriy Polonis Żiiliry gerroanis Wiseut. 

Igiiarl Uri nomen dcdeiiniŁ, 
(Bizont jestem, pQ p()i^kn Żnbr, po niemiecku 

WiscuŁ; Nieuki Dra nazwisko mi dali). 



Nad Turem: 



Ur u s sunY, 



Polonia Tur, germanis Aueroclis* 
l^nari Bizontis nomen dcdcnint. 
(Urus jestem, po Dolsku Tur, po niemiecku Aiier- 
ochs. Nieuki Bizon ta nazwisko mi dali ) 

W tym rysunku Tur zupełnie podobny do 
sporego i jędrnego wolu. Nie ma zaś ani gar- 
bu, ani grzywy, ani brody *Zubra: przeciwnie 
sierść jego zupełnie się gładką wydaje. Na czole 
tylko nieco widać włosów kędzierzawych, — 
Rycina Herberszteyna w kilku dziełach ów- 
czesnych przerysowaną została, jako to w^Hi- 
storyi naturalnej Gessnera, w Opisie 
starych Pruss Hartknocha i w kilku innych. 

Podług wszelkiego podobieństwa, plemię Tura 
znikło w Polsce ^ i w Europie przy końcu szesna- 
stego wieka, a przynajmniej późniejsze ilady jego 

18 



118 



Tur, czyi; W4{ dziki polski. 



' w Polsce pnebjwania nie przedatewiaj^ juz praw- 
dziwie historycznej pewności. - 

Ciokawem byłoby doświadczenie, ^yby W 
tenże sposiib jak juz się nieraz' ud.ilo, swoj- 
skie świnie na dzikie przeistoczyć, puszczając 
je na rozplemienie w obszerne kaieje; gdjhy po- 
dobnież, wielkich lasów posiadacz, puścił du nicli 
kilka dobrapycli krów i bykdw. — Trzebaby 
lej lylko użyć ostrożności, aby przynajmniej w 
pterwazycli leciech niebyło wilków w okolicy, 
aby gatiiiitk bydła był wytrwały, i w młodym 
jeszcze wieku, dla łutwiej^zego przywyknienia 
da odmiennego i)cia sposobu. — Możeby się 
nam nteucEiia ttróciło starodawne plemię Tura. 
Mozeby się przywdziało w tę nieodmiennie czar- 
■a maść, która naszym dzikim wołom miała być 
w'Iaściwą. Nukoniec możeby si^ w nich spra- 
wdziła, owa dość powszechna naturallslów zasada : 
że każde zwierzę, dopóki w słanie dzi- 
czyzny zastaje, mniej okazuje rozmai- 
tości i w kształcie i w barwie, i że ta 
barwa zawsze na ciemniejszij zakrawa. 
1 tak na przykład najświellgszej sierści świnie 
doBOwe^ skoro yr stan dzikości przechodzą, juz 
ccemiawe wyradzają plemię. S. P.„.t. 



Tower w Loudynie, 

Do naznycli budowli stolicy W. Biytanii, 
■lianonicie pod względem historyi Anglii, należy 
Tower (wieża), miejsce z wielu miar zosuj^ce 
w styczności z więzieniani ; w riiżnych bowiem 
czasach używane było, to na więzienie, ta na 
mieszkanie monarchów : dziś ma postać warowni. 
Otacza je fossa głęboka i wysokie mury, najeżone 
duatami, które ztaml^d priy każdej wielkiej uro- 



Giysloici narodowej dają 
■ięstyszeĆ. „Tower przed- 
sUwu z daleka, mówi Pr. 
Szjrma w dzienniku po- 
droKj swpj^' do Anglii i 
Szkocyi, różnokastallną 
mieś za n iaę basz r, wi eż, w ie- 
życsek, strzelnic i nielo- 
remnych budowli : w środ- 
ku nich wznosi się Whit^ 
Tower (biała wieża.) Nie- 
wiadomo, kiedy była wy-' 
budowana : jedni odnoszą 
ją do czasów Juliusza Ceza- 
ra, iiiui da Wilhelma Zdo- 
bywcy; albowiem w nlż- 
. nych czasacli la nieiijarz. 
Riiona wyspa nękana była 
od Kzymian, od SaKonow, 
Duńczyków, Normanów, 
« Londyn zawsze był' sie- 
dliskiem ciemięży cieli." 

„Mając nabitą glowf 
wypadkami tam zJarzo* 
nemi, z których wiele było najokropniejszych: 
kiedym spojrzał na pttsępne bez okien mury^ 
jakby niechcące dopuszczać światła wewnątrz: 
kiedym przeszedł przez most zwodzony , odzy- 
wający się pod nocami ze Bzczękii;n) , i kie- 
dym miał MKlępuwać da waroiini przez ciężka 
żelazną bramę, której sklepienie bytu niskie i 
ciemne, i przejmowało ztmncm, jako dzieje 
miejsca, do kióregO' wchodziłem ; tajny dreszcz 
przebiegi me członki. Wszystka tam aapnn 
wadzą myśl na przemoc i gwałty feudalnych 
wieków. Ledwie nie na samym wstępie daje sią 
czuć krew ludzka! Nad sama bramą, a wtedy 
głową naszą, sterczała wieża kr wan a (liloody 
Tower) : w niej było okienko z żelaznemi szta- 
bami, słabe ledwie światełko wpuszczające do -■ 
pokoju, w którym Ilychard III., potwór czło- 
wieka, jak go Szekspir nazywa, więził dwóch 
swoich synoMcdw, będąc ich opiekunem, I w 
nocy ich udusić kazał. Długo nie wiedziano, ca 
się z nimi stało, trwoga broniła dowiadywać się 
nawet o nich: w dwieście łat dopiero odkryło 
ich zwłoki pod schodami krwawej wieży. Sa 
rozkaz Karola II. złożono je w grobach królew- 
skich i uczczono pomnikiem." 

„Idąc dalłj wskazał nam halabardnik, od 
bramy naaz przcwodoik, w \tale ud Tamizy, skle- 
pioną pieczarę, zawartą żelaznemi drzwiami. Byls 
to brama zdrajców (lraitiir's gale), kiórą wpu- 
szczano więźniów stnnu do Tu>icr, przywożąc ich 
na batach wodą tutaj. Drzwi te nie za jtdnyiu, 
na zawsze się zamknęły! Miejitcc przez waro- 
wnią zajęte obejmuje do 12 morgów gruntu, i 
dla różnych budowli w jej obrębach zawarlycb, 
ma postaif miasteczka. Do ważniejszych należy 
kościół zwany H. Peter in rincula ^-S. Piotr jw 
okowach}, ztad jodynie w^ipomnienia godny, że 



potomność, g^jbj pamięć diiejAw tgasH, wjko- 
pjMałabjr na jego cmenlarzn aikielety bez gł W : 
•q lo SErz^tki więźnińw, kt&ny pod mięciem ka- 
łoMskimr tąln^li, s głowy ich na bramie Tempie 
bar zatjkano. Do rzędu tych nieszczęśliwych 
nalei^; Fisher, biskup Ruchestm ścięty 1535; 
Lord Itechfnrd (1537^: Tomaaz KromMell pou- 
faty Henryka VIII. (1540 ; Sejmonr xi^że So- 
mtrsela '(1552); liczbę tjcf) zamknęli Panonie 
■xkiicej, którzy pnpierałi sprawę KaruU Sluarta 
w roku 1745." 

Na tzczF<;ólniejszą nwagę saituguje Zbrojo- 
vrnia7 znajdująca aię w Tower, w umyślnie na 
tt> przeznaczonej budo^tli, nn przeciwko BiaTrj 
wieży. Wystana gmacliu lego >tspanialR, wsparta 
na dotyckicli knlunmach. Ka wejścin pokazują 
ogromnej ^lielkości diiała i bruń dauu^; \v gali 
gtirnej znajduje się broń nowoczesna ^vsEelkiego 
rodzaju i kalibru, Bfożona w najniększym po- 
rzndku: na octanach pozawieszane si) pałasze i 
pislolely w kształcie tarcz, wieńców, słońc, głowy 
Medmy. W jednem miejscu ręrzaa broń palna 
tak azliicz nie jest ii&tAMiona, iż fnrmuje organy; 
lecz najszczęśliwszy rodzaj ludzki, kiedy iia nich 
■te grajg. Z tćj zbrojuMni dosiarcznnn, podczas 
wojen z Napoleonem, broni dla 500000 uojska. 
Pokazują tu także w osobnej sali, szrz^iki nie- 
zwycięzuiiej Armady hiszpańskiej, MypraMinnej 
przez Filippa II, na ujarzmienie Angłri, a w zbro- 
jowni konną zwanej (horae armory) oglądamy 
«.5ZTSlkicfi krilów Anglii od Wilhelma Zdobywcy 
u ao JerKfgo II., ^y własnych swych zbriyach, 
M' natnrolnej wielkości, z podubieńslwem rysów 
marzy i pu>inuj. 



Londynie. 

Godniejszym widzenia jest skarbiec, zaiffiera* 

jęcy klejnoty państna. Jest lo sklepiona, eiemnit 
komnata: pokazuj)) w niej gościom, przy śnieilr 
z za mocn<-j żelaznej kraty, w pewnem mI pa' 
trz^cych odd.ileuiu, znamiona władzy królewskiej* 
korony, berła, złote jabłka i chrzcielnicę srebrna 
dla xiBŻqt rodziny królewskiej. Zadziwia każ* 
dego, iż w miejscn tem, pełnem hislorrcznych pa> 
mi^tck, przechuwujij także Iwy, krokodyle, ty- 
grysy, którym, jakoby na uragowLłko, imiona . 
ludzi nadają. 

Zarządzca warowni Tower, zonie aię Cott- 
stable: m;esxka on ri^gle w twierdzy ł podczas 
koronacyi strzeże klejnotów Państwa: pod rozka- 
zami jego zostaje mnla znfnga wojska, ubratiegv 
po staroświecku, w długich ponsowych frakacfr, 
w pońrzocbach, w Irienikach z sprzączkami i 
W niskich stosowanych kapeluszach. Żołnierze CŚ 
żadnych nie >naja inidów, i dła tego nazywa/^ 
icli Londi ńczycy : Piecze niarza mi Jego królew- 
skiej Mości (His Mnjest}') beefealcrs). Uzbro- 
jeni w halabardy, tanartysz^ wszędzie, po dnócti 
udwieilzaJRCym Tower. Niemniej dziwacznym 
jak siarodaMNim jest zwyczaj przy olwieranin i 
zamtkHniił twierdzy. Sierżant w towurzYStMia 
sześciu żńłnierzy, udaje się każdego poranka do 
mieszkania dowódzcy po kincze; z niemi odajo 
sfę d» bramy, gdzie do stojącej str&ży we fran- 
tuzkim jęiiku, który najczęściej najmniejszego 
nie ma podubienstwa do fraRCiiictyzny, woła: 
„Prenez les clela dii Rui George" (weżeie klu- 
cze króla Jerzegn.) Siraż je przyjmnje i otwiera. 
Wieczorem z taka samn ceremonia odnoszą się 
kliłcze do Conslabla, ciiknjarego na nie z effi- 



ISO 



cerami zalógi, i pytającego aif nadchodsących: 
9,Qui va Id? (kto idzie ?/^ — Odbiera odpo- 
^iedii les cleis (klucze): poczem mówi: .^paa- 
«er les cleld/^ Sierzaot przynoaząc składa je w 
rfce dowódzcy z stówami juz angielskiemi : ^^God 
•ave king George^^ (Boże strzeż króla Jerzego). 
Żołnierze dodaje Amen! i pod bronie udają 
się na spoczynek. 

Anglicy^ jak postąpili z jednej strony w wy- 
nalazkach i sztukach, tak zatrzymali z drugiej 
strony w rządzie i przy ^w^ielu innych ękoliczno- 
óciach zwyczaje przodków, wcaJe z naszemi 
czasami niezgodni^. 



Syryjscy Chrześcianie w Indyach 

Wschodnich. 

jjdźcie na wszystkie narody, i opo- 
wiadajcie Ewanjelię, chrzcąc je w imię 
ojca i syna i ducha S.^^ byt to rozkaz 
dany przez boskiego fundatora naszej rehgii. 
Temupoleceniazadosyć czyniąc, i przejęci najżjw-. 
szym ogniem nowej wiary, rozeszli się Aposto-' 
iowie i ich uczniowie na wszystkie strony dwiata 
i .opowiadali stowó Boże najodleglejszyin ludom. 
W siódmym wieku po Chrystusie, zjawit się Ma- 
homet i jego religia. On i następni kahtowie 
^vytcpiając Chrześcian i ich wiarę, na czele 
stu tysiączny cli hord, zapalonej fanatyzmte a 
crężem wszystko niszczącej dziczy, rozszerzyli 
naukę koranu ; '^) od Arabii głównego jej siedli- 
ska po jednej stronie w Azyi południowo zacho- 
dniej, po drugiej przez całą północ Afrjki, przez 
Hiszpanią aź do Pyrenejów, oddzielających Fran- 
cya od Hiszpanii. Przeciętą tym sposobem zo- 
stała zupełnie kommuhikacya Europejskiego Chrze- 
iciaństwa, z kościołami tegoż wyznania w głębi 
Afryki i Azyi ieźącemi, juz i dawniej dla odle- 
głości i braku handlowych stosunków bardzo 
Htrudniona. Ztąd poszło, że Chrześciaństwo w 
tych krajach częścią uległo wpływowi pogranicz- 
nych pogan, częścią też zachowało się aż do te- I 
rażniejszych czasów, w odmiennej jednak i co do 
obrządków, i co do samych artykułów wiary po- 
staci.' Taką odnogę Chrześciaństwa stanowią 
Chrześcianie Syryjscy, w Indyach Wschodnich 
mieszkający, przez nowsze dopiero podróże ludzi 
uczonych znajomi. Są to Indy anie, samą tylko 
religia i wyższą dla tego cywilizacyą od współpo- 
kolealndyiakich różniący yę; lecz że w obrząd- 
kach religijnych używają języka Syryjsko- Chal- 
dejskiego^ którym za czasów Chrystusa w Psle- 
atynie mó^^iono^ nazwano icli Chrześcianami Sy- 
ryjskimi, podobnie jak nas katolików, z powodu 
używania łaciny , Chrześcianami łacińskiego 
obrządku powszechnie zowią. 

Z histoijri tak kościelnej jak świeckiej wiado* 
mo, że Tomasz Apostoł nawracając początkowo 

♦) Xic^a, w której przeplsj religii Mahomeu są 
zawarte, zowie się Kor au. 



W Aden w Arabii^ adat tię ztąd do Indyi. Mu-^ 
siało się tu Chrześciaństwo pod następcami tego 
Apostoła znacznie rozkrzewiaó, gdyż Euzebiusz 
już pod rokiem 189 wspomina, o kościołacli 
Chrześciańskich w Indyi. Roku 325, kiedy na 
powszechnym zborze Nicejskim, całe się Chrze- 
ściaństwo ' przez reprezentujących je bisikupów 
zgromadziło, był między nimi także i 'biskup 
Indyjski z imienia Jan. Potem ustają już wia- 
dniności o Chrześcianach Indyjskich : związki re- 
ligijne z Chrzefścianami zachodnimi, zupełnie się 
przecięły^ a handel, który Europa tylko pośre« 
dnio przez Egipt z Indyami pro\iaazić mogła , 
wychodził z Indyi przez samych* niechrześcian, 
któr)ch zatem los pbcowierców nie obchodził. 
W ciemni średnich wieków, zatarły się całkiem 
ich ślady, a nawet wojny krzyżowe, które mi- 
liony Chrześcian do Palestyny zaniosły, żadnej o 
kościele Indyjskim nie przyniosły wiadomości. 
Dopiero Yasco de Gama Portugalczyk, przez któ- 
rego droga morzem do Indyi wynalezioną została^ 
zwiedzając 1503 roku brzegi Indyi wschodnich, 
natralit z niemałem dla siebie podziwieaiem na 
chrześcian »kie domy boże, i na znaczne gminy 
tego wyznania, wśród wyznawców religii Brania; 
pokazywano mu nawet berło ostatniego ich króla 
Beliarta, pamiątkę ich potęgi i udzielności. Nie 
zwróciło to jednakowoż uwagi Chrześciańskiego 
świata, może dla trudności w.yprawy, przez tak 
odlegle morza, może dla słabości feudalizmem ści- 
śnionych xiążąt. Odbywano podróże do Indyi z 
razu rzadko, później coraz gęściej; ale celem ich 
były tylko spekulacye handlowe, o Chrześcian 
Indyjskich przez całe trzy wieki nikt się nie pytał. 
Dopiero 1805 roku udało się Klaudyuszowi Bu^ 
chana n, mężowi, co się na rozszerzenie Chrze* 
ściaństwa poświęciła i który stał na czele mis* 
sionarzy w Bengalii, wyśledzić siedliska Chrze- 
ścian Syryjskich, o których tylko z historyi wie* 
dział. Ur. Welleslej, ó wczasowy generalny gu- 
bernator ladyi Wsdiodnich , żyjąc w stosunkach 
z potężnym Rajah (królem) królestwa Travan« 
core, wynibił Klaudyuszowi pozwolenie z\«iedze« 
nia tego kraju. Zdziwił się nie pomału Rajah, 
gdy sję dowiedział, że w krajach jego berłu po« 
diegłych, j»cyś Chrześcianie się znajdują. Przez 
tego to Klaudyusza następujące mamy o tych 
Clirześcianach podania. — Utrzymują oni, że ich 
bijikupi biorą Apostolskie następstwo od patryar- 
chów Antyocheńskich, że wśród Indyan stano* 
wili dauniej królestwo obszerne, i ulegli w koń- 
cu ich prześladowaniom. Nawec Portugalczyko- 
wie, których jako braci w pośród siebie przyjęli, 
z powodu różniącego ^ff ich od katolicyzmu wy* 
znania, zaczęli ich uważaó za harcerzy i prze- 
śladować. Liczba ich za Klaudyusza wynosiła 
55 gmin: przyuiązani są mocno do^ wiary ojców 
swoich, ale ciemni i zabobonni, nie ma w nich 
śladu dawnego przodków ich oświecenia. Znają 
tylko dwaSakramenta, to jest: Chrzest i komrounią. 
Świętych Pańskich nie czczą i obrazów nie mają* 



151 



W Hierarchii duchowaiSj lny tjlko s^ stopnie: 
Dyakoni, kapfani, biskupi. Najstarszego z bi* 
skupów uważają za gtowę swojego kościoła. 
Ubiór kapłanów składa się z długiej biał^* suk- 
ni, z czerwona jedwabna kapf na głowie. Bi- 
skupi noszą szkartatowę jedwabna suknia, i krzyż 
złoty zawieszony na piersiach. Kościoły ich maję 
wszystkie jednaką tornę budowy; dach spadzi- 
sty, okna w górze końezato zachodzące. Po wie- 
żach są dzwony, w które na wieczór tjlko dzwo- 
nią, dla zgromadzania wiernych na nabożeństwo. 
Dźwięk dzwoDÓw jest przytłumiony, dzieje się 
to z rozkazu władz Bramińskich, aby ich bogo- 
wie głośnem dzwonieniem nie wystraszyU się. 
Wnętrze kościoła jest bez przysady, samo tylko 
sklepienie, piękną strukturą w Uście iizdobne, oko 
widza zajmnje. Jeden tylno stoi ołtarz, na nim 
krzyż, bez żadnego wyobrażenia ukrzyżowanego. 
Liturgia czyli j^lsza święta jest bardzo pojedyn- 
cza; kaźąń nie bywa, chyba przy nadzwyczaj- 
nej jakiej uroczystości. Wśród modłów głośno od- 
mawianych, przypadają często długie, myślą tylko 
odbywające się modlitwy. W końcu liturgii, 
kaptan stawa przed ołtarzem^ i każdeg* z osobna 
przechodzącego wedle siebie błogosławi. Od tego 
ołogosławieństu a wyjęci są ci, którzy się w 
ciężkim, jawnym jakim grzechu znajdują* Wi- 
tając się i żegnając chwałą Boga temi słowy: 
9,pukój z wami,^^ n^^ pokoju niech będzie z 



wanu.*^ — 



L. 



Nowy wynalazek w sztace dmkarskief. 

W Ameryce wynaleziono szczególny sposób 
przenoszenia Uter z drukowanych arkuszy napo«> 
wierzchnią blach kruszcowych, osobliwie zai 
miękkiego żelaza, które polem słnżyó mogą do- 
odbijania wielkie* liczby exemplarzy. Sposób ten, 
nazwany Stereotypie metallograpmąue, tależy na 
bardzo prostej operacyi. Trzeba tylko uyszłifo- 
waó 2 blachy, przyłożyó do powierzchni każdej 
X nich po jednym drukowanym arkuszu, a prze- 
łożywszy je jeszcze kiiku arknszami czystej bi- 
buły, zetknąó z sobą obie blachy ze strona szli- 
fowanej, ogrsaó na ogniu i mocne w prassie ści- 
snąć, ilozdzieliwszy potenr te Machy, i zdią*- 
wszy ostrożnie papier, okaże się^ iż cały . druk 
osiadł na powierzchni gładkiej metallu. Ze zaś 
atrament drukarski, umyślnie do tiego zrobiony, 
zawiera też pray elejtt nieee wosk» w sobie, 

Crzete pokrywszy potem taką 'blachę warstwą 
wasii siarczanege łub saletrowege,. kwas- ten 
wygryzie wszystkie części atramentem niepokryte. 
Zamieniwszy nakoniec tak etnymaąe blachy dru- 
karskie zapomocą sposobir Perkinsa na stal, 
rfużyó one mogą de odiNJani» 26 do 30000 ex. 
Prócz żelaza ncy waó si^ leż będą mogły do tego 
processn Machy cynowej ołowiane i innych krusz- 
ców, które jeszcze pre^enw ulegają, niedokwa- 
azeniu się. .(Pam^ kr.j| 



Koła9saIne bałwany w Bamiaii. 

W Indyach, w owej kolebce wielu Iiidów 
Europejskich i pierwotnom siedlisku oświaty^ 
znajdują podróżni coraz insze podziwienin godne 
przedmioty. Alexander. Burne, Anglik, któ- 
remu dokładny opis podróży po wielkiej części 
Indy i, odbytej w roku 1830 i 1831 winniśmy^ 
odry so wat nam ogromne dwa bożyszcza Indyan 
wraz z miastem^ jakiego dotąd nigdzie nie ziUK 
leziono., 

„Niedaleka wąwozn Kaloe, przybyliśmy, 
mówi on, na dolinę, nazwaną Bamian (Bamecan)^ 
zamkniętą ze wszystkich stron sterczącemi ska- 
łami. Na samym wstępie w miejsce to, uderza- 
ją wędrowników dwa nadzwyczajnej wielkości 
ze skały wyrobione posągi, a przy nich mnóstwa 
jaskiń, wykntych w otaczających je górach, zaj-^ 
iniijących przestrzeń If mili. W jaskiniach tych 
mieszkają ludzie od wieków^ i zuwią domy swoje 
miastem Ghoolghoola,. przypisując powstanie 
jego królowi, imienien^ Julat.. Góry te skła-* 
dają się z twargiej gliny i żwiruj ztąa łatwo w 
nich jaskinie wykuwaó można; zastanawia je* 
dnakże każdego niezliczona ieh liczba ;: z wszy* 
stkich stron doliny m idać je, lUbo najwięcej icli 
jest po tej stronie, na której stoją nft obrazkw 
wysta^rione posągi, laskinie te są po większćjć 
części czworograniaste jamy, niektóre jednakże 
mają różire ozdiłby, wyrabiane dłótem^ Pomiędzy 
łudem utrzymuje się o fiiśeście tern wiefe podań;: 
tak pow iadają n.. pv iż razir jednego zgubiła mat- 
ka pewna tutaj dziecię swoje; szukała go tro- 
skliuie i znalazła je dopiero pe 12 btach. Poi- 
wieść ta okazuje bez wątpienia rozległość GlLeoF*- 
ghoaii; Niektórzy sądzą^ iż miastu temu dat' 
początek Alexander W. przed, wyprawą, swojąr: 
przeciw Baktrom..'^. 

„Zadiie pamiątki starożytności* Fudów Azy^ 
niezastaaowiły tak uwagi pilnycb badaozów, jak 
olbrzymie dwa bożyszcza w Bamian.^ Jedno c. 
nich wystawia' mężczyznęr, drogie niewiastę r 
pierwsze większej ma 120 stóp wysokością a TOT^ 
stóp szerokości. Obiedwie- figura stoją w wy« 
drążeniecli zrobionych w zasłaniającej je gorzej. 
Czas znacznie je uszkodził: widać jeszcze bap* 
dze wielkie wargi, długie f wiszące uszyr gło- 
wy zapewne zdobił^ dawniej tfn-ry. Płaszcze* 
okrywające posągi te,, są- z gatunku białego gipsit»> 
Ręce ti^zymające je odłamane. Lepiej daFeko za* 
chowaną została- figura,, wystawiająpa bożyszcze? 
płci żeńskiej.'^ 

„U spodir posągów są nadzwyczajnej wieF*^ 
koAci wydrążenia^ służące za schronienia' karap 
wanoni, ciągnąjcym de Cabool: inne, nniejszet 
cokolwiek, przeznaczone są od! mieszkańców na^ 
spichlerze ii składy towarów.- W koło posągów 
widać rozauiite malatury, podobne do tycfi, jakie- 
z ćbin do nas przychodzą^ Z podań ludu o bo^ 
żyszczach tych nic pewnego oznaczyć się nie da r 
po%viadają, iź wyeta wionę zostały królowi jakiemuś* 



153 



Kolo8S8ln« bałwany w Banian. 



i jego małżonce, dla okttzania im czci za dobie 
nad ludem podległym panowanie: inni ntrzy- 
iniija, iz to e^ te bożyszcza, ktńre starożytne In- 
dvBn pieśni wspominają. PeM-n^ jest jednakże 
rzecz-, iż przecliodsacy kolo tych pos^g&w bf 
- dyanie, okazuje im po dziś dzień jeszcze usza- 
nowanie swoje, podiiuszi|C ręce do góry: ofiar 
im składać, zakazał panujący w krainach tych 
Mahometanizm. Napisuw żadnych nie ma, z pe- 
M'no»cia więc ni« da sin nic wyśledzić, ^d 
powstały ; kto je wykuła lub co przypominać 

■Znowu dwa dclły. *) 
Dab krzywy, przerobiony od chłopa na sanie. 
Takie sobie z prostego czynił urąganie s 
„Chełpiłeś się z urody, a dziś za naczynie 
^,Podte i^Iużysz, z kimego jcdz^ tylko Św.... 
Pnlrzaj! ja da«Tiiej wzgardzony. 
Wożę gospodarskie żony.'* 
•) Zub. Pizyj. Liiiiii. Nro. U,' »tr, 8JI. • 



Milczał prosty; aż wkrótce^ gdy wieprz za- 
stał tłusty, 

Zabił go chłop na zapusty, 
Narobił z niego szynek, i uwfdzit ichaby, 

A nsadziwszy żonę M' sanie. 

Na targ z nienu jedzie: 
Wtem, gdy kamienia nie widzi na przedzie, 

WjMrńciuszy niespodzianie, 
Doatał w łeb od własnej baby: 

Lecz szjnki zpieniężył wreszcie, . 

A podpiwszy sobie w mieście. 

Wracając do domu z trzosem, 

Tak sobie mruczał pod nosem : 
Zawsze się widzę spełni przysluuie pinu dziwę, 
Co proste, pożyteczne; co krzywe, to krzywe. 
B. R. 



1 diukiem Ernesta Giinthera w Lesznie. (_K<:d. Cic 



Przyjaciel Ludu. 



Rok drii^i. 



No. 20. 



Lcaza*, dnia 14. Łutopada 1S35. 



Zamek w Kurniku. 



DU czlonieka myilacego, czutem sercem i ' 
żywa obdar^unef^o \vvubraźni^, M'idok alarożtlne- 
g« zamku nie jest obojętnym ; owszem staje ou 
■i(> dla itieęo w pennym wzfcledzie nauk^ mo- 
ralną i kronika; ataiużytny boMigni gniecb przy- 
poniiiin nam ziiikomuśu i'zeczy ludzkich, i prze- 
»ztoii z całym szeregiem jej zdarzeń przed otzy 
nasze stawia: bo dzieje dawnych budowli s^ 
dziejami ludzi, którzy w nich przebywali lub 
dsiatali ; sa dziejami wieków, które tyle poko- 
leń ludzkich w odmęt przeszłości z sob^ por- 
Tra\i^sz>-, le zabylki urojonej wielkości lub proż- 
HO^i ludzkiej do pewnego kresu szanuje. 

^emia nasza posianą jest, że tak powiem, 
slarozynemi zamkami, temi dziejami ojców na- 
•fj"'-. *ol^d sttiją w Poznańskiem, opierając 
się wjekoft. burzom i wszelkim zmianom zamki 
Oorków w ^amotutach i K«i)iuiue; Leszczyń- 



skich w Coluchowie; Sapieliów w Wlelcwu; 
Orzekkich w Runowie} Szótdrskich w Czem- 
piniu, Zbiisktch w Zbąszyniu, Opaleńskich w 
Opalenicy "i t. d. Między temi zamkami niepo- 
ślednie z każdego względu miejsce zajmuje za- 
mek kumicki< Leży on pod miastem Kumikiem, 
nad jeziorem, w pięknej bardzo okolicy, w od- 
ległości dwócit mil od Poznania. Kto i kiedy 
zamek ten wybudował, nie wiadomo. Ja uwa-* 
żarn za jego twórcę Mikołaja z Kurnika, herbu 
Łodzią, biskupa Poznatiftkicgo (roku 1374), który 
z Za\fiszą X Kurozwęk, herbu Poraj, podkan- 
clerzem koronnym, na dworze króloMej Elżbiety, 
matki Ludwika Wę^erskiego, intrygował. DIu- 
I gosz bowiem w Żywotach biskupów Poznaii- 
I skich, wysławiwszy tego Mikołaja w najgorszem 
ś«*iedc, przyznaje nakoniec, że i on obok lipa- 
I njcii występków, posiadał niektóre dobre przy- 



iU 



mioty. Do tych pnymiotiw, liczy apodobanie 
jego w pięknych gmachach i prsytacza^ ze ka« 
tedrę Poznańska i* kilka innych iwi^tyń^ (a mię- 
dzy temi zapewne i kościół kurnicki) w dyeee- 






syi Poznańdiieji ozdobit, i Słupce miasteczko 
biskupie, murować zaczął. Człowiek tak skażo- 
nych obyczajów, jakim był Mikołaj z Kurnika, 
mający upodobanie w pięknych gmachach, po* 
myślał zapewne wpierw o wzniesieniu sobie zam- 
ka w dziedzicznem mieście swpjem Kurniku (w 
którem szukać schronienia nieraz był przymu- 
szony), nim po cudzych włościacli świątynie sta- 
wiać zaczął. Góżkolwiek bądź, zamek Kurnicki 
stał już na początku 15 go wieku, i należał w tym 
czasie, wraz 4b miastem Kurnikiem, do najmoż- 
niejszej w Wielkiejpolsce rodziny Gorków. Z 
tej famih'i pochodzący Stanisław Górka, Woje- 
woda Poznański, któremu się Kurnik działem do- 
stał, odnowił gmach ten około 1565 roku, i urzą- 
dził w sposób takowy, iż się stał równie wspa- 
niałem mieszkaniem, jak mocną, na ów wiek, 
twierdzą. Samicki, który go widział, tak o nim 
w opisie swoim Polski mówi: „zamek kurnicki, 
mieszkanie Stanisława Górki, Wojewody Po- 
znańskiego, jest murowany i równie wytworny, 
jak mogący wytrzymać napaść jakiogokolwiek 
nieprzyjaciela. Miejsca bh'sko niego napełnione 
są budynkami gospodarskiemi, stawami, zwie- 
rzyńcami, ptaszarniami/^ ?o wygaśnieniu fami- 
lii Gorków, Kurnik dostał się z czasem Dział) ń- 
skim. -Z tego domu Potulicka w połowie zeszłe- 
go wieku, zamek Kurnicki i ogród przy nim w 
guście francuzkim urządziła. W owym czasie 
zamek Kurnicki, a nadewszystko ogród, do naj- 
piękniejszych w dawnej Połsce należał. ^Pokoje 
zamku zdobiły ko.«ztowue obicia jedwabne, śre- 
brem i złotem przeplatane, z fabryk^francuzkich 
sprowadzone. Ogród napełniony był ptaszarnia- 
Dii i wodotryskami rozmaitego kształtu. Tu są- 
czyła woda z paszczy lwa, opierającego łapy 
przednie na herbacli familii Dziaijńskich ; owdzie 
tryskały jej strumienie z gło\\y wieloryba; in- 
dziej z paszczy krokodyla. Na kanale, zamek 
oblewającym, pł>wały śnieżne łabędzie, po ob- 
Bzernym zanikowym dziedzińcu przecłiodziły się 
poważnie żórauie, pawie i bażanty. . Dwie ogro- 
mne, dotąd w ogrodzie stojące oranżerye, zawie- 
rały najrzadsze rośliny zagraniczne. W jednej 
części ogrodu stał budynek znacznej wielkości, 
przeznaczony do c hodowania jedwabników. Tuż 
przy nim znajdowało się mnóstwo drzew morwo* 
wy eh. W zamku samym dwanaście dziewic za- 
trudniała wciąż robota około jedwabiu, z którego 
najpiękniejsze materye właścicielka dla okolicz- 
nych świątyń pańskicłi przeznaczała. 

Po śmierci Potulickiej przeszedł Kurnik do 
rąk Felixa Szółdrskiego, syna jej z pierwszego 
małżeństwa, (dzied ica Czempinia) który zszedł- 
szy z tego świata bezpotomnie, dał po^^ód <!«> 
długoletniego sporn i^ dobra Kurnickie pomiędzy 
Dzi ily ńskimi a Szó drskimi* W ciągu tego sporu 



zamek Kórnicki został całkąiem zaniedbany. W 
tttkim stanie* odebrał go w nowszych czasach 
Tytus Hrabia Działyński, na którego dobra Kur^ 
nickie działem przypadły. W przeciągu kil- 
ku lat zamek został wewnątrz w' nowszjnt 
guście urządzony, i stał ai^ składem prawdzi- 
wego dla nas skarbu. Uczony bowiem wła* 
ściciel jego złożył w nim swój liczny, kosztowny 
i z wielu względów szacowny księgozbiór. Za- 
mek Kurnicki przywodzi nam na myśl wiele zda- 
rzeń historycznych. W nim szukał schronienia 
(w 14 wieku) przed sprawiedli\ią karą Mikołaj 
z Kurnika, później biskup Poznański. Z niego 
Andrzej Czarnkowski odprawił w roku 1533 
wjazd wspaniały na biskupstwo Poznańskie. W 
nim Stanisław Górka, ostatni potomek możnego 
domu, przyjmował z naj\%i(^kszą okazałością Hen- 
ryką Walezego, jadącego w roku 1574 z Fran- 
cyi na koronacyą do Krakowa, otoczonego kilku 
tysiącami szlachty i dworzan. W nim dumny i 
zucłiwały ten możno władzca z Zborowskimi^ 
Karnkou skini, Stadnickim i innymi frymarczył 
tronem, knował spiski przeciw Monarcłiom pol- 
skim, podburzał szlachtę, (która go jako bożyszcze 
czciła, bo na uczty dla niejdauane, tr^^on]ł nie- 
zmierny majątek przodków), i u\viccznił u kraju 
anarchia, która z czasem upadek narodu zrzą- 
dziła. ♦) 

Niedaleko zamku Knrnickiego, za miasteczkiem 
Bninem, znajdują sie jeziorem z trzech stron oblane 
okopy, które w średnich ^riekach zamek wła- 
ścicieli Bnina opasywały. W lesie, o pół mili 
od Kurnika jest zwierzyniec, napełniony jelenia- 
mi i sarnami; opodal niego widać stare zamczy- 
sko G(»rkuw, albo też dawniejszych właścicieli 
Kurnika. W tem zamczysku — jak uieść gmin- 
na niesie — mają być ukryie wielkie skarby. 
Pilnuje ich zazdrosny bies. Przed laty \^ cho- 
dzono z nim w układy o te skarby, i doprowa- 
dzono* już rzecz do tego stopnia, iż djabeł skła- 
niał się do oddania pieniędzy; położył atoli na- 
stępujący warunek: Proboszcz kurnicki miał 
przyjść po nie w uroczystej pMcessyi; gdyby naj- 
mniejszego narzędzia do processyi potrzebnego do 
trzeciego razu zapomniano, układ jstawał się nie- 
waiitym. Po trzykroć więc wychodziła parochia 
Kurnicka w processyi do zamczyska po skarby* 
Ale cóż potem, kiedy za I^ażdą rażą psotny dja- 
beł sprawił, i^ zapomniano zabrać, to kociołka 
z święconą wodą, to szczypcy, to chorągwi lub 
t. p. rzeczy. Po spetzłej na niczeni trzeciej pro- 
cessyi, skarby z wielkim trzaskiem tak głęboko 
w ziemię wpadły, iż gmin Kurnicki stracił już 
wszelką nadzieję wydobycia ich ztamtąd kiedy- 
koILwiek. Baśń ta i wiara w nię, utrzymuje się 
po dziś dzień pomiędzy prostym ludem Kurnie 

*) Jak wiRdomo, StnnisłaTir Górka zmwc^yi na 
sejmiku yv Środzie projekt świaiłydi i cWiliwycTi 
obywateli, Któr«y prns;nvli uchwały seji7^^''^^*j> aby 
raz na zawsze tryb c lekcy i przepisać. 



155 



kim. Jakież jej zr6ilo hj6 mo^fo? Trudno ' stanowił nmrsei?; tnjizieid godzin przepędzie- 
bardzo odpowiedzieć na to zapytanie. Mnie się I szj bez pokarmu, znalezionjm kawałkiem szklą 
zdaje, ze zniknienie niezmierne<;o majątku Gor* poderżnął sobie zyiy u r^k i nó^; lecz przywo. 
ków, po śmierci Stanibława Górki, Wojewody łani lekarze podwiązali takowe. Spisfiny \v ów- 
Poznańskiego , ostatniego potomka płci męzkiej ' czas protokul jej>;o stanu zdrowia, zdaje siy pra- 
tego domu, dafo do niej powód. Pospólstwo nie wie bjó bajeczn)ni. Osadzono bowiem, że led« 
mogąc poj^i^, jakim sposobem tak ogromne bo- * '"" ^ —•- -- --^ 

gactwa utracić można bjło, wpadło na myśl 
dziwna, że djabet był spadkobierca Gorków, 
00 tern podobnicjszem do prawdy się wydawało, 



wo 



ze Górko wie odstąpili w^iary ojców, 
wjznaniu z tego świata poschodzili* 



w innem 
J.Ł. 



Masers. de Latude. 

Do jednego z teatrów paryskich, Melodrama 
pod tytułem: Latude i Pani Pompadour, 
zwabiała co wieczór bardzo wielu widzów. 
Osnowa jej oparta na prawdzie, a raczej zda- 
rzenie, kcóre ona przedstawia, jest następujące. 
Offieer inzynieryi fraitcuzkiej Masers deJLa- 
tode, przez pokój zawarty w roku 1748, stracił 
^cszelkie widoki postąpienia na wyższy stopień. 
Długd przemyśliwał nad sposobami, któreby go 
zbliżyły do szczęścia, nakoniec obrał środek, 
który go na 35 lat pozbawił ^wolności. Od- 
dał na pocztę proszek, obwinięty w papier, z na- 
pisem: do Pani Pompadour. To uczyniw- 
szy pospieszył do Wersalu i ostrzegł panią Pom- 
padour, że jey w liście przysłana będzie ti-nci* 
zna. ^im przybył do Wersalu, list jego już do- 
szedł miejsca swego przeznaczenia* i\ Pompa- 
dour podała mu kartkę papieru, prosząc go o 
adress. Dał go i tym sposobem podstę]^ jego 
został wykryty. Błagał o przebaczenie, przeko- 
nywał o nieszkodliwości przesłanego proszku ] 
lecz mimo to wciągu tygodnia byt osadzony w 
Bastyllyi. Działo sifj to roku 1749. P. Pom- 
padour umarła dopiero roku 1764, i do sa- 
mej śmierci była nieubłaganą, chociaż proszek 
dla przekonania jej psom zadany, bynajmniej im 
nieszkodził. Po zgonie P. Pompadour, nitusiało 
wszakże więzienie nieszczęśliwego Latude. Ję- 
czał w nieni przez 35 lat, i gdyby nie litość i 
poświęcenie si^ pewnej kobiety, zapeune dopiero 
rewolucya 1789 roku byłaby go oswobodziła. 
Pamiętniki P. Latude, każdego wzruszyć pouinny. 
— 'Dla spędzenia czasu, oswoił szczury, ktuie 
dzieliły jego i!iieszkanie, i miał icli do 2ti sztuk. 
Niekiedy zwabiał wszystkie do siebie i kazał im 
tauczyc podług piszczałki. Podobnież nałapał 
sobie z czasem bardzo w iele gołębi. Ale dozor- 
ca więzienia, który mu wszelkimi sposobami do- 
kucza), chciał kluczami pozabijać towarzyszów 
niedoli nieszczęśliwego I^atude. Zniecierpli\u*ony 
u*ięzień wydarł j« zrąk nieczułego prześladou cy 
i sani im główki skręciwszy, rozlewał Izy roz- 
paczy na posłaniu z zbótwiałej słuniy. Wilgoć 
kroplami osiadła na sklepieniu i ścianach, sączy- 
ła na podłogę więzienia; mroźny wiatr pędził 
śnieg i słoty przez otwartą kratę. — Latude po- ^ 



miesiąca dożyje, a przecież umarł dopiero 
roku 1805. Przez czas swoje/ niewoli napisał 
dwie rozprawy : „o uzbrojeniu poddoflice- 
rów" i „o pensyach wdów officer- 
skich"; pisał je na tabliczkach, ugn!ecion3ch 
z chleba, ością r^bią, kiórą zamiast atramentu 
maczał w krwi wtasnćj. Zdania wyrzeczone w 
tych rozprawach, zostały przyznane i urzeczywi- 
stnione, ale nikt niepomyśiał nawet o nieszczę- 
śliwym więźniu. Przekupka jedna nazwiskiem 
Henryetta Le Gros, znalazła przypadkiem prośbę, 
w której Latude przedstawił długoletnie swoje 
cierpienia. Nieznając go wrale, nie widziaw.szy 
go nigdy, powzięła wspaniałomyślny zamiar oca- 
lenia go, GO jej się też powiodło. Latude wyszedi 
z Bastylłyi, za pomocą drabiny, zrobionej z drze- 
wa, dostarczanego mu na ogrzewanie więzienia; 
pracował nad nią przeszło 3 łata, długość jej 
. wynosiła 180 stóp. j- 

Kizywa wieża w Toruniu. 

Toruń dopiero za Bolesława Wstydliwego 
roku 1231 założony i wybudowany został przez 
Krzyżaków, ktirzy za pomocą Mazurów, prze- 
prawiwszy się przez Wisłę, bałwochwalczych 
Prusaków pokonali, i dla utrzymania swej po- 
sagi, w zdobytym kraju warowne grody zakła- 
dać zaczęli. Z tamtej strony Winty, na pagórku, 
miał stać dąb nadzwyczajnej niełkości, znpeune 
czci bałwochwalczy cli mieszkańców poświęcony. 
Na tern miejscu Krzyżacy pierwszą założyli osa- 
dę, w późne czasy starym Toruniem nazywaną, 
którego zwaliska diiigi czas pokazywano. 'Póź*. 
niej dopiero, w teraźn iejszem, dla handlu i bez- 
pieczeństwa dogodniejjizem miejscu, powstał dzi- 
siejszy Toruń. 

Od zachodniej strony miasta, nie daleko Wi- 
sły, stoi wiernie na obrazku wystawiona Krzy- 
wa wM'eża, o której lud tameczny '|)OMia Ja, że 
się mularzom nie udała; lecz p'oziev.aż duść była 
mocna, przeto zostauiono ją w ' tej niedoskona- 
łości. Istotnie nie w*iadomo, kto był jej założy- 
cielem, i dla czego nie prostą, lecz krzyuą wy- 
budowano? Kronika miasta podaje pewnego krzy- 
żaka za fundatora roku I27J, nie wymieniając 
jego nazwiska, i dodaje, że to był frant Mielki, 
który umyślnie dla żartu, idąc za poprdem we- 
sołego i fantastycznego humoin, nie prostą, lecz 
krzywą \iieża wystawił. Dla tego też Rzą- 
czyński in historia Curiosa pag. 454 słusznie 
mówi: „incurrata et quasi minam minitans ti;r« 
ria, non yetuslaiis sed ariis opus esi. ^) Krzywa 

*) Wiadomo, ie Toniu od dawnych c«asów był 
obwarowany i iiiareni opaSfinjr. JNIiir leu wstiiuc* 

20 



w 



nu moz\eate, 



Herb miaslK Torunia. 



la wieża przeznaczona bytct .._^ ....-,~. , .. 

zwłaszcza aln niemo^cjcli prosto chodziu, tacza- 
jących się pijaków, dla kltiliiikuw, włóczących się 
po nocy, 1 zaczepiającyrii spokojnych raieszkaii- 
ców, na których przedtem nie zł^weio, gdzie, 
aż do zupełnego odzyskania zntyslów byii trzy- 
■łani. Później więznión' stanu tutaj osadzana. 
Poniżej wieży, obrazek wystawia Ram Herb 

nioiiy byl kiUą poJ.-biicini wiffimi, jnM jełt jiocUyłi, 



Krzywa wieża w ToraaiD. 

miasta Torunia, bramę cTieImtńskn ł trzema 
Mieżami, które aaiót skrzydlaty w ręku trzyma. 
Brama chełmińska, e^yslirjnca po dzi.ś dzień, ma 
to esabliwego, że na środkowej wieżr widać fi- 
guro kamienna kucharza, trzymajncego w je- 
dnej ręce łyżŁę, a w drugiej widelec: jest to 
pamiątka następującego zdaticenia: 

W roku 1454, Toniii razem z Prusami sprzy- 
krzywszy sobie rządy Krzyżaków, poddał się 
Kazimierzowi, króIo>ii Potskicmn. Lecz Krzy- 
żacy posiadali w TonuiiH obronny i mocnv za- 
mek, pomiędzy Slsrem a Nowem miastem, w 
którym dawnh przytułek ztoczyńcom, biorąc ith 
pod swą opiekę, skoro tylko do nicfi za bramę 
schronić się zdołali; to oburzało rnipszczao, ma- 
jących prawo miecza, że nie mogli lym sposo- 
bem w własnym domu korni! występnych. Po- 
stanon-ili zatem w lym czasie zamek ubiedz zdra- 
dą, i KniYŻnkóu' z miasta wyrzucić. Dnia 690 
I^iitego l454, w same ostatki, poprzebierali si> 
mieszczanie za kobiety, iikrynajijc każdy poi 
długą suknią broń jaką : przyjęci z radością od 
rozmnrzonej zapMł ne tiiinkiem strażr, rzncili się 
na nieprzygotowanych, pokonali icfi, wzioli w 
niewolą komlnrón', i uwiajulrz zapalili najwyż- 
sza wieżą, dając znak pogr nicznym miastomj 
aby sobie podobnie z Krzyżakami postąpiły. 
Hnrtknoch dodaje, a podanie dotychczas utrzy- 
muje się pomiędzy Indem, iż zamek ten zdraił^ 
kticharza od mieszczan przekupionego, zdobytym 
został. Toriińczsnie bowiem podsadzili minyi 
szło tylko o to, aby ns^yslkicli Krzvż»ków ra- 
zem zgromnd»/niych zgubie. Gdy więc siedzieli 
u stołu, fiucbni'?. 10 wydaA-ti pjiraw, IrzytnaJ^tr 



lii 



jeszcze fyżic' i viieTct w rękir, dał znak itmo- 
1^*100^; lecz czega nie przewKlsiał, razem k drtł- 
gimi ityFeciał w pawietrze, i d«piero w znacz- 
nej odległości spndt na brane chełmińska, trzy- 
mając jeszcze łvżkc i widews w rękv, ktdremi 
znak lunoMiuny dawłił. 

Gdzie ten warowny iiiej|;dyś wznosi? się za- 
mek, teraz stot tyfta kawat doai: wysekiego 
muru z herbami krzyżackiemi , przyp«Riinajae 
imesxkancoin potęgę zakonu i niemiłe sąsiedztwo : 
w koto plac obszerny służy pięknym Tornnezan- 
kofli za bielnik. Utrzymują się dotychczas po- 
między ludem rłiżne powieści • mniemanych skar- 
bacfi, kture tam majq być w rttioac-H zagrzebane, 
■adto o BtracliacTi i ducnacTi, tamże pokutnjącyclu 



Lama. 

Lama należy 3a raierztit, krure przyswojone 
V Europie, wielkieby przynosiły korzyści. Oj- 
czyzna zwierza lego jest potudnioit a Ameryka, 
gdzie do tych samych prac używanym bywa, jak 
wielbłąd w krajach Azyi i Afryki'; oprócz lego 
ma pifkni}, cienkij i *liiis^ wełnę, liczoną pomio- 
d^y najprzedniejsze i nąjkuszluM niejsze. Nim do 
osad bisznańskicli sprowadzono mnł^, użynano 
bni do rot><it w roli z wielka fatuości^. 

Przy łddoM-anin er<^żar4w, leża spokojnie, uklę- 
ki(łW8r,y jak witllilądf lecz czuj^, iż włożone 



na nie jiłki przechodzą siły, nienisz^ się z miejsca. 
Chód mają pewuy i dość spory: unoszą tyle, ile 
osiet zdolny jest dźwigać. Odbywają drogi je- 
dnym ciągiem, dopóki tylko sity starczą : zmęcio* 
nc wypoczywają 20 do 30 godzin: przestają na 
oście socliym i na takich roślinacli, jakich żadn* 
inne złi ieizę jeść nie chce ; przywięznją się ła- 
twa do ludzi, i raz przyswojone, nieadalępnją ich 

Żyjąc w stanic dzikim, zamieszkują gótzyst* 
okolice, w wielkich trzodach razem cliodząc. Jak 
kozr dzikie, skaczą po niedostępnych dla ludzt 
skiuacli: idąc na paszę wysławiają straże, które 
o najmniejszćm niebtfzpieczoństwie nn'iadamiają 
EŻeiiiciu swem inne: wt«dy ucieka cała trzoda: 
szybkim biegiem, staje potem nieco, aBy się prze- 
konać, czy jeszcze gtożi niebezpieczeńslwo, i gdy 
spokojnie, używ a pokarmu ; jeśli zaś ściga nii^ 
przyjaciel, dąży w znane kryjówki z taką pręd- 
kością, iż pies dugiinić żadnej nie jest zdolnym. 

Dlnżej niż wielbłąd, obynau się może lama 
bez napoju: pochodzi to ztad, iż na ^tewnęlrznej 
stronie torby, mnóstwo ma komórek, w których 
się woda długo bez zepsucia zachu>vuje. Ito^- 
gnteu ana szamoce się 4ł»gOr i ^vydaje wtedy diiżff 
śliny cienkiej, klórąlndyanie trucizną, wyrzuty n> 
ciele sprawującą, być mteiuą. — D oświadcz en io- 
nnuczyło, iż Inina w h miarkowanych kliniałacb 
dubrzs żyć może: w kopalniach w Poiosi nżt- 
wiyii Ijtiu d» ciężkich prac ; w zimie iiawel ni'*- 



15S 



potrzebuje piln e«;o cfiodowaDia^ chroni je bowiem 
od mrozów obfi (a wefna. 

Łagodne xq zwierzę należ j do rzędu prze- 
suwających: przyjemniejsza ma postać, niź wiel- 
błąd, f;iyi uie nia nad miarę dłuo;i^j pogiętej szyi, 
garbów na grzbiecie, ani tak diugich niezgiab> 
nych nóg. Wyfiokość wyrosłej Jamy wjnosi 
4^ stopy, a dlugoftó od szyi do końca ogona do- 
chodzi fi 6tóp« 

O przepędzaniu długich wieczorów zimo- 
wych na wsi. 

W zwyczajnej pór kolei, nadeszła znowu zi- 
ma, jakkolwiek mająca swoje zalety, jednakże 
przykra pod wielu względami. Mniej tego do- 
znaje mieszkaniec miast, mianowicie większych^ 
gdzie goniące za sobą zabawy wieczorne, obok 
mniej lub więcej ważnych zatrudnień dziennych, 
nie dają prawie wytchnąć umysłowi* Nie tak 
dzieje się na wsi. Biedni mieszkańcy Tprzepra- 
fizam, ze tu jedynie tylko klassę wyższą, powszech- 
nie obywatelami zwaną, mam na myśli) zwła- 
szcza gdzie oddalone lub nieprzyjazne sąsiedztwo, 
częstokroć po kilka tygodni nudzić się mnszą, 
nim się im nastręczy juka zabawa; a chociaż 
kuligi, lub bale przerywają niekiedy głuchą 
ciszę zimową, zapytajmy, czyli uczestnicy t^ch 
zgiełkliwi eh zgromadzeń, choć w większej tylko 
części zabawili się prawdziwie? Jako na- 
oczny śi^iadek, tylokrotnie widziawszy szczere 
ziewania w podobnych zdarzeniach, naslucliaw- 
6zy fiię nieraz użaleń na serdeczne nudy, wątpię, 
aby zabawy tego rodzaju zupełnie odpowiadały 
izamicrzonemn celowi. Ale mniejsza o to, są one 
koniecznie potrzebne, łącz^ z sobą nie jeJnę 
przyjemność i dogodność, a wreszcie są zabyt- 
liieni zwyczajów przodków naszych, i dla teę;Oj 
.7.wyczaj ten koniecznie zacliowaćby należało. 
Zboczyliśmy jednak z zamierzonej drogi; powie- 
dzieliśmy w)żej, że mieszkańcom wsi, pora zi- 
mowa nastręcza mniej przyjemności, niż lato. 
Zachody około większego lub mniejszego gospo- 
darstwa, zająć potrafią godzfiiy dnia. Wieczór 
zaś, a ten od Listopada do końca Lutego by Yia do- 
syć długi, na czemże przepędzić? Chociaż licz- 
ba osób samotnie żyjących, stosunkowo jest nie- 
równie mniejsza^ to przecież i w rodziiiach licz- 
niejszych, ciągła jednostajność musi się koniecznie 
sprzykrzyć, i zacbecać do ponętnych choć koszto- 
wny cłi i pod tylu innemi względami nie zawsze 
korzystnydi zabawek miast, czyli jak to nióuią^ 
ąrielkiego ś\Yiata. Książka, choćby też najuży* 
teczniej^za i przyjemna, nie podobno, aby ciągle 
zająć mogła. Butelka i karty, dzięki Opatrzno- 
ści,' coraz bardziej wychodzą z mody, równie jak , 
rozprawy <> polo^^aniu o popis) waniu się char- 
tów, gończycli i t. d^, które kobietom podobno 
sawsze były nie mite, a przynajmniej je mało 
4ibchodzily, ponieważ przy zabawach tydi rząd- 
i^o iy\kOf i to chyba przy kartach^ miały udziaL 



Filantropia, czyli jak ktoś nazwał trafnie, 
ludzko-lubi^-otć jest sprężyną, która obecnie 
w zmiennej rzeczy kolei^ dziś porusza wielką ma- 
chiną śuiata, to jest żyjących ludzi. Idżmyż z 
duchem czasu, zastosujmy io niego nasze dążno- 
ści, a nawet na nudy dhigich wieczorów zimo- 
wych znajdziemy lekarstwo. Powiedział ktoś, 
niewieni czyli to prawda, że jakkolwiek (u nas) 
oś\^ lecenie olbrzymim postępuje krokiem, to prze- 
cież wpły%v jego bardzo ogi^niczony, gdyż tylko 
jednej kiassy dosięga, większość zaś ludu, ani 
ma, ani mieć może o niem wyobrażenia. W miarę 
możności,, rozszerzać takowe wyobrażenia, jest 
świętym ubowiązkiem każdego, kochającego praw- 
d/iMio swój kraj i plemię, którego jest szczepem. 
Bardzo dogodną do tego porą są długie wieczory 
zimowe. . Zgromadziwszy raz lub parę razy w 
tydzień czeladkę i podwładnych. Pan domu, lub 
naczelnik, mniejszego albo większego gospodar- 
stwa, mógłby praktycznie udzielać i upowszech- 
niać wiadomości stosowne, których sam wielkim 
jcosztem i zachodem nabywał. Nie trzeba tego 
czynić w sposób nauczający, ani &ię górnie roz- 
wodzić nad przedmiotami, przechouzącemi poję- 
cie słuchaczów, bo tembj się wszystko zepsuto 
od razu. 

Rozmowa, przy jakiemkolwiek zatrudnieniu 
ręcznem, mogłaby podać sposobność do mówienia 
o t}m lub owym przedmiocie. Tym sposobem 
możnaby najnowsze wynalazki upowszechnić mię- 
dzy ludem, i stopniowo usuwaj przesądy wszel- 
kiej nowości przeciwne, a częstokroć stawiające 
niepokonane trudności w zaprowadzeniu ulepszeń. 
Przy gawędce takiej, nie jednoby się także wy- 
jawiło posirzezenie, od wieków może między 
gminem ukrywające się, a które do teoryi zasto- 
sowane i objaśnione, mianowicie w wydziale 
nauk przyrodzonych, ważnem staćby się mogło. 
Przypominam tu, zdarzenie Newtona z owczarkiem. 
Dotychczas, nie posiadamy, mimo rozlicznych 
pojedynczych starań i znakomitych w tej mierze 
zasług, porządnego zbioru, ani pieśni, ani pow ia- 
stek^ ani też przesadó«v ludu, tak wiele do ob- 
jaśnienia hi^tor)i przyczynić siif mogących. Te 
także tym sposobem mogliby być zyskane. Ze- 
branie ich od dawna już zalecają najzasłużeńsi 
względem literatury ojczystej m<'żo\\ ie. Wielo 
juz zaginęło i coraz więcej gfnie, w szybko ula- 
tującego czasu otchłani. Ratujmy przynajmniej, 
co ratDwanem być może. *) 

Wykonanie nie tak trudne, jak się zdawać 
może na pierwszy rzut oka. Trzeba tylko do- 
brych chęci, trzeba sobie umieć zjednać zaufanie. 
Piszący niemT»że się pochlubić, iżby podawał 
własny lub nowy pomysł. Skreślił tjlko i opi- 
sał, co w kilku miejscach, przez gorliwych i 
prawdziwych przyjaciół ludu widział urzeczywi- 
stnione. ^l* Z. 



*) Rcdalccya tĄ samą powocłowaiia mj^Tą, nc«y<ńł.i, 
fili poprzednio 8i6suwi»ą (kIczw^, i ocsekiijc jćj skuikn. 



130 



Cmentarze. 

Właściwe zwyczaje i sposób mjslenia rozmai- 
tych oarodówy w niczem nie okazuje się wjraź- 
Biej^ jak w rozmaitych obrządkach i sposobie grze- 
bania umarł j eh. Nie ma żadnego, któryby się 
w tym względzie okazywał obojętnym; któryby 
nie ożywat środków, bądź do jak najdłuższego 
dat przechowania, b^dż do ich jak najrychlej- 
szego zniszczenia. Środki te różnią się między 
sobą, stosownie *do. obyczajów lub przesądów każ- 
dego prawie narodu. W niektóry cti krajach ciała 
umarłych zostawiają nie pogrzebione na otwat'- 
tern polu, lub w lasach, na pastwę ptaków i 
zwierząt; w innych zatapiają je w jeziorach lub 
rzekach, albo rzucają w przepaści. W Indyach 
Wschodnich suszą je naprzód przy ogniu, po- 
ceem dopiero obuijają płótnem i zakopują w zie- 
mię. W innych strunach tegoż kraju, palą je od 
razu na stosach, Gwebrowie, w Persy i, mają dwa 
cmentarze, biały i czarny; na białym grzebią 
tych, których życie było cnotliwe; na czarnym 
przeciwnie tych, na których pamięci cięży zarzut 
popełnionego występku lub zbrodni. 

Rozmaite w tej mierze obrządki rodowitych 
Amerykanów, dostarczyłyby już same niewyczer- 
panej treści do naszego przedmiotu. — Wybierze- 
my z nich tylko nabtępne. Arakowie, mieszka- 
jący na południe rzeki Orinoko^ zawieszają ciała 
umarłych w swych chatach, dopóki całe ciało 
nie odpadnie od kości, i natenczas kości te tłuką 
na mąkę, i wypijają z napojem: albo też palą 
cJała na stosie, zachowując na tuż użycie zebra- 
ne popioły. — Abiponowie, m' Ameryce południu* 
w ej,' grzebią pospolicie swych zmarłych pod cie- 
niem drzew; a gdy wódz pokolenia albo wo- 
jownik umiera, zabijają konie jego na grobie. 
Po niejakim czasie wykopują ciało z mogiły, i 
przenoszą je w najskrytsze tajniki lasów. Nie- 
które pokolenia robią szkielety z ciał swoich u- 
marłych, i mieszczą je w siedzącej postawie, ubra- 
ne w ozdobne szaty i pióra, oko i o ścian umyśl- 
nie na to przeznaczonej bndowy, kióra się w pew- 
nym czasie w roku urocz>ście otwiera, i wszy- 
stkie szkielety w nowe się suknie obłoczsją. W 
ogólności wszyscy Amerykanie okazują dziwną 
chęć, aby ich kości, wespół z popiołami ich przod- 
ków, spoczywały w kraju ich urodzenia. W ko- 
czujących pokoleniach południowej Ameryki, które 
częstoKroó o kilkadziesiąt mil naszych z pier- 
wotnych swych siedlisk oddalać się zw}kły, je- 
śli kto w ciągu tej podróży umiera, pozostali 
krewni lub przyjaciele, robią z ciała jego szkielet, 
który posadzony i przywiązany na grzbiecie ulu- 
bionego mu za życia konia, towarzyszy wciąż 
karawanie, dopóki ta, po jakim kol wiek bądź 
czasie, do miejsca rodzinnego nie \iroci. Zdaje 
się nawet, że szczególniejsze przywiązanie tych 
rozmaitych pokoleń do tego, lub owego kawałka 
ziemi, pochodzi jedynie ztąd, iż w nim spoczy- 
Iffąją zwłoki ich przodków* Znana jest powszech- 



I nie owa wzruszająca odpowiedź jednego wodza 
północnych Amerykanów, który, gdy mu Anglicy 
radzili, aby im dobrowolnie pewną część kraju 
ustąpił, odpowiedział pytając: „Moźemyż my po- 
wiedzieć kościom ojców naszych, powstańcie! i 
pójdźcie z nami do innego kraju?'' — Jakoż te 
pukolenia, które przed przemocą Europejczyków ' 
z siedliiik swoich rodzinnych ustępować rausza^ 
wykopują zwykle z grobów, i zabierają z sobą, 
wszystkie ciała i kości, nie tylko krewnych lub 
przyjaciół, ale i najdawniejszych swych przodków. 

W najdawniejszych czasach Assyryjczyko- 
wie i mieszkańcy Babilonu, oblewali ciała umar- 
łych woskiem, wprzód nim je w ziemi złożyli. 
Egipcyanie wierząc w nieśmiertelność duszy, a 
raczej rozumiejąc, że byt jej, po śmierci nawet, 
od trwałości ciała zależy , prze^ł yższyli wszy- 
stkie inne narody, w troskliwości, i w sposobach ' 
zachowywania ciał, robiąc z nich owe sławne^ 
do dziś dnia jeszcze istniejące Mumie. 

Wszystkie te, jakkolwiek nuędzy sobą iróżne 
zwyczaje i obrządki, pochodzą z jednej i tejże 
samej zasady, z owej czci dla umnrlyclt, która, 
w tych nauet narodach i wiekach, gdzie żad- 
nych poji^ć i wyobrażeń o nieśmiertelności duszy 
nie było; stanowi niejako cechę natury ludzkiej, 
i zdaje się zapo^\ iadać iwiat przyszły. We wszy- 
stkich krajach i czasach, cmentarze były pod 
szczególną opieką praw i religii. Izraelici, przed 
wyjściem jeszcze z Egiptu, mieli osobne dla siebie. 
Przyszedłszy do Chanaan, pier wszem ich stara- 
niem było, upatrzyć stósoMne miejsce dla grzeba- 
nia umarłych. Każde miasto miało swój publicz- 
ny mogilnik, za murami położony. Mogilnik mia- 
sta Jeruzalem, był w dolinie Cedron; w nim hjio 
\iyznaczone osobne miejsce dla kapłanów, i da- 
lej nieco dla cudzoziemców. — W Grecyr, przed 
prz^jłjciem od Frygijczyków zwyczaju palenia ciał 
na stosach^ grzebano je powszechnie w ziemia 
w miejscach na to przeznaczonych; polem nawet 
używano cmeutarzy i grobowców, mieszcząc w nfch 
urny z popiołami zmarłych. Grobowce Rzymian 
stawiane były pospolicie za miastem, po obir stro- 
nach dróg publicznych, a to w tym celu, aby 
podróżnym powszechne przeznaczenie ludzi przy* 
pominąć* 

(Koniec nastąpi.) 



Anclrzdj Maxyinilian FredrOr 

Różnym sposobem krajowi służyć możn^r.- 
Prawda, że świetniejszem się być zdaje powoła- 
nie żołnierza, który narażając własne zdrowie i 
życie na niebezpieczeństwa, chwałą zwycięstwa 
zdobi swe skronie, i dla tego mamiącego blasku^ 
Miocej może znajduje wielbicieli. Lecz podobno 
równej sławy, a m iększej wdzięczności godzies 
jest mąż, służący ziomkom mądrą radą i poży- 
teczną nauką. Bo jeżeli pierwszemu inzy osobi- 
Stern męzt\iie, najczęściej przypadek dopomoże^ 



60 



Andrzej Maxymi)iaii Fredro. 
dnigi bez głębokicli wiad<Mności,_ połączonych z 
natężoną pracą, tei do8Aviadczeniaj bez cnoty i 

poświęcenia, nię zdoła hyi użytecznym, nie sta- 
nie się stawnym". Ciclia obywatelska cnota, wię- 
cej ^vymaffa ofiar i trudilw, większego zatem sza- 
cunku godna. , . „ 
Nie głośne są w dziejach, a przynajmniej 
rzadko wspominane wojenne czyny Fredry, ciio- 
tiaż zapeAvnc i w tyra zawadzie, zwyczajem przod- 
ków, twjczyi się nie zaniedbał; ale mądra radą 
w senacie i uczonemi pismami, nieśmieitelną 80- 
Łie zjednał sławę. Żył on w niesrcięiliwych 
czasacli pod panowaniem Jana Kazimierza. Ka- 
rol Gustaw npojonv szczęściem wojennem, wypę- 
dziwszy Kazimierza, Sandomicrzan, klói-zy nie- 
bacznie żądai), aby sejm złożył i praiva eiekcyi 
poUvierdził, skarcił temi słowy: „nie notrzebuję 
ja waszych eiekcyi," a uderzając po rękojeści pa- 
łasza : „lem ja, rzecze, jestem już królem i panem 
waszym." Jednak dumny ten wojownik nio dlii- 
e» potem z krajti iistapió musiał. A kiedy z dru- 
giej stronv napaść Kozaków szerzyła mordy i po- 
iogi, trzeba było znowu spiesznej obrony. Zna- 
komitsi i gorljwsi obywaltlc, biegli na pomoc, vy- 
siawiając własnvm "kosztem clior.igwie. Fi-edro 
nie dał się innym w tym względzie wyprzedzić i 
przybywa z zaciągnionemi priez siebie rotami pod 
Zbirów i Beresteczko. — Wkrótce potem nawa- 
la '1'atarska, spustoszywszy Kiia całą, zostawiła 
no sobie płacz , sieroctwo, głód i rozpacz biedne- 
go ludu. Czule serce cnotliwego męża, nie było 
bbojclne na tę publiczną klęskę i nędzę «Ieśnia- 
liÓM'^ Jako troskliwy ojciec, dzielił sie dostatka- 
mi swemi z nbóstwem, goił rany, nspierał i cie- 
hr.vl, dowodząc tego własnym Hczynkiem, że nie 
doatatki, ale ich szlachetne użycie, czyni człowie- 
ka nia« dziwie bogatym. Postąpiwszy z Mar- 
fizalka na godność Kasztelana Lwowskiego, a póź- 
niej Wojewody Podolskiego, umarł w podeszłym 
wieku roku 1C79. — Byl to maż prawy, niew- 



gięty, dobro publiczne aad własna liorzyfć prz** 
noszący, radą pożyteczna gorliwie krajowi nstu- 
gujący. Z tą gorliwością i cnotą łączył niepo- 
spolitą naiik^,, którą nie tylko pomiędzy wspAt- 
Gzesnymi w izbie senatorskiej chlubnie się odzna- 
czał, ale nadto w publiczności sławę znakomitego 
pisarza sobie zjednał. Posiadając dokładną zna- 
jomość łaciny, skreślił W tym języku dzieje od 
śmierci Zygmunta Angusła. L'eCK ważniejsM 

jeszcze są jego dzieła noralno-poli tyczne (nrcon- 
silii — monita politico-moralia — Militarium libri 
duo etc.) także w łacińskim języku ; z tych nie- 
k4óre Glinka na język polski przełożył. — 
Nadto bezimiennie wydane: Przysłowia mów 
potocznych, albo pizestrogi obyczajowe, radne, 
wojenne, przez wiernego ojczyźnie Anonyma: z 
tych udzielamy niektóre naszym Czytelnikom : 

„Kloż kiedy pana poganił? Kero będąc \r 
złościach najsprosniejazy, najwięcej pochlebnych 
najdowałpochwalcówjco go najbardziej zepsowato. 
Za kim niewinność chodzi,jak we sto koni jeździ. 
JSzczęście do pana, ujdzie za największą cnotę. 
Wielkich rzeczy nie mówiąc, najlepiej się mówi. 
Kowal fortunyniekn^'e,sobieją kto chce zbuduje^ 
Złemu szermierzowi lada co zawadzi. 
Z niczego nic nie będzie. 
Wiele umie, kto nie umie nad potrzebę. 
Księgi biegłości dodają, ale rozsądek więhsza 
mądrość sprawuje nad wielką łacinę! 

Żaden tam nie rządzi, gdzie wszyscy rządsn. 
Racya rozum ułagodzi, ale nie połata szkody. 
Od złego >i łodarza bogato racyi, pieniędzy mało. 
Głód stanie za kuchmistrza. 
Co z daleka, to dobre, tak mm'emanie niesie. 
Własne rzeczy afTektem, nie rozumem się sądn. 
Kogo sumienie nie stroriije,przed sad wołany żartuje. 
Pan, nie pan ale szafarz, więcej słngwa, wielH 
dogadzać musi żołądkom." 

Czarne suknie. 

Oddairtia wiadome jiii bjly wlaiiioici roimaitjek 

holorów co do ■[opuia diialnliiofci, jakie ua iiie 'WT- 

i^plik. Leci osiamiemi c.asy D. Stark, ta 

II] cli dujwiadcinl nad siikiiiami roimai- 

odkrjł nader ciekawe ich wlamojci 

pncjmciwania si<i lapaclumi i piw- 

żliwYcli cliorób, Z doiwiadcieu tyck 



poniucą liti 
tycli kuli^rij 
pud wxgl(;deii 

ocliraniają ciało liuUkie od gorąca sljiiecsiiego 'lai 
niior.iw, jccB piiijtm.ją sii; tei n.iilrtidiiiuj szkodliwa- 

deniii, 2) ie izby w sepilalncli jak n;.jcz^scićj należy 
bielić, dla idpotiicii^niaiierzcuiiisitcpideiiiicznycticliu' 
lób. 3) iiakoiilec, ir. podcz.s paiimv«„ia jakicbkol- 
wick zjriiźliwych cJiorób, r.diiif z iksiii roślinuycU 
dnltko więcej subcipiecia od oithij t tkani zwie- 
ri^cycli, pkiLiiii są weliii i jedw.ib. W ogóluoici 
P. Stark piiw-iLaje iLiiraocnići przeciw ankiiiom c*av- 
.lym i d.iw...l/i, li Ukaiio nfgdy ich nosić nii^ po- 
winni. Ciitńwrjiii w lej mieiic faklcni ieit przTOa. 
dek Dl', nildcb.niid, kti.iy wyjecliawszy z Wiednia, 
W ciasio kiedy lani Krassu»'al.-i Jikarlatyna, lOisiał byl 
ię clioiob^ w l'udolii, przez luUial ciai nego frala, 
Uafy pized dwoma niiosi^canii w Wiednin nosił. 

(I'am. Knik.-I 



Nakładę 



drukiem bv 



(.Ked.Cicchauilu.) 



Przyjaciel Ludu. 

Rok drugi. ]Vo. 21. Łc.o, dni. 21. ŁiiKp«i« usj. 



H a t u s z w G d a 11 s k 11. 



162 



Rcąd i^brjf tkrz^tnoić, dogodne poloionie i 
littiiejętoość korzystania t naT^rijającjch się po- 
ny sLaj eh zdarzeń, czjni^ państ>vay miasta i ro* 
dżiny z matych początków moznemi. Każda.nie* 
mai karta dziejów , o prawdzie tej przekonywa. 
Bliędzy.iiDiemi Gdańsk, w dawnej Polsce, stawia 
jasny tego dowód. ^ Miasto to, z kilku chat ry- 
bacltich, urosło do znakomitej wielkości, i stato 
się w 16 wieku najbogatszem na północy Europy. 
Zrzuciło z siebie jarzmo Krzyżaków, a poddawszy 
się opiece królów polskich, nieraz opierało się 
icn postanowieniom, nieraz ich powagi uznawać 
niecheiało i prawa swoje, a czasem i urojenia 
orężem popierało. Miastem rządził, pod zwierz- 
chnictwem królów polskich,^ magistrat, złożony z 
Burmistrza, Radzców, ławników i członków 
gminy. Siedliskiem tego rządu byt ratusz, który 
rycina niniejsza wystawia. W gmachu tym przez 
pięó wieków magistrat, złożony z najznakomit- 
szych w każdym względzie osób, czuwał nad 
dobrem mieszkańców ; z murów jego wychodziły 
ochwaty, które się do wzrostu miasta, rozszerze- 
nia handlu, utrzymania porządku, a niekiedy też 
i do ktęsk własnych przyczyniały. Raiusz ten 
|>;ra niepospolitą rolą w dziejack Gdańska, a na- 
tręt w dziejach Polski. Z tego względu nie bę- 
dzie od rzeczy, dać o nim krótką wiadomość Czy- 
telnikom Przyjaciela Ludu. 

• Ratusz Gdański stoi na długiej ulicy. Wznie- 
siemy został — jak się Kuricke w opisie swoim 
Gdańska domyśla — w roku 1311. Kształt atoli 
jego wewnętrzny i zewnętrzny, w ciągu Scin wie- 
ków^ rozmaitym ulegał zmianom. W ruku 1465 
przydano rou %Tysoką ««ieżą. W roku 1556 dnia 
trzeciego Października, wybuchnął ogień w jednej 
s dolnych izb ratusza^ i w prz^iągu kilku godzin 
sniszczyt znaczną ezęść t^o gmachu, a między 
innemi i wieżą. W kitka lat potem, to jest w 
roku 1561, odbudowano ratusz ten w kształcie, 
w jakim go dziś widzimy. — Jakkolwiek ratusz 
Gdański okazałym jest zewnątrz, okazałość ta 
njknie w porównaniu z wewnętrznemi ozdobami, 
które w sobie zawitra. Szczególniej zwracają 
uwagę na siebie dwie sale, w których magistrat 
Gdańjiki niegdyś posiedzenia sw*oJe odbywał. 
Sufity ł śctany ich ozdobione są najpiękniejszą 
sztukaterską robota, częścią z drzewa, częścią z 
gipsu^ w guście lago wieku, wystawiaiacą roz- 
naile figury i herby miasta Gdańska i królestwa 
polskiego. Ławy naokół nich starożytnej, pięk- 
m^j roboty^ wjrbite są adamaszkiem. — Z wieży 
ratuszaej najpiękniejszy jest widok na czarujące 
•kolice Gdańska. Z jednej strony iyVzysz nie- 
przejrzane płaszczyzny bogatych Żuław, z dru- 
giej wspantate morze a pięknen^i nadbrzeżnemi 
siołami. Ratusz Gdański przywodzi nam na myśl. 
wiele miłych wspomnień z wieków upłynionyćh. 
\y roku 1457 przybył do G<łanska Kazimierz 
Jagiellonczjk w orszaku kilku* duchownych i 
świeckich senatorów i 3000 jazdy. IMiasto Gdańsk, 
pr«yjawszy swej^ó oswuhudzicitria z. naj\uVk- 



sz^ okazałością, złożyło mu na Ratusza przysięgi^ 
wierności, a w zamianę tej, otrzymało z rąk Mo- 
narchy ów sławny przywilej. Który się późnij 
stał . podstawą wszelkicli pomyślności Gdańska* 
W roku 1504 król Alexander, zwiedziwszy s 
&woją małżonką Gdańsk, mieszkał kilka) niedziel 
na ratuszu, i tu od Gdańszczan hołd odbieral« 
W roku 1521 Zygmunt I. przebywszy do Gdań* 
ska, w zamiarze przytłumienia niesnasek pomię« 
dzy Magistratem, a mieszczanami ^ry buchty ch^ 
wydał w tej mii;rze kilka postanowień, i odebrał 
na ratuszu przysięgę od miasta, że postanowie- 
niom tym poslusznem będzie. Następni ]\Ionar^ 
chowie, jako to, Zygmunt August, Batory, Zyg-' 
munt UL, Władysław lY. i inni, częścią oso- 
biście, częścią przez swoich pełnomocników od- 
bierali na ratuszu tym przysięgę wierności od 
Gdańszczan. Na salacli ratusza Gdańskiego król 
Stanisław Leszczyński naradzał się w roku 1734 
z wiernymi sprawie jego Gdańszczanami, o środ- 
kach obrany miasta, a tc^m samem o środkach 
utrzymania się na tronie polskim. — Raiusz Gdań* 
ski posiada ogromne arclii\ium, od 13 go wieku 
począwszy, w jak najlepszym porządku utrzymy- 
wane. , Archiwum to zawiera nieprzebrane mate- 
ryaty do historyi PoUki i Prus królew skich ; ko- 
rzystali już wpra\i-dzie z niego w szacownych 
dziełach swoich Lengnich i Voigt, przecież pi- 
szący dzieje dawnej Polski, powinuiby z skarba 
tego 'bezpośrednio czerpać. J* Ł. 



Hieronim Radziejowski *) 

Do tej liczby ludzi, którzy mimo tego^ że nie* 
celowali ani geniuszem, ani ś\iietnemi czynami^ 
wpływali jednak omoż przez szczególne stosunki 
na przyszły los swej ojczyzny, należy Hieroniń 
Radziejowski, starosta Łomżyński i podkanclerz^ 
koronny. Petne dla dalekiej potomności nieszczę^ 
śliwych wypadków panowanie Jana Kazimierza^, 
posłużyło Radziejowskiemu, jedynie za osobista 
uwodzącemu się korzyścią, do wywarcia zemsty 
na ogóle, lubo tylko powinien hyi mieć urazę d» 
pojedynczych za wyrządzone ma krzywdy. 

Radziejowski z rodu znakomitego w koronie^ 
odebiawszy stosowne z wyolirażeniami czasu wy- 
chowanie^ żył bez wielkiego w kraju znaczenia^ 
[ako starosta Łomżyński do roku IĆdO, a czter- 
dziestego wieku swego. W roku tym^ wszedł 
Radziejowski w związek małżeński s Anną. 
SluszczaniLą, córką Woje\i ody Trockiego, a wdo- 
wą po Adamie Kazanowskim Blarszałku nadwor* 
nym koronnym* Znaczny majrątek, który mu żona 
w dom wniosła, i godność podkanclefza koron- 
^^fyOf (pochlebiały cłiciwości i ^mie człowieka^ 
tylko takim namiętnościom oddanego. Niedługo 
ntarnHo go* to urojone szczęście:, Kozsiewane ba* 

♦) Pomimo w z-clEiego storani«n, niemoglf»nj 
wyinKfć iiTgf^ac obrazu n <^ia legt^ 



163 



baJBiei wssczflj pomieclsy małżeństwem kłótnie, 
które stopniowo y aż ao zerwania fegos małżeń- 
stwa diijrzały« Jeszcze przed zapadłym wyro- 
kiem rozwodowymi Radziejowska zajęta pałac 
po Kazanowskim w Warsza^iiei dzisiejszy dom 
do^roczynnościy a obsadziwszy go służba brata 
swegOy skarbnika Litewskiego^ przykazała, aby 
do rzeczonego pałacu ani jej męża, ani nikogo z 
jego dworzan nie wpuszczano. Radziejowski pod- 
ówczas bawił w swych dobrach. Powołany od 
królowej do Warszawy, w celu pojednania go 
za pośrednictwem obojga królestwa, z zagniewa- 
ni) małżonka, gdy dobrowolnie niechciano mu po- 
zwolid zaj<)ó stajen* w pałacu Kazano wskich, 
użył przemocy^ przyczem kilku .zabitych .i ran- 
nych z obydwóch stron było. Dnia następnego 
na rozkaz króla, a za porada kanclerza Leszczyń- 
skiego, osobistego nieprzyjaciela Radziejowskiego, 
Łukasz z Bnina Opaliński, marszałek nadworny, 
zapozy^a pod kanclerza przed s^d swój o zgwał- 
cenie spokojności publicznej, a* ze to się stało w 
stolicy pod oki«m króla, o występek obrazy ma- 
jestatu. Zapadły wyrok marszałkowski, wsikazał 
Radziejowskiego na karę śmierci; lecz ponieważ 
on juz byt wyjechał do Piotrkowa, gdzie naten- 
czas zasiadał trybunał koronny, w celu protesto- 
wania, przeciw nie\%łci4ci%\ościs^du; wyrok Mar- 
szałka, zaraienioiiy na zauczn)',. uznał Radziejow- 
skiego za osławionego i zdrajcę kraju (infamis et 
perduellio ) Po ogłoszeniu wyroku tego, Radzie- 
jowski opuszczony od większej częjci slu^ i przy- 
jaciół, ukrywając się przez kilka tygodni w kla- 
sztorze Dominikanów w Piotrkowie, gdy usłyszał, 
iz juz na\iet przekupiono i wysłano przeciw nie- 
mu skrytobójców, umyślił Polskę opn^ció. Dla 
bezpieczeństwa, osobistego potrzeba mu było, tak 
nazwanych listów żelaznych (salrus condnctus)^ 
zażądał więc piśmiennie tychże, najprzód od bi- 
skupa Krakowskiego, a później gdy mu ten ich 
odmówił, z równym skutkiem od VVojewody San- 
domirskiego. Widząc Radziejowski, iż pismem 
wieleby nie zyskał, udaje się osobiście, z wysta- 
wieniem się na wszelkie niebezpieczeństwa, do 
xięcia Ostroga, Wojewody Krakowskiego, które- 
mu również jak i dwom wymienionym sena- 
torom służyło wyłącznie prawo, wystawiania 
listów żelaznych. Nim jednak opuścił Piotrków, 
przesłał sejmującym natenczas stanom w War- 
szawie, z swę obroną, protestacyę przeciw zapa- 
dłemu wyrokowi, i prośbę o uchylenie tegoż. 
Zabawiwszy czas niejaki w We^Tiorce, u X. 
Ostroga, otrzymawszy żądane listy, nie oczeku- 
jąc nawet odpowiedzi od sejmu, udał się Radzie- 
jowski do Pomeranii, a za radą Konigsmarka 
Generała Szwedzkiego, tam komenderującego, do 
Szwecyi do królowej Krystyny, już natenczas 
zagniewanej na Jana Kazimierza, i cz) hającej tylko 
na jakikolwiek powód rozpoczęcia z Polską viojny« 

O ile nieprzyjaciele Radziejowskiego umieli 
korzystać z oddalenia się jego z kraju, a przez 
przypisanie mu winy w &ięsce pod Piławcami| i 



wielu intryi; w czasie wojny Kozackiej, wymogli 
na królu i stanach sejmujących w Ujazdowie, 
uznanie gę za zdriycę kraju, i wyrzeczenie żabo* 
ra jego znacznego majątku; o tyle starali się 
przyjaciele jego, wyrok marszałkowski, jako w 
niewłaściwym sijdzie zapadły, osła^iaó, i wyni- 
kłe ztąd uchybienia przeciw prawom, i połączone 
z temiz szkodliwe skutki wyliczać. Podług praw 
natenczas istnących. Radziejowski powinien byt 
byó sadzonym przez W. Marszałka koronnego^ 
lub tez przez stany sejmujące. Korzystali z tego 
przekroczenia ustaw krajowych, 'Marszałek sej-* 
mowy, Alexaiider Zamoyski, miecznik iSieriulzki i 
Krzysztof z Bnina Opalińi^ki, Wojewoda Poznań* 
ski; odważyli się zi«rócić uwagę króla i stanów 
sejmujących na nadużycia w Jtej sprawie popet* 
nione; lecz bez«»kutecznie. Radziejowski sam 
przysłał ź Jlzwecyi powtórnie iispra wiedli wienio 
swego postępowania, wyliczając w nim zasługi 
swych przodków i ««łasne; %vspomindł, jak męż« 
nie w bitwach pod Piław cami i Bei*esteczkiem 
przy boku króla \\alczył, i o He po porażce pod 
Konstantyno%vem,w koinmissyi traktującej z Chmiel* 
niokim, radą do doł>ra kraju się przyłożył. Wi« 
dząc, iż na toj drodze nic nie zyska, cłiwyta de 
innej, ostatecznej wprawdzie, lecz dogadzającej 
jego osobistym widokom^ gdyż prowadzącej lU 
zemsty« (Koniec uastąpi.} 



O 1 y m p« 

Na północ Łarissy, w tureckie części Tes«. 
salii, ciągnie się piękny, lecz pusty kawnl ziemi, 
kil morzu. Cichość ponura zajęła lo mi^'sce^ w 
którem przed wiokami życie wnajpięknieiszem oka«^ 
zy wało się świetle. Gdzie niegdzie widaó szcza-* 
tki dróg, w odległej staroży<tności znanych^ tu i 
o\«dzie okazują sie w dolinach uprawim niwy i 
małe oliwne ogrody, całe stanowiące bogactwa 
dzieiiejdzych krain tych smutnych mieszkimców« 
Opuszczone u*i i zdziczałe gaje, przypominają 
srogości wojny w niedawnych czasach, a od słońca 
spieczeni, wychudli i nędzni okolic ty^ch ludzie^ 
jęczą pod jarzmem barbarzyńca, UM*emieżającega 
z wyszukaną srogością, świetnego niegoyś luda 
potomków. 

Tu wznosi się owo siedlisko bogów^ sławny 
w pieśniach wieszczów greckich Olymp* Wy« 
jąwszy górę Ossa^ zdają się około nie^o wzno* 
szące się szczyty karłami, przypatiującemi się aU 
brzymowi. Utrzymywano w starożytności, is 
Olymp najwyższą jest górą i środkiem ziemi, 
którą sobie jako płaszczyznę, łat^«ą z miejsca 
tego de przejrzenia, wystawiano. Wyobrażenie to 
jako i wspaniały kształt, vr obłokach m ierzchołek 
swój gubiącej góry, naprowadziły poetów na myśl, 
iż tutaj przemieszkują bogowie, zstępując e nie* 
bieskit;h swycji siedlisk, aby naradzać sią o lo« 
śach śmiertelników. Tntaj także codziennie wy* 
jeżdżat świetny Feb na złotem swym rydwanie^ 
. ztąd rozwodziła not awe cienie^ występując n 

2t 



,0 r y m p. 



U;Łitiieg» Oemmi. giy Feb.rfcze twe ńmaki 
w luni poit. Wielka rada niebian pod grf^źnym 
iowiacem^ rontrzygala In snrzecski pomiędzy 
bo^in i ważne mrawy naroaówi Iwlzi. Kry- 
ształowe paTace, niedostępne nigt)^ stafaeinH czlo- 
wi^owi, zdobiły najwyższy azozyt gńry. 

W następnych czatach, gdy wyobrażenia o 
tióatwie t wielkości świata zmieniły się, przenie- 
m kapłani i wiesEcze liitla greckiego bogów mie- 
azkanie w nisbioa akleptenia, nazwisko mu je- 
dnak Olympa pozDSiało; a do opuszczonycli 
aiedzib bogńw na ziemi, długo jeszcze, nikt 
sblizyć się nie ośmieliła az dopiero gdy z ust filn- 
zoF&w imię WSE ecli mocnego i jednego boga wśrńd 
bidu zabrzmiało. Sukrntea i jego zuoleonicy, 
pienrsi otworzyli ziomkom swoim ocsy, i przy- 
prowadzili ich do uznania oslatnii-j wsiyatkiego- 
^rzyczjny, kt&r^j człowiek szukać tylko poMi- 
aicn, a wszędzie ją namaca. Spełzła z ziemi 
bbhater&w atarozytnoici pełna niedurzecznoici 
'wiara, a gdy promyk niebieskiego Ńwiatła i bo- 
akiij prawdy zabłysnął, znikła bojaźń przed wa- 
iai^cymi aię bogamf, i mgła, otaczająca niedo- 
stępny Ołymp. 

Wsl^iwszy na szczyt śniętej tej góry, wi- 
dzi oko wędrownika, cał^ ow^ kolebkę nowszej 
oświaty wszystkicli. narodów, pij^kn^ i czarująca 
krainę, którą niegdyś dwadzieścia ZBmiesikiwaio 
hidów. Pusta dziś Tessalla i zwolna przycho- 
dząca do siebie, po tylu wiekach «nu śmiertelnego 
Grecya, liczyły niegd)ś ;'i'(- ;■ iOO miast wiel- 
kich; uprawne niwy, ś\i: , omniki bogiw, 
■yszne l wspaniałe budi)vii(', sMiiiUczyły o azczę- 
aciiŁ i Wysokiem udu&kouaieniu mieszkańcowi — 



Fizedsiebierczy geotasc 6rekiw,.f nieprte-wyzszony 

dolądpraeinysf,osu«aal tu bagna ^zakła^I portyjak »• 
s eh ronienia dl a okrętów, 'które po wscysikich niemaT 
moczach produkta kraJM i dzieła szlifk rozwouly^ 
Lecz cóż aię z ten wisystkiemstało w przeciągu nie- 
spełna dMOch tysięcy tat? — Wielu najsławniej- 
szych miejscnie mnez i śladu : dzikie zwierzęta mąjf 
sweBchronieniaw pałacach królów; trzody liche pa- 
są się w spnsloszałych i zęben niel ilości w ego czam 
zniszczonych przybytkach bogów, a tam, gdićie wiel- 
ki JoHiKWgronie bogów rady odbywał, 1 zkąd pio-* 
runy swe rzucał, gnieździ się dtiś orzeł z swemi pi- 
sklęty. Znikła dawna świetnoif i aława Grecyi, a 
słabe jej ukazujące sięznaki, równejąsię śladom zo- 
stawionym olbrzyma^ przebywajć|cego niegdyś na 
ziemi, Napetnioiie nesołym przed wiekami Indem' 
krainy, zdają się pMgnqć,aby ciernie i piołuny, która 
ziemia wydaje, łitośnajakarękft wyrwała, i znów ja 
wuiodcujiic ■mieniła obirarj. \Yoiiiat gtuj, jiowictrd^ł. 
srogia biiiirmaiu jarsino, medoiwilają wmieść si<j lue- 
Liciii^in inicizluiilcDni, Zalaił^mnltun tluwiieMaroźytno- 
id porty, bagiii osuszone da wiiiuj, iiirditiwc dzUwydai^' 
wyziewy ;,powsiecfaiio ulióscwo lajifki niiejłce bogaciw, 
iKjiliA miejicc ibytków 1 (>łi.-i»ilućci ; cały krajb^dąciiio- 
gdyś rajriii ziemskim, imiiiny prjediuiwia obraispiiiio- 
szeiiia i nifiJzy. — Miisi^lui S](; to wszy^il^o tak iiniełiigin- 
pytiijc iiq sam siebie sljby i bolesciłiiu [eiiwidoŁpraejc^Lf 
rsluwict ? — Nie! przyciyna tuj amiaiiy nie była lam- 
kiii^ią w łunie li>^stwa. Sirz^ŚLie j-ikt> i iipa.lcktiaroduWt. 
r.ilei) , uciy nas Iiislorjy Guryi, od laiiiycli ludólfr. 
lik, jako pomyśliioió luli iiitsitiifirio pujcdyiiciggo czlo- 
wilka, od niego ijlKo s.iiticj;i, uwisłj'. ••• 



165 



Wieśniacy z okoiTic Wai-szinvy. 

(Ł. GoJcMowjKi; Ludpohkl.) 

Mtaawszef jjiko prowincyą invaianei nwie- 
»Io w »obie dawniej ufijewódstwa p?ockie, 
rawskie i maiowieckie. Kraina ta po większć^ 
MfŃci, osobliwie z pranej stroi^ Wisły, lasnmi 
Mrosta, ma grunta- sjioe, niekiedy piaskami prze- 
platane: w niekrbrjch p<HviB<Bcli iiczne irzoJy 
kydta, liandeŁ zbożem i drzewem znaczny do 
edańaka, do czego położenie przerznięle rzek^ 
WialąT. do ktur^Bag- i Narew, obiednie spłaMae 
pod Nowodworem, wpadaj^CjAposobnoić utatuiaj^. 
Jakie-' rodu mieszkaniec tę ziemię pierwinstkowo- 
nsiadły rAzne są historyków zdania. W wieku 
lOij^m kiedy imię Polaka w Europie pierwszy 
mz zaczęto być znajumem, jak Mazowsze nale- 
iato do pu«owaota (ega narodu^ » jegomieszkańcr 
stanowili zawsze ezęić sity zbrojne/: ecnieni byli- 
wielce, ezeg« dowodtm praysłowie, cztcFy nnj- 
fcpszerzeezy wyliczające: „Koń turek, cliłop 
Maziirelt, ozapka- mseierka-, szabla 
węgierka." Nazywano icli także prawo- 
wierne ftfazury. potykała ieli niekiedji i 
nagana, tak mtlwiono: „śłepy Hazur od 
eiemnfJ! g-wiaady!" a nawet kiedy powts'- 
Bzano: „m^dre Maavry** tO' ironicznie^ że in- 
Bjch oszukiwać umieją. 

Dyalekt ich odmienny, twardojć mowy w gmi- 
nie, dowodzi, podług NamMewicza,. zlew-ek języka^ 
dMMicli barbarzyńskicłi niegdyś narodów. Za- 
miast: Bz», cz-a, mi>w'ią: aa, ea;^ z ż, robi^ z; 
trzy brzmi u nieli (sy; z y robią »; z, dź, ci 
e. I, a przetwarzają na n: zamiast szcze iiży- 
wsią; leo. Lud Miejski Iinży, wesofy,i(i(ł>i jżup 



■ bitny r Jri męztwfr strega aaenz iwtoiyt 
z bndowy eiała zdalni sf dó trudów wojennych 
i pKyposzczKua szturmów ; dla tego Zygmunt Iłl. 
arzy zdobyci* Smoleńska^ potl wodzf Jana Gta* 
jew^i^^, szczęśliwie ich użył: a kiedy łan 
Kaźmierz odbierał 'Szwedom Wwszawę, liczna 
azIacMn Mazowiecka n^jwięce} nu d« l^t* do- 
nomogła, wdzierając tię na eteta zebnnycli wie- 
aniakiw na mury, z pt^^arda wszelkiego niabez* 
fieczeńalwa. Ifa odpusty i jarmarki, każdy z s»> 
bf dawoiei strzelbę noait; ztąd wiele Iw- 
ImIw i zabójstw aif zdarzało. . 

Chłopek abfera się zwyczajem din^ 
wnym w biata, czarna lub Kavą Mermięgę' 
» łapkami, czen^on^mlnb zielonym sznur- 
kiem obwiedzDoemi; koazuI» zweszonw 
na spodnie: do kościoła idąc, etiowaję* 
Spodnie witną i latem parciane; wybierając sfi^ 
na tiabaseństwo, bierze grana^towy sułueony iupan^ 
takąi łub mebn^ suknia, u której wyłogi szama* 
aksamitne, jak n- koaluszar pas czerwony^ -łab w 
paeki żMte z ezetwonem, taśmową robotą^ w kil- 
Boro obchodzący. Bót o^ parady r pR^ reboeia- 
bosanogat. Czapki różnego koloru niskie, grub» 
wystane pakułami z baranem- azemlum^ czarnym; 
kij gmby, dębczak albo Miidłak ; latem kapełnsK 
ałómiany, aibo< prosty wełniany biały.. Kofnecf 
ubiór I płócienna apódnica i koszttla cienka : kaC* 
Mn iaakienay niebieski'.- 

W zwyczajach wie3ni8kj'w małoje' sTę pro*r 
stota- i scezeresć. Młody Mazur, chcąc się żenió^ 
sam oświadcza się ojeu wybranej dziewicy,, mó- 
wiąc- Paule ojozer ęzy wydacie za mnie córk^ 
awofa Marynę czy niol bo ona mi się bar&O' 
spodobała, i zaranyśma ,d«Ii na' zapowiedeie;' • 
jeili nie wydaeJe za mnie Marynjr to- się. mtui— 
ma drugiej postarać. . W dzień ślubu idzie pan 
mtody z młodzieżą do domu panny młedej^ na* 
czele ich grajek, wycinając od ucha Maznra.- 
Po przywilaaiaoh szczerych Występuje orator^ 
państwu młodym oddając wieńce, r ma do nich 
wierszami przemowę, Z wieńca panny młodej 
Btarsz^a druchna' oddziela kwiató^F kilka, przypina' 
je do boku ; reazlę podobnież rozbierają druchny,. 
dzieląc pomiędzy aiebie ł drużbów. Przy roz- 
plataniu irtosów panny ntibdej. na dzieży, jpiej.- 
waj^ dnichny : 

zakukała kiikawcczlia ua trieiir,' 
Zaphli.ih Maiylecztu .111. dneiy, 
ZnkiiL-tta kiikawco^ita ua Uiigit, 
ZapłnkaM Maiy.leczku iia slitbK. 
Pbćzcm ktada jej. śm ieży wieniec na- skronie',- 
Nim idzie do kcijcioła, rzucają się państwo mło>- 
dzi da nl^ rodzicom i' odbierają- błogosławień- 
stwo. Drużbowie dosiadeia boni, pen młody im 
prżewodaiczyf za' nimi panaa mtoda aa Wozie z'- 
drnehnanii r mazykąi Przejeżdżając miaslo Ikb 
w ieś,. brzmi- muz) kftj wygrj wając znane pieśni i 
laiice. Wracająe, gdy potowe drofji ujadw naj- 



166 



4omUy po bochenek chleba; z tym cat^ drużynę 
weselną objeżdżajmy saprasza do' imeszkaiiia. 
Crdy na miejscu staną, przj odgłosie muz j ki wy- 
4diodzi| rodzice, niosąc chleb, sól i \i'idkn ; przYJ- 
mujf na progu chaty nowożeńców, zapraszają do 
4omu, gdzie śniadanie zjadłszy, tańczą do obiadu« 
Przed pierwszą strawą uczty weselnej, gospodyni 

£ije do pani mlodćj : cate wesele z okrzykiem 
ijąc w stit pięściami 9 przy odgłosie muzyki, 
wołai „niech żyje panna mtoda!^' — Ta pijo 
io pana młodego, wśród podobnych okrzyków: 
poczym wszyscy za£zynają pić i życzyć sobie 
zdrowia i szczęścia nawzajem. Na obiedzie we- 
aelnym musi być koniecznie: rosół, flaki, paster- 
nak, ^och; wszystkiemu zaś towarzyszą pieśni. 

Po skończonym obiedzie^ starsza swacba przy- 
stępuje io oczepin: zaledwie pani młodej cze- 
Sek włoży, nqstarszy drużba go zdejmuje, kla- 
sie natomiasit swoją jczapkę, mówiąc : „brzydko 
ivam w lym k^ipturze, lepiej w mojej czapce/^ 
Tym sposobem każda drucnna postępuje, a druż- 
bowie, jak na złość zdejmują je i kładą czapki^ 
nż do ostatniego, po którym druchna przy śpie- 
wie, obrządku oczepin dopełnia. Poczem każdy 
z przytomnych ofiaruje coś państwu młodemu na 
gospodarstwo równie przy pieśniach zwyczajnych. 

Bfalo znający potrz^b życia kmiotek, przestaje 
na szczapłem wianie małżonki, f nracując w po- 
cie czoFa przez tydzień cały, podocnocony, chwali 
nię, iż przestaje na małęm. Przy.taczamj tu dwie 
ipios^ takie; 

Ożeniłem się na Maiowsft^ 

Wziąłem w posagu tsy iwierci owsn^ 

^sy ćwi«rci owsa, tsy becki siecki^ 

Trseba się ciesyć, z takiej dciewecki. 

Jak ja byiein u Tatusia ; 

Oi da! ja b}^em bogaiy^ 
Miałem knrteok^ 
Kusiuteckę 

Oj da! Kapcliis rofcatyl 

Ga^jdaki *) mi si^ srod/.ii5f 
Oj da! uie ma koniu kopać : 
Dzicwcyce mnie posuciiy. 
Oj da! któż mnie bidzie kochać? 

IPscnidca mi się zrodziła. 

Oj da! spLiwiiem do Kitouska ^(OddAjka), 

Pieniążki się posdiolały, 

IQi mam tcia^ ni selą^a. 

Taniec Mazur, upowszechniony wszędzie i 
Ittbiony, obertas drugi ich taniec.; placki wy- 
borne, Mazurkami zwane, wsławiły Mazurów* 
,,Mazur w pierwotnym składzie swoim, **) 
jak go ind prosty dotąd tańczy, podubnj jest djD 
KrakowialLÓw , lecz jako tańcowany przez lud 
yf równiaadi żyjący, nie ma tyle skoków i 

*) Xai*Łofle gajdaki w Mazowszu { w Kraicow- 
•kiom i Sandomierskiem ziemniaki — w W ieikićjpolsce 
i Kujawach perki -^ w inbyoh stronach ziemne jahika* 

**) K« Brodzijtijki^ O Ca4cach« 



żywości, które tańce mieszkańców gór znamio- 
nują* Szybcy Krakowiacy i Górale, tem tylko 
od Krakowiaka go różnią, iz go drobnym 
nazywają. Przez wpływ rozmaitych okolicz- 
ności, stracił Mazur pomiędzy ludem s\iój 
charakter, i zmieni! się w rodzaj niezgrabnego 
walca. Klassa wyższa, przyswoiła go sobie, i 
przy zachowaniu narodowości, tyle dodała mu 
sztuki, ze śmiało do najprzyjemniejszych tańców 
Europejskich liczyć go można. Jeżeli tańce dzi- 
^siejsze są pospolicie tryumfem kobiet, przeto szcze- 
gólniej, że ubiór mężczyzn wcale tańcowi nie 
sprzyja; Mazurek zdaje się być jedynym tań- 
cem, w którym młodzieniec najpowabniej okazać 
się może, albowiem pewne przyjemne junactwo, 
jest duszą i ozdobą w tym tańcu. Lekki, do pa- 
sterskiego zbliżony ubiór kobiet, i ubiór wojsko- 
wy dla mężczyzn, jako pięknej budowie ciała 
najbardziej sprzyjający, dodaje temu tańcowi uro- 
ku w oczach malarza. W nim ciało odmienia 
szybko rozmaite postaci, on dozwala ramionom 
ruch4w niewymuszonych i niejakiego zaniedbania 
się w postawie, które przy wesołości, i tupaniu 
o ziemię, jest samą gracy ą« Entuzyazm i życie 
ożywione dodaje coś uroczego skinieniom gleuy, 
która wnei do góry wzniesiona, wnet ku pier- 
siom opadając, lub się łagodnie ku ramieniu skła- 
niając, maluje aż do zazdrości pełność życia i 
uciechy, cieniowaną przez prostotę, lekkość i de- 
likatność. Patrząc na parę, w której tanecznica 
unoszona praw ie ręką mężczyzny, na jego wsparta 
ramieniu, jego się wodzy oddaje; zdaje się, iż 
widzimy dwoje szczęśliwych istot, ulatujących 
ku szczgścia krainom. Tanecznica lekko ubrana, 
drobną i okrągłą nóżką oczy mamiąca, która w 
powietrzu się unosząc, ziemię tylko dotknięciem 
drażnić się zdaje, wnet się z rąk swojeo;o tane- 
cznika wyrywa, do innych odlatuje, okiem nio- 
dosięgniona, kolejno przez ty cli i u wy eh unoszo- 
na w powietrzu, z szybkością błyskawicy na 
ramię sw«go tanecznika się rzuca; jest w oczach 
widza istotą zajmującą, ró%vnie swujeni uszczę- 
śliwieniem, jak wdziękami i zręcznością. 

Muzyka tego tańca jest równie narodową i 
oryginalną. Zwykłe w nim połączenie melancho* 
lii z Wjesotością, zdaje się mieć za zasadę równie 
rzewną tęskność, jak rezygnacyą. Jest to wła- 
ściwy taniec kochanków, których i smutek jest 
zajmujący i godny zazdrości. 8ą w Polsce Ma- 
zurki^ tak jak polonezy zupełnie historyczne, do 
kt^ry^h przy wiązaną jest pamięć i uczucia natchnio- 
ne przez rożne wypadki narodu#^^ 



(Koniec.) 

W poprzednich Siuraerąch pisma naszego, 
daliśmy szczegółowe opisanie mogilników- SIu- 
zutmanskich na Wsclioclzie, w figurycznym ich 
języku miiislami milczenia zwanych: tn 



167 



kładieieiiij jesicie kilka azesegoUw^ tegoż przeJ- | mafę Prosaj, Aasirya, Ban-arya^ i wif ksza czfM 
niotu dotyczących. Niemiec, potem HoUandja, Belgia i Toskana; w 



dotjczi)cjch 
Grobowce bogaUzydi Muzofmanów odznacza- 
ją się przepjciiem architektorj rzeźbj, i po- 
złoty; pokryte zwykle wypukłemi kopułami , 
wsparte mi na czterech albo i ^lęcćj kolumnach, 
z p61-xięzycem na dachu i małemi wieżyczkami 
po bokach. Sam grób pokryty jest kamieniem 
szerokim i wypukłym, naksztatt wieka trumny. 
Po końcach stercza prostopadle z ziemi dwa waż- 
kie, wysokie głazy. Na jednym z nich, u głW 
będącym, widzieć się daje z kamienia wyrzezany 
turban, po którym się godność i urząd umarłego 
poznaje-; albowiem na wschodzie, każda prawie 
professya, ma swój osobny kształt i sposób no« 
azenia zawoju. Oprócz tęga kamień poziomy, 
okryty jest pospolicie mnóstwem rozmaitych na 
pisow, wyrażających imię, ród, godność łub za- 
sługi zmarłego; albo też stosowne miejsca z Al- 
koranu. U Turków jeśli pogrzebiony, za rozka- 
zem Sułtana ścięty, zofttał, zaszczytna ta w ich 
maiemanin okoliczność, wyraża się tym sposobem : 
iż na jednjm z kamieni prostopadle stojących, 
wyrzjna się lub maluje portret zmarłego, z gło- 
wą nie na karku, ale pod prawem ramieniem 
mnieszczoną. Chrześcianom na okazanie podob- 
negoż zaszczytu, wolno jest tylko głowę między 
kolanami malować. Muzułmani po śmierci na- 
wet, usiłują zachować wszystkie zewnętrzne róż- 
nice, jakie między nimi a rćżno-wiercami za ży- 
cia istnieją, ł tak, nikomu oprócz samych Tur- 
ków, nie Molno jest mieć cyprysów na grobie; 
chrześcijanie mogą zasadzać wszelkie inne drze- 
wa; ale żydzi żad nego. *0. 

Szkoły Elementarne*. 

(Wyimek pierwsay z roiprawy o iiitellektiialuej kiil- 

lurze Europę i sEiuj.) . 



taństwach tych bowiem, nawet dla dorosły ch^ 
tórzy przez niemożność, zaniedbnją swego ośm ie« 
cenią, sa ustanowione świąteczne i wieczór* 
ne szkody, gdzie powtarzanie wprzódy już na- 
bytych wiadomości, nie dozwala im przynajmniej 
zupełnie do pierwotnej wracać ciemnoty. 

W najnowszych czasach rząd Francazki, Sar* 
dyński i Grecki szczególną zf\%Taca uwagę na po- 
lepszenie tej gałęzi wychowania krajowego.^ I 
tak, we Francy i, nieda%ino wyśledziwszy mini- 
ster) urn oświecenia, że z pośród 38ł35 gmiv, 
które cały kraj składają, tylko 24148 w szkółki 



przeto połowa prawie dzieci lez szkolnego wy« 
chowenia zostawała; dalej nareście, że i na st^ 
so%vnych książkach, miano^^icie religijnych, zby- 
wało, podwyższono i\ięc Hczbę szkółek takich 
da 2Ś0OO i podano ńn książki religijne dła kato* 
lickiego,, protestantskiego i Izraełskiego wyznania^ 

(Ciąg dalszy nastąpią) » 

■im^Bmi^BiHHmmBmiim* 

Nsigrol^ek Władysława Łokietku 

w Krakowie. 

Pomnik wystawiony na obrazku, wzufesfony 
ojcu zapewne wdzięcznego syna dłonią, bes- 
szumnych napisów i pochwał, mieści w sobie- 
zwłoki króla, który rozmaite przeszedłszy koleje^ 
osiadł nareszcie na tronie polski^^ rozszarpane- 
na częścr kraje w jedno złączył,, a siłoą swą^ 
prawicą rządy państwa ująwszy, pa długich s 
nieprzyjaciółmi ł możnowładztwem bojach^ apo«- 
kojne królestwa synowi przekaZ)»ł. 

Podział państwa po śmierci Bolesława Krzy*- 



Chcąc poznać obecny stan intellektiiahiej kul- woustega (1138\ mt cztery części pomiędzy sy- 



tury europejskiej i zjednoczonych stanów Ame- 
ryki, nałeży stopniowo brać pod uwagę wszystkie 
zakłady naukoMe, jako środki wznoszące i roz- 
szerzające ogólną oświatę; poznać każde, że tak 
powiem, pojedyncze koło i sprężynę, zobopólną 
ich działalność i harmonią w owej olbrzymiej 
machinie, której ruch i bieg ogólny na starym 
wiek&w zegarze posuwa wielką skazó^vkę pe- 
atępu czasu* 

Zacznijmy wiec oA tych aakład&w nauko- 
wych, które od lat dziecinnych aż do pewnej 
dojrzałciici rozwijają, i kształcą umysł młodzień- 
czy, a temi sąr 

Szkoły elementarne, które na elemen- 
tame czyU szkółki krąjo\ie i wyższe ezyli nau- 
kowe podzielić możemy. Szkółki takie, rozsae*- 
rzające pomiędzy ogółem mieszkańców kraju nau- 
ki przyrodzenia^ religii i moralności, rząd każdy 
na szczególnym mieć powinien względzie. Ziąd 
leż porządki* f przjnrasonego nauet uczęszcza- 
nia do nich pilnie %«ładźe Myższe dorierają. 



nów, był przyczyną dłi^ich i krwawy eh pomię-^ 
dzy następcami jego wojen» Znikła pomyślność 
i świetny ataa królestwa^ złączona niegdyś w 
ręku jednego Monarchy isładza, powaga i oka*^ 
żałość tronuj osłabiona i podzielona między kiU 
ku^ osobistą tylko zaśiepienych wyniosłością^ nie 
wzbudzała pomiędzy poddanymi anr uszanowa- 
nia, ani bojażnir Wzajemne pomiędzy siążętami' 
kłótnie,, szkodliwy wywarły, wpływ na podda- 
nycl>; szlachta poszła za xiążąt przykładem yi 
gwałciła najświętsze prawa, samym nawet prze^ 
łożonym wypowiadałii posłuszeństwo: pow-stał^ 
rozboje i bunty, niezważano na sprawiedtiwość,- 
niesłnchano głosów lepszych obywateli, Mzywa-- 
jacych do jednoścf i zgody. Tiwat stan teir 
nieszczęśliwy przez przeciąg blisko dwóch wie- 
ków, aż nareszcie po wygaśiiieniu kilku Enif 
pokolenia Piastów^ po^rstał z grona pozost^tycl^ 
maż, ktt&ry wyższością geniuszu, śmiałością w 
pczedsic\> zięciu, uprzaiitaT, Liho z s^iGlkićmi tru*' 
dnoticianii, zawady., podbif i czasy i ludzi, i:inrat 



Szczeg^óln^ tro&kliwość o byit szkal<;k takich 1 stać sio ])aucin ruzdi^ubionej na czt^ści PuUki, takj^ 



16S 



Nagrobek WładystsTa Łokietlca w Krakoirie. 



ii po niedlng^em w prawdzie, lecx czyimem 
panowaniu, z spokojnym umierając umystem, od- 
dat8yno«-iHwe«u RaBimierzowi W. wŁarby 
porzHdkn wproMadzone kr&lestwo. KrMem tym 
fcyt 'Władysław, dla wzrosłu niewielkiego 
Łokietkiem nazwany. 

Po ramordoM^anin Przemysława I. w Ho- 
rnie (1296), obj^ł on z łatwością rządy nad 
kramami od njścia Persanty i Wisły ak do 
Karpatów; lecz wpojony szczęściem, gdy nie- 
crynne trawił życie, ind uoieiniężał, rozpnaty 
własnych poddanych niepowiciagał, i granic pan- 
■twa przeciw mepntyjaciołom nie Wonit, znie- 
nawidzony, do opuszczenia steiii rządu zmuszo- 
nym został, a miejsce je{;o zajął Wacław krAl 
eżeski. Włndjstaw stał się z Jlonarrfiy tuta- 
rzem; z kijem w ręku opuścił on krainy ro- 
dzinne, zwiedzał obce stolice, szakając dla sie- 
bie przytnłkn i wsparcia. Łaskawa Opairznoić 
dotknęła go tą kluską, aby w szkole praeciwno- 
ici nauczył się poznawać swe błędy i zdrożno- 
ici. Ta sama ręka wszecjiwładna, kióra g« po- 
zbawiła tronu, podała mu wkrótce sposobność 
do odzyskania go, gdy śmiercią Wacława 
OsieroconYm został. Doznane pi^zeciwności były 
dla Władysława nauką, z której korzystał. Pe- 
łen meztwa i wielkiej duszy, zosut zbawcą «B- 
rodn. Wielki w nieszczę^n, umiał wznieść się 
nad nie: okazywał narodowi niebezpieczne jego 
położenie, wznosił dncha, rozszerzał światło, nie- 



til, zdrady karał, piiflciie t*ji 



icgo cbęcUcht prejłwyci 
clirayctele , buntowali i 



ię pv« 



pacsce. i oddiwaii berłii obcyi 



Gi> 



nich Wl.idysław, łlboi 
iaoici kralewsŁićj 
B rąk, Arcybiskupi w as 
Hwa I Jadwipą ion^ 
fwieiu wy-lowionyro 1 



Le. 



'Xwe.>..i" Mo' 

iwki go- 



przeiiiojlłiy 

doi.'i.Ju«aiiyrii (JO St. (3':0) 



Pomimo oplakmiego poloienia, w {akiam się Pol* 
■ki znajdowałi, sprzyłi<;°li ii<i na nią niepnyjacieUi 
przeciw którjm pr^ez cały cią" panowania fwego mn- 
liri być gotowym do boju Łukietck ; > lubo wieU 
klęsk Eidiił Knyjdkom, mm mógł im jednak zibrinego 
prze* nicJi Pomorza odebrać. Ożenienie lyna swego 
t nait^pCT Kazimierza i Anną Aldoną cóHtą Gedymina 
W. Xi4Cia LŁlwy, było pienriijrni krokiem do abli- 
źeiiia sii; io siebie dwdcb doiąd nie przy) .imyjołi aobt* 
narodcSw. W>|iartj LiLwiiiów pomocą Łokietek, »- 
radziwizy na sejmie w CIi«cinacli ()J3I) głównym 
poti«ebom. kraju, waiąl znowu na siebie łbrop;, i wy. 
umył ni czele swycb hnfruw pneclw wiarołomnym 
Knj£.ikom. Sicdmdiiesi^cioletiii surzec priywudzit 
poraź osumi saykom polskim i, litewskim, w bitwia 

{ud Płi.wcjuii, a preer odnietione zwyciiiilwo, poif|K 
rzy2<ków osłibił. Z wyprawy lej, po lawarierii aa- 

Wielkiuj-Polsce, w i^kn Silązików zustające. a idu- 
bywizy Kościan, ipleszyl na zimę do Kr-kowa. 

Suułwjay w sioUcy, aby po tylu tiiidich wy- 
począć, i ruipniciwsiy ndiirowane piisiłki, jlabiei aa. 
caąl. Zk(d \vima°aHc sicclluroba, gdy mu jnz imier- 
cią rtn^liła, wnet iwycznjem clinelciiiilikim sakramcnu 
i. priyfąl; a potem od blisko siOHcych npumniony, 
■yn.i K.i>.i mierził seitalorom obecnym, stabjm jnź gls> 
aein polecił, aby go kiilem obrali: a.mcgo lai-waj- 
wal do zachowa ma sprawiedliwości, do 5zanow.i>iN 
ziomków, iiapominainc do wojowania przeciw Krzy- 
iakom i do iidaysknnia od nich dóbt królesiwu zdia- 
dą wydanycli: a potem 10. Marca 1333 w i-^ku St- 
I n.iloriiw opłiiLijącyiMi go skoml, i po Jewej i-ęco ołta.' 
rza wielkiego, w Kr.ikowsktm Łi:ii;lclr na Zjuiku z 
wielką ok.izjloicią pochowany, gdzie pud grobowcem, 
I nn obmifcu wystawionym, spoczywa. Powiadają, do- 
daje Kromer, źe ciało jego, aż dingo dla inaniicnit- 
siego sporndzenia dostaików pojirzebowyoli nie asi- 
chuwaDC siało, a iia]mnii!J go aui citchnieiiic , aui 
zbÓEwiałofć nie narmzyl.i. Królował Wladysł.iw od 
koronacyi swojej troclię nad lat 13. Pan praewybor- 
iiej cierpliwości, dobroci znunieuitćj, du prayiiępu 
uie tnidny! w»ro«ii aca nie wielkiego, w<aak£e sei- 
dcczncpo I do wojny prędkiego; cnota Moi w nim i 
wspaiiiałoić umysłu, rozinakem izczcłciem ai do zgrzy. 
białycb Lt di>fwiadc(oncgo, lah wielka luajduwatł 
się, iu E iiajwiłjksiymi nionarclmmt słusznie gu kaiJy 
porówn>£ ino£<^, a tóm bardcićj, ie przyjął zuwicliriu. 



Nakładem 



Lieia 



Ernesta (inntliera w Lesznie, v'W''> ^"='^'' *"»*>';■ 



Przyjaciel Ludu. 



nok drn^i. 



No. 23. 



Leazno, diua28. Łutopada 183S* 



Cień królowej Barbary. 



Ostainif czArnoTięskf azlnkf Tnanluwskie- 
gOf *) u ktirej Mm wspulczesii* Msporuinaji} 



dueje, bjto Hr^tt^Hiiie cienia Barbary nadii- 
wHloHU^j, na ruEkaa i żadaDre Z)'^niuiira Au- 



gusta, niemo^cegił i 



i się w cicEkin 



liku. 



po Kffotde ukochaDĘJ małżuaki. Nadi^puj^cy upu 
1^ czarno -xifskiej ac«iij, ktir^ P. Mielca- 



iTa 



rcewics^ .snanym swyn talentem na obrazka 
"wystawiły wyjętym jest z pięknej powieści Lu- I' 
cyana Siemienskiego pod napisem; Cień Bar- 
bary, umieszczonej w mato u nas znanej Zie- 
woniiy na rok 1834^ 

Przebywał Twardowski, zatopiony w zgłę- 
bianiu tajemniczej swej sztuki, na Krzemionkach, 
gdy nagle Gąska, trefnis Zygmunta Augusta, przj- 
był do schronienia jego i wezwał, aby pospie- 
azyl z nim do króla, pragnącego widzieć cień 
zmarłej królowej* Pięćset sztuk złota^ wyzna-^ 
czonych w nagrodę temu, któryby monarsze z 
cieniów grobowych ulubioną wyprowadził mał- 
żonkę, ściągnęło kuglarzy z kraju i sąsiednich 
państw ; lecz żaden nie znał wielkiej sztuki po- 
rozumienia się z duchami. Wahał się Twar- 
dowski z początku: lecz smutny stan króla, wy- 
stawiony przez przyjaciela i chęć złota, skłoniły 
go, iz wstrząsając powiernika tajemnic swych za 
rękę ; „Idę za tobą, rzekł, zanieść pociechę w pałace 
królów!- ale nie zysk mnie łudzi; sława mędrca 
i zdrowie korony, oto w szystko, czego prc^ę/^ 

,^Od przybycia Twardowskiego na zamek Kra- 
kowski, suszyli sobie dworzanie głowy, aby od- 
gadnąć tajemnicę przygotowań, czynionych w gro- 
dzie królów; nikt bowiem nie wiedział o astro- 
logu, i a jego- tajemnych paradach z królem* 
Dniem i nocą pracouali cieśle i mularze w dol- 
nej wielkiej sali, która za ojca Zygmunta, prze- 
znaczona była na skład zbroi i wojennych ryn- 
sztunków. Wszystko Mq działo skrycie. Au- 
gust kilku dworzanom, przypuszczonym do pań- 
skiej ufności, nakazał największe milczenie i 
ostrożność; z Twardowskim późno w nocy mie- 
wał rozmowy, których tylko Gąska był świad- 
kiem. Panowie koronni głośno wynurzali nieu- 
kontentowaftie swoje, że kr(A powierza się lu- 
dziom złej wiary; ze drogie dla narodu zdro- 
wie na szwank naraża;: ze skarb wypróżnia na 
niepotrzebne wydatki,, z uszczerbkiem własnym 
i dla dobra, poddanych. Przywiązanie jednakże 
Augusta do rzeczy nadprzyrodzonych], do cza- 
rów i guseł, została w^ charakterze jego do osta- 
tnie') godziny życia." 

„Było już po llt<^*l w nocy. Caty zamek 
Bsypiai od kilku< godzin ;. bo tak by walo.w zwy- 
ezaju' dziadów naszych, że wcześnie do spo- 
czynku się kładli. W królewskiej komnacie pa- 
liła się wielka srebrna lampa, najczystszą pod- 
sycana oliwą. W szerokiem krześle, siedział Au- 
gust,, okutany w kożu^ sobolowy,, z czarnem 
axamitnem pokryciem; non:i oparte miał na sto- 
łeczku, a^ obok stał Gąska i w^ciąż rozprawiał. 
Król mało na niego zwracał uwagi : w i\s arzy, 
w której ślad choroby powoli się zacierał, ma- 
iJDwała się największa niespokojność i niecierpliw 
wość. „Cóż Januszu! zawołał król do; «vcho- 
dzącego dworzanina, czy długo ..mam: czekać?:'^ 
— Za kilka minut on sam przybędzie i uwiadomi 
miłościwego pana; odrzekł clworzanin,. i stanął 
przy drzwiacli. nieruchomy, Tea krótki przeciąg. 



czaso, zdawiA d^ Augustowf wiekiem. Bozp<K 
wiadaj mi eo, bo się nudzę-! mówił do Gąski, 
i sfukal nadwornego trefoisia, że ma przestarzałe 
koncepta, i że go bawić zapomniał. Dwom pa- 
jukom u drzwi stojącym, kazał się wziąść pod 
ręce i oprowadzać po komnacie; pokrótce złajai 
ich za niezręczność, i znown do krzesła się wró- 
cił. Niecierpliwość Augusta dochodziła do naj- 
wyzszegs stopnia ; już miał piorunować na Astro* 
łoga, gdy drzwi sie uchyliły, i wszedł sam Twar* 
dowski ; spojrzał, król głowę jak w inowajca spu- 
ścił, i niewyrzekł pół słowa. W całej postaci 
czaraoxiężuika było eoś tryumfującego, z mniej 
więcej udaną powaga. Zbliżył się, stanął u wez- 
głowia krzesła królewskiego, i rzekł po cichu r 
„Nadeszła godzina duchów; miłośei^ti'^ pa- 
nie ! czyś się juz przygotował do przyjęcia zja- 
wiska?" — 

„Gotćw jestem na wszystko, gdybym i samo^ 
piekło, i wszystkich czartów miał zobaczyć;** 
zawołał August z żywością. — „Lecz, miłościwjF 
Panie! warunek... twardy warunek; inaczej 
zgubisz i nas i siebie; duchy mścić się umieją!** 
— „Ach, dopełnię wszystkiego, dopełnię! wiem 
co będę cierpiał, potrafię zapęd hamować, petra- 
iię być martwym, jak posąg kamienny : nie dręcz 
tylko dłużej, provadź mię, ta niepcMność zabijar 
całą moją odwagę.*^ Astrolog raz jeszcze cisnąt 
wzrokiem, którym poparł żądanie s\%oje. 

Dwóch sążnistych pajuków skoczyło; podjęli^ 
króla, siedzącego dla niemocy w krześle. Gą« 
ska szedł naprzód, i dwóch dworzanów ze śma- 
tłem udało się przez kryte wschody, sklepione 
korytarze i ganki, do ouej dolnej sali, gdzie 
wszystko w gotowości, wraz z Astrologiem, przy- 
bycia króla czekało. 

„Ack jak mi serce bijeT" mówił król,- zają- 
wszy przeznaczone miejsce: „ten przeklęty, tak 
mi pogrozit,^ ze się zaczynam lękać o siebie;^ 
trzymajcie mię za ręce: nie podobna, abym w 
tej uroczystej chwili zachował całą przytomność 
umysłuy i moc duszy; a kto wie,, na cobym się- 
jeszcze jieraził.^ 

Twardowski laską zakresił koło na ziemia 
wymówił Iwlka formuł *cz8rnoxięzkich. Ciemność 
był» jak w grobie, słaby^ płomień lampy oświecał 
salę. August milczał, i drżał w oczekiu aniu,. 
przy nim- stało dwóch dworzanów I stary trefniś,- 
trzymając go za ręce; reszta łudzi odeszła. Z 
razu szum daleki,, podobny wezbraniu wód na 
wiosnę, następnie wicher gwałtowny,, zdawał się 
spychać jtary Wawel y jego granitowej posady.. 
G4os czarownika stopniami, to się zniżał, to pod- 
nosił; jakaś nadludzka siła targała łańcuchy i 
klamry wielkiej xicgi, której karty ognistym cha- 
rakterem opisane, w ciemnościach nocy przewra^ 
cał. Burza nieco ucichła^ Zegar zamkowy za- 
ozą^ bić dwunastą, donośnym i czystym dźwię- 
kiemv August uczuł się słabym,, schwycił za 
rękę obok stojącego dworzana, który gdzie-indzi^j: 
miał »vrófioną' uwagę, i wtaloj. mię!" zawołał. 



171 



Asttolog groiae 'wjtzBkt E$k\^a» Wielkie inwi 
od dworu; « trzą^iem s zan^iasiw wypadłj^ 
wydinucli wiatru wjAiósi Da środek sali postać 
kobieca w bieli, oliiiiiojięf jakby ogoiem bengal- 
akim. Bjla te kr&Iowa nieboszczka^ jak w owjm 
ostatnim wieczorze* Lilie grobowe na licu^ u« 
Amiech nie z tego 8wiata« 

Na chwilę August zmysły postradała lecz prę- 
dzej się leszcze upamiętai, niźK dworzanin po* 
spieszył podać om kubeic, z treźwiacym napojem. 
Widział widmo; krew mu wszfstka zbiegła do 
głowy, naprężyły się żyły na czole, oczy grały 
nadludłkim płomieniem ; juz zerwał się z krze« 
sła rćwnemi nogami, wyciągnięte ręce^ postać na- 

Erzód podana, leciaf: „O Barbaro! o źono!^^ 
»ciat, gotów do serca przycisnąć widmo, gotów 
przelać w nią dii$zę» Pocliwycili go słudzy, co 
przerażeni zjawiskiem, powinnoici swćj zapo- 
mnieli, pochwycili go jedai za szaty, drudzy za 
ręce. Widmo amikło; tylko głos rozgniewanego 
Tw*ardowskiego grzmiał po sali. „Światła, ćwia- 
iła!^^ król zemdlał! (wołano) przyzwać lekarza ! 
ratunku! ratunku !^^ Zleciał się tłum przebudzo- 
nych dworzan. Rozpalono mnóstwo lamp i po- 
chodni, cały zamek zostawał w ruchu. Dziwne 
wieści biegały od ucha do ucha. 

Twardowski do końca życia, czyli, idąc za 
powieścią gminną, do czasu, w którym go czarci 
w karczmie Rzym, po siedmiu Icciecn od zawar- 
cia traktatu, na yerbum nobile porwali, zawsze 
nocną porą, tajemnemi drzwiami przychodził do 
króla, gdzie wielkiej wagi roztrząsali tajemnice. 
Wywróźył on Augustowi, że w 72 roku życie 
zakończy ; młody pan myślał używać świata, po- 
kąd można, na stare lata odkładając pokutę, i 
rozpamiętywanie grzechów młodości; puścił się 
więc ua wszystkie rozpusty; siły żywotne gasły 
w nini powoli, i zstąpił do grobu ojców, dwa- 
dzieścia lat \vprzódy, niż sobie zamierzył, bo w 
roku 1572, a 52 swego wieku. 

Dziewczyna, którą Twardowski razu pewne- 
go z rąk rozhukadego ludu ocalił, i która zapewne 
w postaci nieboszczki królowej na zaklęcia mistrza 
swego wystąpiła, ukryta, przepędzała lat kiłka 
w jaskini na Krzemionkach, i nad podziw nau- 
czyciela, zrobiła wielkie postępy w sztuce czamo- 
xięzkiej. Używana od króla w różnych słabo- 
ściach, które leczyła ziołami i czarami| obsypana 
klejnotami i złotem, długo wichrzyła dworem^ 
jak sercem monarchy, i jak zły duch, stała je- 
szcze przy jego łożu w godzinę śmierci; sło- 
wem, była to znana z sekretnej nistoryi, naszego 
Augusta faworyta^ Barbara Giżanka.*^ 

^M ^^— .— 1— WW.i 

Krakowiacy. 

Niezaprzeczoną jest prawdą, iż Mima, niebo 
pogodne, powietrze czyste, szczodrą ręką przyro- 
dzenia upięknione okolice, -wielce wpływają 
na ludzi, sposób ich życia, i zwyczaje. Gdy w 
bieguaowycli krainach skurczony i smutny^ za- 



i ledwie oznaki życia okazujący Lapończyk, za- 
' grzebuje się w ziemi, a rysy twarzy jego żadne- 
go niemają wyrazu; skacze rześki Francuz pod 
tazurowem swem niebem, i podczas pracy nawet, 
wesoła nuci piosnkę. W krainach polskich, od- 
znacza sie pomiędzy wszystkiemi innych prowin- 
cyi mieszkańcami, lud Krakowski. Wesoły, go* 
ścinny, najwięcej poetyczny i dostarczający nie- 
zliczonych żywiołów dla narodowego wieszcza* 
Zajmujące każdego wędro%vnika okolice i pyszne 
widoki wzdłuż Wisły, mianowicie w bliskości 
starego królów grodu Krakowa, zamieszkuje mocny 
ród ludzi; z ich twarzy samo zdrowie przema« 
wia« Zwykle mężczyzna pleczysty bywa, krępy, 
barki ma silne, -wzrost średni, włos ciemny po- 
spoUcie, w krętych splotach na ramiona spada- 
jący, bardzo rzadko kędzierzawy* Rysy t;^varzy 
w obojej płci .piękne, łagodna postać; mowa 
przeciągnięta i donośna. Co do władz moral- 
nych: powolność ich, za.«tanowieuie się, dojrzały 
rozsądek w przedmiotach im znanych, prosty 
sposób wyrażania się, naturalne i zwięzłe upo« 
rządkowanie myśli, przyjemnie zajmują. W nie- 
szczęściach okazuje stałość umysłu, cierpliwość i 
rzadką przytomnośó^ nigdy nie wyrzeka, ani 
rozpacza, i poradzić sobie umie. *) 

Świąteczny ubiór Krakowiaków podoba się 
każdemu; chustek na szyję zimą i latem nie zna- 
ją ; świętalna suknia granatów a, czasem niebie- 
ska, wyszywana pensowym jedwabiem, zowie 
się karazya: koszula bez kołnierza spuszczona 
na spodnie, spięta pasem skórzanym, nabijanym 
ćwieczkami mosiężnemi, i takiemiż kółkami wy- 
kładanym. Koło pasa na rzemieniu nóż, ko- *- 
z i k i e m zwany : w kaletce hupka i krzesiw o, lulka 
z cybuszkiem w zanadrzu, lub za bóC wetknięta* 
Spodnie płócienne lub żółte skórzane: boty do 
kolan, do których zamiast obcasów, przybite że- 
lazne, wysokie podkówki, przydatne po ziemi 
oślizłej, gdy na wysokie wstępoyać przychodzi 
góry, lub w tańcu do przybijania niemi w takt. 
Czapki niskie pensowe, czworoboczne, wązkim 
czarnym barankiem obłożone. Panowie dodają 
woźnicom swoim kołnierz wiszący na plecach, 
wyszyw*any świecącemi blaszkami. Na wszystko 
ma swoje piosnki wesoły Krakowiak, a ubiór 
swój tak opiewa: 

A I buz my to jacy tacy, 
CJiiopcy Krakowiacy? 
jCcrwoua Ciipccka, 
Ka Cfll padkóweck.i. 
Niebieska sukmana^ 
Daiia^ inoja dana. 

Karazya wysywana, 

Ciccioć jakoś haftowana 

Pętlickami, siiureckami 

Kółeckanui hafteckami. 

Złocistymi klapeckanii 

Do kolusieuecLa, moja kocliaaecka i t» d. 



*) Gołębiowski, 



22 



Krakowiacy. 

Spasub ubierania sie kobiet nie mało pnydaje 
do ich urody. Wstanie dziewiczym włosy ple- 
cione, a M-arkocz kolorowa zakończony wstą- 
żeczką, od nieclicenia na plecy spuszczony. Mę- 
żatki ukrywają vtoay pod siatką okrąg-ti;, czep- 
kiem litym niekiedy, albo chustką białii, której 
końce spuszczają z tyłu na szyję, ozdobioną 
licznemi koralami. Gorsety noszą z kamlotii, 
czasem z atlasu. Odziewają aę po wierzchu 
pewnym rodzajem szalów z pUtua cienkiego, 
albo rąbku. Spódnice koloroMe siekają po ko- 
stki, a fałdy niewymuszone ukłuaają się same 
X siebie: zamiast trzewików noszą bóciki na 
korkach. Zimową porą majętniejsze zwierzchnią 
mają suknią podszytą barankami, nie dłuższa, 
jak po kolaiia z wierzchem grauatoMym lub 
zielonym. 

W niedziele lub -Mięta, po nabożeństwie, 
schodzą aię parobcy i dziewki do karczmy na 
taniec: zapomniawszy przy miodzie o troskach, 
opowiadają sobie starzy dawne dzieje i przy- 
gody, jakich ki'aina icli od wieków hyta świad- 
kiem, młodzież tańczy tak nazuanego Krako- 
wiaka: Miccej on okazuje eninzyazniu i siły, 
niżeli zręczności : brzęczenie kółkami, których 
wiejscy junacy po kilkadziesiąt u pasa zanie- 
Bzają , zawieszenie u tegoż pasa narzędzi po- 
trzebniejszych , krzesanie oriiia podkówkami, 
przypominają lud wojenny i bliski jeszcze piei- 
WOtnego stanu spńłecznuści. ") Poruszenia, ruch, 
ubiór i muzyka tego hidit tak są oryginalne, że 
żadna sztuka wesołych tych taneczników naśla- 
dować nie zdoła. Piękny chociaż pstrr ubiór 
Krakowiaków i Krakowianek, szczegófniej im 
do tego tańca przystoi. Długie Krakowianek 
warkocze po dwa splatane, unoszą si^ w po- 
wietrzu za tanecznicą, siiędzy kilkadziesiąt ^tstę- 



gami różnego koloru. Wstęgj takowe oznaczają 
całą historyą iyda. tancerki, gdyż zwykle sę 
podarunkami zalotników, matek chrzesnych litb 
nagrodami za żniwa pilnie odbyte, pamiątką od- 
pustu z Częstochowy. 

Krakowiak w formie swojej, jest iisymplifi- 
kowauy polonez, i w porównaoiit z tymże, jest 
obrazem pierYtotnego stanu tifwaizystAia. Jeilen 
najśmielszy i najsilniejszy rej Modzi miedzy 
wszyslkiemi, jeqiu m torują iuni lak, jak on i^ie- 
nają — i tańczą lak, jak on prowadzi. Krako- 
wiak uważany być pouinfen, jako mały balet, 
wystawujący zwykłą historyą ronansu. Para 
młodzieży wntępuje na scenę stając przed mu- 
zyka ; młodzian okazuje w postawie junackiej, 
meukiócoiiy jeszcze w młodzieńczej dzikośd, 
napuszony swoją postacią i strojem; \('net staje 
zadumany ze spuszczonenii oczyma, szuka na- 
tclinienia do śpiewu, do którego zachęca go 
okrzyk młodzieży za nim stojącej, nakoniec dzie- 
wica ośmielająca go pląsami do śpiewu i uńca. 
Tanecznik jedne kolej odbywszy, staje przed 
muzyką, dozwala sobie zitykle pieśni, mogącej 
daó tanecznicy powód do zawstydzenia, która 
przeto w plisach przed nim ucieka; młodzieniec 
ją ściga, dając dowód zręczności w skokach roz- 
maitych i szybkości. Za trzecią koleją, gdy z 
dognaną dziewicą do śpienu staje, on sam przeri 
nią się osumo, b za nim dziewica dąży, dopóki 
się jego ramienia nie chwyci; tak połączeni tań- 
czą razem w objęciu, dopóki zakończona muzyka 
pasma icli uciechy nie przetnie." 

Wojciech BogusłaMski i Nepomucen 
Kamieński z życia Krakowiaków wzięli do 
dwóch Oper sMoicn iiarodowycli przedmiot, a pu- 
bhczność polskim mówiąca językiem , powtarza 
pieśni ochoczego ludu Krakowskiego, chociaż o 
wiele mil od niego odległa. Obrazek dzisiejszy 
wysta^iia nnm Krako>viaka z niewiasta, w od- 
ŚMietiićiu stroju. 

S Z a i- a Ił c Z a. 

(G.jIIhs iłilgraion.iJ. — OitS.igbdifArtife.) 
Szarańcza, owad należący do rodzaju pasiko- 
ników, pokazujący się u nas bardzo rzadko, a i 
wtedy nawet z dalekich tylko przybywający stron, 
jest jednam z największych nieszczęśi;, jakim pod- 
legają cieple Azyi i Afryki kraje. Wiele jest 
gatunków szarańczy : słnzą one w Arabii za po- 
karm dla Indzi ubogicli, którzy odentawszy jej 
skiKydelkn i nogi, przypiekają je na węglach i 
jedzą 7. chifbem. ") Że wszystkich, wystawio- 
na na obrazku, wędrująca szarańcza jest najwięk- 
szą i najszkodliwszą, albo^niem w gorących mie. 
siącach zaczyna M-ędrówki swoje, rzuca sii> na 
pola, niszczy jakoby ^niem wszystko, zb'oża, 
drzewa i hiki, a przenosząc się z nadzwyczajną 
szybkością z jednego miejsca na drugie, zostań ia w 

') Sifli-,,,icia i miód lej"iiy błl to polUnn Jaua 
ClirEi:iLi«I,i na ^„uacij, ftlaL. lir, i 



no jajek, z którjcii się liczne pokole- 
nia w^lcRBJ^. Ziuszc7Fiiia takie częsieini sa w 
Azvi I Afryce, nierząd kie mi nawet bjły dawniej 
W krąjacli Europy : pamiętają jeszcze ludzie sta- 
rzy klęski, jakie były skutkiem przybycia do nas 
szarańczy ; zawsze bow iem givi i zaraza po uicL 
następowały. Prorocy starego przymierza wysta- 
M iają szarańczę , jako dotkliwą karę Boga : 
„OcuLcie się, a płaczcie wszyscy, (woła Juel ") 
prorok, wzywając lud Mybrany do poprałty, przy- 
wodząc na mya) spustoszenie , zdziałane przez 
owad nieszczęsny), ktńr/y pijecie wino z słodko- 
ścią, bo zginęło od gęby waszej, albowiem naród 
przyciągnął na ziemię moje muciiy i niezliczony; 
zęby jego, jako zęby lwie : położył ^liiinicę moje 
sp^istoszeniem, a figę moje oblupif, obwarzył je i 

for^ucif, aż zbielały gałęzi ich. Spustoszona jest 
raina, zasmudła się ziemia, bo zepsowana jest 
pszenica, zemdlały miuo i oliwa. Płaczą oracze, 
Wyją wiiiiarze dla pszenicy i jęczmienia — zgi- 
iiMo żniwo polne: jabłka granatowe, palma i ja- 
błoń i wszystkie dizewa posctiły. Przed oczyma 
waszemi zginęła żyw iio^ć z domu Boga naszego r 
pogniły dobytki w gnoju sm ujem, obalone są gu- 
mna, skażone spichlerze: wzdycłia bydło, ryczą 
stada, że nie mają pastwiska." Wysławiwszy 
lak klęskę powszeclma, przepowiada powtórne 
zjawienie się owadd.- *^'J „Bliska jest dzień cie- 
mności I mroku, dzień obłoku i uichra: przyj- 
dzie lud uielki a mocny: przed obliczem jego 
ogień pożerający, a za mm płomień "palący: jako 
ffgród rozkoszny ziemia przed nim, a po nim pu- 
stynia pusta, i nie masz^ kioby uazedt przed nim. 

•) JobI i. ł. 

**i U, 2 - a 



Jako jezdni tak pebieżą ; jako grzmot póczwÓF' 
nych po wierzchu gńr skakać będą, jako szum 
płomienia ognistego pożerającego słomę, jako lud 
mocny zgotowany ku bitwie. Jako mocarze bie-- 
gaó będą : jako mężowie waleczni wlezą na mur,. 
drogami s\t'emi p6jdą , a nie ustąpią z ścieżek 
swoich: przed obliczem jego zadrży ziemia, poru' 
sza się niebiosa, słońce i księżyc zaćmi się, a gwia' 
zdy stracą jasność swoją." 

W opisie Ukrainy przez P. Beauplan, in-- 
żyiiiera w służbie królów polskich Zygmunta IlJr 
władysława IV. i Jana Kaźmierza, czytamy i 
„Szarańcza jest najokropniejszą plaga: patrzałen' 
na nie, mówi on, w łatach 1645 i 1646. Owad 
ten nrzylatu,je od Tarlaryi Czerkasów, luci chmu- 
rami rozciągąj^cemi się na 5 i 6 mil wzdłuż, w 
szerz na 2 lub 3. Wiatr wschodni i wschodnio-- 
poludniowy przynosi ja na n iosnę ; kiedy jest sii- 
cłio, pada na pola i łąki, pożera wszysiko, spra- 
wia głód i drogość niezmierną. Jeśli zaa Sza-- 
rańcza ta zostaje na Ukrainie do jesienie wten- 
czas każda w Pażdziernikui kładzie w siemię iv 
300 jflj; jeśli wiiHina aućlin, owad się wjkala w 
niepojęlem mnóstwie. Powietrze cale jest nim' 
ntipelnione, lec^ jak śnieg gę»iy, tir i owdzie' 
unoszone wiatrem ;^ kiedi »ię spuszczą, ctiłe polai 
zakryte są trm robactwem, słychać gryaienie 
ich ; w godmnie wszystko mika, aż do siemi. 
Gdy aię podnuazą i mów iecą z wiatrem, taka • 
naatępuje ciemność, iz nic widzieć niemożnar W 
roku 1646, znajdując się w miasteczku Nowogrody 
gdsiero twierdzę budował, widziałem saarańcz^ 
mnóstwo niezmierne, gdyż się tam były wykluły 
na wiosnę, i gdy latać nie mogły, ziemia i po- 
wietrze aalkane były niemi. Kie mogłem jeśf 
W izbie mojej bez świecy: domy, atopoio' gp^ 



174 



* 

nnna, stoioly, piwnice nawet były zawalone n!e- 
jai: za otwarciem drzwi, wlatywały ich tłumy, 
na dworze obijały się o twarz, nos i oczy : przy 
«toIe za każdym kawałkiem włożonym w usta, 
przegryzał człowiek szarańcze i wszystko wy- 
kluwać musiał. Trudno jest pojąć i mnóstwo 
fl m^i ponoszone przez owad teiu Gdy robac- 
two nabrało dość sity, iż daleko lecieć mogło, 
porw&i je wiatr i «nosił gdzie -indziej na po- 
dobne isniszczenia. Widziałem je w wieczór, 
gdy spadły na odpoczynek, drogi i pola okryte 
iiiemi były na cztery cale, jedne na drugich. Z 
i/viełka trudnością i za częstem zacinaniem, ko- 
nie parskając i wznosząc uszy , z bojażnia po- 
fitępewaty po nicli, a gdy kopyta ich i koła roz- 
miatały je, wychodził z nich smród tak obraźli- 
ny dla nosa^ a nawet i mózgu, iż zatykają tylko 
nos, <littstką w eccie zmęczoną, można się było 
iratować* JŚ^Tinie chciwie pożerają szarańcz^ i 
bardzo się oią tuczą; lecz nikt nie chce mięsa icb 
jeii^ jedynie przez wstręt dla robactwa tego. 
Jajkom ich złożonym w ziemi nieszkodzą ani zi- 
mna, ani ieazcze^: w kwietniu zgrzane słońcem, 
zaczynają ai^ wy kalać; przez 6 tygodni niezdolne 
%ą do łatania, zostają więc na miejscu: dalej 
Biocniej^e, podnoszą się i lecą, nowe sprawiając 
gdzie padną zniszczenia.^ 

I^zarańcza latająca już, ma 2f cali długo&cjt 
pierś wypukła szarego koloru, głowa i przednie 
nogi czarne: zwierzchnie skrzydła brudno -żółte 
Z szacjsmi plamami, ^spodnie zaś zielone, ^) resztę 
ciała 1 tylne nogi cz«rwoniawe. W jednym dniu 
chmurami odbywa 5 mil drogi, w nocy wypo- 
czywa zwykle. W Niemczech była szarańcza 
ostatni raz, w roku 1747 i 1748, w roku 1821 
była także w niektórych okolicach W. X. Po- 
znańskiego: Jiajlepszy spo&ób wyniszczenia jej, 
jest zmiatać ją, gdy spadnie i zakopywać w doły 
porobione w ziemi, lub co p^ewniejsza^ wrzucać 
tr ogieiu ■'. ■ ■ = 

JJievoni») Radziejołyski, 

(Ko« i cc ) 

Wyseła, ze JSztoŁolmu przez Gdańsk dwo- 
rzanina swjBgP i nieodslopuego towarzysza, Ja- 
sińskiego, z listem do Chmielnickiego, zachęca- 
jąc tegoż do tajiBmnego związku z Szw ecyą prze- 
ciw Pal*ce, nazywając Młafiilią ojczyznę wjspól- 
nym Rozaków ^ swym nieprzyjacielenu Listy 
ie przypadkowo przejęte, przedłożone stajiom 

*) Jak zabobon "w Łoloracii szurańczy iipany- 
ncfil barw,ę wojsk różnych, tak w plan>4ach od-krywał 
■pewne litery, zapowiadające. iiaJG7.^'ciej straszliwe po* 
«elstwo i gniew boiy* J lak npatrywan.o na jcdiicm 
«]iizydle Juery JRA, a na diHgim DEJ (gniew 
boży.) Armeuczyic "W swym j<jzykii odkrywał słowa: 
łimrzecie « głociii, THrek widział w swej mowie t 
,,Oto wojsko boskie;" a w NiemczecJU odkrywano 
litery^ DE,S, które ijunja<5zono ; Dentet JLrschrekli- 
^lie Sclila-cbren, jak gdyby tez znaczyć nie mogło; 
Dentet Einfaltiges Salbadern (znaczy głupie bajanie.) 
Radnej bowiem plagi krnju nienwazdno aa lak wi- 
dopzny palec Boga, jak szarańczą* 



sejmtijącjm nakłoniły je, jak inż ^lyzej po- 
wiedziano, do uznania Eadziejowskiego za zdraj- 
cę kraju, i cliwilowo odM lekłjr zemstę jego prze- 
ci»' Polsce* Hadsdejowski przez d%vuletni po- 
hyt Mwij w Szwecyi nie był heaezynuym* Zło- 
żenie korony przez Krystynę, a w^t^pienie na 
tron Gustaua Karola, przyspieszyło spełnienie 
zbrodniczych zamiaróu* jego, gdyż młoc^ umysł! 
i charakter woieńny Karola, znalazł przystępmej- 
jszjrm do namów. 'Gustaw Karol chciwy sławy 
i życząc sobie w historyi zająć miejsce obok 
Gustawa Adolfa, którego czyny za i^^'iezo je- 
szcze tk^iały w pamięci wszystkich, chwytał 
M^szelkie sposobności wojny, i najpierwsza też 
nadarzyła mu się z Polską o ubliżenie jeszcze 
w tytule królewskim i przywłaszczanie sobie 
przez Jana Kazimierza praw do korony Szwedz- 
kiej* Po kilkii wzajemnych poselstwach z strony 
Polskiej 1 Szwedzkiej (nikt bowiem nie mogąc 
przewidzieć wypadków, niechciat mieć przeciw 
sobie pozoru rozpoczęcia wojny) przyszło na- 
rescie do czynów* Gustaw Karol z znacznem 
wojskiem pod wiasnem dowództwem wyruszył 
przeciw Polsce* Generał Wittemberg, pi-zy któ- 
rym był Radziejowski, przeszedłszy pod Uściem 
Noteć, za staraniem Radziejowskiego, bez rozle- 
wu krwi, zajął Województwa Poznańskie i Ka- 
liskie , ^ a Wojewodowie tycliże Opaliński Po- 
znański, A Grudziński Kaliski, wykonali królo- 
wi Szwedzkiemu przysięgę na wierność* Po- 
niyśhiy los broni Sz%vedzkiej, w kilka tygodni 
po wkroczeniu do Polski, otworzył jej drogę do 
stolicy. Warszawa bez poprzedniej walnej bi- 
twy poddała się, a Radziejowski, który w kraju 
przez Szwedów zajętym, swe dobra poodbieral, 
zamianoM anym został namiestnikiem królewskim 
^Y Mazowszu : za co zawdzięczając się, przez sta- 
ranne zabiegi, wielu możniejszych panów, a mię- 
dzy tymi Janusza Radziwiłła Wielkiego Het- 
mana Litewskiego, na stronę Szwedzką przeciągnął. 

W roku 1656, gdy szala wojny na stronę 
polską przeważać sio zaczęła, i Czarniecki w mniej- 
szych wielu utarczkach poraził oddalonych od 
wszelkich posiłków Szwedów, Warszawa i San- 
domirz przez Polaków odebrane zostały; Radzie- 
jowski pTzez potajemne działanie przeciw Szwe- 
dom, zaczął sobie torować drogę do łaski Jana 
Kazimiei^za. Przyjaźń Chmielnickiego, która mu 
posłużyła do zemsty, miała go przywrócić do 
łaski królewskiej. Chmielnicki żądał od Karola 
Gustawa na posła Radziejowskiego; lecz król 
obawiając się, aby Radziejowski, bodąc przy 
Chmielnickim, nie starał się odciągnąć tegoż od 
strony Szwedzkiej, i domyślając się, że Chmiel- 
nicki namówiony był do tego żądania, nie przy- 
chylił się. Domysły króla Szwedzkiego wkrót- 
ce się sprawdziły, z przejętych listów Radzie- 
jowskiego do mieszkańców Gdańska, [Pokazało 
się, iż oddawna tenże działał w interesie Polski| 
nama\viał ich bowiem do wytr^rałości przeciw 
Szwedonu List ten, jako też drugi z Warszawy, 



175 



i 



Jo 'Pramcisźia Czam{:owski6go» t Czarnkowa, 
kasztelana Poznańskiego, w którym radził. ude- 
izyó na Szwedów w Wielkiej-Polsce, gdyż Czar- 
niecki póbii ich pod Sandomierzem, sprawiły, iz 
RadziejoMski przyareszUKwanym i w Malborgu 
więzionym został;, gdy j.ednak przed s^dem na 
niego z hrabiów Douglasa, Dony^ Boemclawa i 
Trifendorfa, za rozkazem króla złożonym, nic wy^ 
znać niechcrał, i obwiinenie mimo aowodów za 
potM^arz m^azał,' wysłanym był do Szwecyi do 
twierdzy Aros, gdzie do końca-' wojny pozostał. 
Po zawartym pokofw w Oliwie, wyposzczony 
Radziejowski ua wolność^ przez^ wpływy przy-^ 
jacióf, szczególniej, że* główny jego nieprzyja-^ 
ciel W. kanclerz koronny Leszczyński już był 
nie źył, na sejmie walnym Warszawskim 1662,. 
do czci i sławy, łaski królewskiej i dóli' swych 
przywróconym został. Pbniewaz urzędu dawne--- 
go nieodzyskał, tylko eWilowo by^^af zatru- 
dniony.- Wysłany, jako poseł do Turcyi, zakoń- 
czył w Konstantynopoli^ w roku 1667 życie, po- 
zostawiwszy Polsce pamiętne' blizny i potomka 
Michała Radziejowskiego, Kardynała i Prymasa 
Państwa, nieodrodnego syna swego. . R. M.- 



Szkoły Elementarne. 

(Ciąg dalszj.) 

W Sardynii (ba wyspie) w roku 1830 zapro- 
wadzono normalne szkoły w dzie^iięciu dy- 
stryktach tego kraju, które zarazem^ sa wzorowe 
azKoły słnźq, i s«kołki elementarne, któ- 
rych już kilkaset założono. Przedmiotem nauk 
jest: czytanie, pisanie, racliunki, nauka- religii i 
rolnictwo. W Grecyi także, od ustalenia rcadu 
przeszło już 140 szkółek takich założono-, z któ- 
rych na samej póhvyspie 114 liczą. 

Najmniej troskliwości pod- tym względem, w 
dirzesciańskiej Europie okazi^'e rząd Angielski, 
szczególniej w Anglii i Itlandji. Zakłady bo-^ 
wiem takie zależ- fam tjlko od gmin miej^co^^ 
wych albo od towarzystw dobroczynnych;- na* 
wet stan duchowny nie jest od rządu zobowią- 
zany do udzielania młodzieży pewnej nauki reli- 
gii. W Anglii, liczbę dzieci, zostawionych zupeł- 
nie bez szkolnego wycho\iania, podająna | wszy-^ 
stkich dzieci, w samym Londynie na* 40000; a- 
Btąd pochodzi, że dzieci w najmłodszych latach 
już do fabryk używane, znajdują,, tamże utrzyma-^ 
nie swoje* Jednakże w państwie (em^ równie 
jak w kanionach Szwajcarskich) w Hiszpanii, w 
Rossyij we Francyi i Danii przyjęto od niejakie- 
go ozasu metodę Bella i Lancastera, co i przy 
ustanowieniu elementarnych szkół w Grecyi na- 
śladowanoi ' Ale metoda- ta, nnmo tak wsławio- 
nego, szybkiego postępu uczniów w cz}taniu, pi- 
saniu i rachowaniu,:—^ mimo — nareście — sto- 
sunkowo' bardzo szczupłych kosztów utrzymania 
(ponieważ na 1000 uczniów jeden nauczjciel wy- 
starcza- w tych tylko jednak krajach przyjętą 
być może^ gdzie stanowienie szkoi jedynie od 
Brywatnej, dobroczynności xa^>isło>^ albo gdzie 



fundusze publiczne na kosztowufejsze utrzymanie 
podobnych 'zakładów nie s^ jeszcze obliczone; 
szkoły bowiem takie zawsze na zbyt niskim po« 
zostając stopniu, nigdy nad proste, mechaniczne 
uczenie czytania, pisania i rachunków wynieśe 
się nie mogą. Państwa Niemieckie, które pod ty nr 
względem oddawna innym przodkowały narodom^? 
nieprzyjęły tej metody, (Koniec uasiąpL) 

Szczegóły Biografii Mazeppy, Hetinanif 

Zapoimców. ^) 

(Z Pamiętników J. Cli. Paśka»> 

Przodkowie nasi,^ sprawami publicznemi kraju' 
swego zajęci, wiele w przedmiocie tym pisalir 
Nieroasz podobno . dawnego w Polsce domu, któ*- 
ryby nie posiadał dy ary uszów sejmikowych lub^ 
sejmowych rtlacyi, wypraw wojennych, aktów 
konfederacyi, a niestety, i rokoszów, w których* 
przodkowie jego udział mieli. Materyały te 
ważnemi sa niezaprzeczenie do ogólnej historyi 
narodu ; mało przecież dostarczają szczegółów der 
poznania obyczajów i domowego życia ojców na- 
szych. Chlubny w tej mierze stanowią wyjątek- 
pamiętniki Paska, który<;h wydaniem z druktt 
obecnie się zajmuję. Jan Chryzostom Pa- 
sek, pod czterema Monarchami, Władysławem lYyj 
Janem Kazimierzem, Michałem i Janem III*- z^ 
jacy, w Pamiętnikach swoich to tylko umieścił,* 
na co sam patrzał, czego sam doświadczał; atak 
własne biografię kreśląc, opisuje tem samem do-- 
mowe życie swoich współczesnych, i stawia iianl> 
niejako- przed' oczy sposób myślenia* i' działania^ 
obycsaje i charakter przodków. Przytem pra* 
wdziwie polski tok jego stylu, humory styczność- 
i' naturalna wesołość,- niemałemi są dzieła tego^ 
zaletami; 

€zylelniey Przyjacida Łudii znają podobna* 
piękną rycinę, wyobrażającą Mazeppę, sławnego* 
Hetmana Zaporożców, w^ ehwili, gdy z rozkazu^ 
rozgniewanego Pana Polskiego do dzikiego konia^ 
przywiązany, ledwie żyda* nieutracil; **) Współ-- 
Gzesny Maceppy Pasek,, który z nim przez nie*- 
jaki czas na- dworze Jana Kazimierza żył,- prsy-- 
wod« w Pamiętnikach swoich pra wdzi w^ : przy-- 
czynf owego z-darzenia* Sądzę, iż dogodzę cie^ 
kawości< czytelników Przyjaciela Ludu, gdy ich) 
• Pamiętników Paska bliżej z sławnym ftlazeppą^ 
zapoznam** 

„Mazeppa już był króla przeprosił za* 9\vei 
szalbierstwo Grodzieoskie-^^^^ i znowu-przyjęcbat^ 

♦) Obrarók (łzłsiejsz}' w^^stcTWIa nnm :Mazep|icjako 
lietmaiirt w zbroi z- buławą- w ręku, ^ryj^ty 2 ró tv nuczcsne* 
co dzicł.i i ^ i c (ćć « r c p d i f ct)C Ś a ui a , im rok 1704 kie-- 
Sy jeszcze Mazeppa'zMosk'w%i zAiigtrstcłu irsy,iuał; P.U*. 

**> Zob. Pi«5J. Ludu No. la^ 

**■♦) Dla.zroznniicnitn tego miejsca 'W cclzrcótrw-- 

ba nasicpiijącą okoliczność' z fycia Pa^kh. Pasek nie-- 

chcąc iialcitć- do zwązKu, wojsk^i skonfedcrowłiiiego- 

pod Swiderskim, iid<irsi^ do wojaka, któic na białćj: 

i Kusi p.rzeciw nieprzyjacielowi- uzi ałaio. W- dtodii^ 



Hazeppt, Helnaa Z«pi>r*iciw. 

io dwom; diodriiiimy bok obnk, jeden weJIe 
(IrogieKa ; bo lubo lo jedno oskonenie nie ety- 
nilo mi nic złego, i owMem nabawiło mię chle- 
ba i dobrej słswy, eiege i Mmi xwi^«kowi m- 
zdroHcili, drndiy tei wiiMzawali ; ale przecie na 
niego ni mrucMO bywało, a zwłasicza podpite- 
mu. Jak lo Ewjrcfajnio najbardziej nienctas na 
ocxj lesf WMjBikte urazy. Jednego ecaau przy- 
azedlem przed pok^j,prxed ten oautni, gdzie krńl był. 
Zasiałem go (am, nie było ijlko kilku dworskich. 
PrEyezedłem ledy d.ibrze podpiły, i mńwic do 
nwego Mazeppy: czułem l*ame uieHuła! On 
leż zaraz, jako lo była ssiuka napussywa, od- 
powie t czołem Panie kapral! z tej racyi, żemif 
to Niemcr pilnowali w Urodnie. A ja nie wiele 
myśląc, jak go wytnę picici^ w gębę, a pulem 
odskoczę. Zaraz porwie się on s« rękojeść, ja 
takie, dworscy akoczyli: „stój, stój, król tu za 
drswiami." (Ciągdalwy ..a.:ipi.) 



sysłowia Piosnki i Powiastki gmiiinp. 

— — Si pilili novim ceciiiit iłii), 

— — iiiiperli. 

Zna» co lepttego 7 ud(!«l. 

JUtL Szymona Judy 

SpodtiewBJ się śniegu, aHio gnidy. — 
Jfh Ś<T Jan, każdy sobie pan. — 
Święty Marcin na białym koniu jedzie 

(kiedy śnieg zaczyna padać.) 
Loty — obuj boty. 

święty Maciej, zimę traa, albo j^ zbogact. 
Na Święty Wałek — nie ma pod lodem bciek. 
Na kwiecień, lada t czego wianek nplecim. ' 
Suchy marzec — mokry Maj, 
Będzie zb«że, jako gaj. — 
Kto sieje groch w Marcu 
Będzie go gotował w garcu, 
A kio w Maju — w jaju. — 
Nie trzeba bydlęciu świ^lku 
Byle nie zriUo pi^iku. 

Na wieńen wieśniacy Śpiewają 
w Poznańskiem. 
(J naszego Jegomości dubry rozsadek. 
Wystaw it nam becskę piwa i w odki a^dek. 
Tanecznica. 
Tańcowała — iiieuiniala , 

lueą iRmiKtaUt ' 



O Kasince. 

Kanik imok), jim iirioU, *ukienectKa zmokła, 
Ula ciebie Kańukii itui^c^ u okna ( 
Nie bedif ja roli urał w jeiieiii, • 
Jeno D^d; raczki iioiił w kiozeiii, 
będę ja roli orał, ani lial, 
I b^dą nad Kasinka nymjilał. 
biiJi; ja roli orał prij rowia ■ 



Boby ml ją poiteptuły 
Nie bqdq ja roli orał 



fóraw 



Ucieczka P. Jezusa do Egiptn (powiastka), 
Kiedj Pan Jeziii uciekał le Siyni Jozrreiii do Egiptn, 
ipotkał cliłopa pi'at:iijące<:o w polu, Ć'<i lo robicie 
mity csłuwi k>i7 inpyuił się Pan Juiua. pMenicf liejt, 
odpowiediiul wiejiiiik. Pan Jeiui rzekł t 
Siif, caJowieku łiej. 
A ]iiiro prijjdi i iuiej. 
I udał się w ddlsfą podrói. Nazajnti* cliłup 
idiie w polp, du zwyczajnej roboty; ale jakie >iq' 
■dziwił, gdy iijnal pizeiiicii dojrzale, a kłosy grube 
jak ogony baranie. Ucieszona, wraca C(eiupi\diej 
' ' " ' — iladź i nn|enłniktiw,iwycliodziininiii 



spotkał BO Maieppa jiJłcy do krdla , bawiłceji) i 
tinciał w G.rodiiu!. Przybywizy do Grodna, ocier 
l>aika przed kiólem, ie Paiek dla tego ndaie, ii 
zwi^iku Swiderskiego odsrąpił, aby lem btipieczr 
wojsko wierne jesicce królowi, od zwiąikii mo^l < 
ciągnąf-. ' Paiet , i rozk.izii króla praj prowadioiiy 
Stal podicraią do Grodna, a Inbultyl czai iiipjakiw 
ziony, przeciei przekona! króla o awojej niewinno 
;tacxeni Mazeppa wpadł w iiicłasku i niuliał ai« 



'"Jld 



dodof 



ibygozibići itawa lukże i pyia się; ..anirwidMblcj 
eliJopic takich a lakiub ludzi, uciekających tedy? 
łidijiłemPanie! odpowiedział witśuiak. — A kiedy?. 
a aię dalej Herdd. — A wiedy, jaki:iii ri; piieuicy sial,' 

-ód t( odpowiedzią odurzony, zawuial du łWJoLdwo. 



r powrócił do domu 



Nakładem i 



drukiem Ernesta Giiatbera w L.esznie. 



Przyjaciel Ludu. 



Rok drugi. 



^0* /«0* heaznot dma 9. CnidniB I835- 



Jan K u c h a II o IV s k i. 



Jeżeli który lalent w człowieku, ledjr naJe- | 
wsEjstko ona potężoa sita, stwarzająca dzieła 
pełne życia i ducha, w których się najwidoczniej 
nieamiertelDosci objawia iskierka, szCzegńlniejizjm 
niebios jest darem; i dla tego to ataroŻTlni poeci 
od wezwania bóstwa, boakie swe zaczynali pie- 
uia. Kto w sobie nie czuje natchnienia, niepo* 
hamowanego popędu do o^aszania rzeczy wiel- 
kich i nadzwyczajnych, niechaj się napróżno nie 
wdziera na wysoki Parnas, gdzie Apollo iwie- 
tnym orszakiem Muz otoczony, na złotym 78- 
siadłsE^ tronie, boskim swćj lutni dźwiękiem, 
ludzi I ' bogów zachwyca : słabe jego oko nie 
Eniusloby rażącego blasku boga poezyi, a upo- 
jone zmiysty zbytkiem rozkoszy, rozprzę^yby 
iu<; nataz, i pogrążyły go w bezdennej prze- 
paści. 91iernv talent, niechaj sobie raczej iony 
ubierze zawód, w którym praca przy poczci- 



Woiici, dostateczna jesi pomyślnego skutku rę- 
kojmią. 

Pisaąc to, mam na myjli młodzież) która uwie* 
dziona czamj^cemi wdziękami poezyi, bez wi- 
docznego tnlenlu i potrzeonego usposobienia, rzu- 
ca się niebacznie w len trudny i niebezpieczny 
zawód. ]\ie dośó jest lubfć poetyczne plody^ 
niewystarcza umiejętność składania wierszy^ ja- 
kiej każdy przez ćwiczenie nabyó może; poeta 
musi koniecenie mieć wrodzony talent, a (ego 
najstaranniejsze ćwiczenie zastąpić nie potrafik 
Lecz ponieważ poetycki talent tak rzadkim jeat 
nieba darem, przeto jui lem samem większe w 
nas -wzbudza podziwieuie, i sluszniejsze do nie- 
śmiertelności ma prawo, Boski (en płomień, bu- 
j dząc w sercach szlachetne uczucia, umysł nasz od 
ziemskiej odrywa niziny, i w niebieskie unosi 
I sfery, tam, guie nieśmieitelua dusza sw6j wzięła 



17S 



3 



Iocsf tek, dek|d tebnić swykta w chwflaeh swo- 
aijj t zlu|d tlęuie ją tjlko na dót ściąga ciało. 

Wiedzą iwiadomi dziejów, jakim sposobem 
po salaniu Europy hord barbarzyńskich napły- 
. yvemy najprzód pod auzońskiem niebem odrodziły 
4ic anowu nauki^ i co do tego dopomogło. Nie 
laJDO nikomu, że piękne i pełne życia starożytno- 
ści W2ory Greków i Rzymian , najdzielniej się 
przyczyniły do obudzenia lepszego smaku, do 
uprawy nawet języka ojczystego. Tą drogę, i w 
Polsce na początku 16 2;o wieku, zaczęło się krze- 
wić światło; a potomność ze czcią wspomina 
imiona owych mężów, którzy sami ukształconi na 
pięknych starożytności wzorach, uznah' konieczną 
potrzebę obudzenia uśpionego ducha ojczystej 
mowy. Bez nich naród nie byłby narodem, nie 
miałby przeszłości, — nie miałby h'teratury. 
Jeżeli Mikołaj Rej z Nagłowic stworzył pro- 
cę, Kochan o wf ki, jako większy geniusz i le- 
piej ukształcony, więcej uczynił; bo nie tylko 
utworzył poetyczny język, ale go posunął do 
pewnego stopnia doskonałości. Stary Rej, znał 
tę wyższość młodego poety nad sobą, kiedy prze- 
czytawszy jeden z jego pierwszych psalmów, 
przyszłą sławę jego przepowiedział. 

Był to poeta zawołany, geniaszem i ukształ^ 
ceniem wyższy nad swój wiek, w którym też 
jako świetna jaśnieje pochodnia. Posiadał Ko- 
chanowski przymioty prawdziwego wieszcza , 
moc 'nczucia i żywość imaginacyi, a co większa, 
umiał te wrodzone dary głęboka nauką i sztuką roz- 
krzewić i przyozdobić. Zamiast błąkania się po 
bezdrożach, udał się utorowanym pewnym go- 
ścińcem starożytnej literatury, i tym sposobem 
wniknął niechybnych usterków, na jakie każdy 
geniusz zwykł się narażać, kiedy koniecznie ory- 
ginalnym być pragnie. Zostawszy wiernym sta- 
rożytnym wzorom., został tern samem Miernym 
naturze; nabył dobrego smaku, który się we 
wszystkich jego dziełach wydaje. Lecz Kocha- 
■owski,^ będąc wielbicielem starożytnych, nie był 
ich ślepym naśladowcą : szedł on często za popę- 
dem wewnętrznego uczucia, bez obcego natchnie- 
nia: czerpał nawet w dziejach, charakterze na- 
Todu i w zwyczajach ludu, do swych pieśni osno- 
wę; a gdzie obce naśladował wzory, wszędzie 
widać twórczą siłę, która te płody właściwą 
powleka barwą. Ztąd każdj uzna niesłuszność 
owych krytyków^ pragnących Kochanowskiego 
-widzieć w mnym sirojn, krótko mówiąc żałują- 
cy eh, że nie był bujnym romantykiem. 

Koclianowski aklania się zupełnie do klas- 
aycznych wzorów: wszystko u niego tchnie ży- 
ciem, wszystko tak .jasno, tak, wyraźnie i w ta- 
kiej harmonii na widownią myśli występuje; że 
nam się zdaje, jak gdybyśmy na to własaemi pa- 
trzeli oczyma^ co nam poeta opisuje. 

Xasność, pcoatota i naturałność, jak owe trzy 
||;racyey zawsze mu towarzyszyły i strzegły pióra 
jego: to czaci^ące wdzięki^ połączone z słodyczą 
i hacmoofą, we wszysikich jego ptoditcli roz- 



lane znajdojemy : widać^ że wieszcz x czystego i 
niesmąconego sw^ duszy czerpał źródła, że ko- 
chał naturę i jej piękności malować umiał, że 
miłował prawdę i całkiem jej się poświęcił. 
Wielbimy w nim nie tylko poetę, lecz kocha- 
my człowieka, czułego ojca, przyjaciela; ztąd ła- 
two pojąć, jaki wpływ na współczesnych wy- 
wierać musiał, kiedy nas jeszcze tak zajmuje^ 
kiedy nam jeszcze tak się podoba! Prócz owej 
wszędzie rozlanej słodyczy, widać niekiedy, 
twórczego ducha, mocne uczucie, i silne lubo nie 
gwałtowne i porywające uniesienie; lecz niedłu- 
go buja* w górnych sferach: spuściwszy się na 
lekkich skrzydłach, znoi^u w skromnej lecz gu- 
stownej przed nami stawa szacie. 

Słabe pióro moje nie zdoła wydać wszystkich 
piękności. Ale rozpatrzcie się tylko sami w jego 
poezyach; czytajcie je z uwagą; a duch Kocha- 
nowskiego przemówi i do was, i natchnie was 
tąż samą rozkoszą, której zawsze kosztuję, ile 
razy czytam jego poezye. 

Życie Jana Kochanowskiego. *) 

Urodził się w wiosce ojczystej Sy cynie roku 
1530. Ojca miał Piotra, sędziego ziemskiego San- 
domirskiego, matkę zaś Annę Odrowążownę, nie- 
wiastę wielce cnotliwą i osobliwszemi zaszczycona 
przymiotami. Straciwszy ojca w dziecinnym je- 
szcze wieku, został pod .opieką matki wespół z 
bracią, których miał pięciu. Początki nauk w 
ojczyźnie wziąwszy, z wielką chęcią wydoskona- 
lenia się w nich, udał się Mpizód do Niemiec^ 
potem do Paryża, Tam przez lat 7 do filozofii,, 
języków łacińiikiego i greckiego i innych nauk 
usilnie się przykładał. Najwięcej jednak czasu 
trawił na rymotwórstwie, do litórego miał oso- 
bliwszą ochotę. Śmierć matki, przymusiła go opu- 
ścić Francyą i wrócić do swego kraju; lecc jak 
tylko załatwił sprawy osieroconego domu, wy- 
jechał do Włoch, gdzie zwiedziwszy różne aka- 
demie, w .Rzymie, a zwłaszcza w Padwie, przez 
kilka lat przemieszkiwał. Wielka podtenezafr 
była tam liczba uczonych łudzi, z którymi pou- 
fale przestając, znaczny w naukach pożytek od- 
niósł. Osobliwszą jednak zaszczycał się przy- 
jaźnią Robertola i Alanucyusza, obu mądremi księ- 
gami w Europie wsławionych mężów. Znalazł 
tam i swoich ziomków, ludzi wielce w naukadi 
doskonałych, Jana Zamojskiego, Nideckiego^ i 
Łukasza Górnickiego, z Ictórymi w krótkim cza- 
sie^ do najściślejszej p *4ł poufałości. Po- 
wrót jego do ojczyzny. ioprz.edziła.. Filic 
Padniewski, bijiku^ , za& Krakowski i 
Kanclerz W. k. słysząc o \\ jego za granicą 
pochwałach, zara^s go wzią -^'ebie. Wszy- 
stkie naowczas tak prywatne, ^ ubliczne spra- 
wy, łacińskim językiem u d^ traktowano* 



^ 



*) Wyjęte » ijcia słiwnycli Pola 
gti<ł;iwskicc;o Tom 1. w \'\Tai';>a, 1788 J^^ 
|irawi& dosiowaic z. OIo£(u 



•1, X, Bo» 

oiacaoue 






/ 



/ 



1T» 



gtoUf to sprawiła, ii go Padniewski zalecił Zjg* 
moBtowi Augustowi, i urzj^d sekretarza królew- 
skiego wkrótce wyjednał. Na tjm stopniu, uży- 
wany byl w różnych poseIst%Tacłi, nie tylko do 
zjadó w stanu rycerskiego , ale też i do postron- 
nych dworów* Poznawajac Padniewski coraz 
bardziej piękne serca i umysłu przymioty, za- 
ceni go namawiać do stanu duchownego, czyniąc 
mo w tyra stanie prędkiego wywyższenia nadzieję. 
Lecz Kochanowski, który mierność i wolnoić 
■ad wszelkie godności przenosił, dalekim od tego 
pokazał się. Znał on doskonale- jak wielkiej ży- 
da skromności, kapłańska dostojność wyciąga, 
C^zeto nie czując się być do niej zdolnym^ wo- 
ł jej uniknąć. Po Padniewskim nastąpił My- 
szkowski. Ten, jako bardziej jeszcze szaco- 
vrał Kochanowskiego, tak mocniej na niego na- 
stąpił w tej mierze* Nie tylko mu bowiem pro- 
bostwa Poznańskiego, znacznie intratnego ustą- 
pił, ale też i inne duchowne prebendy u króla 
dla niego wyjednał. Przyjął je wprawdzie Ko- 
dianowski, bardziej w tem dobroczyńcy swego, 
niż swojej woli dogadzając ; na to jednak żadną 
miarą nie chciał się nakłonić, aby święcenia ka- 
płańskie przyjąć. Wkrótce potem, zdjęty chęcią 
sycia tv swojem biskupstwie spokojnego. My- 
szkowski oddałil się od dworu. Kochanowski 
też, sprzykrzywszy sobie życie dworskie i równie 
spokojności pragnąc, umyślit osiąść na wsi. Utrzy- 
mywał go król przy sobie różnemi sposobami, 
naznaczył mu rocznej ze skarbu swego płacy, pod 
tamte czasy dość znacznej 1200 zł. p. Ofiaro- 
wat mu kilka znacznych prelatur, nadto postarał 
się, iż go opatem Sieciechowskim obrano. Ale 
on nieporu^zony w swojem przedsięwzięciu, wy- 
znwszy się ze wszystkich duchownych docho- 
dów, powrócił do wsi swojej Czarnoiesia. Tara 
nredtugo zamieszkawszy, Annę Podłodowską, uro- 
ilzenieffl i pięknem! obyczajami zaszczyconą pa- 
nienkę, pojął za małżonkę. Dowiedziawszy się 
o tem jego postępku Jan Zamojski, nie mógł 
lego znieść na sobie, aby człowiek tak wielki 
miał w prywatnym zakątku zagrzebywać swoje 
rzadkie przymioty; przetoż wyrobił dla niego u 
króla kasztelanią połaniecką, i przywilej mu na 
nią posłał. Podziękował Kochanowski za łaskę, 
ale honoru nie przyjął, mówiąc, iż przestaje na j 
miernych dochodach, a dumnego kasztelana do 
domu swego wpuścić nie chce, któryby wkrótce 
to zmarnował, czego się Kochanowski dorobił. 
Tak się on od przyjęcia godności dowcipnie wy- 
mawiał, ale prawdziwa ta przycisyna była, że 
spokojność życia nad wszystko przenosił. Co i 
stad się pokazuje, iż gdy Wojstwo Sandomir- 
akie przyjął, tę dawał przyczynę, iż urząd woj- 
skiego uwalniając go od wszelkich wypraw i 
dężarów wojennych, pozwalał mu w domu spo- 
kojnie siedzMĆ* '*') Upewniwszy więc sobie <>d 

*^ Nie dbałem nigdy o iłoto> 
▲lem tylko prosił o tOj 



wflzdkioh przeszkód wolne iycie, cały się w poe- 
zyi zanurzył, i jej przez długi czas był oddany : miał 
sześć córek i syna, który wkrótce po śmierci je« 
go urodził się.^ Wszyscy, go' -wielce szacowali^ 
najbardziej sąsiedzi. *^) Zyt on pod czterma kró- 
lami: w l4yn> roku, pierwszy raz widział Zyg- 
munta I., młodość spędził na dworze Zygmunta 
Augusta, i był przytomnym wjazdow^i Walezyu- 
sza w Krakowie: przez lat 6 obijały si^ o uszy 
jego zwycięztwa Stefana* Lecz ciągła pomyśl- 
ność, nie jest udziałem człowieka. Tę ulubiona 
wiejską spokojność, tę domową szczęśliwość, te 
radość z pomyślności kraju, zatruła mu śmiere 
córki jego najmilszej Urszuli, po której zgonie 
nieutulony ojciec, diugo w ponurym zanurzał się 
smutku, a po ukojeniu żalu, napisał owe : Treny 
na śmierć Urszuli, w Których nie tylko tkb- 
wości rodzicielskiej, lecz i poetyckiego talentn 
wiekopomny wystawił pomnik. I w tej to za* 
pewne chwili przed ńta^ria nam Kochanowskiego 
obrazek. Znak śmierci obok niego, głębokie za* 
myślenie, maluje nam najlepiej wewnętrzny stan 
jego duszy: nieutulonym trawiony żalem chwy* 
ta za pióro, i wylewa, na papier nieśmiertelne 
treny. '^**) Lecz z czasem uśmierzył się jego sniu* 
tek, i gdy w Lublinie przed królem Stefanem 
miał stawać w sprawie Podlodowskiego, przeciw 
praw u narodów od Turków zabitego, z niezmier* 
nym wszystkich żalem apoplexyą ruszony, zszedł 
z tego świata, roku 1584, mając lat 54, pocho* 
wany w Zwoleniu, w ojczystym Kochanowskich 
grobie. Januszowski współczesny drukarń 

Aby kufel stał prsedemiią, 
A przyjaciel pijał zemną; 
A tymczasem robotnicy 
Pieczą mieii o winnicy. 
To wszystko moje staranie^ 
To sknrb cały i zebranie; 
Ani dbam o kasztelana. 
Trzymając si^ mocno dzbana* 

**) Kochanowski sam -w killuł wierssacŁ tak yrf • 
drowki swoje i życie opisiił: 

Wysokie góry i odziane lasy! 
Jako rad na was patrzę, a swe. czasy 
Młodsze wspominam, któr« tii mosuif, 
Kiedy na statek człowiek mało dbały. 

Gdziem potem nie był, rzegom nie kosit«wał! 
Jazem przez morze głębokie źeglowifł! 
Jazem francuzy, ja Niemce, ja Włochy, 
Jaietn nawiedził Sybilijne locbf. 

Dzii tak spokojny, jutro przypasany 
Do miecza rycerz: dzi« rai^dary dworzauy 
W paiiskim pałacu, jiiiro zasic cicby 
Xiąaz w kapitule , tylko ze nic z mnichy 
W szarej kapicy, a z dwojakim piatem, 
I to czemu nie, jeieli opatem? - 

Tak był Proieusz, mieniąc się to w smoks. 
To w desżci, to w o^ieu, to w barwę obiuka* 
Dalej co będzie? «rcl»rne w głowie nici, 
A ja « tym trzymam, kio co w czas uchwyci. 

***) NiewTŚdofiioić ludzi czy zazdrość losdw, 
sprawiła, źe prawdziwy wizerunek Jana, małej trlko 
liczbie uczoiiyc h znany, długo zostawał w ukryciu, a 
Eaiiiiast jego, wizerunek Piotra podłoiono; na którą 
to pomyłkę zwracamy uwagę naszych czytelników. 



!$• 



• 

} 



Pomnik Jana Kochan o^v$kiega w Zwoleniu. 



181 



I><Km Jana KoeRanowikiagO' w Cs^asnolesier 



sCMfiTt talt Hf w pnedmowie do' iziel Kocha- 
nowskiego irjraia; „Mtńeri ■>nbc<łna prxed cM- 
aent zajtaMij Ittdra acx niekiedy iriele- ladnont 
Bzkodu^ BH>^, tego nie dokaże, aby psntcij czło- 
Ttieka tego z ziemi wjmaza^ miała. Bo ^zift 
kiedy n polskim' naroditie, ałbo' rzekę śmielej w 
północnym krajtf wszystkim- byl Inki poelaaacny? 
gdzie kiedy w Polsce śmiał Bm kto zetrzeć z 
enymi poety tak greckimi jako I facińikimi, co 
rymj swenti Kogi z nieba awabialf, jako- ten T 
gdzie' kied^ kt^ry żrfiwnal x nimi^ alb» coby 
ze wszystkiem tak miał by d jak ten? Było za^ 
cztaów naszych poetów dosyć snacznycTi w Pol- 
sce: tak jest, ale przecie, aez z tych każdy miał 
i ma swoja pochwałę, ten jednak wszystkich- 
przeszedłszy sw^ godneśoig, i obcych dosiągł. . . 
Mem zdaniem, co kto weźmie, gdzie wqrzy, 
najdzie, OEcmti się podziwić, z czego aie uko>^ 
cfiać," — Wielkie geninsze, zwłaszcza poeci, 
wiedza c natchnicDia, że icTi dzieła przejdą do 
potomności, że ich imię w iwi^lyni sławy' zo- 
stanie zapisane, _ aby je najodJeglejst Mnnkowie 
z ńdzifcznoicij) f^ czci^ ir^minali. Kochanów- 
aki tak o- sobie apiawał:- 

Sobie ipiBwam i Minom : ^o kto jest na liemi, 
Cobj serca uciesijć diciił pieśniami memi? 
Kto iii« woti [jmoiasem zysku niiei na piecsy, 
£apiH<> ^osza zew%iąA7 .... 

Bo z rymu, co la korr^'ó, Irom próiitepo dśni^Ku? 
Ale lilo ma pianiądae, len ma wsiyilko w rcfcii. 
Jego Władka, jego są prawa i uri^dy. 
On gładkij oii wjmowny, on ma priodek wiz^dj. 
Nie dtiw tedy, ie Judzie ciiiią gi; za itotem,. 
A poetł shichaetiw prui«it, gra m jiloiem. 



Pneciwiając n; >wisrc«>m, które nad ląliami,. 
Ciepłe lato wit<H głońieml pieśniami. •— 
; Jednak niim tf nadiiej^ ie prsacie la laty « 
Nia będ^ moje czułe nocy bez zapiały, 
I opiinyl to- dtanno ijii pi^kiićj Łatoiiy, 
Ze moicli' kości popiół nic b^zie więardzony. 

Co m^ wtelkf>przeczu%vał, to się ziściło r 
a^rawiedliwaca' polonnoić nie- tylko z u^zwowa- 
niea imię- jego- wspomina, ale nadto wzniosła mn 
(niewiadonio eayj^ ręką) w Zwoleniu, niednleko 
RadoBia, gdzie- sq bDHJijaeKochanowskich groby, 
dość wspaniały nagrobek z marmum czerwonego 
n popiersiem a* obrazku: wystawionym,, i takinł< 
napisem-: 
Joannet Kocliano-riiij Tribiiniia Saiidomir, 

Ne iitlalntata pretereat bo^pas- eruditui- 

0«ł» laiiii yii-i,. 
IIoc mamDOT kidicio etto. , 

ObiiB aunb lal' 1634 dli. 22. Aitg-. acl^ii 54l 



Jkii lEachaiiowi)!!, 
Ucionj piKoliodnt 



/ 



Cc. 



-.zj) 



k<jilti Snadot 



Kotci tikiegij mcia.iBnimarmiir niech ci łknzi 
UmarP roŁi ibai*ie<iia 159* du, 22 Sieri>. 



rI.:|.V<< 



Dwie aiiłe od JanoHcn, a milę od Zwo- 
lenia^ leży wieś CtarB«las„ mieszkanie Jana 
Koefaanowskiego. Tu on w skrumoej^ zaciszy, 
kt^9 jnad agii^k dworu przenićsł, kosztuwnł 
pm*^iweg«- sztzęŚDia, na łonie swobody i na- 
tury, otoczony lubą rodziną i- życzliH-ych wis- 
śniaMw gronem,. Domek z 'modrzewia, w kló- 
rym Koc|iaBowbki ałieukał, od dauna już zn^ 



182 



•sezony, zo§taI się tylko ułomek narożnej muro. j myślił, ze to tam jnz iiiedzq« Weszli oni do 
wanej komnaty, gdzie najwięcej przesiadywał, króla, a jam tez poszedł do gospody. Nazajutrz, 

^ . m . 1 . 11 • __ sobotni dzień był, nie poszedłem na zamek, ba« 

łem sif przecie, a zwłaszcza po trzeź\«08ci liissM 
juz w człowieka uwaga, pytam się z daleka, je- 
źli się do króla nie doniosło. Powiadają mi. 



W roku 1815 były w nim jeszcze dwie sklepione 
uby, gabinet z oknem, z krata żelazną; widok 
s niego na przyległy kanał i małą łąkę: Owej 
lipy roziozystej nie było ani iladu« 

Darmo scukałem w odmianie wiecsystej^ 
Owej roskosjiiej lipy rosłozystćj. 
Pod której uifigdyB ulubionym cieniem 
Wdzięcznem wąL wielki rozrzewniał si^ pieniem. 

(Krasicki.) 

Trzy jednak wielkie topole w bliskości, jak 



szczątków i na temze miejscu, dziedziczka udatn^ 
w gotyckim guście wzniosła kaplicę. Piękny zas 
napis na dom, który on niegdyś nad drzwiami 
zwend wyrył: 

Fanie 1 to twoja praca a zdarzenie twoje : 
liacsysz błogo sławietlstwo dać do końca swoje. 
Insi niecliaj pałace marmurowe mają, 
1 szczerym zlotogłowem ściany obijają, 
JaPanicy niechaj mieszkam w tem gniazdzic ojczystem, 
A ty mnie zdrowiem opatrz i słimieniem czystem^ 
Pożywieniem uczci wem, ludzką życzliwością, 
V Obyczajmi znośuemi, nleprzjfkrą ttarością. 

dziś zdobi dom właścicielki, obok postawiony* 



Szczegóły do Biografii Mazeppy, Het- 
mana JSaporoźców. 

(Koniec) 

Żaden dworski przy nim się nie stawił, bo go 
lez nie bardzo lubili, ze to był trochę szalbierz, 
a do tego kozak niedawno nobilitowany* Moje 
też widzieli słuszną do niego nrazę i respektowali 
mię, bom się juz był z nimi pokumat i nie kur- 
czyłem się też dla nich w każdem posiedzeniu. 
Uczynił się tedy rozruch; wszedł jeden do po- 
koju, i m&wi: „Mości krślu, pan Pasek dat w- 
gębę Maaeppie." A kroi go też zaraz w gębę: 
„nie praw lada czego, kiedy cię nie pytają/' — 
Biskup się zdumiał, widząo ze to rzecz krymi- 
nalna, spodziewał się, że na mnie będą jakie nie- 
bezpieczeństwa. Przystąpiwszy więc do mnie 
m&wi: „nie znam Waści, ale dla boga życzę, 
ndiidż Waśź, bo to kryminał wielki, w pokoju 
królewskim jego dworzaninowi dać w g^bę." 
Ja odpowiemy „WMPan nie wiesz^ co mi ten 
zdrajca winien.^^ Znowu biskup: jakożkolwiek, 
ale na t^m miejsca nie godzi się porywać, uchodź 
Waić, póki jest czas, a póki się król nijB dowie.** 
Ja mówię : „nie pójdę." Mazepjpa poszedt z po- 
koju ledwie nie z płaczem; nie tak go bolało 
ttderzonie, jako, że się za nim dworscy nie ujęli, 
jusko za kollegą« Powiadam tedy biskupowi źró* 
dło urazy, aż wyszedł podkomorzy koronny, da* 

J'ąc znać biskupowi, że już może wnijśi do^ króla 
' id^c pogroził mi palcem od nosa; jam się do^ 



że wie król o tem, ale się nie gniewa, i owszem 
uderzył po gębie pazia, co mu o tem powiedział, 
mówiąc: „masz też i tobie, kiedy ć się tam nie 
dostało, nie powiadaj mi lada czego.** W nie- 
dzielę poszedłem do podkomorzego i pytam, je- 
żeli się tam królowi mogę pokazać. Powiedział 
mi, że król o gniewie i nie myśli, i owszem mó- 
wii: „nie dziwuję ińu się, bo to potwarz bar- 
dziej boli, niżeli rana; jeszcze dobrze, że się 
gdzie w drodze nie potkali. Dobrze, ze Mazep- 
pa tem tego zbył, niech na drugi raz wie, jako 
lo fałszywe udawać rzeczy.** Ja też poszedłem, 
kiedy królestwo jedli. Obaczywszy mię król, 
rzecze: „daj go Bogu, spysznieliście, już wag 
czwarty dzień nie widzo. Ale widzę trzeba was 
i z panami posłami *) cienko chować, to wy się 
będziecie często prezentowali w pokoju.** Od- 
powiem: „i tak Cl Miłościwy królu, narzekają, 
choć mają dosyć ludzkości i traktamentu WKM. 
gdyby ich subtelniej choMać, nie osiedziałbym ci 
się tam z nimi.** Potem o inszych ma tery ach 
dyszkuro\^ał z różnymi. Jam już rad, że się na 
mnie i nie zamarszczył o owego Mazeppę. Stało 

Eosłów^ żółnierzów siła, dano w- tem wety, a 
ył tam niedźwiadek, czyli w postaci jego czło- . 
wiek, około lat 13 mający, którego w. Litwie 
parkany stawiając Marcin Ogiński, żywcem ka* 
zat do sieci nagnać i złapać z wielką strzelców 
szkodą, bo go niedźwiedzie srogo bronili, oso- 
bliwie jedna wielka niedźwiedzica najbardziej 
broniła, znać, że to była jego matka; te skoro 
zabito, .zaraz też i chłopca złapano, który byt 
taki właśnie, jaki powinien być człowiek, nawet 
u rąk i nóg nie pazury niedźwiedzie, ale czło* 
wi'ecze pazoogcie; ta tylko od człowieka była 
różnica, że był wszystek długieau, tak jak niedź- 
wiedź, obrosły Młoaami, nawet i gęba wszystka, 
oczy mu się tylko świeciły; o którym różni 
różnie rozmawiali, \% nosili jedni, że to musiał 
być mieszaniec. Drudzy zaś mówili, że to znać 
niedźwiedzica porwała gdzieś dziecko bardzo 
młode i wychowała, które że pierś jej ssało, dla 
tego też owe podobieństwo do niedźwiedzia przy- 
brało. Nie miało to chłopczysko ani mowy, ani 
obyczajów ludzkich, tylko zwierzęce. W tenżo 
to czas podała mu królowa z gruftzki łupinę, po- 
cukrawowawszy ją;, z %iielką ochotą włożył do 
gęby, posmakowawszy, wyplunął to na rękę i a 
śknaąii cisnął królowej między oczy. Król po- 
czął się śmiać okrutnie. Królowa rzekła coś po 
firancu^u, król jeszcze bardziej w śmiech, Lu- 

*) Pasek znajdował się natenczas w Warszawie, 
|ako dow<Sdzca oddziału wojska, kuiiy Czarniecki przy* 
dał do boku posłów moskiewskich, jadących do 
Warssawj dla traktow^nu o pokój. 



« 



188 



* dowSca^ jak to była gnlewliwf^ poszła oi^stołą, 
Iról tez |ia owa fari^ kazał nam wszystkim pić, 
wina dawać) 'mozyte, fraucymerowi przyjść; nuż 
w oebotę; dopieroć przy owej okazy i, kazat 
Mazeppę zawołać, kazat aic nam obłapić, prze« 
prosić sif , odpuścić sobie z serca, bćście jttź terać 
obadwa sobie winni.'^ I takci dopiero zgoda i 
siadaliśmy potem z sob^ i pijali, aleć po stare- 
mu Mttzeppa z konfnzya wyszedł z Polski w dro- 
gim roku z tej przyczyny : 

Na Wołyniu miał wioskę w sąsiedztwie z 
Falibowiskim^ któren^ii zof cił aic był. do domu, 
nie wiem po co, dość, ze tam przebywał często, 
kiedy Falibowski wyjechał. Dopowiedzieli* o 
tern Panu domownicy, ci esubUwie, co karty no- 
sili, i byli świadomi owych konwersacyi. Jedne- 
go czasu założył sobie drogę jakaś dafek^ Fali- 
bowskij pożegnał się z zoną i wyj€chał« Stanął 
tedy na tym trakcie, którędy Mazeppa przejeż- 
dżał; aż bieży z kartką ten, co zawsze zwykł 
by wać posłańcem, i sam o tern Pann powiedział* 
Falibowski wziął kartkę ^ przeczytał, jako się 
tam zapraszają do ochuty, obznajmojąc^ że Jego- 
mość wyjechał w drogę etc, — Oddawszy kart- 
kę owemu sekretarzowi, rzecze: ,«jedź a proś 
go o odpis, mówiąc, żeć jejmość prędko kazala.^^ 
Tak uczynił, a Pan go czekał, póki nie powró- 
cił z odpowiedzią, bo dwie mili było biegać r 
skoro tedy tam go expedyowano, skoczył przo- 
dem, oddał panu kartkę, w której swoje do 
usług gotowość (Mazeppa^ deklaruje, i obiecuje 
się zaraz stawić. Po . chwil! jedzie Mazeppa. 
Potkawszy się czoło z czołem : dokąd jedziesz ? 
— powiedział, że gdzie-indziej* „Proszę n» 
ustęp. Wymawia się Mazeppa, pilną mam dro- 
gę, WMPan też widzę jedziesz gdzieś/^ — „O 
nie może być!*^ cap go za kark: „a to,, co za 
kartka ?^^ Mazeppa zdechł; w prośby, że to 
pierwszy raz dopiero jedzie, że tom nigdy nie 
postał. Zawołają owego sekretarza: „sita razy 
chłopie tam był. w mojej uieby tności ?^' Odpo«> 
wiada,. że jak wiele na mojej glow ie włosów.. 
Dopiero go wzięto. „Jaką sobie o bierzesz śmierć ?^^ 
Prosił,, żeby nie zabijać^ przyznał się do wszy- 
stkiegor — Takci nacudowai się nad nim, namę- 
€zył, rozebrawszy go do naga, przywiązał go na 
jegoż własnym koniu, zdjąwszy kulbakę^ Sfbą: 
do ogoiw„ a do głowy tyłem^ ręce opak zwią- 
zane, potężnie Bachmata,, dosyć z przyrodzenia 
bystpego opukano,; kańczugami osieczono, a* je- 
szcze- nadgłówek mu zerwawszy z głowy, kilka- 
razy nad nim strzelono. Tak tedy jako szalony 
bachmat skoczył /ku domowi,, a- wszystko* tam 
było gęscemi chróstami jechać,, głóg, łeszezyna, 
gruszczyiia^ ciernie^ a nie drogą przestronną,, ale 
ścieżkami ,. którędy koń drogę do- domu- pamię^ 
tał, bo częslo tamtędy chodził, jak to zwyozaj- 
nie na ezaty, nie gościńcem, ale manoiveami jez^ 
dzą, i trzeba- się, tam> bardzo często uchylać^, ohoć 
eugle w ręku trzymając,, omijać złe i gęste miej- 
aca^ a- postacemu. ocasem^ i pe^ łbie gftiąź dała i 



suknię rozdarta^ a tu pagiemn tjlem do ^[łowy 
siedzącemu na tak bystrym i shnkanym Konio, 
który od aścaobu i bóln oślep . leciał, gdzie go 
nogi niosły, co aię tam dóatałe specyałów, póki 
owych szerokjeh chróstów nie piz^ecbat, anadao 
•trazyć z ow^j jego assystencyi, bo z nim dwajy 
czy trzej jeehali^ którzy nie dopuścili,, żeby go 
kto miat raitow*aó* Przypadłszy przed wrola 
(swego demu) zz^bi, woła stróża* Stróż poznał 
głos, otwiera obeczy wszy straszydło, znowi^ zam- 
ku^ i ueieki, wy\roiał wszysCfcitli ze dworuj 
zaglądają drzwiami^ żegnafą się* On się zwie- 
rza, ie jest ick pan prawdziwy. Nie wierzą. 
Takci ledwie, skoto już też małe rzec mógł,.f 
zbity i zziębty^ puścili go.^^ £• lU 



Szkały Eleihentariie. 

(Koniec.) 

Ale zwróćmy uwagę naszą i na zjednoczone 
srtany Ameryki, gdzie od tak niedawnego ezasv 
tyle juz dla wychowania krajowego nczyninm^ 
— Wielu tam z pośród pier^Tszycfl osadników 
było oświeconyclr ładzi, którzy czując keaieezmi 
potrzebę rozszerzania cywiKzacyi, przez wyoho* 
wanie krajowe, wspólnym tylko kosztem do' za* 
łożonego celu dtrjść się spodziewali, i ne tej to 
drodze gorliwe ich usiłowania .najpiękniejszy 
uwieńczył ekutek. Pewność spokojnego ży- 
cia pośród swojej gminy — spokojniejszego^ niv 
wszelkie prawa zapewnić je mogą, stała- się* 
główną zachętą bogatszym mieszkańcom,, do do-- 
browolnege płaconia podatków szkolnych, któca- 
po większej części z icbrąk tylko wy pty w ają, na wy-- 
ckowanie biednych dzieei,. które tak ozęste w sta- 
nach Amerykańskiob do wyższych przychodzą zna-- 
Gzeń- i przeważnego doeięgają wpływa,, środkiem- 
powszeclmie przystępnego oświecenia^ het które- 
go wiecznie w pierwotnej zostawieni oiemnecie^ 
za ciasny okfes rodzinnej wioski, dalej już sięgaó: 
aiebylilhF w stanie. Z resztą,, w stanach Amery^ 
kańskich jest tak gorliwe i ogólne dążenie do^ 
oświecenia,' ze powszediote więcej czy-nie zwykli,. 
niźU nawet prawa każą. W każdej* c^oć naj— 
amiejszej: gminie, jest przynajmniej jedna^. pczez 
rok cały otwarła — szkoła, gdzie po łacinie^ po^ 
grecku^, elementarnej matematyki, geografii i hi- i 
storyi uczą. Bespośredot dozór nad szkołami 
temi ma komitety ^sele ot nhen.). wybierany rocz-~ 
nie do zarządu Każdej ^miny. W nowej An- 
glii jest około 10 — 12000 szkół takich,, tak, za 
w przecięciu na diiSz 200 jedna przypada szkoła^ 
co tóm więcej nas uderzy, gdy ten sam stosunek^ 
weźmiemy w porównaniu z oświeconą Francyi|, 
gdzie szkółek takich jest — według poiiyoszego 
obrachunku — 25000, a biorąc liczba dusz w 
całym krajv tylko 30000000, na^ 1200 dusz je- 
doa^ dopiero przypada szkoła* E. B«. 



m 



Nielctóre przysłowia ludu wiejskfegt>. 



Lud wiejskie pomimo waselkidb s rńisjch 
stron zabiegów o polepszenie jego bytu i ' roz- 
krzewienie pomifdzy nim światła 9 znajduje się 
na niskim bardzo stopniu ukształoenia amysto- 
\vego« Śmiele powiedzieć można, ze w tej mie- 
rze Aie wiele dal^j postąpił od swoich przodków^ 
o których oświatę nie bardzo się troszczono* 
Jak d«iwniij, wierzy w czary, mory i U p. nie- 
dorzeoznoóci. Dostanieli tak nazwanego, w wiej- 
skiej terminologii chorób, pastrzaiu, udaje się 
natychmiast de mądrej, która go za pomoc^ 
grzebienia, kłębka nici, nożyc i ojcze nasz 
udwretnie mówionegd, leczy. ^ Zęubili co, Inb 
utraci w skutek kradzieży, biegnie do wróżki, 
która układa karty i w skazuje mu, w dwuznacz- 
nych i ogólnych bardzo wyrazach, złodzieja. 
Pomimo takiego upośledzenia umysłowego i miał- 
kich, dziecinnych o rzeczach przyrodzenia i ro- 
Bumu wyobrażeń, lud ten ma 8W0J4 filozofią, 
która się objawia w przysłowiach, czyli w ury w- , 
kowych zdaniach, zawierających w sobie często- 
kroć głęboką naukę, cierpką prawdę, lub też 
dowcipny ucinek* Ktokolwiek miał sposobność 
przebywania pomiędzy ludem wiejskim, nasłu- 
4i]\»l się nieraz takich przysłów, ktorychby na- 
próżoo w Rysińskim, Knaps'kim lub 
Wójcickim^ szukał. Z mnóstwa takowych przy- 
słów, przytoczymy tu kilka następujących. 

L Wolno kurcie szczekać na Bożą 

Mękę. 

Przysłowie to jest zapewne bardzo dawne. 
Pochodzi niewątpliwie z czasów, ^ gdy bJgoboj- 
niejsi od nas przodkowie nasi, w każdej wsi figury 
męki pańskiej, czyli Boże męki stawiali i w 
większem je, niż my dziś, poszanowaniu mieli. 
Najmniejsze ubliżenie tym figurom karane -było, 
nawet w dzieciach surowo. *; Psu tylko, jako 
nierozumnemu stworzeniu, poz%volono, nie zawsze 
atoli, szczekać na fifcury męki pańskiej* ^ Ztąd 
też, gdy ktdry z łudzi nikczemnych i niedoł.ę- 
żnych czernił pokątnie jakiego zacnego męża, 
mówiono o potwarcy: wolno kurcie szcze- 
kać na Bożą mękę, i niezważano na j^o me- 
wę, jako nieszkodliwą stawie cnotliwego męża. 
Przysłowie to brzmiało niegdyś w ustach oświc- 
ceńszych klas narodu, dziś wygnane zostało z tak 
nazwanego lepszego towarzystwa do chatek 
wiejskich. 



II. Psi^ ^^'^'T' B^^ idą pod nieliiosy. 

Jedną z głównych wad ludu wiejskicigo, j^t 
niepohamowana żądza . zemsty. Jeżeli za .naj- 
mniejszą wyrządzoną sobie krzywdę nie może 
Eąmścić się czynem, natenczas błaga głośno nie- 
a o pomstę, ^ w przytemności tęgo, na któregp 
karę nieba ściągnąć pragnie. Naproaby te od^ 
powiada zwykle ten, któremu złorzeczy: „Psie 
glosy, nie idą pod ;iiebiosy,^^ oznaczając przez to^ 
że Nieba nie rade głosu zemsty słuchają. 



Wiadomo z dziejów kraju iias«eo;o, ie zbór 
i szkoły socyniadskie w Rakowie, zamkiii^te zostały za 
paiiowaiń«v Władysława IV. za znieważenie przez ucz- 
Boići Męki. 



1110 w 



III. Z głupim na raki, żaby łapie. 

Jak w wszystkich klassach społeczności, tak 
i u wiejskiego ludo nie trudno o głupców, któ- 
rzy rzecz każdą na opak robią. Wieśniak tedy 
w tem prostem, ale pełnem nauki przysłowiu, 
przestrzega, aby się z żadnym głupcem w. czyn- 
ności, jakiegokolwiek badż rodzaju, nie wdawać, 
bo głupiec nigdy życzed naszych nie zaspokoi. 

IV. Dobry, ale lepszych wieszają. 

Gdy w przytomności naszego wieśniaka diwalimj 
człowieka, któreeo opinia piibUcziKi potępia, wieśniak 
odpowiada zwykle na nasze pochwały: „Dobry, ale 
lepszych wieszają.** J, Ł, 

Zuch do klusek, a od kaszy. 
Nikt go nie odstraszy. ^ — 

Pogroził mu palcem w bocie. — 

Zkąd data? z Mixtata^ 
Po wygnaniu bydła 
Bo segaru nie ma, — 

Kto sieje tatarkę- 
Ma zonę barbarkę 
Marcinkowe żytko, 
Djabła warto wszytko, 

Hej tam na górze. 

(Piosnka gminna; muzykę damy później.) 
Hej tam na górze. 
Stoją rycerze: 

Stuku puku w okiencczko, 
Wstań otworzyć kooiianeczko,- 
Koniom wody dać — 
Ja nie mogę wstać. 
Koniom wody dać. 
Bo mi maika przykazała. 
Żebym z nikim nie gadała. 
Trzeba jej bać. — 
Dziewczę się nie bój, 
Wsiadaj na koił mój. 
Pojedziemy w obce kraje. 
Gdzie są lepsze oby osa je. 
Murowany dom. — 
Przez wieś jechali, * 
Ludzie patrzali. 
Co to za jedyna, 
Co to za dziewczyna, 
Z panami jedzie. — 
OJ jedzie, jedzie, 
W złocistym rzędzie, 
Szesc par koni za nią 
Jak za jaką panią, 
.J»u2 ie| nie Włdac. 




Makiadem i drukiem Ernesta Giintliera w Lesznie. C^Ud. CiechańsKi;, 



Przyjaciel Ludu. 



Rok iragi. 



No. 24. 



ht*xnoy dnia 12. Gr&dua 1835. 



\' a r z e c z o 



Kiidolf, V Cesarskiej korooie^ 
Zasiada na «znIosIjm tronie, 

Obok młodej Cesarzonej; 
W" kolo Ceeerska rodzina, 
I liczna dMorzan dnrżjrna 

Świecąca w szacie galowej; — 

1 wielkie ttinny narodn 
Zewsząd plyna do ogrodn, 

W ktwym gmacli się ^owy wznosi ; 
Skończony pałac \i'spaniałj, 
Cesarz i dwór jego caty 

Oziś się do niego przenosi* 

Dla ^liekopomnej pamięci 
Wielka ncKtą dzień ten iwięd^ 



a Iwa. 



I Nier 



ccKiego.) 



i przez TToerskie tomieje 
Zaczęto różne igrzysko; 
Radość w bliżdym oku błyska, 

ZdrAj obfity wino lejc. 
Wtem do Cesarskiego kola, 
Dziecię piękności anioła 

Przybiega tnrożliwyni krokiem: 
Wdzięczne, jak ut>i'ór dnmanin, 
Szatę się biał^ osłania. 

Jak lekkim srebrnym obłokiem. 
Do Cesarzowej się zbliża, 
Piękne swoje czoło zniża, 

Strojne wstydliwym rinnieńcem 
1 całując brzeg jej szaty, 
Sypie przed ni^ wonne kwiaty, 

Świeżym otacza j^ wieńcen. 



186 



Szmer gloSoj •»•• mowa milczenie; •.» 
1 słodkie wdzięczności pieiiie 

Zanucę usta dzieciny; 
inne ustają zabawy, 
I ciśnie się tłum ciekawy 

W koło cesarskiej rodziny. 

JL wtem przy zwierzyńca bramie 
Krzyk poM^stal, krata sie- łamie. — * 

I lew ogromny wyskoczy — 
Ot^^orzył paszczę straszliwą^ 
Trzęsie najeżoną grzywą, 

Kołuje krwawemi oczy.. 

I zawył ••• lud przerażony 
Rozbiegł się na wszystkie strony^ 

Lew prosto do tronu leci : 
Wśród dworu postrach się szerzy^ 
Tysiąc powstało rycerzy, 

I tysiąc mieczów zaświeci*. 



»■• «• 



Natężają się cienciwy 

Strzały świszczą ..•• w tem o dziwy T 

To piękne^ maleńkie dziecię, 
Biegnie> lwa swym ciałem kryje^. 
Wota, cisnąc go za szyje, 

y,Mogo. lwa nie zabijecie !^^ 

I głaszcze go ręką małą,. 
Zadzimia tłuszczę struchlałą : 

„Darujcie mu, głośno woła; 
On tak dobry, tak łaskawy, 
Nie miejcie żadnej obaMy, 

Głos mój poskromić go zdoła.- 

Pieści się z nim, jak z szczenięciem^, 
Łew się kładzie przed dziecięciem, 

Ogień złości w oczach gasi ;, 
Już SM'ojej grzywy nie jeży, 
Lecz spokojnie przed niem leży,. 

Podchlebia mu. się i łasi. 

Nikt oczom nie chce dhć' wiary, 
Gzy to cud? czy. zdradne czary? 

Kto to- dziewczę ?' zkąd przybywa ?/ 
A wtem uklękła przed tronem. 
I z okiem łzami zroszonem* 

Tak się do. Pana odzywa r 

„Ojciec mój, twój sługa wiemy, 
Jest już od dawna odźwierny 

Królewskich zM'ierzyńcow tw^iclu. 
Jam się z tym iM^em wychowała, * 
I' towarzyszam w niin miała 

Dziecinnych, rozrywek moicH* -— 

Słysząc to Cesarz^ powstaje,, 
r rycerzom rozkaz daje. 

By schowali w pochwy miecze:: 
„Zachowałoś nam dziś zycŁCy, 
Przybliż się: tu ' moje dziecię^. 

Przyjmij moja dzięki^^ rzecze*. 

„Nikt' ci lwa nie zamorduje,, 
1 w teX chwili cię mianuję; 



Króla z%i'ierzat narzeczoną* 
Zwierz ten do cienie należy. 
Dopóki który z młodzieży, 

Nie nazwie ciebie swą żoną»^^ 

Na te słowa, pod. mebiosy 
Biją radosne odgłosy, 

Każdy wita pare młodą ; 
I dziewice i młoazience, 
Rzucając im z kmiatów wieńce. 

Do bram zwierzyńca ich wiodą. 

Ach był to \Tidok wspanTały, 
Gdy przy pani swojej małej 

Król zwierząt powoli kroczył;: 
I łagodny jak baranek, 
Posłuszny jako kochanek, 

Do. bramy klatki się wtoczył.. 

(Koniec nastąpi.) 



Helena i Trojańscy^ Ojcowiei 

(Jliae lir>. 130 lustęp.) 
HysunelL Cara te na ze abioni. We} marskie go»^ 

Rysunek ten* na szarym- papierze^ piórem ski- 
cowany.i lekko kolorowany, jest tej samej wiel-^ 
kości,, jak n^89 obrazek, zrobiony przez sławnego 
rysownika niemieckiego^ Carstena,. roku 1795,. 
trzy lata przed jego zgonem*. Garsten w t^j- pro- 
stej, na pierwszy rzut oka niepozornej kompo- 
zycyi,. wystawił to,, oo poeta w 40 wiersiaclii 
opisał; Wykonanie jest tak łatwe^ a od wy- 
kwintnóści dakkie, iz się zdaje, jak gdyby arty« 
się nic nie kosztowało. Z tern wszystkiem, przy-^ 
patrzmy się tylko lepiej wszystkiemu, a uznamy 
nie tylko wyborny jego talent^^ ale nadlo głęboko- 
myślącego człowieka* 

Na kamiennej ławie, na murach miasta, przed- 
warowna scejską bramą,, siedzi zgromadzona star- 
szyzna, dostojni ojcowie miasta Troi. Zląd otwie- 
ra się- widok na płaszczyznę, gdzie greckie i 
trojańskie wojska^ w oczekiwaniu, na przeciwko- 
uszykowane stoją. Dalej; przylądek, morze i 
okręty .^ Pbrne obroki unoszą się, nie zasępiając 
jednak nieba-r 

Z< potężnej Mejski^j. bramy wjohodci M^łaśnie- 
Helena. Iris wezwała ją,, aby się z iiieźy przy- 
patrzyła pojedynkowi^, który, miał losy dwóch na» 
rodów rozsUrzygnąS :. 

„Ci- którzy bój dopiero zaczynali wscieKli/ 
Nagle się marsoTWgo szalcusiwa wyrzekli :. 

Dzidy ikwią w ziemia, wojsl^ na tarcsnch się ^rspiera . 
Woale się. widok ihnyi w tej chwili otwiera. 
Parys twój i Menela;^ uzbrojeni dzidą. 
Pojedynkiem a twojp wdzic)dl walcz) ć idą f 
yyZwycicsiwo oię^- jediiegO' z nich ionątnczyni.^' 
Tom slowein czałąpami^^ó wzbudza w niej bogini (Irii) 
Na m«^,. na ojcsyiuc^ uamiie rodsicei: 



167 



f 



Żalem łsami prześliczne ol>kwa]ąc lice^ 
I boską twarz snie£nemi t^krywszy sasłony, 
Idzie, a z nią dwie Etta z Klimeiią roatroiij, 
Nie zadingo przychodzą, gdzie Scejska jesc brama, 
Siedsącego wysoko znajdują Pr jama, 
Pfcy nim JLamp, Ukalcgon, Hiketaou, Klity, 
Timec, Pant i Autenor, radzca znakomitym 
Łata pochyłe bronią działać im nie dadzą, 
X»ecz mądre między sobą rozmowy prowadzą* 
Jak na drzewie koników grono słodko gwarzy. 
Tak na wierzchołku bramy poszepŁują starzy. 

Na rysunku dwie pierwsze figorj starciw, 
89: Antenor i Ukalegon, zatopieni -yt przeszłej 
rozmowie* Zapewne jeszcze nigdy Heleny nie 
widzieli: rozmawiają oni o mającym się rozpo- 
cząć boju ; głęboka troska maluje się na wycnu- 
dlej twarzy Ukalegona; siedzi skurczony, gdy 
Antenor mocniejszej i okazalszej budowy ciała, 
do niego siff obróciwszy, gestem ręki spokojnej 
towarzyszy mowie. Te dwie figury dla tego za- 
pewne na czele umieścił artysta, aby pełną trosk 
powagą^ oznaczyć ton i uczucie całej sceny* 

Obok nich siedzą Hiketaon, Klytios i Łam« 
pos, których Homer razem wymienia; w nich 
widać zadziwienie na piękność Heleny : żywe ich 
poruszenia, większa wesołość, tworzy piękny 
kontrast z powagą i zadumaniem pierwszych. — 
Lampos starzec miły i uprzejmy wita Helenę: 
wyciągnione ku niej ma ręce^ i m4lwi po cichu do 
Awego sąsiada: « 

Ci spostrzegłszy Helenę^ ie na wieżą wchodzi 
Rsekli ciclio do siebie: dziwić si^ nie godzi 
Że Grek i Troja bronie przez lyle lat czyni 
O takową niewiasta. *) 

Klytios patrzy na Helenę z podziwieniem, ale 
apokojniejszem okiem : Hiketaon. zaś zdumiony pod- 
nosi obie ręce do góry, jak gdyby ją pierwszy 
raz widział, tak go jej widok zachwycił: 

. . « Isuia z niej bogini! 

Po nim następują dwaj, którzy ciekawie przy- 
patrują się układom wojsk obu: powstali, chcąc 
przejrzeć płaszczyznę Thymótes i Panthoos* 
Uwaga, z jaką pierwszy zupełnie odwrócony 
przypatruje się odległym wojskom, oznacza waż« 
ność toczącej się sprawy ; drugi zaś obraca się ku 
Helenie, jednak z czołem troskami zmarszczouem : 
pomieszane uczucie w nim się maluje, myśli, co 
poeta wyraził: 



*) Dla Czytelników nieobeznanycli z literaturą 
sc.iroE) tną ,k potrzebna jest przestroga, aby słabego , 
(zwłaszcza w tein miejscu) przekładu polskiego, nie 
brali za jedno z oi^giuałcm, pełnym życia, prostoty 
naturalnej i niezrównanego wdzi^^ku* Prawie gniewać 
si^ przychodzi na Dmoch owskiego^ ze to piękne, 
miejsce tak niegodnie oddał. 



Ale cliociai jest taka^ niecb do domu płynie. 
Niech przez nią miasto nasze m potomstwem ni« gtnie,t 

Pryam eas^ 4w wiekiem i kłopotem przyci- 
sniony bohater, jest spokojny^ uprzejmy starzec^ 
a jak gdy Acliilla odwie^zat, podobuies tutaj 
maluje się w tej łagodności wielka dusza: 

Tak ci mówili, gdy się Helena zbiizyła, 

A Pryam w głos $ „Ckddź do mni«, siądź tu cóilco mila t 

Obacz mę^a, przyjaciół, obacz kre^viie twoje- 

Nie ciebie ja, lecz bogi o te winię boje. 

Oni na mni« zesłali ten pogrom straszliTvy« 

Wymień mi liego m^£a pomiędzy Ar-chiw^', 

W którym wielkoić, wspaniałoić sama postaiS gjlosi. 

Nie jeden wysokos'cią wzrostu go przenosi: 

JLecz ten kształt, ca powaga, znaczą oczewist« 

Nad wi'zystkinu pierwszeństwo: on królem zaiste* 

Już Lessing uważał, ze Homer właśnie w 
tem, że nam postaci Heleny nie opisuje, ale tylko 
jej pochwalę z ust starców głosi, wzbudza wy- 
obrażenie o jej piękności przechodzące wszelka 
możność sztuki: tak \«ię€ imaginacya nasza ma- 
luje^ sobie najdoskonalsza czarującą piękność. 
Zda/e się, jakoby Garsten w tym kontarze od- 
stąpił od zamiaru wystawienia w Helenie czaru- 
jącej piękności. W jej postawie widaó smutek 
wewnętrzny ; co się pokazuje z ostatnich jej słów 
w Homerze. Tak, jak ją przed sobą widzimy, 
nie jest to owa piękna, lecz głęboko wzruszona^ 
żałująca Helena; zapominamy o jój Mdziękach, 
przejęci jej wielkością duszy* Troskliw e służeb- 
nice postępują za nią; artysta chciał tern ozna- 
czyć milośó, jaką ta obca pięknośó wkrótce w 
domu Pryama pozjskala* 

Dla tego w starcach nie tylko pudziwienie 
się maluje, lecz nadto uszanowanie: \ iedza oni 
o tern, iż właściwie ona jest przyczyną wojny; 
ale jej przebaczają właśnie w chwili, mającej los 
ich roztrzygnąó. 

Artysta zamiast powierzchności, wszędzie od- 
słania wewnętrzne szlachetne powody i żjcie: 
kto inny byłby może, zamiast po%rażnych star- 
ców, rozpustnych lubieżników, a zamiast natural- 
nej piękności, kokietę odmalował. 

^ Jak pojedyncze figury^ tak i całe ich usta- 
wienie, postępując trop w trop za pcwiescią Ho^ 
mera, cały ten szlachetny charakter prostoty i na- 
turalności, jak najży wiej nam oddaje. Proste rysy 
krajobrazu^ dają nam piękne, a razem wierne 
wyobrażenie równiny Trojańskiej, gdzie wojska 
z sobą walczyły, Wida^, że znajomość dokła- 
dna Iliady, kierowała najmniejszym zarysem pióra 
artysty; a nadto figury i krajobraz w takiej zo- 
stają proporcyi, iż tamte nas zajmują, a ten, jak 
najobszerniejszą przedstawia rozległość. 



1S8 




Kzadkie gatunlii Kur. 



Badacze naltiry ciągle sobie- hmi^ )^owy, 
aby nam wytlamaczji tę lub owa lajenBicę, to- 
lub ovm pTK^n> natury;. dotifA jednałt nieudało- 
się żadnemu WTjaśniiJ, >k^d poehodz^ kolory w 
roślinach, kwiatach i zn-ierzętacłu PotrafimT 
wprandiie astiiką zmienić barwę ni^tórycn 
k>viatów, ale najpienvszej preyczjny tegO' zja^^ 
wiaka' wymienić nie zdotatny. Natura odziewa- 
jąc kii-iaty i' zmerzętn,. zawsze jednoilajnie 
utwarza jedno jftk dnigie^. jednako je zdobi;- 
atoli ijrawidla te nikomu nie s^ Miadome, uie- 
9 znaj^ ich najwięksi, filozofowie. 

Wystawiamy dziś na rycinie tiay nadzwy- 
czajnej' piękności ptaki;: kury perłowe Fig. t 
i 'i. maja pióraz ŁiałMii nereJkami. Środkowy 
zaś mapiora w (fonie takim kształtem, iż ną]- 
n-i^sze w nas wzbudzają podziwienie. Holi' 
bry ze swemi nrieni^cenri kolorami, pa^ne w 
mtych roztoczoi^ch ogonach^ pRedaian'iają po* 
docne M'idoH'iaku. - 

Fig. 1; prKedslawia nam bażanta roga- 
tego (nt^irnttr ^a(an), r^niąoegosię tem od- 
(iinych, że na głowie,, nad' oczyma, ma<dwa r^ 
Mi, w sliWuukudo nielkości ptaka,, doić duże; 



I 



za niemi spada ż&tla kita, która przy crametf- 
głoti-ie pięknie odbija. Gardziel dnzy, a ostrogi 
ma krótkie. Koloru jest bai'dzo pięknego: z 
M'ierzchu ponsowy, pod spodem pomarańraoM y^- 
białemi perełkami ozdobiony, z czaniemi' ob wód- 
kami. Skreydła i pióra w ogonie sa zielone i 
żółte,, ozdobione- czworoboezaemi większemi i 
rani^BzMni plamkani czarnej barwy.- Dziób i^ 
nogi mają zólte. Ten szczególine|szy ptak, w 
którym dotychczas- mało co Miemy, znajduje się' 
w lasach TybetAriskich i w Indyacb,- Cmier »a-- 
zywa go Tragopan oorirutuB.- 

Fig. 2^ wystawia piękna, knrę perłową 
z. Gwinei, różniącą się lem od z^vyezfiJn^j per- 
łowej kury, iż ma na^ dziobie kitę- krótkich u-ło- 
sów: szyję ma żułla^ią; głowa zas, dzióbj skrzy- 
dfa i ogon zt^elnie są żółte, reszta ciała kolona 
oiemnego, wszędzie upstrzonego białemi perełka- 
mi.' Z reeztą ma wielkość i własności xwj— 
czajnej kury perłowej.- Łichtenstein dat jej na.— 
zAvisko: Niimida ptilorhynclia;' 

Fig.- 3.- B(enui-H- (maemira snperba)' odkrytft 
w Howej Hbllandyi.- Wspaniały ten ptalt 
ma wielkość.' domowego- kogirta', kształtem- zaś 



190 



podobny do ptaka rajskiegoi* IRUrn się zal od 
^yszysuich ptaków^ swym nadzwyczajnej piękno- 
iici ogonem, który zawrze w górę wyniesiony 
trzyma. Składa on stę z czterech głównych i 
wielu innych długich piór: dwa gt<Wvne pióra 
są bardzo szerokie, z wierzchu koloru pomarań- 
czowegOy czerwonemi prążkami w poprzek ozdo- 
bione, pod spodem ciemne. Druga para piót, 
tejże prawie dtugoici ale wązkle, jednego ciemne- 
go koloru. Inne zaś pióra są bardzo cienkie, 
słabe, wystające. Z reszta kolor całego ptaka 
jest ceglasty: zamieszkuje skaliste okolice. Do- 
tąd nic %vięc4j o nim nie wiemy. 

Cuare? 

^•owiastim szkolna,) 

Pewien M^tesniak przyprowadził syna swego 
do xiędza dobrodzieja, prosząc pokornie, aby go 
był łaskaw wyexam}nować, czego się tez w szko- 
łach nauczył ? Xiąde pleban, któremu juz da- 
wno Alwar z głowy wywietrzał, był w wielkim 
kłopocie, nie wiedząc, jak się z tego gładko wy- 
winąć. ŁfOcz przytomny organista rzekł: „Co 
tam xiądz dóbr: masz się męczyó z chłopcem: 
zdaj to dobrodziej na mnie, już ja go wyexami- 
auję. Stawa uczeń na popis, a uczony organista 
zadaje pytanie: Quare? r— Chłopiec odpowia- 
da z pokorą: czemu, dlaczego? Tymczasem 
surowy CKaminator nie kontent wcale z tej od- 
powiedzi, powtarza dobitniejszym gtosem swoje 
Cuare? Zmieszany student nie wie, co na to 
odpowiedzieć; a organista z tryumfem krzyknie: 
Quare tristis es anima mea, et quare conturbas 
me? (czemu smętną jestei duszo moja, i czemu 
mnie prześladujesz), wiersz łaciński z Alinistran- 
tury, którą naturalnie dobrze na pamięć umiał. 
Z tego examinu i organista fih»t i chłop prostak 
oczywiście się przekonali, że diłopak w szko- 
łach [ftóżno kaszę zjadał. Za karę przeznaczono 
go do wotów. Kiedy uięc musiał orać^ zwykł 
był sobie śpiewać za pługiem: 

Boycs ir-el boyes, proptcr. unnai ^nare, 
Jnssit me parochus pai:eiiii arare. 
Woiłci moj« wo^ki, dlA j«diic^ czemu, 
K.isał ci Bil pl/cbati ointć ojcu in^mu. 

Właśnie kiedy tak biedny chłopak skargi 
flwoje roz%vodzjł, przejeżdżał tamtędy biskup. 
Słysząc dziwny śpiew oracza, kazał stanąć, a 
sawolawszy go^ pyta: gdzieby się naaczył tej ła- 
cińskiej nóly. Chłopiec opowiada cały swój exa- 
m\n» Bidkup dowiedziaviszy się o wszystkiem, 
a nadto przekona%TSzy si^, że istotnie nie źle po 
łacinie mówił, i w odpowiedziach okazywał dow- 
cip, wziął go z sobą, oddał do szkół, a potem do 
Seminaryum, i wyświęciwszy na xiędza, posłał 
go na plebana na to samo miej^sce, gdzie był tak 
niesprawiedliwie examiaowaay« Natenczas kolej 
odpowiadania na owo nieszczęsne Quare, przy- 
szła na nieumiejętnego parocha i złośliwego or« 



ganistę; lecz co się z nimi stało? nie wiedział 
ten, od którego tę .powiastkę słyszałem. X. A« lU 



Piotr Kochanowski. 

(Jeroiolima "wyzwolona wydana w Krakowie r. 1618.) 

Krasicki, sam wyborny poeta, wysoko cent 
talent wierszopiski Piotra Kochanowskiego : tym* 
czasem wziąwszy Jerozolimę wyzwoloną pierwszj 
raz w rękę, uczujemy wkrótce, żeśmy się w ocze- 
kiwaniu naszem zawiedli. Komuź więc przy* 
znamy słuszność? Krasickiemu, wielkiemu poe- 
cie i znawcy poetyckich płodów? czy własnema 
uczuciu, które nas rzadko zawodzi? Mnie się 
zdaje, ze oba zdania, jakkolwiek na pozór sprze- 
czne, pogodzić się dadzą : cała rzecz zależy od tego^ 
pod jakim względem dzieło to uważać będziemy. 
Piotr Kochanowski na swój \%iek niepospolitym 
był poeta, a jego Jerozoh'ma, jest nader ważnym 
w poezji polskiej zjawiskiem. Ale od jej wyj- 
ścia na świat, aż do dni naszych, przeszło dua 
wieki upłynęły. Od tego czasu w narodzie, cy^ii- 
Uzacyi, nawet w języku wielkie zaszły zmiany. 
Wiek uczony Stanisława Augusta, lubo dalazą 
budowę nauk bezpośrednio na ZjgmuntowskieJ 
epoce założył, wzniósł się nierównie wjżej, miał 
już więcej poloru i gustu. Dodajmy tu jeszcze 
nowy popęd, dany poezyi przez romantyków, 
a przekonamy się łat^\o, jak wielka je«t prze- 
strzeń, która, nas od wieków Zygmuntowskich 
przedziela. Żądać więc, aby tłumaczenie Jero- 
zoHmy^ tak nam się podobało, jak Giaur By- 
rona w polskim ' przekładzie, a nawet Iliada lub 
fineida Dmochowskiego, jest to żądać rzeczy nie- 
podobnej. — Z tego, co ^ię dotąd powieciziało, 
pokazuje się dość jasno, z jakiego stanowiska 
uw^ażać mamy Jerozolimę wyzwoloną, abyśmy w 
jej osądzenia, nieokazali si^ niesprawiedliwymi. 
Nie jest to ów niezrównany wzorowy przekład 
epopei; ale raczej szacowny i ważny zabytek i6go 
wieku, kiedy dla zbiegu różnych ukoh'czaości 
oświata olbrzymim postępowała krokiem, a poe- 
zya nagie zakwitła na bujnej ojczystej niwie. 
Poznanie takich zabytków pożyteczne jest każ- 
demu, a zwłaszcza poecie, nie tak dla obfitości 
form poetyckicli, jako raczej dla pierwiastko- 
wego toku, prostoty i naturalności języka. 
Piotr Kochanowski najmłodsza z 5 braci, Jana, 
a w gładkiem rymotworstwie jemu najbliższy, 
•słynął za. panowania Zygmunta III., i był sekre- 
tarzem królewskim i kawalerem maltańskim: kil- 
ka lat spędził na Małcie, i kilka wypraw. odbył 
na morzu. Najdłużej przemieszkiwał \«e Wło* 
szech, lubił i chwalił ien kraj, niezapominając 
jednak o swoim. Czas jego śmierci nie jest wia- 
domy, wnosić atoli można, że umarł w Krako- 
wie^ gdzie zwłoki jego pochowane w kościele 
Franciszkańskim, zdobi grobowiec s popiersiem^ 
z białego marmuru. Oto. jest wszystko, co nam 
uczeni podają o lak ważnym mcżu« W tej nie* 



'H 



191 



*».» 



4 



pewności o jego Josaeh, pocbodząc^ zapeirne^ z 
niedbalstwa lub niewdzięczności współczesnych, za- 
miast niylnjch częstokroć domysłów, wołiiny się 
iidae do dzieł jego,^ słedz^ w nich bliższych 
wiadomoici e tałencio Piotra Kochanowskiego* 
Przedmowa do tego dzieła: 

^Mass czytelniku łaskawy (mówi tłumacz 
polski) partum otii non omnino otiosf, 
poeraa przeJniejszegor włoskiego poety, Tbrkwatta 
Tassa, przeplatanym ośmiorakim rymem, jakrm je 
on sam pisała i jakim Włosi, Hiszpanie i ranę na- 
rody polerowniejsze^ swoje Herofka piszę, po pol- 
sku przełożone. Wiersz w naszym języku przy- 
trudniejszy, i podobno nszom pokkim, jako nie- 
przywykłym, ZM łaszczą póki się weń nie wczyta, 
nie smaczny* Jednak aby sięr pokazało, że ję- 
zyk nasz, nie jest nad inne uboższy, i aby się 
szczęśliwszym dowcipom, do ubogacenia go, dal- 
zza podała droga, atoó go posefam, abyś obaczył 
jeśli ujdzie«^ Zdrów badz, a najdzieszU eo oo 
tmakn, z łaską przyjmu}/^ 

•Dedykowana Jano^wi Gr«br na Tęczj- 
nie Podczaszemu I, K. Maici» 

Kom uf shismi&j oddane moj^e nowe rymy, 
O Wyawokuiłt znają byc Jerozolimy t 
Jeno TobLe Toporów starożytny synie 
Mo ja. czci i ozdoba Gca&io^ na Tenczynie. 

Tys tak o niob roauiziiałś takesje powaiol^ 
Żeś mi się z niemi iwiatn ukazać rozkazał^: 
Jednak ony nie miały przedsię z to- »mi«ilo^i,. 
Świadome dobrze swoieh niedoakonałolci* 

Ale skoro od' Ciebie poprawy dostały^. 
£ jnź się w kosztowniejszy strój, poubierały^ 
Kie mogąc zemną wytrwać, gwałtem się wydarły^ 
Jam icli lei uie ohciah trzyimać, kiedy si^ xu^arłj». 

Trudna z tych wierszy ocenić talent poetycki 
Fiotroy dla tego dajemy dłuższy M^yimek z sa*^ 
mego dzieła^, nad którym niżej, krótkie uczynimy, 
nwagi i 

w 

Michał archanioł ro^spEasza {ri^ki^lfte^ 

d u c h y. > IX Pieini» 

A kiedy prz5FSzedł> gd'z]e piekielne ony 
Larwy z^ pogaii<twem mieszały lud Eofy, 
Na W) ciągnion}v;li skrzydłtioh zawieszony^, 
Taką je mową, i oszczepem trwoiy f. 
To wiecie dobrze^ jakio niettl^uńcaony^' 
Ban gromy ciska, j;#kie jego grozy ; . 
O źli upotni oliooia w m^ce wiecznej. 
O hai*dzi, cbo«ia w uędzy^ oataiecznej. 

Xo wyj-ok jPgo> ie krzyi swiVj^ atanib' 
W Jen)zolimie z jego mozuej r^l : 
Cóz' po tych burzach ?.' w^ kim' macie ufanie^, 
JLe nui si^ chcecie preeciMrić przezdzi^u. 
Idźcie przcklt^i na; wiecaie Karanie, 
Na wieczny^ ogieii i na w-ieozue m^l. 
Tam w Acheroucio swych wojen- pilnujcie^. 
A jako^ chcecie tam & uich tryumfujpie^. 



Tam 81^ wy srogie i tam swoiel^ wiclekli 
Si) dokazujcie, pod ognistym sklepem z 
Tam złe b^^dziecie dusze biczmi; aiekli, ^ 
Tam ogniem palić w swem więzieniu ^epem* — 
Mało co- dbając, leniwo się wlekli, 
Ai na nie anioł uderzyi Oszczepem t 
Dopiero pędem wielkim ociekały 
Piekielna larwy i świat opuszcąały* 

I do" Abissu prosto poł*eciell 
Nieprzyjaciele wieczni ludzkiej duszy;; 
W takiej gromadzie nigdy nie lecieli 
Ptacy za morze, jako te. pokusy. 
Nigdys'cie liścia tyle aie widzieli, 
Kiedy je jesień i pierwszy mróy ruszy* 
A skoro poszły one szpetne l"arwy> 
Ś-wiat się wyjaśnił i był pięknej barwy- 

Poeta pobki umiał aic przejęi Archem s-tego* 
originain: widać w nim nadzi^yczajnę jasność, 
w rymowaniu tatwodć, ujmująca prostofi*, którd 
znawcom klassycznej poezyi, tak bardzo da. gn« 
8tu przypada; w wielu miejscach^ wyrażania do- 
' bitne^ przenośnie śmiałe i zwroty prawdziwie poe- 
tyckie: wszędzie zaś owa słodycz f miękkoś^^ 
i któremi się język, wioski pomiędzy innemi zafęca. 
Te zalety języka i oryginału włoskiego^ nie zda- 
j^ się zupełnie odpo\%iada€ duchów f ostrej i 
męzkiej Sarmatów mowy;^ ztąA pochodziiS sie- 
zdaje mdłość pewna, ws^ędzio prawie rozlanft 
miękkość, nadto zbyt eaęst4>: powtarzanie je*- 
; dnych wyraz&w f zwrotów, a zwłaszcza w ry^ 
mach, co po części trudnej nader formie wiersza 
■ przypisać należy*. Ponieważ tłumaczowi szło o 
jak największe jasność i sprawienie tego^ same- 
go skutku' na> Pt)fókach, co^ oryj^nat Włoski* nn 
Włochach, przeto^ porównania^ gór, rzek,, zwie^ 
rzat f I. d> zamiast obcych, mniej czytelnikowi 
znanych, najczęściej do krajowych stosuje (Wisła-. 
Tatry,. Krępak,. żubr); jak to uczynił także Pe« 
tryoy, w tłumaczeniu Hbracynsza^ a co nam te- 
raz, aważającym wierność za pierwsza zaletę* 
pTzekładu^^ śmieszoem się wydaje; ^) Nakoniec 
cosłę tyczy archaizmów,, czyli* przestarzałych' 
;wyrazówy wiadomo każdemu,, że wszystko n»< 
świecie stę zmienia^ a zatem i język, podobny in- 
strumentowi muzycznemu,, który się^ także z- oza^ 



*) n*.pi B' Pieśni lir, strofa 2>>' 

RozstTopny betman umie ich sprawowar 
Słodkie wędzidło ocbocie obiera. 
Łatwiej scaloną*- Wisłę, iinkierować^ 
Łatwiej, wiatr wtrącić^ łatwiój go bamowai>-: 
' Gdy Krę|>ak z lasów wysokicli odziera* 
Kto za kim is'ć ma w- drodze ukazuj e. 
Sam wszystkich wKufće dzieli i szykuje* 

Albo to porównanie Arganta z^ dzikiem?: 

Jako na Tatrach wieprz- dziki poszczwany^, 
'Widząo na sobie zsiadłe ze krwie lepy,. 
jKrzywemi Idami wielkie tocząc pianym 
{Gwałtem się. miece i drze na oszczepy^, 
I Tak Argant ranę: odnidsłsz}^ do ranjn 
i W niebezpieczeństwo idzie jako s'Iepy>;: 
'JTtak na ponrsię bie£ł*nienkrócoiiyv 
I Że swojij. własnej^ aa'pomnial>obronj^. 



192 



■em (^rytr«: slow* i sposoby mAwienw prxe- 
choilzaojak noda, od wywiych Uaas apiHeiaei. 
riwa do nisMyoh, MJdluEej zatrzymują sięn luda, 
niepoćhopnego x nalury do Donoaci, i sachowu- 
jąccRo święcie prsodk&w- swycli Kwycsąje, a tym 
bardsiej mow^. RobTo cdeclile, to w łeb 



10 w pieiai, 



— w boku d z i 



ir^ 



dobne wyrażenia, nogiy nie razić w owym cza- 
cie ucliai aaiD się w epopei niepodobąi^ 

Obfac pięknej Armidy. 
(Z piMiii IV.) 

Bogini E norAicL irodsoni powodii. 
Nie je« tłti icrcjna, nie tak urinkiwi, 
V\'aAoc« ma «li>»y, co r*a>em piieclioilei 
Blaskiem pi«ei rąbek, -cwsem lic odkrywa. 
Tak więc kiedy lię niebo wypogodii. 
To się z obloką pocrosie dobywa. 
To I niego wsiy!tko wyiedłsiy, moźniejiiy 
Słoiice ra« ptomiori i diieu ile jifiiieJMj. 

Wło* c p»jro3«e«ia iikędzieciawiony 
Puszczony n* wiatr, w picricieiiie się wije 
Wirok łiim ff swe octy m^itek «j;i:oniidzoiiy, 
1 skalb miłości i twój włusuy kryje. 
Twaii mioła, jako kiedy kto gladiony 
lt,iinnaii4 róią słoniowy ląb zrryje , 
Ute, jiko gudiic nigdy nie pocltwalem, 
Prf e chodi^ piijkiie rubiny » koitlpiii. 



Śnieg bii§y ■ piefłi i z wyje -wjnflta, 
rJiie ma twe giiiMdo niiluść prierailiwi; 

|ić piBTli ua wiencli iKg w>n^ka, 
*ć kryje suta caidroJcLwa. 
je praed -okiem ianiyk»t 
rąbek i ł«.-iiq myil chciwa, 
dotyf IW cwieracJiiiej piękności, 
[ gwałtem w tijemne skrytofci. 
eroEolimy wyiwolonćj Torkwata Tasa^ 
zyl jeBscae Pioir Kochanowski Orlaoda 
Ariostaf który to przekiad nie_ ziipel* 
iCBOny, wydat Jacek Przybylskie z r^- 
w Krakowie roku 1790: o tfiin będzie 
>w«. ,^__^_ 
Piosnki .gminne. 
Sw*estan. 

Ubogi ja Bemadyn, nie mam liic 
swojego, 

Jeao <repki aa tiog^A, z drewna 
liponego, 

I paciorki kokowe n.pasajaaoaaf, 

A za ladae dzieweczki Pana Boga 
proszą — 

A aorawa murawa, na munwK 

kościół. 
Prosiła mnie Kasinka, abyni za aią 
pościł, 
. A jam pościł niedziela pośc^em 
soboty. 
Zęby liyła panieneczka zdatM do 
roboty. 
Pościłem soboic, nościtem niedzielę. 
Zęby była Kasliua dobra do~ k^zieie. 

Nie uważaj dziewicze moje, clio^ ja odartj, 
Niedaleko do niedziele, 
KupHij flobie duie kamzele, 
Będf bogaty. 

Cztery konit^ fura siana 
Jest to posag Kujau lana : 
Miska klósek, dzban ntłtńhnk^ 
Jest Jo t>o«ag Kuja\tiaitki. 

>foja matka dobra była, 
Boboiy mnie nie uczyła. 
Tylko śpiewać i tańcouai, 
Ładne dziewczęta całować. 

Tyś parobek, ja parobek, 
Pójdżina oba na zarobek. 
Ty weź cepy n ja grabie, 
Będziem młócie 7.ytu babie. 
Co w soburę zarubfiny. 
To w nieJijtilf przepijemy. 

Sierota ja, sierota, sierotą się rzgdzę. 

Do kościoła drogi uie wiem, do karczmy niesbł^die. 



Kakiadem i dxukient ^tnesti 



thef a w Leszbie. 



Przyjaciel Ludu. 



B»k druffi- 



No. 25. 



Letino, dnia 19. GruAiia 1835. 



Mieszkania Muzułmanów. 



Prywatne domy BfuzułmanAw w Turcj-i i w ' 

Egipcie, nie odznaczają aitt bjnajniniej ze\inatrz 
pięknością aiti prżepycliem, cłiociażby ^tłaściciele 
icił posiadali nańyięksKe skarby, lub najnyssze 
piatilowali urzędy. W samym nawet Konstan- 
tynopolu, oprócz Seraju, czyli pałacu Sutlana, i 
kilku innycti pałaców, zanicszkanycU przes Suł- 
lanki lub xięEniczki ze krui Cesarskiej, nie ma 
prawie żadnego domu, któryby się szczególuiej- 
jszym ogromem, u yniostościa, lub pięknością ar- 
chitektury odznaczaf. Podiug przepisów' religii 
Mahometa, zcwnęirziia okazałość i przepych na- 
leży sic t>lko świ^l\nium, szpitalom, kollegiom, 
w ogóiuońci takim tylko biidoMom, które sa 
przeznaczone na użytek publiczny; doniy zas 
pr^MalnycI), powinny byt ■/. drasMa I nie prze- 
chodzić pewnej wysukunci. Zalecono jest także 
koraneni, aby i co do u ewnctrznych ozdób domu 
zachowy\t'a<^ we wszysikiem jak najn iększą skro- 
mność I proatolę ; nie uży\i aó koszlo^t tiycli sprz^ 



tóu, rzeźby, pozłoty i w niczem dla okazałości 
nie dopuszczać się zbytku. >y tym jeduak wzglę- 
dzie równie jak \v wielu innych, bogatsi Mu- 
zułmanie, nie stosuje się bar^o śdśle do przo 
pisów Proroka, i umieją pozornemi przyczynami 
uieposłuszeiistuu swe usprawiedUHiać. 

Domy w Turcyi i w Egipcie, wszystkie pra- 
\iie jednakowo wyglądają z pozoru. Gładkie i 
nagie ściany; gdzie niegdzie wycięte wysokie 
okno, obwarowane drewniana krat^, nakszialt 
okien po klaszturacli zakonnic: w środku domu 
szerokie podwójne drzwi, nad niemi balkon, opW 
ciony posjiulide zielonym powojem lub bluszczem 
tak, ze przez gęsie ich L'ście nic obsczyó nie 
można ; otu je.st wszystko, ro wzrok przechodnia 
ze\tnatr7. w 3fuzułinanskich domacli postrzega. 
Dumy nie maj^ żadn^cli numerów ani napisów; 
ściany do wysokości pierwszego piętra sa dih 
spoticie murowane z cegieł lub z kamienia, r^ 
6Zta budynku, która rzadko kiedy wysokość jft- 



194 



<l« 



mm 



dsego pifCra pneehodłiy jest % itumtu H6- 
vnmf ta o .donMGli 'boipitttyehy gdjz ntesckaBia 
ubogiego liidu, sf całkiem drewniane, s bardso 
cienki<% djlów i desek, powlecsonycli gipsowym 
trakiem. Używanie takich materyał&w do bu* 
dowyy prsycsyilia ai^ anacsnie do' upowssechnie- 
iiia pożarów, tak częstych w krajach Mnzaimaó- 
akicą* Pożary te pochodzę niekiedy z nieukon- 
teatowaaia Indu, kióry pMywykl-do okazywania 
tym bezroznmnym sposobem politycznych swych 
nezui; czyściej jednak są przypadkowe, i wyni- 
kąię z nieostrożności mieszkańców. Turcy nie 
BlQ^ nie tylko pieców i kominów, ale nawermn- 
rowanyi^h ognisk, jak inne narody ; na ziemi grzeję 
aif przy węglach, rozżarzonych w naczyniach z 
blacny żelaznej, szerokich i płaskich, które sta- 
wiają pod stotem drewnianym, tandnr zwanym, 
okrywając go długim az do ziemi obrusem lub 
iuipf bawełnianą, równie jak wszystkie sprzęty 
Wb domów do zapalenia się łatwą. Nie tylko 
. więc węcIe noga wypaść łatwo z płaskiego na- 
^izynia, i niewiaziane rozżarzyć się pod stotem, 
ale nadto samiz Tnrcj, którzy ich do zapalania 
figek używają, rzucając je bez uwagi na ziemię, 
iiajczęśaej tym sposobem dają początek pożarom. 
W tetatniej połowie przeszłego wieko, tyle było 
pożarów w Konstantynopolu, iz całe prawie da- 
wne miasto, wyjąwszy meczety i z ciosowego ka- 
mienia murowane domy, poszło w perzynę, i dziś 
jest odbudowane na nowo. 

Wcliodząc w*e drzwi domu bogatego Turka 
lub Egipcyanina, widok, który się wewnątrz 
oczom przychodnia przedstawia, tworzy zachwy- 
cającą sprzeczność z posępną powierzchownością. 
Przepych architektury, wspaniałość ozdób i bo- 
gate sprzęty, wszystko, co wystawione na widok 
publiczny mogłoby obruszyć przesady ludu, lub 
ściągnąć zawistne oko rządu; wszystko to łączy się 
wewnątrz domu, dla uprzyjemnienia prozniaczego 
sipoczynku możaiejszych właścicieli. 

^ Zaraz z progu , wchodzi się na otwarty dzie- 
dziniec, częstokroć w brew prawom Proroka, 
brukowany taflami najkosztowniejszych roarmu- 
jrów, i. zawsze podczas opałów pokryty w części 
i^iamiotem z różnobarwnej materyi, która n^ na 
to umyślnie w S^ryi i w Egipcie wyrabia. — Z 
jedn^' strony dziedzińca, wznoszące się pochyło 
trawniki i grzędy najwonniejszych kwiatów; z 
drugiej, wesoło malowane śeiany, na kolumnach 
wsparte przysionki,^ gal^y e, i przed oknami wy- 
ftające balkony, zielonością uwieńczone i wszy- 
stko to za ucnykttiem drzwi od razu ujrzane, 
csarodzieiskie sprawia wrażenie; dodajmyż je- 
ascze, jak się* pospoKcie zdarza, wśrodku i po 
rogach dziedzińca bijące fontany; szelest wody 
apidającej z wysoka w marmurowe naczynia i 
mływającej strumieniem, cień to i owdzie wzno- 
asących się wysokich drzew i krzewów; a przy- 
siąc wypadnie, że zbytek w mieszkaniach Mu- 
sutmańskich łączy ń^ z n^wytwoniiejszym gu- 
stem i aąjrozkosziiiijlszf wygodą« W bogatszych 



domach wiejskieb, wewiiętrzne dziedzice są nie* . 
kiedy bardzo obszerne, i ozdobione naksztalt na* 
szych ogrodów, wielką rozmaitością kiosków, al* 
tan, klombów, szpalerów, fontan. i t. p. Lecs 
woda, tak pożądana w gorącem klimacie, i tak 
nieodbicie do obrządków religii Mahometaoakie{ 
potrzebna, znajdiye się obficie nawet i po uboż* 
szych domach, jeżeli nie w (ontanach, to w 
strumie n ioeh łub atndniaeb. Cywilny kodes Tu* 
recki, zawiera wiele ciekawych praw tyczących 
się tego przedmiotu: i tak lip. uważa za wystę* 
pek przecinko Bogu i ludziom, jeśli kto sąsia* 
dowi nie udzieli wody ; przeznacza hojne nagrody 
dla tych, którzy swoim kosztem wykopią studnią, 
odkryją źródło, wodociąg. — ReUgia także przy- 
znaje cześć i niemal w poczet świętTch kła* 
dzie wszystkich, którzy «w tym względzie eka* 
zoją się dobroczyńcami ludzkości. 

Poziom domu możniejszego Turka lub Ęgip* 
cyanina, zawiera zazwyczaj^ kuchnią, spiżaiaią i 
mieszkanie sług i domo\«ników. Szerokie dre- 
wniane wschody, prowadzą na górę do tak zwa- 
nego Diwan-Kane, czyli szerokiego kury ta- 
rza, który wzdłuż cały dom przebiega i zastę- 
puje miejsce naszych przedpikojów. Poziom jego 
nie zawsze jest równy, podwyższa się lub zniża; 
i na ó wczas przede drzwiami ^b na kurytarz wy- 
chodzącemi, ^ znajdują się wyższe liib niższe po- 
dług potrzeby wschoay, które związek z nim uła- 
twiają. Na każdem takiem podwyższeniu lab aa 
zakręcie kurytarza są umieszczone pospolicie małe 
wystające kioski, czyli altanki, m' których sliążacy 
lub goście, czekający na przyjęcie gospodarza oo- 
mn odpoczywają i lulki palą. Ściany ich są 
ozdobione malowidłami ; w nich — panujące ko- 
lory są błękiuiy, zielony, czerwony i żółty; ry- 
sunek zaś w stylu tak zwanych Arabesków» 
Przedstawiają najczęściej krajobrazy, owoce^ kwia- 
ty, bardzo rzadko i prawie nigdy ludzi. 

Pierwsze piętro, to jest mieszkabie Panó^ 
dzieli się koniecznie na dwie części; jedna zwa- 
na Salemlik, obejmuje mieszkania Pana domu^ 
jego synów, i w ogólności wszystkich członków 
rodziny płci męzkiej, i jest otwartą dla służą* 
cych i przychodnich mężczyzn; — druga część 
zwana Harem, co znaczy „miejsce święte'^ jest 
poświęcona kobietom, i nikt z mężczyzn. wqść 
do niej nie może, i nie powinien* W niektó-^ 
rych obszerniejszych domach, pomiędzy temi dwie- 
ma częściami, znajduje się trzecia pośrednia, zwa- 
na Mabein, co znaczy „między dwoma^^ — 
lecz i tu oprócz samego ojca famiKi, żadeu^ 2 
mężczyzn nejść się nie waży. Salony czyli iz- 
by do przyjmowania gości, znajdujące się w Sa- 
temliku, do których się z kurytarza wchodzi, są 
zwykle bardzo obszerne, rzadko wysokie, i bea 
żadnych ozdób, wjjąwszy chyba sklepienie, sofy, 
i dywany lub maty, okrywające podłogę, które 
są pospoUcie kosztowne 1 piękne. Ściany malo- 
wane są jednym i jasnym kolorem: nadedrzwia* 
mi umieszczony jest w jramacbj naksztalt obrazu^ 



19» 



Cext ł konna, csarneni lub tlotemt Uteraini pi- 
Maj. Z reflit^ zadiijch A|Nrzft&w; sadoeęo 
swierciadła, słowem nic x tego wisyatkieci, co m^ 
jus w nąjubousjch nawet domach w oiwiecensa^ 
Earopie inajduje. Niska, sterokaaofa, se traech 
•tron nieprseroanie ciągnąca aic wadlui acianj, 
jest jednjm meblem i osdob^ tureckiego Salonu. 
Na niej to z skurcsonend nogami Biedtfj|cj Tu- 
rek, przepfdsa swykle diień catjr, pal^c lidkę, 
prżTJmujf c gości, lub kiwając sif i marsgc. ^ Je- 
ieli nawet co pisae, nie potraebuje stotu ni de- 
ski; ale kładzie papier na kolanach, i nie uchy- 
lając gtow j, pisze na nim długiem piórem le 
trzciny. Kje kawę i sorbety, nie ruszając sif z 
sofy ; a gdy ma jeść obiad lub wieczerzę, wnoszą 
do pokoju niski, mały stoliczek, zastawiony je- 
dnaniem, który stawiają przed nim na ziemi ; na* 
tencias raz pierwszy powstaje z sofy i siad^ na 
dywanie przed stolickiem; — po uczcie znowu 




wlecsone sa zw7Ue cienką, wetnuną materyą z 
jedwabnem! firandslami: kolor jej jesi najczęściej 
Uękitny. Nad sofą przytwierdzona jest półka 
se snajdojącemi się na niej nąipotrzebniejszemi 
rzeczami, tak, z^ siedzący na i^e, łatwo je sam 
dostać mose ; bogatss]^ jednak Turek i tej nawet 
je sobie fatygi ; ale skoro mu czego pe- 



nie 



pis-lazoli, i dobrze naślądąje błękit wschodnie* 
go nieb^; tu i owdzie rozsiane po niem zło- 
te gwiazdy , jeszcze bardziej to podobieństwo 
zwiększają. 

Dywany pokrywające podłogę, są tego sa- 
mego gatunku, który tak płynie wsz^ędzie i u 
nas, pod nazwiskiem, .dywanów tweckich. Po- 
chodzą one z fabryk w. Azyi mniejszej iw Salo* 
nice będących, i stanowią najważniejszy przedmiot 
tureckiego handlu, tak z Europą, jak i « Ame* 
ryką północną. Najfa;ogat(ti jeonakze Turcy nie 
przesują na nich, i używają powszechnie dywa* 
nów Perskich, piękniejszych i droższych niz 
pierwsze. 

Kończąc opisanie doro^w Muzułmańskich, po* 
minąć nie należy, że na całej przestrzeni państw 
Sułtana, nikt z wyznawców obcej wiary, nie ma 
prawa budować dla^ siebie domów tak wysokich, 
jak są Muzttłmańdue, ani też malować ich tym* 
ze samym kolorem, co. tamte. Wysokość domu 
Ormianina, Greka lub żyda, tak się powinna mieć 
do wysokości domu Turka, jak dziesięć do dwu- 
nastu ; ściany zaś zewnątrz, muszą być malowane 
czarno, lub przynajmniej ciemnym bardzo kolo- 
rem. Turkom wolno jest używać jaśniejszej bar- 
wy; ale oni nawet sami nie mogą, bez ściągnie* 
nia surowej kary, budować domów przediodzą* 
cych pewną wysokość. Wszystkie te i tym po* 
dobne szczegóły, ściśle są oznaczone prawami ; n^ 
Mimar Aga^ czyli Budowniczy, który nad ich 
wypełnieniem czuwać powinien w Konstantyno* 
polu, uważany jest powszechnie za najkosztow- 



niejszego i nąjprzykrzejszego tyrana, 
każdy właściciel domn mniej więcej opłacać się 
mnsL Ma on oprócz tego zupełną władzę nad 
wszystkimi architektami i dcśiami w stolicy i na 
przedmieściach; tak w Europie jak i w Azyi« 

*0. 

Ubiory dawnych Polaków. 



trzeba, woła na sługi lub niewolników, klaszcząc 
w dłonie, ażeby mu rzecz żądaną podali* — Aby 
chłód i cień utrzymać w pokojach, okna sa po^ 
apolicie wysokie az pod sufit, i^ opatrzone drew- 
nianemi żaluzyami malowanemi zielono; które 
zię całkiem lub częściami otwierać i zamykać 
nogą. W KoosUntTnopolu, gdzie zimno pod- 
czas dwódi lub trzecn zimowych miesięcy, ostro 
nieraz czuć się daje, okna bogatszych domów 
nąją oprócz tego szyby szklanne, z bardzo nędz- 
nego szkła, sprowadzanego z Triestu ; ale w Azyi 
mniejszćj i w Egipcie, szkło jest prawie nienży- 
wanem. W mieście Magnezyt, mieli niegdyś 
Turcy bardzo dobrą fabrykę malowanego szkła, 
ale ta dziś całkiem upadła, równie jak tyle in- 
nych gałęzi przemysitt i sztuki, któremi przed 
widiami słynęła Azya. 

Sklepienia o których wspomnieliśmy, jako o 
najcelniejszćj ozdobie mieszkań Muzułmańskich, 
aą w istocie nadzwyczajnie piękne. ^ - A t shit e k 
tura, malarstwo, rzeźba i pozłota, ubiegają się o 
pierwszeństwo w ozdobieniu t^ części domu. Pe 
wien podróżujący Angielski malarz, znajdując się w 
Alepie, poświęcił cztery tygodnie czasu na prze- 
rysowanie jednego tylko sklepienia; lecz ozduby 
jego były tak sztucznie wyrabiane, farby i po- 
złota tak jasne, iż pomimo gorliwej prscy, nie 
mógł swego dzielą wykończyć, czując zwIhszczh, 
iż nie potrafi wyrównać piŁ*kności oryginatu. 

Najpiękniejsza i najolubieńsza farba, której do \iiek u, obie należące dawniej do biblioteki sław 
malowania sklepień używają, jest w kolorze la- go Czackiego, a później Czartoryskich 

25 



Mie jednemu dziwnym juę zdawać będzie wi» 
dok dawnych Polaków, ubranych na sposób mie- 
szkańców zachodniej lub potudniowój Europy; 
bo upowszechnionem jest u nas mniemaniem, jako- 
by przodkowie nasi, zawsze w ojczystym wystę* 
powali stroju. Atoli dokładniejsze badania hi« 
storyczne dowiodły, że bardzo wieloraki był spo* 
sób ubierania %ią dawnych Polaków. Kontusz i 
Zopan, aczkolwiek za istotnie narodowy strój 
uchodziły, nie były nigdy wyłącznie przodków 
naszych ubiorem, a w najświetniejszym czasie 
naszej historyi, |o jest w lOt^yn^ wieku, znaczna 
część Polaków, innych krajów szaty była przy* 
jęła, — Niżej umieitzczone ryciny, wyjęte są z 
obrazu Erazma Ciołka, wystawnjącego koro- 
fiHcyą Alexandra Jagiellończyka i otacza* 
jitcą go pabiicziiość pol«ką, tudzież z ręcznych 
f) punków Bema: obie z początku szesnastego 



A 



1»6 



Ubiór rjcenki.' 2. 3. 4. Ubiory dworskie. 



Szlachcic; 



6. 



Hupiei 



Zcbnat ■ t« M-s^yBlkie rysunki i udzielił wsp^t- 
zii)iij(.oin Łukasz Gołembiowski, w dziele 
swojem o da^vnyGh ubiorach, i z uiego.je ^tjjci- 
liśmy. , 

. NtHi do istotiHe krajawjcli ubi<^w przy- 
sŁapiemy,' które obok m unues^czone , tu już 
lUtwet w zachodniej hrojti stroJAcli , 'wrelkę 
widzimy rozmaiiiMĆ. W lycerskim stroJR, jest 
jeuKze ouo golenie glow.y, Polakom właściwe. 
-^ Awarskie ubiory zbliżają się d9 Hiszpań- 
skiego, czyli M'loskiti^o ,: w kształcie obuwia, 
krutkicli spodniach, i nlasaczyku, pokrycie glo- 
M'y tylko ruaiii «ię ad ioayrai Eni-opejłkich, i 
pooz^sci wyicnlaliiy kaetalt pi-aypsiMDa. — W 
ubioi'?e. Szlacheckim, przy łłazkich n'cgierflkicli 
spodniach, okazuje się jesKCze coś ^v-schudlliego, 
w otwartym Sarąfa^ie, i w' niejakimi zawoju 
na głowie. Kiipiedki sirAj nakuiiiec, ^f dużycli 
palonych bólach i krótkim surducie, na sposób 
uicntiecki zakrawać się zdaje. 

Przystępujemy teraz do właściwie krajowych 
ubiorów, z tychże samych dzieł wyczerpanych 3 

I tu widzimy wiclkij rozmaitość i odmiennośó 
kszlititów. Dnie z położonych na obrazku fi^ur (8. 
10) wystawiają znajome w os tatnicłL czasach Kon- 
tiisze z wylotami. Jedna % nich.jna zapuszczo- 
na brod^ jakie już za paaou aiłia Sasów ustały, 
i. których Wacław Kzewuski, Hetman ko-- 
ronny, ostatni wzór przedstaM lał ; prky drugiej 
jest , szczególnego kształtu Czapka, ua ^osób 
niby turecki, z ntkwione'ia na. niej piórem. Fi- 
gura 8, p^edstawia bogaty bardzo ubiór z ma- 
teni, jak się ^dąje, jedwabnej, z rozmaitem na 
niej w'y^zywaniem. Krój Sukui lue jest Kon- 
iusz, bo nie ma wisz^ir^ch rękawów. Jest to 
raczej Ifik nazwań? .Tsrataika. — Czapka 
pjta^a z pr^w\&zaj<iceini akrzydtarai, « na niej 
ogromuej y, iell^ojci piór« strusie , <p{y wfijące 



wzdłuż gtzbista, aż do pół vsAk. W fif^Bce % 
widzimy slrA) niemitł Ormiftński, 1o jeal: sle-t 
roki i otwarty z pr»dn Sarafan, a na głowie^, 
ozapka w kształcie zawojut 

Na popartne tego twierdzenia, ifó rounaitei 
były stroje dawnych Polaków, przytoczyny dwir 
g0<faie wiary św-iadect^ta, to ,)est: Gratiana* 
opisnjacego podróże Kardynała Komendosś 
w Polsce, a których sain był ucKestnikiert zm 
Augusta Jagiellończyka; tudzież Sta^o-< 
wolskiego, w jego opisie krajów polskich, zfi> 
Zygmunta Wazy. 

Grałianus raówi: Rozmaite są obiory iV 
Polsce; — Ci w narodowym stroju cliodzą, innr 
w Węgierskim, niektórzy w Thtarskim, inni je-* 
szcze we Włoskitti. — Niektórzy głowy gote, 
inni tylko podstrzygają, wielnwfosy zapuszczo- 
jii, inni brody nós^H. 

Starowolski pisze: ubiór w Polsce nii^ 
jest jednaki, oni nawet do sfSnit osób pratywia- 
zanv. Każdy si^ Aosi jak mu najdogodniej. Ry- 
cerskiej izlachcie najwięcej się zagraniczne ubiorv 
pudobaJR. Podobnież Jlej z Nagłowic, i 
Górnicki, obydwaj z czasów Zygmuntowskirh^ 
cz^to wspominają u zagęszczonych w Polsce 
obcych ubiorach. 

Jak jia Zygmuntów stn!tj włoski, tak za. Ka- 
zimierza Wazv, z przyozyny królowej Ludwiki^ 
Francuski, czyli jak go w Polsce nazywali 
Niemiecki w zwyczaj wszedł. Kazen z nim 
wprowadziły się do Polski, jnż zagęszczone w 
Europie owe ogromne, W Jiczne k^ziory utre- 
fione peruki. -^ Mianowicie dwor królewski 
napełniony był oweini nowego kształtu iryznraT 
mi, i często się z nich naśmiewał sławny Ster 
fan Ctarnieeki. Z« Jana- Sobieskiego, 
za przykładem króla,, hióry, satiij polski pplun 
bił, i aągle. go ^nosii^ dwfur. i ulachtA prawie . 



w 



Ubiory krajowe* 



poMazeclinie się do niego wfńcill, i Miccej od- 
tąd bjlo po pulskh ubraitjch, aniżeli vr wibku 
ZygmunlowskiRi. Spos&b zaś nos^enift się, co 
du s2czegołóu', zawsze był loznajly. Jedni n'lqi 
z trłu pudgalali, dmdzy zapuszczali; jedni cba- 
dzili z dłiioierai brodami, itwi bez' brud, Wre- 
HCie odmienne Coraz panowanie mody i tu się 
dało uidzieij, Koniusze raz bBi'dzQ dtugie, to 
znowu krótkie. Czpsio leż miejsce KontuazAw 
zastppowały Fere/ye, lo jest gatunek Szuby, 
tzyh Płaszcza, nie obwiedtion«;^ pasem^ ^P'C~ 
tego (\lko na siji bogatą klamra, • WTeście zn- 
petnie z przodu otwartego. — Po M-yprawie 
Wiedeńskiej, bardzo w ' modę wiizedt jeden ga- 
tunek Ferezyi^"Hto z iMstępnjaoego powodti: 

Itlieszkal- fr' -Warszawie na nnwem mieacie, 
krawiec jeden, 'imieniem Adamczyk: luiat 
liczna rodzinę, bo piócz żony, dwadzieścia ośm 
tliiieci żyjących miał do żywienia. ■, — W cza- 
sie wyiirawy WiedeńsJtiej, dla braku robiUy, w 
nielką popadł nędze. ^ Syn jego starszy, służący 
za Kozaka w ritcje króle^iica Jakóbą, okazał 
męztM o w riiżnycli rozpraMacb, i znalazłszy spo- 
sób zbliżeuia sie do osoby króla, objawił mu 
opłakany stan rodzicÓM'. Nieco podunutwsfcyj od- 
powiedział mu Jau Sobit;ski. ,JCa powrotem 
,nioim do Warszawy, ukażę się w' Perezyi, zdo- 
„bylej w namiocie Wielkiego Wezyra: niech 
„ojciec tłiój co tchu wiele taklcli Ferezrj po- 
„sporządza, a wiem dobrze, że je w ,)eduym 
„dnin wszystkie, wyprzeda," W rzetey samej , 
po powrocie króla, dwstawszy sukna na kredyr, 
zrobił Jłdamczyk na prędce bardzo Miełfi Ferez^ 
na wzór królewskiej, i wszystkie aajkoizyaiiućj 
posprzedawał, Cidtad niał za co i- wyposażać 
córai, i syn&w pooddawaf do rzemiosł. 

Ka początkn panowania Augssta Ul, mało 
jeszcio było p9iiii>v' {ulskidi, ^żywajucyclł^lroju 



zagrajiicznegO) wyjąwssy divÓch Czarforyskiili, 
Ltibomirskiego, Wojewody Krakowskiego i kilku 
innych, którzy za Aosusta II. przebrali się byli 
na Krój niemiecki. Później, przy coraz więkwijm 
obeznaniu się z obcemi zwyczajami, clioć wielu 
już chwytało się stroju Niemieckiego, inni, clioć- 
by juz tylko dla tego, że w polskim iibioi-ze boga- 
ciej i wspanialej okazać się można było, ten oni 
inne przenosili. 

Zamożni panowie Kontusze, co do kroju i 
barwy co moment odmieniali, aby się od nbożsżSJ 
szlachty rozróżnić, i tern łatwiej zaćmić ją mngłii 
Szlachta zaś, clicat; równie wydatnie się okazać, 
wnet naŃladowała bogatszych, i tak niewyszukani 
sza moda wkrótce pcńrazedBiata. — > Jeśli paujaki 
kazał sobie Kontusz perłami do koła obsadzić^ 
natychmiast Szlachcic, cIWby mu pi-z^szło żi^ .- 
i Siostry poodzierać z klejnotów, musidt także p« 
pańfikn Kontusz wyszamerować , albo pnoyuaj- 
mniej ze srebra porobić guziki do pereł podobne, 
I tak na przykład: Piotr Sapieha, Wojewoda 
Smoleński (ten sam, od którego jeden plac w Po* 
znaniu imię nosi) rozmyślając, jakby się to uhra^-, 
aby na ujeździe f^doMym w Poznaniu, żaden gó 
z szlachty naśladować lue zdołał, kazał sobie spo- 
rządzić multanowy, *) blaty Konlosz, niebie- 
skim axamitem podbity, i przyszyć do mego głłi*' 
zdę orderową. — Udało mu aię to na pier^rszym 
zjeździe, i sam jeden w Poznaniu w mnlianowym 
Koniuszo paradował. — Ale przyjechawszy nk 
drugie sady, niemal Mszjstkich jnż obywatełl 
Województwa Poznańskiego, w miiltanowych 
it idziat Kontuszach. — T« clioć nie zupełnie asar 
mitem podbite, przynajmniej wbłużoiie nim były. 



*} Muliai. innsiiil bjć 






m 



Dokucsyto tó mocno Wojewodiio^ ale więkss^l 
jeszcze doznał przy kroście gdy przyjechawszy do 
Warszawy 9 i tam juz pełno multanowych 
postrzeli Kontuszów, — Darował swój natycli- 
miast kucharzowi, i od tij chwili przeszły muU 
łanowe Kontusze na kuchtów, masztalerzów^ i 
Podstarościch. * 

Przy końcu panowania Augusta III. coraz 
więcej górę hrst zacz^t strój zagraniczny, i na- 
reście ledwo dziesiąta część Senatorów, i ur^ 
dników koronnych przy pokkiej Szacie została. 

Za Stanisława Augusta, a niianou'lde 

podczas sejmu czteroletniego, wielu panów, co 
jus na obcy strdj byli przeszli, do narodowego 
wrócili; a wtenczas juz prawdziwy patryotyzm 
byt do tego podnietą. — Z tem wszystkiem, więk- 
sza część sejmującego zgromadzenia, w zagranicz* 
nym była ubiorze. Dioźej się^ utrzymał Kontusz 
polski W' szlachcie wiejskiej, i u mieszczan. — 
Po ostatecznym podzielę kraju, i ci nawet strój 
ten porzucili. — Dzisiaj najwięcej go jeszcze wi- 
dać we wschodniej części dawnój Polski,^ to jest 
w dawniejszych Województwach łąjowski^m* — 
Micistawsbem i Witebskiem. S. P^.U 

"" TSSSSSSSSBSSSt 

Narzefczona lwa. » 

(Dokouczenie.) 
II. 

« 

Jus dziesiąta wiosna mija, 
Z pącdLa się róża rozw\ja, 

Z młodej dziewczyny niebianka; 
Dotąd w miłości swej stała, 
Lwa swego czule kochała 

Jako wiernego koclianka. 

I była dumną z przyjaźni 
Tego, przed którym z bojaźni 

Drżeli ryceńe zuchwali; 
I czuUj się z nim pieściła. 
Częściej do piersi tuliła, « 

Gdy trwozni z daleka stali 

Takich dowodów stałością 
Nie jeden rycerz zazdrości,^ 

Który ją kocha tajemnie; 
Ale nadeszła godzina, 
W której ta młoda dziewczyna 

Poznała miłość wzajemnie. 

Herman szlachetna i młody. 
Wzór męztwa, siły, urody,^ 

Uczuł miłości płomienie; 
Długo ich nie śmiał wyrazić, 
Kie chcąc kochanki obrazić, ^ 

Nareście przer\i'ał milczenie. 

1 błagał długo, wymownie, 
Az mu dziewica zarównie 

Dozgonną miłość przyrzeka; 
Wtenczas z rożkami Cesarza 
Kapłan u stopni ołtarza. 

Na szczęśliwą parę czeka^ 



Lecz dawna lwa narzeczona 1 
Znikła z pośród gości ffrona, 

Do przyjacieb pobiegła ; 
Ma się z nim rozstać na wieki, 
Łzy jef zrosiły powieki, 

Kiedy go zdała spostrzegła. 

Od dawna go nie widziała, 
Serce, w którem miłość paiłaj 

inne zapomina czucia; 
Lecz zaledwie przy nim. staje, 
Straszną w nim zmianę poznaje, 

Jak gdyby ślady zatrucia. 

Słaby, drżący i ponury, 
Ledwie podnosi do góry 

' Swoje czoło pochylone. 
Zemdlony przed nią upada, 
Smutnem wyciem odpowiada, 

Słysząc jej ^/rfowa pieszczone* ^ 

I krwawem wita ja okiem: 
Przerażona tym wiaokiem 

Sługi zwierzyńca się pyta: 
Jaka przyczyna być może, 
Iz dawniej zwierzę tak choze, 

Z boleści sębami zgrzyta? 

Któż tej choroby dociecze.? 
Od t^j chwili, sługa rzecze, 

Jak tu pani me przychodzą 
Smutnie wyje i usycha. 
Nie pije, pokarm odpycha, 

1 umyślnie siebie głodzi* 

Uczuła skryta zcryaoty, 
I najcziUMemi pieązczoty, 

Obsypiye przyjaciela; > 

Ręką mu grzywę ścisnęła. 
Radość w oczach lwa błysnęła, 

Wsrok się szczęściem roiweoeUu 

Czołąaj^c zbliża się do niej, 
Nózki lize i łzy roni, 

Spogląda na nią namiętnie^ 
Jakby chciał coś jej wyrzucić: 
Ona, by rozstanie skrócić. 

Mówi głaskając go smętnie; 

„Ah żałość dręczy mą duszę! 
Dzisiaj zegnać ciebie muszę. 

Juz cie może nie £obaczę.^ 
Słysząc to lew wznosi głowę, 
Jak gdyby pojął jej mowę, 

I do bramy klatki skacze. 

I na progu się rozwala, 

Wyjść jej z klatki nie dozwala, 

Próżno go prosi i łajer 
Boże, ratuj! woła blada, 
Az w tem rycerzy gromada 

Z Hermanem na czele staje. • 

Co to znaczy ? skąd ta trwoga ? 
Czemu milczysz, mc^a droga? 
Wszak to lew twój luu^miy ! 






łdft 



^h pAtiiBeiey wota imewkMf 
iak mu aif ukrzy śrenica! 
X^fewm HA jesi Asalasy*^ 

NiestczciKwa, ręce łaniej 

I wyciąga je ku bramie : ' • ' 

Hermaoie^ ueal twą ieiif ! 
Wiciekloić Iwa widocznie rośnie^ 
Spojrzał uę na ni^ aasdrośmey 
k Tnfsie kadly Bajezone. 

Uemaa orfza dobywa^ 

Wtem lew aic x siemi porywa^ 

I do dziewicy poskoczy; 
Wpierś jej topi kły btyzzoz^ee,. 
I wydziera serce fbz^ce^ 

Swoj^ paszczę w luniłl j^j broczy. — 

I spokojnie czeka śmiercŁ 
Rozrabano go na ćwiercią 

fio już nie bronił sif dłużej ; 
Nieczuły^ martwjr jak diała. 
Obok narzeczonej ciała 

Pada, i oczy swe mruzy» 



AH.P. 



Wilk i Parobek. 

(Powiastka gminna.) 

Ze wieśniacy mimo niskiego stopnia oiw&ty^ 
na którym sif znajdąJ4|y i licznych pKzesfdów« z 



piero spodziewać sif można, gdy te naturalne 
dary, ośuiatf tak troskliwie teraz przez Rz^d 
pielęgnowaną, rozwiną się i wykształca? 

Onego czasu, kiedy jeszcze pan Jezus chodził 
po ziemi i nauczał, zdarzyło sie pewnego razu, ze 
wilk szary przyszedł do niego i rzekł: Panie! 
juzem też kosztował różnego rodzaju mięsiwa, 
wiem jak smak|ijf barany, cielęta a nawet woiy 
i konie; alem jeszcze nigdy nie jadł mięsa czło* 
wieczego. Panie! pozuól mi tez tego przysmacz- 
ku skosztować. \Vilku! odpowiedział Jeziąs, 
aam niewiesz, czego si^ napierasz. Wiedz tedy, 
ze ludzkie mięso jest gorzkie, i pewny jestem, 
ze ei do gustu wcale nie przypadnie. — To nic nie- 
szkodzi, rzekł, na to wilk, niech będzie jakie 
chce, pozwól mi zjeść człowieka, żebym zaspo- 
koi! ciekawość. — Ciz mam z loba robić, odpo- 
%riedziat Jezus^ kiedyś ti^ juz na swojćm usadził, 
aiech i tak będzie; lecz kładę Warunek, abyś nie 
tykał się, ani chłopaka, ani starca, łeCz tylko 
parobka: pozwalam ci zjeść parobka. — 
Wilk ucieszony, wychodzi sobie na drogę do 
boru, siada na ogonie, ezekajfe, az kto nadejdzie. 
Ujcznł najprzód obiof oka i pylą się chciwie s n 



Mo ty jesteś? A wizak widzisz, odpowie tenze^ 
zem chłopak , dopiero na przyszłe gody zostanę 
średiuakiem. — Idź sobie z Bogiem, iiilk na ^ 
odpowiedział, nic mi po tobie. Po chwili zbl^ 
za Bt^. ztnrzec; A Milk znowu odzywa się:| a 
ktoś ty bracie! Dziad stary, ten odpowie, idę 
na odpust do tej wsi za borem, ale niewiem jak 
się sam zawlokę. — Nech was Pan Bóg pro- 
wadzi, staruszku, odpowiedział wilk, ja tu na 
kogo. innego czekam. — Nakoniec zUiza się żwa- 
wo i śmiało parobek w kożuchu. Wilk, widząc 
z pozoru, ze właśnie taki| jakiego oczekuje^ 
ostrząc sobie juz zęby na nj|,ego rzecze: a ktoś 
ty człeku? A juz ci nie chłopak, tylko parobek, 
mój wilku: ale powiedz mi tez, dla czegoś lak 
ciebawy ? — Bo mam w tern ważny interes, od- 
powiedział Wilk ; Pan Jezus pozwolił mi cię 
zjeść «•• stój ! i gotuj się na śmierć! Miezmięszany 
wcale takiem przywitaniem parobek rzecze; A nu! 
kiedy mniej juz masz zjeść, pozwólże mi przynaj- 
mniej iść ną ustęp w te krzaki, i przygotować się 
do tak dalekiej podróży. — Wilk nie miał nic 
przeciiirko temu; a parobek poszedłszy w krzaki 
urżnął sobie kij tęgi i schował pod kożuch, a 
nowróciwszy do wilka, rzekł: juzem gotów na 
śmierć; lecz żebym cię przekonał, iz do ciebie 
najmniejszej nie mam urazy, ze ci owszem prze- 
baczam, choć mnie mass zjeść, pozwól się poca- 
łować w ogon. Wilk pyszny, chętnie na to ze- 
zwolił; a parobek niby to idąc do całowania, 



tegoż źródła wynikających, wcale nie sa od. nar . '• •{* -^ i • V « v* 

tury upośledzeni, ale owszem mają rozum, natii- j "ck^^ci wilka za ngon, okręci koło ręki, a po- 



ralńy dowcip, a nawet i przebiegłość, tego nam } «« dosta wszv miicaugi, jak za«znłe^4»kladać, jak 
dowodzi między innemi mnóstwo powiastek, utrzy- "««»."« kropić, tak, ze go zbitego i niiaywego 
mujących się pomiędzy ludem, w których chłop Prawie, zosta%nł na miejscu. Ledwo w kilka go- 
zwykle gra rolą naturalnego lAędrca, za%Tstydza- dzin odzyskawszy przytomność, znlokł uę wilk 
jąc lub wyprowadzając W pole wyższego nawet * wróał do kniei, a spotkawszy znowu Pana Je- 
światła i wyższych stanów osoby. Czegóż do- *"«« '?«''*• ^i pw^da. Panie, ze człowiecze 



mięso bardzo jest gorzkie, juzem do niego zupetnfe 
stracił appetyt: lepsze dla mnie barany, niżeli 
te < niezwycząpe przysmaczki. 



» 



Kaplica Ś. Kiłsiittierasa w Wilnie. *) 

Kaplica Ś. Kazimierza, wystamiona przez króla 
Kazimierza Jagiellończyka, ojca jwiftego męża. 
Po spaleniu się jej, wzniesioną została od Zyg« 
munta I. brata rodzonego Ś* Kazimierza. Ję- 
"drzej, herbu Szeliga, ósmy B. Wilemki, z wiel- 
ką czcią i pobożnością I^du, pochował zwłoki Ś. 
Kazimierza w kapUey królewskiej Ś* Stanisława 
B. J męczennika, ktorą> póiaief zwano Wełowi- 
czowską roku 1484. Zaeharyisz Feraerynsz U. 
gardyeński, poseł od Leona X. Pap. do Zygmun- 
ta I. brata Ś^ Kazimierza, napisał mu nagrobek 
W języku łacińskim, taki.: 

Tu leży krwiii królewską i ces.^yrską^^tnwny 
Uodcm zwyc\%ic9w Hzjmskich i llirew kich Jawny. 
Kaśnńers wielki a prsudkuwt lec> wickss)' eii&tami 
fiaskini si^ oddał csjiiom wssardńwssy berfomi. 
Nie chciał lu siemi jalniećy aby jaśniał w niebie*. 
Chwale, bogactwa^ godność, roskossy i siebift 

,^) Żuiez z roku tM€» 



'ffiA 



Kaplica Ś. Kazjiiierza w WUnie. 

w kwŁecie inło<l..iVi iileinnł «to]H nieskalaną. 
Woląc iinuiet i ciyituf^i , mi'" lyi ' wiiMaiisj. 
KidriJ !l probn jego wijwa^ą pomocy. 
Leki bioi-ą cudowne na wtłeHiie niemocy. 

"W 180 lat, gdy się {p:4b ś. KasimierEa mJ- 
psuł t. i. 16. Sierpnia 1604 ra X. Bmiedykta 
Wojny, piętnastego B. Wileńskiego, X. Graegorr 
Święcicki kan. Mil. otworzy! grób świętego, a 
ciało nienarusBOne się okazało, i axamii nawet 
taernony slrayiony, ktArym byłrt pokryte; we- 
zgłowie tylko na boku znaleziono. Po 3 diitacli 
2I10WU ja włożono w grób przygotowany. Zyg- 
munt III., krewny S. Kaaimierza M' trleci^m fw- 
koleniu, okazałą kaplicę z marmuru .Szwedzkie- 
go wznosić rozpoczął według planu iławnejfo 
Arcliitekta Dunkersa, i trumnę irebmą Ai^burg- 
ekiej roboty zrobi- kazał, ważącą 30000 złol. 
Lecr. zszedł z tego świata 1632 roku. Włady- 
slaH- IV. we 4 lata, 14. Sierp. 1636 dokończył 
lej kaplicy. Tegoi roku, mie<liąea, i dnia ca 
Abraliama Wojny, siedninastegc 8. wil. bytu 
uroczv«te podniesienie szczątków S. Kazimierza 
na ołtarz, gdzie się teraz znajduje. X. Kazini. 
Sarbiewski, kaznodzieja Władysława IV., przed 

froceisy^ na miasto miał przemowę. Władysław 
V. chociaż wielki bil w nogach cierpiał, je- 



doak przenouqc diiraE^ li. lV^tt««iey nfldtwige 
vczasy, zaajdoual aic nk t^ procetayr < Anną 
Katarzyną siostra aM'ow, i pćtwlrełikuiMnl Śmic- 
legu ruzkazat uiwiesic szczero^łojia Jatnpe. tffi*- 
ruuan^ od królowej Koas^ncyT, 'ktun Pf**^ 
uroczystością umarła. , ' 

W środku uliarza oidobiaitega pricwybonią si»* 
katerj^ glpsOwą. Ininina i.ebv»a z hcłkanu szŁlaii- 
neoił jcsl prt] twierdzi, na Jelaoieini prętami. Trzy* 
■nau K tn«j aDioIowie : ^sduby rfrekiuo gtttyckie są 
II dołu tniniiiy : nud iilą nad iibłokieni irebrnyni 
,jesL figura S. kasiinieriui ^ iretfk, t Łrsjr^Mn wpra- 
we) icce, E lilią w ifiyiai. N»d S. Ht^imtritm :vty 
obrrfżuiia ■ gipiii N. Piiiina z Clitjsiiił«m,.otuciuna 
sewtiąd auiutanii. Pod iriiniu^ )eit ol)i'az S. Kit^t 
■nierzi, wyłukt na 1 lułuac i 8 culi, Meruki lia li 
cale, w Kucio łrebriićj, ■ trianiK lęlwaii, • We 
łlwOcli priiwjoll cek4cli irzy^ia lilie.. ^ w l«ifi:j r.u- 
źaniec *) Uidobioiiy ten obrjz'palij<timen(e>u pu- 
irebn^nym z traiidilamiztutenii, £ Wuwt ua^w^iert- 
cbii. Nad ołtarseni piilndameiii i ;iLułu,, a na uiin 
dwdch (itiołutr w uitłukacb iiiyni.! kłiiutię. 

Kopula wewintrz. ozdubiuii.i wyliorn; Mtu- 
katerją Sciiny kipliey wykładane insrniiireni 
ttiwediłkim. Nu pila>tniiii nifrnuir bTiiaitaj, w 
6»)iinWli czanij- , « w uag^ówt^l^ (kąpiiele) > 
rzeźbą * nnimuiu białe°;o - wazyiiki. w poiządka 
joiiłkini. Z obojej Blroiiy olL(l'ia ,ą w wydiąieniacli 
■ciany, 4posąKi drewnifuie, j>o>vebriuw, kcóluw pol- 
ikicli, z kiidej pu 2. A ze dwótli Aruu drzwi kt. 
plicy takie 4 poiągi króliiw. Na iciauacli kilka 
ubrazów wyitanUjąuycb aaczeg,óły t ijcia $, Kazi. 
mieizaidziełapcndzlaDitiikeiiji, aftceico. **; W ri>. 
gacb itad clioiem są obr.nsy 'Siniij^kwicza, wyslu. 
wiające wtikę x nami^iiiujciaini i zwyci^two lud 
łiiauii. Okicii ma tj Aaplica ó! ■niiłzytilł 2, coi- 
iiyuU 3, Oiurow dwa, puiadikij hatiiieiiną. Zewnątn 
kajilicj miiurowaiis jeit LaOiica iiiannurowa, bru- 
iiaiiu, z iiaiiiseiii iiaiicpiijącym, za Aliraliaiua Woiuy 



_l>lvo Catimito 
Casimiri Jagiejlauidae regit £lio 
Regiii Polouiae M.i-m^iis Di.catus Lithua 



l'a( 



inielur 



i' J'".*P."S 



Cu^iDtu fmicipi " 

Sigiiniiuitliu III. PoItHiiae er Suecioe Sex 

Sdctltiim lloc 

Adeniuni Pieiatii, ■Ciiiinsrjiie Sui Moi i i men tu m - 

Enexii, In«triisir, Exoriiavit 

. Yl^di^lju.lY. 

S.icri Liirporis JIlaLioiie 

" " ' Dedicaviti[ii( 



Am 



Dom 



i MUCXXXVI. Die Xn. A.u 



•) Podi^ia o fym obrane, jest tik^j.Mnlaizpewic 
w \'\ iluieodinjIuwawizyubi-aiS.Kaiinueiza.ed} luus 
jedna icL.z<lawah bji.Jliii-iu.Mn.alowi.J ją. iLiejn 

icekrÓLstu nikłonioną do serca wyobiaiil : .ile ^liy iri 

rękazawszęsięukazywal.i, py rozmańycli nawudzeniacb 
jaj Łłibą, ztąd iia poioniue czasy zułtuiraauu ten bbras 
tróiifcziiy. 



T 



*•) 



r Dli 



ike vs (!e Ky , nndw 
:iinekt; prz)iiziIo/iit o 
w W ilnie )Vij,ió,t o|.rucz kl.i.Jicy 



Władysława iv; i 

lewtkl w \ ł't.rłzjłrii- : w w ilme )Vijnó,t oi.rucz kliiiJicT 
5. KnziMiierz.i, kuicidt S. MiclinłA i 1' ranciiiKa. Odki-yt 
Riainiii; w f^óiacliptiUkidi i spuiobu wyiLubiwaiii* "■■"- 
Mjrł. Jadąci WiliiadtfWarsiawy.pny ' 
(tjiikacli.w li:jie,d\viijiydiiibójcyj,id.i]ii 
teluycli ■PieywiezioiiycloKiidiiik,kon.i;4,ąi,;k,,|trtilU 
obi'ai:y zbóicuw, którzy w Wilnie walizy diii pu iniieni 
ifeg,ojiujnnni, priyzuarisiędozbi-udni i k,r, tmierci od. 
"" ' ■■ ■ ' ..y.P«idz.lti(Jiw;3rot.iiy^ia. 



MOŁzki. Ku- 



nietli. LTin 



Kakładem 



drukien 



Ernesta Giinthera w l.egziiie. 



(.Kcti. UMuiuiiiii). 



Przyjaciel Ludu. 



Rok drngi. 



No. 26. 



LesznOt dnia 26. Cradnia 1835ł 



Kollegiata w Kredzie. 



Zapatnijac się na starożytne gmachy, na 
wspaniale i pon ażne Mlekiem świątynie, saatana- 
iviajac się nad śmiałością ich budowy, ubolewać 
trzeba nad naszemi co do postępu \v sztukach i 
umiejt^lnoiiciacli zacliwalunemi ciekami, iż ^iele 
ioi zbywa do wyTÓwnania ^v sztuce biidonniczej 
dziełom w czasach tak odle^łycli uziiiesionym. 
Szperanie przyczyn le^o zjawiska, odwiodłoby 
na* podobno od naszego celu; dość jest pouie- 
dzieć, że jak 2 wiekami odmieniają się liiJzie, 



tak odmienia się ich smak, obyczaje i sposób 
myślenia. — By^T czasy, gdzie zamożni pano- 
»ie, nie znając tyle potrzeb, i nie chwytając a^ 
tak iatwo nouych obyczajów^ gorlini o chwalę 
Bo2^, wspólnie z przychylnym sobie ludem, nie 
szczędzili nakładów i pracy w wystawiania 
owych pysznych i olbrzymich świątyń, które pft 
dziś dzień są celem podziwienia i ozdoba krajn. 
Teraz nastąpiły czasy spekulacyi, i ubiegania 
się za zyskiem ; różność potrzeb, d^ość do icb 



202 



saspokojeDia, obojętnoić na nieoszacowane dzieła 
pKodkówy ^AJCłj miejsce okazaiościy tak dalece, 

^iz częsU potomkowie z niechęcią tylko przychy- 
lają się do utrzymania tego, co ich przodkowie 
wznieśli. Ile to wspaniałych świątyń od wie- I 
ków zaczętych, do dziś dnia jeszcze nie wykoń- 
czonych? Ile to pysznycli g;machów, niegdyś za- 

' mieszkały eh przez ojców 'liajiżycli, dzisiaj, \y po- 
sępne obróciło sie ruiny, płaczące na oziębłość 
niewdzięcznych azieci? Coraz bardziej nikną 
te szanowne zabytki starożytności, do których 
wiele błogich łączy się wspomnień: coraz mniej 
znajdujem tych świadków świetnych czasów*, z 
których najmniejsze nawet okoliczności zajmować 
nas powinny. — Środa miasto, mocnym dawnemi 
czasy murem opasane i fosj^ą, którą pobh*8ka 
rzeczka zalewała, obwarowane, sławne sejmika- 
mi niegdyś Województwa Poznańskiego i Kali- 
skiego, słusznie szczycić się mjże jednym z naj- 
starożytnieJszYch kościołów chrześciańskich w 
Polsce. Na bujnej i obszernej płaszczyźnie, z da- 
leka spostrzega przychodzień olbrzymią wieżą 
RolUgiaty, którą rycina wysławia, panującą nad 
całą okolicą. Poważna ta świątynia, kiedy i 
przez kogo w^zniesioną z*!$tata, nie wiadomo. 
Prostota jednak budowy, skład jej tak zewnę- 
trzny, jak wewnętrzny, wnosić każe, iż dawność 
jej sięga wieku l5i?o; lecz przez przybudowania 
ubocznych kaplic, dla większej wygody parafian, 
pozbawiona pierwiastkowego kształtu, straciła 
wiele na swej ozdobie, albowiem kaplice po obu 
stronach rozprzestrzeniające ją zaćmiły kościół. 
— Nie raz obijały się p mury tej świątyni czułe 
modłj narodu o pomyślność oręża, przeciw na- 
pastniczym Turkom i Szwedom. Tu zgrzybiały 
mieszkaniec Środy, wskazuje jeszcze miejsca sej- 
mujących i radzących nad dobrem kraju. Tu w 
rokti 1670, Panów ie niechętni królowi Michałowi, 
ustawiczne rozterki między sobą wiodąc, w cza- 
sie Sejmiku tak porąbali Grzymułtowskiego, ka- 
sztellana Poznańskiego, iż zadawszy mu szesna- 
ście ran, ledwie życia nie pozbawił*. Scena ta 
data początek przysłowiu używanemu w Polsce, 
dla oznaczenia niesfornego towarzystwa. — W 

^ świątyni tej, roku 1704, Województwa Poznań- 
skie' i Kaliskie uroczysty poprzysięgły związek 
Erzeciw napaści Szwedów. — Zdobią wewnątrz 
ościół dla swej starożytności ponury, piękne 
pomniki Pępowskich, Gostoinskich, a ogromna 
krata, na wnijściu do kaplicy, ze spiżu, mister- 
nie ulana w Gdańsku, uważać się mtoże za dzieto 
Bistrzawskie* X. D» 



O Bursztynie. 

ie bursatyn jest żywicą, ztąd się pokaanje, 
poniewai nicrai czołgające »i^ i latające 
owady w iiim zamkiii«ite znajdujemy; aaąd 
wnoszę, ii równie jak drzewa wscliodu ka- 
dzidło i balsam sączą, podobnież i na zacho- 
dsie bujne gaje i lasy, od promieui słoueca- 



łiych rozp-zane, wydają z siebie mateiyą* 
która aic w morze wylewa. Tacitus. 

Nie dawno znaleziono pokłady bursztynu w 
zwierzyńcu (Tliiergarien) pod Berlinsm: Pisali 
o tem różni uczeni, zwłaszcza jeden, który juz 
na wielu miejscach wykopywaniem bursztynu 
praktycznie si^ trudnił. Z jego badań wyczec* 
pnęliśmy, co następuje: 

Handel bursztynu nad brzegiem morza^ bał- 
tyckiego od 3000 lat utrzymuje się. . Już bo- 
wiem Homer •) o, nim wspomina. W najdaw- 
niejszych wiekach to tjjlko zbierano, co wały 
morskie na brzeg wyrzuciły: kopalnie bursztynu 
w nowszych dopiero czasach ot\vorzono. Rzad- 
ko wykopuje się bursztyn mielciej nad 6 stóp, a 
czadem na 30 stóp głębokości. WiadomOj, że 
morze nawet w czasie gwałtownej burzy kilka 
tylko stóp głębokości bałwani się; z czego prze- 
konać się można, ze bursztyn nie pochodzi z 
otchłani morza, jak dotęd twierdzono, lecz na 
brzegu wydobywają go z ziemi hukliwe wały. 
Że bursztyn tylko z tej tu strony Bałtyc- 
kiego morza znajduje się, dowodzi następująca 
okoliczność: im gwałtowniejsza i dłuższa bm za 
północna pędzi ku tej tu stronie brzegu morskie 
wały, tym obfitszy zwykle potem bywa zbiór 
bursztynu; nigdy zaś burze przeciwne, nie wy- 
rzucają bursztynu z tamtej strony Bałtyku. 

Nadto roślinny początek bursztynu teraz już 
żadnej nie podpada wątpliwości. Jeszcze na po- 
czątku 19 go wieku miano bursztyn za kruszec; 
aż dopiero David Brewston i Schweig- 
ger , jego roślinne pochodzenie udowodnili, twier- 
dząc, że to jest żywica z drzewa, która się je- 
dnak od innej żywicy różni przymieszką kwasu 
siarczanego i właściwym kwasem. Bursztyn na- 
leży do najdawniejszych organicznych produktów 
wodą zalanej ziemi, drzewo zaś, z którego po- 
chodzi, jeat zapewne w czasie potopu zatracony 
gatunek rośliny, z familii drzew iglastych, a jak 
się wkrótce dowiemy, wydającej szczególniejszy 
owoc. Że to jest drzewo przedpotopowe, i ztąd 
się pokazuje, ponieważ w bursztynie, nieraz znaj- 
dujemy owady, które także do wymarłych zu- 
pełnie należą gatunków. Mie skończyłbym tąk 
prędko, gdybym tu wszystkie te gatunki chciał 
opisać. — Przed kilkuna«tą laty, pod miastem 
Slolpe, w Pomeranii, w głębokości 20 stóp, odko- 
pano znaczny pokład bursztynu, a oraz znale- 
ziono drzewo, z którego bursztyn wypłynął. Był 
to pień czarny jak węgiel, miernej wielkości, z 
którego jeszcze giętkie włókno zeskrobać się dało. 
Drzewo to było wszędzie bursztynem w dużych 
kawałach i kawałkach okr i te, i zdawało się by< 
podobnym do świecy, z której stopiony wosk 
spłynął. Miało ono na sobie pewien gatunek 
owocu pestkowego^ albowiem mnóstwo czarnych 



») Jednaki P li ni ust w Hist nat. lib. Sa. cap. 
23. iwLerd«i : źe Elektron Homera, było złota ze sre* 
breiu pomieszana. 



203 



jader podobnych pestkom śliukowyni^* tylko tro- 
chę większych, leżało na około*' Było to więc 
prawdziwe drzewo burszcyniwe; a z tego zdaje 
tiffy ze ]asy bursztynowe okryw*ały szczególniej 
brzegi tegostronne morsa bałtyckiego; przeciw* 
nie zaś z famt«j strony morza, joz się nienda- 
wały, zkf d łatwo wytłumaczyć wyżej przytoczo- 
na okoh'czno8Ć| dla czego bursztyn tylko z tej 
strony morza bałtyckiego zbierany bywa. 

Miekiedj znajduje się btirsztyn i w innych 
nadmorskich krajach, jako to: we FranCyi, we 
Włoszech, w Hiszpanii i t. d. na pokładach bi- 
tumicznego drzewa. Godna uwagi jest owa nie- 
wyczerpana obfitość tej cudownej żywicy, poła- 
wianej już od kilku tysięcy lat, a jednak niewy- 
czerpanej. Zdaje się bowiem, że te lasy wiele 
tysięcy łat stojijc na jednem miejscu, żywicę 
ciągle sączyły, zkęd tak ogromne utworzyły się 
warstwy, i podobnie jak węgli ziemnych, nieprze- 
brane zapady. Lecz jaki to był potop, który 
te lasy zalał czy ów Mielki pot4»p świata, czyli 
dawniejszy lob też późniejszy? tego dociec tru- 
dno. To tylko pewna, ze cały ten • brzeg 
morza bałtyckiego, od wyspy Rygen aż ,do In- 
flant, od niepamiętnych czasów lasami burszty- 
nowemi musiał być pokryty, z którego pniów 
żywica płynęła, i że te lasy, niewiadomo przez 
jakę świata rewolucyę, ziemią zasypane zostały* 



Dom Templaryuszów w Łouviers 

(we Francyi.) 

Dziewięciu rycerzy krzyżowych około roku 
1118 utworzyli zakon dla strzeżenia grobu Chryr 
stosowego, i obrony pielgrzymów, zwiedzających 
ciemię święta. Patryarcha Jerozolimski przyjął 
ich śluby, a król Palestyny Balduin II. darował 
im dum położony na placu, gdzie dawniej stał 
kościół Salomona (templum): ztad powstało na- 
Ewisko Templaryuszów, nadane rycerzom tego 
zakonu. Ponieważ założyciele nie byli wcale 
majętni, a wstępujący do zakonu obowiązywali 
gie ślubem ubóstwa, Templaryusze nazywali cię 
także pauperes sancti sepulcri. 

Przez kilka lat nieprzypuszczali nikogo do 
swego zgromadzenia; lecz roku 1125 ten zakon 
został regularnie urządzony na Zborze odbytym 
wmieście Troyes w Szampanii, a wkrótce po- 
tem S^y Bernard nadał mu pewną regułę, i 



ryusze zgromadzili ogromne bogactwa, tak da- 
lece, iż około roku 1300 posiadali w Europie 
9000 klasztorów z dobrami. Potęga i wpływ 
jaki mieli, przez związki z najpierwszemi fa- 
miliami, a nade\Y8zystko ich bogactwa^ zapew- 
niły im niewątpliwą i niebezpieczna przewagę w 
różnych krajach Europy. Tak więc nie d{u<ro 
obudzili przeciwko sobie zazdrość i nieufnośó^ 
panujących, gdy król Francuzki Filip, pięk- 
ujrm z\«any, głęboki polityk, nie chcąc z nikim 
dzielió swej wład&y, a nadto chciwy dostatków 
postanowił ich zgubić. 

Oprócz tych głównych przyczyn, spowodo- 
wała króla do zniesienia tego zakonu osobista 
uraza. Oskarżano ich o poduszczanie do buntu 
wybuchłego w Paryżu roku 1306, z: powodu 
ciężkich bardzo podatków i zamieszania w mo- 
necie; nadto, że się poważyli popieraó . spra- 
wę Bonifacego V1IL, w zatargach,, wynikłycłi 
pomiędzy tym Papieżem a królem; nakoniec ze 
dali ai^ słyszeć z wyrazami mniej przyzwoitemi 
o królu i jego radzie. Z tego powodu postano- 
wiono ich zgubićy i ułożono się naprzód z Papie- 
żem Klemensem Y., powolnym na żądanie króla 
Francuzkiego. Wszyscy Templaryusze w całem 
państwie w jeden* dzień zostali schwytani (dnia 
13§;o Października 1309^; dobra im zabrano i 
oraz^ wezwano innych Monarchów, aby się chwy* 
ciii podobnych środków. Ponieważ nie można 
było wystąpić z istotnym zarzutem, starano aię 
usprawiedliwić przed 'światem prześladowanie 
oburzającem i niedorzecznem oskarżeniem. Pote* 
żni, bogaci, i wojenni Templaryusze, żyli za- 
pewne w wielkiej rozwiązłości obyczajów, a icli 
zwyczaje, przypominałjr bardziej swawolę obo- 
zową, niżeli karność i regularność klasztorną: 
tymczasem ohydne zarzuty, czynione im przez 
ich nieprzyjaciół, były płonne: brakowało dowo- 
dów i świadków. Kawalerowie protestowali z 
oburzeniem przeciw tym oskarżeniom; lecz wzię- 
ci na tortury, mieli się przyznać do wszystkiego* 
zostali więc skazani na spalenie żywo wolnym 
ogniem w liczbie 60 rycerzy roku 1314, na tern 
samem miejscu, gdaie się wznod dzisiaj statua 
Henryka IV. na Pont Neut Ostatnie westchnie, 
nia i odgłosy, które się z pośród płomieni sły- 
szeć dały, były gorące modły i zapewnienia o 
swej niewinności. Około 50 rjcerzy umarło 
wśród katuszy, równie niewinnymi się głosząc* 
Inni Monarchowie Europejscy poszli za przykła- 
dem króla Francuzkiego Znieśli zakon ten u sie- 



otworzyi z niego bractwo rycerskie. Wierni ^ „ ^ ^_ 

swemu wojennemu pozwołaniu, Templaryusze ' bie i zabrali dobra; lecz nigdzie niepo wtórzyły bib 



napełnili wkrótce Europę odgłosem swych wy- 
praw w 12 i 13 wieku, a Saraceni mieli w nich 
oajstraszliwych wrogów. Odtąd zakon ten szyb- 



okropneexekucye, które przeraziły Paryż. 

Wszystkie te ważne wspomnienia sławy I 

upadku, przywodzi nam na pamięć widok siaro- 
ko i niesłychanie wzrastać począł: najznakomitsi żytnej budowy, wystawionej na obrazku, stojącej 
rycerze, poczytywali sobie za zaszczyt, w stępo- podziś dzień jeszcze w mieście Louyiers we 



wać do zgromadzenia, do którego przyjmowano 
tylko tych, co już dali dowody męztwa, szla- 
chetności, i gdzie znajdowano poważanie i do- 
statki; albowiem mimo ślubu ubóstwa, Templa- 



Francyi. Założyli ja kawalerowie grobu chry- 
stusowego przy końcu XII?'^ wieko, po wzicau 
Jerozolimy przez Muzułmanów roku 1 187. Ma- 
jąc jeszcze żywo w pamięci wrażenia wschodu i 



Bie naleif ia aMUIiroM we FfaMc^i; deny mj~ 
watne z owego ouiu nadiwycujo^ sf naako- 
ici, a pomiędsy teoiif klire ounędiHa ręka 
ludzka i ostry x^b czasu, nało jest lakich, cofay 
zHcIiowały tak Mewn^tis jak i ce^^B^irs cha- 
rakter pierwotoy, irobj od piźniejszTch |>rcy-r 
dsik&w. W lycli niiiracli, pud temi •klepieniaaii, 
oku nasze bli|kaj^c sif, zdaje się ffledsić dawnych 
mieszkańców, a imaf^inacya przywodzi na par 
. mięć nieszczęsne lecz Iieruiczne ofiary Filippa 
Pięknemu, zyuiej nieriiwnie, niżeli na nidok Ten* 
plu w Paryżu i w Londynie, gdzie sif wi^ce 
tyle pami^lek z rtlznycli caas&w. 

Patagończyry. 

Któż nie wie, że klina na ciało i na onyaZ 
człowieka wieiki wpływ wywiera? Zbyieczne 
zimnu ścina krew w żyłach, zbyteczny upał osła- 
bia, i do pracy niezdatnym czyni: w umiarko- 
wanych tjlko strefach duch. i ciało sa czerstwe. 
Gl&d zmusza nas do pracy i różnych wynalaz- 
ków, do uprawy ziemi, która z łona swego wy- 
daje obiite plony, a zdrowe powietrze najwięcej 
się przyczynia do żywości i obudzenia ail umy 
Dom TfmntarTiiRziiw w Louriers. słowycli. 

Aby mieć jasne wyobrażenie o wpływie kli- 
matu, wystawmy sobie mieszkańców krajów bie- 
gunowych Eiknnów w Grenhndyi i Paiagoń- 
Gzyków, i porównajmy ich z Europejczykami; 
tamci w wiecznym letargu pn^^żeni, ntedbaj^ 
wcale o przyszłość, konlenci kiedy tylko lykn^ 
tranu, lub ości z ryb ogryzać mog^: nic ich nie 
obchodzi, co się koto nich dzieje: patrz; na 
wszystko bez ciekawości, i zdaje sic, że zwie- 
rzę daleko więcej pokazuje żywości; ci zaś zuie- 
dzaja najodleglejsze ziemi przestrzenie, wszy- 
stkiego na swą używają korzyść, badają niebo, 
zgłębiają wszystko, snaja rzemiosła, sztuki, han- 
del, gdy tHRici Ink są nieczuli, że Mola znusić 
przykrość sloty łub zimna, niżeli się postarać o 
M*y godną odzież. 
I Patcgończycy zamieszkują ostainie kończyny 
rtrmplar> u.sz. I poludnioMej Amerykiaż do przylądka Horn i 

I cieśniny Magiellaiiskiej: klrma jesi tutaj nad- 
ksztally archiiektory Arabskiej, pragnęli, aby ich zwyczaj przykre; w wielu miejscach śnieg ni- 

tomitszkaiii.e we Francyi, przypominało chuć da- | gdy nie łaje. 
;ko miłą i drugą im Palesiynę, miedzdjąc slyl i Najmniejsze natężenie jest dla 
Syryjski , którego w zory spro\i adzili z sobą z 
Azyi, ze smakiem gotyckim, panującym nauwczas 
w Europie. „Poznać te mieszaninę: mówi pe- 
wien starożylnik, po pewnera połączeniu wylnor- 
ności z ostrością, po krótkości kolumn, nagłów- 
kach, po szczególniejszym kształcie okien w fui- 
mie trzerh łuku\v." Nazwisko Templaryuszów 
mieszanina styluw, charakteryzujących epokę wo- 
jen krzyżowych, powierzchowność pełna wdzię- 
ku i oryginalności, wszystko lu przywięzuje na- 
sze uwagę do lej prostej starożytnej budowy. 
Inna jeszcze okoliczność jest szacouną dla znaw- 
ców sztuki: jeżeli pomniki publiczne z lej epoki 



zflmia-it, żeby sami co zrobić mieli, mówi jeden 
podróżny, udauali się do naszych lodzi, proszno 
ich, aby im drzewa na ogień urąbali. Zadali 
na\iel, aby im ich czolna z lądu na wodę zep- 
chnęli; najmniejszej sktzętności nieokaziijąc, zda- 
wali się bye zupełnie do niczego niezdolni. 

CEiain ['alRguńczyka, jest raczej nędznym tylko 
szałasem. Murzyni tudzież Indyanie, starają hię, 
ile możności, o wygodne pomieszkanie, nauel 
E^himo ma w swej cliacie dość wygodne ecliro- 
■ lenie przed śniegiem i mrozem: Patagończyk lai 
nie zna innych materyatów na budowę sw^j 
chaty, mającej go zasłonić od wilgotnego, pouic- 



sos 



Patagończycj. 



Ina, sloty i zimna, pr»cz chrostu: szałas taki 
jest okrągły, m- klórjm zaledwo pomieścić się 
może cała roJzina, pugrążoDa w pnnuren: mil- 
czeniu, obsiadłszy palące się wyrodku o^nifiko, 
A^ie nidać tam żadnego sprzętu, Siedia na go- 
łej ziemi, odziani skórami cieląt nurskicli i prze- 
pasani iottuszksnii ze sbńry jakiego znierzęcia. 
Jest jednak wielu, klńrzy żadnego nre maj^ odzie- 
nia: ci cltodz^ zupełnie nago. Wszystkich zaś 
oczy czerwieDi^ się od dymu. Pies, wierny czło- 
«ieka przyjaciel, w najściitlejszej z nimi żjje za- 
żyłości, i lepiej wygląds, ni^by sie kto spudzie- 
»al; ma on na pieni sze spojrzenie wielkie po- 
dobieiistMO z liiem, jest dziki i do psów u Eaki- 
mó^ bardzo podobny. Gdym wszedł do jednćj 
cliaiy, czerMona cliu§tka ściągnęła dzikicli uwagę: 
darowałem ja najmlodsiej dziewczynie, która z 
wielkiem mojein podziwieniem, pi laila ja na 
kawałki i wjtrsy sue niemi ustroiła; a chc^c ^ic 
wywdzipczycj diiła mi kilka ryb suszonycli, Da- 
roMiiIi^iriy im wędkę, nóż, nożyczki, igły, nici 
i t. d. i chciulem koniecznie ich nauczyć S|)osubii 
szycia subie odzienia; łccz wszelkie moje usiło- 
wania, były daremne; bo zamiast nadziana w 
igłę nicią szyć porządnie, owa dzienczyna robiła 
dziurki w skórze igł^, a potem ręka bardzo 
zręcznie nió przetykała.' 

Paiagoticzycy na widok cudzoziemców żadne- 
go nie okazuje podzinienia : z reszta jest la lud 



flegmatyczny, debry, nie okazujący ani dzKoJci 
ani bgjaźni. Odgłos fletu zaleclHO zwrócił ich 
UH agę ; śpiewowi jednak tnwarzyszyli swym 
głosem, dosyć łagodnym i miłym. Gdyśmy je- 
dnej kobiecie zwierciadło pokazali, przyglądała się 
w nim cliM ilkę, a polem potarłszy niem lice, po- 
łożyła. Mężczyźni są bardzo leniwi. Całe ich 
bogactwo składa się z psa i z sieci. Patagoń- 
czjcy średniegii są wzrostu, i dosyć dobrze zbu- 
don ani, Mie mają wcale brody : niektórzy tylko 
króciuchne mielj wąsiki, ciemne, iakrzące się oczy, 
długie cienkie czarne włosy, zęby białe i regu- 
larne: kobiety niższego są Hzro§iu, ale grubsze, 
mają małe ręce i piękne palce, których zgrab- 
nie używać umieją. Odzienie ich proste, ale 
skromne, a ułożenie niite. Mówią nadzwyczaj- 
nie prędko, i postarzały słowa przez nas wy- 
mówione, mało co przekręcone, baidzo szybko. 
Panuje pomiędzy nifmi szkaradny zwycztj mu- 
rzeoia sobie twarzy sadzami i iłuszczcm, którym 
nogi także sobie smarują, podobnież i włosy; 
dla lego nieprzyjemny odór od nich słychać : no- 
szą bren§ole[ki z muszli, i lóżne ozdoby z kości, 
bez najmniejszego porządku iia sobie zawie- 
szane. Jeilynem narzędziem, kićreśmy u nich 
spostrzegli, była szczęka ryby miirskiej z zęba- 
mi, zamiast grzebienia używana. Dzieci mają 
duże brzuchy, ale są dobrze zbudowane. Zony 
tutaj podobnie jak u Indyan, są nieHuloi- 



206 



caml mężów; robią wiosTami na czółnie ^ pod- 
czas gdy mężowie spokojnie sobie siedzą^ i od- 
bywają wszystkie prace, wyręczając swych le- 
niwych małżonków. 

Pata^ończycy żyją powiększej części z poło- 
wu ryb; a nie mając wędki, używają do tego 
muszU, które przywięzują do sznurów i tak wpu- 
szczają w wodę: ryby potykają muszle^ a oni 
je potem za pomocą sznuru z wody wyciągają. 
Muszle takie stanowią pokarm tych mieszkań* 
cówy a gdy rybę albo ^cielę morskie utowió 
im się zdarzy, przez długi czas w dostatkach 
żyją* Czasem poszczęści im się schwytać lub 
ubić kilka ptaków , które gwizdaniem wabią. 
Czółna ich składają się z kory bukowej, obręcza- 
mi spojonej, wewnątrz gliną wylepianej: w ta- 
kiem czółnie na środku pali się, ogień dla ogrza- 
nia, około którego siadają. Żagli nie używają 
nigdy, tylko wioseł. Jedyną bronią, którąśmy 
u nich spostrzegli, były stryczki, łuki i strzały: 
strzał używają tylko na ptaki, bo wojny nie 
znają. Mech suchy służy im zamiast hupki, 
który iskrą z uderzonych o siebie krzemieni wy- 
dobytą zapalają: jednego wieczora puściliśmy 
kilka rac, czego tak się przelękli, że do boru 
uciekli, i całą noc tam zostaU. Nazajutrz opu- 
ścili nas na zawsze, zapewne dla tego, ponieważ 
myśleh', że trzymamy spółkę z djablami, których 
podług upodobania wypuszczać możemy* 



Kardynał Richelieu. 

Sposoby, za pomocą których Richelieu wy- 
niósł się na stopień ministra, i nieograniczona 
władza, jakiej przez długi czas używał, prze- 
łionywają nas aż nadto, o grzechach ówczesnej 

{lolityki. Richelieu był ambitny, lecz będąc po- 
itykiem, znał siłę swego geniuszu, zatem nie 
dziw, iż uczuł w sobie żądzę panowania. Lecz 
^ ponieważ w owym czasie kraj cały byt łupem 
intryg dworaków i kobiet, najczęściej przypa- 
dek, urodzenie lub też plecy u dworu, nie zaś 
prawdziwa zasługa, dzierżyła godności. Riche- 
lieu musiał pochlebiać, czołgać się, dla pozy- 
•kania sobie względów u tych,' co łaska- 
mi królewskiemi szafowali. Lecz gdy inatat 
panem Francy i, wszyscy nawzajem korzyć się 
musieli, dobrowolnie lub z miisu przed tym, 
który nie cierpiał żadnego oporu: ani prawo, 
ani zwyczaje^ ani względy dla dworu, czasem 
iiad samo prawo silniejsze, nie zdołały go wstrzyn 
mać w jego przedsięwzięciu; jeduem słowem był 
to formalny despota pod płaszczem Kardynalskim. 

Wszystkie dobroczynne zmiany, zaprowadzo- 
ne przez Henryka lY., rząd łagodny, ąle sprę- 
żysty, równa opieka dla wszystkich stanów, po- 
skromienie stronnictw w kraju, pokój w religii, 
pomyślność wewnętrzna, a przewaga zewnątrz, 
-wszystko to znikło w pierwszych latach rządów 
królowej matki Maryi Medicis: x]ążęta z kr\ii 



królewskiej i magnaci zaczęU snowo wichrzyć i 
burzyć spukojność pubUczną. Nieład się wzma*. 
gał pod zarządem fauoryta królowej Condnie* 
go, (który zustał Marszalkiem Francyi, nie do- 
byw^zy nigdy oręża, i pierwszym Ministrem, D|e 
znając bynajmniej praw krajowych. Cudzozia- 
mieć ten oburzył przeciwko sobie najpierwssyck 
maguŁtów, xięcia Condeusza, xięcia de Guise, 
xiccia Yendome,^ xięcia Nevers i Marszalka de 
fiuuillon: ci zbierali wojska w swych prowin- 
cyach, ogłaszając si^ wiernymi królowi, a pro- 
wadząc wojnę przeciwko jego ministrowi. Zgro- 
madziły Bi^ nakoniec stany roku 1G14, gdzie 
Richelieu, naówczas biskup w Lucon, pierwszy 
raz wstęp sobie u dworu otworzył. Nie było to 
nic dziwnego w owych czasach, ze Richelieu ze 
sw^emi skionnościami, namiętnościami i umysłu- 
w em usposobieniem, obrał sobie przecież stan du- 
chowny. Z resztą nie sam się przeznaczył do 
tego stanu Urodzony z szlachetnej familii roku 
1585 w Paryżu, nazywał się właściwie Armand 
Jan Plessis, później dopiero został Kardynałem i 
xięciem Richelieu: sposobił się z początku do 
wojtfkowego rzemiosła; lecz ponieważ starszego 
jego brata w pojedynku zabito, a młodszy, który 
już był Biskupem, zakonną przyirdział odzież| 
przeto wmówiono w młodego Armanda, że sto- 
lica liiskupia, na której już dziad jego zasia- 
dał, powinna zostać w lamilij; nie mając in- 
nej pobuoki, porzucił oręż, a teologii się chwy- 
cił. Wkróice dawszy dowody rzadkiej biegłością 
poświęcony został w Rzymie na biskupa Lucoń- 
skiego, lubo wtedy nie miał więcej nad 25 lat. 
Zdawał się być tylko zajęty obowiązkami swego 
powołania, aż do zgromadzenia stanówroku 1614^ 
na którem zasiadał, jako deputowany duchowień- 
stvra z Poitou. Musiał się dać poznać z wymo- 
wy, ponieważ po zamknięciu sessyi, padł na nie- 
go wybór przemówienia do króla. W tej mo- - 
wie, malującej dokładnie charakter jego, uska- 
rżał się, ze duchowieństwo tak rzadko dotych- 
czas wzywane było do rady monarchy, jak gdy- 
by zaszczyt służenia Bogu, pozbawiał ich zdol- 
ności służenia królowi. Odwoływał się do przy- 
kładu Gaułuw, którzy zawsze słuchali rad Drui- 
dów myśl zupełnie obca kapłanowi chrześciań- 
skiemu^. Zakończył na pochwale królowej rząd- 
czyni, czem tak ją ujął, że godność wielkiego 
jaimużnika została nagrodą mówcy. 

Richelieu połączył sie z Marszałkiem Con- 
cini i otrzymał urząd sekretarza stanu wojny i 
spraw zagranicznych. Po upadku Marszałka| kró- 
lestwo pozbywszy się faworytów królów ej^ wpa- 
dło w ręce faworytów króla. W takiem zamie- 
szaniu i intrygach dworskich, Richelieu wywija- 
jąc się zręcznie pomiędzy Scyllą a Charybdą, po- 
chlebiając jednym, a ujmując sobie drugich, wy- 
niósł się nieznacznie, wspierany od wszystkicn^ 
na najwyższy stopień. Mianowany Kardynałem 
roku 164!2, co był winnem króloweji która na- 
kłoniła Ludwika. XIII* mimo odrazy, jaką czul 



207 



do Kardynała, abj go przypuicS do sw^j radj: 
9,Ja go znam lepiej, odpowiedsiat król awej mat- 
ce: jest to człowiek, ukrywający w aobie wiel- 
ka dumę/^ Jednak ulegt naleganiom królowej; 
a Richelieu wszedł do rady, jako wszechwładny 
mecierpiący ani koUegów, ani równych sobie* 
Wszystko się ugięło pod tą żelazną wolą, która 
przez. 18 lat kierowała losami Francyi. 

To Ministeryum, a raczej panowanie osmnasto- 
letnie, w czasie którego podług słów Monteskiu- 
sza, Kardynał pozwoUł Monarsze grać tylko dru- 
gą po sobie rolą w królestwie, a pierwszą w 
Europie, zamierzyło sobie cztery ^łówniejsze rze> 
ciy, to jest: osłabić kalwinizm, zniweczyć 
intrygi dworskie, knowane dla zwalenia 
pierwszego Ministra, upokorzyć magnatów, 
aby zostali pokornymi poddanynu króla, i nako- 
niec ze szkodą domo Austryackiego, Wynieść 
potęgę Francyi: te były wielkie zamiary Mi- 
nistra, przywiedzione do skutku, mimo poduszcza- 
nia dworafLÓw, wspieranych od xiążąt z krwi kró- 
lewskiej, mimo uiedolężności monarchy, zawzięto- 
ści króiowej, bezustannych intryg xięcia Orleanu ; 
a przeto siu^iznie sta%viają go w rzędzie najwięk- 
szych Mini«iróW| rządzących Francy ą. 

Kalwinizm w istocie byt partyą uzbrojoną w 
kraju, którą mocarstwa zagraniczne, jeżeli chciały 
zakłócić spokojiiość Francyi, nie omieszkały pod- 
zesrać, i do buntu zaclw^cać Rjcheh'eu posta- 
noun wytrącić jej oręż z ręku: rozpoczął to 
przedzie wzięcie od zdoby cia K o c h e 1 1 i , naj- 
ważniejszej ich twierdzy. Dobywający i bro- 
niący się, zarówno się wsławili. Richelieu, 
acz kapłan, rozwinął w tej wyprawie talenta 
niepospolitego wodza. Rochella wzięta (roku 
1628) straciła przywileje i warownie; a od- 
tąd związek protesta niski, nie miał już punktu 
stałego, ani Francya dmgiej stolicy, przywła- 
szczającej sobie prawo reprezentowania wyznania 
refuraiuwanego, zawierania zv«iązków z zagra- 
nio^nemi mocttrsl\$ ami, jak udzielne państwo, i 
gdzie \iszyscy niechętni i niespokojni intryganci 
pewne znajdowali schronienie, a częstokroć na- 
wet i wsparcie. Poczem chciał przymusić do 
poddaństwa Hug^notów Languedocyi, z drugiej 
strony wypadało Włochy uspokoić. Ludwik Xlii. 
postanowił dać posiłki sięciu Neyers, któremu 
trzej Monarchowie zaprzeczali pra%va do xię- 
stwa Mantuanskiego,^ a powrócnvszy z tej wy- 

5»rawy, wykonanej z równą śmiałością jak sączę- 
ciem^ armia %vkroezyła do Languedocyi: wszy- 
atkie miasta protestantskie poddały się bez opo- 
ru roku 1629. 

Tymczasem iatrygowano n dworn przeciw 
Kardynałowi, tym śmielej, ponieważ małżonka 
Ludwika XIIŁ Anna Austryaczka, i królowa 
matka poperały niechętnych, całym swym wpły- 
wem* Richelieu e mało nie padł ofiarą; lecz w 
ostatniej rozmowie s królem,, odzyskał znowu 
dawną przewi^ę^ a tak przeciwna partya, l>lizka 
jui tryumfii^ deg^ a npadłasj douała srogiej 



semsty pierwszego Ministra: wygnanie, więzienie 
i okropne katusze, stały się odziałem spiskowych. 
Co do Maryi Medicis, jej wygnanie i trwoga, 
w której umarła w Kolonii (3. Lipca 1642) do- 
wodzą dostatecznie, jak nieubłaganym był w 
zemście, i jak opanował słaby umysł króla. 

rSurowość i okrucieństwo Ministra powszech- 
nie były znane, a magnaci nie mogąc się prze- 
konać, że feudalne wieki już ininęły na zawsze, 
że już Francya jednego tylko króla potrzebowała, 
nieprzestawali knować spisków przeciwko pierw- 
szemu Ministrowi. Najsławniejsi padli ofiarą te^o 
śmiałego przedsięwzięcia. W przeci4(gu dwóch 
miesięcy awaj Marszałkowie Francyi Marillac i 
Montmorency zginęli na rusztowaniu. Ginque- 
Mars i de Thou doznali tegoż losu; tym wiec 
sposobem upokarzając i rozpraszając swych nie- 
przyjaciół, wykonywając dzieło rozpoczęte przez 
Ludwika XI., Richelieu zniweczył dawną arysto- 
kracyą francuzka, i przygotował rząd absolutny 
Ludwikowi Xiy., który mógł śmiało wyrzec: 
„Petat c'est moi.^^ 

Owa nieubłagana surowość, z jaką Kardynał 
karał spiski przeciw niemu knowane, nie prze* 
szkodziła mu jednak myśleć ciągle o . wzniesieniu 
potęgi Francy i; a gdy do tego sposobną upatrzył 
chwilę^ nigdy z ,niej korzy^ać nie (Mnieszkał, 
W tedy nauer, gdy chodziło o jego własną ex^-' 
stencyą, zagrożoną intrygami królowej matki; 
wysłał wojsko, które wkroczyło w samo serce 
Auscr>i, od\>iódł Bawaryą od niemiłego sobie 
związku, za\«iesil przymierze z Danią, -siat nie- 
zgoaę w Niemczech pomiędzy xiążętami kato- 
lickimi. Ten sam Aiinister, n taka zacięto^cJę 
prześladujący Hugenotów we Francyi, łączył się 
z Gustawem Adolfem, naczelnikiem ich z\^iązka 
w Niemczech, i wspierał go posiłkami. Będąc tylko 
politykiem, i pragnąc wzniesienia Francyi ze szko- 
dą państwa Austryackiego, liardynał bardzo byl 
spokojny na tę pozorna sprzeczność, której skut* 
kiem byt pokój westfaiskir 

Czyż należy wspomnieć tntaj o słabości tego 
wielkiego polityka, chcącego 'uchodzić za poetę? 
Bez w^ątpienia, ponieważ *ta słabość skłoniła go 
do dawania opieki naukom i uczonym: założenie 
Akademii Francnzkiój (roku 1635) jest tego naj- 
lepszym dowodem. 

Te były główniejsze czyny, któremi Richelieu 
wsławił swe rządy przerwane dopiero jego zgo- 
nem dnia 4. Grudnia 1642 roku. Przyjął anioła 
śmierci z tą spokojnością umysłu, kt^rą zw}kł 
był okazywać w każdem położeniu życia swego* 
Zażądawszy wiatyku: „Oto jest Pan i Bóg mój,, 
zawołał, świadczę się przed nhn, że wszystkie 
moje przedsięwzięcia zmierzały tylko do dubra* 
religii i mej ojczyzny.^* A gdy ducha swego* 
wyzionął, król wyrzekł z zimną krwią; „Oto* 
skonał wielki polityk.**' Słowa te,, jeżeli są po» 
chwałą Ministra- nie czynią wcale zaszczytu po^ 
lityce,. poniewai całe życie Kardynała dowodzi, 
ie^ aby w tej nauce celować^ trzeba koniecznie 



Jest tam koidił mimnraBj, 

GoiDJIkuni pobijany. 

W tym kośdele zakazano 

Zęby mięsa nie jadano ; 

Jeno kioski i gomiłki: 

Są tam panny jak warłoJki, 



Kardynał Ricbelieu. 

byt chytrym, dalekim od wspaniałości, a nawet 
ludckosci, od wszelkich skrDpnłńw wzglądem 
godsiwości iredkfjw; ró unie jak posiadać ogro- 
mna naukę, biegłość w sprawach publicznych, 
-woi^ niezłomna, rzut oka przenikliwy i pewny. 



Przysłowia i piosnki gminne. 
Wstępit do piekła, po drodze mu było — 
Ółupi jak ,bót, albo jak sak, albo jak sai 
Hadny jak' fiaki z olejem. 
Święto na ręce, post na zęby — 
Tak będzie, jak bywało", 
Kiedy bili, to bolało. - 
Kochajmy się jak bracia, 
A drzyjmy się jak ży^zi. — 
Albo pij, albo się wybij. — ' 
Dobry trunek na frasunek. — 

Na tchirza. 
Ccapka sobola, tch&rzem podszyta. 
Szabla przy boku, nigdy iiiedobyta. 



Boże bądź mitościw ! 
Dokąd droga? do Pakości. 



OJwiadczfenie się starego kawalera. 

Niech będzie Jezu Chrystus pochwalony! 
Powiedz ni pani, nie będęź wzgardzony: 
Pawiedz mi pani szczerym dokumentem. 
Czyli mogę być twoim konkurrenlenu 
Niech sobie koni nie Iradzę 
I czasu darmo nie mudzę? 

Odpowiedź panny. 
Ty swoje konie nad złoto szacujesz 
1 dla mnie ciężkiej fatygi żałujesz; 
Nie trudź ty koni, sam siebie; 
Obędę ja się bez ciebie. 



Piosnka rekruta. 



.11.-) 



CZ muiyką dorobioną pri 

Dalej chłopcy, dalej żwa^i'o, a dalej z ochotą, 
Ochoczemu wszystko łatwo, byle zosuł z cnot^ 
Idziem prawda, gdzieś daleko, przedeźnie zamorze. 
Wszakże i tam poczciwemu jasne wschodzi zoRe> 
Wszakże i tam żyją ludzie, co nas powitają, 
Wszakże i tam róże wonne zapachy wydają. 
Choć nas matki nauczyły, jak cliodzić bez- 
piecznie, 
Ale Um się « yćwiczymy jak lo stąpać grzecznie. 
Na komendę w oka mgnieniu, zmieniać swą 

postawę. 
Na koń skakać, szablą siekać, na szturm wzno- 
sić UTzawę. 
Nanczymy się językiem tam inaczej wtaiaó, 
Dzisiaj jednym, potem będziem językami gadać. 
Wszak trzy roczki, to nie wieki, przecież 

wieki płyiia. 
Toć zapewne te trzy lata nam tern piedzej mina. 
Za trzy lala wojiiko sweim każdego z nas ^vyda, 
A com się tam nauczyli, za\i'sze nnm się przyda. 
Za ti-zy lata wrAci każdy w obięcia dziewczTOV, 
Wrici, wrici doświadczeńszy dó swojej rodziny. 
Dalej chłopcy, dalćj żwawo, a dalej z ochota^ 
Ochoczemu wszystko łatwo, byle został z cmiia. 
N. B. z G. ■ 



Przy końcu biezgrego piihuczii, a|iraszaniy szaiiowii} eh Preiiumeiatinyw, aby 
raczyli wcześnie w najbliższych subie Poczlamtadi Jub Księgariiiacli złożyć jirenu- 
uiei-atę. na następujące półrocze, (Tal. 1 sreb. gr. Tę) jeżeli nie chcij doznać przei-wy 
w odbierania regularnie r,o tytlKieii wyrhotizncych Numcrtiw. 



Nakładem i diukiem Ernesta Giinthern 



.(a(:d.Ciecli>ńjki.) 



Przyjaciel Lądu 



czyli 



Tygodnik potrzebnych i poży- 
tecznych wiadomości. 



]EUi& Btugi. 



Tom n. 
27 — 52. 



W Lesznie lS3e. 
\akładeiH i drukiem Ernesta Gttnthera. 



Spis rze.cjBy w. Tomie drugim, roku drugiego, 

(Artykuły oBiiaczone * mają dołączone ryciny.) 



• 




Str. 


Adam X. (legenda) 




403 


Albrycht, xiaźe Pruskie * 




321 


AUard Jen. "*"••• 




321 


Bandtkie Jerz, Sam. '^ 




251 


Beduin "^ • • • • 




231 


Białowieża "^ • • • 




369 


Bitwa pod Waterloo * 




217 


— — Wschowa • • 




315 


Chodowanie herbatj * . 




357 


Chopin ^ • • • • 




223.230.237 


Kommendoni Jan Fr. * • 




360. 366 


Dardanelle '*'••• 




345 


Djabeł morBki ^ 




405 


Dom Kostków '*' 




348 


Dziadek (poezja) ; 




378 


Filozofia angielska i lampj bezpieczeństwa 390 


Grób Napoleona * 




283 


Guagnini Alex, ^ 




399 


Jadu Iga królowa * • • 




265.277 


Jaduiga xicżna * 




409 


Jak zastępowano artjUery^ przed 


ujKa- 


lezieniem prochu ** 




395 


Jedwabnice ^ • • • 




233 


Jerzy IL Kakoczj * 




287.299 


Iłża * . . . . 




355 


Kairo * * . m • 




229 


Kamieniec Podolski * 




411 


Karol XIL * . . . 




214.221 


Kalendarz meteorologicznj 




237 


Katedra Krakowska * ' » 




329. 338 


Kilka słów o Arabach ł ieh 


po 




wieściach ** • • 


1 


371.382 


Koronacja Henryka Walezego 


* 


209 


Korrespondencya turecka 




232 


Klasztor Norbertanek w Strzehiie 


*■ . 219 


— Tyniecki * » 




225 


Kopczyński, Onufry * 




26a 


Kościół St-j Elżbiety w Wroe 


law 


lu * 301 


Krakowiacy * . • » 




333 


Krasicki Ignacy * 




297. 306 


Ksiogarz chiński * 




413 


Kto na piszcztaikę^ dał^ bodzie 


na 


niej j^ral 350 


Leszczyńska ]\larya * ^ 




335 


Letarg • • ^ . 




374 


Lipiński Raról *^ ^ ^ 




385 


Łubostroń ^ » * » 




305 


Łoś ♦ • . , . 




376 


Magnat Węgierski * 




389 



Mechmet Ali * , . 
Mieszkańcy Kamczatki * 
Most drótowy w Fryburgu * 
Nagrobek Jana Kazimierza * 
Najnowsze odkrycia na przylądku dobrej 



Str. 
279.286 
325 
213 
309 



* 



nadziei 
Niedźwiednik 
Niedźwiedzie * 
Nowodworski Bartt. * 
Nowogrecy * . . 
O bibliotekach w Pulsce 
O jadowitych roślinach * 



284.302.310 
393. 405 
267 
340 
355 
259. 274 
303 



203 
:i92 
350 
227 
363 
262 
27i 



O kobiecych strojach w daunej Polsce** 235 247 

O poduójnym zającu 

O poezyi gminnej • 

O paleniu się pieniędzy 

O wężach i żmijach krajowy eh * 

O wojnie przed wynalezieniem prochu 

O nawożeniu pól ko4ciamt • 

Okręt napowietrzny '* 

Opaliński Krzysztof * . • 245.256 

Odpowiedź na suum cuiqiie • . 278 

Opili burzy (poezja) • • » • 388 

Pamiętniki Jana Chr» Paska * 367.373.380 

Pobyt kapif. Ross w porcie Felix * 243.250 

Polowanie w puszczy Bilatou iejskiej * 377 

Polów pereł * . • . ^ - 331 

Pomnik spotkania się kr4la Jana Illr^^ 

s Leopoldem * » .. .• ^ 295 

Posag króla Jana w Łazienkach * 323r334 

Prezent (po w.) . . . .2.55.258.270 

Przyslov%i» i piosnki gminne 216.224.232.240. 

248.256.204.272.280. 
288.296.304.344S52. 
* 384.39-2.400.416. 

Ratusz w Wrocławiu- *...,. 273' 

Rusini i ich jęz)k * • .• .. .. 269 

Sejm w Wiślicy *^ t . . . 281 

Syamscy bracia *-...>. 339 

Spichlerze Kazimierza W. * 327.339.345.359 

Spoczynek .. .. .. .. .. .. 4?.V 

Strachy ^ ^ ^ ^ ^ . 225 

Słów kilka o nazwisku i początku Poznania * 342 

Tarantuła i tarantyzm * 

Tarnów * .••... 



Tum w Frauenburgii' 
Turnieje * • <r 

Unlwersj tet WroclaM &ki- 



311 
401 
317 
241 

252 



Uriir wykopane w Łabaaza * • 
Walka kogulów^ * . • • 

— z bykiem * . . • 

— •trażnikiw x Botokndaini * 
Wesele na żmudzi ... 
Widok tumu Wrocł. * 
Węgrzjni * . . . . 
Wiano krilewn^' (l^enda) * 



Str. I 

319 

307 

253 

337 

312 

300 

291 

289 



Więzienie Jana Kanauena * 
Wól ttxyni.nj * . 
Wyimki a pamiętników Patka 
Zamek w Kićlewcn * 
Zbigniew * ... 

Zdobycie wyspy Alaen * . 
Zyi^munt Aogust * , i 
Żebraki w Pobce - * . * 



Str. 

275 

347 

391.397.414 

211 

313.324 

40S 

. 249 

. 407 



210 



«4- 



' Gdy. wiadomo s doitiiadcseniai iz wewBc- 
tnne uczucia nie karmione zewnętrznemi znakami, 
bardzo prędko słabieja i nikną; uzywat kościół 
katolicki od cieków >vspaniałjch obrzędów, pi'^?* 
pominajacych śmiertelnikom, iz bez wyższej po- 
mocy, próżne ich sa zabiegi i starania. Im waż- 
niejsze dJeto, jakie człowiek przedsiębierze, tern 
świetoiejsze i wspanialsze sa ceremonie, przywo- 
dzące na myśl ważna posniBAaści, da których się» 
przez świote obrzędy gotuje. Podajemy dziś czy- 
telnikom naszym opis koronacj;i Henryka Wale- 
zego, wjjęty z pamiętników Świętoslawa Orzel- 
skiego, ^) naocznego jej świadka* . Ceremonie fe 
przj kuronacyi każdego monarchy były te same: 

„Płiprzedniczych dni, przygotował się król 
przez spowiedź, ś. sakrament, posty i jałmużny; 
otoczony Senatorami, Dygnitarzami i Opatami, 
odwiedzał kościół na Skałce, gdzie Stanisław ś. 
był zabitym. Nazajutrz w nfedzielę, Arcybiskup 
Gniezn, z dwoma innemi Biskupami, ubrany tak, 
jak Papież, spotkali króla u drzwi kościoła, z 
kadzidłem i wodą święconą. Tym sposobem przy- 
prowadzonemu do kościoła królowi. Marszałek 
W. koronny kładł atłasowe białe trzi!\«iki i pa- 
lium, a Arcybiskup pokropił go wodą święconą 
i kadził. Arcybiskup Mziąwszy króla za rękę, 
zaprowadził do ołtarza, tam Biskup Krakowski 
modlił sio nad nim, prosząc Boga niebios i zie- 
mi, by x?ążęciu, którego na królestwo to prze- 
znaczył, dał zwycięztwo nad nieprzyjacioły wszy- 
stkimi, pokój na ziemi i w niebie. Dwaj po- 
tem Biskupi wziąwszy króla pod pachy, wiedli 
do wielkiego ołtarza. Wtenczas dobrane chło- 
pięta zaczęły śpiewać ten hymn, w którym Bóg 
anioła su ego przyseła, a kasztelan Krak. ko- 
ronę. Wojewoda* Pozn. berło, miecznik kor. 
miecz przynieśli, i na ołtarzu złożyli. Tu wielki 
dzwon, Zygmuntowskini zwany, bió zaczął. 

Biskup Krak. głośno do Prymasa w te ode- 
zwał »ię słowa: ,, Wielebny ojcze, kościół ś. 
matka nasza, żąda, abyś xięcia tego wprowadził 
na trou królewski. . . • Król siedział przez ten 
Mas na wyniosłem nieco krześle, twarzą ku Pry- 
masowi obróconą; dvi aj inai Biskupi stali bo- 
kiem, twarzą także obróconą ku sobie. Biskup 
Krak. intunouat psalm £xaudi, poczem miał stó- 
aowną mowę do króla, a Prymas zapytał: Bę- 
dzieszli trzymać się wiary Chrystusa, i bronić 
jej?— Gdy król przyrzekł. Prymas w te słowa 
dyktował przysięgę: Ja Henryk przysięgam Bogu 
i ludziom, że swobody narodu Polskiego, pokój 
i sprawiedliwość, podług możności mojej i su- 
mienia, poddanym moim dochowam: przyrzekam 
szanować kościół boży i jego kapłanów. Tak 
nii- Boże dopomóż i L jego ewangelia. Tu król 
ukląkł, Prymas go błogosławił, a chór śpiewał: 
Prosimy Cię, wysłuchaj nas. Prymas i biskupi 

tozdejmowałi swe mitry, dając 2nać ręką, iż 
ról miał być koronowany. Zaczęta się modli* 

*) FamięŁniki o djai;^ii& PoUce^ T» I* 



twa zakończona temi słowy : „Wazeclimocny Boże^^ 
który gam wszystkiemi ludami rządzisz, wlej 
ducha i mądrość Twoją w króla Henryka, aby 
dzielną dłonią trzymał wodze królestwa tego, za- 
chował pokój, w kościele i Chrześciaństwie ca- 
łem, *lej Boże na sługę Twego Henryka te 
wszystkie błogosławieństwa, któreś zlać raczył 
na Dawida i Salomona, by zawsze zwycięzki, 
. w-^diot -w *aą §i a dnrii • wga o ww n uw,- fi »praiii«- - 
dliwością i mądrością kwitnął w najdłuższe Ij^^" 
Poczem Arcybiskup mając mitrę na głowie usiadft; 
król otoczony Biskupami i. prałatami ukląkł-, 
przed nim. Prymas obnażywszy barki królewskie, 
ręce i plecy oleiem ś. na krz)ż namaścił i otarł 
bawełną, poświęciwszy potem każde z insygniów * 
królewskich i każdą część ubioru, rzekł : Przyjui 
ten miecz, acz z niegodnych ręku, lecz w imie- 
niu apostolskiem dany, używaj go na obronę ko- 
ścioła bożego, na postrach przewrotnym. Król 
przyjąwszy miecz, na krzyż nim przeciął powie- 
trze, oddał, go potem Ministrom, którzy schowa- 
wszy go w pochwy, ocjilali go Prymasowi, ten 
przypasawszy go królowi do boku, rzekł: „pa^ 
niiętaj, że nie samym mieczem, lecz wiarą zwy- 
ciężają się królestwa.'* Król ukląkł, a Arcybi- 
skup włożył mu na skronie koronę Bolesława 
Chrobrego, mówiąc: Przyjm diadema królew> * 
skie w imię Ojca i Syna i Ducha ś. Amen: po- 
czem dając jabłko i berło rzekł: Oto masz jabłka ' j 
i berło, znaki królowania, uż>waj ich talv) abyś ' 
w złych postrach, w dobrych wzbudzał wesele. */; 
Zaczęła się msza ś.,. w czasie której król, zdją- 
wszy z głowy koronę, przyjmcwat koinniunią ś. 
Po mszy oddał król miecz Miecznikowi W. kor. 
a Prymas z Biskupami, zaprowadziwszy go do^ 
tronu rzekł: „Usiądź i trzymaj miejsce, które*; 
Bóg przez nas duchowieństwo oddał tobie; zdją- 
wszy potem mitrę, śpiewał hymn Confortetur 
nianus, ocultetur dextra tua. 

Za niepomyślnie godło wzictem było od 
wszystkich, że Henryk w ciężkim od złota 
ubiorze kró1e%vskim, wstępując na stopnie tronu,, 
zawadził nogą za płaszcz, tak, że ua^ad z sto- 
pni cofnąć się mui^iał, ztamtąd w innij częścf 
kościoła usiadłszy znów nu tronie,^ zacne nie* 
które osoby na Rycerz ów pasował, i łańcućŁami 
złotemi ozdobił. Otoczony liakoniec senatem, po- 
wrócił na zamek, gdzie w ubiorze królewskim z 
koroną na głowie, siadł do stołir. Wspaniale 
przybrane pokoje, zasłane były kobiercami zło* 
tem tkanemi: świeżo je sprowadzono z Paryża. 
Nazajutrz król w licznym orszaku Senatorów i 
rycerstwa, w królewskim ubiorze, wyszedł na 
rynek, i usiadłszy na tronie, odbierał hołd od 
xiążąt lennych i miasta Krakowa, niektórycłt 
także mieszczan, zaleconych od Senatu, na ryce» 
rzów pasował: obficie potem rozrzucano pienią* 
dze po wszystkich ulicach/^ **^ 



211 



Myśliwiec Amerykański. 

Pomiędzy potworami, które dla mieszkańców 
poludoiouych krajów Amerykii niebezpiecsnemi 



bez litości ich zabija. — Powiadają tamtejsi mie- 
•zkaiicjy ze oczyma potwór ten tak^ na swój łup 
\«yuiera siłę, iź zwierzę, które on wzrokiem 
twoim ozionie, stoi w miejscu jak zaczarowane, i 
owszem samo się do niego zbliża, i w jakiemś nie- 
pojętem odręti/vieniu, oczekuje spokojnie niechyb- 
nej śmierci. Pewien Amerykanin, sławny ztad, 
ze sam jeden do 150 grzechotników zabiła opo- 
niada o sobie następuji^ce zdarzenie: 

Wyszedłem pewnego razu c zonę do bom, 
opatrzona w broń i narzędzia myóUwskie, chcąc 
ubić zwierza, jeżeli się gdzie nawinie. Juzem 
był w krzakach: zona w niejakiej odległości 
postępouala za mna, gdy z nagła w zarośli spo- 
strzegam ogromnej wielkości węża. Słońce wła- 
śnie świeciło, którego jasne promienie odbijając 
#ię o mieniiice się łuski, tysiączne na jego skórze 
malowały kolory. Widok ten z razu okropny, 
przestał być dla mnie strasznym ; chciałem się grze- 
ehotnikowi lepiej przypatrzyć. Uważałem, że mnie 
spostrzegł, lecz ponieważ byłem uzbrojony dobrze, 
sądziłem się bezpiecznym. I w istocie zamiast nagłej 
napaści, której się z początku obawiałem, zda- 
wało mi się, iż się Tasi do mnie i przymila. Zal 
mi cię zgładzić z tego świata, mówiłem sam do 
siebie, kiedyś taki pokorny, i zapewne nie masz 
zamiaru szkodzenia mi. - Stałem więc, zajęty 
tym widokiem, & lubo uważałem, że się czołgał 
ku mnie, wcale mnie strach nie brał. Im bar- 
dziej się zbliżał, tym bardziej mnie zajmował: 
już stałem jak zaczarowany, nie mogąc się ru- 
szyć z miejsca, nic nie widząc i nie słysząc jak 
tylko pochlebnego wyża, patrzącego na mnie usta- 
wicznie swym przenikliwym wzrokiem, W tej 
rhwili straciłem zupełnie przytomność, nie \iie- 
d^iałem o niczem : zdawało mi się tylko, że sły- 
szę jakiś dźwięk niebieskiej muzyki, czułem, że 
Bi(( znajduję w kole, z którego wystąpić nie mo- 
głem, trzymany w zachwyctniu odgłosem czaru- 
jącej melodyi. W tem nagle obija się o me uszy 
glos jakiś znajomy: biała postać przesuwa się 
przed mtmi oczyma, i w tej chwili ujrzałem tęz 
postać tuż obok siebie : poznaję jej rysy, przecie- 
ram oczy, i widzę niby t^varz mej ukochanej 
żooy. Nagle krzyk powtórny, który mnie wskroś 
przeniknął, wrócił mi przecie przytomność: ude- 
rzam z bronią na straszliwy potwór, i po krót- 
kiej %xalce udało mi się pokonać chytrego węża. 
Lecz ni^^ty ! żona moja ukąszona, czuła już w 
sobie jad śmiertelny i straszliu ą gorączkę. Wzią- 
łem ją na ręce i zaniosłem do najbliższego stru- 
myka, aby spragnioną ochłodzić i obmyć jej ranę. 
Tymczasem jad śmiertelny coraz bardziej się roz- 
chodził po ciele i w kilka godzin iyć przestała. 



' Ten nkrofwj przypadek taką Amerykanina za« 
palił zemstą, że odtąd stał się najzaciętszym \vro« 
giem grzechotników. Gdzie tylko usłyszał o ja* 
kim wężu, zaraz ze swą flintą szedł na jego spo* 
tkanie. Mawiał on nieraz, że wąż nie jest zMie* 
rzę, gadzina, jak inne istoty na świecie; ale czHrt 
przeklęty, który w pochlebnej postaci, stara się 
człeka, tudzież inne żyjące istoty, u\«ieśćri przy- 
wabić do siebie, aby je potem zgubił i okrutnie 
zamordował. 



Zramek w Królewcu. 

Zamek Królewiecki wraz z miastem, Minfen 
początek suój czeskiemu króloui Przemysława* 
w i 111., ód wielu kronikarzy Oitokarem nazwa- 
nemu, który z licznem rycerst%vem w roku 1254 
Krzyżakom na slaunej przeciw bałwochwalczym 
Prusakom wyprawie, w pomoc przybył. Podał 
on Krz;^żakum mjśl, aby w miejscu tem obronny 
wznieśli zamek, i straż w nim utrzymywali dla 
łatwiejszego pogan gnębienia. Konrad, Land- 
graf Turyngii, piąty mistrz kryżacki podług kro- 
niki Str)jkowskiego, zajął się tą budową: po- 
spuszczano drzeno z góry, odwiecznemi dęba- 
mi zarosłej, i już -w rf>ku 1255 stanęła twierdza, 
otoczona basztami i głębokiemi rowy, w tem 
miejscu, gdzie dziś są stajnie ; a ponieważ za po- 
mocą króla czeskiego powstała, nazwano ją 
Królewcem, i dano jej za herb rycerza w zbroi 
z koroną na głowie. W następnym zaraz rokn 
zaczęto budować u spodu góry miasto tegoż na- 
zwiska. 

Pierwsza budowa była z drzewa, a w jhj 
miejscu powstał (1257) murowany zamek (tam, 
gdzie dziś stoi kościół zamkowy), z podwój- 
nym murem, dziewięciu basztami i głęboką fossą. 
W samym początku mieszkał tu tylko Marsza- 
lek' zakonu z załogą, później przeznaczono za- 
mek dla samego Wielkiego mistrza, nareszcie był 
on rezydencyą xiążąt pruskich, pod którymi wiel« 
zmian doznał. W 150™ i IGtym wieku byt 
zamek Królewiecki, podług świadectwa kronika- 
rzy, mocną twierdzą i arcydziełem bu doMy; dziś 
nie widać ani śladu owych wychwalonych gru« 
bych murów, wież, baszt i mostów spuszczanych. 
W roku 1700 rozrzucono mostową bramę, pro- 
wadzącą z miasta na zamek, i zrobiono w miej- 
scu tem, piękny i obszerny dziedziniec, t\t orzący 
regularny czworobok. 180 pokoi obszernych za- 
wiera dzisiejszy zamek, (mieszczący w sobie bióra 
rządowe), lecz większa ich część nie jest zamie- 
szkałą. W wschodniej stronie jest dawny arse- 
nał (dziś próżny) i więzienia. Środkiem zamka 
jest przykryty przejazd, prowadzący ńa most, 
%%y stawiony na głębokiej fossie zamkowćj w roku 
1697: nad tym przejazdem wznosi się piękny i 
obszerny zamkowy kościół S. Trójcy: sklepienie 
jego spoczywa na 4 Mielkich kamiennych fila- 
rach : na podniebieniu pokazują rękę ludzka, trzy- 
mającą worek, i wiszące winogrono, d których się 

27 



213 



Zamek w 

wiele podań * dawÓTcti czas&w pomiędz; luilem 
umjmuje. W koiciele tym namaizczony coslat 
na króla Pruskiego, Fryderyk I. z małżonka 
awoj^ Karoliaf Żoftą, 18. Stjczn. 1701, puczem 
aam sobie na gtowę koronę ntożył. W połu- 
dnio^T^ stionie zamku, znajduje się biblioteka 
królewska z wielu osobliwościami, i sala, mo- 
■ kiewaką naswaDa, założona od towarzyałwa 
Moskali, w obudwóch końcsch z znacznej wjso- 
kojci wieżami. W niej odbjwnlo się \r roku 
lS9i, wesele Elektora Jana Zygmunta z Pruska 
xiężniciką Anną. 

Obszerny sklep, w kt&rym się dawniej sądy 
odbywały, i wyroki śmierci wykonywano, zamie- 
niony ńiii na sale redutowe, a gdzie dawniej 
krew płynęła, dziś weselą się licznie zebra- 
ni goście; a ponieważ w (em skrzydle samku 
znajduje się sklep, arsenał, kościół, miejsce tań- 
ców i spichlerze, duwcipnie wyrażają się da- 
wnitjsi pisarze, twierdząc : iż tu mieszka Bacjius, 
Mars, Jowisz i Wenus. Strona północna została 
W roku 1810 nowo wybudowaną, i zamieniona 
aa składy Aktów i Trybunał. Z południoM-^j 
Mrony wiedzie do zamku wspaniała kamienna, 
dilepfona brama; nad ni^ unosi się czarny orzet 
■ toku 1533, z tym napisem: 

Fai'cere siibjectis et debelhie snpcrboi, 

Friiicipis ofTicium esc, Muaa Mdiouii ait. 
Sic regere liiinc populum, Princcps Alberte 

Sed cum diviiia aiincia rejeiili) ope, •) 



Królewca. 

Dawniej zawierafa częśó la kuchnia i TaŹDiey 
dziś zamieniona jest na mieszkanie naczelnego 
prezesa Prust wschodnich. Nad glówntm wej- 
ściem widsó portret xięcia Albrechta z napisem: 
Laii* mca temio Dci Domioi, men sloilj Yctbiim. 
Hac ipe iiuii meni.-im, qitoil nitlii la\il homo. 
Alberiiii D. G. Marciiiu llraiidenb. 
lJux Pi-iiJsUe A, 1551. 

Przed zamkiem są dawne jeszcze budony, 
dziś zmienione na koszary wojskowe, a przed 
niemi wznosi się na pedesiale z zielonego nar- 
muTu, spiżowa statua Fryderyka I., w sto lal po 
koronacyi ju^o, w dniu 18. ■Styczn. 1807 ptzvt 
Najjaśniejszego Pana obywatelom Królewca daro- 
wana. Widok zamku Królewieckiego wystawio- 
ny na obrazku, wzictv jest z ulicy xiążęcej. 
Dum ukazujący się wśród drzew ogrodu, z Ie\t'ej 
struny , był mieszkaniem i własnością filozofa 
Ironiflnuela Kanta, który w nim zyl, aż do swej 
śmierci w toku 1804. 



Most drutowy wFrejburgu fw^Szwajcaryi.) 

Miasto Frejburg w Siwajcaryl, jest podró- 
żującym dobrze znajomem, przez szczególne swujtt 
położenie, będąc w części wybudowane, W głę- 
bokiej, rozległej dolinie rzeki Saony, a częścią na 
otaczających tę dolinę wysokich osiro urwanych 
skałach'. Dawniej, chcąc z traktu Bemeńskieg* 
dosiaó się do środka miasta, pojazdy były przy- 



•) Mim Mirona mówi, if powiiinoicią feit mo- słych., P-iniiclsj liąfe Albercie iJł ludcr 
rdij pnebaciać ujarimiouym, a wujoiyać wjtuio- diić, lecs s.insic s pomoce bo*k%: 



MoBt ititowj W" Frcjbnrgn. 



nattone ipaszczać aic najprzój sa strontj pochy- 
łości pilry Sliłlber^; przybywKj wfedy do bramy 
Berneńskiej, zdawało §ię podróżującym, że już 
byli II celu podroży ; ale jakież byio icli zadzi- 
wienie, doniadując się tam , że jeszcze piit go- 
dziny drogi jechać trzeba, ażeby aic do miasta 
dostał', a to okrażajnc kilŁa razy załomy rzeki, 
przejeżdżnjnc ja trzy razy, nakoaiec wjeżdża- 
jcie tia dln°;a, (rnilna i ostra pochyłość, nazwa- 
ną jUlbrunnenstrasae, która sama jedna była 
dostateczną do przerażenia podróżnego, i nie je- 
dnego konia o śmierć przyprawiła. Zły stan 
drogi i iih'c, wiodących do środka miasta, po- 
większały jeszcze trudnośd. Pfa tern cierpiał 
przemysł i handel, a nawet i życie toHar/yskie. 
Lecz jnk temu zaradzić? Przeszkody zdawały 
■ię nieprzełomne. Skały prawie prostopadłe, 
nit których znaczniejsza część miasta stoi, zda- 
wały się niweczyć wszelkie podobieństwo, żeby 
jakikolwiek wygodny w"'%zd mógł być zrobiony; 



z drngiej strony zda 
przed sie wzi JM e, wjst 
ny, •czy kamienny w 
koąć - przykrego zjar 
bowiem powinna by 
długość neatn, była 
Wydatek na iśki ni 
być kamiennym^ prv:t 
biednych mieszkań ci 
bogatem, mało odwi\ 



- V . ■ 
lę być zbyt śmiałi 

fam most czy drewnin- 

j wysokości, aby tiiii- 

wjazdn; wysokość la 

cechodzić loO slóp, a 

teko większą jeszcze. 

ytaszcza, gdyby miał 

iłb^t daleko zamożność 

» to miasto nie jest' 

B, nieludnem. i nie 



Hczy prćcz przedmieściów flięcej, jak 9000 
mieszkańców. 

Kilku gorliwych o dobro swych współbraci 
obywatel), którzy słyszeli o mostach wiszących, 
wystawionych w innych okolicach, starali się 
przez subskrypcyą zebrać potrzebny fundnsz na 
Bpewnienie się, czy takowa bndowa mogłaby 
być zastosowaną do miejscowości Frejburga> 
Gdy już potrzebną złożono snmmę, zasiągniono 
rady znakomitych Jnżenierćw, i po rozirząśaieniu 
planów różnych w tej mierze współubiegąjących 
się, projekt Pana Chaley, który wystawił most 
di^cianny w Beaiicnire i innych miejscach po- 
łndnio^tej Francy i, otrzymał pierwszeństwo. 

Pierwsze zebranie się ^kcyonarzów miało 
miejsce lOp" Marca 1830 i tam wyznaczono ko- 
mitet do nadzoru budowy mostu, złożony z lO*^'" 
członków, do których później jeszcze 10 no- 
wych dodano. 

Po tych układach, niezwłocznie zajęło się po- 
trzebnemi poprzedniemi przygotowaniami; łe£Z 
niespokojności, 1830 rohn we Francyi zrodzc 
szczególny *" * ' " ■" ■■ 



ski, 



'. równie 



wpły 
e jak 



w miały na kanton' Frejbnrg- 



niepoTOzii 



I, wynikłe mię- 



dzy przedsiębiercanii a komitetem, wstrzymałj 
robotę w powstaniu; jednak żywe pragnienie oby- 
nateh, widzieć ten most nskntec/.nionym, i nie- 
zmordo^tana gorliwość niektórych przodkujących 
członków komitetn, ożywiły ten już prawie za-^ 
sypiający projekt, tak, iż w Marcu 1832 piei^- 



214 



\V8zy kfitmień rzucony zosta?, clo jednej z bram 
\i^jezdnycli n^ ten most, budowanych przez Ar- 
chitektów Krazera i Briiggera: od tego czasu cała 
robota w rozUcznych jej częściach, szta z wiel- 
kim pospiechem, i bez najmniejszej przeszkody; 
dla ułatwienia jej, i dania robotnikom sposo- 
bności przejścia bliskiego, z jednej na drugę 
stronę rzeki, wystawiono tymczasowy most na 
Saonie. 

Mimo tę gorliwość, zakładowe towarzystwa 
fundusze, nie wystarczyły do końca roboty: no- 
wych ofiar i darów potrzeba było do zastąpie- 
nia potrzeb, w czem rząd przez loteryją, w. tym 
oelu zrobioną, sinnmą 80000 fr. się przyczynił. 
Przy tej pomocy, udaio się Akcionaryuszom wi- 
dzieć 9. Czerwca 1834 roku, pierwszy drót roz- 
pięty w poprzek głębokiej aoliny, po którym 
tysiące innych, jeden z nim sznur ogólny składać 
mających drótów, wkrótce równym rozpięte zo- 
stały ląposobem* Dwa takie ogromne zawisły 
sznury, i zaraz potem od nich podrzędne drugie, 
dla unoszenia szczególnych części mostu prze- 
znaczone, spuszczono sznury, i na nich macice 
zamieszono, na których w oka mgnieniu prawie 
dylowy stanął most, najprzód tylko zdatny dla 
pieszych, lecz wkrótce droga pojazdowa i silne 
poręcze były urządzone i 8 go Października, od- 
osobnieni dwóch części miasta mieszkańcy, oczom 
swoim wierzyć niechcąc, z okrzykami najżyw- 
szego uniesienia, witali pierwszy powóz w pę- 
dzie przez most przebiegający, i wkrótce potem 
sa nim ciężki Berneński Diliżans. 

Poręcze choć kształtu najprostszego, dodają 
jednak mostowi wiele ozdoby: każdy powóz, 
choćby najbardziej był ładowny, może bez oba- 
wy przechodzić; a jeżeli ucho od ten tentu, który 
stąpanie koni na moście sprawuje, nieco jest 
przerażonem ; najlepszy jednak wzrok, w ogro- 
mnych dwóch drótowych sznurach; ani w ja- 
kiejkolwiek części mostu, najmniejszego ruchu 
iiiedosti'zega : nawet piesi, żadnego drgania nie 
czują. — Mieszkańcy zaś, przyzwyczajeni da- 
wniej z takim mozołem, niebezpieczeństwem i 
stratą czasu, przebiegać z jednej części miasta 
do drugiej, niepojmują sie z zadziwienia, jak 
dzisiaj prędko i bezpiecznie, z jednej strony na 
drugą dostać się mogą. 

Cała budowa mostu tego, jest zawieszoną na 
dwóch ogromnych sznurach, albo raczej pękach 
drótowych, mocno z obydwóch końców przez 
głębokie wpuszczenia do skały przytwierdzo- 
nych. Na obu końcach mostu wystawione bra- 
my, na których te sznury się opierają, służą 
«ivym ciężarem za przewagę od nacisku pier- 



wszystkie ankrami żelaznenii powiązano. Na 
same ankry wyszło 570 centn. żelaza. Wyso- 
kość tych bram aż do podpory sznurowej, wy- 
aosi 65 stóp Bern. wysokość wolnego przejasau 



45 st. szerokość 20: głębokość ]9,*griib(^ść ścian 
z obu stron drogi po 14 st. — Sznury jprzepro-^ 
wadzono po bramach, wpuszczone są za niemi' 
do głębokich \y skale na 54 stóp głębokości, w 
pochyłym kierunku wykutych galeryi, gdzie do 
ogromnych brył, 16'^" innenii łańcuchami i 128 
ankrami, 1024 IT. żelaza ważącemi, prżyt%vier- 
dzone zostały. Każdy z tych drótowych sznn- 
rów, składa się z 2000 drótów dwuhniowych; 
.ma długości 1280 st. i waży 965 Ctn. sznurów 

Eoprzednich noszących macice jest 164; przy 
ażdym wielkim sznurze, w^ oddaleniu pięciu 
stóp, jeden od drugiego, wiszą one za pomocą 
pierścieni z kutego żelaza, przez które główny 
sznur przechodzi: trzymają żaś belki przez mur- 
enę antaby, z kutego także żelaza zrobione: 
długość tych sznurów od końców do środka 
mostu coraz jest mniejsza, i tak od 60 stóp do 
pół stopy tylko przychodzi: każdy złożony z 25 
drótów. ]\Iacic zawieszonych jest 166, na któ- 
rych najprzód cztery rzędy podłużnych belek 
położono , a na tycn dopiero dylowy pomost : 
średnia dla pojazdów droga 16 stóp szerokości 
mająca, jest oddzielona od d>t'óch chodników po- 
ręczą dębową, 4 stopy wysoką. — Chodniki ma- 
ją po 3 stopy szerokości. Cała długość mostu 
jest 041 st. wysokość nad rzeką 163 st. Żelaza 
wyszło na całą budowę 1600 Cent. drzewa 2700 
Cnt. Podług dokładnego obrachunku może most 



ten unieść 48000 Centn. 



M. P....r. 



Karol XII., król Szwedzki. 

Zdaje się, iż naszym dopiero zostawione byio 
czasom prostować przodków naszych pomyłki i 
uzupełniać ich podania. Wiek z okładem minął, 
jak monarcha Szwedzki, Karol XU., w kwiecia 
swej młodości, chcąc przodkom swoim wyrównać 
a może ich przewyższyć, uniesiony żądzą chwały^ 
w^strząsł północną Europą, a przebiegłszy jak bły- 
skawica, nie znane sobie dawniej kraje, rozniósł- 
szy po 8axonii, Polsce, Prussach, wielkiej części 
Rossyi, wojny pożogi; wtargnąwszy nawet w 
Turcy i granice, powrócił sam, bez wojska, do oj- 
czyzny, aby poledz śmiercią bohatera w boju, do 
którego zdawał się stworzonym. 

Zycie Karola Xii. przez Nordberga, ka- 
pellana dworn, zbyt stało się już rządkiem, i nł# 
dla wszystldch przystępnem: dziełko zaś Wol- 
ter a, przy swej jednostronności, nie zasługuje ni- 
gdy na imię hisforyi, i pomimo wzorowego styłu, 
jakim się zaleca, za romans raczej uważanym byi 
musu W roku 1834 wyszło w Sztokołmie, w 
Szwedzkim języku, nowe dzieło, Rotmistrza 
Kunta of Lundblad, .pod napisem: Historya 
Karola X1I« Autor obiecuje w przedmowie, po- 
nieważ mu arcliiwa publiczne i pamiętiyki pry- 
watnych osób dokładne obeznanie się z stanem 
rzeczy ułat^viły, wystawić wiemy obraz czynów 
żyjącego po d;Eiś dzień w pamięa narodu monar- 
chy, . Z pierwszego Tomu dzieła tego, na nio- 



215 



niecki język, z Mielu dodatkami z Archiwum w 
Kopenhadze, przez Kapit. duńskiego v. Jens- 
seity przetłumaczonego, a zawierającego spraM^j 
Kiiróla, od młodości aż do zawai*cia związku z 
Hetmanem Zaporożcilw Afazepp^, udzielamy Czy- 
leluikom naszym niektórych szczegółów* 

Karol XIL, był synem Karola XL i małżotiki 
jego Ulryki £leonory. Karol XI., był surowym 
panem, ząjptym jedynie szczęściem SMTch podda- 



nioslej i dumnej kobiety, obawa, komu zostali po 
sobie berło, miał bowiem same tylko córki, czy- 
niły go coraz bardziej ponurym, a nawet dla cno- 
llit^ ej i pobożnej małżonki przykrym. Nagle czo- 
ło jego rozweseliło się, gdy Ulryka powiła mu 
ayna, w roku 1 682. Uważano przy urodzeniu jego 
na położenie planet, a ponieważ dnia tego gwał- 
towny wicher wielkie poczynił szkody, i w znacz- 
nej części miasta dachy pozrzncał, prorokowano 
z tego, iż noMo narodzony monarcha burzliwego 
będzie charakteru, i panowanie jego wielkie klę- 
ski iia, kraj sprowadzi. Picr>\sze lala przepędzał 
młody królewicz pod dozorem cnotliwej matki, 
która przede wszy stkiem na ukształcenie serca 
wplyM-ała: później wybrał mu ojciec doświad- 
czonych nauczycieli, i sam plan nauk przepisał: 
8zcze,'?ó!n]ej zajmowały młodego Królem icza umysł 
Korneli (i:i>za Neposa żywoty i kommcntarze Će- 




8wa kampanią odbywa. Kurcyusza, o którym 
Wolter M sponiina, nie czytał Karol w młodości, 
\r ^Tprawacii swoich wojennych miał go dopiero 
polubić i nosić zawsze przy sobie. Przedewszy- 
fitkiem* zalecił Karol XI. nauczycielom następcy 
tronu, aby go odwodzić od Myniosłości, a przy- 




bionenii były zatrudnieniami Królewicza: francu- 
skiego języka i tańca nielubił, i uczyć ich się nie- 
.chciał. 

Od lat dziecinnych okazywał KaróI upór nie- 
ugięty na prośby i przedstawienia; często obja- 
Miał piękne zdania i myśli zupełnie oryginalne. 
Wychowanie jego wielkiej doznało przenry po 
zgonie matki, która w lliy^i roku utracił; ojciec 
bo\^'iem brat go z sobą w podróżach s>vych po 
kraju, aby mu smutne po stracie małżonki oała- 
dzał chwile. W polowaniach i gonitwach, nad- 
zwyczajne znajdował upodobanie: w ]2iyni roku 
ubił od razu wielkiego niedŻMiedzia, w oczach 
ojca, a gdy wsiadł na konia, koniuszy prosić go 
musiała aby żywość swoją poskramiał* 

Jako się rozwijały Mładze uinysłn i ciała Ka- 
r&Ia, tak po powrocie s^ioim z podróży do Tamei, 
słabiał coraz bardziej ojciec jego« Już w roku 
1693 •bjawił on w zrobionym testamencie, przy 



śmierci małżonki, ostatnią wolą swoją, którą do 
zachowania urządzeń swoich, wszystkich zoboM ią- 
zał, a w małoletności syna, oddał królest\i'o mat- 
ce swej Jadwidze Eleonorze, dodając jej pięciu 
opiekunów : Oxenstiema, dwóch Gyllenstolpe, Fa- 
biana Wrede i Larsa ^allenstedt. Stany pań- 
stMa powołyM^aly jednomyślnie na tron peł- 
nego nadziei Karola, odwołując się na przykład 
Gustawa Adolfa, który w młodym wieku berło 
ująwszy, m cale oczekiwań narodu nie zawiódł ; 
spodziewano się bowiem, iż blaskiem tronu uwie- 
dziony Karol, w urządzeniach poczynionych przez 
ojca, zaprowadzi niektóre odmiany. Wymow-ny 
i obeznany ze sprawami państwa Oxenstiern, 
wystawił w obliczu stanów świetny stan króle- 
stwa, prosząc niebios, aby zlały sMe błogosła- 
wieństwa na młodego piętnastoletniego rządzcę. 
14 g'^ Grudnia 1697 nastąpiła wspaniała koroua- 
cya, a skarby, zgromadzone staraniem poprzedni- 
ka, przydały się na koszta uroczystego obcho- 
du, i niewidzianego dotąd przepychu na północy. 
Z początku nieokazjwał KaróI wcale troskliwo- 
ści o los państA^a ; oddany zabawom, przepędzał 
czas na łowach i turniejach, gdy nieprzyjaciel* 
jego zwićizek z sobą zawarli, aby korzystać z jego 
młodości. August II., król Polski, chcąc utracone 
w ostatniej* wojnie Szwedzkiej odzyskać kraje, 
złączył sie z Fryderykiem IV., .królem Duńskim 
i Piotrem W., Carem Rossyi, dla latw{(?js^ego u« 
pokorzenia Szm ecyi. Dania zaczęła pierwsza nie- 
przyjacielskie kroti, zabiercijąc xięstwa HoLsztvTfi-' 
skie; lecz dowiedziawszy się o tem Karol, stanął 
gotów do boju, którego pragnął, i z liczną flotlą,. 
pałając żądzą pokazania wszystkim, iż umie mę- 
żnym swoim rodakom przywodzić, okazał się na 
brzegach Danii, i sam, i'zuciwszy się z batu w mo- 
rze, pierwszy na obcej stanął ziemi. Pokój za- 
warty z zagrożonym Duńczykiem w Trawen*^ 
dalu (1700), dał sposobność obrócenia siły pFze- 
ciw dwom innym nieprzyjaciołom. August oble- 
gał wtedy Rygę, a Piotr W. wkroczył był do 
krain nad zatoką finicka położonych, i stał w ob- 
warowanym obozie pod Narwią. Z szybkością 
błyskawicy, rzucił się Karol z armią swoją w tę 
strono, a rozproszywszy potęgę Rossyi w mgnie- 
niu oka, zwTÓcit się przeciw Sasom, którz;^ już 
mocnego oporu ze strony mieszkańców Rygi do-* 
znali byli, spędził ich od Dźwiny, tak, iż niedo- 
bitki ich, opuściwszy, zupełnie Kurlandyą, w la- 
ssach i na bagnach' Żmudzi, schronienia szukać 
musiały. Mógł wtedy Karol XII. dyktować obu 
Monarchom pokój, kez widząc Litwę w niezgo- 
dzie, z przyczyny Sapiehów i Ogińskich, nie- 
chęć powszechną ku wojskom Saskim, nieszcze- 
rość Prymasa Radziejowskiego, ndał się w pogoń 
za Augustem z niezliczną jazdą, i postanowił po-^ 
zbawić go troniir Pomimo usiłowań Augusta,, 
aby zaw rżeć pokój, zaczepiony bohater,^ stał się 
nienbłaganymr Zwycięztwa pod Klissowem (19* 
Lipca 1702), ułatwione niezgodą Polaków i fS^ 
wSw, rozniosło pożar M^cjnj po całej Pcdsce, od- 



316 



aknlkien: wtargnęły wojftka Sswedakie u Wo- 
łyń, a wazedzic pnjjmowano, prsjnajiniii^j c 
udawana raaośdę, Stanisława xa kc&Ia. ' 

C&ORiec nastąpi.) 



Przysłowia, piosoki gmiiine i t. p. 

Do świętego ducha, 
nie zdejmuj kożucha; 
A po iwiętym duchu, 
Gb6dź znoMu w koiadiu. : — 
Na A. Szczepan, każdy sobia paa, — 
Ś. Bartłomiej, śniadanie prsytluni. 
Po Ś. MateuazD, każdy k... w kapelusza. 
Rzepę mi na polu zapali — 
(in6wi ten, ktiry aif zensty cudząj nio obawia.) 
Konia szuka, a siedzi na nim. 
Ciemny, jak Ubaka w rogu. 
Śpiewać darmo, boli gardło. 
Już diień, gdyby ni«ki wól 

(nówif aa w«, skoro już dobrze dnieje.) 



Kartil Xn., KtH Szwedzki. 

dato Kraków w ręce zwycięzcy, wywierającego 
zemsta iM-^, aa wszystkich priywi^zanyclikrólowi. 
Województwo Poinańskie i Kaliskie zawarły 
zui^Hk: Karol umiat korsyslaó z lij oknliczno- 
8ci, powiększył nim bii»iein parlyą przeciw Au- 
gustowi; a gdy na czele jej stanął Prymas Ra- 
dziejowski, złożono An^Eta z tronu, i o);łos£ono 
dnia 2. Maja 1705 bezkrólewie, i za Mptywem 
Szwedów, obrano kr&lem Stanisława LestCEyń- 
^iego, Wojewodę Poznańskiego, którego piękne 
przymioty umiał Monarcha Szwedzki poinaó i 
oceuió. August pozbawiony tronu, nie bvł nie- 
czynnym. Pu dwa razy zbliżały się wojska jego 
pod Warszawę, i wpraitiały w trwogę nowego 
Króla, gdy Karot X(I. m' ItaMiczu, z większa 
częścią armii, na leżach zimowych zostawał. 
Uwiadomiony bohater północy o zamysłach Au- 
gusta, przyspieszył zwlekana dotąd koronacyą 
Śtaui^ława, a chc^c przywrócić pokój stały w 
Polsce, postanoułt przenieść wojnę do Saxonii, 
Wyprawa jego, przeciw połączonym siUm Au- 
gusta i RoBsyi, pomyślnyw iiwieńcmna została 



Burmistrzanka. 

(B.lUda pminna.). 
Da robiło dwóch rybaków aa rzece. 
Wyłowiło dzieciatecżko w kolebce. 
1 zwotauo miejskie panny, zwalano, 

dzieciątko i o matkę pytano. 

1 w cierwieni miejskie panny, w czerwieni. 
Tylko jedna burmistrzanka w zieleni. 

I tonęła burmistrzanka- tonęła, 
Obaczyła siostrę ■(toja, muwifa: 
„O ratuj mnie siostro moja, ratuj nittie.' 
„Niech nie ginę sama jedna tu na dnie!'* 
,,„A luń do dna, siostro moja, toń do doa, 
,,„A buści ty ratowania ni^odBa!"." 
I tonęła burmistrzanka, tonęło, 
Obaczyła brała awrgo mówiła: 
„[{aiujżeż mnie, o bracie mój, raluj miiie. 
„Bu tu zimnu — acli i ciemnii tam na dniw!" 
,,,,A toń do dna, siostro moja, toń Jo dna, 
„„A bości ly ratowania, niegodna!*'" 
1 tonęła burmistrzanka, lunęła, 
Obaczyła ojca swego, muwiła: 
„Ojcze wyciąg rękę twoją lu do mnie, 
Bo tu zimno — i ukrupnie lam na dnie."* 
„„Nie połiam ci, córko mojd, niegodna — 
„„Ach toń do dna, nieszczęśliwa, toń dodna!"" 
i tonęła córka jego, toncta 
I jeszcze raz yv nad wodę spłynęła. ' — 
Utonęła burmistrzanka niegodna. 
Utonęła, siostra, córka, aż du dna. 



Haktade 



drukiem Ernestą Giiulbera w Lesz 



(.Ked. Cieclijułki.) 



Przyjaciel Ludu. 

Rok drugi. No. 28. L,....,drf,».8.j™i.l83S. 






21S 



Zniknęła jus poclobno % teatru jwiata, potę- 
iną njegdji partja Napaleonistiw, którzy bę- 
dąc aktorami lub świadkami wojennej sla^vj ce- 
sana, mar^jli ciągle o świetnych tryumfach broni 
francuzkiej. Od czasu jak Napoleon, zakończył 
awśj ziemski suwód, przykuty jak drug^i Prome- 
teusz do skat Śtej Heleny; uKoity siif namiętno,- 
Ici, a on sam, jako nadzwyczajny człowiek, u 
najzaciętszych nawet nieprzyjaciół, stał się celem 
rimnej rozwagi i podziwienia. Nie jest naszym 
samiarem, opisywać życie tego wojownika, wa- 
żącego czas niejaki losy całej prawie Europy; 
chcemy tylko wystawili ten moment, jak po raz 
ostatni w bitwie pod Waterloo, pasując się z 
niestałą fortuną, ulega na zawsze przemocy, i 
przyjmuje rozkazy z rąk zwycięzciiw*. Okazując 
zawsze krew zimną i serce z twardego glażu, w 
tej stanowczej chwjU, niemógł się przecież oprzeć 
mocnemu wzruszeniu: przedziera się aź do ostA« 
tniego bataijonu rezerwy, gdzie był wystawiony 
na morderczy ogień dział nieprzyjacielskich, i 
v^idzi chwiejące się szyki swych niegdyś zawsze 
Bwycięzkich zastępów. Generałowie i Marszał- 
kowie powiększej części ranni, zaklinają go, aby 
Bi^ nie narażał na oczywistą śmierć* Zdaje się 
ze nic nie słyszy, nie widzi; bo jego wzrok po- 
nury utkwił, jakby zaczarowany, w czworobokach 
gwardyi, która słaby już tylko daje odpór. Już 
nawet osiwiały w boju grenadyer wyrzekł owe 
złowieszcze słowa „sauye qui peut^^ (uciekaj, 
kto może) roznoszące postrach po złamanych 
<z}kach Francuskich zastępów; on jeszcze patrzy 
w to miejsce, aż go uciekający tłum z sobą unosu 
Tę to ważną chwilę w życiu Napoleona uchwy- 
cił malarz francuski Sten ben i wydał z prze- 
dziwnym talentem. Zdaje nam się, że go wi- 
dzimy przed sobą w tej ostatniej olbrzymiej wal- 
ce, jak opuszczony od szczęścia, z losem walczyć 
osiluje. 

Napoleon po wylądowaniu z Elby przekona- 
wszy się, że powtórnie cała prawie Europa prze- 
ciwko niemu się uzbraja, poruszył wszystkie siły 
Francyi, i uorganizował je z nadzwyczajną szyb- 
kością Pierwszy jego plan był: odpornie tylko 
wojnę prowadzić: ufortyfikować najważniejsze 
twierdze^ obsadzić je mocnemi załogami, a dla 
siebie zostawić armią znaczną, z którąby był 
w stanie każdemu zagrożonemu punktowi przybyć 
na pomoc. Plan ten początkowy, zmienił na 
przedstawienie rady wojennej, i postanowił z ową 
szybkością, której zawsze był winien swe zwycię- 
stwa, nderz^ć wstępnym bojem na nieprzyjaciela. 
Lecz w Belgii już się byli zebrali sprzymierzeńcy : 
Anglicy, Prusacy, Hollendrzy, Sasi, Brunświczanie 
i lianoweranie w liczbie 224000. Tam więc 
Napoleon zwrócił swój oręż: stanął dnia 14. Czer- 
wca 1815 roku, na czele 84000 piechoty, 21000 
jazdy i 350 armat na granicy francuskiej: Dal- 
szy ciąg ib} pamiętnej wyprawy i bitwy pod 
Waterloo, tak nam opisują Francuzi: 

Armie Angielska i Priiska pod dowództwem 



Wellingtona i Bl&chera, rozrzucone po swych le- 
żach, tworzyły zbyt rozległą linią. Napoleon 
przedsięwziął napaść na nieprzygotowanych, rzn* 
cić się pomiędzy obiedwie armie, rozłączyć je, a 
potem pobić jedne po drugiej, i najprzód uderzył 
na Prusaków^ Plan ten zdawał się tym pew- 
niejszym, że sprzymierzeni niespodziewali się tak 
prędkiej napaści. Lecz tegoż samego dnia (14« 
Czerwca) trzech officerów wyższych przeszło do 
nieprzyjaciela, unosząc z sobą tajemnice ułożone- 
go attaku; dla tego więc Prusacy zdołali na- 
prędce zgromadzić się. Bitwa pod L(gny do 15. i 
16. Czerwca przymusiła armią Pruską do szyb- 
kiego oduTotu, lecz jej nie zniszczyła, i nie mia- 
ła tych skutków dla broni Francuzkiej, jakie 
sobie obiecywano., Mars^^alek Nej odebrał dnia 
16 rozkaz, opanować najważniejszy punkt, mia- 
sto Quatre Bras, gdzie tylko rozproszone dywi- 
zye Angielskie połączyć się mogłj, a oraz ude- 
rzyć z tyłu na armią Pruską: „Być może, mó* 
wił Cesarz, że w tjm dniu (16. Czerwca) w prze- 
ciągu trzech godzin, los. wojny zostanie rozstrzj- 
gniony; jeżeli Nej wykona mój rozkaz.^^ Atoli 
rozkaz ten nie został wjkonany: armia Pruska 
uskuteczniła odwrót, a dy wizye Angielskie, które 
pojedynczo miały być zniesione, połączyły się 
także. Taki był wstęp, a raczej zła wróżba bi- 
twy pod Waterloo. Z rana dnia 17. Czerwca 
armia francuzka uszykowana na placu bitwy pod ^ 
Ligny, widziała wojsko Pruskie, cofające się przez 
Wayres ku Bruxelli, a po lewćj stronie w Quatre 
Bras połączonych Anglików. Cesarz rozkazał 
Marszalkowi Grouchy, który dowodził leuem 
skrzydłem, ścigać wojska Pruskie, i niedopuszczać 
im połączenia się z Anglikami, a oraz zostawać 
zawsze w związku z czołem armii francuzkiej* 
Tak więc zapewniwszy się (jak myślał) z t^j 
strony, zwrócił całą uwagę na Anglików, cofa- 
jących się ku Bruxelli. Zwłoka w wykonaniu 
rozkazów^ danych lewemu skrzydłu francuzkiemn^ 
nie dozwoliła tak żwawo przeć nieprzyjaciela, 
jak było można, a oraz zmusić go do przyjęcia 
w tym dniu stanowczej bitwy, Napoleon oba- 
wiał się, aby Wellington nie korzystał z ciemno- 
ści nocy, i nie uskutecznił odwrotu; przeto ucie- ' 
szył się bardzo, gdy nazajutrz dnia 18 pierwsze 
promienie słońca ukazały mu Anglików na 
ostatnitj pozycjri, gotowycli do przyjęcia bitwy. 
Od deszczu lejącego przez kilka dni jak z cebra, 
rozmiękła była ziemia, dla tego obroty wojsk nie 
mogły być wykonane z. taką szybkością, i to 
było przyczyną, że dopiero ORoło litej godziny 
można było uderzyć na Anglików. Już walka 
trwała blisko godzinę, gdy Napoleon ujrzał w 
odległości znaczną armią pośpieszającą do boju 
na lewe skrzydło Anglików. ByU to Prusacy,' 
pod dowództwem Generała Biilow, i natychmiast 
wysłał swe rezerwy pod Generałem Lobau dir 
wstrzymania ich: Bliicher przeciwko Marszałko- 
wi Grotfchy zostawił 10000 dla wstrzymania go, 
a resztę wysłał Anglikom na pomoc. Armia 



219 



Francuzka, osłabiona korpnaem pod Generałem 
Lobau, nie zaniechała na moment walki. Woj- 
sko Angielskie heroiczny dawało odpór, jedna- 
kowo, tak twierdzą pisarze francozcy, przełamał 
je zapał ^renadyerów. 5^<^j godzinie zwycię- 
stwo juz prawie było w ręku Francuzów: wszy- 
stkie bagaże juz z wielkim pośpiechem zaczęły 
cofać się do Bruxelli. Wellington wylewając 
łzy z powodu okropnej rzezi, którą widział w 
swych szeregach, zawołał: „jeszcze kilka godzin 
upłynie, nim te waleczne pułki. zostaną porąbane 
w kawałki. Dalby Bóg zęby tylko Prusacy 

iirzybyli!^^ I przybyli, jak sobie życzył Wel- 
ington. Łobau mu%iał się cofnąó przed przewa- 
żającą siła, a tak Generał Biilow połączył się z 
armią Angielską : silniejsze oddziały wysłane prze- 
ciwko niemu, zmusiły go znowu do cofiiięciasię 
i zostawienia Anglików swemu losowi*. W tej 
diwili (okuto 7 tej godziny wieczorem) nadciągnął 
nowy korpus Prusaków, pod dowództwem naczel- 
nego wodza Bliichera, a Grouchego nie byfo wi- 
dać. Potrzeci raz odnowiona bitwa, lecz z tak 



stkieh obrotach Napoleona na moment nie spu- 
szczają z oka. 



Klasztor PP. Norbertanek w StrKeliiie 
(w Departemeocie bydgoskim.) 

W smiennej kolei rzeczy ludzkich, niemasz 
nic stałego na świecie. Upadają najpotężniejsze 
państwa, nikną z posady ziemskiej wspaniałe 
grody ;^ nieużyty czas nie ochrania nawet najlep- 
szych instytocyi i dzieł ludzkich. Co gorsza, z 
zmianą wyobrażeń, z zniknieniem potrzeby, za- 
pominamy wnet o przysługach, które zakłady te 
ludzkości 1 krajowi niegdyś wyświadczyły. Tak 
się ^ miedzy innemi , dzieje teraz z zakonami. 
Umierają, że tak powiem, jedne po drugich, a 
nikt na grób ich nie rzuca kwiatów, nikt na- 
wet z członków tydi zakonów, nie bierze pióra 
w rękę dla skreślenia ich dziejów, dla okazania 
światu, że poprzednicy ich nie nadaremnie chleb 



dać. Potrzeci raz odnowiona bitwa, lecz z tak duchowny pożywali, że zasługi zakonów, zwła- 
nierównemi siłami, że już nie można było po- szcza w średnich wiekach, dla kraju i kościoła 



poruszył byt w;szystKie swoje rezerwy 
wszystkie jego rozkazy były wypełnione, lecz 
jeden korpus Francuzki zaczął się chwiać i pierz- 
chnął: przez ten wyłom rzuciły się nieprzyja- 
cielskie zastępy, i zalały armią Fracuzką: zaczęła 
aię rzeź okropna, ponieważ gwardya francuska nie 
chciała pardonu. Wtedy to Napoleon stojący na 
pagórku pod Belle .Aliiance, zkąd dokładnie całe 
pole bitwy przejrzeć mógł, rzekł do otaczających : 
„zamieszanie! wszystko straoone^^ i oddalił się z 
placu bitwy. 

Przybycie naczólnego wodza Bliichera, wła- 
ściwie rozstrzygnęło los t^j krwawej bitwy: on 
także z \tielką natarczywością ścigał Francu- 
skich niedobitków: 150 dział zdobyli Prusacy, 
tyleż prawie Anglicy. Tymczasem strata Angli- 
ków, jak się wyraził Welbngton w urzędowem 
rapporcie była ogromną: 100 officerów legło 
na placu, 500 rannych, a wielu śmiertelnie. 
15000 żołnierzy poległo na placu, nie licząc straty 
Prusaków pod Wawrem: cała Anglia po tej bi- 
twie w żałobie została pogrążoną. Ile Francu- 
zów legło w bitwie, a szczególniej w ucieczce, 
trudno obliczyć, z 75000 zaledwie połowa zdo- 
łała się zebrać. 

Niemasz nic %przeczniejszego, jak rapporta 
wodzów przeciw sobie walczących; tak o wy- 
padku bitwy, jako też i pojedynczych szcze- 
gółach, przeciwnych stron pistorze, interesem lub 
namiętnością powodowani, różne a najczęściej prze- 
sadzone podają wiadomości. Dla tego zaś po- 
szliśmy za francuzkimi pisarzami, ponieważ dość 
bezstronnie tę bitwę, jak nam się zdaje^ wy- 
stawiają, a nadto, co z naszym obrazkiem w 
bliższym jeszcze sostaje związku, we Hszy- 



lub owym klasztorze w prowincyi naszej. Za* 
czynam od opisu klasztoru Norbetanek w Strzelnie. 
Antoni Kraszewski, opat- witowski zgroma- 
dzenia xieży Norbertanów, czyli kanoników pre- 
monstratenskich, w dziele: Zycie Świętych 
sług boskich zakonu premonstrateń« 
s kiego, wydanem w Warszawie 1752, opiera* 
jąc się na powadze podań mie/scowych, uważa 
za fundatora klasztoru Norbertanek w Strzelnie 
Alexandra xięcia Kujawskiego, roku 1124, i 
twierdzi, że xiążę ten osadził pierwiastkowe przy 
nim opata i zakonników Norbertanów, którzy 
przez stoletni przeciąg czasu klasztor ten posia- 
dać wyłącznie mieli. Przeciwnie Długosz po- 
wiada, że Piotr Duńczyk, założy wszy w roku 1124 
klasztor Norbertanek we wsi Kalino pod Izbica- 
mi, w dyecezyi włocławskiej, przeniósł go w 
roku 1133 do Strzelna. Zważywszy, że w ro- 
ku 1124 nie było jeszcze xiąźąt wielko- polskich, 
a lem mniej Kujawskich, (szereg bowiem xiążąc 
wielko-polskich dopiero Mieczysław stary roku 
1139 rozpoczął); zważywszy, że o Alexandrzey 
xięciu Kujawskim żadnej wzmianki w historykach 
naszych niemasz, twierdzić można MJele, że uę 
Kraszewski pomylił, i że Piotr Duńczyk, a nie 
kto inny, klasztor w Strzelnie założył. Z reszta 
cóżkolwiek bądź, -klasztor Strzeliński należy nie- 
zaprzeczenie do najdawniejszych w prowincyi na- 
szej. W samych zaraz początkach uposażony 
został obszernymi dobrami, których nazwiska 
znajdzie czytelnik ciekawy w wymienionem wy- 
żfej dziele Kraszewskiego; Dzieje tpgo klasztory 
od samego założenia aż do dni prawie naszych, 
gruba zakrywa ponzruka. Prócz następujących 
kilku szczegółów nic uięcej z zdarzeń 'lego' mo- 



MO 




Klaizi 



ńailerii wjjleilzić nie mogleiD. Za czasów Jana 
KaitinierzB, [ÓHoie juk wiele innjcli ttomńw bo- 
żych,, itupiony hjl od Siwedów. W roku 1708, 
f-Aj w l^j stronie powietrze morowe srodze gras- 
<on'aIo, wjmarli wsejscj lakonnlcy, których lu 
zwykle do posług duchoMnycIi parochii i zakoo- 
nicf po dziesinciu bywało. -ŚzczęŚliwsie były za- 
konnice, które ścisła klauzura ocaliła. W sku- 
tek dwócli wojen, albo raczej napadó^r Szwedz- 
kich na Polskę, klasztor Slrzeliiiski podupaJt tile- 
zmiernie. Podzwignąl go z gruzów Pawtl Wol- 
ski, proboszcz, zmarły w roku 1728. Ten da- 
wne mieszkanie proboszczowskie z drzevta wy- 
. stawione zniósł, a w jego miejsce nowe wygo- 
dniejsze z cegiet wystawił, i dwie wieże muro- 
wane na kościele zbudował. Następcy jego Mi- 
kołaj Łukowski i Józef Norbert Łuczycki, przyo- 
zdobili kośriól wewnątrz marmurami i przybta- 
wienieni du niego kilku pięknych kaplic. 

Klasztor PP. Norbertanek w Strzelnie ! mie- 
■łkanie proboszcza są budowami z nowszych cia- 
■ów, i nie zasługują na uwagę znawców. Prze- 
ciwnie kojciół, należy do najdawniejszych gma- 
ch&w w naszej prowiocyi. Starożytność te jego, 
potwierdza styl budowy I ściany w znacznej czc- 
. ici z polnego kamienia stawiane. ^J Przez czę- 
ste atoli naprawy i przyozdobienia utracił kształt 
swój pierwiastkowy. Kaplica Ś, Prokopa, cata 
z kamienia polnego, jest niewątpliwie najdaw- 
niejszą częścią kościoła. Wewnątrz jest kościół 



loiny m a k.,i«i«nia 
Uiaj«ii,i5»)iiiiudsij bill 



1,1.1 eii 



, Móryci. 



Slrzelnie.- 



nader okazały i lawiers w sobie wiele namn- 
rów; mifdzy innemi cała posadzka jest z- tafli 
marmurowych, czarnego i białego kotorn, w sza- 
chownicę ułożona. Przytem znajduje się w nim 
kilka pięknycd nagrobków z czarnego marmuni, 
poświęconych pamiątce probuszczów miejscowych, 
jako to: Sierakowskiego, zmarłego w roku 1635. 
1'awla Wolskiego, zmarłego w roku 1728 i I. d. 
W jednej części kościoła umieszczono nagrobek 
mniemanego fundatora kościoła, jakiegoś Alesaa- 
dra xiccia Kujawskiego, z następującym, pełnym 
prostoty napisem, położonym w roku 1748. 

„Paii dziediiciny na Kujawy 

Alftander f^odiieii iłiwy 

NUJmierirltićj tu f<ina<iwał. 

Dochodami ipronidował, 

Nfji'berl.1 lyiiów ■ Opaiem, 

Niin tif pożca;ii>ł z (yni inriitem, 

y.l.jiyl berła i korony, 

W niebieskie sii; wybrał iirony. 

Żyio w sercu i pamięci; 

iNj duŁumeni szczerej cięci, 

'1'cit ujgrobtŁ III lokuje, 

Czysty zakou tak wotuje : # 

M.di ci rLiciUó. wiecimi.-,. 

W niebie iwiąiydi »p[.!^ciiiojL;.fl. 

W klasztorze Slrzelińskim bywało niegdyś po 
kilkadziesiąt zakansiB, z pierwszych domAw Ku- 
jawskich, i po 8 — 10 zakonników wraz I pro- 
boszczem. Niektórzy pnibosEczowie tutejsi byli 
ludzie uczeni i mający wielkie w kościele za. 
sługi. Tak np. proboszcz slrzeliński Gabryel 
Kiełczewiki, iyj.jcy ni początku 17^ ' witku, 



321 



był ntczem aczonyniy miat acizial w wielu nara- 
dach sjnodalnTcb, 1 wjdal kilka dzie? treści relf- 
ąynej w polskim języku. Proboszczonre strze- 
lińscj 8^ od początku zeszte/^o wieku infułatami. 
Obecnie jest tu proboszczem JM X. Salmoński^ 
niegdyj oficer %voJ8k xięst\va Warszawskiego: 
udzielit on mi uprzejmie wiadomość niniejsza o 
kościele i klasztorze w Strzelnie, 

Na dziedzińcu klasztornym stoi piękna figura 
matki Boskiej, w roku 1635 przez Szymona Ko- 
ludzkiego^ kanonika Gnieźnieńskiego, z białego 
marmuru \vysta\iiona, kilkanaście łokci wysoka. 
Obok tej iigury leż^ trzy ogromne kamienie polne. 
Na jednym z nich widać wklęsłość, podobną do 
śladu, kołem wozowem wytłoczoaego. Według 
pouieści miejscowej^ ślad ten na kamieniu sięga 
odległych bardzo wieków, i pochodzi z następu- 
jącej prz) czyny. Święty Wojciech jechał z Gnie- 
zna na Strzelno do Prus, w zamiarze nau rócenia 
mieszkańców pogańskich tego kraju do wiary ś. 
Na polach strzelińskich nieostrożny w oźnica wjechał 
Idolem jednem na ogromny kamień i wywrócił po- 
jazd. Na pamiątkę tego zdarzenia, wyciśniony 
zoMat na kamieniu na zawsze ślad koła. Ka- 
mień ten sprowadzono później na miejsce, w k to- 
rem się dziś znajduje. Dotychczas okoliczny lud 
wiejski ma kamień ten w największym poszano- 
waniu, i przyznaje mu własność lekarską. Po- 
ciera go nożami, lub innemi narzędziami zelazne- 
mi, zbiera starannie utarty proch, pije go w Mo- 
dzie jako lekarstwo na febry, i bywa częstokroć 
uzdrawianym; albowiem wiara jego uzdro\Viła go. 

Niedaleko klaaztoru strzelińskiego, we wsi 
2wanej Młyny, znajduje się głaz ogromny, w 3 o- 
brażający w oddaleniu dość dobrze postać czło- 
wieka, niosącego wodę w wiadrach. Pospólstwo 
{lowiada, że w głaz ten przemieniła się przed 
aty pe\ina służebna dziewczyna. Dziewczyna 
ta miała być niezmiernie leniwą, i gdziekolwiek 
ją gospodyni wysłała, lubiła się długą dobę za- 
bawić. Jednego razu poszła z wiadrami do po- 
blizkiegd źródła, czerpać wodę, i zwyczajem swoim 
nie wracała długo do domu. Gospodyni znie- 
cierpliwiona rzekła w uniesieniu: „bodaj taka 
dziewczyna skamieniała.'^ Poczem upływa jedna 
i druga godzina, a dziewczyna nie wracai Na- 
reście gospodyni wychodzi z domu szukać jef^ z 
obawy, Łi^y w^ wodę nie wpadła. Lecz jakież 
było zadziw ienie i przestrach gospodyni, gdy nad 
źródłem zastaje dziewczynę, w skutek jej prze- 
klrciwa, wraz z wiadrami w kamień przemie- 
nioną! — Czy gospodyni czyniła jakie kroki, 
aby głazowi przywrócić znowu życie, a z niom 
posiać ludzką, albo czy grzech ten przeklęciwa 
ciężkiemi pokutami zmazała, o tem podanie mil- 
czy zupełnie. Baśń nrzeciez ta, o której rzeczy- 
wistości pospólstwo okoliczna bynajmniej nie wi}t- 
pi, nie była bez celu rr>zsianą. Wymyślono ją 
zapewne na przestrogę leniw g^czeladzi, a kształt 
kamienia^ naśladujący postać człowieka z wia- 



drami, posłużył do nadania j^ pozoru prawdy 
w oczach ciemnego gminu. J« .Ł* 



Karol XH.^ król Szwedzki. 

(Koniec.) 

August sebriJ resztę wojska swego w Kra- 
kowie, ruszył przez Radom nad Wisłę, połą- 
czył się tutaj z oddziałem wojska koronnego, a 
udając, jakoby aa Jenerała Meyerfeld, stojącego w 
okolicach Biały miat aderzyć, zwrócił pochód 
swój nagk na północ, i przybył przez Tykocin 
do Nowogró4ka, gdzie się znacznej pomocy od 
Piotra W. spodziewał. Od uwięzienia Paikula 
w Dreźnie, oziębłym okazy wał się Piotr, i w li- 
stach swoichi wyrzuty czynił Augustowi, lecz 
dat się przebłagać, i. nadesłał Menżykowa z 
20000 Rossyan, którzy się z Sasami połączyli 
wtedy właśnie, gdy l\aról XII. do 8axonii 
spieszył, i ze zniszczonej i krwi^ zlanej Polskie 
w obiite saskie krainy, wojnę przenosił. Prze- 
kładali Jen/erałowie trudność tego śmiałego 
przedsięwzięcia, lecz Karol raz powzięty zamyst 
przywieść do skutku postanowił; ruszył prze- 
to z wtojskiem przez Szląsk do Luzacyi, zo- 
stawiwszy w bliskości Kalisza Marderfełda z 
nielicznym korpusem. *) Bez przeszkody zająt 
Saxonią i stanął główna kwatera w Altrand- 
stadt. August zostawał jeszcze w Polsce, lecz 
nakazał dwom powiernikom swoim Bar. Jmhof 
i Pfingsten wejść z Karolem w układy. Sta* 
n^ł pokój, a warunki uciążliwe podpisał Au- 
gust, *^) lubo niemógt w obliczu Rossy an obja- 
wić kroków swoich, i zmuszony b}ł stoczyć poJ 
Kaliszem bitwę, pierwsza z swej strony wygrana. 
Po nieszczęśliwem tem zwycięstwie opuścił Au- 
gust obóz; wojsko swoje do Krakowa odesłał, 
Rossy a n na Wołyń wyprawił, sam zaś do krain 
dziedzicznych, jak najspieszniej się udał. Uści- 
skali się dwaj monarchowie serdecznie , a po 
krótkiej ' rozmów ie zadał Karol ścisłego dopeł- 
nienia warunków pokoju, który także publicznie 
wszysikim posłom ogłoszona. Piotr W. dowie- 
dziawszy się o tem, uskarżał się przed dworami 
Europy na Augusta i Karola, lecz korzystając 
przytem z czasu, zbierał armie, dzierżąc krainy 
polskie od lasów Ukrainy do Wisły, o^ SzlasKa 
aż do ]\iemna, i utrzymując niezgody pomiędzy 
Tozdwojonemi jeszcze umysłami. Karol Xłl. uzu- 
pełniał także w 8axnnii swe pnlki, i w nowe 
do boju opatrywał się zapasy, pobierając mie- 
sięcznie 500000 tal. i wszystkie dla w ojj>ka wy- 
gody, od upokorzonego Augusta. Stronnicy Sta- 
nisława musieli si^ ukrywać, gdy wierni Augusta 

♦) 7.1 h. Pr«)j. L. N. 4. »cr. 25. 

**y Żąclj-ł Kami: aby się Angnit złzeŁl korony 
polskiej dlii ciebie i ii.isrcuców na wicrznc rza^y, ai'T 
zerw; ł zw'ązek x Rossyą i W) d.iJ w^zysik'ch icucóv\ , 
jako i Kos«i> aii to^i u jarych w 3ax(>ini, a ntidiiuwicit. 
Jaua Paikula. Zub. i^zjj. L, N. ^ vtr, ^, T%ok II. 



222 



sprsymiersencjy pokój AltrandstS^dtgki sa niewa- 
żny oglosiUy twierdząc, iż August hez sez wole- 
nia Rzeczj-pospolitejy nie ma prawa wcale do 
porzucenia tronu. Piotr W. wstępując w siady 
Karola XIL ofiarował koronę Sieniawskiemu 
Hetm. koron. 9 lecz okrutne potttępuwanie wojsk 
Rossyjskichi zniechęciło dotychczasowych Cara 
stronników, tak, iż najprzj^wiązakisi dot^d je^ 
dworowiy uszli do Saxottiiy i prawdziwy stan rze- 
czy wystawili Stanisławowi. 

31 go Sierpnia 1707 wyniszyła armia Szwedz- 
ka z swoich stanowisk (19200 piechoty, 24850 
jazdy) w najlepszym stanie. KaróI XII odwie- 
dził AngHSta na dniu 7. Września, bez wiedzy 
Jeneraló\Y» ^^ towarzystwie 7 tylko osób w Ore- 
snie: zmieszał się wielce Au^st z Ministrami 
swymi, i następnego dnia dopiero naradzano się, 
jak można było sobie z tym niespodziewanym 
guiciem postąpić. Leszczyński szedł z Polakami 
i 8000 Sz%%edów pod Kaassowem, w przedniej 
straży; król następował w niejakiej odległości 
z 6 kolumnami, i wkroczył znowu 19. Września 
na polska ziemię, około- Rawicza, Sarnowy i 
Miejskiej Górki. Zniszczone pola, spalone mia- 
sta, poburzone świątynie, smutny przedstawiały 
widok: y gdzie nie miało wojsko schronienia, 
wody nawet w wielu miejscach popsute były, 
gdyż trupy ludzkie powrzucał w nie uchodzący 
nieprzyjaciel. Niedostatek i niewygody, niepo- 
myślne skutki wyprawy rokowały. Armia cała 
stanęła na drodze od Śtupcy do Poznania: głó- 
wna kwatera była w Słupcy, gdzie nieszczęśli- 
wy Patkul padł ofiarą zemstjr Karola. Skoro 
tylko pierwsze mrozy ścięły ziemię, opuszczono 
obozy i udano się przez Kleszewo, Piotrków i 
Radziejowo ku Wisie. Rossyanie zamiast bronić 
trudnej przez rzekę tę przeprawy, niesta\Wali ża- 
dnych przeszkód, ściągnęli tylko główne siły swoje 
pod Mińsk i Grodno. Szwedzi przebywszy Wi- 
słę z wielkiem niebezpieczeństwem, postępowali 
MTzdłuż Pruskiej granicy, i wkroczyli 20. Styczn. 
do Mazowsza; kilka razy znajdowało się tntaj 
sycie Karola XII. w niebezpieczeństwie, -gdyż 
chłopstwo uzbrojone w broń palną, ukryte w la- 
sach, wielce utrudzato postęp. W bliskości Tjr- 
kocina spostrzeżono pierwsze wojska Rossyjskie, 
lecz i to z daleka; przebyto bez przeszkody Nie- 
men. Niecierpliwy Karol, sam pośpieszył z 900 
jazdy ku Grodnu, gdzie była główna Rossyjska 
kwatera, a w nićj sam Cesarz' przytomny. Po' 
sdobyciu mostu, opuścili Rossyanie miasto bez 
wystrzału, a nazajutrz weszli do niego Szwedzi, 
i pomimo silnego napadu nieprzyjaciela utrzy- 
mali się przy niem. Wśród trudów* i niedo- 
statku , postępował Karol naprzód , mając za- 
miar iść do Moskwy; lecz przybywszy do 
Smoleńska, zmienił plan swój na przedstawienie 
Mazeppy, i udał się na Ukrainę, spodziewając 
się dzielnej Kozaków pomocy. Lecz nadzieje 
jego zawiedzione zostały; wojsko ciągłemi po- 
chodami zniszczonOi brak żywności, posiłki pod 



Jen. Łewenhaopt nadchodzące, zniszczona, nie«» 
stające z nieprzyjacielem utarczki, zdemoralizo- 
wały niezwyciężoną niegdyś armią : pocieszano się^ 
iż zdobycie Pułtawy (27. Gzerwc. 1709) los wy* 
praw y zapewni ; lecz nieprzyjaciel stawił tu czott 
w 70000. Niezważał na przemagające sity Ka- 
rol, atoli ranny przy rekogooskowaniu pozycyi, 
nie mógł sam przywodzió, a gdy nastąpiły nie- 
porozumienia pomiędzy Jenerałami, pobity zapeł- 
nię, przemocy ustąpić musiał. Widział swych 
ulubionych, zawsze prawie zwycięzkich- tOMarzy- 
szów broni poległych, lub idących w niewolę, 
patrzał na armią rozbitą, i zaledwie sam zdołał 
ujść z Mazeppą i niewielu towarzyszami^ i na 
ziemi tureckiej szukać schronienia. 

Po klęsce tej podnieśli na nowo głowy da- 
wni nieprzyjaciele. August odwołał zawarty po- 
kój, Dania rozpoczęła, nieprzyjacielskie kroki, a 
Piotr zająt Inflanty. Opór stawiony przez rząd 
Szwedzki, po stracie najdzielniejszych wojsk, był 
bezsilny, sam Karol, mieszkający w Benderze, 
przemy śliwat nad sposobami upokorzenia na no- 
wo swych nieprzyjaciół^ i dokazał tyle, iż Suł- 
tan wojnę Rossyi wypowiedział; lecz, gdy już 
oba wojska na przeciwko siebie stały, przyio- 
i mność Katarzyny uratowała Piotra W. i sprawiła, 
iż przyszło do pokoju, w którym o Karolu XII, ' 
ani wzmianki nieuczyniono. Niedługo potem, na- 
kazał Sułtan ustąpić Karoloui z swych krain^ 
rozkaz nawet tak był surowy, iż gdyby się miat 
opierać, przemocy użyć pozwolono. Niewyczaj- 
ny stosować się do czyjej woli, i obawiając się^ 
aby nie został Rossyi wydany, postanowił Ka« 
ról XII. z 300 wiernymi sobie, sprzeciwić się 
woli Sułtana, i z mieczem w ręku, oczekiwać osta- 
teczności. Na rozkaz Seraskiera Benderu, ude- 
rzono na mieszkanie Karola: cudów męztwa do« 
kazywali Szwedzi, ustępując zwolna przemocy, 
lecz gdy domy palić się zaczęły, i króla, upa- 
dłego na ziemię, z opalonemi brwiami i zbroczo- 
nego krwią pojmano, ustał dalszy opór. Karola 
zaprowadzono do Demotyki, w bliskości Adria- 
nopolu, gdzie dwa miesiące w łóżku przepędził, 
a przekonawszy się, iż po Turcyi żadnej pomocy 
spodziewać się niemoże, dowiedziawszy się oraz . 
od Leszczyńskiego, o zawartej z jego stniny u- 
godzie z Augustem, opuścił Turcyą, z dwoma 
tylko przyjaciółmi konno, pędząc dniem i nocą 
przez Węgry i Niemcy, do dziedzicznych krain* 
Znużony, przybył II. Listop. 1714 do Stral- 
zundu. Skoro tylko gruehła wieść o przybycia 
jego, natychmiast obiegły wojska duńskie, sa- 
skie, pruskie i rossyjskie miejsce pobytu Monar- 
chy Szwedzkiego, przemyślającego już nad spo- 
sobami upokorzenia tryumfujących swych nie- 
przyjaciół. Pomimo nadzwyczajnej obrony, mu- 
siał się Stralzund poddać, a król uchodzić do 
Szwecyi. Żądza wojny podała nowe plany; 
już stanął związek z Carem Rossyi, zdobyto 
część Norwegii, układano wyprawę do Szkocyi, 
gdy nieugięty bohater północy^ 30. Listop. 1718, 



323 



pnj oblfstnk Friedrichshall od kuli karabino* 
wej poległy podług wszelkiego podobieństwa^ nie 
s ręki. nieprzyjaciela. Z iiniercię jego, snikiifła 
Ssuecya z rzi^du wielkich państw Europy. 

^ Męstwo ttiezrównane, stałość, otwartość, spra- 
wiedliwości upór aiepokonany, były to główne 
rysy charakteru Karola XIL Od śmierci Pat- 
knla opuściło go szczęście, a przygody jakich 
doznał, uczyniły go po powrocie spokojniejszym, 
nmiarkowańszym i akłonniejszym' do przyjmo- 
wania rad obcych. Zycie jego było skromne, 
nielubii nigdy okazałości i zbytku, pokarmem 
jego był nieraz czarny chleb, którym się dzielił 
z żołnierzami. Niebieski mundur z miedziane- 
nii guzikami, bez ozdób, długie boty i kapelusz 
trójrogaty, składały cały ubiór; z towarzyszami 
broni dzielił wszystkie trudy i niebezpieczeń- 
stwa, sam zawsze hufcom swym przywodził, w 
obozie, na słomie, płaszczem przykryty, spoczy- 
wał. Hisiorya wyrzekła o nim swój wyrok, iż 
obok wielkich cnót i zalet, wielkie miał błędy, 
lecz szczęściu nigdy się nie pozwolił uwieść, ani 
też nieupadł w nieszczęściu. *'^* 



Chopin. 

Polska wydała w ostatnich czasach światu 
muzykalnemu gieniusz, który równego sobie nie 
ma, i długo pewnie mieć uiebędzie: jest to Cho- 
pin. Tak przez swę grę, w której cudów pra- 
wie dokazuje, jak przez swe prawdziwie orygi- 
nalne, piękne i trudne kompozycye, zasłużył so- 
bie na przydomek, niezrównanego mistrza; 
przyjemna może będzie Czytelnikom Przyjaciela 
ludu, krótka uiadomość o tym twórcy szkoły ro- 
mantycznej w muzyce, owym Szekspirze, Bajr 
ronie, Mickiewiczu fortepianistów. 

Fryderyk Chopin urodził się w roku 1810 
w Warszawie, Ojciec jego Mikołaj Chopin, 
nauczyciel przy Uniwersytecie Warszawskim, 
uważając w synie już w najpierwszej młodości 
nadzwyczajny talent do muz>ki, starał się o jego 
rozwinięcie i ukształcenie. Młody Chopin prze- 
:wyższvł oczekiwania ojca. Oddany do War- 
szawskiego konserwatoryum muzyki, nczynił pod 
dyrektorem Elsnerem, i pod nauczycielem przy 
tejże szkołę Wirflem takie postępy, iż już w 
8yni roku najtrudniejsze kompozycye w ówczas 
pierwszych mistrzów : jak np. Humla, Kalkbren- 
nera, Moszelesa, Filda, i t. d. od razu i to praw- 
dziwie po mistrzowsku wykonywał. Nic więc 
dziwnego, iż Chopin w litym roku wyrównał 
wymienionym fortepianistom, a w 16 tak w grze, 
jak w kompozycyi , już ich przewyższył. Mia- 
nowicie podziwiano w jego grze, mechaniczna 
biegłość 1 szybkość, nadzwyczajna delikatność w 
uderzeniu, najczulsze cieniowanie, w noszeniu, w 
wzrastaniu, i w niknieniu tonów, czystość i ła- 
twość, z jaką pokonywał największe trudności, 
ZMydujące się tylko w jego dziełach, w których 
powodowany duchem czasu^ zaniechał przestarza- 



łego sposobu kompozycyi, a obrał nowy, piękny 
i oryginalny. Niezważajac na śmieszne pedan- 
tyczne reguły, tłumiące długo jak w poezyi, tak 
i w muzyce^ wyższe wzniesienie się ducha, po- 
zwala ognistej swej fantazyi bujać dowolnie w 
krainie tono w : przez co, i przez właściwy sobie 
sposób pisania i wyrażania nie tylko ucząc ale i 
ideów, stał się twórcą szkoły tak nazwanej ro- 
mantycznej czyli fantazycznej. 

Już na początku tego wieku Beethoyen, owa 
piękna gwiazda na widnokręgu muzycznym, wstę- 
pując w ślady Hajdena, dał pierwszy, miano- 
wicie w Symfoniach z D dur, C mol, A dur i 
F dur, hasło do bezregułowej jenialności. Na- 
wet w kompozycyach na fortepian, choć mało 
był obeznany z tym instrumentem, przebijał się 
jego wielki gieniusz, i pokazał drogę, która je- 



Spodziewać się należało, że to, co Beethoyen za- 
czął, inni kompozytorów ie dokonać nie omieszkają. 
Lecz nie tak się stało. Prawie wszyscy ucznio- 
wie Beethorena, albo przestali na tem, co on 
myślał i utworzył, albo poszli dawną drogą Mo- 
carca, Clementego, albo też tworzyli oddzielne 
szkoły, pragnąc tylko wsystkim się podobać 
i mile ucho łechtać. Ztąd poszło, iż sztu- 
^f grania i komponow*ania na fortepian , cbr&z 
niżej upadać zaczęła, i że mimo millionów kom- 
pozytorów na ten instrument, od Beethowena ńż 
do Cliopena, ledwie dw*óch się znajdzie zasługu- 
jących na uwagę. ^ Kompozycye Ralkbrennera, 
Humla, Cramera, i tylu innych, zasadzając się 
na małe; tylko mechanicznej doskonałości gry, 
nie mają nic w sobie, coby duszę naszą zajmo- 
wało;^ — nie ma w nich ani ^gnia, ani uczucia, 
ani śpiewności, ani fantazyi: R i es, choć z wielu 
względów wyższy od wymienionych, nie może 
się jednak z Bethoyenem równać. •) Moszeles i 
Mendelsohn-Bartoldy długo muszą się namyślać, 
nim co takiego, jako Beethoyen napisał, wymy- 
ślą. **) Cóż mam powiedzie(> o tak ulubionym 
przed kilku laty Herzu, Hintenie, Czer- 
nim? Oni to ubiegając si^ jedynie za pochwałą 
tłumu, i hołdując powszechnemu zepsuciu, gust 
dobry w muzyce bardziej jeszcze skazili. 

W takim stanie rzeczy czas był największy, 
aby jaki wielki gieniu^s zupełnej zagładzie do- 
brego smaku zapobiegł: Chopin to uskutecznił; 
niedbając on o poklaski gminu, przekładając nąd 
pochwałę tysięcy mało muzykalnych, zdanie 
jednego, ale prawdziwego znawcy mu- 
zyki, ufny nakoniec w owej sile, postępował 

*) Prosię nwazać, \i mówię tii tjlko o kompo-. 
%ycjdic\\ Beethorena na fortepian, jako kompozytor 
SjiiŁoniÓYy' i opery Fi delio, lak -wysoko »coi Beetlio' 
veii, ii iiikc go pewnie iiie pIvewyi^zy^ 

♦♦; Mosaele» i Męndelsohn-Bartliolcfy w iiJij-^ 
nowszych kompozycyach jui budso sliiiiają się av 
»koły romantyczuejr 



224 



t sif bowlen, li.ptUiouofifPMiiańkliWCił* 



itial s: 

nie jegt ' , , , , ... 

dzie? DziewiclDUty wiek csiiiby leż raz pts**- 
cie aamiłowBĆ nauki i aziuki pi<;kne 

Zwiedsiwazj jesscze kilka rawt iwuj ojcsjr- 
say, wrWt Chupm do Warstaw^; l«cx na 
kratki Iflko i»a«: albowiem już w roku 1830 
wyjechał do Asglii, Niemiec i Franeyi. 
(Ci^g dalujp saal^piO 



Chopin. 

•dwazaie, obrana pnee siebie droga i dowedł 
Kąjwyżttiego atopnia doskonałości. Dla niego ran- 
cyka jesi ową czarudiiejską aztuk^ dajaoi czło- 
M'ieko\vi przeczuWać jego wyższe pochodianie, 
przenosząc go oraz z tego amutnego demi pado> 
lu w górne, BcczęślJUHe krainy. 

Stawa Europejska Chopena zaczyna aif od 
jego podróży muzykalnej, kiórą w roku 1829 
przediifwti^t. Szczególniej w Wiedniu aoMat 
z Bajuii^-kazjim zapałem przyjęty. Wszędzie gdzie 
•ię dal styszeć, pisma publiczne napełnione były 

Cuchu alami jego cudnej gry, i niezrównanych 
onipuzycyi. Nie mniej podziwiano wolne fanta- 
>ye, w którrcii niug^c jeszcze bardziej niż w 
kenipuzjcyscfi puszczać uodze wzniosłej, bujnćj, 
i twórczej wyobraźni, cudów prauie dokazywał. 
— W ówczaa bladut^ jt^go twarzy niknęła, a 
•iemne oczy pałały ogniem nadludzkim, twarz 
sasniicona ukrywała się febrycznym prawie ru- 
■lieńcem. Dopiero kiedy osiatoie pełne akordy, 
■iękkie i płaczące, jak zwykle zakończenia wszy- 
aikich jego kompozycyi i wolnych fantazji, roz- 
lały się po sali, a rzęsiste oklaski uniesionych 
słuchaczów słyszeć się dały; dopiero utenctas 
lekki uśmiech Jirasil jego piękna twarz, przybie- 
rającą nną naturalna bladość, klóra go osobliwie 
w oczach dam, jeszcze bardziej zajmującym czy- 
nić musiała. W tym roku (1829, byl i w Po- 
zuaiiiu, lecz naturalnie nie dał koncertu; dowie- 



Przy^owia, piosnki gminne i t. p. 

Po świętym FrancisckUf 

P«sq na Owsiaku. 

Gdy Ś. Maciej lodil.nie stopi, 

Będą długo chuchali w zimne ręce chtopi. 

Ś. Marek, poszedł na folwarek, 

Oglądać żywo, cxy aeszło wazyalko. 

ś. Michał, wiechy pospychat. 

We Ś. Wojciech, kobyli pociech. 

(wtenczas konie na irawf wychodzą.) 
Na Ś. Wojciech wrony z żyta nie widne'. 
Jeili pola zielone, gdy się Chrystus rodzi. 
Gdy zmartwychwstaje, śnieg z mrozem^ 1m- 

laczom przeszkodzi. 
W Świfty krzyż — owce strzyż. 

Sioi w okiciieczkii 

Wyględuje wybł, 
Moja iiintucliiiiczku 

JCawalerj idf. 
Mojł msiiicliniciKn, 

Poiwól mi sit; ubtaśi 
Bo tu idą kawalery, 

Bitdą te mii^ i^raj> 



Zielona lipj, niebieiki iduwii 
Lepiiy niłuditeniec, jiiiiieli wć 
Ilu t^ wduwcc... a»eci ^, 
A młodiieiiiec tylku i>aii). 
Młudiieiiicc jadzie i kriyka, 
A wdowiec ti<;ki, wyiKcka. 



■ ciemnym leiie pt.siek .piewJ, 
uie lYInrysia njwhi; iżytia, 
iiź;>ikij, iiawiąiata, 
) Jiiinka lawulała; 
'ójdi iiii Jaiiii, tiawkę ladti', 
liii słówka, nic uic °adaj. — 
„A )a łubie liawkę zadani, 
,,A1b iti tiocli^ uo"nd»m, 
„Boby ii.i .etLC s£in.iało, 
„Gdyby ■ tobą nie i^adatu. 
„CUot nie więcBi; „mli^jć ci 
„lio bei lego być nici inu^e." 



kanio iic lo i w Tokii J834, gd«ił >«< 
ini lijjpierwuf strzypek w Kiiiopie i d 
ziumek, iiieieebial am ki>»ii<iw > swf 



KompieliiycU Ksempl^łrzuw Przyjaciela L.udu z jn-ze.szłtrgd niku i iij»lvi)iciiiego 
iMtłi-ncza jeszcze doshić iim/na w Ksip^ai-iii Entesta iriiitthera >v iieszim. 

Nakładem i drukiem Ernesta Giintliera w Lesznie^ fRed.CieciiJiii»i.i 



Przyjaciel Ludu. 



Rok drngi. 



No. 29. 



LesEiio, 4da 16. Stfcrau 1836. 



Klasztor T \' ii i e c k i 



Nie daleko Krakowa, nad bystra Wialf, stoi 
wspaniale i najbogaUie niegdjs w Pokce, a dziś 
ku Tninte chjlące aif opactwo Tynieckie, 
ibudonane na skale, klora w odległych uie- 
kach mnCną Witlle była lapor^, później nkalkiera 
sapewse gwałtownej rewolucyi ziemi, na dwie 
rozpada się cifści, a j6j środkiem teraz Wi> 
sta w^ićm pneddera się korytem. AlieJHce to 
(rielca od pt^n Polaków poważane, nie usztn 
bystremn oku. Bolesława. Kronikarze wsparci na 
podaniach ludu, wspominają, tż w csasie przyję- 
cia wiary i. przez Pulakiw, stał na sknle t^ za- 
mek, w ktirym Wateien wdały matżonkc-swą 
Heliknndę wraz z j^j zwodticielem, srogf uka- 
rał Śmiercią. Pe^tniejsta wiadomość jest iż na 
gruzach dawnego grodu, wybuJuwut (1109) na 
tynieckiej skale Bolesław Chrobry z żoąą sw^ 
Judyta kościóf oa cześć S. Piotra i Paula, 
wrai I wapaaiałyn klasztorem, który oddal 00. 



Benedyktynom, * iłbcych krajów sprowadMaym. 
Kromer utrzymuje, iż opactwu Tynieckiemu dat 
pocaatek Kazimiera I., pomny na żywot swój za- 
konniczy, lecz uctony Narusaewicz dostaiecsaie 
douiódl, iż Tyniec pierMssy swój zakład Bołe- 
stawoMi Chrobremu winien, póżoiejsM dojnero 
uposażenia od nn stępo A w jego odebrał; nose ni^ 
wet byc , iż Kazimierz powtóniie z Klnniaku 
|1044) neu-ych z AAronen opatem Tynieckim, 
a p6żniej biskupem Krakowskim, ściągnął do 
Polski zakonników, którzy lepszy poranek wpro* 
wadzili, co jakoby za drugi zakład uważann 
Historyk opactwa Tynieckiego, ze wszysikiemi Ł 
archinum klasatoraego wyjęteaii pnywilejamii 
dowodami, skreślił znany z pimn awoieh hisD- 
I rycsnych Śt. Szczygielski, Benedyktyn. Ty- 
nieć był nąjbogatssym klasztorem w Polsce, Mk, 
że Slarowolski podaje, ix opata jego panem ^i^ 
I ciu miast i 100 wsi nazywano: co do p^agi 



223 



■liat tąkse tjftA Tniecki wielkie pomiędsy Be* 
•edyktyaani poŁikMtti snaeseiiiey albowiem da 
nie^o odwotywaHO aic, i sasięgano rady w wąt- 
pliwych pnypadkaeh. 

Światyaia wapaniala^ z daleka juz zajmuje 
oko widsa: iJpiścłiyklaastonie wygodue miettcily 
do 90 lakonnikówy w ktirych f^mnie nieraz 
snikonite prsebywaty osoby. Tak, gdy w roku 
146)^ powietraa w Krakowie panowało, schro- 
nili się tutaj synowie Kazimierza Jagietiończyka 
s naucsycieleM swoim Długoszem, i mieszkali 
prse^ kilka miesięcy. Po skasowaniu klasztoru, 
rozproszyli się zakonnicy, a dobra ich poszły na 
akarb. Rz^d Austryacki przeznaczył Tyniec 
Jezuitom, gdzie do roku 1816 zostawali* Dziś, 
aby do dawnej gmachy podupadłe przyprowa- 
dzić pory, wielkich potrzeba nakładiSn. Obron' 
ae na skale Wisł^ okrążonej położenie Tyńca, 
waznem było dla związku barskiego w roku 1772; 
dzii,' po wydoskonaleniu sztuki wojennej, nie 
miałoby takiego snaczenia. 



Strachy. 

Dawiiiejssemi czasy, w każdym niemal domu 
pokutowało : wszyscy o tern gadali, jako o. rze- 
czy najpewniejszej, jedni drugich w przestędach 
utwierdzali; nie dziw zatem, ze nareście zgłu- 
piawszy zupełnie, gotOMi byli przysięgać, iź to 
na własne oczy widzieli, o pzem im od dzieciń- 
stwa bajano* Z tej powszechnej głupoty kon 
rzystali oszusty: przebierali sic za duchów, 
straszyli łatwo wierny cl^ i zawsze praw ie spo- 
dziewać się mogli obfitego oblowu. 

Lecz pocóż pamięcić} dawnych' siogać C7.a- 
fiiów? czyliz jeszcze teraz pomiędzy wieJ8kini lu- 
dem nie panuje podobne , przesądy ? O czemże 
to wieśniacy w czasie długicli wieczorów rozma- 
wiają, jeżeli nie o strachach, mniemanych poku- 
tom aniach? W czem najlepiej usługują piastun- 
ki, strasząc dzieci bobakami, aby niepłakaty : 
a tak £ młodości wpajają w nie zabobony, które 
później wykorzenić trtJdno. 

Podobno każdy z naszych czytelników do- 
swiadesył jakiej nocnej ze strachem przygody, 
lub przynajmniej słyszał o podobnej awanturze^ 
jakiej piszyy naocznym był świadkiem.- 

Byłem wtedy w szkołach jezuickich w Ka- 
liszu, jeazoze przed ostatnim pożarem tego mia- 
sta* Na Warsaawskiej ulicy mieszkało obok sie- 
bie dwóch ssewoów: w niskim i ubogim domku 
mieśeił się wielki partacz, pijak i oszust; dla tego 
mało miał roboty, a co zarobił, zaraz przez gar- 
dło przepuścił; jednak nie wiedzieć zkąd, miał 
lic jeszcze za co upijać. Obok niego, w porzą- 
iaym dworku mieszkał zawx>łany majster La- 
skowski, rodem z Warszawy: był to człowiek 
poeaciwy, trześwyi bogobojny, a przytem bardzo 

{iriieowityft Nie dziw wifc, ze miał zawsze wie- 
• loboty: Palealranct, studeuci prawie wszyscy 
ad Laskowskiego biaU obuwie. Z tej przyczyny 



musiał się zaopatrzyć w znaczny zapas akfey 
które aa górze były złożone. Dawnfój nie utrzy- 
mywano tak ścisłych rejestrów, jak teraz : maj- 
ster Laskowski skór swoich aigdy pewnie nie 
liczył, lecz widząc zmniejszający się zapa^ 
sprowadzał nowe z Wsrszawy, — Lubo sjc mim 
dobrze, lubo był od wszystkich znajomych dla 
swej rzetelności szacow^any, niestety! nie byt 
gT.c^(^Ali^^'ym ! Bo jakże mógł być swobodnej my- 
śli, kiedy ustawicznie coś na górze przeszkadzało? 
Skoro tylko wybiła godzina 10 ta, zaraz zaczy- 
nało pokutować: było to coś podobnego do cią- 
głego grzmotu, który przesuwając się na górze 
z jednego miejsca na drugie, i ogromnym łoskotem 
przerywając nocną ciszę, przerażał wszystkich do- 
mowników. Wiadomo, ze ta professya nie rodzi 
zbytecznego męztw^a, co zapew ne pochodzi z cią- 
głego skurczenia ciała nad pracą. Dosyć, ze 
skoro tylko ciemniało, nikt juz wtedy nie śmiał 
wychylić się za drzwi, choć było czasem i 10 
czeladników w izbie. Upływały dni, tygodnie 
i miesiące, a strach curaz groźniejszym się sta- 
wał, coraz okropniejsze sprawiał grzmoty, i prze- 
razi! wsze wydawał jęki. 

Biedny szewx, poczytując te strachy za oczy- 
wistą karę Boga, martwił się bardzo; udawał 
się do zwyczajnych wtedy sposobów wypędza- 
nia złych duchów: modlił się gorąco do 8-;o Jó-. 
zefa, dawał na nisze ś. ^le wszystko napróżno» 
Wezwał nawet znanego wtedy z pobożności xię- 
dza Ghęckiego, aby mu dum pobłogosławił, i 
strachy zażegnał. Xiądz się modlił, krupił wszy- 
stkie kąty święconą wodą; a na wieczór duch 
przeklęty znoM u płatał sw e figle, i coraz tęż«zym 
grzmotem większy jeszcze szerzył postrach. 

Zdarzyło się, ze pewien podróżny czeladnik 
odw ażniejszego serca od swych bojażliwjch to- 
warzyszów, oświadczył się z tem, że cbce po- 
znać tego ducha, i poszedł na ^óro. Lecz gdy 
ujrzał białą zupełnie postać, postępującą wolnym 
krokiem, przepasaną czarną śmiertelną przepaską,, 
z maczugą w ręku, gdy w reście dostał w łeb ko- 

i ścią; nie czekając dalszego spotkania^ uskutecz- 
niwszy jak najprędszy odwrót, przysięgał przed 
swymi kollegami, iż widział potępieńca,. któremu 
nawet iskry z ust się sypały, a ślepie błyszczały^ 
jak dwa żarzące się węgle* Po takim wypadku, 
nikt już nie okazywał ochoty zabrania bliższ^ 
znajomości z tak złośliwym potępteńcem. — 
Przyszło do tego, że szewc postanowił przedać 
dcm, w którym nie miał spokąjności,. i gdzie- 
indziej przenieść swdj warsztat. 

Wieść o tych okropnych strachach wkrótce 
się po całem mieście rozeszła: szczególniej zaś 
studencie na tej ulicy, u różnycli rzemieślników 
mający gospody, bardzo się gorliwie temi atra- 

' chami zajmowali, a nawet raz w klassie zaczęli 
opowiadać professorowi, ^k okropnie u szewca 
Laskowskiego pokutuje. „Dzieci! odezwie ai^ 
xiądz Widłak, profes^or klassy piątej, temu stra- 
chowi trzeba koniecznie ząjrzeo w oczy: nie- 



937 



mass to pomiędzy M^Anii nikęgo, któryby iic ni* 
lilaki nocnego utraszydła? Kto ma serca i esT« 
8te sumienie, niechaj idzie śmiało na to spotkanie, 
i sprawi się, Jak na studenta przysfoi.^^ Ta 
przemowa rozsądnego professora, miała ten sku- 
tek, że zaczęliśmy o tem rozprawiać, układać 
różne plany, dodawać sobie odwagi i zachęeiić 
si^ do tej nocnej wyprawy, tak poz^danćj dla 
młodzieńczej rozżarzonej imaginacyi. Był pomię- 
dzy nami uczeń jeden, nazwiskiem Banachowicz, 
nie wielkiego w prawdzie wzrostu, ale sztuka nad* 
zw-Tczajnie śmiała* Ten nam najwięcej serca 
dodał. „Jeżeli wjr niechcecie, rzekł do nas, to 

t*a sam^ pojde.<< Riechcieliśmy opuszczać naszego 
EoUegi: zebrało nas się dwunastu, i poszliśmy 
wieczorem do mieszkania Laskowskiego, ośuiad- 
czając mu nasz zamiar* Przestraszony szewc, 
diciąt nas wrszelkiemi sposobami odnieść od 
tego*śmiaiego przedsięwzięcia; lecz widząc na- 
l^zę^ stałość, zezwolił nakoniec : kazał zapalić 6 
świec. Utoźjliśmy plan, potem rzucaliśmy losy, 
gdzie kto czuwać będzie. Na mnie wypadło la- 
j^ć najniebezpieczniejsze miejsce, to jest na osta- 
tnim stopniu schodów, prowadzących na górę, 
Banachowicz z jednjm kollegą, zajmował środ- 
kowy stopień, Rramplicz na dole, reszta roztabo* 
rowała^ się w sieni. Świece paliły si^ w izbie i 
w sieni. Tak więc, poleciwszy się Bogu i Ś«" 
Jizefowi, patronowi miejscowemu, czekaliśmy da- 
mska. Ja siedziałeni jak ścięty, oparty tyłem o 
jakijś solówka, ktćra tam stata: od cb\%ili do 
chwili podnosiłem ze strachem oczy, czy gdzie 
pod dachem nie ujrzę nocnego .potępieńca. W 
tym okropnym stanie przepędziUśi-^y godzinę. 
Już W7biła jedenasta, a nic nie było widać, ani 
słychać: lecsi nareście zwróciwszy lękliwy wzrok 
w ową stronę, ujrzałem ducha, spuszczającego się z 
daebu: priecterJEini lepiej oezy, dudi a duch, a 
(k» lego jeszcze potępieniec w śmiertelnćj kossuU : 
rozczochrane włosy, twarz blada, slahym xię- 
życa, przedzierajęoego gi^ przez szczeliny, oświe- 
cona blaskiem: jednem sło%vem toż namo stra- 
szydło, e którem jaz tjle razy słyszałem. 
Struchlałem na ten okropny widok ! Cóż dopiero, 
gdy się odezwał grzmot straszliwy, umarłem pra- 
wie ze strachu; siedziałem jednak na miejssir, 
oie mogąc się ani^ ruszyć, ani słoiia wymówić. 
W tem naraz, niewiem jakim sposobem, jak 
piorunem rażony, spadłem z góry na schody, i 
powaliwszy sobj| siedzących tamże studentów, 
spadłem razem z nimi na ziemię: huk okropny 
rozległ się po sieni, a potem jakąś śnieżna chmu- 
ra zasyoała oas wszystkich. Banachowicz pier- 
wsza odzyskai przytomność: bierze świecę, oglą- 
da się po sieni, i spostrzega soióu kę na ziemi, a 
po całej sieni porozrzucane i wszędzie łatąjąoo 
pierze, ^ którem obsypani , sami mieliśmy pistać 
potępieńców. Tem odkryciem ośmieleni, posta- 
nowiliśmy wstępnym bojem natrzeć na ducha. 
Wchodzimy na górę ze świecą, postępujemy na- 
przód ostrożnie , aż tn coś białego mignie nam 



I się za kozłem : biegniemy plfędko w to miejscei 
i zdążyliśmy jeszcze przytrzymać dnchn za nogę^ 
I który ściągniony na dół porwie m aa nas, i 
uchwyci jednego z naszycn za szyję. Przeko* 
nawszy się już, żo nasz dach łódzkiej jest 
natury , kiedy m do zwy czajnćj bierze napa- 
ści, nabraliśmy dopiero serca. Pochwyciwszy 
pana brata za kołnierz, za koszulę śmier. 
j teiną i krajkę, którą był przepasany, sciągnęlT. 
; śmy go na dół. Tn dopiero przy świetle, w 
obecności wszystkiej czeladzi, w demaskowanym 
duchu, poznaliśmy owego szevica p(|aka, któiy 
korzystając z przesądów swego sąsiada, wykra* 
dał mu skóry* Dla lepszego zaś udania, wprzód 
owe skory włócząc po górze, mniemany grzmot 
sprawiał. — Tak więc wpadłszy w łapkę, ode* 
brał zasłużoną karę. Przez całą noc strzegliśmy 
go w izbie, gdzie nie mało ciekawych z sąsiedz- 
twa zebrało się widzów; ażeby mu tem moo- 
niej dać uczuć niegodziwość jego postępku, nie* 
pozwoliliśmy mu zdjąć białej płachty, którą byt 
odziany, i w tym dziwnym stroju rano o 8ó] go- 
dzinie, wśród niezmiernego tłumu ciekawych, od« 
trowadziliśmy tego oszusta na ralusz, gdzie odo- 
rat cielesną karę, która tak skutkowała, ae mn 
się na zawsze odechciało sztuki udawania po* 
tępieńców« ____,,,.,.____, X. A. B« 

O wężach i żmijach krajowyćL 

Od wszech czasów Gady, czyli Płazy, 
wstręt jakiś w człowieku wzbudzały. Obrzy- 
dliwa sliskość ich skóry, postać i poruszenia nie 
przyjemne, przywiązały do nich. wyobrażenia ja- 
dowitego ukąszenia, lub przynajmniej szkodli* 
wych wyziewów. — Nadewszystko zaś wężów 
rodzaj ohydne wrażenia w ludziach wzaiecał, 
i w tym względzie trudno zaprzeczyć, aby tea 
wstręt miał być nie ugruntowanym. Doświad* 
czoną jest jadowitość niektórych Europejskich 
wężów, a . to, co nam powiadają o okropnych 
potworach tego rodzaju w innych częściach świa- 
ta, powiększa naszą odrazę do krajowych na- 
wet wężów. Wszelako s^. między aiemi zupeł- 
nie nieszkodliwe i użyteczne nawet gatunkL 
Warto jest zatem poznać je i rozróżnić, aby się 
już nie każdego bać ukąszenia, bo w tej mierze, 
jak w wielu innych przypadkach, rozogniona 
imaginacya, powiększyó może złe skutki nieszko- 
dliwej nawet rany. Dajemy tu. więc krótki ryz 
istniejących w naszych stronach wężó%r, wska* 
żemy ich mniejszy lub większy stopień szkodli- 
wości, i nakoniec sposoby.ratunku, przeaiw złym 
skutkom ukąszenia. 

Oprócz stawnych na Podolu wężów olbrzy* 
mich, Potozami cwanych, o których wiele mó- 
wiaw^ sit których nikt dotąd aie udzielił do* 
kładn^o opisu ani rysunku, i które może juz 
nie istnieją; w innych częściach dawnej Polski 
ośm liczymy gatunków wężów, a te są: Pa- 
dalce, dwa gatunki właściwych wężówi 



ZMija ałara. 



" ŻiDłia mda. 



pt(ci l^atuak&w żmij. '— 2, (jgIi wujgikicli same 
Ijlkit żmije s^ jadowite. 

Pada lec jeal najmnieJMy (gatunek węża, bo 
tylku fit łiłkcta dtugnści dumiena. ^~ Kolor je- 
go orsechowj, ruch ponolny, a ciało tak kni* 
che, Ee pnr lekkiem nanet nderzeaiu^ roEpada 
aię na cicjn. Zt^d iaiię Padaloa mu dano. — 
Niemcy nacywBJ^ go Błindschleiche aFran- 
Coai Órvet, zupełnie j«st nieszkodliwa. 

Węże wlaiłciwe. Tych dwa s^ gatunki. 
Jeden z wierzchu nrzechowj, drugi szary, Oba 
długi-aci półtora lokeia, oba- rówaje jak Padalce 
bez wszelkiego jadu, ostatni gatunek w niektu- 
rych stronach domowym wężem naawaay, 
nietylko nie jest szkodliwym, ale ud wszecli csa- 
»A\y spoafałaDT byl z ^dimi. Ten to jest wfż} 
którt^gu dawni Litwini w pogańskich ezasach u- 
wielbialif i za dumuwegu um azali buźka. — DziJ 
jeszcze nt uiela miejscach przesad gminny upa~ 
truje w tyeh wfża^, równie jak w bocnaacfa 
nasłanych atrAż&w donowt^j ponyilnoici. i*rxy- 
Bwojone do włojcian i zamieszkałe w chatach 
przechadzają się te węża po podłogach. Wci- 
akań się w poicieł, śpię z roalemi dziećmi w ko- 
lebkach, igrają a niemi, i wypijają mleko z garn- 



ków. Tego leć gatonko weż^w ożywają GailarsC 
i Szarlalany, aby przewija]^ je nkułn rijk i szy^ 
dziwna sobie nadawać postać i durzyć gmin nie- 
umiejętny, Wrośoie itn uary, czyli domowy wąi, 
żyje 1 w wodaie, i zręcznie pu niej plyws. — 
Niemcy go nazywają Nalter, a franeuzi Cou* 
leuvre. 

W of;61aości węże i Padalce lubią miej- 
sca wilgotae, bagna, i laay bluiniate. Pokarmem 
ich aę owady, gąsienice, gli«ty, żaby i ropucliy, 
kt^e w wielkiej liczbie wytępiła, w cz^m nam 
istotną czynią prayalugę. 

Żmije pozuqą aię po krAtszem i plaższem 
dele. Są też azerase w atoaunku ich uugo»ei, 
ta saa me przechodzi trzech ćwierci łokcia. X> 
tych jeden tylko gatunek żyje w bagnach, kióry 
jast ciemno czarny. Inne itastatkie są mniej lub 
uięc^j szare, z w ielką pręgą ciemniejszego koloru 
nai^biecie. Te ostatnie przemieazkiwają po miej« 
asach suohych, to w gołych cieaiach, to pod ku- 
pami nieruszaaych z dawna kamieni, to nako- 
■iec między urwiakarai akał. — Ruch ich jest 
daleko powolniejszy, jak wlajciwych wężów. 
W chwili tylko ugniewaqia, skaczą do cztewia- 
ka^ ale uras po ukąszeaini wracają do zwyczaj- 



«d 



Bej im powolności. Jad ich nie jest, jak ajbiia 
łtmin uinjHiuji:, w długim ^yku» który z (»- 
4>czj wsuwają i który niewłaściwie iądiea 
pnes>iali; ale w kilku afbacłi zwienchni^ 
azcifki. Ten jad tak jest dźiataj^c^r, ze z nie- 
żjwćj nawet intii wytrjiaieij na jakakolwiek 
zadraśnifla czfść data ludikiego, w len nonwnt 
ja rozogni, i te aamm akntki sprawia, jak pn; 
ukfueaiii żyj^cega gadu. — W hiektirych Htro- 
nach Polski nasjwaję żmije Gadzinami. 
Niemcy je sowi^ Oiter, a FranciMJ Vipei'e. 
PrEji^cEuna rycina wjsuuiije dwa gatunki cie- 
ńDocenikuwanej żmit. 

łtoimaite tif podlftg indyuidualDOÓcioeób skut- 
ki ukoszenia zmii. Kiadko jedoak si'f tralia* abj 
takowe o, śmierć przyprawić uiialy, Symptomata 
bywają niekiedy g>t'aitiiw ne, jako to: palący ból 
w ranie, puchlina otaccające^o ji} ciała, dalej 
gorączka i palenie, ckliMośc, womiiy, ciśnienie 
piersi, bicie serca, i mdlenia, — Ale najczęściej 
natura pokonywa działanie jadu, a powyższym 
symptomatom łatwo zaradzić można. 

Żuyczśj to poipoL'iy, ze ukąszony od żmii 
członek, mocno przewiązują wyżej rany, ^r mnie- 
nianiu, że tym sposobem przetnie a^ jadnwi dw- 
Ca do dalszego ciała. Tako^te przewiąza^iie nie 
tylko nie jest pomocnem, ale cz^stokro^ gangrenę 
iia obrażony członek aprowadza. 

Przyłączamy poniżej sposoby, jakie z Vi'!el<»- 
Łrolnego doświadczenia okazały się byi najaku- 
teczniejszemi przeciw ukąszeniu żmii. Wyczerpa- 
liśmy je a dzieła Paułickiego: Medycyna 
dla włościan. 

IlaBamprzAd trzeba poaacina^ ranf, (ktita sa 



zwyczaj bywfi -bardów msSt) i 9ibmji ją wodą 
ciepłą, tub łei.,fjr3!Diąfl P^tepi trzeba ranę i uia- 
Czające ją ciało wysmarować oli\tą, i tę nad ża- 
rem trzymm'^c, z lekka- wcierać wewnątrz lany, 
szarpią zwilżoną olejem na nią przykładać, i płat- 
kiem płucieRnyBi.lnfa bibułą, w oleju zmaczana 
obwijać. 

Jeśli tego wszystkiego ,nje ma pod ręką, mo- 
żna naparzać członek przez kwadrans ciepłem 
mlekiem^ a polem wpuszczać w ranę sok z czosn- 
ku lub z cebuli, — albo nakoniec, kiedy już 
niemożna inacz^', nasypać tfOchę prochu na lane 
i zapalić. , . .. 

Co dwie lub Ir^y godziny trzeba dać clio- 
remu po dziesięć kropli płynu amoniakowe- 
go lotiiego z wodą; a jeśli lego mieć niemo- 
żna, co dwie gfłdziny po łyżce oliwy, i/r braku 
oliw^, można użyć jakiegokolwiek otejn. , 

Chory zaś powinien wMrzymeć się od wszel- 
kiego gatunku wina, wódki, lub innego mocnego 
^apoju, tudiież płynów kwaśnycłi; a obficie pić 
herbatę z bzowego kwiatu, alho mleko ciepłe, 
dla dfistania potó^>', na których główny polega 
ratunek. 

Kairo, wiasto stołeeztie w Egipcie. 

W calyni ś>\iećie nie masz pewnie miasta, 
przedstaM-iającego nam więc^' osobliwszych wir 
doków, jak Kairo. — Ktoby chciał powziąć ja- 
kieś wyobrażenie, o- owym b^ecznym starożytno- 
ści labiryncie, niechaj tu przyjdzie; oatrzedz ](o 
jednak muszę, aby się wprzód upatrzył ^v kłi,— 
»ek Aryadny, i z nim dopiero puścił się w te 



239 



M ęzykiem pokręcone^ wąftkie, — same w sobie I 
gioące ulice. — Prsyten nie radzę osobie zbyt 
na cierpienia i niedola bliźniono tkliwej, — zbyt 
deUkathem obdarzonej czucienii zwiedzać miejsc 
tych) kędy dopiero poznać można , co to jest 
nędza* 

Ogćł miasta jest to zbiir lichych lepianek, 
świetnych pataoów — miast, wsi — z matemi 
tylko przedziałami wód, — pul obsianych, la- 
sków i ruin. — Połączenie bowiem starego Kairo, 
Bulaku, i wyspy Rodda, ^ nadaje właiciwemu mia- 
stu Rairo postać olbrzymii| i dziwna — Liczę 
pospolicie w tem mieicie 240 głównych ulic — 
25000 domów mieszkalnych, 400 meczetów, — 
prócz tego znaczne liczbę szkół, — w których 
Ulemowie udzielają nan£» — Znajduje si^ tam 
także, 300 publicznych cystern, 1170 kawiarni i 
65 łaźien. — Ulice tak sf ciasne, ze pojedyncze 
powózki, zaledwo w nicli|przecisnęó się mogę. — 
Piesze zaś chodzenie utrudzą nieczystość bruku 
i wilgoć, pochodząca s ustawicznego krzyżowa- 
nia się długich szeregów koni^ wielbłądów i 
oslów/obładowanych naczyniami z wodę. — Wil* 
goć ta nigdy nie wysycha, — bo pochyły sposób 
budowania domów, stykających się z sobą pra- 
wie wierzchem ku środkowi ulicy, nie przepu* 
szcza wcale promieni słoneeznych« — Za tenii 
ulicami, cięgna się sady owocowe, gaje drzew 
figowych, oranierye i miejsca publieznydi prze- 
chadzek. Wszystke to nosi tią sobie cechę 
orientalności. 

Jak ulice i poYozenie miasta przedstawiają 
obraz nieładu, — podobnie malinę nam i we* 
wnętrzne stosunki, scenę zamieszania, r- Tłumnie 
toczy się po ulicach mnóstwo ludzi, koni, osłów ; 
toc^y się i miesza, bo nikt nie myśli ustępować 
drugiemu. — Tutaj przewrócił biegnący wielbłąd 
pakę trzciny cukrowej, któr^ kupczj uboga 
arabka; ta szereg przeklęctw i złorzeczeń miota 
ZSL uchodzącym. — Tam potręcony ku ziemi no- 
siwoda, od' owego jeźdźca , przed którym idacj 
janczar, kijem w srebro oprawnym, drogę sobie 
toruje. Pastucha w łachmanach , proszęc prze- 
chodnio w o ustęp, ustawicznie donośnym głosem 
Sowtarza, „garuk, riguelak, szummalak.^' Ow- 
zie znów stoi na wpół nagi Sauton (święty") — 
właściwie zaś głupiec, i gromadzi na około 
głupszych od siebie, co chciwie przepowiedni jego 
słuchają. — Na rogu każdej ulicy, . postrzeżesz 
odartego improwizatora, który ża kilka parasów, 
wyleje pochwalnych wierszy tysiące. — Krzyki 
przeje2.dzajęcego woźnicy, odbierajęcego od prze- 
chodniów szturchańce, lib ścisnionych w natłoku, 
złęczone z głosem przekupniarzy, nędzarzy pro- 
szących o jałmużnę, tak silne zwłaszcza na cu- 
dzoziemcu, wywieraję wrażenie, ze odurzony i 
upojony tę niesłydhanę wrzawę pojęć się sam 

nie może. 

Wśród takiego zamieszania, mnóstwo nadzwy* 
czajne uwija się dzieci, których miedziany kolor, 
brudtm i nieochędostwem więcej jeszcze] zczer* 



niony, dziurawe, nieczystością ulic zbrukane odzie* 
nie, nieprzyjemny sprawuję widok. 

lyiewolnice, przy odgłosie piekielnej jakiejś 
tańczące muzyki; — żydzi zachwalający każde- 
mu swój towar, moc niezliczona wyjących psów; 
wszystkie prawie za wa łaję ulice. 

Nawet i po zachodzie słońca, nie ustaje je* 
szcze ta scena powszechnego zamieszania. Kiedy 
na reszcie świata po za miastem, w^szędzie już 
głuche panuje uśpienie, tutaj nowe rozpoczyna 
się życie. — Tysięce małych światełek zawisłych 
wśród nieprzejrzanej ciemności, nadaję miejscom 
tym jakiś właściwy urok. — I teraz wrzawa 
jak za dnia: tu słychać wyraźnie brzęczące 
dźwięki dzikiej muzyki; zapowiadaję one zbliża- 
nie się ślubnego obrzędu, bo tutaj nocą się tylko 
zaślubiają. - Młoda narzeczona, biaię zasłonę 
aż po ziemię okryta, jak duch biały suwa się 
pod baldachimem, wśród poważnych wiekiem 
matron. — Długi szereg współbiesiadników i dzie- 
ci, towarzyszy jej głośnemi okrzykami radością 
które echem po najdalszych miasta odbite zakęt* 
kach, gdzieś tam dopiero niknę pod niebem. 

Z każde chwila coraz grubsza ciemność, bo 
z każde chwilę gaśnie świateł kilka; a z uby- 
wajęcem światłem, zmniejsza się wrzawa roją- 
cego się tłnmu. — Wnet wszystko ucichło. — 
Nędzarz, który bez kłopotu na przyszłość, chwile 
bez troski pędzi, zasunęwszy na twarz swój tur- 
ban, legł w miejscu, kędy go noc zaskoczyła. 

Ow ruch — owo zamieszanie, ustąpiło mil* 
czeniu — cisza! Czasami przerwą ję tylko szcze- 
kania pdów lub jednostajne piema bogobojnego 
Mttzułm«ina^ czuwającego na inodlitwie. — Oto 
jest Kairo! * B. 



^ Ł « łl mm^m 



Chopin. 

(.Ciąs; dalszy,) 

Sława Chopena jako kompozytora, zaczyna się 
w Niemczech, Anglii i Francyi od wyjścia dzieła: 
La ci darem la mano, Yarie par Fr* 
Chopin. Ouvre 2. 

To dzieło zrobiło nadzwyczajne furorę w Eu- 
ropie. Najwięksi nawet przyjaciele szkoły da- 
%vniejszej przyznali mu wyższość, nad wszystkiemi 
innemi. Pisuia muzykalne były napełnione re- 
cenzyami: pomiędzy niemi ,, Rapsod) e^^ przez 
Wicka, i (adtastyczne doniesienie przez Schu- 
mana, utalentowanego fortepianistę i bardzo do- 
brego, kompozytora w Lipsku, zdaję mi się naj- 
lepsze. Pierwsze umieszczone ' sę w dzienniku 
ber j(oinct mk 1832 str. 54. i w Rerue musi- 
cale; drugie w '21 (I >)etn. muftfali rd)e Seitung Nr, 3. 
Daję tu wyjętek z artykułu Schumana: może on 
w części przynajmniej dać poznać czytelnikom 
sapał, z jakim poczętkowe to dzieło naszego 
ziomka przyjęto, zarazem posłużyć do lepszego 
zrozumienia samej kompozycyi. 

Dzieło drugie: „Euzebiusz wszedł po cichu do 

Eokoju. Znasz ów ironiczny uśmiech na jego 
ladej twarzyi obudzajęcy ciekawość. Siedzia- 



231 



lem wialnie s Floreitaaem priy fortepianie: jest 
tOy jak wiesz, jeden z owych rzadkich geiiiu* 
szówy które cał^ przyszłość przeczuwają^ i w 
oka mgnieniu Mszystko obejmuję, Euzebiusz prze- 
ciwnie r&wnie fantastyczny jak powelny, słodycz 
E jednego kwiatu po drugim wysysa^ trudniej, lecz 
lepiej pojmuje, rzadziej, ale dłużej i oszczędniej 

J'ej używa: jego gra jest też rozsądniejsza, deli- 
Latniejszę, i mechaniczniej doskonalsza* — Wy- 
izeklttzy te stówa: „panowie!, oddajcie cześć i 
pokłon gieniuszowi^^ rozłożył Euzebiusz noty : ty- 
tułu niedozwolił nam jednak zobaczyć, W my- 
ślach przewracałem poszyt: to skryte przeziera- 
nie muzyki bez toniSw, ma coś czarującego w so- 
bie. JNadto każdy kompozytor, ma sobie wła- 
ściwy układ nót dla oka. łleediorea inaczej na 
papierze wygląda jak Mozart, tak jak np. proza 
Jean Paula^ inaczej, jak proca Goetego. Tu zda- 
wało mi sie, że same nieznajome źrenice dziwnie 
na mnie spoglądają -* źrenice — jakby kwia- 
tów . — bazyliszk&w — pawi ^--^dziewie — na 
niektórych miejscach jaśniej było — zdawało mi 
się, iż widzę Mozarta* cudne la ci darem la mano 
w sta akkordów fi plecione* . No ! .teraz graj , 
rzekł śmiejąic sicFlorestan do Euzebiusza. Eu- 
zebiusz usiadł do skrzydła, i grat jak natchniony. 
Zdawało się, iż tjsiące postaci n<ijrozmaitszege 
życia przeprowadza! przed nasnemi oczami, i że 
duch niewidomy palce nad ich mechanizm wy- 
nosił. Oklask Flort^stana malował się tylko w 
słodkim uśmiechu, i stówach: „podobne warya- 
cye mógłby był tylko Beethoren napisać, gdyby 
był wielkim wii-ttiozem na fortepianie.^^ Wzią- 
wszy ty lut kompozycyi i przeczytawszy : La ci 
darem la mano yarie pour le Pianoforte 
par Frederic Chopin. Oeurre 2. — gdy- 
śmy zdziwieni zawołali „dzieło drtrgie?*^ i na- 
sze twarze z wielkiego zachwycenia ogniem pa- 
łały, a z pochwał i wy krzyków mało co więcej 
słyszeć było, jak tylko: „to przecie raz coś ro- 
sumnego! - Chopin — Cłiopin ! niezły szałem do- 
tychczas tego nazwiska — * któż on? na każdy 
przypadek gieniusz, — wielki gieniusz^^ naów- 
czas powstała scena, którą daremniebym się silił 
opisać. Rozgrzani winem, Chopenem i żywą 
rozmową, poszliśmy do mistrza Karo: ten choć z 
początku mato był ciekawy poznać nową kom* 
pozycyą, prosił nas, abyśmy mu ją przynieśli. 
Obiecaliśmy, iż jutro jego woli zadósyć u^^zyni- 
my. — Euzebiusz potem, pożegnawszy się z naoii, 
odszedł. Ja jeszcze zostałem chwilę n mistrza 
Maro. Fłorestan, biegł przez ulicę, blaskiem 
xiężyca oświeconą, ku memu mieszkaniu. O pół- 
nocy znalazłem go w moim pokoju, łeżącego na 
sofie: „watyacye Cliopena — zaczął na pół we- 
śnie — snują mi się ciągłe jeszcze po głowie. 
Wszystko jest dramalyeznem i zupełnie Chope- 
Aowskienw Wstęp choć doskonały, zdaje mi się 
najmniej wyrażać? — ale Tema — łecz dlśi cze- 
góż^ z B napisane? — Wanracye, Finale, A- 
4a^0| t» jest nie tylko co^ ale prawie za 



wiele: Cam^ w każdym takcła jpeniosz sif po- 
kazuje* (Ciąg dalszy nastąpi.) 



B e d u i n. 



Na obrazku wystawiony Bednin jest s życia ma- 
lowany przez Leona de Łaborde. Powierzchowność 
jego nie jest okazała : nie jest te bewien elegant arab- 
ski, lecz sędziwy starzec^ który w tym ubiorze nie- 
raz już przebywał Arabii puszcze, a przy pocz- 
ciwości nmie na małem przestawać* Jeden z 
najnowszych podróżnych tak pisze o Beduiaach; 
„Kłamstwem brzydzi się Arab* Mówię tu o 
prawych, czystych pokoleniach arabskich, nie o 
hołocie, która wprawdzie po arabsku mówi, lecz 
właściwie innego jest rodu. Mniemanie, jakoby 
bednini byli rozbGj*nikamiy dopnszczającymi się 
największych okrucieństw, jest tylko przesądem. 
Żyjąc w ustawicznej z sąsiadami wojnie, znajf 
tylko przyjaciela łub wrc^ga; lecz Arab woli z 
zoną i dziećmi s riodu umrzeć, niż mszyć ka-^ 
wałek chleba, który mu został ^ powierzony.. 
Przy jego ognisku podróżny spokojniej spoczywa, 
niżeli za najmocftiejsayni zamkiem. Myśl po- 
wierzania Bedninom karawany, jest najpewniej- 
szym sposobem zabezpieczeń^ onejże: nie było 
przykładu, żeby na szeląg ce zginęło, lubo w 
tych Bieprzejrzanyeli pussczach aą udzidnymt pa- 
namie a wszelka pegoń bezskutecznąby była« 
Turk&w zmija Beduiiii <ylko » ich gwałtów, ży- 
dów i chrzescian a przebiegłości i oszukaństwa; 
Dla tego buntują się przeciwko pierwszym, kiedy 
tylko mogą, łupią drugich, skoro im się tylko spo- 
sobność poda. Łecz, gdy najzaciętszy nawet nie*- 
przyjaciel, wszedłszy do ich- namiotuj wyrzeknie, 
^gościem lwoin» jestem I ^^ żadna petęga w świe-' 
cie nie. skłoni ich do zemsty. Wojny pomiędzy 
pokoleniami powstają o granice pastwisk, awan* 
uiry miłosne,, a szozq;ółni«j z oiveg<^ okropnego 
prawa odwetu, które w Kosanie jest zasa- 
dą sprawiedliwości* Rodzina utraciwszy kogo 
w wojnie lub Timym jakim sposobem^ zostaje oa- 
sadzoną od i^sti t wiary, dopóki «ę zemstą z tej 
niesławy nie wykupi. Obyczaje Arabów bardzo 
s^ surowe; pocałowanie nTe\^iasty pociąga za 
sobą karę śmierci, Oijcfec, bracia rozsiekają na 
sztuki nieszczęśliwa dziewicę, która się dopuściła 
lej słabości; a potem łzy wylewają na ji} grobie* 
W Październiku 1834 roku, widziano w Mar- 
syRi cała rodzinę- Bedniaów, trzech mężczyzn r 
trzy kobiety: dawniej widziano tyiko pojedyn- 
czych arabiw ; ale to jnż były eleganty, którzy, 
aby większy sprawić effekt na cudzoziemcach, 
poprzebierali sia Mradaie, jak w donm pewno 
niechodzili. Odzienie mężczyzn składa się z 
materyi czarnej luk brudno ciemnej, które do 
połowy tylko nóg. sięga; » reszta używa- 
ją białej kianej płachty, ta ci^e ciało ^ okry- 
wa, służąc im za płaszcz, surdut, pościel i para- 
sol. Prócz tego sa f^owie brudny turban, hrb 
tei czerwona czapeczka, z kutasem: na nogiacb 



99% 



maja maAdf. Bedliint w^0fty naJGzfia{| bow 
cltuds^. Nie bardte wjMkiegs >^ wuMtu, ala 
brody mają długie po pas. Po oku stroanoh cwrfa 
spadają CMBem kędmry. Ry^ iwawy, «wla- 
swMa «■ iriodłrtiy doić łagodne, wydają iiie- 
ialatoiii atarMych ebś w«rot Wya^caący edia- 
dę znamionuje. Ociad prowadait młodego sma- 
go wnoka ia rękę, przecudni arody młodzieńca. 
Z kobiel d\vie pnwi« w Bgrcybiałym jus byl^ 
nieku, ubrane podobnie jak męzmyaDJ. Nej- 
mtodiEB zaś , to jest matka. chlojiM, ^ągała 
na siebie uwagę usiystkich: ehociaiE już trzy- 
dziestoletnia, mogła jeszcze uchodaid za pic- 
knoić ; a sBHłonę umiała odrzoeać na bok s gra- 
cvą, nigdy jednas twany nie Mtłaniała. Kibii 
szlaclieina, cera tnmiftnaf a oczy btyszozały jak 
dwa diamenty w axBmit opMttńe. 



Pan 1) !j b r o w a. 

CPieió pniinna.) 
Wyieclial fmn ni polcuko 
Spotknt panni]) Zołinecskt, 
I lawiiisł ń do rndiiny, 
Do iwćj niłibi, do tedj^nej. 

„Moja Matni, ja ci; pTÓiif 
„Wycliowaj mi moję Zosfą; 
„Jak do locikii, do liódmego 
„Do pnyJMflu, do mojego.!' 

Siódmy i'Ocłek Jh! nadchodzi 
hi się Zosi za mąi goJii; 



' Pasi Dt^tcmk a 9^19 łada*. 
Tfiyłta Loni ■ apbą wi«dzii. 

' A io donn prsyjecliiMriiy, 
Fp pokojicb poglądawtiy ; 
„Moja Mua<, jak cui prom), 
„Wjiaiie jni moje Zmi;.*' 

iitłWydiUm ją *> innego, 
,,i,Za tr<;b«cu ŁróUwskiego."" — 
„A dafoie mi te piiiczele 
„Pójdę jćj gnć na wetele." 

„„Nie cLóiżłe um, bobj^ idradtił, 
,„,We«elebji Toaprowaduł.'"' 
njyiaiuliiiku nie na idiadę, 
„Do Zołinki na bi««i«dę. 

„A «tanQ ja w koiicu itols 
„Zobaciy mnie Zołii mojki** 
Zotii lakźe lóbacijła 
Prset tny ilolj pnełliociyb : 

„Wiiajie panic Dąbrowa 
„Siadom lat mnio boli glowi, 
„Dopiero mi wyiaiimiała, 
łiJakan cicbia oglądała.*' — 

Wieśniacy śpiewają na wieńcu: 

U nataago Jegomofci dobry roacłdek, 
Wyłlawii nam becaki; piwa, i wódki aądek. 

iN^dadworam wielka burza, 
Naiaa Jejmo^ .kiabjr ziimi 

Nadedworem wielka chmuia^ 
N»z ekonom jako ruri. 

Na kidaance płyną kąciki, 
A naiE 'wlttdan ijada Aaciki, 

Priede dworem lejy kamieu, 
Naua pani iiadai na nim. 

Siedli, łiedai, nimieclin aif, 
Gdjby toia roakwiia >i^. 

NaiB Jegomoić pdyby o». 

Nasiia pani iako Lnii , 
Naw ekonom pdyby bania. 



Korrespondencja tn recka. 
W Tnrc>i nie mają wcale pociiy; dla lego raąd 
i nuji;tniei» kupcy pinebią Itjiy właiDym io^zcern 
prasa iimyilnjcli p.iiliŃcńw, Tatarów, czyli °'oqców. 
Liidaie prywatni ucaekiiją praybycia karawany, pricK 
kiórą poielają U'ly. Lecą ponieważ Ti.roy nie inaią 
naiwuk Unnh|ii)cli, a iilioe miait takie rą bcri- 
iiiienuc, przeto nieba sii; udać do jakiej zndjt.niei 
ftoby, a tak praycadkieni t)lko lUt iia miei:>cc um- 
anacaenia doHić »H( moie. Nnpii zwykle je« laki j 
„Do Mnstafy, A leg<^ Konstantego i t, d.- cii wcale 
szukania nie ułatwia; albowiem adaraa giq nieraa, ie 
w jednej kwatene miasta 40 owJb jediioao imienia 
nniesika, a nłieiiczai naleiy uznacz\£ proceder, a na- 
wet ryły iw.iiiy, aby dać ja'ką ikaaciwki; oddiwcy lijtn. 
Tym sposobem nieraz jia liicie kładiie ii; napis t do 
N.N. jednookiego, czarno btodcgo, lycowate^o, ku- 
lawego, garba lego i t. il.,.a poiiiewai wiccei bywa 

larem list iiierar praea 20 rąk praecliodii, ..d wszy- 
stkicii o°;lądany i ci>tany, aby ń<i przekonać do ko- 



iSakładem i drukiem Ernesta Giinthera w Leaz&ie. {Red. Ciechadaki.) 



Przyjaciel Ludu. 

Rek drugi. . NO. 30. Łe»K0,dau23.StreBial8M, 



Jedwabnie e. 



2U 



W Numerze 24 Prsyjaeielą Łada s merwsce- 
gb Koko, ddUiaj łaskawym Oaytelnikom opi» 
pszczoły, znanego z pracy swej^ owada; dziś 
przedstawiamy z daleka wprawdzie sprowadzony 
owady lecz z łatwością niog^cy być a nas cho- 
dowanym, a roipowsiieGhniony^ stać się źrd^łem 
knacznych korzyści. Jedwabnice wylęgają się z 
jajek (1): wychodzą z nich cokryte cząrnemi 
włosami, do axamiiu podobnemi (2,3)« Żyją 6 
— 8 tygodni. W ciągu tak krótkiego czasu, 
szczególniejszym stopniowo ulegają przemianom. 
Młoda j^dwabnica zrzuca z siebie skórę^ czyli j^o* 
włok^, w której się urodziła, i w miejsce jej, 
piękniejszą się pokrywa (f. 4 i 5) nieco później 
srzuca ją po raz drugi, trzeci i czwarty. Jest to 
dopiero jakby przygotowanie do jej ostatniej naj- 
irazniejszej, najosobliwszej przemian]^; — prze* 
miany żyjącego na ziemi owadu, na istotę w po- 
wietrzu bujające, na mieszkańca niejako wyższych 
afer: na motyla. 

Po' kazdem zrzuceniu skóry, jedwabnica jest 
doskonalsza : bielsza, gładsza, (6, 7) większa, na- 
koniec niemal cała przezroczysta. W tym sta- 
nie fig. 7), jakby przeczuwała wyższe swe prze- 
znaczenie, gardzić się zdaje ziemią, na której 
przed chwilą pełzała: szuka miejsc wjższych, 
pnie się coraz dalej, i tam oczekuje ostatniej swej 
przemiany. Cudowna zaiste przemiana; cudo- 
wne do jej uskutecznienia środki! — Doszedł- 
szy miejsca najwyższego, wypuszcza z siebie 
Earę kropli soku żółtawego, przezroczystego, 
leistego, na miejsce swego grobu: >vysnu\ia z 
siebie jedwab podlejszy, i tworzy z niego tkankę, 
obszerną, niespójną, nieregularną, i przylepia ją 
do wyżej rzeczonego soku kleistego. Tkanka ta 
służy niejako za poułukę, zabezpieczającą dalszą 
pracę, od zewnętrznych wpływów, i bywa ukoń- 
czoną w ciągu jednej doby. Drugiego dnia,^ po- 
czyna snuć z dolnej wargi nitkę jedwabiu, i nią 
się obwija, podobnie jak się zwija nić na kłę- 
bek. Nitka ta ma 900 — 1200 stóp długości. 
Do jej wysnucia potrzebuje jedwabnica 6 — 7 dni. 
Z niej to tworzy sobie sklepienie gęste, mocne, 
ubite, słowem jest to oprzęd na fig. 8 wystawiony. 
Ostatnia jego \te wnętrzu a warstwa, a najbliższa 
gąsienicy, napojona owym żółtym i kleistym so- 
kiem, tworzy osłonę blonkowatą, która chroni 
wewnątrz spoczywającą istotę (fig. 9^, od wpły- 
wu słońca i wilgoci. W takowem sklepienia za- 
mienia się jedwabnica w 4 — 5 dniach w pocz- 
warkę, esy li w liszkę, i ubezpieczona przeciw 
wszelkim wpływom zewnętrznym, zostaje^ w 
prwnym rodzaju uśpienia, aż do SMego ostatniego 
przeobrażenia. 

Po dniach 12— 16 — 20, według stopnia tern- 
peratnry powietrza, liszka już kończy przemianę 
w motyla; już on przekłuwa tak sztucznie utwo- 
rzone sklepienie i wychodzi na świat (10); ale 
Jocóz |)elzający owad poniósł tyle pracy i tm- 
ów, nim się zamienił w motyla? a irto dla- 
tego jedynioi aby w lej przemianie zapewnić 



istnienie swego pokolenia. ^ Zaledwie bo^ien 
motyl opuści swoje mieszkanie prócz uptodiMeniiy 
żadnego innego niemli celu, żadnej innej ią^tj^ 
poczim zaraz umiera. — Motyle wykluwają się 
z oprzędów zwykle z rana od o — 7 godziny, pa- 
rzą się od 8 do 2-4 godziny ż południa;' po* 
czem motyl samiec buja kilka lub kilkanąsaę 
godzin po po)vietrzu, żadnego nie przyjmując po- 
karmu, i kończy życie. Samica zaś, w pierw- 
szych 36 — 48 godzinach po sparzeniu, poczyna 
nieść jajka (2): w ciągu 2 — 3 dni znosi 400 
— 500 sztuk, a w kilka dni później, żadnego 
nieprzyjmując pokarmu, umiera. *) Dołączona 
rycina przedstawia cały dopiero opisany bieg ży- 
da jedwabnie. , 

Pożyteczny ten owad poznano najprzód w 
dawnej Seryce, prowincyi państwa Chińskiego. 
Były tam niegdyś ogromne lasy białej morwy, 
gdzie, może przez wiele wieków, zbierali mie- 
szkańcy oprzędy jedwabnie, podobnie jak się 
dziś zbiera bawełna z drzewa Długi zapewne 
czas żyfy jedwabnice w stanie naturalnym czyb 
dzikim. Około 2700 lat przed Chryst. ooczyna 
się dla nich epoka nowego życia: hodowanie 
domowe. Cesarz Hoangti z\%rócił swą uwagę na 
jedwabnice i zachęcił Cesarzową, do opiekowa- 
nia się niemi. Przeniosły się więc prządki jed- 
wabiu z lasów odwiecznych Seryki do palaco 
Cesarskiego, i hodowanie ich stało się ulubinnem 
satrudnieniem dam dworskich. W kilkadziesiąt 
lat polem był już handel jedwabiem, głÓMuem 
źródłem dochodów państwa Chińhkiego, Chiny 
zaś nazwano krajem jedMobiu, niaterye bowiem 
jedwabne, rozchodziły się ztąd |>o cał)m w ów- 
czas ucywilozowanym świecie, i na wagę złota 
przedaMane były. Ubiór jednabny wszedł na- 
przód w modo, a później był oznaką godności i 
stano. Wcześnie także poznano ważność wy- 
łącznego hodowania jedwabnie; albouiem pod 
karą śmierci niebyło wolno wyprowadzać za gra- 
nice drzewa morwowego, przez długi przeto czas, 
mimo usiłowania fireków i Rzymian, nie wyszło 
hodowanie jedwabnie z Chin. 

Lecz czego niedukazaty zabiegi i usiłowania, 
zrządził przypadek. Zmienił on całą postać rze- 
czy, sprowadzając jcdwabniclwo do Europy. 
Dwóch Missyonarzy Chrześciańskich przybyto do 
Konstantynopola z Chin, i ofiarowali Justyniano- 
wi (5^) zaprowadzić w państwie jego jedwab- 
nictwo* Pomysł z zapałem przyjęto. Missyona- 
rze uradowani, zasiali nasienie drzewa morwo- 
wego, i wychowali piękne morwy ; by ł więc po- 
karm przysposobiony, ale prządek niebyło. JWis- 
syonarze się pomylili, mniemali bowiem, iż jest 

•) Jajka świeio mieńone mają kolor ióhj, pó^- 
mej cieipnie J8«y, a po 3 dniach rą koloru cierwoiia* 
wo-s»are»o. Zaród aycia jedwabnicy, wjroaga do 
oijwieuia pewnego sioptiia ciejpła. Potrzeba je wi^c 

Srzecliowywać ai do wiosny, póki drzewa morwowa 
osi»rc«tj%ce im pokannu, uie aacziią pussciać li«f 
ków, w mie|scii cliłodnein, ale przcciei supeŁiie Stt« 
'^ ^"1, gdji wilgoi mo€no im szkodai. 



335 



imji poftiadać morwyi aby mie6 jedwalmice. 
Ujęci, obietnicami Cesarsai puicjii sif powtórnie 
(555) do Chin, i w wjdręzeftiach laaek pieU 
grzymskicliy przynieśli przes strzeżone pilnie gra- 
niccy tysiące jajek jednabnic. Teraz dopiero było 
wazystKo; sprowadzone bowiem jajka, wydały 
mnóstwo gąsienic; a ze nieszczędzono zachodów, 
ani nakładów, a przytem klimat drzewu morwo- 
wemu mocno sprzyjał, w krótkim przeto czasie 
t tu, jak w Ghioach, j^dwabnictwo stało się źró- 
dłem bogactwa krajowego, zwłaszcza, gdy płeć 
piękna wyższego stanu, najwięcej się przyczy- 
niła do wzrostu tej odnogi przemysłu. 

Jak w Azyi, Chiny, tak później w Europie 
państwo Grecue, przez wielę wieków, wyłącz- 
nfe posiadało jedwabnictwo i handel materyami 
jedwabnemi. W roku 1146 za panowania Ma- 
nuela !• Komnena pozbawiła je nieszczęśliwa 
wojna tak wielkich korzyści, przenosząc ważne 
to źródto dochodów do Włoch. W królestwie 
Sycylii zakwitło jedwabnictwo* i rzecz szczegól- 
niejsza, iź królestwo to pótnafiło zachować przez 
kilka wieków tajemnicę hodow:ania jedwabnie^ 
albowiem dopiero w 16 y" wieku zaczęto w 
wyższych Włoszech sadzió morwy i hodować 

S rządki jedwabiu. — We Francyi na początku 
7 go wieku, za panowania Henryka IIT., zapro- 
wadaone zostały morwy. Monarcha ten przewi- 
dUiał, jak wielkie z jedwabnictwa dla Francyi 
wjpłjnąó mogą korzyści, i z największym za- 
pałem poświęcał się tej ważnej odnodze prze- 
mysłu, a usiłowania jego błogie dla kraju przy- 
niosły korzyści, gdyż. nie tylko juz żadne summy 
nie wychodziły z kraju za maierye jedwabne, 
ąle nadto znaczne do kraju wpływały* Dziś, 
według ostatnich statystycznych wykazów, zbiór 
jed%vabiu przenosi przeszło 36000000 słot* polsk. 
Anglia me była obojętną na wzrost jedwab- 
nictwa %ve Francyi, przewidując, czem ono się 
s czasem dla kraju tego stać może. Król Ja- 
kób napróźno polecał sadzenie morwów i hodo- 
wanie jedwabnie Dopiero w roku 1821 zapro- 
wadzono powtórnie. do kraju hodowanie przą- 
dek^ które poyiiodłosię nadspodziewanie i prze- 
konała, ze przyczyną poprzedniego upadku jed- 
wabnictwa, była jedynie niewiadomość jego pro* 
wadzenia. 

W Niemczech z początku próznemi także 
były pierwsze zachody. Za staraniem Fryde^ 
ryka W. wzmogło się jednakże jedwabnictwo 
znacznie, i w tej epoce posiadały Niemcy milliony 
morwów, a zbiór jedwabiu, zaspakajał nienm 
potrzebę krajową* Tymczasem, rzecz dziwna, w 
miarę postępów jedwabnict\«a we Włoszech i 
Francyi, zaniedbywano je w Niemczech. Wojny 
Francuskie zadały mu cios ostateczny. Lecz od 
roku 1821 zaczęła się nowa epoka dla jedwab- 
nictwa, które olbrzymim wzrasta krokiem I 
nadzwyczajne w tak krótkim czasie wydało ko- 
rzyści. 



Zdaje się, iż w dawniejscych czasach nie* 
trudniono się w Polsce wcale tą odnogą przemy- 
słu, sprowadzano bow iem jedwabne materye na* 
przód ż Turcyi, później z Włoch, Francyi i Nie* 
mieć. Król Stanisław August zachęcał usilnie 
mieszkańców w roku 1770 do hodowania u nas 
jedwabnictwa, a mianowicie polecił je pici pięk- 
nej. Wiele znakomitych osób chętnie się do tego 
skłoniło, więcej dla zabawy i z . ciekawości, a 
I może dla przypodobania się Monarsze, niźli dla 
I osiągnienia zysku. Przecież i ztąd niemała już 
wyniknęła dla kraju korzyść, ponieważ otrzymany 
skutek W7raźnie przekonał, że u nas jedwabnic- 
two hodowanem być może. Zostawił nam przj» 
kład tego Krasicki w małżonce P. Podstolego* 
Pielęgnowanie jedwabnie nie jest trudnem : chcą* 
cych się z niem obznajmfć odsełamy do Tygo- 
dnika rolniczo technologicznego, Nep. Kurow- 
skiego z roku 1835, z którego wiadomość tę 
wyjęliśmy. - 

O kobiecych strojach w dawnej Polsce. 

W jednym z poprzedzających Numerów, umie- 
ściliśmy rysunki męzkich ubiorów dawnych Po* 
laków. Dziś przedstawiamy kobiece stroje z tej- 
że Epoki historyi naszej: wyjęte one są rÓMnie^ 
jak tamte, z xięgi obrzędów Erazma 
Ciołka i z rękopismu Bema; i odnoszą się 
do czasu ostatnich Jagiellonów. Zaczynamy od 
strojów właściwie narodowych: 

Figura 1. zlewej strony, wystania to, co się na* 
zywało Kontusikiem^ z wyrzucanemi rękawa* 
mi, jak u mężczyzn. — Nosiły go Polki w 
dannych i na^iet w późniejszych czasach. Ale 
nigdy niebył on strojem powszechnym. Górna 
część ubioru zdaje się spięta na przedzie haftka- 
mi. Spódnica zaś przedstawia te wielkie i cięż* 
kie fałdy, jakie od kilku lat znowu w modę 
weszły. — Wreśoie wyłożenie kołnierza, a zwła* 
szcza układ włosów, dzisiejszemu nawet smako* 
wi odpowiadają. Dwie inne figury 2. wysta- 
wiają młodą Pannę, i opiekującą się nią poważ* 
niejszego wieku matronę. — Strój panny z roz- 
puszczonym włosem i z zawieszonym w tyle pła- 
szczem, przypomina nieco nowo- greckich kooiet 
ubiór : u mężatki zaś obwiązanie szyi i głowy, na 
strój oryentalny zakrawać się zdaje. Przystępu- 
jemy teraz ^ do strojów widocznie od zachodniej 
Europy pożyczonych. 

Przy osobie siedzącej i przędzą .zajętej (3) 
krzesło i kądziel niewiele się od dzisiejszych róż* 
nią, chyba że tylna podpora u krzesła jest nieco 
wysoka^ bo wyżej szyi dosięga. Sam ubiór 
osoby, zbliża się do Hiszpańskiego, ale kształt 
czapeczki czyli kołpaka ma coś szczególnego; sto- 
ji^ca koło niej draga kobieta, odznacza się dłti- 

!im kwefem aż do kolan spływającym. — Te 
wie zwyż wspomnione osoby, noszą otugie i gład- 
kie rękawy — w dwóch następnych figurach. (4 

30 



I 5) Włdłiaiy tfkiwj kiAlki«' i od n&rf WTu- | wraunria aapdwne (Ustojiiej f;«diHwd osobf, bo 
wane* Jedoa s nich ma czep«k na gtowie, dru^ { wlecze za sobą długi ogon, (powłok), klur} po- 



Ubiory kobiece w Polsce. 



dfar óifczesnego zwyczaju, karlica za pani^ avą 
■OSI. — Na i<2jł tej pani \ridzimj ftyzę, 
czyli kryzę, a na gfowie coi nakszłalt tego, 
co dziś Tokiem BazywRJij. 

Ciekawen byłoby zaiste >vyit&wienie odmian, 
jakie zaszły ir stroju Polek, od czaan ostatiiie> 
go Jagiellończyka aż de Augustów Saskich, gdy 
przesadne mody Francuzkie, jak gdzie-iadziej, 
tak i u nas gńrę wzięty. — Ale tego rodzaju 

Soszukiwania, sq bardzo Irudae. — Nieznano 
awniej dzienników mód i strojów. — Pozostałe 
z owydi czas&w ryciny historyczne, M^stawiają 
prawio zawsze polityczne tylko przedmioty, a 
żalem tylko męaczyzn, i ich działanie. Ale 
aczkolwiek i (e ryciny maja twtf ważność i war- 
tość dziejopisarską, ciekoiAszem byłoby jeszcze 
dla nas wysla\t ienie scen hislorycznycb, w któ- 
rychby dswnc Polki ^ w iBlotnej snej postacie, 
z otaczaj^cemi je siosnnkami figurowały: od- 
kryłaby sif nom choć no części ta druga strona 
naszej histur}!, mniej dot^d znana, to jest: do- 
mowe życie i weunętrzne stosunki naddziadów. 
W. oiedosiatkii takowych rycin, lub malowań 
grapowydi , mamy przechowane po niektórych 
domach starożytnych portrety familijne. Te je- 
dnak rzadko dalej sięgają nad czasy Augustow- 
skie. I w lym gatońkn jeszcze wizeinnki ko- 
biet historyeznieisze b^, niż mczkie, bo przez za- 
prowadzony jakiś zu'yczaj konwencyonalny, por-, 
irely mężczyzn najczęściej w zbrojach sa iłysta- 
wione, wtenczas nawet^ kiedy nigdy nie byli 
uojskouymi, i kiedy w powszechnutu;] noszenie 
zbroi zupełnie było wy^o z nżywania. Ko- 
biece Tiortiely przeciwnie, menie dochowuje spo- 
sób unierania sio ówczesny. — W tym wzglę- 
dzie, prócz podobieństwa twarzy, dekawemi się 
ati^^ z samego jui ubrania wizerunki kobiet hi- 



storycznie wsłaMionych. Tak na przykład wi-' 
dzieó można w zbiorze obrazów Hrabiów Potoc-* 
kich w Will ano w id, piH-Iret Orzełakiej, stan'- 
nej ulubienicy Angnsla U., O której tak pod- 
cMebnit wspomina w Pamiętnikach swoich Mar- 
grabina Baireuth siostra Fryderyka W. — Po 
niektórych familiach mniej więcej z Letzczyń- 
skiemi spokrewnionych , widać jeszcze gazie 
niegdzie wizerunki Maryi Leszczyńskiej, 
króloMĆj Francuskiej, i matki jej Katarzyny 
Opalińskiej, koronowani królowej Polskiej. 
Wyżej wspomniany zbiór Willanowski, wystawiir 
nam też Marrq Kazimirę, żonę Jana So- 
bieskiego w rożnydi epokach życia, a między 
inncmi trzymająca na łonie owyrli Minianków 
i Fiłanków, o których król Jan w Ksiacli 
swoich ^1'spoiaina, a których w póżiriejszym cza- 
cie Polska znała pod inncniem xiążąt Alusandrit 
i Konstantego .Sonieskich. — W tejże samef 
Gnłteryi jest też portret królowej Maryi Lud-^ 
wiki z Gonzagów, dwóch królów ptdskiclt 
małżonki. — Familia Mniszków, na Wołyniu, 
posiada pierwiastkowy portret Maryi Bfnisz- 
chowhej, żcmy Dymitra, koronowanej Carowej 
Rossyjskicj, z którg przerysowana jest rydna 
w hisior)'! Zygmunta III. pizez IVicmcewicza. 
Anny Jagiellonki, żony króla Stefana, naj- 
prawdzłtt szy, jak się zdaje oryginał, jest w Ka-: 
ledize Krakowskiej, której ona szczególniejsn^ 
6yla opiekunką; rycinę zaś lego portreta znaj* 
djiie czytelnik w Htsloryi polskiej Bandtkipgo* 
Królów^' Btfny Sforzy, mniej może jest por-^ 
tr«iuw w Polsce, aniżeli w innych krajach, * 
ztflaszczB ve Włoszech, gdzie jako Niężniczkai 
Hiedyołanska , i .jaśniejąca w pierwss^ młodości. 
Aidziokami, wielo malarzom za itzór picknaśei 
służyia. Co si^ zaś tycze Barbary Radzi- 



^37 



pewności łusIorjrosBej. 

' . (Huicc MUt^) 



Ubiory dam w PeSaee.. 



Kalendarz met^orolugirziiy. 
Lud prosfr Iiibi s czasn niniejszego prirro- 
ko^RĆ przyszłość; ^M-faszcza zmianę powietrza, 
niekiedy dośi: szczęślinie zgaduje. Niemasz w 
tent nic (1zin'nc;;o: eiboniem przepędzając pra- 
wie catj czai przy pracy na dworze, dostrzega 
%p naturzt pewnych znaków, na których zasadza 
itre pToroctii'a< — Pomiędzy inaemi nwaza po- 
wietrze dwtmafttn dni, poczanszy od Bożegona- 
rodsenia, to jest od 25. Gni^nia, aż do Trzech- 
krtlli, to jest do szóstego Stycznia. Każdy dzień 
następnie ma oznaczać jeden z dwnnastn poso- 
bie następirjąeych miesięcy. Poranek ma być 

foczą ikiem, pofirdniowy czai środkieni, a popo- 
mliiie końcem miesiijca, luazn-nżajac na nocy. 
Podobny kalendarz na rok 1836 byiby: 
- I. dzień jwiąt Bożego narodzenia , 25. Gm- 
llzień 1835, Styczeń: od rana mróz mały, potćm 
śnieg pntszył do godziny rannej 10 ć], ^ Od 
10 — 3«i posępno. — Od 3«i do wieczora deszcz, 
aaprzemiaił wieg, później mróz i wielka ślizga- 
wica. 

2. dzień oznacza Łnty i t. d. Cały dzinń 
^sTrv I mroźny — Ślizgawica. 

^. dzień: nadedniem jnieg. — Cały dzień 
posępny. — Na wieczńr birrzawa z ibiiegn 
mroźnego. 

4. dzień: od rann deszcz z biegiem na- 
przemian do 3 ar. — Potem mróz i wiatr lęgi. 
'■ — Slizgaułca, z powodn której tylko para far 
brła na targu w Poznania, gdzi* icn bywa 
kilkaset. 

5. dzień. Od rana deszcz — palem fam- 
da <to 11 et. — Od 11 0] deszcz, wielki watr 
i gwałlDwnji pccbaama. 



6. dzień. Poclimimio i mróz mały do po- 
łudnia. — Od 12 =i do pierwszej inieg, polem 
PAchmumo aż do wieczora. 

7. dzień. Od rana aż do 9 = i mrozek przy- 
JHiny, potem śnieg do 10»j, — Od 10 = i mróz, 
jaano i takiż wieczór. 

8» dzień, to jest pierwszy Stycznia 1836. 
Poranek do 10 «j pocbnnny z śniegiem. — Od 
11 ój do wieczora dwyi jauu i BUcha pogoda, 
t małym korcem ćniegu* , * 

9. dzień, dragi Stycznia. C^y dzien ja- 
any, 7 stopni mrozu i pogoda, w nocy »ai«» P'>" 
prufizył. 

10. dzień posępny, ciągle powietrze z wia- 
trom zimnym, ale coraz w ilgoiniejsze aa Uo 
wieczora. . . i 

łl. dzień. Poranek odwilż z śniepem, az' 
do 4*1, polem deszcz rzfsisiy, w nocy mroź i 
wielka ebzgawica. 

12. dzień. Poranek ciepły pogodnj, ale po- 
sępny. — Środek dnia i popoładnie sucho po- 
sępne i taki wieczór. 

Gmin także twierdzi : jakie iwięia Bożego 
narodzenia, lakio też Ostatki (zapnsty), taka Wiel- 
kanoc i takie Świątki. Ta cała praepowiednia cza- 
sn słnzy tylko najwięcej dla zacnowania pamiątki 
zwyczaju krajowego. ^* 



C h U p i 



Don Jnan, ZerlJoe, Leporello i łlasetto s^ 
eoywiicie mówiące charaktery. — OdpowiedK 
Zerliny w leną, bardzo mileinie oznaczona. 
Pierwsza waryacyą, możoaby lroc^ę pyszną i 
kokietującą saiwać; bardzo intereRSownie bawi 
się w niej grand Hiszpański a wiejską dziewicą.. 
— Druga jest ^uż bardziej punfalą, wesołą ikló- 
lliwą, zdaje się, iż koEbnjącA się para goni się, 
i głośno się śmieje. Jakże jeJn»k wszystko w 
trzeciej waryacyi atę zmienia! Tam sam blask 
zięiycB i czary dncIuW. — Maseiio stoi z da- 
leka i dość głośno klnie; Dun Juan i Zerlina 
■iesuażąią na lo. — Oteż cznarta: cóż « niej 
sądzisz Julianie? czy nie cndna? A potem tO' 
piękne Adagio z B moll, priepowiadające niejako 
Don Juanowi karę pieMa! Jakże dobrze potćo( 
eznaszB roiknilłe B dur pierwszy catua miłości. 
Wszystko to jednak niczem, w porónn£niu » 
ostatnią częścią „Finale a Ma połaeca — la 
część zawiera w sobie cały koniec Don Jua- 
na, nciekająoega przed piekielnemi poczwarami; 
jakza pięltną, elegancką, jakże bogatą w Tiarmo- 
nijae priejścia. - Lecz już późno, mój Julianie r 
obadź się do nowych snów i — zaśniej; jo 
marzę o Cliopenie. „I ja także mój Fłoreslanie" 
odpowiedendem „czy we śnie czy na jawie żyję' 
adt^d tjffko w lunach Cliupena, nbóstwiam jego 
gieninss, jego silaelieiney pewne dążenie ■ jeg» 
MfJMf wyobraźnii^ <* Zasm^liśmy paUm, 



238 



mmm 



Wicksie jestcze pochwały jak Schunann, 
oddaje t^j kompozycji Wwfc w wyi^j jiii 
w«niaBkowaii«5j recenayi, do której czytetaika 

ódsełamy* — .* . lw 

Moina sobie łat>vo wystawić, z jakiem ocm- 
kiwairiein cały świat wyglądał innych kooipo- 
zycyi Chopena. W roku 1833 wywły nasię- 

'^"^ i Polones na fortepian i wioloncellę, dzieło 3. 

2 Mazurki oddział l«y i 2gi. Dzieło 6 i 7. 
(później wyszedł oddział 3* dzieło 17.) 

3, Trio. Dzieło 8. 

4! Kotturnao Dzieło 9, (później drugi od- 
dział Dzieło 15.) ^ 

Kompozycye te szczególnie Trio » Mazur- 
ki przewyższyły oczekiwania wszystkich. Ma- 
zurki tylko w Niemczech północny cli, gdzie wcale 
nie zostały zrozumiane, nie podobały się. W 
Niemczech południowych, w Francyi i Anglu, 
iędzie je odgadnięto, były prawie ubostniane. 
Fetis w ReTue musicale, Fmk w ^lU 
ucmełne mufl.falłfcfte 3«ifttn9^ S«ha. 
mann w 5Reue 3^itfd)r(rt fdr gRuflf,^! 
redakcja Gazette musicale, nie mogą się 
dosyć nachwalić, orygmalnoici i piękności tych 
mazurków: jedynie tylko Rellstab, redaktor 
ffazelty muzykalnej berUnskiej, pod tytułem: 
3ric Im ©ebłete ber Xonfunrf/ nie mając 
najmniejszego wyobrażenia o pieśniach 1 tańcach 
ludu naszego, najmniejszej znajomości ducha mu- 
zyki poUkiej, odważył się nie tylko ganid, ale 
prosto naśmiewać się z tych mazurków. — Po- 
wstaje on osobliwie na śmętnośó! lecz właśnie, 
ten smutek, ten plącz, jak we wszystkich kom- 
pozycyach Chopena, tak szczególnie w tych ma- 
zurkach rozlany, nie tylko czarujących dodaje 
im wdzięków, ale nadto jak najdokładniej je cha- 
rakteryzuje. Nie jest tu miejsce rozbierać je w 
szczególności ; w każdym jest tyle piękności, tyle 
poezyi, tyle wdzięku, iż o nich arkusze pisaćby 

można. , » ^ • t> 

Po mazurkach wydał Trio na fortepian na 

skrzypce i wioloncellę, ofiarowane Xięc i u An- 
toniemu Radziwiłłowi. Pełno w mm j^est 
nowych figur, wielkich i pięknych myśli: jakaś 
wszystko porywająca siła, połączona z smutkiem, 
nawet często z m^zką rozpaczą; przy częstej 
zmianie i grupotianiu pojedynczych części, przy 
dziwnych rytmicznych i harmonijnych zauikła- 
niach, znajduje się jakiś śpiewny, charakterystycz- 
ny dźtiięk, porządek i dziwna symetrya. Sło- 
wem to dzieło godne Chopena; równie jak Not- 
turna, które wkrótce po „Trio" wyszły.— 
Dotąd jak wiadomo uważano Fil da za najpierw- 
szego kompozytora notturn. Chopin i w tym 
rodzaju kompozycyi chciał byó pier\%szym, i oczy- 
wiście przewyższył Filda. Jakże suche, oschłe 
i nudne są notturna tego kompozytora, w porów- 
naniu z cudnemi Chopena tworami, które miano- 
wicie śpiewnością, nowemi szczytnemi myślami, 
bogactwem harmonii, i tą zajmującą, jemu tylko 



wlaśeiwą anętnoiciąy tąk bardzo od wssyatkuA 
innych się różnią* Są to prawdziwo amrzonui 
czystejy czułej Ątutjf miotanej uczuciami w ci« 
che) nocy. — Nieczułe serce ich nie zrozumie. 

Każdy, kto tylko te pierwsze dziewięó dziel 
naszego ziomka pozna, musi przyznać, iż jtei 
przez nie, przewyższył wszystkich fortepiani* 
stów, i nieśmiertelną sła%f'ę sobie zjednał: cós 
dopiero, kiedy uwagę zwrócimy na jego później* 
sze kompozycye ; na jego „ćwiczenia*^ na jego 
boski Koncert, na j^o cudną Fantazyą^ 
na śpiewy polskie- na jego równie trudnego 
jak pięknego Krakowiaka, i na smęiae 
Scherzo? — Brakuje nam słów do wyrażenia 
doskonałości i piękności tych dzieł. — Śmiato 
możemy twierdzić, iż żaden naród tak wielkiiHy 
prawdziwie narodowym kompozytorem po« 
szczycić się nie może* W Chopena dziełach 
każda nota jest narodową, każda nota piękną — 
prawdziwie piękną — boską — każda my ól 
szczytną, niebiańską! — 

W ćwiczeniach (Etudes Oevre 10. Uy. ^1 
et 11.) P. Chopin już przez ded}kacyą (Li* 
sztowi po nim najlepszemu fortepianiście w Eu- 
ropie) dał poznać, dla jakich to fortepianistów 
te ć\ticzenia są przeznaczone. Dobrze ich nikt 
pewnie oprócz samego kompozytora i Liszta nie 
jest w stanie wykonać : mierni fortepianiści (U 
j. tacy, którzy najtrudniejsze dzieła dawniejszych 
kompozytorów jak n.p.: Kalkbrennera , Jłiesa 
Uumla, Herza i t. d« od razu i to pod każdym 
Mzględem doskonale, wj konać są w stanie) led* 
uie będą mogli po kilkuiniesięcznem pilnem 
ćwiczeniu, jedne albo dwa z tych, „Etudes^* jako 
tako odegrać ; o wykonaniu trudniejszych, jak 
n.p.: 2^i<^i,, 4tei, lltćj^ ani myśli. „Gdyśmy^ 
mówi Fink w iUUąem. uiuftfaU Settung Nro. o« 
z roku 1834^^ to dzieło pierwszy raz do ręki 
wzięli, zdauało się nam, żeśmy jakiegoś ciemUe* 
go miejsca dostrzegli. Panował tam jakiś dzi« 
wny ruch; ruch — jakby duchów w wirze raz 
na dół, drugi raz do góry przesuwających się^ 
ujrzeliśmy się naraz w krainie duchów*. — Po* 
woli jednak zaczęliśmy przezierać coraz wyraź* 
niej, a obrazy nocy i zmierzchu, ukazywały nam 
się o tyle, o ile to z ich naturą się zgadzało: 
Śmiałe jak bohaterów cienie^ zaczepiające i pie« 
szczOnejak sny z otchłani Acherontu, dziwne, ol- 
brzymie, jak wężonośne giganty, rzadko tylko 
zięzycem omglone, mieszały się z fantastycznemi 
grupami, w locie duchów, bez ładu i spoczyoku 
— a mimo tego, była w tem wszystkiem je« 
dność. Romantyczne więc ćwiczenia, nowe i 
doskonałe. Łatwo pojmujemy, jak to prawdzi- 
wie jedyne w swym rodzaju, cudowne zjawisko 
fortepianistów elekurycznie uderzy : i że za nąj« 
wznióslejsze, i najdoskonalsze oa nich uważane 
by<> rnusi*^* 

Tak piaał Fink, przyjadę! dawnej szkoły^ 
który pewnie zo smutkiem na zwycięstwo bow^ 



239 



atkoty patnji który Baw^t czasem jeszcse chwali 
kottipos^cje, Huoiia, Kalkbrennera i wielu innych. 
CHicsenia te m klucsen do nastepuj^cjch- 
k^^iposycjTi Chopjena: do koncertu dzieło ii^ie 
(s.Orkieiitr^); ^ . , 

.Fantasjrą na jpiewj poUUcy dsielo 13* (z 
Orkięę|rqO . • . ^ 

Krakoniaka. (x Orkie«trf«) Dzieło 14« 

Rondo z Es. Dzieło 16* 

Scherzo Dsief o 20. 

Najuieksi krytycy juz. powiedzieli wszystko 
te^ c» tylko na j|uchwaię tych dzieł posiedzieć 
■lozna b}lo« Smiesznem musiałoby się zdawać^ 
^ybym bi^ tu na nono zdobywał uwielbianie: 
dosyć rzec, ii trudno znalesó co doskonalsze- 
go i piękniejszego. 

Zwykle bawi P. Chopin w Paryżu, K^Uie 
często nadzwyczajnie licznie odwiedzane koncerta 
daje, i gdzie jego lekcye Francuzi złeteln wazf 
'(podobno 2 Luidory za ^dzinc). ^) Skutek naj* 
pomyaloiejszy uwieńczył jego unitowania. Wszy- 
acy prawie \iielcy kuinpozytorowie postępuję za 
jego przykładem, f tę drogę, które on poszedł. 
Wymienię tu t}lko sławnego Liszta w Paryżu, 
Hitlera, Berliniego, Schumana, równie piękne jak 
ntalisntonanę Klarę Wiek, Pixisa i Chaulieu, 
który od 110^^ dzieła do romantycznej szkoły 
przeszedł. 

O Herzu, Hintenie^ Czemim i tysięcach innych, 
dawniej ulubionych mistrzach, nic już prawie nie 
alychaó. I któżby tez mógł raz skosztowawszy 
niebiańitkich tonów, lęffknic do ziemskich! Da-^ 
Mniejszych konipozj turów porównać można do 
gwiazd — w nocy. świecili; czy lii gwiazdy 
iuieció mogę, gdy słońce* zabłyśnie. 

Kie wiem, czy gdzie mniej są kompozycye . 



nie się do ręk jego, niech wybaczy, ze tak słabe 
pióro odważyło się o nim pisać: niech przyjmie 
te kilka słów jedynie jako wyraz uwielbienia, 
szacunku i wdzięczności za tyle, tyle szczęśli- 
wych i pięknych godzin, które jak milionom, tak 
i mnie przez swe cudne kompozycye sprawił. 

F. A. W*y.*».«t 



Albrychł, xii}zę Pruski. 

Albrycht, xiażę Pruski, sławny w dziejach 
Europy jako ostatni W. Mistrz Krzyżaków', ob- 
chodzi nas jeszcze pod innym względem: b^l 
on siostrzeńcem Zygmunta L, kierował ostatnie- 
mi usiłowaniami zakonu, chcącego dawna potęgę 
i znaczenie odzyskać, a później przyłożył się 
niezmiernie do wydoskonalenia języka i zbo- 
gacenia literatury polskiej. Urodził się dnia 17. 
Maja 1490 z Fryderyka Margrabi Brandenburg- 
skiego, z linii Anspachskiej i z Zofii, córki Ka- 
zimierza Jagiellończyka, siostry Zygmunta I. 
Ojciec jego, mający kilku synów, a niezbyt wiel- 
kie posiadłości, 8kłom'ł Albrychta, aby został w 
młoaym bardzo wieku kawalerem zakona teu- 
tońskiego, czjli krzyżaków. Miał bowiens na- 
dzieję, źe związki krwi i wysokie urodzenie do- 
pomogę Albrjchtowi do osięgoieaia wnet naj- 
wyższej godności w zakonie. Jakoż nadzieja ta 
niezawiodła go: po śmierci bowiem Fryderyka^ 
Xłęda Saskiego, W. Mistrza, zakon obrał go w 
roko 1512, prawie jednomyślnie, za swego na- 
czelnika. 

Wybór ten rokował obydwom sęsiedzkim 
krajaro Prusom i Polsce trwały pokój: tymcza- 
sem inaczej się stało. Xięzę Albrycht działając 
w ducha zakonu, wcale nie myślał o złożeniu hot* 



P. Chopena znane, jak w naszem Xię8twie, już ! du, którego się Zygmunt domagał:, ztęd wyni- 
to s tej przyczyny, iż mało mamy znawców mu- [ kła (roku 15195 długa, z rożnem szczęściem pro- 
syki i dobrych fortepiaoisCó w ; już też dla tego wadzona wojna, opisana doić obszernie w Hart- 



pGczęści, iz nas o* nowych - postępach muzyki 
rzadko wiadomości dochodzę; ponie\taż n. p. w 
cal>ni Poznaniu (uiem dokładnie; trzy tylko 
osoby trzy maję żurnale muzykalne; w innych zaś 
piflmach polskich artykuły muzykalne ai^ nieznaj- 
duja. Ztad pochodzi, iż tak często jeszcze sły* 
szymy kompozycye Humla, Herza, Czernego, i 
lylu innych; nowszych nikt nie gra, bo o aieh 
aikt prawie jeszcze nie wie. 

To mnie szczególnie spowodowało do unife- 
szczenia tych kilku słów o kompozycyach 
Chopena. ^ 

Spodziewam się, iż każdy muzykalny Czytel- 
nik, nieomieszka bliżej obeznać się u dziejami 
tego prawdziwie narodowego naszego kompo- 
zytora: ^) Pan Chopin zaś, jeśli ta karta dosta^ 

*) Podiiig ostatnich wiacTorao^Bi wyjedul F. 
Chopin w LiMopadńe m Paryia. 

*) Dotąd wydane dzieła Chopena A^indstfpniącc^^ 
t. Rond^ (w WaYssawie u Bneiinj | drugie wydanie 
W Lipiktt tt Hofiaeilinu) — .Daiejo 2. Lą. €i darem 



knocha: 9lltet$ m\b 9^fuet$ ^reuteii; w Biel- 
skim i innych* pisarzach. Wreście roku 1526 
nastąpił pokó^. Nie dlogo iłlbrycht potem prze* 
szedłszy. na stronę reformacyi, pojął w maizeń- 
i»two Dorotę, córkę Fryderyka^ krófai Duńskiego^ 



1» matu>. Varie. ^wWieJmiinHasIingera.) — Dzieła 
4. So»uwa i pziełk) 5te FsiutagyR (wyjdą w tym roku 
u Ha»łiug;era.) — Dzieło &. Miiziirki. Dzieło 7 Ma- 
zttrki. Dziewo & Trio, ua fortepian »krzypee i wio- 
loneellę. — Dzieło 9 Notti»'tia« «~ Dzieło JOEkudes^ 
— Dzieło Ił Koncert (a Orkiesirąf) m Ki»tnera w 
Lipsku. — Dzieło i3 Fantazya na »piewy p-olslkia z 
Orkiestrą. •— Dzieło 14 Krafcowiak. Wielkie koncer- 
towe Kunrdo' z Orkiestrąi u Kistnera. — Dzieło 15* 
NotŁnrita ii Bneitkopfa. — Dzieło 16-Hioirda (zE^ur) 
u Brtsitkopfa. Dzieło 17 Mazurki u BreitlopPa. — 
Dzieło %8 W»lee« — Dzieło 19^ Boteio. -^ Daelo 20 
dcUerro. 

W tym r&kn wyjdfą w Łfpsłn (w Faryiu i Iton* 
dynie juł wyszły ) t 

i) Drugi wielki koncert s Fjnol s Orkienrąii. 
Daeło 2U 

2) Ballady (bez textaj. 

3> FaiHA5iycsM« Mazusfci*' Dzieło s4^ 



"Sit) 



fntMyt, ttJGftMM-ał Z^gtauńtotti' Augustowi. 
Praybywajacyeh do Królewca PrfakAw ptryjmi)-' 
wal upnejmie; uozoiiTch łej^ narodu M'ap>bra{ 
i na druki dztet poMuth tozył. Unrien^^ ta* 
lecif, aby ayn jeso Albert Fryderyk zaraWni^ 
flię w pbM^rti ^ak -w aieim«ekiB i łaomkim 
języku dęskpnalit. J. Ł. ' 



Pcz^owia i piosnki gminne. 

Łepwy rjd* jak iiic. 
Wmiftial ńą, jak Pitat w kredo. — 
Wypadł )ak Fniiciwkau « niisecik^ — ' 
Niech b;diie wilk ijty i koia cala, — - 
Jedna iroka ■ kt^a, a diiełi<i£ vr kier* — 
Ma liij dubrae, jak groch prcj drodaa -^ 
Nie triebi iłuMe^ połcia tmarowaf — • 
Kiedy B6g dopiiici, to i a kija piiM -^ 
Suuaf\ wat) panie Adaj, i uu fity waa ^ 
Pytani (tg, jak wera na aKitnicie —• 
Kto ckce pM udeny^ łatwo kij snajdaie. 

Bartek. 

Sanok ń ja tfgj cUopeł^ 
Mam itary grow niun i •oopakt 
Oj da dana, o moj Jeiu. 

Oj, daaa, dana! 
Mam ja konie, mam i woły, ^ 

Mam ja owce, mam i pacaoly 

Oj da dana i t. d. 
Mam ja ccapk« i koJiiMek 
Zofka ma bet, tacłf poduiiek. 

Oj da dana i I. A. 
Kocham Zoffcf, boć wej inat, 
DiciiŁam J4, .a mnie ona 

Oj da dana i t. d. 
A wieoorem mojej ZoCce 
Zabndlkam jej| ua okMwce. 

Oj da dana i t. d. 

Włlcsek. 



Albryeht, xi^ię PrułkŁ 

e zoatawazy xicnem Pniakim, byt ojcem awydi 
poddanych: uczynił wiele dobrych postanowień, 
utwonyt »ił« morska i lądowa, zalożyt bibbo- 
teke x(8iec^ (1540) i Uniwersytet w Rr&lewcn 
(1544). Jemu kraj zawdn^a latożenie wanelni 
Boli, i wiele zakladiw fabrycznych. Umarł w To- 
piiiu d. 20. Marca 1568w 78 roku życia, panowBw- 
Bry jako xiaże lat 43, , „ . , . _ 

Do Królewca sprowadził wielu uczonych Po- 
laków, jakoto: Seklucyana, Treckc, Kwiałkow- 
akieeo, Radomskiego, Stnibicza i innych, ktirzy z 
ioeo zachęcenia od roku 1545 wiele dzieł w 
poUkim jeżyku na iwiat wydali. Sam napiaał 
^ memifrckim jcryku dzieło o Mtuce wojennćjj 
klAre. kazawflzT na K^Y^ polaki Strubiczowi 



Znać, ie jcsicze ioiiy nie ma. 
Do lii; nie kłopoce; — 

OJeó ly •!<;, oieii ly »i(( 
Ty lesiił beiiyja, 
A bijdiiełali taki biedny 
Jakim jeicem i ja, — 
Wilcaytko )ic oieiiiło, 
U(zy opiiicilo : 



Cdi 



1 pot( 



1 byio7 



Ty gotciuna b krijwą wicią 

Po3ycc£e mi i^ły a nicią; 

Bn^df tobie suknią Jata) 

A na wiecaór bi;d; ikikal. 

Jadłem kluski, piłem roidl, 
Mięsam nie jadł, arlym wesiil. 



"Nakładem l drokien Eraeala Giintherft w Leiiuia. (Red,Cieclrti',jM.> ■ 



Przyjaciel Ludu. 

Rok dru^i. NO. 31. I-e>i>o, ihiaW. St;ai>i>1836, 



w 242 ^ 



^ 



mm 



Rnnęły^pyytne sam esy tka ^ <• 
'<f* ' PrsebT&tiuly^ slawloe turnieje I * 

Ziemia pogrzebią swaliska. 
Nocą saRryły się dzieje; 
A pienia rycerskiej cli wały » 
Co m^fstwo i miłosc tciin^ły, 
' W. znikłvclx gdsies' rodacii sostaljr 
Jak glos aziecięcia niiuęły, S. W. 

KtK^lwiek w sianie pierwiastkowym sp&le-^ 
cseństwa doznał jakiej knsjwdj^ sam, bez urzę- 
dn, poszukiwał sobie sprawiedliwości: siła je- 
dnegOy walczyła z siła drugiego, zwycięstwo da- 
wało wygrana, przegrana przynosiła stratę, a 
później, wstyd i hańbę. Poeci dawni nazywają 
attę, cnotą, a mądrości imieniem mianują 
Sztukę robienia narzędzi śmierci. Walka była 
p<0;vszeclinym środkiem załatwiania sporów, zwy- 
cięzcę nazywano bohaterem. Aby umieć robić 
Imnią, trzeba było długiego ćwiczenia, i biegli 
w tej sztuce przywodzili innym ; tak walka Me- 
nelausa z Parysem zaczyna wojnę Trojańską — ■ 
Hektor potyka się z Ajaxem — Kurracusze 
walczą z Horacyuszami o panowanie Alby lub 
Rzymu — Ossyan opiewa walki Fingala z 
Swarranem.- Narody północne, gdy zalały ^ań- 
ftwo rz^pnskie, przyjąwszy łagodniejsze obyczaje 
i zbytki dawniej im nieznane, zachowały przy 
nich dawne mezt^i^o* Powstały wieki rycerskie. 
Kto się nie bił, tego nazywano tchórzem; taki 
nie mógł się pokazać w gronie Wojo\\iiików. 
Płeć piękna odbierała hołd od zwycięzcy, a tak 
przybył jeszcze jeden powód walki, a ten był, 
podobać się ulubionej, za jej sławę walczyć, z 
jej trzewika pić, jej imieniem lub przepaską od 
idej daną się zdobić, i tak wylęgły się wieki 
rycerstwa, opiewane tyle przez poetów, wieki 
romantyczne, w których sama okropność wojny 
nosiła na sobie cechę przyjemności. 

Nie tylko na polu bitwy, popisywał się 
rycerz z zręcznością swoją i odwagą walcząc 
przeciw nieprzyjacielowi swej ojczyzny lub bro- 
niąc praw własnych ; ustanowiono gonitwy czyli 
Turnieje, przedstawiające niejako obraz woj- 
ny, w czasacn pokoju, podczas koronacyi, Mjaz- 
du królów, lub innych wspaniałych uroczystości. 
Sposobiąc się do tych igrzysk, dokazując w uich^ 
ubiegając się z zapałem o chwało, pier^rszeń- 
Bt\YO lub wyznaczone nagrody, uczyła się mło-^ 
dzież pilnie kierować dzielnym rumakiem, wła- 
dać orężem, nacierać na meprzyjaciela, śmiało 
mu stawiać czoło, lub, gdy była tego potrzeba, 
imikać zręcznie jego napaści, aby upatrzyć cliwi- 
lę, w którejby mu szkodzić ' można, a przez to 
oklaski widzów pozyskać. 

Turnieje (toumois, tomeamenta), u nas zwy- 
kle gonitwy, odbywały się z największą oka- 
załością: towarzyszyły im prawami królów^ 
xiążąt lub zobopolną walczących z sobą umo- 
wą, ustanowione obrzędy. Pow stały one, ile wy- 
śledzić można, w jedenastym wieŁu, albowiem 
za pierwsze Turnieje uważają gonitwy odbyte 
w Slagdeburgu w roku 1036* Dwie partye były 



j' 



Ritnsebne V Tumimich, zaczepna i odpatiuu 
ac^elnik pie^Wfec^ wy|il^aw7ał1^ostów date^ 
którego godnym za ugodzą ^nigiej uważał. Oby- 
dwaj wodzowie podejmowali swym nakładem 
przybywających, jeśli wzywający na te ignsy* 
skft ' sam niechciał lub niemogi ich ponosić I 
kiedy zaś odbywały się gonitwy pi-zy koronacyi 
lub innych uroczyst^rficiach, monarcho\tie ' Xvteay 
zapraszali na nie. Wybrani z doświadczonych 
rycerzy czterej sędziowie, wyznaczali czas i miej- 
sce, a król oręża (le roi d'armes) i woźni (he- 
roldowie) ubrani w bogate zbroje i szaty, ogta^ 
szali turnieje po kraju i sąsiednich nawet pań- 
stwach, wzywając wszystkich ochotę do walki 
mających. Zbierało się rycerstwo na miejsce 
wyznaczone, na kilka dni przed zaczęciem go- 
nitwy, zawieszając na obranem miejscu swe tar- 
cze z herbami i innemi godłami, przypuszczano 
bowiem do zaszczytu walczenia nieskażonych 
tylko mężów. Kto przeciw wierze ś. powsta- 
wał, monarsze swemu nie był wiernym, nie oka- 
zał się mężnym w rozprawie jakiej; kto od 
trzech przynajmniej pokoleń nie był szlachcicem^ 
dla bogactw jedynie żenił się z niższego rzeda 
osobą, kto nad nieprzyjacielem podłej szukał 
zemsty, poddanych swoich uciemiężał, oddawid 
się rozpuście lub opilstwu, takiego nie puszcza* 
no w ssErankiy i każdemu było wolno w prz^ 
ciągu dni czterech przed walką, zanieść swa 
skargę przeciw przybyłym na Turnieje. Gdy zas 
zażaieiue za słuszne uznano, surowa kara cze- 
kała winnego, często nawet nie uszedł śmiercL 
Znanym tylko ze sławy i nieskazitelności swej 
rycerzom, wolno było w postaci nieznajomych^ 
wstępować w szranki, aby nieść pomoc słab- 
szym, lub za nich waUd odbyivać. 

l^Iiejsce, w którem się Turnieje odbywały^ 
wybrane i wymierzone przez znawców, jak się 
wyżej powiedziało, otaczały w kształcie amfi- 
teatru loże dla widzów : w środku siedział zwy- 
kle król lub xiażę z damami, trzymającemi 
w^ ręku nagrody dla zw^yciężców, z lewej strony 
zasiadali sędziwi,, pow ażni rycerze, jako świad- 
kowie. *) Z prawej zajmowali miejsca sę- 
dziowie walki, biegli w sztuce wojowania mę- 
żowie, czuwając oraz, aby gonitwy podług 
przepisanego porządku się odbywały. Przy wej- 
ściu do szranek, stali giermkowie, i uważali na 
przybywając;^'ch rycerzy: za tą strażą zgroma- 
dzał się dopiero lud. O pewnej godzinie wstę* 
pow ali rycerze w bogatych zbrojach w szranki^ 
pieszo lub konno, pojedynczo lub po kilku ra- 
zem, podług tego, jak walczyć miano, i na jaką 
broń. Oręż mających się potykać sprawdzano 
i cechowano pieczęcią, aby lepszość broni nie 
dawała któremu z nich| widocznej przewagi* 

*) Jednego z tych wybierano na «,Ryceraa 
płci pickuej.'< Dostawał on na znak swej godno* 
sci drzewiec, z boEatą haftowana 8san>H» i jefli Kti^ry 
z walczących w )akieni znajdował się niebespieczeii^iwiey 
rycerz dani na rozkaz ieli, dawał znak, a wteucias 
nie wolno jui było sadawać mu ciosów. 



34a 



MfciT 



Chtnem niegodtito się uderzać, lecz stępioną 
nieco bronią: muzyka oznaczała początek i ko- 
niec gonit^r, trąby znak dawały każdej osobi- 
stej walki. Pięć uderzeń dzidą, trzynaście mie- 
czem uważano zwykle jako dostateczne, do oka- 
sania siły i zręczności walczących. Przeciw'nika 
strącić z konia, albo przynajmniej z kulbaki wy-